Z niedaleka usłyszałem różne szmery, śmiechy i rozmowy. Obejrzałem się i ku akademi szła grupka dzieciaków, wyglądali na mój wiek. Nikogo z nich nie znałem, jeden chłopak miał inteligentny wyraz twarzy, małe przebiegłe oczy i ciemne włosy spięte do tyłu w kołtun szterczących włosów, szedł z rękoma w kieszeni, zaspany i jakby znudzony życiem. Obok niego szedł grubszy chłopak, pulchna twarz, małe oczy i czerwone spirale na policzkach, brązowe włosy, szli rozmawiając, gruby jadł jakieś chipsy. Niedaleko za nimi szła sympatyczna i śliczna blondynka z niebieskimi oczami, włosy krótkie, nawet nie sięgały do ramion, we włosach była spięta spinka. Obok nie szedł chłopak z brązowymi włosami, przebiegłe oczy o wąskich czarnych źrenicach i dwoma czerwonymi paskami od oczu do kości policzkowej i wielu innych, tajemniczy chłopak z małymi okularami przeciw słonecznymi, chłopak z długimi zadbanymi czarnymi włosami, okrągłymi oczami z wyrobionymi trzema rzęsami pod oczami i krzaczastymi brwiami. Moją szczególną uwagę przykóła dwójka dzieciaków, chłopak i dziewczyna, chłopak trochę wyższy, wydawał się starszy. Oboje mieli białe oczy bez źrenic, lekko zabarwione na błękitno, chłopak długie zadbane brąz włosy których końcówki zostały spięte w malutką kitkę, dumny krok i wyraz twarzy. Z kolei dziewczyna szła nieśmiało, wydawała się lekko wystraszona obecnością tylu dzieci. Granatowe włosy z wyciętym i wyrównanym stylowo tyłem, kosmyki włosów opadału na policzki. Gdy mnie minęli chłopak spojrzał na mnie srogim wzrokiem, ciężkim do wytrzymania. Oczywiście wytrzymałem go. Mało tego, odprowadziłem go do drzwi swoim standardowym chłodnym wzrokiem. Hyuga- pomyślałem nie ukrywając że ich nie lubie, od zawsze klan Uchiha nie tolerowali się z klanem Hyuga lecz nigdy nie wchodziliśmy sobię w drogę i wszelkie sprawy załatwialiśmy pokojowo.
Nie chciało mi się już czekać więc wszedłem za nimi do akademii, wszedłem do klasy i rozejrzałem się po niej. Po lewej od wejścia stało biurko nauczyciela a za nim na ścianie tablica kredowa. Po prawej stały kilkuosobowe ławki w dwóch rzędach, po prawej przy oknach i lewej pod ścianą. W dodatku ławki jedna za drugą stały na coraz większych stopniach tak że trzeci rząd był wyżej od drugiego który z kolei stał wyżej od pierwszego. Usiadłem w trzeciej ławce pod oknem. Usiadłem, położyłem łokcie na ławce i oparłem głowę o ręce zasłaniając buzie rękami.
Siedzieliśmy tak przez chwilę czekając na nauczyciela, w sali panował gwar, śmiechy i rozmowy uczniów którzy znali się już z podwórka i tych którzy się dopiero poznawali. Po chwili dopiero do sali wszedł nauczyciel a klasa ucichła tłumiąc śmiech poprzednich rozmów.
Nauczyciel ubrany był w podstawowy uniform shinobi wioski Liścia, tj. Granatowe dresy, ciemno-zielona kamizelka i ochraniacz na czoło z symbolem wioski liścia. Jednak największą uwagę przykuwała blizna, biegnąca poziomo od kości policzkowej, przez nos aż do drugiej kości policzkowej.
Stanął po środku sali i obrócił się przodem do nas, złapał się za ręce z tyłu. Miał bardzo miły wyraz twarzy.
-Dzień dobry wszystkim- przywitał się uciszając przy okazji kilka wyjątków którzy jeszcze szeptali- Nazywam się Iruka, od dziś będę waszym nauczycielem. Pomogę wam opanować wszystkie podstawy kinjutsu, taijutsu i genjutsu. Mam nadzieję że nie będzie między wami sporów i zakończycię tę akademię z jak najlepszymi wynikami, i że wyjdziecie z niej obdarzeni tytółem Genninów- objaśnił.- Liczę że razem będziemy się dobrze bawić i nie staniemy się wrogami.- skończył- Jakieś pytania?- las rąk, Iruka widząc że nikt się nie udziela ani nawet nie uniósł ręki odszedł i stanął za biórkiem, chwycił za jakąś kartkę, i stanął luźno, jedną ręka opartą o biodro a drugą trzymał kartkę i spojrzał na nas.
-To może zacznijmy od sprawdzenia obecności- zaproponował nie czekając na naszą reakcję- Kiba?
-Jestem- chłopak z wąskimi źrenicami uniósł rękę.
-Ino?
-Tutaj- urocza blondynka pomachała w górze ręką.
-Lee?- chłopak z długimi zadbanymi czarnymi włosami, okrągłymi oczami i trzema długimi rzęsami pod nimi, do tego charakterystyczne krzaczaste brwi.
-Lee?- chłopak z długimi zadbanymi czarnymi włosami, okrągłymi oczami i trzema długimi rzęsami pod nimi, do tego charakterystyczne krzaczaste brwi.
-Shikamaru- chłopak znudzony życiem.
-Neji- chłopak z Hyuga.
-Natsuo- zero odpowiedzi. Rozejrzałem się po klasie- Okazaki Natsuo- powtórzył nauczyciel. Dalej nic.
-Cóż..- zaczął Iruka sięgając po długopis- pierwszy dzień i już wagary- mruknął do siebie lekko zawiedziony. W tedy do sali wpadł chłopak, zdyszany ledwo wyhamował. Gdyby nie stał oparty o próg ręką to pewnie by się przewrócił. Iruka spojrzał na niego zdziwiony.
-A ty to zapewne..- spojrzał na listę jednak dzieciak mu przerwał, wskazując na niego palcem- NAzywam się Okazaki Natsuo, pochodzę z małego klanu o szerokich możliwościach, moim marzeniem jest zostać najlepszym Hokage w histori- niemalże krzyknął szczerząc zęby dymnie. Miał ciemny brąz włosy, brąz oczy i czerwoną opaskę wokół na czole. Iruka nie wiedział jak ma zareagować, klasa nagle wpadła w szyderczy śmiech. Smiali się wszyscy oprócz mnie, Iruki, Hyuuga i Shikamaru.
-Z czego się śmiejecie głąby?!- wydarł się na klasę czerwony na twarzy z oburzenia.
-Serio myślisz że ktoś taki jak ty może zostać Hokage?- zakpił Kiba- Żeby zostać Hokage trzeba niezwykle silnym i mądrym a ty nie grzeszym ani tym ani tym- klasa wpadła w jeszcze większy śmiech, zaintrygowały mnie jego słowa jednak szybko wyleciały mi z głowy. Nagle olśnienie, odkąd Natsuo wpadł do sali miałem wrażenie że go znam a ja nie zapominam twarzy, nigdy. To był ten chłopak z uliczki z przed wczoraj. W tamtej chwili w pewnym sensie podzieliłem słowa Kiby.
-Dosyć, cisza!- uciszył Iruka. Klasa ucichła, Natsuo dalej stał naburmuszony- Natsuo, ciesze się że w końcu dotarłeś, zajmij proszę miejscę i postaraj się nie spóźniać.
Natsuo usiadł na miejsce w drugiej ławce pod oknem. Idąc do ławki zauważył mnie, wytrzeszczył oczy gdy siadał, patrzył na mnie przez chcwilę. Nie patrzyłem na niego tylko przed siebie, zrobił naburmuszoną minę i również się odwrócił- Dobrze, kontynujmy. Hinata?- dziewczyna z Hyuuga- Shino?- chłopak z małymi okularami przeciw słonecznymi- Atasuke?- wyszukał mnie wzrokiem, podniosłem rękę nie odzywając się- Tenten?- dziewczyna z włosami spiętymi w dwa koła z tyłu i pojedyńcze pasma grzywki padjące na czoło.
-Dobrze- zaczął Iruka- wygląda na to że wszyscy są- powiedział zadowolony- To może teraz zadawam wam kilka pytań by sprawdzić poziom waszej wiedzy. Kto wie jaka jest różnica między Ninjutsu a Genjutsu? Hm?- spytał. Nikt się nie udzielał, po chwili Shikamaru uniósł rękę. -Tak?
-Ninjutsu to techniki używane za pomocą pieczęci, efekty ninjutsu są realne czego nie można powiedzieć o Genutsu, którego techniki są czystą iluzją.
-Brawo- pochwalił Iruka.
-Łatwizna- prychnął Shikamaru i położył się na ławce i zamknął oczy.
-Jeśli chodzi o Ninjutsu to nie wszystko zostało powiedziane- powiedział Iruka, Shikamaru otworzył jedno oko i spojrzał na niego- Do tej grupy należą techniki najczęściej pokazywane w serii. Ma to związek z ich wszechstronnym zastosowaniem oraz stosunkowo niskim poziomem trudności, ale od początku.
Do wykonania techniki ninjustu użytkownik musi skumulować czakrę oraz uwolnić ją tak, jak wymaga tego technika. W przypadku części jutsu potrzebna jest ogromna precyzja w dawkowaniu czakry, ponieważ przy zachwianej proporcji, technika nie dość, że się nie uda, to jeszcze próba osłabi użytkownika. Wybrane techniki wymagają użycia standardowych pieczęci, ale w niektórych przypadkach użytkownik może wykonywać pieczęci jedną ręką, co jest wyższą szkołą jazdy. Techniki ninjutsu dzieją się TU i TERAZ, ich skutki są REALNE. Przykładami technik mogą być leczące/uzdrawiające, ofensywne, defensywne, transformacje i klony.- spojrzał po nas kto słucha.-Wśród technik ofensywnych i defensywnych możemy znaleźć znaczną grupę, która opiera się na żywiołach podstawowych: ziemia, ogień, wiatr, woda, błyskawica i zaawansowanych Kekkei Genkai*. Ninjutsu, jest to religia stworzona przez Mędrca Sześciu Ścieżek, mająca na celu wyjaśnić zagadki czakry. W tym celu podróżował po świecie i tworzył techniki, które miały pomóc ludziom zrozumieć samych siebie i innych, a w efekcie sprowadzić na świat pokój wieczny. Prawdopodobnie, z biegiem czasu techniki Mędrca ewoluowały w ninjutsu- skończył, byłem pod wrażeniem, moja definicja słowa Ninjutsu to "techniki korzystające z pieczęci i chakry". Iruka spojrzał po nas szukając osób zainteresowanych. Uniosłem rękę.- Tak?
-A Genjutsu?- spytałem, miałem nadzieje dowiedzieć się czegoś więcej o sztuce iluzji, może w tedy bardziej bym ją zrozumiał i łatwiej opanował.
-No tak, Genjutsu.- powiedział- Twoje pytanie było dość przewidywalne, Atasuke- uśmiechnął się, widząć moją niewzruszoną minę wrócił do tematu- Genjutsu to techniki iluzji, które podobnie jak ninjutsu, potrzebują kumulowania czakry i najczęściej pieczęci. Zasadniczą różnicą między nimi jest to, że techniki genjutsu nie są rzeczywiste. Użytkownik oddziałuje na mózg przeciwnika, pokazując obrazy i zadając ból, których nie ma w świecie rzeczywistym. Ponad to, ofierze wydaje się, że jej męczarnia trwa np. 3 dni, podczas gdy naprawdę są to sekundy. Mimo, że faktycznie ofiara nie ma zadawanych obrażeń, to jej ciało wierzy, że zostało zranione. Nie każdy ma predyspozycje do wykonywania tego rodzaju technik. Nawet jeden z trzech legendarnych Sanninów, Jiraiya miał z tym czasem problemy. Aby dobrze wykonywać takie jutsu, trzeba mieć „łeb na karku” i dobrze kontrolować czakrę. Na szczęście, do obrony przed tego typu atakami nie trzeba aż tak wiele – wystarczy rozpoznać, że jest się w technice lub zostać uwolnionym przez towarzysza poprzez przerwanie przepływu czakry.
-Nuuda..- westchnął Kiba odchylając głowę do góry. Iruka spojrzał na niego.
-Rozumiem że niektórych z was mogą nudzić takie rzeczy, ale to są podstawy które musicie znać jeśli w przyszlości chcecie stać się silnymi shinobi. Musicie to zrozumieć- poradził, zadzwonił dzwonek. Klasa zerwała się i wszyscy wybiegli na przerwę, ja, Hyyuga i Shikamaru zostaliśmy.
-Hej Shikamaru- do sali wrócił Choji- idziesz?- spytał.
-Tak- odparł Shikamaru, wstał z rękoma w kieszeni i wyszedł z sali.
-Dobrze- zaczął Iruka- wygląda na to że wszyscy są- powiedział zadowolony- To może teraz zadawam wam kilka pytań by sprawdzić poziom waszej wiedzy. Kto wie jaka jest różnica między Ninjutsu a Genjutsu? Hm?- spytał. Nikt się nie udzielał, po chwili Shikamaru uniósł rękę. -Tak?
-Ninjutsu to techniki używane za pomocą pieczęci, efekty ninjutsu są realne czego nie można powiedzieć o Genutsu, którego techniki są czystą iluzją.
-Brawo- pochwalił Iruka.
-Łatwizna- prychnął Shikamaru i położył się na ławce i zamknął oczy.
-Jeśli chodzi o Ninjutsu to nie wszystko zostało powiedziane- powiedział Iruka, Shikamaru otworzył jedno oko i spojrzał na niego- Do tej grupy należą techniki najczęściej pokazywane w serii. Ma to związek z ich wszechstronnym zastosowaniem oraz stosunkowo niskim poziomem trudności, ale od początku.
Do wykonania techniki ninjustu użytkownik musi skumulować czakrę oraz uwolnić ją tak, jak wymaga tego technika. W przypadku części jutsu potrzebna jest ogromna precyzja w dawkowaniu czakry, ponieważ przy zachwianej proporcji, technika nie dość, że się nie uda, to jeszcze próba osłabi użytkownika. Wybrane techniki wymagają użycia standardowych pieczęci, ale w niektórych przypadkach użytkownik może wykonywać pieczęci jedną ręką, co jest wyższą szkołą jazdy. Techniki ninjutsu dzieją się TU i TERAZ, ich skutki są REALNE. Przykładami technik mogą być leczące/uzdrawiające, ofensywne, defensywne, transformacje i klony.- spojrzał po nas kto słucha.-Wśród technik ofensywnych i defensywnych możemy znaleźć znaczną grupę, która opiera się na żywiołach podstawowych: ziemia, ogień, wiatr, woda, błyskawica i zaawansowanych Kekkei Genkai*. Ninjutsu, jest to religia stworzona przez Mędrca Sześciu Ścieżek, mająca na celu wyjaśnić zagadki czakry. W tym celu podróżował po świecie i tworzył techniki, które miały pomóc ludziom zrozumieć samych siebie i innych, a w efekcie sprowadzić na świat pokój wieczny. Prawdopodobnie, z biegiem czasu techniki Mędrca ewoluowały w ninjutsu- skończył, byłem pod wrażeniem, moja definicja słowa Ninjutsu to "techniki korzystające z pieczęci i chakry". Iruka spojrzał po nas szukając osób zainteresowanych. Uniosłem rękę.- Tak?
-A Genjutsu?- spytałem, miałem nadzieje dowiedzieć się czegoś więcej o sztuce iluzji, może w tedy bardziej bym ją zrozumiał i łatwiej opanował.
-No tak, Genjutsu.- powiedział- Twoje pytanie było dość przewidywalne, Atasuke- uśmiechnął się, widząć moją niewzruszoną minę wrócił do tematu- Genjutsu to techniki iluzji, które podobnie jak ninjutsu, potrzebują kumulowania czakry i najczęściej pieczęci. Zasadniczą różnicą między nimi jest to, że techniki genjutsu nie są rzeczywiste. Użytkownik oddziałuje na mózg przeciwnika, pokazując obrazy i zadając ból, których nie ma w świecie rzeczywistym. Ponad to, ofierze wydaje się, że jej męczarnia trwa np. 3 dni, podczas gdy naprawdę są to sekundy. Mimo, że faktycznie ofiara nie ma zadawanych obrażeń, to jej ciało wierzy, że zostało zranione. Nie każdy ma predyspozycje do wykonywania tego rodzaju technik. Nawet jeden z trzech legendarnych Sanninów, Jiraiya miał z tym czasem problemy. Aby dobrze wykonywać takie jutsu, trzeba mieć „łeb na karku” i dobrze kontrolować czakrę. Na szczęście, do obrony przed tego typu atakami nie trzeba aż tak wiele – wystarczy rozpoznać, że jest się w technice lub zostać uwolnionym przez towarzysza poprzez przerwanie przepływu czakry.
-Nuuda..- westchnął Kiba odchylając głowę do góry. Iruka spojrzał na niego.
-Rozumiem że niektórych z was mogą nudzić takie rzeczy, ale to są podstawy które musicie znać jeśli w przyszlości chcecie stać się silnymi shinobi. Musicie to zrozumieć- poradził, zadzwonił dzwonek. Klasa zerwała się i wszyscy wybiegli na przerwę, ja, Hyyuga i Shikamaru zostaliśmy.
-Hej Shikamaru- do sali wrócił Choji- idziesz?- spytał.
-Tak- odparł Shikamaru, wstał z rękoma w kieszeni i wyszedł z sali.
* * *
Na przerwie Iruka wypóścił nas na placyk za akademią, wszyscy biegali, śmiali i bawili się. Nawet Natsuo wyglupiał się z Kibą i Ino. Ja stałem pod ścianą akademii opierając się o nią plecami i lewą nogą, ręce jak zwykle w kieszeni. Lee i Neji stali pod drugą ścianą, Lee na coś nalegał ale Neji zdawał się go zlewać, miałem wrażenie że na mnie patrzy. Po chwili zdecydowałem się na nich spojrzeć, faktycznie obserwował mnie lecz nie z zainteresowaniem czy kpiną. Myślę że próbował mnie rozgryść, ale ciężko było to stwierdzić gdyż z jego oczu niemal nie dało się nic wyczytać. Patrzyłem na niego swoim chłodnym wzrokiem, on na mnie swoim niemożliwym do odczytania i czekaliśmy który pierwszy spóści wzrok z drugiego. Nie miałem zamiaru ulec pierwszy, on najwyraźniej też nie.
* * *
Nasze pierwsze zajęcia skończyły się jakoś po południu, Iruka-sensei opowiadał nam o różnicach między każdym jutsu i między żywiołami.
Gdy wyszliśmy z Akademii i wracaliśmy do domu drogę zastąpił mi Natsuo, zatrzymałem się z rękami w kieszeniach i spojrzałem na niego.
-Czego chcesz?
-W tedy w uliczce- zaczął, wzrok miał poważny, nie da się go porównać z tym Natsuo który był dzisiejszym pośmiewiskiem dla klasy- pomogłeś mi. Dlaczego?- spytał lekko zdołowany. Patrzyłem na niego przez chwilę.
-Po prostu nie miałem nic do roboty- odparłem, lekko wyłupł oczy, ruszyłem dalej mijając go, byłem już metr za nim gdy znów się odezwał.
-Nie wierze ci- powiedział, zatrzymałem się, oboje saliśmy do siebie tyłem. Odwrócił się i spojrzał na mnie, nie drgnąłem. Wpatrywałem się przed siebie.
-Twój problem- powiedziałem i ruszyłem dalej zostawiając go samego przed wejściem do akademii.
Wracając do domu szedłem przy brzegu pionowego wzniesienia na któtrym stała cała wioska, w dole było jezioro i pomost na którym trenowałem z Fiijo, zatrzymałem się i spojrzałem na ów miejsce.
"Nie zasługujesz na miano Uchiha, hańbisz swoje nazwisko i swoją rodzinę"- przed oczami pokazał mi się obraz ostatniego wieczora a w głowie zabrzmiały ostre słowa Fiijo. Odwróciłem wzrok i ruszyłem dalej.
Z daleka było już widać mój dom, gdy przechodziłem przez furtkę z domu wyszedł Fiijo, nie wierzyłem własnym oczom. Stanąłem nie mogąc się ruszyć. Ojciec również pojawił się w drzwiach, mieli poważne miny. Fiijo ukłonił się mojemu ojcu i ruszył w kierunku furtki. Minął mnie, nie odezwał się nawet słowem. Nawet na mnie nie spojrzał. Obejrzałem się za nim z wytrzeszczonymi oczami, zamknął za sobą furtkę i odszedł. Zatkało mnie, jabłko adama podskoczyło do gardła, chciałem za nim zawołać ale nie byłem w stanie, posmutniałem opuszczając głowę. Kątem oka zauważyłem że ojciec stoi w drzwiach, spojrzałem na niego z nadzieją. Oczywiście nie miałem żadnej nadziei, jednak chyba tylko tak dało się opisać moje spojrzenie. Bałem się że Fiijo jednak mu o wszystkim powiedział. Patrzył na mnie surowo, jak zawsze. Nie wyglądał jakoś specjalnie inaczej, choć różnił się od tego jak zachowywał się rano. Mimo to nie wyglądał na zawiedzionego lub zhańbionego, wyglądał zwyczajnie, jak zwykle. Popatrzyliśmy na siebie jeszcze chwilę ojciec wszedł do domu zostawiając mi otwarte drzwi, westchnąłem nadal lekko zdołowany i wszedłem do domu, zdjąłem sandały przed wejściem i zamknąłem za sobą drzwi wchodząc w nurt domowego przedpokoju. Szybko przybiegła do mnie Yumi z szerokim uśmiechem na twarzy, od razu rzuciła mi się na ramiona, przez chwilę nie wiedziałem jak mam zareagować co wyraźnie pokazała moja wina. Potem ją objąłem i postawiwszy na ziemi kleknąłem przed nią na jedno kolano z uśmiechem.
-I jak było? Strasznie się stęskniłam- niemalże pisnęła. Uśmiechnąłem się miło z zamkniętymi oczami przechylając lekko głowę.
-Yumi- dołączyła do nas mama- zostaw brata, dopiero co wrócił i pewnie jest głodny- poleciła, Yumi radośnie pobiegła z powrotem do kuchni, wstałem spoglądając na mamę. Doznałem szoku gdyż nie patzyła już na mnie ze skruchą, usmiechała się sympatycznie.
-I jak Pierwsze zajęcia?- spytała- Podoba ci się klasa?- spytała jakby nigdy nic, w jej głosie słychać było sczerość. Patrzyłem na nią szerokimi oczyma i z lekko uchylonymi ustami. Po chwili znów uśmiechnąłem się szerdecznie.
-Mhm.
Mama zaprosiła mnie do kuchni na obiad, przy stole siedzieli już wszyscy, panowała cisza. Jedynie Yumi nuciła coś pod nosem. Czekaliśmy jeszcze na mamę która kończyła przyprawiać zupę i po chwili przynosząc ją na stół usiadła z nami. Nalała zupy ojcu, potem Yumi, mi i na końcu sobie.
-Itadakimasa (smacznego)- powiedzieli wszyscy składając dłonie z łyżką nad talerzem, na również złożyłem ale powiedziałem to trochę ciszej niż reszta, poczym wzieliśmy się za jedzenie. Nie byłem specjalnie głodny, grzebałem łyżką w zupie patrząc w nią ślepo, w rzeczywistości ciągle wspominałem wczorajszy wieczór.
-Nie jesz zupy- powiedział ojcec.
-Uh..?- wypadłem z transu i spojrzałem lekko zdziwiony na ojca, który przerwał jedzenie i również na mnie patrzył.
-Coś cię trapi?- pierwszy raz zadał mi takie pytanie, po moich plecach przeszedł dreszcz emocji.
-Nie- odparłem- ja tylko.. nie jestem głodny.
-Słucham?- spytała mama- Wiesz doskonale że trzeba po połodniu zjeść coś ciepłego, nie chcę widzieć marudzenia i proszę jeść- powiedziała miłym tonem.
Myślałem w tedy nad sobą, jaki jestem słaby. Wpatrywałem się w Czwartego gdyż to on był moim wzorem do naśladowania, moim przykładem. Mimo iż widziałem go tylko dwa razy jako dziecko zanim umarł za wioskę, i tak jest dla mnie wzorem. Przestudiowałem jego życiorys, wkradłem się do budynku Hokage i poszperałem w papierach Czwartego. Minato był wspaniałym i silnym Shinobi, stworzył swoją własną technikę teleportacji, potężną technikę o nazwie Rasenngan i kilka innych. Był niezwykle szybki co udoskonalił swoją techniką teleportacji, nazwany przez mieszkańców wioski "Złotym błyskiem".
"Nie zasługujesz na miano Uchiha, hańbisz swoje nazwisko i swoją rodzinę"- przed oczami pokazał mi się obraz ostatniego wieczora a w głowie zabrzmiały ostre słowa Fiijo. Odwróciłem wzrok i ruszyłem dalej.
Z daleka było już widać mój dom, gdy przechodziłem przez furtkę z domu wyszedł Fiijo, nie wierzyłem własnym oczom. Stanąłem nie mogąc się ruszyć. Ojciec również pojawił się w drzwiach, mieli poważne miny. Fiijo ukłonił się mojemu ojcu i ruszył w kierunku furtki. Minął mnie, nie odezwał się nawet słowem. Nawet na mnie nie spojrzał. Obejrzałem się za nim z wytrzeszczonymi oczami, zamknął za sobą furtkę i odszedł. Zatkało mnie, jabłko adama podskoczyło do gardła, chciałem za nim zawołać ale nie byłem w stanie, posmutniałem opuszczając głowę. Kątem oka zauważyłem że ojciec stoi w drzwiach, spojrzałem na niego z nadzieją. Oczywiście nie miałem żadnej nadziei, jednak chyba tylko tak dało się opisać moje spojrzenie. Bałem się że Fiijo jednak mu o wszystkim powiedział. Patrzył na mnie surowo, jak zawsze. Nie wyglądał jakoś specjalnie inaczej, choć różnił się od tego jak zachowywał się rano. Mimo to nie wyglądał na zawiedzionego lub zhańbionego, wyglądał zwyczajnie, jak zwykle. Popatrzyliśmy na siebie jeszcze chwilę ojciec wszedł do domu zostawiając mi otwarte drzwi, westchnąłem nadal lekko zdołowany i wszedłem do domu, zdjąłem sandały przed wejściem i zamknąłem za sobą drzwi wchodząc w nurt domowego przedpokoju. Szybko przybiegła do mnie Yumi z szerokim uśmiechem na twarzy, od razu rzuciła mi się na ramiona, przez chwilę nie wiedziałem jak mam zareagować co wyraźnie pokazała moja wina. Potem ją objąłem i postawiwszy na ziemi kleknąłem przed nią na jedno kolano z uśmiechem.
-I jak było? Strasznie się stęskniłam- niemalże pisnęła. Uśmiechnąłem się miło z zamkniętymi oczami przechylając lekko głowę.
-Yumi- dołączyła do nas mama- zostaw brata, dopiero co wrócił i pewnie jest głodny- poleciła, Yumi radośnie pobiegła z powrotem do kuchni, wstałem spoglądając na mamę. Doznałem szoku gdyż nie patzyła już na mnie ze skruchą, usmiechała się sympatycznie.
-I jak Pierwsze zajęcia?- spytała- Podoba ci się klasa?- spytała jakby nigdy nic, w jej głosie słychać było sczerość. Patrzyłem na nią szerokimi oczyma i z lekko uchylonymi ustami. Po chwili znów uśmiechnąłem się szerdecznie.
-Mhm.
Mama zaprosiła mnie do kuchni na obiad, przy stole siedzieli już wszyscy, panowała cisza. Jedynie Yumi nuciła coś pod nosem. Czekaliśmy jeszcze na mamę która kończyła przyprawiać zupę i po chwili przynosząc ją na stół usiadła z nami. Nalała zupy ojcu, potem Yumi, mi i na końcu sobie.
-Itadakimasa (smacznego)- powiedzieli wszyscy składając dłonie z łyżką nad talerzem, na również złożyłem ale powiedziałem to trochę ciszej niż reszta, poczym wzieliśmy się za jedzenie. Nie byłem specjalnie głodny, grzebałem łyżką w zupie patrząc w nią ślepo, w rzeczywistości ciągle wspominałem wczorajszy wieczór.
-Nie jesz zupy- powiedział ojcec.
-Uh..?- wypadłem z transu i spojrzałem lekko zdziwiony na ojca, który przerwał jedzenie i również na mnie patrzył.
-Coś cię trapi?- pierwszy raz zadał mi takie pytanie, po moich plecach przeszedł dreszcz emocji.
-Nie- odparłem- ja tylko.. nie jestem głodny.
-Słucham?- spytała mama- Wiesz doskonale że trzeba po połodniu zjeść coś ciepłego, nie chcę widzieć marudzenia i proszę jeść- powiedziała miłym tonem.
-Tss..- syknął ojciec, spojrzałem na niego, uśmiechnął się i wskazał głową na wyjście z kuchni. Zrozumiałem o co mu chodziło, pozwolił mi odejść. Wytrzeszczyłem oczy jeszcze bardziej, niczego nie rozumiałem. Zaniemówiłem, nie wiedziałem co mam zrobić, to było tak do niego nie podobne. Mama spojrzała na niego, po chwili na mnie. Nie wiedziałem jak mam się zachować. Spojrzałem na mamę, ta uśmiechnęła się i kiwnęła lekko głową. Zszokowany wstałem od stołu i ruszyłem ku wyjściu z kuchni, zatrzymałem się w progu chwytając za niego lewą ręką i jeszcze raz obejrzałem się na rodziców poczym ruszyłem schodami na górę do swojego pokoju. Usiadłem na łóżku i próbowałem zrozumieć zachowanie rodziców, najpierw niezwykła uprzejmość z rana, a teraz to. A jeszcze zanim wszedłem do domu ojciec patrzył na mnie oschle jak zawsze. A może to nie z mojego powodu tylko Fiijo?- pomyślałem. Spojrzałem na otwarte okno i firanki które dzięki wietrze balansowały w powietrzu wewnątrz pokoju, wyglądały jakby chciały mnie ze sobą porwać. Podszedłem do okna i wyjrzałem przez nie do góry. Chwyciłem za rynnę nad oknem i wspiąłem się na dach. Usiadłem na nim opierając ręce od kolana i patrzyłem w niebo. Stąd miałem również widok na głowy Hokage wyrzeźbione w ścianie chwały. Pierwszy Hokage, Drugi, Trzeci i Czwarty*!.

Myślałem w tedy nad sobą, jaki jestem słaby. Wpatrywałem się w Czwartego gdyż to on był moim wzorem do naśladowania, moim przykładem. Mimo iż widziałem go tylko dwa razy jako dziecko zanim umarł za wioskę, i tak jest dla mnie wzorem. Przestudiowałem jego życiorys, wkradłem się do budynku Hokage i poszperałem w papierach Czwartego. Minato był wspaniałym i silnym Shinobi, stworzył swoją własną technikę teleportacji, potężną technikę o nazwie Rasenngan i kilka innych. Był niezwykle szybki co udoskonalił swoją techniką teleportacji, nazwany przez mieszkańców wioski "Złotym błyskiem".
Zawsze marzyłem by zostać Hokage takim jak on, lub nawet lepszym. By być pierwszym Hokage z klanu Uchiha. Jednak wczorjaszego wieczoru moja nadzieja na zostanie Hokage prysła, i nie zapowiada się na szybki powrót.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz