-Jak już wiecie- powiedział Hokage do zebranych przed sobą Jouninów- dziś wyznaczę wam po trzech absolwentów akademii jako waszych podopiecznych. Waszym zadaniem będzie kształtowanie zarówno ich zdolności jak i charakterów. Będziecie ich opiekunami do czasu gdy conajmniej osiągną poziom Chunnina.
Wszyscy słuchali w ciszy, chyba jedynie Gai nie mógł się doczekać swoich nowych wychowankow.
-Wedle tradycji- kontynuował Trzeci- dobrałem po trzy osoby do jednej drużyny, tak by jeden wypełniał braki pozostałych. Nie były to łatwe decyzje lecz w końcu utworzyłem odpowiednie grupy. A więc...
* * *
-Nie rozumiem, po co mamy tu siedzieć?- marudził Naruto nie mogąc usiedzieć w ławcę- Przecież już skończyliśmy tę szkołe.
-Nie słuchałeś Iruki?- odezwał Kiba znudzony jego marudztwem- Mamy czekać na naszych nowych Opiekunów. To chyba proste do zapamiętania kretynie.
-Sam jesteś kretynem! Dobrze o tym wiedziałem, BAKA! BAKA!
Atasuke przewrócił oczami, jakże żałosne to dla niego było. Mimo to on również był poirytowany faktem, iz jest zmuszony znowu tu wracać.
Niech ci wszyscy opiekunowie już przyjdą- pomyślał- mam już dość tego miejsca. Rozejrzał się po pozostałych, zauwazył że ich ochraniacze dodają im nieco więcej powagi. Ciekawe czy mi również?- pomyślał.
W jednej chwili wszystko ucichło. Oczy wszystkich skierowały się ku drzwiom. Najpeirw tylko się otworzyły, potem weszło przez nie dwoje ludzi. Piekna brunetka o czerwonych oczach i facet z ciemniejszą cerą, lekkim zaroście i papierosem w ustach. Schował go gdyż nie był jeszcze odpalony.
-Nazywam się Yuhi Kurenai- powiedziała kobieta- wyczytam teraz trzy nazwiska, osoby wyczytane wstaną- Spojrzała po klasie i rozwinęła zwój
-Inuzuka Kiba!- przeczytała, Akamaru które leżał na głowie swojego właściciela zaszczekał gdy Kiba z usmiechem wstawał, Kurenai spojrzała na niego i wróciła do czytania- Huuga Hinata!- Hinata drgneła jakby właśnie sie obudziła i nieśmiało wstała kładać złączone dłonie na blacie. Czerwona jak burak spojrzała na Naruto, ten wyszczerzył zęby i pokazał jej uniesiony kciuk w górę. Chciałabym żeby on też był w mojej drużynie...- pomyślała.
- I na koniec Aburame Shino!- Shino stał z rękoma w kieszeniach od kurtki- Miło mi was poznać- mówiła uprzejmym tonem, sprawiała wrażenie kochającej mamy- Od dziś będą waszą opiekunką nadzorującą. Wasza trójka będzie od teraz tworzyła jedną druzynę. Mam nadzieję że uda nam się wspoółpracować i dojść do porozumienia.
Kiwneli głowami. Kurenai wyszła z nimi i został jedynie facet. Miał ciemną cerę, piwne oczy i czarne włosy. Uśmiechał się przyjaźnie.
-Ja nazywam się Sarutobi Asuma, jak moja poprzedniczka wyczytam teraz kolejną trójkę.
Obym tylko trafił do jednej grupy z Sakurcią...- marzył Naruto wpatrując się w nią z serduszkami w oczach.
Mam nadzieję że trafię do jednej grupy z Sasuke...- pomyślała w duchu Sakura.
Jeśli nie będę w grupie z Setsuną to nie będę z nikim- zaperzył się Natsuo w myślach.
Ehh...- mruknął Atasuke z zamkniętymi oczami i spojrzał na Asumę który właśnie rozwinął swój zwój.
-Nara Shikamaru!- wyczytał i poszukał wzrokiem po klasie tego którego właśnie wyczytał, Shikamaru powoli wstał. Siedzący obok niego Choji spojrzał na niego z przestrachem.
Asuma uśmiechnął się i spojrzał na zwój.
-Ymanaka Ino!- blondynka wstała trochę zawiedziona, miała nadzieję że ostatnim wyczytanym zostanie Sasuke albo Atasuke.
Choji zaczął tracić nadzieję.
-Nie martw się, Choji- powiedział Shikamaru- Nawet jeśli nie będziemy razem w drużynie to i tak nie rozdzieli to naszej przyjaźni. Choji uśmiechnął się i przestał zamartwiać.
- Akimichi Choji!- Choji uśmiechnął się i wstał pełen energii. Był naprawdę zadowolony i Asuma to zauważył- Dobrze więc, jest już nasza czwórka. Wiecie już kim jestem, pójdziecie teraz ze mną, a co do reszty, wasi opiekunowie przyjdą lada moment. Uśmiechnął się i wyszedł razem z wyczytaną trójką.
Po niedługiej chwili do sali wpadł ubrany na zielono mężczyzna, który zdawał się promieniować energią.
-Znam już nazwiska swoich uczniów na pamięć, którzy to Lee, Neji i Tenten?!- jego echo rozchodziło się po sali. Wyznaczeni wstali. Neji znudzony, Tenten poirytowana a Lee zapatrzony w postać mężczyzny.
-Witam was! Nazywam się Gai i będę od dzisiaj waszym nauczycielem! Jestem wyznawcą zasady "Trening czyni mistrza" więc im więcej będziecie trenować tym szybciej zostaniecie prawdziwymi mistrzami!- darł się. Wycelował w nich palcem wskazującym a gdy się uśmiechnął przez moment oślepił ich blask jego zębów. Neji wyglądał na zszokowanego, i taki był. Tenten również. Lee wystrzelił pięść w górę i z wodospadami łez w oczach krzyknął z radośći.
-Ruszajmy odkryć siłe naszej młodości!- robiąc gwaizdy opóścił pomieszczenie, Lee pobiegł za nim. Neji i Tenten niespiesząc się poszli za nimi zażenowani. Gdy drzwi się zamknęły nadal wszyscy wpatrywali się w wyjście, ogłupiali nie wiedząc co o tym wszystkim myśleć.
Zostało ich już tylko 6: Atasuke, Setsuna, Naruto, Sasuke, Sakura i Natsuo. Jeszcze nie wszystko stracone- pomyślała Sakura- Nadal mam szansę być w drużynie z Sasuke..
Naruto podobnie pomyślał o Sakurze a Natsuo o Setsunie. W ciągu następnych dziesięciu minut do drzwi wszedł kolejny mężczyzna. Sasuke i Atasuke poznali go od razu, to był...
-Nazwam się Uchiha Obito- powiedział stanąwszy na środku sali przed tablicą. Brunet o krótkich włosach, lewe oko zasłonięte opaską tak jak ten siwy który przeszkodził wtedy Atasuke pobić tamtego blondyna. Natomiast jego prawe oko było czarne, skóra na prawej stronie twarzy wydawała się być lekko obwisła. Jakby coś kiedyś ją przygniotło i to z dużą siłą. Spod ciemno-zielonej kamizeli wystawały dwie biało-niebieskie chusty, nie wyglądał na słabeusza.
Czemu tak bardzo przypomina tego kolesia z opaską na oku?- pomyślał Atasuke- Nie tylko ze względu na zakryte oko. To coś więcej.
-Wyczytam teraz nazwiska trzech osób, które pójdą razem ze mną- brzmiał dość groźnie lecz nie na tyle żeby się go obawiać. Wyjał zwój i rozwinowszy go przewertował wzrokiem- Wakano Setsuna!- Setsuna drgnęła poczym wstała. Razem z Natsuo spoglądali na siebie tracąc nadzieję- Uchiha Atasuke!- wyczytał. Chłopak wstał, w oku Obito pojawił się cichy blask gdy zobaczył nazwisko "Uchiha"- i Okazaki Natsuo!
Natsuo przez chwilę siedział wpatrzony w Obito, na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech i momentalnie odwrócił się w stronę Setsuny. Ta również się uśmiechnęła zamykając oczy i delikatnie przechylając głowę. Natsuo się zarumienił.
Tak!- krzyknęła Sakura w duchu- Będę z Sasuke w jednej drużynie!- ledwo powstrzymywała zachwyt- No i niestety z tym przygłupem- pomyślała wpatrując się w Naruto z uniesioną dolną wargą i przymróżonymi oczami.
-A więc dobrze- powiedział Obito chowając zwój- pójdziecie teraz ze mną- wskazał w kierunku drzwi. Cała trójka opuściła salę i wyszli na zewnątrz.
-Nie martwcie się- powiedział Obito do pozostałej trójki- wasz przełożony zjawi się już nie długo- pocieszył, poczym wyszedł.
Zastał swoją trójkę przed Akademią. Stanął opierając ciężar ciała na lewej nodzę a ręce założył na biodra.
-To gdzie mamy iść?- spytał Natsuo nie mogąc powstrzymać emocji.
-Myślałem nad tym, myślę że znam idealne miejsce- powiedział z uśmiechem.
W końcu dotarli na wzgórze o którym mówił Obito, była tam coś w stylu loży; wygodne siedzenia tworzące okrąg o promieniu 0,5 metra, ze środka wystawała dość cienka kolumna podtrzymująca okrągły dach znajdujący się nad głowami nowej druzyny. Wejściem było miejsce w którym nikt nie ustawił fotela.
Dobre miejsce do zastanowień, widok na górę Hokage a w dole cała wioska Liścia.
-A więc- zaczął Obito gdy wszyscy usiedli- wiecie już jak mam na imię. Chciałbym się czegoś od was dowiedzieć. Wasze marzenia, ambicje, cele. Cokolwiek- zaproponował. Z uśmiechem spojrzał na nas czekając na pierwszego chętnego.
-To może ja!- zgłosił się Natsuo, Obito się uśmiechnął i skinął głową.
-Nazywam się Okazaki Natsuo! Moim jedynym celem jest zostać najwspanialszym Hokagę na świecie!- krzyknął z pięścią w górze i szerokim usmiechem. Atasuke poczuł się poirytowany- Ale nie takim jak ci do tej pory. Ja zostanę najlepszym Hokagę jaki widział świat, dopóki będę żył nikt nie odważy się zaatakować wioski. A gdyby się taki znalazł, obroniłbym wioskę choćby za cenę życia
-Powiedz coś oryginalnego- powiedział Atasuke znudzony.
-Co?! To jest oryginalne, idioto!- wydarł się w złości.
-Nie, ani trochę. To chyba jasne, ten kto chce zostać Hokagę ma taki obowiązek bronić wioskę, twoje marzenie jest podzielane przez 80% shinobi w tej wiosce, twihe szanse na spełnienie tego marzenia są raczej znikome- podsumował Atasuke.
-Coś ty powiedział!?- wrzasnął Natsuo gotów bić się z Atasuke, ten tylko spojrzał na niego kątem oka.
-Chłopaki, uspokójcie się. To nasz pierwszy dzień a wy już zaczynacie się kłócić- powiedziała Setsuna obdarzając ich groźnym wzrokiem.
Obito obserwował ich z cichym uśmiechem na twarzy. Wspomnienia wracają- pomyślał- wszyscy razem przypominają moją dawną drużynę. Mistrzu Minato, teraz już wiem co czułeś jako nasz sensei.
-A ciekawe jakie są twoje marzenia?- spytał Natsuo zakładając ręce na biodra.
-Marzenia są dla głupców którzy nie biorą życia na poważnie- odparł Atasuke, tymi słowami jeszcze bardziej zainteresował Obito.
-Że co?- zdziwił się Natsuo- Jak można nie mieć marzeń? Każdy jakieś ma.
-Nie jestem każdy. Za to mam cel- wszyscy spojrzeli na niego z wyraźnym zainteresowaniem- Moja młodsza siostra, moim celem jest chronienie jej. Ty jesteś w stanie poświecić życie dla wioski, ja zrobię to samo dla Niej- atmosfera umilkła- Los tego kto ją skrzywdzi, z góry zostanie przesądzony.
-Dobrze- wtrącił Obito przerywając ciszę- a Ty, Setsuna?
-Ja? Nie mam specjalnie wielkich planów, chcę tylko żyć jak każda normalna dziewczyna. Założyć rodzinę i dbać o nią najlepiej jak tylko mogę. Moją ambicją jest wspieranie i pomaganie innym w realizacji ich marzeń- gdy to mówiła spojrzała na Natsuo, który się zarumienił.
-Rozumiem- znów Obito- Wszyscy macie wielkie ambicje, i bardzo mnie to cieszy. Natsuo, jeśli masz zamiar stać się wspaniałym Hokagę musisz ciężko trenować by stać się silnym. Dopiero gdy to nastąpi będziesz w stanie chronić wioskę- uśmiechnął się. Natsuo słuchał uważnie, na koniec z uśmiechem skinął głową.
-Setsuna, twoim celem jest pomoc innym w realizacji ich marzeń, w takim razie mam dla ciebie pewne zadanie. Nachylił się lekko ku im- Obserwuj Natsuo, patrz jak rośnie w siłę a gdy dozna jakichś ran, opatrz mu je. Bo może się okazać, że ratując jego ratujesz cały świat- zakończył wypowiedź. Setsuna zrozumiała przekaz, skinęła głową.
-Jeśli chodzi o ciebie- Atasuke drgnął gdy ten zwrócił się do niego- Mam w stosunku co do ciebie pewne podejrzenia ale to okaże się z czasem. Póki co będę cie obserwować. Natomiast co do twojego celu, wiem że to co powiedziałeś było prawdziwe. Jeśli zostanę waszym przełożonym dołoże wszelkich starań aby umożliwić ci wykonanie zadania jakie na siebie nałożyłeś.
-Jeśli?- zdziwiła się Setsuna- Myślałam że już nim jesteś.
-To się okaże dopiero jutro, jeśli zdacie mój test to faktycznie nim zostanę.
-A jeśli nie?- spytał Natsuo.
-W tedy wrócicie do Akademii- po tych słowach cała trójka zamarła wytrzeszczając oczy. Atasuke z niedowierzaniem aż nie wiedział co powiedziec, po skroni spływała mu kropla potu.
-Jak to... "do akademii"?- powtórzył.
-Jak narazie zaliczyliście egzamin i awansowaliście na poziom genina, jednak to nie świadczy o tym iż zostaliście moimi podopiecznymi. Zadecyduje o nim jedynie wynik jutrzejszego testu.
-Ale jaki to test?- wtrącił się Natsuo.
-Nie mogę wam powiedzieć. Umuwimy się tak, bądźcie jutro o godzinie 8:00 na polanie za murami wioski, widziałem was tam ze znajomymi więc wiecie gdzie to jest. Zasada jest taka- wyprostował się- Nie wolno wam zjeść śniadania ani nawet napić się mleka czy herbaty.
-Co?!
-Co?!
-Co?!- cała trójka.
-Liczę na punktualność- dodał- Niestety obowiązki wzywają, muszę już lecieć więc do zobaczenia jutro- powiedział, i odskoczył znikając w dole wzgórza.
-Widzieliście...- zaczęła Setsuna- po prostu nas zostawił.
-Co za różnica?- Atasuke wstał, nerwy już mu przeszły, wsadził ręce do kieszeni i opuściwszy loże skierował się ku wiosce.
-H... Hej! A ty dokąd?- zawołał za nim Natsuo. Atasuke odwrócił się do niego.
-Niektórzy mają pewne obowiązki, radzę zapoznać się z definicją tego słowa- odparł i ruszył w dół.
-Wiem przecież co to znaczy, Baka!- wydarł się za nim. Setsuna się tylko uśmiechnęła- Wkurza mnie, uważa się za niewiadomo kogo.
-Może po prostu ma już taki styl bycia, nic nie poradzisz.
Zapowiada się ciekawie- pomyślał Obito obserwując loże z ukrycia- Ta trójka naprawde przypomina mi czasy z dzieciństwa. A Natsuo, widzę w nim pewien potencjał, ten sam który kiedyś znajdował się we mnie samym. Dziewczyna tak bardzi przypomina Rin, zdecydowanie za bardzo. Atasuke jednak trochę odbiega od Kakashiego. Owszem, jest bardzo utalentowany jak na swój wiek, jednak jego charakter jest... zbliżony do Kakashiego a jednak jest w nim coś oryginalnego. Zapowiada się naprawdę obiecująco.
* * *
-I jak twoja drużyna? Podoba się?- spytał Fiijo młodego Uchiha który właśnie przyszedł na umuwione miejsce.
-Trafił mi się największy przygłup ze wszystkich możliwych, nie wyobrażam sobię go na jutrzejszym teście, przez niego możemy nie zdać.
-Co masz na myśli?
-Jego umiejętności są beznadziejne, nie ma szans.
-A skąd wiesz że to będzie test na umiejętności?- spytał.
-To oczywiste, jako nasz nauczyciel najpierw będzie chciał zobaczyć co potrafimy by potem stwierdzić w jaki sposób może nam pomóc. Prawdopodobnie będzie oceniać naszą prace zespołową- wyjaśnił.
-Gratuluję zdolności dedukcji- pochwalił- Wracając do treningu, pewnie zastanawiasz się dlaczego dziś trenujemy w lesie?- Atasuke tylko na niego patrzał- Otórz dziś nauczę cię zdolności koncentracji chakry nie tylko w jutsu ale też w poszczególnych częściach ciała- Atasuke przymróżył oczy zdziwiony- Pokażę ci.
Fiijo ruszył w kierunku grubszego drzewa i stanął przed nim, po chwili oparł prawą nogę o drzewo, po chwili zrobił to samo z lewą. Stał na drzewie, dosłownie. Powędrował w górę po korze drzewa będąc ustawionym równolegle do ziemi. Atasuke patrzył w góre na niego z niedowierzaniem.
-Jak ty... ?
-Koncetrując chakrę w stopach możesz oszukać grawitację, jednak żeby zaraz nie spaść musisz stale kontrolować przepływ chakry która w tej chwili kumuluje się w moich stopach.
Fiijo kucnął i wybił się z drzewa lądując przede mną.
-Weź swój kunai- chłopak wykonał- A teraz skup się, zamiast wyrzucać chakrę w postaci zywiołu skumuluj ją stopach. Wyobrażaj sobię to, poczuj to. Zamknij oczy i skoncentruj się.
Chłopak zamknął oczy i wykonał pieczęć chakry. Wyobrażal sobie że chakra napływa do jego stóp, kumuluje się tam i otacza jego stopy niewidzialną warstwą. Stał tak przez chwilę nie robiąc nic oprócz wewnętrznej kontroli przepływu chakry.
Otworzył oczy jednocześnie rzucając się w stronę drzewa, wbiegł na wysokość dziesięciu metrów i czując że grawitacja ściąga go nadół przeciął kunaiem korę zaznaczając miejsce dojścia i wykonując salto w tył wylądował na ziemi.
-Cholera...- burknął. Wstał by znów skumulować chakrę.
Powtórzył swój ruch jednak skonczyło się jedynie na zaznaczeniu nowego miejsca kilka centymetrów nad pierwszym.
Powtarzał tę czynność aż do wieczora, drzewo było bardzo wysokie więc prób można było wykonywać niezliczenie wiele.
-Atasuke! Odpuść na dzisiaj, zrobiło się ciemno- zawołał Fiijo po kolejnej nieudanej próbie- Jutro to dokończysz.
-Możesz już iść- odparł zdyszany Atasuke po kolejnym odbiciu od drzewa- Dam sobię radę.
Fiijo tylko się uśmiechnął i założywszy ręce na klatce piersiowej oparł się wygodnie o najbliższe drzewo.
Nie odpuszczę...- Atasuke zaparł się w duchu.
-Atasuke ciężko trenuje- zza drzew wyszedł ojciec chłopaka, stanął obok Fiijo przyglądając się postępom syna.
-Mhm- Fiijo potwierdził skinięciem głowy również nie spuszczając ucznia z oczu- Jednak niedługo już nie będę mógł go uczyć. Sori (tak ma na imie ojciec Atasuke) zdziwił się- Hokage powierzył mi misję, tylko tylę mogę powiedzieć. Jednak nawet jeśli przeżyje, wykonanie jej zajmie mi bardzo dużo czasu, to też Atasuke nie będzie dłużej moim uczniem.
-Ale... i co teraz?- spytał zdekonspirowany Sori- Doskonale wiesz że nie zaprzestanie ćwiczeń. W dodatku będzie nam potrzebny, wiesz o czym mówię.
Fiijo skinął głową, jego poważny wyraz twarzy zdawał się już nigdy nie ustąpić.
-Cholera...- Atasuke znów zaklnął, był o nie całe 7 metrów od nich.
-Shisui coś kręci.
-Hm?- zdziwił się Sori.
-Śledzę go od kilku tygodni, nie wiem co knuje ale coś mi nie pasuje. Od początku nie pasowały mu nasze plany.
-I co zamierzasz?
-Nic- odparł Fiijo- Nie mogę już nic zrobić, Hokage wysyła mnie na misję, ruszam za dwa dni.
-Co?!- oburzył się Sori- przecież nie możesz...
-Spokojnie, mam już plan. Jednak to nie jest miejsce na takie rozmowy a i tak nie mógłbym ci powiedzieć.
-Cholera, ANBU i te ich zasrane tajemnice- warknął do siebie Sori.
-Musicie To zrobić za trzy dni- powiedział Fiijo, Sori spojrzał na niego.
Atasuke wylądował i przyszykował się do następnego ruchu. Kątem oka spojrzał na rozmówców.
-Inaczej nic nie zdziałamy.
-A Shisui?
-Załatwię to. Znam pewnego wysoko postawionego człowieka w starszyźnie. Opowiem mu o oczach Shisui'ego, resztą on się zajmie.
-Jeszcze jedno... Czy chłopak będzię gotowy?- oboje spojrzeli na Atasuke.
-Tym również się zajmę.
-Mhm- przytaknął Sori- Hej! Atasuke!- zawołał.
-Hę?- chłopak się zdziwił, zatrzymał się i spojrzał na ojca- Tata?
-Wracamy do domu, mama się niepokoi- uśmiechnął się.
-I co teraz?- zaczął Natsuo- Już 7:59 a jego dalej nie ma- powiedział niewyspany, nagle zabyrczało mu w brzuchu że aż kurczowo się za niego złapał- I czemu nie pozwolił am zjeść śniadania?
-Witajcie- nagle na gałęzi drzewa pojawił się Obito- Cieszę się że już jesteście, chyba możemy zaczynać- zeskoczył z drzewa i stanął koło przed nami z rękoma na biodrach.
Na niewielkiej polanie stały trzy grube dwu-metrowe drewniane pale. Obito pokazał im dwa zestawy śniadaniowe na wynos z knajpki. Wszyscy byli głodni więc zapach ciepłego jedzenia momentalnie dotarł do ich nozdrzy wprawiając ich w mieszane uczucia pragnienia i zachwytu. W drugiej ręce trzymał dwa dzwoneczki które zadzwoniły gdy uniósł dłoń.
-Waszym zadaniem jest odebranie mi dzwoneczkó, ten komu się to uda dostanie jeść.
-Ale jak, przecież są tylko dwa dzwoneczki- zauważył Natsuo.
-Owszem, to oznacza że jeden z was nie dostanie jedzenia- cała trójka wytrzeszczyła oczy w zdziwieniu.- Test ten ma na celu sprawdzenie waszych umiejętności działania w grupie, jak i pracy zespołowej- powiedział.
Wiedziałem- w oku Atasuke pojawił się błysk.
-A zatem zaczynajmy, Start!- krzyknął rzucając jedzenie pod pale. Cała trójka rozbiegła się skokami. Każdy z nich ukrył się gdzie indziej.
Muszę obmyślić jakiś plan- pomyślał Atasuke obserwując Obito stojącego na środku polany. Sam schował się w kororonie jednego z drzew- Najlepiej dwa, jakoś nie widzę mojej współpracy z tym dwojgiem.
I co teraz?- spytała się w duchu Setsuna- Mam atakować czy może czekać na przebieg zdarzeń? Setsuna z kolei schowała się w spróchniałej korze drzewa która jakimś cudem jeszcze stała.
Natsuo nie wziął tego testu na poważnie, nie na pusty żołądek. Ukrył się za lewą palą i z jęzorem na wierzchu czekał na sposobność by ukraść jedno śniadanie.
Co ten idiota...- Atasuke prawie wypadł z kryjówki, miał ochotę zabić Natsuo- Wiedziałem że przez niego będą same kłopoty.
Natsuo...- zmartwiła się Setsuna.
Jeszcze chwila i dosięgnę... Co za różnica czy teraz czy później. I tak wiadomo że dostanę to ja i Setsuna- blondyn już wyciągał rękę po pudełko- Jeszcz... hę?!- na pali pojawił się Obito z rękoma na biodrach i nachylony patrzył na niego z góry. Natsuo się zaśmiał i odskoczył na dwa metry, zaraz po dotknięciu ziemi odskoczył o kolejne dwa metry.
-Od razu pomyślałeś o sobie- powiedział Obito- To nie dobra cecha.
-O czym ty...- Natsuo nie widział co powiedzieć- Ja tylko chchiałem wykraść jedno pudełko by dać je pozostałym by byli na siłach- wymyślił coś na szybko. Obito się usmiechnął.
-Pamiętaj o dzwoneczkach- chciał je wystawić gdy nagle wykonał obrót i złapawszy za kołnież na karku Atasuke przerzucił go w stronę Natsuo. Atasuke szybko odzyskał równowagę i wylądował na nogach wyjmując kunai. Cholera- zaklnął- prawie je miałem.
-Atak z zaskoczenia, sprytne.- pochwalił- Jednak byłeś za wolny- uśmiechnął się. Atasuke zacisnął szczęki.
-Natsuo!- krzyknął. Blondyn zareagował instynktownie, wyjął swój kunai i obydwoje z rękoma w tyle ruszyla na Obito. W trakcie biegu zmienili strony i Atasuke atakował z prawej a Natsuo z lewej.
Atasuke pierwszy skoczył do zadowolonego Obito i wykonał dwa szybkie cięcia (między pierwszym a drugim sięgnął po dzwoneczki jednak bez efektu). Obito bez większej siły kopnął go w plecy a ten poleciał na glebe. W tej samej sekundzie doskoczył Natsuo. Zsymulował atak kunaiem podczas gdy jego głównym celem były nogi Obito. Wykonał kopniecię na ścięgna jednak Obito podskoczył i kopnąwszy go w brzuch obronił się przed kolejnym atakiem Atasuke. Zablokował kunaiem atak Atasuke i odepchnąwszy go odskoczył w tył wykonując salto. Wylądował na zgiętych nogach. Od razu zaczęli współdziałać, możę i nie potrafią się dogadać ale wygląda na to że mogą stworzyć naprawdę silny duet- pomyślał Obito unosząc kącik ust. Patrzył ze spokojem jak dwaj chłopcy biegną ku niemu. Natsuo wysunął się przed Atasuke a ten wybił się z jego pleców w górę jednocześnie dodając mu rozpędu. Atasuke będąc w powietrzu sformował pieczęci.
-Katoon! Gokakyua no Jutsu!- nabrał do ust powietrza i cisnął ku Obito potężną kulę ognia. Nauka Fiijo nie poszła w las- pomyśłał.
Imponujące- pomyślał Obito, Natsuo również był pod wrażeniem. Obito nie mógł uniknąć ataku gdyż ten uderzyłby w drzewa i wywołał pożar. Sformował pieczęci i uderzył otwartymi dłońmi w ziemie, przed nim wyrosła ściana ziemna. Ognisty pocisk uderzył w nią mocno niszcząc jej strukturę, po bokach i z góry ogień nie napotkał blokady więc pojedyńcze pasma płomieni dosięgły za śnianę.
Natsuo nie chiał być gorszy więc skinął głową do Atasuke, ten odwzajemnił skłon i zaczął zionąć ogniem w tarcze Obito. Natsuo również sformował pieczęć i zaczął z ust wyleciał mu potężny huragan który uderzył w ogień Atasuke wzmacniając przy tym siłę jego ataku. Ściania stopniowo się rozkruszała i po chwili uległa potężnej sile płomieni.
-Udało się?- spytał Atasuke lekko zmęczony podobnie jak Natsuo. Nigdzie nie było widać Obito. Gdy płomienie znikły pozostała tylko płonąca kora drzewa.
-Podmiana ciała?- niedowierzył Natsuo. Nagle z góry przysłonł ich cień, spojrzeli tam i zobaczyli spadającego na nich Obito z kunaiem. Odskoczyli w bok i cisneli w niego kilkoma shurikenami. (natsuo dwoma spudłował). Obito poodbijał je, stworzył klona i zaatakowali chłopców. Prawdziwy Obito ruszył na Natsuo a klon na Atasuke.
Atasuke zaczął unikać i zadawać ciosy. Cholera- zaklnął Atasuke- nie walczy na poważnie, dostosowuje się do naszego poziomu. Niby jak mamy z nim wygrać skoro przegrywamy nawet na forach?! Przepuścił przez gardę cios w wyniku czego trochę się cofnął, zacisnął zęby.
Uniakając kopnięcia przeturlał się pod jego nogą i cofał się tyłem do przeciwnika. W jednej chwili plecami natrafił na plecy Natsuo, spojrzeli na siebie z zaciśniętymi zębami i kucneli omijając dwóch tych samych ataków klonów.
Doskonale- pomyślał Obito- Ci dwaj, razem mogą być niepokonani. Atasuke zdołał skaleczyć klona Obito w wyniku czego ten znikł, podskoczył na barki Natsuo i z kolejnym podskokiem zaatakował nogami twarz Obito który sprawnie się bronił rękoma.
A gdzie się podziała Set...-pomyślał Natsuo gdy nagle z ziemi wyrosły pnącza które owineły nogi Obito a potem jego całego uniemożliwiając mu jakikolwiek ruch.
Chlopaki zdyszani łapali oddech, Setsuna która wyszła z ukrycia poważnie wpatrywała się w Obito.
-Brawo kochani- pochwalił. Natsuo sięgnął po dzwoneczki przypięte do pasa Obito- Jednakże...- wytrzeszczyli oczy. Obito zerwał więzy i cisnął w ziemię kulki dymne poczym ziknął. Cała trójka zakaszlała nie mogąc nic zobaczyć, w dodatku zakrywali łokciem usta.
-Gdzie on...- zaczął Atasuke gdy dym opadł.
-To już nie ważne- powiedział Natsuo a Atasuke wytrzeszczył oczy, on i Setsuna trzymali w ręku swoje dzwoneczki. A skoro oni mają dzwoneczki, to znaczy że ja...
Setsuna przy lewej pale, Natsuo przy prawej, przed nimi leżały pudełka ze śniadaniem za które już się zabrali. Atasuke stał związany do środkowej pali ze zdołowaną miną. Przed nimi stał Obito, zadowolony.
-Gratuluję, udało się wam. Zapewne zastanawiasz się jak to możliwe, hmm?- Obito zwrócił się do Atasuke który zaciskał zęby.- Otóż widzisz, cały czas myślałeś nad strategią, bardzo dobrze. Tylko że Natsuo w najodpowiedniejszym temu momencie zareagował instynktownie i gdy ja wyskakiwałem z mgły złapał za dzwoneczki- Atasuke poczół się jeszcze bardziej dobity- Ale pocieszę cię, gdybyście do końca stosowali się do tej taktyki jaką obraliście teraz dzwoneczki również by do was trafiły...- przerwało mu burczenie w brzuchu Atasuke, ten spojrzał na brzuch zdziwiony i zacisnął pięści.
Natsuo już miał kończyć swoją porcję gdy nagle zamyślony spojrzał na swoje jedzenie. Nagle wstał, chwycił pudełko i pałeczkami chwycił jedzenie. Spojrzał na Atasuke i podsunął mu jedzenie pod nos. Atasuke spojrzał na nie zdezorientowany a potem na Natsuo. Obito przyglądał się temu.
-Co ty...- zaczął Atasuke.
-Może i jesteś dupkiem, ale jeśli mamy być drużyną, naszym obowiązkiem jest dbać o pozostałych- nie uśmiechał się, mówił całkiem poważnie. Atasuke wpatrywał się w niego z niedowierzaniem, po chwili powoli uchylił usta i przyjął posiłek. Setsuna dumna ze swojego chłopaka wstała i uczyniła to samo.
Obito uśmiechnął się z zamkniętymi oczami.
-Słuchajcie- cała trójka spojrzała na Obito- Po tym teście, nie mam innego wyjścia jak powiadomić was- przytrzymał ich w niepokoju- że od tej chwili nazywamy się drużyną czwartą!
W oczach świeżo upieczonych geninów zabłysła nadzieja, a na ich twarzach pojawił się uśmiech. Atasuke jeszcz się nie uśmiechnął, wpatrywał się w swojego mistrza wielkimi oczami.
A jednak, udało się nam. Atasuke został rozwiązany.
-Od dziś jesteśmy drużyną, wykonujemy razem misję i razem odpowiadamy za wynik misji- powiedział, słuchali w ciszy więc kontynuował- Jako wasz nowy mistrz będę odpowiadał za was w każdej instytucji i za wasze treningi. Bardzo mnie cieszy że mamy w drużynie członka klanu Uchiha, ponieważ gdy tylko obudzisz w sobie Sharingana będę mógł ci pomóc w jego rozwoju i kontroli. Zapewne śniadanie zdążyło już wystygnąć, zabieram was do knajpki. Zjemy sobie porządnego grilla.
Ostatecznie nowa drużyna znalazła się w knajpce, na środku ich stołu była wielka krata pod którą znajdował się grill. Kelner przynisół bekon i kiełbaski i rozłożył je na kracie. Spędzili tam całe popołudnie, umóiwli się na jutrzejszy dzień o tej samej godzinie w gabinecie Hokage i rozeszli się do domów.
Atasuke był zmęczony więc udał się prosto do domu.
-Nisan!- krzyknęła Yumi i rzuciła się bratu na szyję, ten uśmiechnął się- Uwielbiam się przeglądać w twoim ochraniaczu- powiedziała wpatrując się w blaszkę na opasce na czole Atasuke.
-Witaj- przywitała go matka gdy wszedł do kuchni- I jak było?
-Noo...- nie wiedział od czego zacząć, wszyscy spojrzeli na niego- Udało się. Zdaliśmy test.
Yumi znów go przytuliła, matka z chochlą w ręku i fartcuhu uśmiechnęła się szeroko a ojciec zadowolony skinął głową. Nawet Atasuke się uśmiechnął.
-Oczywiście że tak, nie mogło być inaczej- powiedział ojciec.
Wieczorem Atasuke siedział na dachu domu. Fiijo odwołał dziś trening a rodzice poszli na jakieś spotkanie, więc młody Uchiha obserwował niebo, jak zwykł to robić gdy potrzebował coś przemyśleć. Gdy już się ściemniło a księżyc jasno świecił na niebie Atasuke dalej siedział na dachu. Rozmyślał jak to teraz będzie; drużyna, misje. Czy sobie poradzi? Skoro nawet nie zdołał zabrać dzwoneczek jednemu facetowi. A Natsuo? Jego zachowanie w tedy na teście:
"Może i jesteś dupkiem, ale jeśli mamy być drużyną, naszym obowiązkiem jest dbać o pozostałych"
W głowie wciąż brzmiały mu słowa Natsuo. Nagle usłyszał głuchy odgłos dochodzący z jednej z uliczek. Spojrzał w tamtą stronę i bez zastanowienia ruszył w tamtą stronę, zakradł się za kontener w uliczce i obserwował trzech ludzi.
-Co z nim?- spytał Obito pomagając Itachiemu usadowić kogoś na skrzyni by usiadł. Wyglądał na bardzo wyczerpanego, jeśli jeszcze w ogóle żył.
-Danzou- odparł Itachi- Próbował przeszkodzić Shisui'emu w użyciu Kotoamatsukami*- wyjaśnił. Shisui!- Atasuke wytrzeszczył oczy.
-Danzou...- powtórzył Obito- niech to szlag, mogliśmy to przewidzieć.
-Nie da się przewidzieć wszystkiego- powiedział Itachi zamykając na chwilę oczy, poczym spojrzał na Obito- A jednak udało się.
Obito powoli rozeszerzyły się oczy.
-A to oznacza że już po sprawie- powiedział Obito- Już nie będzie żadnego zamachu stanu i wszystko może się ułożyć...
-Nie- wtrącił Itachi, Obito jak i Atasuke wzdrygnęli się, Shisui ledwożywy ciężko dyszał.- Danzou nie przyszedł dziś na spotkanie by przeszkodzić Shisui'emu w wykonaniu swojego Kotoamatsukami, przyszedł tam żeby je wykraść- Obito znów zamarł, Atasuke nie wiedział o co chodzi, ale wiedział że nie może zostać przyłapany.
-Ktoś musiał mu powiedzieć o jego oczach- stwierdził Obito patrząc na Shisui'ego- ale kto? Wiedzieliśmy tylko ja, ty i...
-I Fiijo- wtrącił cicho Shisui. Atasuke nie był w stanie stwierdzić jak zareagowali inni, jednak sam doznał szoku, oczy jak pięć złoty wpatrywały się w trójkę najbardziej szanowanych shinobi w klanie (poza Fiijo).
-Zdradził nas- stwierdził Itachi, chłodny wiatr rozwiał delikatnie ich włosy- Obito- Itachi zwrócił siędo Obito który na niego spojrzał- Ty byłeś u Hokage na wezwanie, ale Fiijo również nie było zebraniu.
Obito zmróżył oczy.
-Musimy go znaleźć, inaczej oczy Shisui'ego nadal mogą być zagrożone- powiedział Obito po namyśle. Atasuke zaczął wpadać w złość. Nie wiedział co ma myśleć. Shisui wstał na ugiętych nogach.
-To moje oczy, więc to moja walka- powiedział, ci wpatrywali się w niego- Poza tym, nic im to nie da. Kotoamatsukami aktywuje się dopiero dziesięć lat po użyciu, W dodatku Fiijo nie wiedział co zamierzamy.
-Racja, mimo wszystko lepiej mieć go na uwadzę, odprowadź go do szpitala, to Genjutsu zabrało mu bardzo dużo chakry- polecił Itachi do Obito.
-Nie, musisz mieć alibi gdyby zaczęli dochodzić do tego kto go tak załatwił. Ja się zajmę Fiijo- Itachi przytaknął i wziąwszy przyjaciela pod ramie odskoczył z nim i znikneli za budynkiem. Obito również ruszył jednak w inną stronę.
Atasuke miał mieszane uczucia, nie wiedział jak ma to rozumieć. Zrozumiał że chodzi o jakiś przekręt, jednak nie wiedział z czyjej strony. Fiijo, co on takiego zrobił? Zdradził? Ale jak? Bo powiedział innym co knują ci trzej? Czy może to oni robią coś dobrego a on jest po stronie tych złych?
Bzdura- pomyślał i wstał- Znam Fiijo, on nie zrobiłby nic złego. Atasuke zamknął oczy. A zatem- powiedział w duchu- Muszę mu pomóc!- otworzył oczy.
-Obito?- zdziwił się Fiijo widząc Obito przed sobą, właśnie był w drodzę na miejsce gdzie miał wypełnić swoją misję. Ubrany w czarne dresy i szarą ochronną kamizelkę, na ramieniu tatuaż ANBU i maska na twarzy przypominająca pysk królika- Co ty tu robisz?
-Nie pójdziesz dalej- powiedział Obito- Fiijo.
-Ty...! Doskonale wiesz że nie możesz się do mnie zwracać po imieniu publicznie w tym stroju- warknął wyprowadzony z równowagi.
-Nie ważne, to twoja ostatnia misja której nie wypełnisz- ostrzegł Obito z zamkniętym okiem. Po chwili gwałtownie je otworzył aktywując Sharingana.
-Rozumiem- powiedział Fiijo, ściągnął maskę z twarzy i przełożył ją na lewy bok głowy. Również aktywował swojego sharingana- skoro tak to ma wyglądać.
Było ciemno, wiatr rozwiewał ich włosy. W jednej sekundzie oboje ruszyli na siebie z rękomwa w tyle. Fiijo wyjął swój krótki miecz zza pleców i zaatakował Obito, który wyjął półmetrowy drut, rozłożył go na cztery części i miał drut miał już dwa metry (oczywiście nie był sztywny).
Zaczęła się wyrównana walka pomiędzy dwoma wybitnymi członkami klanu Uchiha, sharingan konta sharingan.
-Czemu ze mną walczysz?- rzucił Fiijo- Przyłącz się do mnie i razem ze mną zawładnij wioską! Tobie dam posadę Hokagę- zatrzymali się na chwilę- Czyż nie o tym zawsze marzyłeś?
Obito drgnął, po chwili przystąpił do kolejnego ataku i znów się zaczęło. Wyrównana walka na taijutsu.
-Dołącz do mnie, Obito!- wrzasnął Fiijo- Wolisz gnić w tej wiosce i być na każdy rozkaz Hokage?! Przyjrzyj się, Obito, jesteśmy tacy sami, więc jakie są przeszkody?
Obito się zatrzymał, Fiijo wyłapał sytuację, jego ostrze otoczyły płomienie i szybkim ruchem skierował je ku sercu Obito. Ostrze zanurzyło się w jego ciele.
Fiijo wytrzeszczył oczy gdy przeleciał przez niego jak przez jakąś zjawę, pozostawiając ciało przeciwnika nietkięte.
Przewrócił się, przerażony obejrzał się na Obito. Ten spojrzał na niego przez ramie swoim sharinganem.
-Masz rację, zawsze chciałem być Hokagę- powiedział Obito- Jednak osiągne to kierując się słuszną drogą.
-Khh..- Fiijo zacisnął zęby.
-I jeszcze jedno, nie porównuj mnie do siebie- jego sharingan z trzech kropek zmienił kształt, z trzech kropek powstały trzy zagięte ala-trójkąty tworzące coś w rodzaju wiru. Na klatce piersiowej przerażonego Fiijo pojawiła się wyrwa która zaczęłą zasysać Fiijo niczym niewyraźny wir. Fiijo zaczął krzyczeć. Już miało stać się najgorsze gdy nagle coś wpdało na Fiijo i wyrwa zassała jedynie kawałek ubrania wybawcy Fiijo poczym zniknęła.
Atasuke spojrzał na dziurę w bluzce na plecach, w żyłach pulsowała mu adrenalina.
Fiijo jak i Obito wpatrywali się w Atasuke.
-Atasuke?- powiedzieli oboje zdziwieni.
-Odejdź od niego, to zdrajca kla...
-Przestań- chłopak przerwał Obito- nie wmówisz mi że to on jest zły, tylko wy- Atasuke wskazał na swojego nowego mistrza. Obito drgnął, nie wiedział jak ma zareagować.
-Dokładnie Atasuke- szepnął Fiijo niczym szatan- On jest naszym wrogiem. Nie mamy już sprzymieżeńców- Atasuke bacznie przyglądał się ruchom Obito, w razie jakby chciał zaatakować.
-Co się dzieje?- pojawił się Natsuo i Setsuna.
-A co wy tu robicie?- zdziwił się Atasuke.
-Odprowadzałem Setsunę i widzieliśmy jak biegniesz za Obito sensejem. Wydało nam się to podejrzane więc...
-Szlag by to...- Fiijo popchnął Atasuke i rzucił się do ucieczki. Obito obdażył Atasuke srogim spojrzeniem i ruszył za nim.
Nie rozumiem...- powiedział w duchu Atasuke- Olał mnie by uciec. Czyli że...- Atasuke nie mógł w to uwierzyć- Fiijo naprawde jest zdrajcą. W przeciwnym razie nie uciekałby przed innym Shinobi.
-Atasuke, co się dzieje?- spytała Setsuna. Atasuke spojrzał na nich.
-Jesteśmy teraz drużyną tak?- przytakneli niepewnie.
-Nasz mistrz właśnie ściga kogoś, kto prawdopodbnie dopuścił się zdrady. Musimy mu pomóc- powiedzał.
-Ale...- zaczęła Setsuna- Obito jest joninem, nie wydaje się wam że będziemy mu tylko przeszkadzać?
-Nie- powiedział stanowczo Natsuo- Atasuke ma racje, musimy za nimi iść. To nasz obowiązek.
Cała trójka ruszyła w ich kierunku.
Jeszcze tylko chwila- pomyślał Atasuke.
Idziemy, mistrzu- powiedział w duchu Natsuo i przyśpieszył.
Czy znasz ból? Czy znasz smutek i towarzyszące mu łzy? Jeśli nie, to znaczy, że nie znasz siebie. Jeśli tak, łatwiej będzie zrozumieć Ci teraźniejszość. Zapoznam was z historią młodego Uchihy, który dopiero zmierzy się z tymi zmaganiami w postaci przyszłości. Może bliskiej, może dalekiej.
sobota, 22 listopada 2014
czwartek, 6 listopada 2014
Rozdział VI- Poziom genin!
Minęły już dwa lata odkąd wstąpiliśmy do akademi, każdy z nas podrósł. Statystyka w klasie nie zmieniła się za bardzo, Ja, Sasuke i Neji dalej jesteśmy najlepszymi uczniami, Shikamaru prowadzi jeśli chodzi o teorie. A co do reszty... powiedzmy że starają się nie byc gorsi ale im nie wychodzi. Przypominałem sobie pierwsze dni akademi spacerując po ulicach wioski, była dopiero godzina 11:34 więc nic ciekawego się nie działo. Mieliśmy dzisiaj wolne, dla większości to super nowina, ale nie dla mnie. Trening z Fiijo dzisiaj również został odwołany, tak więc cały dzień muszę przeznaczyć na obijanie się i ewentualnie nudzenie się.
Błąkałem się po ulicach nie widząc co z sobą zrobić, czułem się taki bezużteczny. Mijałem różne bazary gdzie ludzie jak zwykle handlowali swoim towarem.
-Mamo mamo! Kup mi to! Prosze..- jakaś mała dziewczynka ciągnęła mame za rękaw a drugą ręką wskazywała na jakąś zszywaną lalę.
-Daj mi teraz spokuj, wiesz że mamy problemy z pieniędzmi więc nie będę kupowała żadnych bzdur- upomniała matka, wzięła płaczącą córkę na ręce i odeszli mijając mnie. Zauważlyli że ich obserwowałem więc mijając mnie matka zmierzyła mnie wzrokiem. Obejrzałem się za nimi. Współczułem takim ludziom, zwłaszcza że moja rodzina zawsze dobrze stała finansowo.
Nudziłem się, miałem ochotę na jakąś przygodę, a najchętniej na kolejny trening. Od kilku dni męczę Fiijo by nauczył mnie jakiejś nowej super techniki, z racji tego że jedyne dwie jakie znam to podstawowa technika Katoon i stworzenia jednego klona (Bunshin no Jutsu). Mieliśmy z tego test u Iruki, mój klon wyszedł jak zwykle jako jeden z najlepszych. Sasuke zaimponował wszystkim swoim klonem, gdy Iruka go wyczytał ten zniknął a prawdziwy Sasuke wszedł do sali. Najbardziej ośmieszyli się Naruto i Natsuo. Tzn. Naruto mniej niż Natsuo z racji tego że jego niewyraźny klon przez kilka sekund utrzymał się na chwiejnych nogach, a klon Natsuo pojawił się już leżąc na ziemi, prawie nie miał kolorów i wyglądał jakby miał puścić pawia. Lekcje teraz wyglądają fajnie, wyraźnie da się zauważyć że Naruto robi wszystko by być lepszym od Sasuke, raz kucnął na jego ławce i z pogardliwym wzrokiem spojrzał mu w oczy, jednak jakiś chłopak akurat wstał i szturchnął plecami Naruto, który lecąc na Sasuke pocałował go. Wszyscy się śmiali, Sasuke przywalił mu albo zepchnął z ławki... nie pamiętam. Sam również byłem w szoku. Nawet Iruka się zmieszał. Od tej pory Sasuke nie przepada za Naruto jeszcze bardziej.
Tydzień temu Iruka zorganizował kolejne Kumite, moim przeciwnikiem znowu był Natsuo, nic się nie poprawił, ponownie rzucił się na mnie. Tym razem jednak zakończyłem to trochę szybciej.
Od dłuższego czasu też obserwuje zachowania Sasuke i Naruto, zauważyłem że Naruto strasznie podoba się Sakura, szaleje za nią, ta z kolei kocha się w Sasuke (jak większość innych lasek) któremu najwidoczniej nie podoba się żadna.
Szedłem kamienną ścieżką i ujrzałem że Sakura i Sasuke siedzą na ławce, zdziwiło mnie to. Nie miałem nic do roboty więc wskoczyłem w krzaki i zakradłem się do nich by podsłuchać ich rozmowę. Byłem kilka metrów i praktycznie nic nie usłyszałem. Poza tym że Sasuke zachowując się trochę inaczej wypytywał coś o Naruto, ta odpowiadała na pytania lecz coraz bardziej ją to irytowało.
-Huh?- nagle coś zaczęło się dziać. Sakura zrobiła dziubek i z zamkniętymi oczami zbliżała się do Sasuke, ten trochę się zawstydził i z nieukrywaną chęcią również zrobił dziubek i zbliżał się ku niej. Już mieli się złączyć wargami gdy Sasuke wstał łapiąc się za brzuch z wykrzywioną miną, pomachał Sakurze obiecując że zaraz wróci i biegiem ruszył ku centrum wioski trzymając się kurczowo za brzuch i puszczając gazy. To było dziwne i Sakura również to zauważyła.
Postanowiłem poczekać a nóż może później usłyszę coś więcej. Po jakichś 10- ciu minutach Sasuke wracał, nie śpieszył się, szedł powoli jak zwykle z rękowa w kieszeni, ta sama chłodna mina co zwykle, zachowywał się już normalnie. Sakura ucieszyła się na jego widok, ten jednak jakoś niespecjalnie zareagował widząc ją.
-Hej Sasuke! Czemu uciekłeś?- spytała zawstydzona, spojrzał na nią pytająco w wyniku czego jeszcze bardziej się zarumieniła- Jeśli przesadziłam.. przepraszam.. już nie będę- dodała.
-O czym ty mówisz?- spytał poirytowany sytuacją. Robiło się ciekawie. Sakura zaśmiała się nie wiedząc jak ma zareagować, czuła się upokorzona. Przed chwilą prawie się pocałowali a teraz On udaje że nic nie pamięta.
-Rozmawialiśmy przed chwilą.. siedzieliśmy razem i..
-I co?
-I prawie się.. no wiesz.. pocałowaliśmy- powiedziała to! Mimo iż teraz pali się ze wstydu. Sasuke spojrzał na nią zdumiony.
-Nic podobnego. Nie pamiętam żebym tu z tobą był- dobił ją.
-Rozmawialiśmy przed chwilą- zerwała się z ławki i pełna nadziei spojrzała na niego- Wypytwałeś mnie o Naruto i tak dalej..- w tedy Sasuke spojrzał na nią trochę zaciekawiony.
-O Naruto?- spytał.
-Tak, ale nie ma o czym gadać, on jest nikim, nie ma nawet rodziców. Chyba go przucili, z resztą nic dziwnego. Zawsze był denerwujący, wtrącał się w nasze zabawy. Ale ja nie chcę o tym rozmawiać, chcę być z tobą..- znów nieśmiałość- Chcę powtórzyć to co się przed chwilą miało stać..-Nagle się zdziwiła gdy Sasuke się obrócił, miał dziwną miną. Wyglądał jakby uraziła jego przyjaciela albo jego samego.
-Jesteś irytująca- powiedział i odszedł z rękoma w kieszeni. Sakura stała wbita w ziemie, nie wiedziała co ma zrobić i jak zareagować, prawie płakała. Stała tak przez dłuższą chwilę, po chwili usiadła na ławce i zaczęła szlochać, aż w końcu zaniosła się płaczem. Zrobiło mi się jej żal. Po niedługim czasie znowu przyszedł Sasuke, znowu dziwnie się zachowując, podrywał ją i chciał wrócić do tego co przerwali- jak to ujął. Sakura była w szoku, jednak nie obserwowałem dalszego przebiegu sytuacji, zza moich pleców usłyszałem kroki. Obejrzałem się.
-Hej! Kto ci pozwolił chodzić po tych krzakach! Twoi rodzice zapłacą grzywnę!- wydarł się na mnie olbrzymi facet. Przeraziłem się wytrzeszczając oczy i zbiegłem mu między nogami, zerwałem się na proste nogi i zacząłem uciekać.
Mam nadzieję że mnie nie widzieli..- pomodliłem się w duchu. Zobaczyłem że już mnie nie goni więc zatrzymałem się i oparłem ręcę o zgięte kolana i próbowałem złapać oddech, biegłem sprintem przez kilka miniut. Znów się zdziwiłem, przede mną szedł ten siwy facet z maską i zasłoniętym okiem, ten sam który w tedy za pierwszym razem powstrzymał mnie gdy chciałem kopnąć tego blondyna- przypomniała mi się chwila gdy złapał moją stopę tuż przed twarzą blondyna.
Minął mnie i nawet nie zauważył, czytał tylko jakąś książkę którą trzymał w prawej ręce a lewą w kieszeni. Przyjrzałem się tytułowi. "Icha Icha", obrazki na okładce prezentujące m.in. pozycje seksualne wprawiły mnie w słuszne skojarzenia o kamasutrze.
-Hej Kakashi!- jakiś facet zawołał zaczytanego shinobi, ten się zatrzymał i spojrzał na prawo na knajpkę na zewnątrz której przy stoliku siedziało troje ludzi. Czarnowłosa kobieta o czerwonych oczach, ciemny mężczyzna z zarostem i papierosem w ustach i krótko włosy brunet o lśniących włosach, krzaczastych brwiach i wyraźnych konturach twarzy (czyli ten co wołał Kakashiego). W ręku trzymali po czymś w rodzaju szaszłyka, Kakashi spojrzał na nich sennym wzrokiem.
-Może do nas dołączysz? Dawno się nie widzieliśmy!- zaproponował emanując energią.
-Nie dzięki.. innym razem- odparł mężczyzna i odszedł wracając do swojej lektury.
Patrzyłem zdziwiony na tą sytuację, po chwili wzruszyłem ramionami i udałem się dalej przed siebie wkładając ręce do kieszeni.
Włócząc się bezsensownie po ulicach miasta rozmyślałem nad nową techniką którą ( mam nadzieje) nauczy mnie Fiijo. Byłem głodny nowej siły. Swoją drogą zastanawiałem się co robią pozostali.
Po głowie krzątały mi się myśli czy może nie wykonać małego rekonesansu po wiosce. W sumie i tak nie mam nic do roboty. Widziałem już Sakurę i Sasuke- pomyślałem zatrzymując się i rozglądając po okolicy- najbliżej mam do.. Kiba! Pobiegłem uliczką w prawo i po kilku minutach ujrzałem dość duży dom w kórym mieszkał Kiba. Zatrzymałem się brzy binklu jednego z budynków i wyjrzałem pół okiem czy przypadkiem nikt mnie nie zobaczy. Nastętępnie pocichu zakradłem się pod dom Kiby i bezszelestnie wskoczyłem na dach.tam skradając się zajrzałem na ogródek.
- Nazwę cię.. Akamaru!- powiedział radośnie a szczeniak zaszczekał piskliwie. Matka Kiby stała obok i oglądała to z uśmiechem na ustach, obok niej stał ogromny pies.. nie, wróć. To był wilk. Po cichu się wycofałem miejąc nadzieje że mnie nie wyczuje i zeskoczyłem z dachu na ziemie.
-Okej...- rozglądnąłem się- To teraz może... Ino? Czemu nie. Udałem się prosto i po kilku zakrętach byłem już pod domem Ino, jednak nie było jej w domu. Gdzie ona mogła pójść... łąka. PObiegłem w kierunku łąki, i rzeczywiście znalazłem ją tam, jednak na tym skończyła się moja przygoda szpiega, wszyscy tam byli, wszyscy z naszej klasy (oprócz mnie i Kiby). Sakura, Ino i Setsuna układały wianki z kwaitów. Ino i Sakura oczywiście z serduszkami w oczach podziwiały wspaniałego Sasuke który siedział pod drzewem i się wylegiwał. Hinata stała pod innym drzewem nieśmiało przyglądając się biegającemu z Natsuo Naruto. Shino oglądał prace mrówek niedaleko dziewczyn. Zatrzymałem się patrzłem na nich nie wiedząc co zrobić.
-Hej! Patrzcie co mam!- zza mnie dobiegł nas krzyk Kiby, wszyscy (razem ze mną) obejrzeli się na niego zdziwieni, praktycznie wszyscy od razu podbiegli do niego zafascynowani szczeniakiem który z początku wystraszył się takiej ilości dzieci, jednak szybko zaczął się cieszyć i chętnie dawał się głaskać.
-Nazwałem go Akamru- pochwalił się.
-Hej!- zawołał Naruto- A może pobawimy się wszyscy razem z nim w chowanego?- zaproponował pełen zapału.
-Zgoda- powiedział Kiba- Chociaż ciebie i tak złapiemy pierwszego- zakpił, Naruto się oburzył. Kiba wziął Akamaru na ręce i posadził go na swojej głowie, pies miał z tym problemy ale szybko złapal równowagę i się utrzymał. Podeszli do jednego z drzew i zaczęli liczyć.
-A ty?- Shikamaru zwrócił się do mnie.
-Huh..?- zdziwiłem się.
-Bawisz się z nami czy nie?- spytał wiedząc że Kiba zaraz skończy liczyć.
Zawahałem się przez chwilę lecz po namyśle przytaknąłem i razem wbiegliśmy między drzewa. Biegłem dalej niż Shikamaru który nagle skręcił, znalazłem duże drzewo, wdrapałem się na jedną z gałęzi które były niewidoczne z dołu przez pęk liści. Przykucnąłem na gałęzi i lekko rozsunąłem liście by lepiej widzieć. Kiba już biegał między drzewami i szperał w krzakach. Trochę się pomylił, pierwszego znalazł nie Naruto, tylko Natsuo który nieudolnie skrył się w spróchniałym drzewie. Następnie wyłapał pokolei: Ino, Choji'ego, Nejiego, Shikamaru, Shino i Setsunę, Ten Ten i Lee.
-Gdzie oni są?- Kiba zaczynał się już Irytować że nie może znaleźć mnie, Sasuke i Naruto. Sam też się zastanawiałem gdzie mogli się skryć.
Czułem podekscytowanie własnymi zdolnościami, to moja pierwsza zabawa w chowanego a jak dobrze pójdzie to zdołam się zaklepać. Nagle jakieś krzaki zaszeleściły, po chwili wyleciał z nich Naruto i rzucił się biegiem do drzewa.
-Zaklepany!- krzyknął radośnie gdy klepnął ręką w drzewo i zaczął się śmiać.
-Idiota..- powiedziałem do siebie uderzając ręką w czoło. Naruto po chwili przestał się śmiać i zdziwiony spojrzał na lewo, gdzie stał Kiba i wszyscy złapani pod wielkim drzewem.
-Raz, dwa, trzy Naruto przy drzewie- zawołał Kiba dotykając drzewa. Naruto przerażony spojrzał na drzewo przy którym się zaklepał.
-Łeeeee!!- zawył- Nie to drzewo..- załamany spuścił głowę.
-Mówiłem ci kretynie że nie umiesz się w to bawić- zadrwił Kiba i kilka osób zaczęło się śmiać.
-Sam jesteś kretynem.!- odparł machając pięścią- Umiem się w to bawić lepiej niż ty, baka!
-Jasne, a ja jestem..
-Zaklepany- stałem koło drzewa Kiby i klepnął je ręką. Wszyscy spojrzeli na mnie zdziwieni.
-Jak ty...- zaczął Kiba.- Cholera!- zaklnął- Trzeba znaleźć Sasuke zanim on też...
-Tu jestem, niedojdy- usłyszeliśmy z góry. Wszyscy unieśli głowy, Sasuke siedział na drzewie Kiby oparty o drzewo, patrzył na nas z góry. Więc tam był.
-Łaaaaa..!!- Kiba aż się przewrócił-jak wy to robicie- załamał się a Naruto i Natsuo zaczęli się z niego śmiać.
-To kto teraz szuka?- spytał Natsuo.
-Ty.
-Czemu ja?- oburzył się Natsuo.
-Bo zostałeś złapany pierwszy- Naruto zakpił z niego wskazując na niego palcem tuż przed jego twarzą z denerwującą miną.
-No i co z tego!?- obruszył się.
Podczas gdy oni się kłócili ja rozglądnąłem się po pozostałych.
-Co ty taki cichy?- zwróciła się do mnie Ino z lekkimi pretensjami patrząc na mnie podejrzliwie.
Teraz wszyscy patrzyli na mnie, wsadziłem ręce do kieszeni i odwracając się na pięcie ruszyłem ku wiosce.
-Hej! A ty dokąd?!- zawołał za mną Kiba.
-Zmywam się, to nie dla mnie- uniosłem prawą ręką lekko nad głową w geście pożegnalnym dla wszystkich nie zatrzymając się ani nawet do nich odwracając. Czułem na sobie jedynie ich spojrzenia. Odszedłem.
-Dziwny ten cały Atasuke- powiedziała Sakura patrząc (jak wszyscy z resztą) jak znikam za drzewami w kierunku wioski.
-Ale za to jaki przystojny!- Ino wplotła palce między palce i drgając nimi przed klatką piersiową tonęła w marzeniach o Atasuke z seduszkami w oczach. Chłopacy spojrzeli na nią zdziwieni unosząc brew. Ino nagle się zawstydziła i odwróciła do Sasuke nadal siedziącego na drzewie. Palcami prawej stopy kręciła coś w ziemi a rękoma nieśmiało machała za plecami ze spuszczoną głową.
-Oczywiście nie tak jak ty Sasuke- dodała paląc się ze wstydu. Ten tylko spojrzał na nią, poczym zeskoczył z drzewa lądując na zgiętych nogach obok Kiby i Shikamaru. Po chwili wstał nie śpiesząc się i również wsadziwszy ręce do kieszeni ruszył ku cenrum wioski mijając Ino. Odszedł bez słowa.
-Sasuke-kun...- Sakura chciała go zatrzymać ale zabrakło jej słów. Nagle wydrała się na Ino.
-On ma racje, to zbyt dziecinne- rzucił przez ramie i odszedł.
-I co żeś narobiła, Ino-świnio!- machała ku niej pięścią.
-Co ja poradzę że oboje są mega przystojni?! Panno wielkie czoło!- zaczęły się przekamarzać prawie skacząc sobie do gardeł. Kiba, Natsuo Lee i Naruto machali rękoma bezradnie by ich uspokoić. Te jednak przerzuciły swoje nienawistne i pełne furii spojrzenia nia nich. Przerazili się przełykając głośno ślinę.
-Coś się nie podoba?!- wydarły się na nich stojąc nad nimi podczas gdy oni ze strachu cofali się po ziemi na plecach za pomocą łokci i nóg.
-Nie, skąd... my tylko- zaczął Natsuo.
-Tylko CO?!- wydarły się podwijając rękawy. Ci na widok płomieni furii w ich oczach uciekli z krzykiem a z oczu leciały im falujące rzeki łez.
Zostały jeszcze dwie godziny, pocieszałem się, jeszcze tylko dwie godziny do treningu z Fiijo.
-Ni-san!- (bracie) usyłyszałem zza siebie mijając kolejny bazar. Obejrzałem się zdziwiony. Ku mnie biegła Yumi która rzuciła mi się na szyje.
-Ouh... Yumi?- zdziwiłem się- Co ty tu robisz?
-Robimy zakupy- póściła mnie i uśmiechając się wskazał na jeden ze stoisk gdzie rodzice kupowali jakieś owoce i po chwili ruszyli ku nam.
-Atasuke?- zdziwiła się mama.
-A ty co tu robisz?- spytał równie zdziwiony ojciec.
-Przechodziłem akurat- bąknąłem- Czekam na znajomego- nie mówiłem im że trenuje z Fiijo, niby żadna różnica ale jednak wolałbym żeby nie wiedzieli.
Po chwili rozmowy doszliśmy do tego żebym dzisiaj nie spóźnił się na kolację, obiecałem że nie spóźnię i rozstaliśmy się.
Minęło półtorej godziny, stwierdziłem że w ciągu tych półgodziny dotrę już na górę Hokage więc spacerkiem ruszyłem w tamtym kierunku. Byłem o kilka minut później. Fiijo nie było.
Może wrócił trochę później z misji i zaraz będzie?- pomyślałem. Usiadłem na skale i czekałem cierpliwie. Mijały minuty, po niecałej godzinie usłyszałem kroki z lewej. Spojrzałem tam zachwycony. Jednak szybko uśmiech zniknął z mojej twarzy gdy zamiast Fiijo szedł ku mnie Sasuke. Zatrzymał się kilka kroków przede mną. Wstałem ze skały i staliśmy na przciwko siebie.
-Sasuke?- zacząłem w końcu.
-Ty.. nie pamiętam twojego imienia.-stwierdził. Trochę mnie to dotknęło.- Co ty tu robisz?
-Czekam, zaraz ma odbyć się mój trening- wyjaśniłem.
-Niemożliwe, to mój trening ma się tu odbyć- odparł zanim zdążyłem spytać. Zdziwiłem się- Itachi kazał na siebie czekać.
-Dziwne... Fiijo na siebie również- przymróżyłem oczy w poszukiwaniu sensu w tej sprawie.
-W każdym bądź razie- zaczął, spojrzałem na niego- nie będziesz oglądał mojego treningu- przez chwile myślałem że się przesłyszałem. Gdy zorientowałem się że nie żartował trafił mnie szlag.
-To ja będę tu trenował! Robie to od dwóch lat w tym właśnie miejscu.
-Nawet jeśli- nawet na mnie nie patrzał- to teraz to moja miejscówka.
Drgnął i ruszył w kierunku jakiejś skały na której najprawdopodobniej miał zamiar trenować.
Zatrzymałem go ręką wystawiając ją przed siebie zagradzając mu przy tym drogę. Spojrzał na nią a następnie przesłał mi ostrzegawcze spojrzenie, odwdzięczyłem się tym samym.
Staliśmy tak przez chwilę, wiatr rozwiewał nasze włosy. Po chwili Sasuke odtrącił moją rękę i jednocześnie wyprowadził kop z pół obrotu prawą piętą na moją twarz, cofnąłem prawą nogę do tyłu i uniknąłem ciosu. Sasuke nie czekał na mój ruch i od razu padł na ziemie wykonując miotełkę. Pierwszy mój pomysł to był podskok, spodziewałem się jednak co zrobiłby potem, więc wykonałem kilka odskoków w tył lądując naprzemian na rękach i nogach, wykonałem łącznie 4 obroty.
Zatrzymałem się na ugiętych nogach, Sasuke już do mnie biegł. Ja również rzuciłem się w jego stronę.
Zaczęła się zacięta wymiana ciosów, nasze ataki były błyskawiczne. Ciężko było stwierdzić kto był lepszy, w jednej chwili wydawało się że to ja prowadzę, a zaraz potem to Sasuke wychodził na prowadzenie.
Dwa kopnięcia z wyskoku- blok, blok- kontra. Złapałem jego pięte i wyrzuciłem do góry. Sasuke poleciał głową w dół, chciał się obrócić w powietrzu by bezpiecznie wylądować na nogach jednak zanim zdążył to dokładnie przemyśleć podskoczyłem i kopnąłem go w żebra prawą nogą. Sasuke poleciał do przodu turlając się po ziemi, gdy się zatrzymał spojrzał na mnie nienawistnie, przybrałem pozycję bojową prowokując przeciwnika i jednocześnie dając jasno do zrozumienia że jestem gotów na ciąg dalszy. Przez chwilę dalej kucał opierając lewe kolano o ziemie, zacisnął zęby (prawdopodobnie klnąc pod nosem) i poraz kolejny na mnie ruszył. Podobnie jak ja miał do pasa przypiętą sakiewkę, jego była przy prawym biodrze, a moja z tyłu. Sięgnął prawą ręką do sakiewki i wyjął z niej kunai, wsadził środkowy palec w okrągly otwór na końcu rękojeści i obkręcił nim kilka razy poczym mocno złapał kierując ostrze w tył. Powoli sięgnąłem do tyłu i wyjąłem swój kunai, nie spuszczając przy tym wzroku z Sasuke, który był już prawie przy mnie.
Sasuke podskoczył i zasypał mnie serią błyskawicznych cięć. Z trudem zacząłem je wszystkie blokować. Był szybki, i to diabelnie. Jednak nadążałem, w końcu też nie jestem najwolniejszy. Oboje zaciskaliśmy zęby z wysiłku i zdenerwowania.
W pewnym momencie ujrzałem jego błąd i podważywszy jego dłoń wybiłem mu kunai do góry atakując jednocześnie swoim kunaiem z prawej. Odskoczył. Obracając się wokół własniej osi złapałem jego kunai za plecami i obróciwszy się z powrotem do Sasuke atakowałem go dwoma naraz. Sasuke momentalnie wyjął swój i blokował moje ataki. Poczułem się pewnie, byłem przekonany co do swojego zwycięstwa.
I to był właśnie mój błąd. Zaczęło mnie wypełniać ogromne podniecenie że dostałem szansę pokonania Uchiha Sasuke, brata znanego wszystkim Itachi'ego. Nawet nie zauważyłem kiedy Sasuke mnie podciął i piętą wbił w ziemie zanim sam na niej wylądowałem.
-Kha..!- wykrztusiłem uderzywszy w ziemie plecami z ogromną siłą. Wyplułem ślinę i przeturlałem się na prawy bok trzymając się za brzuch, w który uderzył Sasuke. Czułem ogromny ból, leżałem skulony. Chciałem wstać, wiedziałem że w tej chwili ośmieszę się jeśli nie wstanę.
-Przegrałeś- powiedział, jego głos był zimny i nie dał po sobie poznać czy odczuwał w tedy jakieś emocje.
Momentalnie złapałem z kunai leżący koło mnie i zrywając się skierowałem ostrze ku zdezorientowanemu Sasuke.
Ostrze kunaia zatrzymało się tuż przed jego twarzą. Spojrzałem na Fiijo który zatrzymał mój atak, przepełniała mnie złość i adrenalina. Obok pojawił się też Itachi.
-Dość- powiedział Fiijo- Już wystarczy.
-Itachi?- Sasuke zdziwił się obecnością starszego brata. Ja cały czas wpatrywałem się w Fiijo.
-Co tu się dzieje?- spytał w końcu.
-Nic- rzuciłem krótko wyrywając swoją rękę, schowałem kunai i odszedłem, czując na sobie ich spojrzenia.
Byłem sfrustrowany, nie mogłem uwierzyć że dałem się tak sprowokować a co dopiero pokonać. Pieprzony gnojek.
Zdałem sobie sprawę że przede mną idzie grupka dzieciaków, w moim kierunku. Był to Natsuo, Setsuna, Ino i Shikamaru. Śmiali się i chyba nawet mnie nie widzieli. Ich durne śmiechy wprawiły mnie w jeszcze większą złość. Zdziwili się widząc mnie tuż przed sobą z rękoma w kieszeni.
-Hej! Atasu..- nie dokończył gdyż przetrąciłem go ramieniem gdyż stał mi na drodze, przewrócił się.
-Hej! Uważaj trochę!- krzyknął wściekły Natsuo. Spojrzałem na niego przez ramie, wzdrygnął się i stracił swoją pewność siebie. Odwróciłem głowę i odszedłem.
-Widzieliście jego wzrok?- spytała Setsuna która jak wszyscy pozostali odprowadzali go wzrokiem- Był taki... mroczny i zimny.
-Nie interesuje mnie jego wzrok- powiedział Natsuo gdy Shikamaru podał mu rękę by ten wstał- Zwykły gnojek i tyle. Ino westchnęła lekko przygnębiona zamykając oczy.
-On jest taki tajemniczy..- powiedziała sama do siebie. Pozostali spojrzeli na nią i unieśli brew.
-Ja też jestem tajemniczy- powiedział Natsuo z flirciarskim uśmiechem przysuwając się do Ino.
-Odwal się kretynie!- wydarła się na niego, ten się przestraszył lecz Ino okładając go pięściami nie pozwoliła już na żadną inną reakcje jak tylko okrzyki paniki i bólu. Shikamaru i Setsuna patrzyli na to bezradni, masując tyły głów.
Byłem coraz bardziej wściekły, nigdy się tak nie czułem. Przepełniała mnie furia, chęć zniszczenia, zniszczenia czegokolwiek. Chciałem sprawić by ktoś inny poczuł to co czułem w tedy ja.
-Atasuke- odwróciłem się do tyłu tak szybko jak tylko usłyszałem wołanie. Za mną stał Fiijo, patrzył na mnie na wpół przybitym i na wpół rozczarowanym wzrokiem.
-Nie było cię! Czekałem cały czas a ty nie przyszedłeś!
-Uspokój się, Atasuke- powiedział już nie takim spokojnym tonem jak zawsze. Zacisnąłem zęby z wściekłości- Wiem że jesteś wściekły, nie tylko dlatego że nie przyszedłem, ale też ze względu na to co się stało- chciałem zaprzeczyć jednak jego spojrzenie kazało mi mu nie przerywać- Ale w gruncie rzeczy nie stało się nic, co stać się nie mogło.
-Przegrałem z nim!- wydarłem mu się wchodząc mu w zdanie- Położył mnie jednym uderzeniem, a ty mówisz że nic się nie stało?! I niby co ja mam myśleć?! Twoje treningi idą w błoto, niczego mnie nie nauczyłeś!- tak naprawdę nie chciałem tego powiedzieć. Samo się wyrwało, jednak nie poprawiłem się, czułem jakby krtań podeszła mi do gardła, ściskając je.
-To nie wina treningu, uczyłem cię zasad, których sam staram się przestrzegać- mówił spokojnie, był opanowany- popełniłeś błąd, bo ogarnęło cię poczucie wyższości.
Chciałem zaprotestować, tym razem to nie jego przykre spojrzenie mnie powstrzymało, tylko moje gardlo. Czułem jakby ktoś złapał mnie za szyje i dusił, nie mogłem wydobyć z siebie żadnego dźwięku.
-Żaden szanujący się shinobi nie lekceważy przeciwnika, nie ważne czy dzieje się to przed walką czy w jej trakcie. Twoim priorytetem jest docenienie siły przeciwnika nawet w chwili, gdy zadajesz śmiertelną ranę- mówił- Podczas wojny nie ma miejsca na skrupuły i triumfy, jest tylko nienawiść, ból i rozpacz. Sasuke wygrał, ponieważ ty już poczułeś się zwycięzcą- z czasem jak słuchałem jego słów, coraz bardziej ściskało mnie w gardle. Wewnątrz mnie mieszały się różne uczucia. Jakby malarz wylał oblał płótno farbą jednego koloru, i zaraz potem wylał farbę innego koloru. Jestem pewien że Fiijo wiedział co czuję- Wiesz też pewnie że Sasuke od zawsze ćwiczy ze swoim starszym bratem, Itachim. Pierwsza zasada ninja, nigdy nie nie doceniaj przeciwnika. Jeśli złamałeś tę zasadę, twój koniec jest bliższy niż myślisz. Upadłem na kolana i spuściłem głowę, zacisnąłem zęby i powieki z całych sił, by powstrzymać łzy, jednak bezskutecznie. Ciężkie krople łez spływały mi po policzkach i kapały na ziemie, wsiąkając w nią.
-Dlaczego...?- zacząłem przez łzy- Dlaczego to ja jestem taką ofiarą losu..- po moich policzkach spłyneły jeszcze więsze łzy. Szlochałem próbując powstrzymać płacz i jednocześnie odczuwając ogromną potrzebę wypłakania się. Czułem się taki słaby. Nagle przestałem szlochać, gdy Fiijo położył rękę na moim ramieniu. Uniosłem głowę i spojrzałem na niego wielkimi oczyma, z których nadal ciekły łzy. Fiijo uśmiechnął się i wczesał palce w moje włosy, poczym zmierzwił mi fryzurę jak zawsze. Patrzyłem na niego z niedowierzeniem, nie jestem w stanie opisać co czułem. Z jednej strony czułem się opuszczony i samotny a z drugiej nie mogłem zrozumieć jak bardzo bliski jest mi Fiijo. Był dla mnie jak starszy brat, który zawsze przy mnie był i będzie. Czułem potrzebę przytulenia się i poczuć że jest tu naprawdę, i będzie na zawsze.
-Nie martw się, nie jesteś słaby- mówił cicho, lecz jego słowa rozbrzmiewały mi w głowie- musisz tylko odnaleźć w sobie tę siłę. Myślę że to już czas nauczyć cię nowej, twojej własnej techniki.
Wytrzeszczyłem oczy, nie gwałtownie, powoli. To co mówił nie docierało do mnie od razu, dopiero po chwili zdałem sobie sprawę ze znaczenia słów które przed chwilą padły z jego ust.
Błąkałem się po ulicach nie widząc co z sobą zrobić, czułem się taki bezużteczny. Mijałem różne bazary gdzie ludzie jak zwykle handlowali swoim towarem.
-Mamo mamo! Kup mi to! Prosze..- jakaś mała dziewczynka ciągnęła mame za rękaw a drugą ręką wskazywała na jakąś zszywaną lalę.
-Daj mi teraz spokuj, wiesz że mamy problemy z pieniędzmi więc nie będę kupowała żadnych bzdur- upomniała matka, wzięła płaczącą córkę na ręce i odeszli mijając mnie. Zauważlyli że ich obserwowałem więc mijając mnie matka zmierzyła mnie wzrokiem. Obejrzałem się za nimi. Współczułem takim ludziom, zwłaszcza że moja rodzina zawsze dobrze stała finansowo.
Nudziłem się, miałem ochotę na jakąś przygodę, a najchętniej na kolejny trening. Od kilku dni męczę Fiijo by nauczył mnie jakiejś nowej super techniki, z racji tego że jedyne dwie jakie znam to podstawowa technika Katoon i stworzenia jednego klona (Bunshin no Jutsu). Mieliśmy z tego test u Iruki, mój klon wyszedł jak zwykle jako jeden z najlepszych. Sasuke zaimponował wszystkim swoim klonem, gdy Iruka go wyczytał ten zniknął a prawdziwy Sasuke wszedł do sali. Najbardziej ośmieszyli się Naruto i Natsuo. Tzn. Naruto mniej niż Natsuo z racji tego że jego niewyraźny klon przez kilka sekund utrzymał się na chwiejnych nogach, a klon Natsuo pojawił się już leżąc na ziemi, prawie nie miał kolorów i wyglądał jakby miał puścić pawia. Lekcje teraz wyglądają fajnie, wyraźnie da się zauważyć że Naruto robi wszystko by być lepszym od Sasuke, raz kucnął na jego ławce i z pogardliwym wzrokiem spojrzał mu w oczy, jednak jakiś chłopak akurat wstał i szturchnął plecami Naruto, który lecąc na Sasuke pocałował go. Wszyscy się śmiali, Sasuke przywalił mu albo zepchnął z ławki... nie pamiętam. Sam również byłem w szoku. Nawet Iruka się zmieszał. Od tej pory Sasuke nie przepada za Naruto jeszcze bardziej.
Tydzień temu Iruka zorganizował kolejne Kumite, moim przeciwnikiem znowu był Natsuo, nic się nie poprawił, ponownie rzucił się na mnie. Tym razem jednak zakończyłem to trochę szybciej.
Od dłuższego czasu też obserwuje zachowania Sasuke i Naruto, zauważyłem że Naruto strasznie podoba się Sakura, szaleje za nią, ta z kolei kocha się w Sasuke (jak większość innych lasek) któremu najwidoczniej nie podoba się żadna.
Szedłem kamienną ścieżką i ujrzałem że Sakura i Sasuke siedzą na ławce, zdziwiło mnie to. Nie miałem nic do roboty więc wskoczyłem w krzaki i zakradłem się do nich by podsłuchać ich rozmowę. Byłem kilka metrów i praktycznie nic nie usłyszałem. Poza tym że Sasuke zachowując się trochę inaczej wypytywał coś o Naruto, ta odpowiadała na pytania lecz coraz bardziej ją to irytowało.
-Huh?- nagle coś zaczęło się dziać. Sakura zrobiła dziubek i z zamkniętymi oczami zbliżała się do Sasuke, ten trochę się zawstydził i z nieukrywaną chęcią również zrobił dziubek i zbliżał się ku niej. Już mieli się złączyć wargami gdy Sasuke wstał łapiąc się za brzuch z wykrzywioną miną, pomachał Sakurze obiecując że zaraz wróci i biegiem ruszył ku centrum wioski trzymając się kurczowo za brzuch i puszczając gazy. To było dziwne i Sakura również to zauważyła.
Postanowiłem poczekać a nóż może później usłyszę coś więcej. Po jakichś 10- ciu minutach Sasuke wracał, nie śpieszył się, szedł powoli jak zwykle z rękowa w kieszeni, ta sama chłodna mina co zwykle, zachowywał się już normalnie. Sakura ucieszyła się na jego widok, ten jednak jakoś niespecjalnie zareagował widząc ją.
-Hej Sasuke! Czemu uciekłeś?- spytała zawstydzona, spojrzał na nią pytająco w wyniku czego jeszcze bardziej się zarumieniła- Jeśli przesadziłam.. przepraszam.. już nie będę- dodała.
-O czym ty mówisz?- spytał poirytowany sytuacją. Robiło się ciekawie. Sakura zaśmiała się nie wiedząc jak ma zareagować, czuła się upokorzona. Przed chwilą prawie się pocałowali a teraz On udaje że nic nie pamięta.
-Rozmawialiśmy przed chwilą.. siedzieliśmy razem i..
-I co?
-I prawie się.. no wiesz.. pocałowaliśmy- powiedziała to! Mimo iż teraz pali się ze wstydu. Sasuke spojrzał na nią zdumiony.
-Nic podobnego. Nie pamiętam żebym tu z tobą był- dobił ją.
-Rozmawialiśmy przed chwilą- zerwała się z ławki i pełna nadziei spojrzała na niego- Wypytwałeś mnie o Naruto i tak dalej..- w tedy Sasuke spojrzał na nią trochę zaciekawiony.
-O Naruto?- spytał.
-Tak, ale nie ma o czym gadać, on jest nikim, nie ma nawet rodziców. Chyba go przucili, z resztą nic dziwnego. Zawsze był denerwujący, wtrącał się w nasze zabawy. Ale ja nie chcę o tym rozmawiać, chcę być z tobą..- znów nieśmiałość- Chcę powtórzyć to co się przed chwilą miało stać..-Nagle się zdziwiła gdy Sasuke się obrócił, miał dziwną miną. Wyglądał jakby uraziła jego przyjaciela albo jego samego.
-Jesteś irytująca- powiedział i odszedł z rękoma w kieszeni. Sakura stała wbita w ziemie, nie wiedziała co ma zrobić i jak zareagować, prawie płakała. Stała tak przez dłuższą chwilę, po chwili usiadła na ławce i zaczęła szlochać, aż w końcu zaniosła się płaczem. Zrobiło mi się jej żal. Po niedługim czasie znowu przyszedł Sasuke, znowu dziwnie się zachowując, podrywał ją i chciał wrócić do tego co przerwali- jak to ujął. Sakura była w szoku, jednak nie obserwowałem dalszego przebiegu sytuacji, zza moich pleców usłyszałem kroki. Obejrzałem się.
-Hej! Kto ci pozwolił chodzić po tych krzakach! Twoi rodzice zapłacą grzywnę!- wydarł się na mnie olbrzymi facet. Przeraziłem się wytrzeszczając oczy i zbiegłem mu między nogami, zerwałem się na proste nogi i zacząłem uciekać.
Mam nadzieję że mnie nie widzieli..- pomodliłem się w duchu. Zobaczyłem że już mnie nie goni więc zatrzymałem się i oparłem ręcę o zgięte kolana i próbowałem złapać oddech, biegłem sprintem przez kilka miniut. Znów się zdziwiłem, przede mną szedł ten siwy facet z maską i zasłoniętym okiem, ten sam który w tedy za pierwszym razem powstrzymał mnie gdy chciałem kopnąć tego blondyna- przypomniała mi się chwila gdy złapał moją stopę tuż przed twarzą blondyna.
Minął mnie i nawet nie zauważył, czytał tylko jakąś książkę którą trzymał w prawej ręce a lewą w kieszeni. Przyjrzałem się tytułowi. "Icha Icha", obrazki na okładce prezentujące m.in. pozycje seksualne wprawiły mnie w słuszne skojarzenia o kamasutrze.
-Hej Kakashi!- jakiś facet zawołał zaczytanego shinobi, ten się zatrzymał i spojrzał na prawo na knajpkę na zewnątrz której przy stoliku siedziało troje ludzi. Czarnowłosa kobieta o czerwonych oczach, ciemny mężczyzna z zarostem i papierosem w ustach i krótko włosy brunet o lśniących włosach, krzaczastych brwiach i wyraźnych konturach twarzy (czyli ten co wołał Kakashiego). W ręku trzymali po czymś w rodzaju szaszłyka, Kakashi spojrzał na nich sennym wzrokiem.
-Może do nas dołączysz? Dawno się nie widzieliśmy!- zaproponował emanując energią.
-Nie dzięki.. innym razem- odparł mężczyzna i odszedł wracając do swojej lektury.
Patrzyłem zdziwiony na tą sytuację, po chwili wzruszyłem ramionami i udałem się dalej przed siebie wkładając ręce do kieszeni.
Włócząc się bezsensownie po ulicach miasta rozmyślałem nad nową techniką którą ( mam nadzieje) nauczy mnie Fiijo. Byłem głodny nowej siły. Swoją drogą zastanawiałem się co robią pozostali.
Po głowie krzątały mi się myśli czy może nie wykonać małego rekonesansu po wiosce. W sumie i tak nie mam nic do roboty. Widziałem już Sakurę i Sasuke- pomyślałem zatrzymując się i rozglądając po okolicy- najbliżej mam do.. Kiba! Pobiegłem uliczką w prawo i po kilku minutach ujrzałem dość duży dom w kórym mieszkał Kiba. Zatrzymałem się brzy binklu jednego z budynków i wyjrzałem pół okiem czy przypadkiem nikt mnie nie zobaczy. Nastętępnie pocichu zakradłem się pod dom Kiby i bezszelestnie wskoczyłem na dach.tam skradając się zajrzałem na ogródek.
-Nie mogę uwierzyć! Mam własnego psa!- Kiba cieszył się i przytulał jakiegoś białego szczeniaka który próbował szczekać i machał ogonem starając się polizać go po twarzy.
- Nazwę cię.. Akamaru!- powiedział radośnie a szczeniak zaszczekał piskliwie. Matka Kiby stała obok i oglądała to z uśmiechem na ustach, obok niej stał ogromny pies.. nie, wróć. To był wilk. Po cichu się wycofałem miejąc nadzieje że mnie nie wyczuje i zeskoczyłem z dachu na ziemie.
-Okej...- rozglądnąłem się- To teraz może... Ino? Czemu nie. Udałem się prosto i po kilku zakrętach byłem już pod domem Ino, jednak nie było jej w domu. Gdzie ona mogła pójść... łąka. PObiegłem w kierunku łąki, i rzeczywiście znalazłem ją tam, jednak na tym skończyła się moja przygoda szpiega, wszyscy tam byli, wszyscy z naszej klasy (oprócz mnie i Kiby). Sakura, Ino i Setsuna układały wianki z kwaitów. Ino i Sakura oczywiście z serduszkami w oczach podziwiały wspaniałego Sasuke który siedział pod drzewem i się wylegiwał. Hinata stała pod innym drzewem nieśmiało przyglądając się biegającemu z Natsuo Naruto. Shino oglądał prace mrówek niedaleko dziewczyn. Zatrzymałem się patrzłem na nich nie wiedząc co zrobić.
-Hej! Patrzcie co mam!- zza mnie dobiegł nas krzyk Kiby, wszyscy (razem ze mną) obejrzeli się na niego zdziwieni, praktycznie wszyscy od razu podbiegli do niego zafascynowani szczeniakiem który z początku wystraszył się takiej ilości dzieci, jednak szybko zaczął się cieszyć i chętnie dawał się głaskać.
-Nazwałem go Akamru- pochwalił się.
-Hej!- zawołał Naruto- A może pobawimy się wszyscy razem z nim w chowanego?- zaproponował pełen zapału.
-Zgoda- powiedział Kiba- Chociaż ciebie i tak złapiemy pierwszego- zakpił, Naruto się oburzył. Kiba wziął Akamaru na ręce i posadził go na swojej głowie, pies miał z tym problemy ale szybko złapal równowagę i się utrzymał. Podeszli do jednego z drzew i zaczęli liczyć.
-A ty?- Shikamaru zwrócił się do mnie.
-Huh..?- zdziwiłem się.
-Bawisz się z nami czy nie?- spytał wiedząc że Kiba zaraz skończy liczyć.
Zawahałem się przez chwilę lecz po namyśle przytaknąłem i razem wbiegliśmy między drzewa. Biegłem dalej niż Shikamaru który nagle skręcił, znalazłem duże drzewo, wdrapałem się na jedną z gałęzi które były niewidoczne z dołu przez pęk liści. Przykucnąłem na gałęzi i lekko rozsunąłem liście by lepiej widzieć. Kiba już biegał między drzewami i szperał w krzakach. Trochę się pomylił, pierwszego znalazł nie Naruto, tylko Natsuo który nieudolnie skrył się w spróchniałym drzewie. Następnie wyłapał pokolei: Ino, Choji'ego, Nejiego, Shikamaru, Shino i Setsunę, Ten Ten i Lee.
-Gdzie oni są?- Kiba zaczynał się już Irytować że nie może znaleźć mnie, Sasuke i Naruto. Sam też się zastanawiałem gdzie mogli się skryć.
Czułem podekscytowanie własnymi zdolnościami, to moja pierwsza zabawa w chowanego a jak dobrze pójdzie to zdołam się zaklepać. Nagle jakieś krzaki zaszeleściły, po chwili wyleciał z nich Naruto i rzucił się biegiem do drzewa.
-Zaklepany!- krzyknął radośnie gdy klepnął ręką w drzewo i zaczął się śmiać.
-Idiota..- powiedziałem do siebie uderzając ręką w czoło. Naruto po chwili przestał się śmiać i zdziwiony spojrzał na lewo, gdzie stał Kiba i wszyscy złapani pod wielkim drzewem.
-Raz, dwa, trzy Naruto przy drzewie- zawołał Kiba dotykając drzewa. Naruto przerażony spojrzał na drzewo przy którym się zaklepał.
-Łeeeee!!- zawył- Nie to drzewo..- załamany spuścił głowę.
-Mówiłem ci kretynie że nie umiesz się w to bawić- zadrwił Kiba i kilka osób zaczęło się śmiać.
-Sam jesteś kretynem.!- odparł machając pięścią- Umiem się w to bawić lepiej niż ty, baka!
-Jasne, a ja jestem..
-Zaklepany- stałem koło drzewa Kiby i klepnął je ręką. Wszyscy spojrzeli na mnie zdziwieni.
-Jak ty...- zaczął Kiba.- Cholera!- zaklnął- Trzeba znaleźć Sasuke zanim on też...
-Tu jestem, niedojdy- usłyszeliśmy z góry. Wszyscy unieśli głowy, Sasuke siedział na drzewie Kiby oparty o drzewo, patrzył na nas z góry. Więc tam był.
-Łaaaaa..!!- Kiba aż się przewrócił-jak wy to robicie- załamał się a Naruto i Natsuo zaczęli się z niego śmiać.
-To kto teraz szuka?- spytał Natsuo.
-Ty.
-Czemu ja?- oburzył się Natsuo.
-Bo zostałeś złapany pierwszy- Naruto zakpił z niego wskazując na niego palcem tuż przed jego twarzą z denerwującą miną.
-No i co z tego!?- obruszył się.
Podczas gdy oni się kłócili ja rozglądnąłem się po pozostałych.
-Co ty taki cichy?- zwróciła się do mnie Ino z lekkimi pretensjami patrząc na mnie podejrzliwie.
Teraz wszyscy patrzyli na mnie, wsadziłem ręce do kieszeni i odwracając się na pięcie ruszyłem ku wiosce.
-Hej! A ty dokąd?!- zawołał za mną Kiba.
-Zmywam się, to nie dla mnie- uniosłem prawą ręką lekko nad głową w geście pożegnalnym dla wszystkich nie zatrzymając się ani nawet do nich odwracając. Czułem na sobie jedynie ich spojrzenia. Odszedłem.
-Dziwny ten cały Atasuke- powiedziała Sakura patrząc (jak wszyscy z resztą) jak znikam za drzewami w kierunku wioski.
-Ale za to jaki przystojny!- Ino wplotła palce między palce i drgając nimi przed klatką piersiową tonęła w marzeniach o Atasuke z seduszkami w oczach. Chłopacy spojrzeli na nią zdziwieni unosząc brew. Ino nagle się zawstydziła i odwróciła do Sasuke nadal siedziącego na drzewie. Palcami prawej stopy kręciła coś w ziemi a rękoma nieśmiało machała za plecami ze spuszczoną głową.
-Oczywiście nie tak jak ty Sasuke- dodała paląc się ze wstydu. Ten tylko spojrzał na nią, poczym zeskoczył z drzewa lądując na zgiętych nogach obok Kiby i Shikamaru. Po chwili wstał nie śpiesząc się i również wsadziwszy ręce do kieszeni ruszył ku cenrum wioski mijając Ino. Odszedł bez słowa.
-Sasuke-kun...- Sakura chciała go zatrzymać ale zabrakło jej słów. Nagle wydrała się na Ino.
-On ma racje, to zbyt dziecinne- rzucił przez ramie i odszedł.
-I co żeś narobiła, Ino-świnio!- machała ku niej pięścią.
-Co ja poradzę że oboje są mega przystojni?! Panno wielkie czoło!- zaczęły się przekamarzać prawie skacząc sobie do gardeł. Kiba, Natsuo Lee i Naruto machali rękoma bezradnie by ich uspokoić. Te jednak przerzuciły swoje nienawistne i pełne furii spojrzenia nia nich. Przerazili się przełykając głośno ślinę.
-Coś się nie podoba?!- wydarły się na nich stojąc nad nimi podczas gdy oni ze strachu cofali się po ziemi na plecach za pomocą łokci i nóg.
-Nie, skąd... my tylko- zaczął Natsuo.
-Tylko CO?!- wydarły się podwijając rękawy. Ci na widok płomieni furii w ich oczach uciekli z krzykiem a z oczu leciały im falujące rzeki łez.
Zostały jeszcze dwie godziny, pocieszałem się, jeszcze tylko dwie godziny do treningu z Fiijo.
-Ni-san!- (bracie) usyłyszałem zza siebie mijając kolejny bazar. Obejrzałem się zdziwiony. Ku mnie biegła Yumi która rzuciła mi się na szyje.
-Ouh... Yumi?- zdziwiłem się- Co ty tu robisz?
-Robimy zakupy- póściła mnie i uśmiechając się wskazał na jeden ze stoisk gdzie rodzice kupowali jakieś owoce i po chwili ruszyli ku nam.
-Atasuke?- zdziwiła się mama.
-A ty co tu robisz?- spytał równie zdziwiony ojciec.
-Przechodziłem akurat- bąknąłem- Czekam na znajomego- nie mówiłem im że trenuje z Fiijo, niby żadna różnica ale jednak wolałbym żeby nie wiedzieli.
Po chwili rozmowy doszliśmy do tego żebym dzisiaj nie spóźnił się na kolację, obiecałem że nie spóźnię i rozstaliśmy się.
Minęło półtorej godziny, stwierdziłem że w ciągu tych półgodziny dotrę już na górę Hokage więc spacerkiem ruszyłem w tamtym kierunku. Byłem o kilka minut później. Fiijo nie było.
Może wrócił trochę później z misji i zaraz będzie?- pomyślałem. Usiadłem na skale i czekałem cierpliwie. Mijały minuty, po niecałej godzinie usłyszałem kroki z lewej. Spojrzałem tam zachwycony. Jednak szybko uśmiech zniknął z mojej twarzy gdy zamiast Fiijo szedł ku mnie Sasuke. Zatrzymał się kilka kroków przede mną. Wstałem ze skały i staliśmy na przciwko siebie.
-Sasuke?- zacząłem w końcu.
-Ty.. nie pamiętam twojego imienia.-stwierdził. Trochę mnie to dotknęło.- Co ty tu robisz?
-Czekam, zaraz ma odbyć się mój trening- wyjaśniłem.
-Niemożliwe, to mój trening ma się tu odbyć- odparł zanim zdążyłem spytać. Zdziwiłem się- Itachi kazał na siebie czekać.
-Dziwne... Fiijo na siebie również- przymróżyłem oczy w poszukiwaniu sensu w tej sprawie.
-W każdym bądź razie- zaczął, spojrzałem na niego- nie będziesz oglądał mojego treningu- przez chwile myślałem że się przesłyszałem. Gdy zorientowałem się że nie żartował trafił mnie szlag.
-To ja będę tu trenował! Robie to od dwóch lat w tym właśnie miejscu.
-Nawet jeśli- nawet na mnie nie patrzał- to teraz to moja miejscówka.
Drgnął i ruszył w kierunku jakiejś skały na której najprawdopodobniej miał zamiar trenować.
Zatrzymałem go ręką wystawiając ją przed siebie zagradzając mu przy tym drogę. Spojrzał na nią a następnie przesłał mi ostrzegawcze spojrzenie, odwdzięczyłem się tym samym.
Staliśmy tak przez chwilę, wiatr rozwiewał nasze włosy. Po chwili Sasuke odtrącił moją rękę i jednocześnie wyprowadził kop z pół obrotu prawą piętą na moją twarz, cofnąłem prawą nogę do tyłu i uniknąłem ciosu. Sasuke nie czekał na mój ruch i od razu padł na ziemie wykonując miotełkę. Pierwszy mój pomysł to był podskok, spodziewałem się jednak co zrobiłby potem, więc wykonałem kilka odskoków w tył lądując naprzemian na rękach i nogach, wykonałem łącznie 4 obroty.
Zatrzymałem się na ugiętych nogach, Sasuke już do mnie biegł. Ja również rzuciłem się w jego stronę.
Zaczęła się zacięta wymiana ciosów, nasze ataki były błyskawiczne. Ciężko było stwierdzić kto był lepszy, w jednej chwili wydawało się że to ja prowadzę, a zaraz potem to Sasuke wychodził na prowadzenie.
Dwa kopnięcia z wyskoku- blok, blok- kontra. Złapałem jego pięte i wyrzuciłem do góry. Sasuke poleciał głową w dół, chciał się obrócić w powietrzu by bezpiecznie wylądować na nogach jednak zanim zdążył to dokładnie przemyśleć podskoczyłem i kopnąłem go w żebra prawą nogą. Sasuke poleciał do przodu turlając się po ziemi, gdy się zatrzymał spojrzał na mnie nienawistnie, przybrałem pozycję bojową prowokując przeciwnika i jednocześnie dając jasno do zrozumienia że jestem gotów na ciąg dalszy. Przez chwilę dalej kucał opierając lewe kolano o ziemie, zacisnął zęby (prawdopodobnie klnąc pod nosem) i poraz kolejny na mnie ruszył. Podobnie jak ja miał do pasa przypiętą sakiewkę, jego była przy prawym biodrze, a moja z tyłu. Sięgnął prawą ręką do sakiewki i wyjął z niej kunai, wsadził środkowy palec w okrągly otwór na końcu rękojeści i obkręcił nim kilka razy poczym mocno złapał kierując ostrze w tył. Powoli sięgnąłem do tyłu i wyjąłem swój kunai, nie spuszczając przy tym wzroku z Sasuke, który był już prawie przy mnie.
Sasuke podskoczył i zasypał mnie serią błyskawicznych cięć. Z trudem zacząłem je wszystkie blokować. Był szybki, i to diabelnie. Jednak nadążałem, w końcu też nie jestem najwolniejszy. Oboje zaciskaliśmy zęby z wysiłku i zdenerwowania.
W pewnym momencie ujrzałem jego błąd i podważywszy jego dłoń wybiłem mu kunai do góry atakując jednocześnie swoim kunaiem z prawej. Odskoczył. Obracając się wokół własniej osi złapałem jego kunai za plecami i obróciwszy się z powrotem do Sasuke atakowałem go dwoma naraz. Sasuke momentalnie wyjął swój i blokował moje ataki. Poczułem się pewnie, byłem przekonany co do swojego zwycięstwa.
I to był właśnie mój błąd. Zaczęło mnie wypełniać ogromne podniecenie że dostałem szansę pokonania Uchiha Sasuke, brata znanego wszystkim Itachi'ego. Nawet nie zauważyłem kiedy Sasuke mnie podciął i piętą wbił w ziemie zanim sam na niej wylądowałem.
-Kha..!- wykrztusiłem uderzywszy w ziemie plecami z ogromną siłą. Wyplułem ślinę i przeturlałem się na prawy bok trzymając się za brzuch, w który uderzył Sasuke. Czułem ogromny ból, leżałem skulony. Chciałem wstać, wiedziałem że w tej chwili ośmieszę się jeśli nie wstanę.
-Przegrałeś- powiedział, jego głos był zimny i nie dał po sobie poznać czy odczuwał w tedy jakieś emocje.
Momentalnie złapałem z kunai leżący koło mnie i zrywając się skierowałem ostrze ku zdezorientowanemu Sasuke.
Ostrze kunaia zatrzymało się tuż przed jego twarzą. Spojrzałem na Fiijo który zatrzymał mój atak, przepełniała mnie złość i adrenalina. Obok pojawił się też Itachi.
-Dość- powiedział Fiijo- Już wystarczy.
-Itachi?- Sasuke zdziwił się obecnością starszego brata. Ja cały czas wpatrywałem się w Fiijo.
-Co tu się dzieje?- spytał w końcu.
-Nic- rzuciłem krótko wyrywając swoją rękę, schowałem kunai i odszedłem, czując na sobie ich spojrzenia.
Byłem sfrustrowany, nie mogłem uwierzyć że dałem się tak sprowokować a co dopiero pokonać. Pieprzony gnojek.
Zdałem sobie sprawę że przede mną idzie grupka dzieciaków, w moim kierunku. Był to Natsuo, Setsuna, Ino i Shikamaru. Śmiali się i chyba nawet mnie nie widzieli. Ich durne śmiechy wprawiły mnie w jeszcze większą złość. Zdziwili się widząc mnie tuż przed sobą z rękoma w kieszeni.
-Hej! Atasu..- nie dokończył gdyż przetrąciłem go ramieniem gdyż stał mi na drodze, przewrócił się.
-Hej! Uważaj trochę!- krzyknął wściekły Natsuo. Spojrzałem na niego przez ramie, wzdrygnął się i stracił swoją pewność siebie. Odwróciłem głowę i odszedłem.
-Widzieliście jego wzrok?- spytała Setsuna która jak wszyscy pozostali odprowadzali go wzrokiem- Był taki... mroczny i zimny.
-Nie interesuje mnie jego wzrok- powiedział Natsuo gdy Shikamaru podał mu rękę by ten wstał- Zwykły gnojek i tyle. Ino westchnęła lekko przygnębiona zamykając oczy.
-On jest taki tajemniczy..- powiedziała sama do siebie. Pozostali spojrzeli na nią i unieśli brew.
-Ja też jestem tajemniczy- powiedział Natsuo z flirciarskim uśmiechem przysuwając się do Ino.
-Odwal się kretynie!- wydarła się na niego, ten się przestraszył lecz Ino okładając go pięściami nie pozwoliła już na żadną inną reakcje jak tylko okrzyki paniki i bólu. Shikamaru i Setsuna patrzyli na to bezradni, masując tyły głów.
Byłem coraz bardziej wściekły, nigdy się tak nie czułem. Przepełniała mnie furia, chęć zniszczenia, zniszczenia czegokolwiek. Chciałem sprawić by ktoś inny poczuł to co czułem w tedy ja.
-Atasuke- odwróciłem się do tyłu tak szybko jak tylko usłyszałem wołanie. Za mną stał Fiijo, patrzył na mnie na wpół przybitym i na wpół rozczarowanym wzrokiem.
-Nie było cię! Czekałem cały czas a ty nie przyszedłeś!
-Uspokój się, Atasuke- powiedział już nie takim spokojnym tonem jak zawsze. Zacisnąłem zęby z wściekłości- Wiem że jesteś wściekły, nie tylko dlatego że nie przyszedłem, ale też ze względu na to co się stało- chciałem zaprzeczyć jednak jego spojrzenie kazało mi mu nie przerywać- Ale w gruncie rzeczy nie stało się nic, co stać się nie mogło.
-Przegrałem z nim!- wydarłem mu się wchodząc mu w zdanie- Położył mnie jednym uderzeniem, a ty mówisz że nic się nie stało?! I niby co ja mam myśleć?! Twoje treningi idą w błoto, niczego mnie nie nauczyłeś!- tak naprawdę nie chciałem tego powiedzieć. Samo się wyrwało, jednak nie poprawiłem się, czułem jakby krtań podeszła mi do gardła, ściskając je.
-To nie wina treningu, uczyłem cię zasad, których sam staram się przestrzegać- mówił spokojnie, był opanowany- popełniłeś błąd, bo ogarnęło cię poczucie wyższości.
Chciałem zaprotestować, tym razem to nie jego przykre spojrzenie mnie powstrzymało, tylko moje gardlo. Czułem jakby ktoś złapał mnie za szyje i dusił, nie mogłem wydobyć z siebie żadnego dźwięku.
-Żaden szanujący się shinobi nie lekceważy przeciwnika, nie ważne czy dzieje się to przed walką czy w jej trakcie. Twoim priorytetem jest docenienie siły przeciwnika nawet w chwili, gdy zadajesz śmiertelną ranę- mówił- Podczas wojny nie ma miejsca na skrupuły i triumfy, jest tylko nienawiść, ból i rozpacz. Sasuke wygrał, ponieważ ty już poczułeś się zwycięzcą- z czasem jak słuchałem jego słów, coraz bardziej ściskało mnie w gardle. Wewnątrz mnie mieszały się różne uczucia. Jakby malarz wylał oblał płótno farbą jednego koloru, i zaraz potem wylał farbę innego koloru. Jestem pewien że Fiijo wiedział co czuję- Wiesz też pewnie że Sasuke od zawsze ćwiczy ze swoim starszym bratem, Itachim. Pierwsza zasada ninja, nigdy nie nie doceniaj przeciwnika. Jeśli złamałeś tę zasadę, twój koniec jest bliższy niż myślisz. Upadłem na kolana i spuściłem głowę, zacisnąłem zęby i powieki z całych sił, by powstrzymać łzy, jednak bezskutecznie. Ciężkie krople łez spływały mi po policzkach i kapały na ziemie, wsiąkając w nią.
-Dlaczego...?- zacząłem przez łzy- Dlaczego to ja jestem taką ofiarą losu..- po moich policzkach spłyneły jeszcze więsze łzy. Szlochałem próbując powstrzymać płacz i jednocześnie odczuwając ogromną potrzebę wypłakania się. Czułem się taki słaby. Nagle przestałem szlochać, gdy Fiijo położył rękę na moim ramieniu. Uniosłem głowę i spojrzałem na niego wielkimi oczyma, z których nadal ciekły łzy. Fiijo uśmiechnął się i wczesał palce w moje włosy, poczym zmierzwił mi fryzurę jak zawsze. Patrzyłem na niego z niedowierzeniem, nie jestem w stanie opisać co czułem. Z jednej strony czułem się opuszczony i samotny a z drugiej nie mogłem zrozumieć jak bardzo bliski jest mi Fiijo. Był dla mnie jak starszy brat, który zawsze przy mnie był i będzie. Czułem potrzebę przytulenia się i poczuć że jest tu naprawdę, i będzie na zawsze.
-Nie martw się, nie jesteś słaby- mówił cicho, lecz jego słowa rozbrzmiewały mi w głowie- musisz tylko odnaleźć w sobie tę siłę. Myślę że to już czas nauczyć cię nowej, twojej własnej techniki.
Wytrzeszczyłem oczy, nie gwałtownie, powoli. To co mówił nie docierało do mnie od razu, dopiero po chwili zdałem sobie sprawę ze znaczenia słów które przed chwilą padły z jego ust.
* * *
Natsuo błąkał się po ulicach rodzinnej wioski, wszyscy poszli już do domów z racji tego że zaczęło robić się już ciemno. Natuso jest przyjaznym chłopcem o ciemnych blond włosach. Kolor jego oczu jest bardzo zbliżony do koloru włosów, choć czasami mają odcień brązu. Nosi szare dresy z podstawową torebką na nieduże przedmioty, dresowa bluzka, dolna część ma kolor granatowy a górna jaśniejszy.
Mijał różne pozamykane już sklepy, otwarte i te co dopiero zwijają interes. Szedł z rękoma w kieszeniach, jednak jego chód nie przypominał stylu w jakim poruszali się Sasuke czy Atasuke. Swoimi krokami i sposobem poruszania się przy tym dawali znak innym dookoła, "Lepiej ze mną nie zadzieraj", natomiast chód Natsuo był spokojny, nie wchodziły do tego groźne ruchy ramion i lekko zagięty kark, po prostu szedł. Zdawał się być pod tym względem oryginalny w porównaniu do tych dwóch. Natsuo nie był jakimś specjalnie pokrzywdzonym przez los chłopcem, miał dwoje kochających rodziców, którzy niemało zarabiali, duży wyposażony dom z ogródkiem. Miał też kolegów. Owszem, często z niego drwili, jednak Natsuo nie był obrażalskim typem człowieka. Plotki i niemiłe komentarze pod swoim adresem wpuszczał lewym i wypuszczał prawym uchem, szybko zapominał i wybaczał swoim kompanom ich czyny i słowa. Jednak było w jego sercu pewne miesjce, miejsce które było domem dla wszystkich smutków spowodowanych ich drwinami, miejsce o którym nawet sam Natsuo nie wiedział. Tam gnieździły się wszystkie wyrzuty, i niemiłe chwile jakie zafundowali mu koledzy z akademii.
Jednak jest coś, co dręczyło Natsuo bez przerwy, i działo się to z jego wiedzą. Powodem tych zadręczań była śliczna, blondynka o kolorze oczu, przypominającym spokojne, błękitne morze. Setsuna. Gdy tylko zjawiła się w akademii wywarła na nim niesamowite wrażenie, uczucie, które wypełniało go coraz bardziej z każdą chwilą spędzoną przy niej.
I choć Natsuo sam tego nigdy nie przyzna, oddałby za nią życie. Jego słabe stopnie ze sprawdzianów nie są wynikiem jego braku zainteresowania lekcją, lecz wynikiem zainetersowania właśnie Nią. Mógłby cały dzień wpatrywać się w nią, a i tak by nie nacieszył oczu.
Zatrzymał się, po jego prawej stronie stała budka gdzie sprzedawano jedzenie. Na krzesłach przed ladą siedział Naruto i mistrz Iruka. Naruto opróżniał właśnie kolejną (i jedną z wielu) miskę Ramen, podczas gdy Iruka właśnie odstawił pierwszą miskę. Śmiali się, uśmiechali i rozmawiali.
Dziwne- pomyślał Natsuo- W sumie nigdy nie widziałem jego rodziców... A może to Iruka jest...
-Natsuo?- chłopak aż się wystraszył gdy usłyszał zza siebie głos Setsuny. Ten cichy łagodny głosik.
-Setsuna?- odwrócił się speszony, że znalazła go jak wpatruje się w Naruto i Irukę.- Co ty tu robisz?
-Wracałam do domu- odparła krótko- a co Ty tu robisz?- zadając ów pytania spojrzała na Naruto i Irukę na których podglądaniu zostałem przyłapany.
-Ja... ja nic- zawstydzony zaczął ocierać dłonią kark- Spacerowałem i... To moż cię odprowadzę do domu? Jest już ciemno i...- burczał zakłopotany.
-Jasne- zdziwił się- Chętnie- dodała z uśmiechem. Chłopak wpatrywał się w nią niemogąc wydusić słowa. Nie chciał tego, znowu czuł że może się w nią wpatrywać przez całą noc. Ogarnął się jednak, wiedział że nie ma tyle czasu gdyż jak sama przed chwilą powiedziałą: wraca do domu.
-Coś nie tak?
Natsuo potrząsnął głową odganiając myśli i wszelakie wyobrażenia i zaprzeczył.
-Chodźmy już- zaproponował ruszając przed siebie.
-Natsuo...- zawołała za nim niepewnym głosem.
-Spokojnie, ze mną nic ci nie grozi- rzucił z pewnością siebie.
-Ale... mój dom jest w tamtą stronę- na dźwięk tych słów chłopak zamarł, w tempie przyśpieszonym doskoczył do niej.
-No tak... zapomniałem- uśmiechnął się zawtydzony.
Setsuna odwróciła się i uśmiechem zaprosiła go by poszedł za nią. Chłopak odetchnął z ulgą że odstawiła ten wstydliwy temat na drugi bok.
Po drodze dużo rozmawiali, Natuso opowiadał śmieszne i te nieśmieszne żarty, Setsuna słuchała wpatrzona w niego jak w bóstwo, za które chłopak z pewnością się uważa.
Po niedługim czasie dotarli pod dom Setsuny, był to nieduży dom jednorodzinny o jasno-żółtych ścianach. Po uderzającym w nozdrza zapachu świeżo malowanej farby dało się wywnioskować że ściany były malowane nie dawno.
-A więc, jesteśmy- powiedział Natsuo wkładając ręce do kieszeni i spuszczając wzrok nie wiedząc jak ma się zachować. Setsuna przygryzła dolną wargę pohamowując się- to była miła prze...- dziewczyna przerwała mu długim całusem w policzek, chłopak najpierw zarumienił się głupiejąc w zaskoczeniu, następnie złapał się za policzek i odprowadził Setsunę wzrokiem do drzwi. Już miała je za sobą zamknąć, rzuciła jeszcze okiem na Natsuo, uśmiechnęła się nieśmiało i zamknęła drzwi.
Natsuo stał tak dwa metry od drzwi wpatrując się w nie osłupiały, nie do końca wierzył w to co się wydarzyło. Jego dłoń zdawała się przykleić do lewego policzka. Po chwili na jego twarzy pojawił się cichy uśmiech, zabrał rękę z twarzy i odwróciwszy się na pięcie ruszył przed siebie.
Mógłbym z nią przegadać całą noc- pomyślał w duchu, nie mogąc znieść że nie może jej zobaczyć jeszcze dziś. A może by tak...- do głowy wpadł mu pewien pomysł. Z twarzy chłopca znikł nieśmiały rumieniec i pojawił się niezbyt inteligenty lecz przebiegły wyraz twarzy. Powoli odwrócił się i spojrzał chytrze na dom Setsuny, w jej pokoju nadal paliło się światło. Poszukał wzrokiem czegoś co pomoże mu zrealizować pomysł. Jego uwagę przykuło drzewo stojące tuż pod jej oknem. Ścierając dłonie zakradł się pod drzewo.
Upewniwszy się że nikt go nie widzi wdrapał się na gałąź (co udało się dopiero za trzecim razem). Usadowił się wygodnie na gałęzi i spojrzał w jej okna.
-Piękna...- jęknął do siebie tonąc w nieujarzmionych pragnieniach- Gdybym tak tylko mógł...- pogrążony w marzeniach powoli wyciągnął rękę w kierunku okna- Hę?!
Usłyszał czyjeś kroki jednak dopiero gdy się zatrzymały. Nie zmieniając swojego żałosnego wyrazu twarzy odwrócił samą głowę na prawo. Zobaczył stojącego na ścieżce z rękoma w kieszeni Tego, którego najmiej chciał teraz spotkac- mnie. Uniosłem lewą brew próbując to zrozumieć. Natsuo paląc się ze wstdyu złapał się za kark wymuszając niepewny śmiech. Nagle stracił równowagę i z wrzaskiem spadł z drzewa. Rzucił okiem na okno w które wpatrywał się Natsuo, ponieważ ktoś przy nim stanął by zobaczyć co to za wrzaski. Zauważyłem że to Sestsuna. Czyżby ten głupek podglądał Setsune? Z drugiej strony nie zdziwiło mnie to.
Nie zauważyła go, w porę schował się za drzewem. Odwróciłem się i ruszyłem dalej w kierunku domu.
-Hej! Ty!- krzyknął Nastuo, dogonił mnie i zastąpił mi drogę stając przede mną lekko zmęczony. Spojrzałem na niego poirytowany.
-Czego chcesz?- spytałem, e moim głosie dało się usłyszeć senność i zmęczenie jakie mnie ogarniało.
-Co widziałeś?- spytał próbując nadać swojej tonacji odrobinę surowości.
-Zbyt wiele- rzuciłem i postanowiłem go wyminąć lecz znów zagrodził mi przejście. Spojrzałem na niego już trochę zdenerwowany.
-Obiecaj że nikomu nie powiesz. To nie to co myślisz...- zaczął nagle stając się przerażony. Uniosłem brew.
-A skąd ty możesz wiedzieć co ja myslę? Nie ważne- chciał odpowiedzieć- Nie obchodzą mnie twoje hobby, dał mi spokój.
Tm razem pozwolił mi przejść, aczkolwiek to i tak nie od niego zależało. Obejrzał się za mną i patrzył w zastanowieniu aż całkowicie zniknąłem w mroku nocy.
-Nie wiem co One wszystkie w nim widzą- burknął.
Zatrzymał się, po jego prawej stronie stała budka gdzie sprzedawano jedzenie. Na krzesłach przed ladą siedział Naruto i mistrz Iruka. Naruto opróżniał właśnie kolejną (i jedną z wielu) miskę Ramen, podczas gdy Iruka właśnie odstawił pierwszą miskę. Śmiali się, uśmiechali i rozmawiali.
Dziwne- pomyślał Natsuo- W sumie nigdy nie widziałem jego rodziców... A może to Iruka jest...
-Natsuo?- chłopak aż się wystraszył gdy usłyszał zza siebie głos Setsuny. Ten cichy łagodny głosik.
-Setsuna?- odwrócił się speszony, że znalazła go jak wpatruje się w Naruto i Irukę.- Co ty tu robisz?
-Wracałam do domu- odparła krótko- a co Ty tu robisz?- zadając ów pytania spojrzała na Naruto i Irukę na których podglądaniu zostałem przyłapany.
-Ja... ja nic- zawstydzony zaczął ocierać dłonią kark- Spacerowałem i... To moż cię odprowadzę do domu? Jest już ciemno i...- burczał zakłopotany.
-Jasne- zdziwił się- Chętnie- dodała z uśmiechem. Chłopak wpatrywał się w nią niemogąc wydusić słowa. Nie chciał tego, znowu czuł że może się w nią wpatrywać przez całą noc. Ogarnął się jednak, wiedział że nie ma tyle czasu gdyż jak sama przed chwilą powiedziałą: wraca do domu.
-Coś nie tak?
Natsuo potrząsnął głową odganiając myśli i wszelakie wyobrażenia i zaprzeczył.
-Chodźmy już- zaproponował ruszając przed siebie.
-Natsuo...- zawołała za nim niepewnym głosem.
-Spokojnie, ze mną nic ci nie grozi- rzucił z pewnością siebie.
-Ale... mój dom jest w tamtą stronę- na dźwięk tych słów chłopak zamarł, w tempie przyśpieszonym doskoczył do niej.
-No tak... zapomniałem- uśmiechnął się zawtydzony.
Setsuna odwróciła się i uśmiechem zaprosiła go by poszedł za nią. Chłopak odetchnął z ulgą że odstawiła ten wstydliwy temat na drugi bok.
Po drodze dużo rozmawiali, Natuso opowiadał śmieszne i te nieśmieszne żarty, Setsuna słuchała wpatrzona w niego jak w bóstwo, za które chłopak z pewnością się uważa.
Po niedługim czasie dotarli pod dom Setsuny, był to nieduży dom jednorodzinny o jasno-żółtych ścianach. Po uderzającym w nozdrza zapachu świeżo malowanej farby dało się wywnioskować że ściany były malowane nie dawno.
-A więc, jesteśmy- powiedział Natsuo wkładając ręce do kieszeni i spuszczając wzrok nie wiedząc jak ma się zachować. Setsuna przygryzła dolną wargę pohamowując się- to była miła prze...- dziewczyna przerwała mu długim całusem w policzek, chłopak najpierw zarumienił się głupiejąc w zaskoczeniu, następnie złapał się za policzek i odprowadził Setsunę wzrokiem do drzwi. Już miała je za sobą zamknąć, rzuciła jeszcze okiem na Natsuo, uśmiechnęła się nieśmiało i zamknęła drzwi.
Natsuo stał tak dwa metry od drzwi wpatrując się w nie osłupiały, nie do końca wierzył w to co się wydarzyło. Jego dłoń zdawała się przykleić do lewego policzka. Po chwili na jego twarzy pojawił się cichy uśmiech, zabrał rękę z twarzy i odwróciwszy się na pięcie ruszył przed siebie.
Mógłbym z nią przegadać całą noc- pomyślał w duchu, nie mogąc znieść że nie może jej zobaczyć jeszcze dziś. A może by tak...- do głowy wpadł mu pewien pomysł. Z twarzy chłopca znikł nieśmiały rumieniec i pojawił się niezbyt inteligenty lecz przebiegły wyraz twarzy. Powoli odwrócił się i spojrzał chytrze na dom Setsuny, w jej pokoju nadal paliło się światło. Poszukał wzrokiem czegoś co pomoże mu zrealizować pomysł. Jego uwagę przykuło drzewo stojące tuż pod jej oknem. Ścierając dłonie zakradł się pod drzewo.
Upewniwszy się że nikt go nie widzi wdrapał się na gałąź (co udało się dopiero za trzecim razem). Usadowił się wygodnie na gałęzi i spojrzał w jej okna.
-Piękna...- jęknął do siebie tonąc w nieujarzmionych pragnieniach- Gdybym tak tylko mógł...- pogrążony w marzeniach powoli wyciągnął rękę w kierunku okna- Hę?!
Usłyszał czyjeś kroki jednak dopiero gdy się zatrzymały. Nie zmieniając swojego żałosnego wyrazu twarzy odwrócił samą głowę na prawo. Zobaczył stojącego na ścieżce z rękoma w kieszeni Tego, którego najmiej chciał teraz spotkac- mnie. Uniosłem lewą brew próbując to zrozumieć. Natsuo paląc się ze wstdyu złapał się za kark wymuszając niepewny śmiech. Nagle stracił równowagę i z wrzaskiem spadł z drzewa. Rzucił okiem na okno w które wpatrywał się Natsuo, ponieważ ktoś przy nim stanął by zobaczyć co to za wrzaski. Zauważyłem że to Sestsuna. Czyżby ten głupek podglądał Setsune? Z drugiej strony nie zdziwiło mnie to.
Nie zauważyła go, w porę schował się za drzewem. Odwróciłem się i ruszyłem dalej w kierunku domu.
-Hej! Ty!- krzyknął Nastuo, dogonił mnie i zastąpił mi drogę stając przede mną lekko zmęczony. Spojrzałem na niego poirytowany.
-Czego chcesz?- spytałem, e moim głosie dało się usłyszeć senność i zmęczenie jakie mnie ogarniało.
-Co widziałeś?- spytał próbując nadać swojej tonacji odrobinę surowości.
-Zbyt wiele- rzuciłem i postanowiłem go wyminąć lecz znów zagrodził mi przejście. Spojrzałem na niego już trochę zdenerwowany.
-Obiecaj że nikomu nie powiesz. To nie to co myślisz...- zaczął nagle stając się przerażony. Uniosłem brew.
-A skąd ty możesz wiedzieć co ja myslę? Nie ważne- chciał odpowiedzieć- Nie obchodzą mnie twoje hobby, dał mi spokój.
Tm razem pozwolił mi przejść, aczkolwiek to i tak nie od niego zależało. Obejrzał się za mną i patrzył w zastanowieniu aż całkowicie zniknąłem w mroku nocy.
-Nie wiem co One wszystkie w nim widzą- burknął.
* * *
-Witajcie- powiedział Iruka wszedłszy do klasy, wszyscy już siedzieli w ławkach i właśnie zakończyli rozmowy- Zastanawiam się co i czy w ogóle organizować wam dzisiaj jakąś lekcję- powiedział łapiąc się za brodę oblatując nas wzrokiem.
-Oczywiście że nie- rzucił Natsuo i z pewnym siebie usmiechem spojrzał na Setsunę, ta uśmiechnęła się do niego delikatnie i spojrzała na Irukę. Chłopak zaczerwienił się i również spojrzała na nauczyciela.
-I tak niczego nowego was nie nauczę dzień przed zakończeniem akademii więc chyba masz rację- te słowa wmurowały mnie w ziemie, wielkimi oczami patrzyłem na niego. Cholera, zapomniałem że to już jutro.
-No cóż, muszę przyznać że będę za wami tęsknić- powiedział w uprzejmym uśmiechu- wszyscy na niego spojrzeli zdziwieni, a zwłaszcza Naruto- nigdy nie miałem jeszcze tak wspaniałej i tak wyjątkowej klasy. Jest wśród was wielu którzy bez wątpienia zostaną wspaniałymi shinobi. Oczywiście trzymam kciuki za was wszystkich, każdy z was jest na swój sposób naprawdę wyjątkowy. Lee, trening to całe twoje życie, nie porzucaj tego a zostaniesz wielkim ninja- poradził, po jego policzkach poleciały falowane wodospady łez. Iruka spojrzał na Ino i Sakurę- Wy dziewczyny, wasza konurencja między sobą jest ostra, jednak nic nie jest w stanie rozbić waszej przyjaźni, dopóki same będziecie w to wierzyć. Kiba, jesteś bardzo pewny siebie, popracuj nad tym, to nie jest dobra cecha ninja, pamiętaj- Akamaru szczeknął a Kiba spojrzał zdziwiony w górę na psa na swojej głowie, Iruka się uśmiechnął- Dbaj o niego, Akamru- tym razem Kiba się uśmiechnął- Shino. Twój klan jest wyjątkowy, tak jak i wyjątkowy jesteś ty. Pamiętaj o tym gdy złapie cię jakieś zmartwienie
Spojrzałem na klasę, każdy zdawał się być poruszpny obecną tu sytuacją. Iruka kontynuował.
Choji, zauważyłem niezwykłą więź między tobą a Shikamaru, ta więź nazywa się przyjaźń. Bardzo troszczysz się o swojego przyjaciela i jestem pewien że gdyby wymagała tego sytuacja nie pozowliłbyś go skrzywdzić.- Choji spochmurniał- To bardzo dobra cecha, Choji. Bardzo szanowana w świecie shinobi. Nie zwracaj uwagi na uwagi dotyczące twojej osoby, każdy ma jakieś wady i zalety a ty masz tylko te dobre cechy. Shikamaru, posiadasz umysł i wiedzę jaką nie mam nawet ja- przyznał, Shikamaru się zdziwił- Rozwijaj to, a w przyszłości twoje zdolności strategiczne mogą być bardzo pomocne dla ciebie i twoich towarzyszy. Może się okazać że to własnie Ty będziesz musiał im pomóc. Neji, Atasuke i Sasuke. Zawsze staracie się robić wszystko sami,uważacie że sami zrobicie to najlepiej. Nie chcecie zaufać swoim towarzyszom i to jest wasz błąd. Macie ogromny potencjał, wiem bo znam wasze wyniki ze wszystkich egzaminów. Podczas bitwy wszyscy będą polegać na waszysz zdolnościach bitewnych lecz zawiedziecie jeśli postawicie wszystko na siebie. Przemyślcie to. Natsuo, jesteś odważnym, nieśmiałym chłopcem. Masz w sobie pewną ikrę która da ci siłe, wyrośniesz na wspaniałego shinobi który z pewnością wiele osiągnie. Setsuna i Ten ten, dwa różne charaktery i wspólny cel, "nie być gorszym" za wszelką cenę staracię się dogonić innych. To dobrze, dopóki w to wierzycie możecie ich nawet prześcignąć.- po tej wypowiedzi spojrzał na Naruto.
-Naruto- zaczął znów po chwili- Ty jesteś wyjątkowym przypadkiem. Przeżyłeś wiele i zapewne jeszcze więcej przeżyjesz. Wiele osób śmieje się gdy upadasz, ale ty za każdym razem wstajesz. Każdy z tych upadków dodaje ci kolejnych sił. Masz w sobie to coś, coś co sprawia że jesteś jedyny w swoim rodzaju. Twoim marzeniem jest zostać Hokage, i wiesz co? Będziesz wspaniałym przywódcą wioski.- usmiechnął się, Naruto patrzył na niego, na jego twarzy malowała się niezmierna wdzięczność a oczy powoli zaczęły napływać łzami. Zamknął oczy i otarł łzy ręką.
-Dziękujemy- Ino wstała z delikatnym uśmiechem na twarzy, podeszła do Iruki i wyjeła z włosów kwiat białej rózy. Leżał na jej obu dłoniach, Ino spojrzała na kwiat poczym uniosła ręce ku Iruce z usmiechem mówiącym "to dla ciebie". Iruka spojrzał na ów prezent z lekkim szokiem, po chwili jednak uśmiechnął się ze zrozumieniem i wziął kwiat zamykając go w dłoniach.
-Dziękuję, Ino- powiedział po chwili. Ino uśmiechnięta kiwnęła lekko głową i wróciła na miejsce.
Po drodze rzuciła mi krótkie spojrzenie, jednak speszona szybko je spuściła natafiając na moje spojrzenie.
Na dzisiejszym treningu z Fiijo nie byłem specjalnie aktywny. W głowie wciąż słyszałem słowa Iruki, do tego denerwowałem się przed jutrzejszym zakończeniem akademii, i zdobyciem tytułu gennina.
Wszyscy uczniowie wraz z rodzicami stali pod akademią i cieszyli się zdobyciem swojego pierwszego tytułu.
Nie tylko otrzymaliśmy świadectwa ukończenia akademii ale jeszcze specjalny prezent od Iruki na cześć zdobycia tytyłu gennina. Granatowe ochraniacze na czoło z symbolem Konohy.
-Brawo Nis-an!- krzyczała Yumi gdy podszedłem do rodziny z dyplomem i ochraniaczem na czole. Wyrwała się mamie i rzuciła mi się na szyję. Klęknąłem by ją podnieść i stanąłem przed rodzicami. Mama wzruszona uśmiechała się, ojciec starał się powtrzymać emocje, lecz jego oczy przepełnione były dumą. Obejrzałem się po innych z niepowstrzymanym uśmiechem. Wszyscy byli szczęśliwi, wszyscy oprócz Naruto, który siedział sam na huśtawce, ze spuszczoną głową i ochraniaczem w ręce. Zrobiło mi się go szkoda.
Sasuke natomiast wraz z rodzicami i Itachim na baranach którego właśnie siedział wracali już do domu śmiejąc się.
Natsuo i Setsuna własnie szli do Naruto i momentalnie namówili go do zabawy, odbiegli gdzieś w dal śmiejąc się w niebogłosy.
Uśmiechnąłem się.
Nareszcie- pomyślałem- Nareszczie, poziom Gennin!
-Naruto- zaczął znów po chwili- Ty jesteś wyjątkowym przypadkiem. Przeżyłeś wiele i zapewne jeszcze więcej przeżyjesz. Wiele osób śmieje się gdy upadasz, ale ty za każdym razem wstajesz. Każdy z tych upadków dodaje ci kolejnych sił. Masz w sobie to coś, coś co sprawia że jesteś jedyny w swoim rodzaju. Twoim marzeniem jest zostać Hokage, i wiesz co? Będziesz wspaniałym przywódcą wioski.- usmiechnął się, Naruto patrzył na niego, na jego twarzy malowała się niezmierna wdzięczność a oczy powoli zaczęły napływać łzami. Zamknął oczy i otarł łzy ręką.
-Dziękujemy- Ino wstała z delikatnym uśmiechem na twarzy, podeszła do Iruki i wyjeła z włosów kwiat białej rózy. Leżał na jej obu dłoniach, Ino spojrzała na kwiat poczym uniosła ręce ku Iruce z usmiechem mówiącym "to dla ciebie". Iruka spojrzał na ów prezent z lekkim szokiem, po chwili jednak uśmiechnął się ze zrozumieniem i wziął kwiat zamykając go w dłoniach.
-Dziękuję, Ino- powiedział po chwili. Ino uśmiechnięta kiwnęła lekko głową i wróciła na miejsce.
Po drodze rzuciła mi krótkie spojrzenie, jednak speszona szybko je spuściła natafiając na moje spojrzenie.
Na dzisiejszym treningu z Fiijo nie byłem specjalnie aktywny. W głowie wciąż słyszałem słowa Iruki, do tego denerwowałem się przed jutrzejszym zakończeniem akademii, i zdobyciem tytułu gennina.
Wszyscy uczniowie wraz z rodzicami stali pod akademią i cieszyli się zdobyciem swojego pierwszego tytułu.
Nie tylko otrzymaliśmy świadectwa ukończenia akademii ale jeszcze specjalny prezent od Iruki na cześć zdobycia tytyłu gennina. Granatowe ochraniacze na czoło z symbolem Konohy.
-Brawo Nis-an!- krzyczała Yumi gdy podszedłem do rodziny z dyplomem i ochraniaczem na czole. Wyrwała się mamie i rzuciła mi się na szyję. Klęknąłem by ją podnieść i stanąłem przed rodzicami. Mama wzruszona uśmiechała się, ojciec starał się powtrzymać emocje, lecz jego oczy przepełnione były dumą. Obejrzałem się po innych z niepowstrzymanym uśmiechem. Wszyscy byli szczęśliwi, wszyscy oprócz Naruto, który siedział sam na huśtawce, ze spuszczoną głową i ochraniaczem w ręce. Zrobiło mi się go szkoda.
Sasuke natomiast wraz z rodzicami i Itachim na baranach którego właśnie siedział wracali już do domu śmiejąc się.
Natsuo i Setsuna własnie szli do Naruto i momentalnie namówili go do zabawy, odbiegli gdzieś w dal śmiejąc się w niebogłosy.
Uśmiechnąłem się.
Nareszcie- pomyślałem- Nareszczie, poziom Gennin!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
