niedziela, 30 sierpnia 2015

Rozdział XIII- Trzecia część egzaminu- Nieoczekiwany zbieg wydarzeń.

Minęło już wiele walk. Jak do tej pory nikt nie zginął, zwycięstwa polegały na nokaucie, poza jednym przypadkiem, gdy genin z Wioski Ukrytej w Skałach poddał się, po prezentacji siły swojego przeciwnika.
Z wioski liścia odpadło niewielu geninów, tj.: Ten Ten, Kiba, Choji i Hinaty oraz Sakury i Ino. Pozostali mieszkańcy Konohy mieli już swoje zwycięstwa za sobą. Zostało czterech geninów, czekających na swoje walki. 
Natsuo, Atasuke, genin z wioski mgły i z wioski deszczu. 
- Ehhhh... ile jeszcze mam czekać?- Natsuo wręcz spływał po barierce, o którą ciągle się opierał. 
- Spokojnie, Natsuo- uspokajał Obito, który również był już zmęczony staniem i najchętniej wróciłby do swojej ciężarnej żony, Rin. Jak tak o tym pomyślał, zdał sobie sprawę, że nadal nie powiedział o tym swojej drużynie. "Drużynie', nawet Hokage nie ma o tym pojęcia. 
- Ekran losuje kolejnych przeciwników- odezwał się Atasuke- Jeden z nas będzie zaraz walczył, przeciwko komuś z tamtych dwóch- wskazał głową na geninów z obcych wiosek, nie wyglądających na jakiś super silnych przeciwników. 
- Mam nadzieję, że będę to ja- wymamrotał cicho. 
I rzeczywiście, pierwsze nazwisko należało do niego.
- TAK JEST!- krzyknął widząc na tablicy "Okazaki Natsuo". Przeskoczył przez barierkę i stojąc po chwili obok egzaminatora wyczekiwał drugiego nazwiska. 
'Zobaczymy w jaką siłę urosłeś, Natsuo' pomyślał Atasuke, chcąc zobaczyć jego walkę. 
Obito, Setsuna, Natsuo i sam Atasuke zamarli, gdzy przeczytali kolejne nazwisko; "Uchiha Atasuke".
Młody Uchiha spojrzał na dół, na blondyna. Obaj wpatrywali się w siebie mając mieszane uczucia.
Z jednej strony obaj wyczekiwali tego momentu, jednak to nie znaczy, że nie mieli rozumu. Minęło sporo czasu odkąd Obito przejął ich drużynę, spędzili razem czas na wielu misjach, o różnych poziomach trudności. Nauczyli się współpracować, a teraz jeden miał pokonać drugiego, w imię tytułu Chunina?
Atasuke spojrzał na lewo, na swojego opiekuna. Po minie Obito wiedział, że on również nie jest zadowolony z tego wyniku losowania, jednak nie mógł nic zrobić. Ostatecznie młody Uchiha westchnął i zeskoczył na dół stając przed zestresowanym Natsuo, i po krótkiej chwili egzaminator ogłosił rozpoczęcie walki.
- To nic osobistego, Natsuo- odezwał się Atasuke swoim wiecznie znudzonym głosem- Jednak nawet ty nie przeszkodzisz mi w zdaniu tego egzaminu- powiedział to z chwilowym, pewnym siebie uśmieszkiem. Natsuo wyłapał go.
- Przestań gadać i chodź!- odpyskował z triumfalną miną.
- To dobrze, że ich wylosowało- do Obito zwrócił się Kakashi, wzbudzając swoimi słowami zainteresowanie zmartwionej Setsuny- Podobnie jak moi Sasuke i Naruto, ci dwaj ciągle ze sobą rywalizują. Starają się udowodnić wszystkim, jak i sobie, że są silniejsi od drugiego. Ten egzamin pozwoli im rozstrzygnąć, kto aktualnie jest silniejszy.
- Mhm..- potwierdził Obito obserwując obu swoich uczniów- Ta walka wszystko wyjaśni.
Obaj Genini patrzyli sobie chwilę w oczy, po czym obaj sięgnęli po kunai i zderzyli się nimi, siłując przez chwilę. Atasuke chciał sięgnąć po drugi kunai, gdy Natsuo zaskoczył go sierpowym. Atasuke zmuszony do cofnięcia się spojrzał gniewnie na zadowolonego Natsuo, który nie przestawił swojego triumfu nade gotowść do walki. Atasuke uśmiechnął się i ponownie natarł na niego. Blondyn złapał za drugi kunai i bronił się nimi przed szybkimi ruchami Atasuke, które robiły wrażenie. Natsuo cofał się z każdym blokiem a pod ich stopy sypały się iskry.
- Natsuo urósł ostatnio w siłę- zauważył Lee, mówiąc do Nejiego i Ten Ten- Jeszcze niedawno Atasuke mógł go położyć na ziemię jednym ruchem, a teraz pierwszy punkt przypadł Natsuo.
- Tak- powiedziała Ten Ten- Czyli to Atasuke jest teraz słaby- stwierdziła.
- Nie wydaję mi się- zaprzeczył Lee.
- Sugerujesz coś?- spytała Ten.
- Prawdopodobnie sprawdza aktualny poziom siły Natsuo i bada jego ruchy- powiedział Neji obserwując pojedynek, Lee i Ten spojrzeli na niego, a potem na walczących.

Atasuke nie przestawał nacierać, podczas gdy Natsuo powoli zaczynał się gubić w swoich krokach. Atasuke wyłapał jeden moment, gdy Natsuo miał taki niepewny moment. Zmylił go zmuszając do odsłonięcia i już po chwili stal przy jego lewym barku. Kopnął go w zgięcie w kolanie powalając na kolana i zakładając dźwignię na szyję w celu odcięcia jego mózgu od tlenu.
- Zakończę to szybko- szepnąl mu do ucha. Blondyn robił się coraz bardziej czerwony na twarzy nie mogąc złapać powietrza.
- On go udusi!- przeraziła się Setsuna.
- Spokojnie- Obito uspokoił ją ręką i łagodnym głosem- Puści go, gdy tylko ten straci przytomność, co będzie oznaczać zwycięstwo Atasuke.

Gdy Natsuo był o włos od utraty przytomności, trzęsącymi się rękoma uformował pieczęcie i z jego ust wyskoczyła kula wodna, która ruszyła na głowę dusiciela. Była wypełniona wodą i teraz Atasuke nie miał dostępu do powietrza. Po chwili wypuścił z objęć blondyna, która upadł na cztery łapy i rozpaczliwie łapał oddech. Atasuke nie mógł oddychać, próbował uderzać o bańkę, jednak ta zamiast pękać po prostu wpuszczała i wypuszczała jego dłonie.
- Wiesz już jakie to uczucie- prychnął Natsuo. Atasuke zmrużył oczy, położył dłonie na kulistej powierzchni wodnej pułapki i stał chwilę w bezruchu. Po chwili wodna bańka opadła na wodę a Atasuke mógł oddychać. Jednak zanim zdążył zrobić cokolwiek Natsuo już do niego dobiegł i potraktował go kopniakiem w brzuch. Atasuke odleciał kawałek w tył sunąc bokiem po posadzce. Zerwał się na równe nogi unikając dobitnego kopniaka z wyskoku Natsuo i poruszając się na rękach obracał się i zbliżał do niego zasypując serią kopniaków. Natsuo ponownie cofał się blokując przegubami jego kopy. Atasuke robił tak jeszcze przez chwilę, aż w końcu przebił się przez gardę kopnął go w twarz. Natsuo upadł a Atasuke z lekkim wyskokiem otoczył pięść chakrą i uderzył go w brzuch, po czym odskoczył kilka metrów.
- Co za żałosna walka- westchnął z poirytowaniem Neji.
- To wszystko co masz, Natsuo?- spytał Uchiha. Blondyn zwijał się przez chwilę w miejscu, nadal odczuwając ból po tak silnym uderzeniu, że aż posadzka pod nim pękła.
Natsuo w końcu dźwignął się na nogi. Niespodziwanie zaczął pluć wodą w kierunku Atasuke. Ten oczywiście tego uniknął, lecz w miejsce gdzie wylądował również pluł wodą.
Młody Uchiha skakał z miejsca na miejsce unikając wodnej serii, zbliżając się do blondyna. Biegł tuż obok strumienia wody, gdy po chwili kolejny natarł na niego od frontu. Atasuke przeskoczył na bok wykonując śrubę w powietrzu unikając jeszcze jednego strumienia i nadal biegnąc do przeciwnika. Był już przy nim wyprowadzając kolejny cios na twarz.
- Jest szybki!- powiedział Kiba, gdyż zarówno wodne ataki, jak i (troche szybsze) uniki Atasuke były niezwykle szybkie.
Wydawało się, ze uderzenie jest nieuniknione, gdy tuż przed twarzą blondyna wyrosła wodna tarcza, na którą natrafiła pięść Atasuke. Ten odskoczył, nim woda zdążyła go dopaść i spróbował podobnej sztuczki tym razem od jednego z boków blondyna, lecz ponownie ochronił się wodą. Atasuke odskoczył ponownie w tył, chlapiąc delikatnie wodą gdy stanął na ziemi.
- To twój plan na wygraną? Obrona?- spytał Atasuke lekko poirytowany.
- Nie dostrzegasz szczegółów, Atasuke- powiedział Natsuo z uśmiechem. Młody Uchiha nie wiedział do końca o co może chodzić. Rozejrzał się dookoła i zdał sobie sprawę, że całe podłoże jest pod kilkucentymetrową warstwą wody. Chciał spojrzeć na Natsuo, jednak już go tam nie było. Spojrzał w prawo czując się niepewnie, i nic. Gdy spojrzał w lewo stał tam Natsuo i trafiając go sierpem w policzek cisnął do tyłu. Atasuke przewrócił się w powietrzu i wylądował na nogach, ślizgając się na wodzie, jednak chcąc ruszyć na Natsuo już go tam nie było.
- Co do..?
Kolejny cios z prawej. Atasuke poleciał na lewo, i tam ponownie zderzył się z pięścią Natsuo.
Z ledwością utrzymywał się na nogach, gdy Natsu pojawiał się z jednej, uderzał, znikał i uderzał z drugiej. Wszystko działo się tak szybko, że Atasuke nie był w stanie polecieć w tył, gdyż zaraz po uderzeniu od frontu uderzono go z lewej, potem z prawej.
Widzowie, nie mogli uwierzyć własnym oczom. Natsuo się teleportował! Ale jak?! Pytali samych siebie.
- Obito, ty go tego nauczyłeś?- spytał zszokowany Kakashi.
- Ja tylko nasunąłem pomysł, sam zajął się treningiem- odparł Obito, uśmiechając się z lekka dumny.
'Co teraz zrobisz, Atasuke?' pomyślał czekając na kontre Atasuke.
Brunet powoli zaczął czuć rytme jego uderzeń. Po chwili umiał już stwierdzić, gdzie zaraz uderzy blondyn.
Dodatkowo aktywował Sharingana, co pozwoliło mu widzieć ruchy wroga. Z sekundy na sekundę Atasuke przestał obrywać, a jego głowa latała już nie od uderzeń, lecz do uników. Od tamtej chwili żaden z niemożliwie szybkich ciosów Natsuo nie trafił już Atasuke, który irytował go swoją bezbłędną interpretacją jego ruchów. Wtedy Atasuke niespodziewanie zmienił taktykę.
Złapał pięść przyjaciela i korzystając z całej siły jaką miał, rzucił nim w bok.
Natsuo przewrócił się kilka razy w powietrzu i nadal w locie uderzył plecami o ziemię i rozpryskując wodę sunął chwilę po niej, aż się zatrzymał i powoli wstał.
Atasuke otarł krew spływającą z kącika jego ust.
- Kto by pomyślał, że to ty pierwszy zaczniesz krwawić, Atasuke- zakpił Natsuo. Atasuke nie dał się sprowokować, i przenikał go wzrokiem. Natsuo speszył się delikatnie patrząc w jego Sharingan. Zniknął.
To co stało się chwilę później nie mogło zrozumieć większość widzów.
Natsuo pojawił się tuż za Atasuke, który kucając i kopiąc go od spodu w brodę wysłał w powietrze.
Cała akcja trwała ułamek sekundy i dostrzegli ją tylko Obito i Kakashi ze swoim Sharinganem, Neji z Byakugane, Lee mając swoją szybkość nie miał także z tym problemów, no i doświadczone oczy Hokagę.
Blondyn mimowolnie wzniósł się na kilka metrów w górę. Nie mógł zniknąć, gdyż nie dotykał już wody. Atasuke pojawił się nad nim, kopniakiem ciskając nim w ziemię i wysyłając za nim wielką kulę ognia.
Blondyn zasłonił się odruchowo rękami w locie, i po chwili uderzył plecami w ziemię, z głuchym oddźwiękiem bólu. Nie stracił jednak głowy, jak to się mówi. Szybko osłonił się wodną kopułą, która nie dopuściła do niego płomieni.
Atasuke nie zdążył dokładnie wylądować gdy pojawił się przed nim Natsuo i potraktował go kolejnym ciosem, jednak przed następnym już się obronił i oddał mu kopniakiem na żebra, odsyłając kilka metrów dalej.
Chciał ruszyć za nim, gdy woda złapała go za kostkę i pociągnęła za sobą w górę, by zaraz cisnąć nim w ścianę.
Chłopak zrobił w niej nie dużą dziurę i kaszlnął krwią, lecz zsunąwszy się z powrotem na ziemie ustał na nogach i spojrzał na Natsuo, który już do niego biegł.
- Skończmy to Natsuo!- krzyknął i również ruszył na niego. Mieli zderzyć się pośrodku drogi, gdy nagle Atasuke zjawił się za plecami blondyna kopiąc go w nie i ciskając za nim kulę ognia.
Natsuo z lekko podpalonym ubraniem wyleciał z kłębów dymu i przeturlał się po wodzie.
- Nie pokonasz mnie- bąknął wstając i trzęsąc się- Nie tym razem...
- Natsuo...- zmartwiła się Setsuna widząc stan jej chłopaka.
- Zawsze byłeś we wszystkim lepszy- kontynuował blondyn ze spuszczoną głową i trzymając się za lewe ramie, które poparzył Aatasuke- Ten egzamin dał mi szansę pokazania wszystkim, że nie jestem już słabym dzieciakiem, który skrywał się w twoim cieniu- spojrzał na niego gniewnie- Nie wiesz jak czuje się ktoś, kto wiecznie tylko goni swoich towarzyszy, by nie czuć się od nich gorszy.
- O czym ty mówisz?- przerwał mu Atasuke.
- Nie zauważyłeś?- prychnął lekko rozbawiony- Zawsze chciałem być zauważony przez innych, wyjść z twojego cholernego blasku!
- Mojego blasku?!- oburzył się Atasuke.
- Urodziłeś się geniuszem, Atasuke- wtrącił mu Natsuo, wzbudzając jego zdziwienie. Wszyscy dookoła wsłuchiwali się w rozmowę, nie widząc jak się zachować- Wszystko zawsze przychodziło ci łatwiej niż mi, ja musiałem tracić wiele czasu na naukę tego, co ty zrobiłeś perfekcyjnie za pierwszym razem!
Cała sytuacja bardzo przypominała rywalizację pomiędzy Naruto i Sasuke, na których spojrzał Kakashi.
- Nie pozwolę ci więcej być lepszym ode mnie!- krzyknął Natsuo a z wody utworzył się węższy niż ostatnio i troche mniejszy smok, który natarł na Uchiha. Wszyscy byli pod wrażeniem, a Obito nie mógł uwierzyć oczom.
Atasuke spojrzał przerażony na wodną bestię, która najpierw go okrążyła, by następnie zaatakować z prawej. Odruchowo zasłonił się rękoma, jednak smok otworzył paszczę i porwał go ze sobą. Ruszył na ścianę z ogromną prędkością, rozchlapując się na niej i rozbijając ją Atasuke.
Chłopak opadł na ziemię i zaatakowały go wodne pasma, które uderzały nim i rzucały po całej sali, był bez szans w walce z żywiołem.

- ATASUKE!- krzyknęła przerażona Ino, która od zawsze darzyła go jakimś cichym uczuciem, które zostało wzmocnione przez ratunek, którym jej pomógł.

Atasuke uderzył w ziemię i następnie pasmo wody z ogromną siłą cisnęło nim w górę.
Siła rzutu była na tyle silna, że w ciągu dwóch sekund chłopak wbił się w zaokrąglony sufit. Uderzył w niego plecamy, i na wpółprzytomnym wzrokiem spojrzał w dół. Leciał na niego smok z święcącymi się na różowo wściekłymi ślepiami.
Przeraził się, lecz nie mógł się ruszyć. Smok uderzył w niego z całej siły. Rozkruszył sufit jeszcze bardziej i połamał chłopakowi dwa żebra. Atak po chwili ustał i rozchlapany smok spadł na ziemię w postaci chwilowego deszczu.
- Przegrałeś...- mruknął Natsuo, gdy Atasuke bezwładnie spadał na dół.
- Natsuo...- bąknęła przerażona Setsuna.
- To nie on- stwierdził Obito patrząc na ucznia- Jest posiadaczem dwóch osobowości, ta druga i aktualnie obecna musi ujawniać się obudzona jakimś silnym uczuciem. Tylko jakim?
Setsuna przerzuciła zmartwiony wzrok z mistrza na chłopaka. Atasuke uderzył w ziemię chlapiąc wodą i leżał przez chwilę.
Pojawił się egzaminator i kucnął przy Atasuke patrząc na jego stan, nie ruszał się.
Wszyscy dookoła z narastającym uczuciem zdziwienia i niepewności wyczekiwali powstania Atasuke.
- On... nie żyje...?- spytała Hinata. Neji uaktywnił swój Byakugan i spojrzał na pokonanego.
- Mamy zwycięzce- powiedział egzaminator wstając- Wygrał...
Nagle Atasuke drgnął, wszyscy, wraz z sędzią, spojrzeli na niego nie dowierzając. Chłopak wstał, chociaż zajęło mu to chwilę, a gdy już stał to niepewnie.
- Zamknij się... powiedział uderzając w egzaminatora zewnętrzną częścią prawej dłoni a ten poleciał kilkanaście metrów dalej.
Jonini stojący przy Kokage chcieli zareagować za uderzenie sędziego, jednak Trzeci powstrzymał ich ręką.
Obito przyjrzał się, pod jego nogami znajdowała się utworzona pieczęć przywołania. Co dziwniejsze, nie widział nigdzie jego królika, którego miał okazję poznać, gdy Atasuke przywołał go podczas walki z Fiijo.
'Co tu się dzieje?'
Natsuo z zimną krwią patrzył na ledwo stojącego przeciwnika.
- O nie...!- Ino się przeraziła, zauważyła u niego wyrośnięte pazury i postrzepione włosy, choć głowę nadal miał spuszczoną.
'Co się stało? I co ta chakra? Nie jest ludzka' Tak i podobnie myśleli Jonini i Hokage, czując jego chakrę.

W jednej sekundzie Atasuke znalazł się przy zdziwionym Natsuo i uderzając go tak samo jak egzaminatora odesłał na w tył, ciskając nim o ścianę.
- Jest szybki!- przejął się Lee.
- Ten przepływ chakry...- Neji obserwował jego przepływ swoim Byakuganem- Nie jest do końca ludzki.

Natsuo nie zdążył do końca wyjść z dziury w ścianie, gdy Atasuke stał przed nim i dobił go ciosem w brzuch, powiększając szkodę w konstrukcji budynku. Przerażony Natsuo mimowolnie się skulił, choć Atasuke zamiast po prostu uderzyć, to nadal trzymał pięść przy jego brzuchu. Z ust blondyna krew aż wsytrzeliła, a on z wielkimi oczami patrzyła na twarz Atasuke. Nie była normalna.
Czerwone oczy z wąskimi źrenicami i wydłużone kły u góry i u dołu. Jego pięść rozłożyła palce i złapawszy go za ciuch cisnął nim za siebie, wbijając w ścianę naprzeciwko.
 Powtórzył to raz jeszczę: dobił, złapał, rzucił. Tym razem jednak zamiast w ścianę na dole, uderzył w ścianę, przed którą stali Neji i Lee. Standardowo sekunde po uderzeniu stał już przy nim atasuke ponownie go dobijając.
Neji i Lee patrzyli na niego z niepokojem i niedowierzaniem. Atasuke dyszał przez chwilę, aż sprężając wszystkie mięśnie wydał z siebie dziki ryk, przepełniony jego nastoletnim głosem. Podczas tego zebrania wściekłości ogromna fala uderzeniowa wzniosła się od niego i rzuciła w tył wszystkich w pobliżu.
Atasuke rzucił Natsuo na środek sali ruszył ku niemu.
- Czy on teleportuje się jak Natsuo na wodzie?- nie rozumiała Setsuna bojąc się o Natsuo.
- Nie- powiedział zaniepokojony Obito obserwując go swoim Sharinganem- Coś dało mu niezwykła siłę i szybkość. Tylko co?

Ledwo przytomny Natsuo machnął ręką a woda w około zebrała się i natarła na spadającego na blondyna Atasuke niczym wielka fala. Zmiotła go z powietrza kawałek dalej, leczy gdy tylko Natsuo dźwignął się na nogi Atasuke dobiegł do niego ze swoją szybkością i łapiąc za gardło uniósł i uderzył nim w ścianę. Duszony Natsuo przyparty do ściany nie mógł się ruszyć. Atasuke jedną ręką miażdżył mu gardło i unosił nad ziemią.
- Atasuke...- chrypnął przerażony nie mogąc nawet mówić. Próbował oderwać od siebie jego rękę, jednak była jak ze stali.
- Mistrzu!- krzyknęła Setsuna, Obito momentalnie znalazł się przy nich rozdzielając ich. Niespodziewanie został zaatakowany przez Atasuke, który w lekkim podskoku wyprowadził potężny kop na głowę mistrza.
Obito zablokował go, choć siła była na tyle duża, że przesunął się o kilka centymetrów.
Atasuke nie tracił czasu, wgryzając mu się w ramię i sącząc krew. Ból był niezwykły, gdyż kły miał większe niż normalny człowiek
- Uspokój się, Atasuke!- krzyknął Obito omamiając go mocą swojego Sharingana. Chłopiec uspokoił się i stracił przytomność, upadając na ziemię obok łapiącego na czworakach oddech Natsuo.
Gdy blondyn zobaczył Atasuke zerwał się wystraszony i odsunął panicznie.
Zapanowała cisza, wszyscy patrzyli na całę wydarzenie w lekkim szoku. Na ich oczach Atasuke zmienił się w zdziczałą bestię, i gdyby nie Obito, zabiłby Natsuo. Obito z cichą ulgą, że już spokój rozejrzał się po widzach i jego wzrok spoczął na Hokagę, który również przejął się całą sytuacją.
Nim ktokolwiek zdążył się odezwać ściana za Kogakę i kilkoma strażniczymi Joninami została zniszczona i wielkie jej odłamki przygniotły trzeciego i pozostałych. kilku zmarło, a pozostali wraz z Hokagę byli przygniecieni.
- Co to ma znaczyć?!- oburzył się trzeci. W całej sali zapanował ograniczający widok dym, związany z wypadkiem. Wszyscy kaszleli krztusząc się dymem i zeskakując na dół, nie ryzykujać kolejnych zawaleń się ścian.
- Idealnie!- powiedział szaro włosy młodzieniec, który na czele swojej 4- osobowej drużyny (on był 5.) stanęli na zniszczonej wcześniej ścianie.
Jeden z nich uniósł obie dłonie, a cała woda rozlana po posadzce na której walczyli przybrała kształt bańki, więżąc ich wszystkich. Następnie zaczęła się kurczyć.
Przerażeni genini próbowali ją rozbić, jednak nic z tego. Podczas gdy się kurczyła, trzeci z ekipy intruzów władający ziemia, utworzył skalne łańcuchy, który wydobyły się z ziemi pod zebrani na środku shinobi i unieruchomiła wszystkich Joninów.
Bańka obejmowała już tylko geninów, wszystkich. Skurczyła się do rozmiarów jednego centmetra w obwodzie i poszybowała do władającego wodą wroga, lewitując nad jego rozwartą dłonią.
- Kim jesteście?!- wydarła się Kurenai, szarpiąc ze skalnymi łańcuchami jak pozostali.
- To nie ważne- rzucił szarowłosy chłopak. Nie było widać dokładnie ich twarzy, gdyż światło padało zza ich pleców, nieco ograniczając widoczność zebranych w środku ciemnej już areny.
Szarowłosy, będący przywódcą grupy zawrócił jako pierwszy. Przepuścili go a potem ruszyli za nim i zniknęli.
- Szlag!- Obito uaktywnił swój Mangekyou i przeniknał przez łańcuchy rzucając się w pogoń za porywaczami. Kakashi stworzył chwilowe Raikiri niszcząc ograniczający go skalny łańcuch i dogonił Obito, który stał już na zewnątrz, jednak nie było śladu po intruzach.
Pozostali również się uwolnili i ruszyli na pomoc przygniecionemu Hokagę, który jak się potem okazało ma zmiażdżoną lewą nogę.
- Kim oni byli?- spytał rozwścieczony staruszek.
- Nie mam zielonego pojęcia- powiedział Obito gdy razem z Kakashim do nich dołączyli.
- Musimy ich odnaleźć- oburzył się Gai- Na naszych oczach porwali siłę młodości naszej wioski!
- Bez obaw, Gaiu- uspokoił go Trzeci, oparty o Asumę i jednego z Joninów- Kakashi, chciałbym abyś wraz z resztą wytropił ich i uratował dzieci.
- Hai!- powiedział Hatake.
- Ja powiadomię kogo trzeba, ruszajcie!- wydał rozkaz do wszystkich zebranych, gdy ci zniknęli Asuma i drugi pomocnik zaprowadzili go do medyków, gdyż mocno krwawił ze swojej nieprzyjemnie wyglądającej nogi.
Dolna część szaty Hokage była zakrwawiona.
- Szanowny Trzeci- zwrócił się Asuma z szacunkiem, mimo iż Hokage to jego rodzina- Kogo miałeś na myśli mówiąc 'zawiadomię kogo trzeba"?
- Wśród porwanych są różne nasze dzieciaki. Jeden z nich ma brata, który nie pozwoli im skrzywdzić go, ani pozostałych.
- Masz na myśli...- zaczał Asuma, rozumiejąc o kim mowa.
- Powiadomić Uchiha Itachiego!- rozkazał Trzeci patrząc gniewnie przed siebie.



Itachi, gdy dowiedział się o Sasuke i reszcie:



- Zabiję...- powiedział Itachi kierując się w stronę, w którą podążyli pozostali Jonini. 

sobota, 29 sierpnia 2015

Rozdział XII- Trzecia część egzaminu- Setsuna.

'W końcu medycy zabrali ich na badania, by usunąć z nich truciznę i opatrzyć Setsunę.  Atasuke do końca odprowadził Ino wzrokiem, a ona patrzyła za nim, póki nie zniknęli z pola widzenia.
Natsuo i Atasuke stali dobre pół kilometra od wielkiej wieży, w której miał się odbyć ostatni etap egzaminu na Chunina.
- Natsuo- powiedział cicho Atasuke.
- Mhm.
- Chodźmy zdobyć tą cholerną rangę- powiedział, obaj uśmiechnęli się i ruszyli w kierunku wejścia do ogromnej, zielono czerwonej wieży.'




Gdy obaj Ginini przekorczyli próg bramy ich oczom ukazała się ogromna arena, posadzka z zielonego betonu a zamiast. Przy ścianie na drugim końcu areny stał wielki posąg, a widownia znajdowała się kilka metrów wyżej, na którą prowadziły schody. 



Na środku stał Trzeci Hokage, za nim egzaminatorzy a po bokach Jonini prowadzący obecne drużyny. 
Reszta uczestników stała już zgromadzona na środku, więc Uchiha i Okazaki szybko do nich dołączyli.
- Witajcie- odezwał się Trzeci, wszyscy znali już ten dobry staruszkowy głos- Widzę, że wielu z was zdołalo ukończyć drugi etap, cieszy mnie to. Jednak stajecie teraz przed kolejnym zadaniem, trzecim etapem. 
Będzie on nieco drastyczniejszy, gdyż w tym etapie waszym zadaniem będzie walka przeciw sobie- na te słowa przez chwilę zapanował zgiełk- Walki odbywają się jeden na jeden, poprzez wylosowanie osób ze sobą walczących. Musicie dać z siebie wszystko, jesteście o krok od osiągnięcia tytuły, dla którego się tu znaleźliście- spojrzał na wszystkich i mówił dalej-  Oto wasz egzaminator- wskazał na Jonina z źdźbłem trawy w ustach i chustą na głowie- Powodzenia Genini!- dodał na sam koniec, po czym wraz z Joninami udali się na widownię. Obito idący za Kakashim złapał spojrzenie Atasuke i Natsuo i puścił im oczko, ciesząc się, że im się udało. Natsuo za pomocą ruchu warg przekazał mu informację, na temat Setsuny będącej u medyków, a kiwnięcie głową ich opiekuna kazało im się nie martwić. 
- Nazwiska wylosowanych przeciwników zostaną wyświetlone na tamtej tablicy- wskazał tablice elektryczną wiszącą przy sufice, kilkadziesiąt metrów nad ich głowami- Gdy da nazwiska zostaną wybrane, ich właściciele zejdą tu i nie wcześniej, niż przed moim znakiem, nie rozpoczniecie walki. Pojedynek zakończy się poddaniem jednego z walczących, bądź jego śmiercią- poruszyli się niektórzy- Zapraszam na widownię i oczekujcie swoich wezwania. 
Tak zrobili, wszyscy niemal pośpiesznie udali się na górę do swoich opiekunów. 
- Atasuke- zatrzymał go przejęty Asuma- Wiesz może, gdzie są Shikamaru, Ino i Choji?
- Spokojnie, Asuma-sensei- powiedział brunet- Medycy ich oglądają, powinni niebawem do nas dołączyć- po tych słowach dogonił Natsuo i razem udali się do oczekującego ich Obito.
- A więc udało się wam- pochwalił ich Obito zakładając ręce na biodra i uśmiechając się. 
- Ten las to jakieś szaleństwo!- oburzył się blondyn- Prawie nas zabiły te ludożercze rośliny!
- Cóż... nikt nie mówił. że będzie łatwo- zaśmiał się krótko. 
Podczas gdy dołączyła do nich Setsuna uruchomił się ekran pod sufitem i rozpoczął losowanie nazwisk. Nazwiska przelatywały jeden po drugim i raz nawet Atasuke ujrzał swoje. 

Następne wydarzenia miały trwać kilka godzin, Genini walczyli między sobą, zażarcie dążyć do osiągnięcia poziomu Chunia. Jak do tej pory był tylko jeden trup po walce Sasuke, który oczywiście wygrał. 
Jednak w tej sekundzie przyszła kolej na kogoś z drużyny czwartej. Na ekranie pojawiły się dwa nazwiska "Wakano Setsuna vs Osimi Wey'. 
Setsuna drgnęła i odszukała wzrokiem swojego przeciwnika. Był nim dość dobrze zbudowany chłopak nieco wyższy od Natsuo i niej samej. Wydawał się być spokojny, jednak Setsuna już nie. Do tej pory nei przejmowała się tym tak. Lecz teraz? Właśnie idzie walczyć z chłopakiem, być może silniejszym od niej samej. Może zginąć!
- Wierzymy w ciebie, Setsuna- Obito uśmiechnął się dodając słowa otuchy- Uda ci się.
- Zniszczysz go!- Natsuo przymknął jedno oko i uniósł kciuk do góry. 
- Mhm...- przytaknęła nabierając odwagi, po czym po schodach zeszła na dół. 
Po chwili już stała metr przed swoim przeciwnikiem, a obok nich stał egzaminator.
Spojrzał to na Setsunę, to na Weya. 
- Zaczynajcie!- machnął ręką w powietrzu między nimi i odskoczył znikając z pola walki. 
Setsuna również odskoczyła w tył o jakieś 7 metrów nie spuszczając skupionego wzroku z Weya.
- Wybacz mi- powiedział, miał ciemne oczy i brązowe włosy, pod lewym okiem znajdowało się znamię przypominające gwiazdę- Miałem nadzieję nie walczyć z dziewczyną- Wszyscy wraz z nią patrzyli na niego i słuchali w ciszy i skupieniu- Jednak płeć przeciwnika nie przeszkodzi mi w zdobyciu tego tytułu!
Rzucił się ku niej z krótkim mieczem w ręku. Setsuna przez chwilę była sparaliżowana strachem, jednak w momencie gdy ostrze miało ją dosięgnąć nabrała adrenaliny i uchyliła się przed ostrzem, ku uldze jej przyjaciół. Nawet Atasuke w jakiś sposób się martwił. 
Unikała jego cięć nie wiedząc jak i kiedy skontrować. Prawda była taka, że nie była zbyt dobra w walce. 
Unik z unikiem. 
'Może uda mi się go zmęczyć!'. 
Walka już od samego początku nabierała monotonności. Wey napierał, Setsuna się cofała. Widzowie i oni sami frustrowali się tym. 
- DALEJ SETSUNA!- krzyknął Natsuo nie mogąc znieść tej presji. 
Blondynka spojrzała na chłopaka przemykając obok pchnięcia mieczem. Poczuła moment! Złapała mu za nadgarstek i wykręciwszy rękę za plecy zmusiła go do upuszczenia broni i wywołała ból w jego barku. 
- Poddaj się, albo złamię ci rękę!- uprzedziła stanowczo. 
Stali tak przez chwilę, podczas gdy w Setsunie narastało uczucie triumfu. 
- Nic z tego- szepnął z uśmiechem, po czym tupnął nogą. Ziemie zatrzęsła się, a on sam zrobił dziurę w miejscu gdzie nadepnął. Setsuna straciła równowagę i puściła go. 
Wey nie tracił czasu. Jak tylko się uwolnił podskoczył i w trakcie delikatnego obrotu kopnął ją w brzuch i wylądował na nogach ciskając ku niej dwa shurikeny. 
Dziewczyna poleciała do tyłu, lecz zanim dotknęła plecami ziemi oba shurikeny już ją dopadły. Jeden ją minął a drugi rozciął policzek. 
Dziewczyna sunęła plecami po ziemi a z rozcięcia delikatnie sączyła się krew. 
- Khhh..- Natsuo zaciskał zęby w złości a jego dłonie zaciskały się na poręczy. 
Setsuna wstała i otarła nadgarstkiem krew z policzka. Wey sformował kilka pieczęci po czym dotknął ziemi.
Dookoła niego ziemia ponownie się zatrzęsła i wydobyły się z niej kamienie większe niż jego głowa. Było ich dokładnie 10, który gdy tylko uderzył otwartą dłonią o otwartą dłoń ruszyła na Setsunę. 
Dziewczyna zachowując zimną krew sformowała swoją pieczęć a z ziemi dookoła niej wyrosły jej pnącze, które schwytały w locie kamienie i po kolei rzucały nimi w Weya, zmuszając go  do uników. 
Brąz włosy chłopak skupił się na ucieczce i nie zauważył Setsune biegnącej od jego boków. 
Zbliżała się szybko. Dobiegła do niego wymierzając mu perfekcyjny prawy sierpowy, jednak przyważył ją i w ostatniej chwili zrobił unik a jej pięść przeleciała przed jego nosem. 
- To za mało- rzucił.
- To jeszcze nie koniec- odparła z uśmiechem i wtedy jedno pnącze złapało go za kostkę porywając do góry. 
Wzleciał na wysokość kilkunastu metrów i z nagłym zwrotem kierunku został rzucony w ścianę. 
Mimo, iż dzieliło go od niej jakieś 20 metrów, uderzył w nią w ciągu sekundy, taką siłą potraktowało go pnącze. 
Uderzył plecami w ścianę a w powietrze wzbił się kurz i dym. Tynk i nie duże kamienie posypały się na ziemię spod niego. Z ust już ciekła mu krew, uniósł głowę jednym okiem patrząc przed siebie.
Setsuna stojąc na pnączu, który szybował w jego stronę, otoczyła swoją pięść chakrą i z krzykiem szykowała się do dobitnego uderzenia. Wey rozłożył ramiona całkowicie przylegając do ściany, a ta otoczyła całe jego ciało zbroją ze swojego kamiennego materiału. 
Setsuna uderzyła w jego brzuch rozkruszając zbroję. Sprawiła mu ból, jednak nie dosięgła jego ciała. 
Wey (nadal w zbroi) odbił się od ściany i trzymając ją runęli w dół. Problem polegał na tym, że przerażona Setsuna była na pod skalnym Weyem.
'On rozbiję mną ziemie! Zabije mnie!' 
Z ziemi wyrosło kolejne pnącze i rozdzielając się na dwa ruszyła na spotkanie dwójce. Rozdzieliło ich dwa metry nad ziemią, delikatnie odkładając Sestunę na nogi a Weyem uderzając w ziemię. Dopiero gdy opadł dym można było ujrzeć, że Wey stał na nogach trzymając jej pnącze. Tupnął nogą, a z ziemi wyrósł kamienny stożek z ostrym czubkiem, o który Wey przeciął pnącze. Trzymał teraz w ręku metrowy koniec pnącza, o zaostrzonym końcu. Zrobił sobie z niego miecz. 

- Setsuna świetnie sobie radzi z kontrolą chakry- mówił Obito, podczas gdy jego podopieczna unikała nowej broni Weya lub broniła się pnączami- Te pnącza tańczą jak im zagra, i to nie sprawia jej żadnego problemu, nawet podczas zwrotnych sytuacji walki- zauważył.
- Wygra! Pokona g0!- Natsuo nie spuszczał z niej wzroku. Wiedział, że jeśli jej życie byłoby zagrożone, wpadłby tam by jej pomóc, nawet jeśli by go to zdyskwalifikowało. 
- Jeśli nie przestanie ciągle uciekać i ruszy z kontrą, to nigdy go nie pokona- sprostował Atasuke, nudząc się pojedynkiem towarzyszki. 
- Dajcie spokój- wtrącił się Obito, widząc, że Natsuo już chce mu coś odpowiedzieć- Będzie co ma być, Setsuna jest silną dziewczyną. 
Dziewczyna coraz bardziej zmęczona odskakiwała, podczas gdy Wey nadal ukrywając się w zbroi nacierał na nią jej własnym pnączem. 
W końcu Setsuna została przyparta do muru, dosłownie. 
- To koniec!- wrzasnął Wey celując w jej klatkę piersiową, po czym pchnął pnącze. 
Setsuna poruszyła dłonią, a ostry koniec pnącza zatrzymał się tuż przed nią. 
- Idiota- powiedziała Setsuna, co zdziwiło tkwiącego w bezruchu Weya z pnączem przed jej sercem- Naprawdę chciałeś zranić mnie moją własną bronią?- zakpiła zaciskając pięść. 
- Huh?- pnącze którym władał Wey zmieniło kształt przypominając wijącego się węża i oplotło się wobec otoczonego skałą ciała Weya unieruchamiając go- Co to ma być?!
- Pnącze niczym wąż będzie się na tobie zaciskać, aż w rezultacie zniszczy ten twój pancerz. Wtedy będę mogła cię wykończyć. 
Kontra dziewczyny przeraziła Weya i zaimponowała widzom, zwłaszcza Obito i Natsuo. 
- Możesz się poddać, to nie zostaniesz zmiażdżony wraz ze swoją zbroją- ostrzegła go. 
Z pleców skalnej zbroi wyrósł wydłużający się szpikulec, który natarł na dziewczynę, ta jednak uniknęła go i otaczając otwartą dłoń chakrą przecięła szpikulec, po czym łapiąc go przebiła nim zbroję Weya, i zakrwawiony czubek wyskoczył plecami Weya. 
Wszyscy spojrzeli na nią z nutką niedowierzania. 
Pnącze zacisnęło się na Weyu mocniej, aż nagle zbroja pękła i rozsypała się na ziemi, a pnącza pojawiło się za plecami dziewczyny w razie czego ją obronić. Wey upadł na kolana trzymając półtorej metrowy szpikulec wbity w swoją klatkę piersiową i wystający z pleców. Z nozdrzy i ust pociekła krew, podczas gdy jego przerażone oczy dobijały poczuciem winy Setsune. 
- Koniec walki! Niech ktoś mu pomoże!- krzyknęła łapiąc go by nie upadł na tył lub przód, co poruszyłoby narzędziem śmierci w jego ciele. 
Egzaminator ogłosił Setsunę zwycięzcą, podczas gdy medycy zabrali Weya. 
Jej przyjaciele zaklaskali na jej zwycięstwo, podczas gdy ona na wpół dumna z siebie, i na wpół przerażona wróciła do drużyny. 
- Setsuna byłaś świetna!- wrzasnął Natsuo ciesząc się jej zwycięstwem.
- Prawie go zabiłam...- mruknęła przygnębiona- Nie chciałam go zabić. 
- Setsuna- odezwał się Obito- Nie zawsze koniec pojedynku przebiega po naszej myśli. Musisz zrobić wszystko by przeżyć, kiedy zagrożone jest twoje życie- mówił patrząc na nią- Rozumiem, że boisz się zabijania, jednak pamiętaj, że w świecie shinobi śmierć zawsze staje na drodze każdego ninja. Nieraz będą to twoi wrogowie, nieraz mogą to być twoi przyjaciele- mówił dalej- Nie martw się, jeszcze to opanujesz- mrugnął okiem. 
- Dziękuję, Obito-sensei- uśmiechnęła się. 

Obito po chwili ujrzał Kakashiego patrzącego na niego, słyszał co mówił. Szarowłosy skinął głową, a Obito odwzajemnił mu tym samym.
Po chwili jacyś Jonini przywrócili pole walki do pożądku, by następni dwaj mogli walczyć. 
Drużyna czwarta cieszyła się, że Setsuna już ma tytuł Chunina w kieszeni, czekali teraz na kolej następnych. 


- Więc to tutaj młodzi Genini walczą o swoje tytuły, huh?- grupka shinobi bez ochraniaczy z symbolem wioski wyszli właśnie z lasu śmierci, patrząc na ogromna wieżę, z której dudniły odgłosy walki. 
- Mam nadzieję, ze nie uszkodzą za bardzo swoich cennych, młodych ciał!- zaśmiał się jeden z nich, z całej, 5-o osobowej grupy.
- Poczekamy, aż skończą się walki- zabrzmiał dość nastoletni, znudzony głos- Wtedy oszczędzimy sobie eliminowania słabych- dodał, po czym dwóch się zaśmiało. 

środa, 26 sierpnia 2015

KONKURS!

Uwaga konkurs!



Za niedługo może pojawić się nowa postać w Wiosce Liścia, która będzie miała swój wkład w działania drużyny 4. 
Konkurs dla chętnych polega na podaniu propozycji owej postaci. 
Ja mam swój pomysł na nią, jednak chciałbym dać komuś możliwość pojawienia się w blogu. 
Jeśli ktoś ma wyobrażenie postaci, która mogłaby się pojawić w wiosce, proszę o wysłanie mi pomysłu na g-mail: 'ryu.atasuke.kenji@gmail.com'. Kto wie, może to własnie Twoja postać narobi zamieszania w wiosce.
Co należy uwzględnić w pomyśle: 
 
Imię
Klan (nie dotyczy Uchiha i Hyuuga)
Wiek ( 14-16 lat)
Pochodzenie (nie musli należeć do konohy)
Jeden lub dwa Typy Natury (Ogień, Woda, Ziemia, Powietrze. Błyskawica)
Ewentualnie krótka historia. 
Opis wyglądu i charakteru (można też dodać przykładowe zdjęcie z google)



DZIĘKUJĘ ZA UWAGĘ, ZGŁOSZENIA Z POMYSŁAMI PRZYJMUJĘ DO DNIA 10.09.2015r.
WYBIORĘ NAJLEPSZY WG SIEBIE POMYSŁ, POWODZENIA!!!

Rozdział XI- Druga część egzaminu.

- Drugi etap ma za zadanie sprawdzić wasze umiejętności pracy w zespole- przed furtką w ogrodzeniu do 'Lasu śmierci' stała niejaka Anko Mitarashi, będąca egzaminatorką drugiego etapu egzaminu na Chunina. Genini stojący przed nią, którzy zdali pierwszą część słuchali w ciszy- Trzyosobowe drużyny muszą współpracować, tak aby przedostać się przez Las Śmierci „w jednym kawałku”. Muszą też posiadać dwa zwoje: Nieba i Ziemi. Każdy zespół przed wejściem do Lasu Śmierci otrzyma jeden ze zwojów. Nikt z innych drużyn nie wie, który zwój otrzymali rywale. Po zdobyciu drugiego zwoju, drużyna musi dotrzeć jak najszybciej do wieży, w której odbędzie się ostatni etap egzaminu. Nie wolno otworzyć zwoju przed ukończeniem drugiego etapu, grozi to zdyskwalifikowaniem!- ostrzegła- Musicie bardzo uważać, ten las nie bez powodu nazywa się 'Lasem śmierci'. Miejcie oczy szeroko otwarte, a dobrze na tym wyjdziecie. Będę na was czekała po drugiej stronie, powodzenia Genini!- i zniknęła. 
Wszyscy drużynami wbiegli do lasu i rozdzielili się, by żadna nie znalazła innej ekipy. 
Drużyna czwarta zatrzymała się między kilkoma olbrzymimi drzewami. Wszystkie drzewa były tu naprawdę potężne, liczące nawet kilometr wysokości i od kilkunastu do kilkudziesięciu metrów grubości. 
- Sprawdź jaki dostaliśmy zwój?- polecił Atasuke Setsunie, która trzymała zwój owinięty w jakiś papier.
- Niebo!- przeczytała znak. 
- Dobrze- wziął go od niej i schował w sakiewce z tylu.
- Chwila! Dlaczego to ty masz go trzymać?- oburzył się Natsuo.
Młody Uchiha spojrzał na niego poirytowany.
- Bo u mnie będzie najbezpieczniejszy i to nie jest czas na twoje fochy, Natsuo!- upomniał go- Chodźmy, pozostali już walczą o zwoje. 
Trójka przyjaciół pobiegła przed siebie, oddalając się od wejścia do lasu. 
Wczoraj, po powrocie do domu, rodzice Atasuke zabrali go do szwaczki, która specjalnie uszyła dla niego strój na egzamin, marudząc na temat pełnych rąk roboty, gdyż podobne zamówienie miała dla Sasuke. 
Włosy Atasuke zostały także nieco przystrzyżone, wyglądał już nieco inaczej, zwłaszcza w tym stroju.
Atasuke konsultował się także z Obito, "Mimo wszystko, Atasuke. jesteś najsilniejszy z grupy i najbardziej rozważny. Dlatego też chciałbym uświadomić cię, że będziesz odpowiedzialny za drużynę, podczas drugiego etapu. Zostaniesz jej liderem i choć Natsuo miałby inne zdanie, będą na tobie polegać. Zaufaj swojej zdolności spokojnego i logicznego analizowania sytuacji i wybieraj dobre kierunki. I pamiętaj" tu zbliżył się do niego "Za wszelką cenę nie pozwól zginąć komukolwiek z drużyny, choćby miało to oznaczać dyskwalifikację". 
Atasuke był naprawdę przejęty tym zadaniem. Musiał nie tylko doprowadzić ich do wieży, ale i dopilnować by nic im się nie stało. Czuł się za nich odpowiedzialny, choć nie był od nich lepszy we wszystkim. Setsuna przeważała nad nim w kontroli chakry, Natsuo z kolei miał więcej motywacji w stosunku co do samego siebie a jego determinacja i ogromna ilość pozwala mu przetrwać wiele przeciwności losu. 
'Nie pozwolę wam umrzeć!' mówił do siebie, przyśpieszając przy tym, dając im do zrozumienia, że muszą się pośpieszyć. 
- Musimy jak najszybciej zdobyć zwój Ziemi i wydostać się stąd!- krzyknęła Setsuna.
- Tak!- potwierdził Natsuo.
- Walka o zwój będzie nieunikniona- mówił do nich, choć jako prowadzący biegł przed nimi, tworząc czubek trójkąta w jakim się ustawili w tym biegu- Uważajcie na siebie a w razie problemów po prostu mi nie przeszkadzajcie.
- Ty i te twoje wyobrażenia o byciu najsilniejszym na świecie!- ściął go Natsuo ironicznie- Dlaczego twierdzisz, że sam będziesz walczył z cała drużyną o zwój i go zdobędziesz?
- Nie będę walczył z całą drużyną, idioto!- spojrzał na niego przez ramie na chwilę- Na pewno każda z drużyn oddała swój zwój najsilniejszemu członkowi. Zmierzam do tego, że biorę go na siebie, kimkolwiek by nie był.- Natsuo zrozumiał, choć i tak zrobił głupią minę słysząc przezwisko zaadresowane do siebie. 
Przez następną chwilę biegli w ciszy. 
- Atasuke!- krzyknęła Setsuna, kiedy jakimś cudem pojawiła się piaskowa ręka i złapawszy za nogę lidera czwartej drużyny pociągnęła go za sobą na lewo, gdzie zniknął za dwoma zblizonymi do siebie drzewami. Blondyn i Setsuna zatrzymali się i ruszyli za nim.
Atasuke jeszcze w locie otoczył dłoń chakrą i przeciął piaskowy uścisk uwalniając się od niego, po czym po obrocie w powietrzu wylądował na zgiętych nogach kilka metrów przed drużyną z piasku, której właścicielem piasku był bordowo-włosy chłopak bez brwi i przerażająco nieczułym spojrzeniu. 
Uchiha wstał, pozostawiając nogi nadal ugięte i obserwował trójkę nieprzyjaciół. 'Zaczęło się' pomyślał. Czuł siłę bijącą od chłopaka naprzeciw. Jego siostra blondynka dzierżyła ogromny wachlarz, natomiast brat w czarnym kostiumie i fioletowymi znakami wymalowanymi na twarzy miał do pleców przymocowaną marionetkę. 
- Zapytam o to tylko raz- zabrzmiał znudzonym głosem- Jaki masz zwój?
- Zabierz go i sam się przekonaj- odparł nie bardziej poruszony Atasuke, patrząc mu w oczy. 
Chłopak z piasku, o imieniu Gaara, nawet nie drgnął. Z wielkiego dzbana na jego plecach wydobył się piasek i nie wyciągając się nieprzerwanym ciągiem ruszył na Atasuke od lewej. Uchiha odskoczył, lecz w tedy dopadło go drugie pasmo piasku. Zdołał się przed nim uchylić, lecz jeszcze w locie złapał go pierwszy piasek i objąwszy go w pasie mocno ścisnął uniemożliwiając mu ucieczkę.
'Co za szybkość!' Atasuke pierwszy raz od dawna poczuł się w niebezpieczeństwie. Był naprawdę pod wrażeniem. 
Atasuke starał się zachować spokój. Po sformowaniu kilku pieczęci wziął głęboki oddech i natarł na niego kulą ognia. 
Chłopak z piasku nawet nie drgnął, gdy tuż przed natarciem osłoniła ich piaskowa tarcza. Atasuke zmrużył oczy skupiając się na strategi. 
Gaara uniósł ku niemu swoją dłoń z sztywno zgiętymi palcami.
- Sabaku...- chciał wypowiedzieć technikę, gdy na piasek, który trzymał Atasuke uderzyła woda. Piasek stracił swoją suchą strukturę i w postaci pseudo błota opadł na ziemie uwalniając Uchihe. 
Atasuke zaraz po dotknięciu ziemi odskoczył do tyłu stając przy swoich towarzyszach. 
- Dzięki, Natsuo- powiedział Atasuke.
- Mhm..
Wtedy zza blondyna wyskoczyła Setsuna ustawiajać dłonie przed sobą i wykonując ruchy palcami, które przywołały z ziemi korzenie i pnącza, po czym natarła nimi na wrogą drużynę. 
Blondwłosa siostra Gaary złapała za swój wachlarz. Uchyliła go tak, że na płótnie widniała jedna duża kropka, po czym zamachnęła się nim a zerwany wiatr skontrował jej korzenie i pociąwszy je zniwelował. 
- Silni są- stwierdziła Setsuna tracąc trochę pewności siebie. 
- Oddajcie nam zwój Ziemi to uda się uniknąć rozlewu krwi- przemówił marionetkarz.
- Ziemi?- zdziwił się Natsuo- Mamy tylko zwój Nieba, BAKA!- wykrzyczał blondyn.
- Nieba?- szok na rodzeństwie Gaary, który właśnie odwołał swój piasek. 
- Idziemy- ponaglił ich, zostawiając czwartą drużynę samą. 
Atasuke uaktywnił Sharingana i spojrzał na lidera drużyny z piasku. Przeraziła go ilość chakry w jego ciele.
- Na nas też czas- powiedział w końcu, dezaktywując swoje kekkei genkai. 
Ruszyli. Biegli dalej, tym razem zachowując większą uwagę niż przedtem. 
- Nadal uważasz, że sam możesz ochronić zwój?- Natsuo w końcu wypalił.
- Zamknij się- warknął Uchiha- Z tym chłopakiem jest coś nie tak, nie wiem tylko co.
- Jak to?- dopytał blondwłosy. 
Atasuke nie umiał i nie chciał tego tłumaczyć, dał im znak by poszli za nim, po czym wybił się z ziemi na pobliskie wielkie drzewo i koncentrując chakrę na stopach wbiegł po nim do góry, pozostała dwójka podążyła jego śladem. Zatrzymali się na jednej z gałęzi. 
- Co tu robimy?- spytał się Natsuo widząc, że Atasuke nie ma zamiaru iść dalej,
- Czekamy. Mam pewien pomysł- oświadczył- Od pewnego czasu ktoś nas śledził. Słyszałem kroki gdzieś za nami.
- Skoro nas śledził, to czy nie wie o tym, że się tu na nich czaimy?- zauważył z poirytowaniem.
- Nie- powiedział Atasuke, po czym wskazał palcem na trasę, którą biegli. Setsuna i jej chłopak spojrzeli tam, i ujrzeli ich trzy klony biegnące dalej.
- Kiedy ty...?- Natsuo miał już dość niespodziewanych obrotów sytuacji.
- Kiedy ty marudziłeś mu o zwoju- powiedziała Setsuna- Ukrył klony krzakach a te wybiegły po naszym skoku.
- Wiedziałaś o tym?- zwrócił się do niej.
- Oczywiście, że tak!- spojrzała na niego surowo- Nie pamiętasz co mówił nam mistrz Obito? W zagrożeniu czy nie, musimy mieć oczy szeroko otwarte.
Blondyn jedynie się zaperzył.
- Ruszamy na mój znak!- polecił Uchiha, po czym zszedł na dolną część gałęzi i przykucnął na niej.
Już po chwili tą samą drogą biegło trzech ludzi z wioski mgły.
Atasuke skupił swój wzrok na sakiewce jednego z nich, z którego wystawał zwój. Zwój Ziemi!
Bez zastanowienia Atasuke wybił się w dół, szybując niczym jastrząb w celu upolowania upatrzonej ofiary.
Z gracją wylądował dwa metry przed nimi zagradzając im drogę.
- Coś ty za jeden...?- spytał ich prowadzący, lekko trzęsącym się tonem.
Promienie słoneczne w tym lesie to był naprawdę rzadki widok, lecz jakieś tam przedostały się i świeciły wprost na drużynę z mgły. Atasuke z kolei stał w centrum cienia z delikatnie oświetlonymi 'konturami' ciała.
Głowę miał z lekka odwrócon, i poprawiał rękawiczkę na jednej dłoni.
- Hej wy- odezwał się w końcu specjalnie naciskając na akcent i ton- Nie jesteście zbyt odważni prawda?
Nie czekał na odpowiedź zlękłych przeciwników, którzy cofnęli się o jeden krok.
- Potrzebuję tylko waszego zwoju- dodał- Zaczynajmy- uśmiechnął się kącikiem ust, po czym ruszył na nich.
Zlękli się jeszcze bardziej, lecz nie uciekli i przełykając ślinę natarli na niego.
Chłopak z Uchiha wbiegł pomiędzy nich, uchylił się przed krótkim ostrzem miecza ich kapitana i w kontrze potraktował go łokciem w twarz. Drugiego dwa razy uderzył w klatkę piersiową kostkami palców, pozbawiając oddechu. Trzeci zaatakował go dwoma mieczami. Atasuke unikał ich przez chwilę, aż w końcu przemknął bokiem i powalił go na ziemie piętą z pół obrotu.
Gdy cała trójka już leżała, młody brunet przeszukał ich w celu odebrania zwoju i (co go zaskoczyło) znalazł dwa zwoje. Nieba i Ziemi. Zabrał je i schował z tyłu koło ich zwoju Nieba.
Odwróciwszy się zaczął iść przed siebie, gdy dwaj z nich z truden wstali. Spojrzał na nich zdziwiony, gdy ci nadal przerażeni ale i zdeterminowani rzucili się na niego. We dwóch otoczyli chłopaka zacieśniając przestrzeń między nimi. Atasuke uśmiechnął się, zauważył coś więc nie ingerował.
W tej samej sekundzie wylądował przed nim Natsuo, Atasuke kucnął. Dlaczego tak?
Blondyn zaraz po dotknięciu stopami ziemie podskoczył i obu przeciwników powalił obiema nogami z lekkim obrotem. Z ich nozdrzy wyleciała krew już podczas upadku, wraz ze śliną z ust.
- Nigdy nie dasz mi dokończyć co? Zawsze się wtrącisz- poirytował się brunet przetrzepując dłonie z kurzu.
- Nie bądź obrażony- zakpił Natsuo- Nie sądziłeś chyba, że ty jeden przyczynisz się do zdania tego etapu, co?
Atasuke prychnął i przeszedł obok niego chcąc iść dalej. Setsuna też właśnie zeskoczyło z drzewa.
- Wy chłopaki- zaczęła- Nigdy nie dorośniecie- dokończyła.
- O co ci chodzi?- oburzył się blondyn.
- Nic nic- zaśmiała się cicho- Po prostu cieszę się, że mam was obu w drużynie.
Obaj spojrzeli na nią, jednak Uchiha zaraz odwrócił wzrok i wydał polecenie pójścia dalej. Tak zrobili.

Z pobliskich krzaków z wolna wynurzyło się jakieś zielone pnącze, które chwyciwszy za nogi powalonych Geninów z Mgły zabrało ich w krzaki, czemu towarzyszyło dziwne burczenie i krzyk ofiar.
- Słyszeliście?- drużyna czwarta zatrzymała się i obejrzała za siebie- Co to było?
- Nie mam pojęcia- odpowiedział Atasuke rozglądając się- Pośpieszmy się!
Przez następne kilkanaście minut błądzili i szukali wskazówek prowadzących do wyjścia. Natsuo non stop gderał coś w stylu "Daleko jeszcze?", "Cholera! Co to ma być? Już tu byliśmy! A nie... jednak nie..." i "Mam już dość". Setsuna z kolei męczyła się, choć nie odzywała. Lider drużyny zachowywał zimną krew, chodź coraz bardziej go to irytowało.
Podczas poszukiwań znaku dobiegły ich odgłosy bitwy nie daleko na prawo.
- Może to nasi?- zasugerował Natsuo- Spytamy o drogę!- powiedział biegnąc stronę, skąd dobiegały hałasy.
- Natsuo, stój!- krzyknęła Setsuna.
- Idiota!- podsumował zbulwersowany Atasuke biegnąc za nim by go zatrzymać. Jednak gdy już go dogonił był skryty w zaroślach obserwując pojedynek.
Była to walka, pomiędzy dwoma drużynami, przeciwnikiem drużyny z wioski deszczu byli Shikamaru, Choji i Ino. Pojedynek musiał trwać już dłuższy czas, gdyż drużyna z Konohy była nieźle zmęczona i brudna od kurzu. Przeciwnicy nie byli w specjalnie lepszym stanie, choć ewidentnie prowadzili.
- Jakim cudem przegrywają, mając w drużynie Shikamaru? Powinien coś wymyślić- nie dowierzał Natsuo.
- Sam Shikamaru nic nie zdziała, pomimo nadzwyczajnych zdolności strategicznych- wyjaśnił Atasuke- Najwidoczniej ci z deszczu byli lepiej zgrani.

- Zakończmy już to- powiedział lider z deszczu, jego ochraniacz wisiał na szyi a bujne czarne włosy nie utrzymywały żadnego ładu- Oddajcie nam swój zwój Ziemi, to i tak nie ma już sensu- mówił, był zachwycony swoim zwycięstwem.
- Mówiliśmy już na początku...- ociężały Choji dźwignął się na nogi i trzymał za ramie- Musicie sami nam je odebrać!
Lider z deszczy jedynie się uśmiechnął, gdy jeden z jego drużyny wyleciał zza niego kierując się na Chojiego by odebrać mu zwój.
W tej sekundzie Choji rzucił go Shikamaru, który uprzedził trzeciego chłopaka z deszczu i podał zwój do Ino.
Nie wiadomo skąd pojawił się Natsuo między Chojim i Shikamaru i uratował przed śmiertelnym ciosem kunaiem ze strony wroga, który natychmiast się wrócił. kimichi i Nara patrzyli na blondyna, który trzymał nadgarstki obu ludzi z deszczu zatrzymując ich ataki.
Nic się nie odezwał. Spojrzał na obu, wykręcił im nadgarstki a gdy ci upuścili broń i krzyknęli z bólu ten powalił jednego miotełką i wbił mu w klatkę piersiową jego własny kunai, po czym znalazłszy się przed drugim uniknął paranoicznego ciosu i skręcił mu kark,  po czym stojąc plecami do przyjaciół z wioski spojrzał na nich przez ramie, nie poznawali go takiego brutalnego.
- Nie pozwolę nikomu skrzywdzić moich przyjaciół- powiedział cicho. Jego zachowanie nie do końca zadowalało Setsunę, która bardziej się tym zmartwiła.
 Sparaliżowana strachem i wymęczeniem Ino zastygła w miejscu. Lider z deszczu biegł ku niej z wyrazem szaleńczego triumfu na twarzy. Natsuo, Choji, ani Shikamaru nie byli w stanie do niej dotrzeć by jej pomóc, gdyż dzieliło ich kilka metrów.
- TO KONIEC!- wydarł się lider mając ostatnie 1.5 metra do blondwłosej dziewczyny, która zaczęła zakrywać się rękoma.
Ich uszy przeszył pisk, kojarzący się z odgłosami ptaków, których tonacja jest naprawdę bardzo niska. Ino, która nadal nie poczuła na sobie dotknięcia przeciwnika, spojrzała przed siebie.
Lider stał sztywno z rozłożonymi rękoma i nogami szeroko. Z ust i nozdrzy ciekła krew, podczas gdy coś na wzór ptaka z błyskawicy wystawało z klatki piersiowej napastnika. Wszyscy patrzyli z przestrachem i niedowierzaniem. Ino przerażona przechyliła się delikatnie w bok, i ujrzała nić błyskawicy ciągnącą się z pleców lidera do otoczonej nią dłoni Atasuke. Dało to wszystkim jasno do zrozumienia, że owa nić łączy go z rzekomym ptakiem.
- Atasuke...- odezwała się w końcu Ino. Nie wiedziała jak się zachować. Nie opuściło ją jeszcze przypływ adrenaliny i strach, oraz ulga z przetrwania. Technika Atasuke w jednej chwili rozpłynęła się w powietrzu, a martwy już lider padł na ziemie niczym worek ziemniaków.
Ino była już tak wyczerpana, że po próbie zrobienia kroku w stronę Uchiha, zemdlała. Ten znowu jej pomógł i dobiegł do niej łapiąc ją jeszcze przed upadkiem.
- Jakim cudem ich nie pokonaliście?- oburzył się Natsuo wracając do swojej kontrowersyjnej formy, podczas gdy Atasuke wziął nieprzytomną dziewczynę na plecy, trzymając jej nogi przy swoich biodrach i z rękoma zarzuconymi przed jego głowę, a jej głowa spoczęła oparta o jego tył głowy.
- Otruli nas czymś- powiedział z lekkim trudem Shikamaru gdy wstał i trzymając się za żebra podszedł do martwego lidera. - Na szczęście pochwalił się, że mają jakieś antidotum- dodał przeszukując go i znajdując tubkę z miksturą.
 - To za mało na nas trzech- zmartwił się Choji.
 - Nie martw się- Shikamaru spojrzał na niego- podzielimy się tym. Wystarczy do czasu wyjścia z lasu, pod warunkiem, że nam pomożecie- zwrócił się do drużyny czwartej.
- Ale przecież nie macie drugiego zwoju- zauważył Natsuo- Nie zdacie egzaminu.
- Mówi się trudno- westchnął Shikamaru- Wolę nie zdać, niż narazić moich przyjaciół na śmierć.
Te słowa wszystkich poruszyły, nastała chwila ciszy.
- Macie- Atasuke wyjął z kieszeni jeden ze zwojów Nieba i rzucił go Shikamaru, który złapał go i spojrzał na niego z niedowierzaniem.
- Idioci, których załatwiliśmy mieli ze sobą oba zwoje- wyjaśnił Uchiha widząc, że lada moment ktoś go o to spyta- Pomyślałem, że się przyda i jak widać miałem rację- dodał.
Ktoś chciał coś jeszcze powiedzieć, lecz Atasuke powstrzymał go mówiąc, że pora ruszać. Upewnił się, że Ino z niego nie spadnie i ruszyli dalej przyśpieszając z lekka tempa.
Szli tak, mając uszy i oczy szeroko otwarte, w razie kolejnego napadu. Dopóki nie opuścili lasu nie byli bezpieczni, więc ani na chwilę nie poczuli się zwycięsko.
- Słyszeliście?- cała piątka się zatrzymała i rozglądnęła. Dziwny szmer gdzieś zza przyćmionych mrokiem zarośli, ten sam który usłyszeli po pokonaniu chłopaków z dźwięku.
- Znowu to samo?- zdziwił się Natsuo lekko zaniepokojony. Stanęli w kręgu plecami do wewnątrz.
W jednej chwili wszystkich obleciał strach i paraliż z nim związany. Z ciemności wyłoniły się wielkie kwiaty, których niezwykle długie i giętkie łodygi ozdobione były kolcami. Trzy wielkie bordowe liście na czubku rozwinęły się na boki ujawniając okrągły otwór gębowy, który od brzegu do środka dookoła był uzbrojony w zęby. Z owego utworu wydobywały się zielone śmierdzące opady i dźwięki powarkiwania.
- Co to.. ma być?!- Natsuo zaczął panikować.
- Uspokój się głąbie!- wrzasnął Shikamaru- Musimy zachować spokój.
- Spokój?! Czy to to widzisz?!- wrzeszczał Natsuo, chciał krzyknąć coś jeszcze ale spod wyrastającej z ziemi łodygi wyrosły korzenie, które uderzyły w ziemie, a dokładnie w miejsce w którym przed chwilą stał blondyn, zmuszony do odskoku.
- Atasuke!- Shikamaru zwrócił się pośpiesznie do również zdenerwowanego Uchihy- Musisz zabrać stąd Ino!
- Co?- zdziwił się- Przecież wy...
- Po prostu ją stąd zabierz!- Przerwał mu. Atasuke patrzył mu przez chwilę w oczy, które kazały mu posłuchać.
- Idź!- krzyknęła Setsuna a Natsuo dał mu znak głową by się o nich nie martwił.
Skinął głową i skoczył na najbliższe drzewo, korzenie jednego z kwiatów ludożerców ruszyły za nim wzdłuż drzewa, i gdyby nie pnącza Setsuny schwytałyby go. Uciekł z Ino na plecach.
Natsup, Choji, Shikamaru i Setsuna stanęli do siebie plecami otoczeni przez złe rośliny.
- Jeśli wyjdziemy z tego cało- mówił Shikamaru- Stawiam wszystkim Ramen.
- A ja skopie tyłek wszystkim egzaminatorom i Hokege, za to, że nikt nie uprzedził nas o TYM!- wściekł się Natsuo patrząc i wskazując palcem na rośliny dookoła.
- UWAGA!- wszyscy odskoczyli w różne strony unikając opadających na nich korzeni. Shikamaru zaraz po wylądowaniu kucnął i stworzył pieczęć swojego klanu.
Z cienia pod nim wydłużał się cienisty pasek i kierował do mroku, w którym tkwiły ich łodygi.
'Jeszcze troszkę... SZLAG!' nie dość, że z powodu braków chakry nie dał rady dalej wydłużyć swój cień, to jeszcze z jego lewej nadlatywał korzeń z taką szybkością, że nie wróżyło to zbyt dobrze dla młodego Nara.
Patrzył wielkimi oczami na nadlatujący atak. Nie zauważył nawet, że pod jego nogami i jego otoczeniu pojawiła się woda.
Tuż przed ciosem, przed Shikamaru pojawił się Natsuo, nie wiadomo skąd. Kucnął i dotknął dłońmi tafli wody na której stał, a ta uniosła się przed nim tworząc tarczę. Zatrzymała korzeń.
- Baika no Jutstu!- krzyknął nadgiegający Choji, który powiękrzył swoje ręce i złapał za ów korzeń.
Zaczął go ciągnąć z całych sił, aż po chwili jedna z roślin została wciągnięta w ziemie i wyciągnięta przez Chojiego, który następnie cisnął nią w górę.
Wtedy zareagowała Setsuna, która swoimi pnączami złapał w powietrzu roślinę i rozerwała ją na kawałki.
Okazało się, że jest przepełniona kwasem, który rozprysł się w około.
 Natsuo został poparzony w przegug, jednak Setsuna oberwała jednym z zębów monstra. Rozciął jej nogę w zgięciu i upadła na ziemie ze stłumionym krzykiem.
Blondyn pojrzał nienawistnie na pozostałe rośliny. Wyjął dwa kunaie i z chęcią mordu w oczach rzucił się ku nim.
- NATSUO!- krzyknęli Shikamaru i Setsuna.
Blondyn nie słuchał. Biegł przed siebie kierując się na zagrożenie. Korzenie natarły na niego od frontu, ten jedyne przemknął bokiem i biegł dalej.
Odskoczył na prawo, gdyż kolejne uderzyły z góry i zmuszony do kolejnego odskoku upadł na plecy.
Spojrzał w górę i zobaczył czubki korzeni, które runęły w dół wprost na niego. Przeturlał się unikając uderzenia i przeciął je. Jedna z roślin wydała z siebie przeraźliwy skrzek a z jej otworu gębowego wyleciały trzy pseudo pnącza, które zdołały schwytać przerażonego Natsuo i wciągać do siebie.
- NATSUO NIE!- Setsuna rzucił się mu na ratunek ale przeszkodziła jej kolejna roślina.
Blondyn był coraz bliżej rośliny gotowej pożreć go. Opierał się z całych sił, jednak koniec był nieunikniony.
- NIEEEE!!!- przeraźliwy krzyk Setsuny przez łzy dobiegł nawet do Atasuke, który zatrzymał się na moment i obejrzał wystraszony.

- Ouuhh...- Ino wydała z siebie cichy jęk. Uchiha zdjął ją z pleców i położył na gałęzi na której się zatrzymał, trzymając jej głowę i rękę.
- Atasuke...?- zdziwiła się widząc chłopaka przez delikatnie rozchylone powieki.
- Ino!- ucieszył się widząc jak oznaki życia powracają.
- Co się... gdzie Shikamaru i Choji?- próbowała wstać przerażona brakiem przyjaciół, jednak nie miała na tyle sił. Od razu straciła równowagę i spadła wprost w ramiona swojego wybawcy. Gdy na niego spojrzała od doły jego twarz była delikatnie oświetlona przez cieniutki promień słoneczny, wyglądał niesamowicie.
- Kazali mi cię zaprowadzić do wyjścia- wyjaśnił- Nie ma czasu, muszę cię tam zanieść i do nich wracać!- pośpieszył chcąc ruszać dalej, jednak zatrzymała go.
- Co?- nie rozumiała- Zdziwiła się, gdy natrafiła palcami na oba zwoje w swojej sakiewce. Wtedy co nieco do niej dotarło.
- Przecież jak przejdę przez granicę lasu z oboma zwojami to ja przejdę dalej, a oni nie!- oburzyła się.
- To była ich wola!- powiedział trochę głośniej Atasuke.
- Nie obchodzi mnie to!- oburzyła się jeszcze bardziej- Jeśli mam zdać sama, to wolę już zginąć z nimi!
- Nie ma na to czasu!- rzucił Atasuke chcąc ruszyć dalej. Ino wyrwała mu się i upadła na gałąź, następnie skierowała obie dłonie ku głowie młodego Uchihy i przez otwór celowała w niego.




- Ino co ty...?- Atasuke nie zdążył drgnąć. Ino opadła na gałąź nie przytomna, podczas gdy Atasuke stracił na momen równowagę. Szybko ją odzyskał i spojrzał na ciało Ino.
Odwróciwszy się ruszył w stronę skąd przybiegł.
'Mam nadzieję, że wystarczy mi chakry...' myślała Ino, która przejęła ciało Atasuke.
Po dosłownie chwili biegu nagle straciła przytomność i nieprzytomna w ciele Atasuke runęła w dół.
Brunet ocknął się w locie, zdążył obrócić się w powietrzu i z trudem wylądował na nogach, choć i tak stracił równowagę i upadł na pośladki.
- Głupia...- warknął cicho rzucając się na drzewo na którym została. Atasuke od razu wiedział do czego się dopuściła, jednak wiedział też, że to dla jej przyjaciół. Dodatkowo musiał się pośpieszyć, gdyż trzyosobowa drużyna z wioski śniegu.
- Nie radzę jej okradać ze zwoju- powiedział stając między nimi a dziewczyną, po czym spojrzał na nich- To nie będzie dla was przyjemne doświadczenie.
Ich lider stał z przodu a dwoje za nim, i właśnie ci dwaj jak na zawołanie sformowali pieczęć a ich ciała pokrył puszysty biały śnieg. Atasuke nie mając nigdy z czymś takim do czynienia zachował czujność, lecz nie opuściła go zimna krew. Uaktywnił swój Sharingan, podczas gdy Setsuna zdążyła się już przebudzić i nadal udając nieprzytomną oglądała wszystko spod powieki. Mimo wszystko czuła się naprawdę dobrze, widząc jak Atasuke stara się ją chronić.
Lider przeciwnej drużyny uniósł rękę do góry, a z jednego z jego ludzi wystrzeliła do góry śniegowa mgła, która nie odłączała się od niego. Następnie zatoczył ręką koło i skierował na Atasuke. Chmara przybrała groźny wygląd i rzuciła się na niego.
Uchiha skupił się, sformował pieczęcie i skontrował śnieżycę kulą ognia.
Naturalnie jego gorący żywioł zwyciężył. Kątem oka zobaczył, jak ich lider przemyka obok kierując się do Ino.
Momentalnie chwycił za kunai i rzucił celując w jego głowę. Zaatakowany zatrzymał się by zablokować atak, zrobił to z obrotem dookoła siebie i ponownie biegł ku Ino, jednak tym razem na jego drodze ponownie stanął Atasuke, który wymierzył mu porządnego prawego sierpowego.
Ten w ostatniej chwili go uniknął, lecz na jego twarzy nie pojawiły się żadne ślady wysiłku.
Potraktował Atauke kolanem w brzuch i chciał dobić łokciem w plecy. Wtedy jednak ciało Atasuke zmieniło się w błyskawicę i poraziło lidera.
- Klon?- zdziwił się gdy opadł na kolana a porażenie ustało. Nad nim był już Atasuke z kunaiem w dłoni by wykończyć wroga. Ten jednak ponownie ruszył ręką i znowu jeden z jego ludzi użyczył mu swojego śniegu, który tworząc coś na wzór ręki złapał go w powietrzu i uderzył z nim w gałąź.
Na boki poleciało parę drzazg i kawałków drewna a w powietrze wzbił się tuman kurzu i śniegu.
Ino chciała wstać i mu pomóc, ale wolała poczekać na dogodny moment, element zaskoczenia.
Trzęsący się Uchiha wstał i spojrzał na lidera z zamiarem ataku, gdy zdał sobie sprawę, że jest unieruchomiony. Spojrzał w dół na swoje nogi i wytrzeszczył oczy. Śnieg leżący wokół jego stóp zbiegał się i zatrzymywał go nieruchomego w pułapce. Lider ponownie skierował się ku Ino, podczas gdy śnieg przykrył już całego bruneta.
'Cholera...' pomyślał Atasuke, gdy widoczne zostało tylko lewe oko, które również po chwili zostało zakryte.
- Już nie będzie nam przeszkadzał- podsumował lider stojąc już nad Ino. Dziewczyna przerażona życiem przyjaciela już miała się zerwać i rzucić do ucieczki, gdy nagle coś się stało.
Oczy wszystkich skierowały się na zamarzniętego Atasuke. Śnieg zaczął się trząść na jego ciele, aż w jednej sekundzie wystrzelił na boki uwalniając go. Stał z pieczęcią przed klatką piersiową i wściekła miną. Było w nim coś dziwnego, jego oczy nadal były czerwone, lecz nie jako Sharingan, miały jedynie zwężone źrenice.
Lider stanął przodem do niego a na jego twarz wrócił chłód. Delikatnie uniósł obie dłonie przy pasie a z jego ludzi wydobył się kolejny śnieg i ustał przy nim, tworząc coś na wzór dwóch ludzi u jego boku.
Atasuke miał wściekły wyraz twarzy, wydłużone paznokcie na wzór pazurów i wydłużone trzecie górne zęby, kły.
- Co to ma być?- spytał z ironią lider. W tej samej sekundzie Atasuke znalazł się za oboma towarzyszami lidera ze śniegu i jednemu wgryzł się w szyje przebijając się przez warstwę śniegu i skórę, następnie ubrudzony krwią wokół warg zrzucił z gałęzi ofiarę i wgryzł się w drugą i ją również zrzucił.
Cała akcja trwała kilka sekund. Przeraził zarówno Ino jak i ostatniego żyjącego przeciwnika.
Śnieżne wsparcie już go opuściło, a ten nie zdążył nawet drgnąć gdy Atasuke stał już przy nim i nie zatrzymując się porwał go ze sobą uderzając jego plecami o główny pień i jemu również wgryzając się w gardło. Gdy skończył ciało ofiary opadło na ziemię a zwierzęcy Atasuke z rozstrzępionymi włosami spojrzał na Ino i wystawił kły. Mrugnięcie oka byłoby porównywalne z szybkością z jaką znalazł się przy niej by pożywić się i na niej, gdy nagle się otrząsnął, choć wywołał na niej reakcje przerażenie i zerwała się z miejsca.
Młody Uchiha opadł na kolana i krzycząc jakby w wewnętrznym bólu zdawał się płakać.
Długie kły przybrały swoją normalną postać, paznokcie również a i włosy stały się mniej strzępione.
Czymkolwiek był niedawny stan Atasuke, Ino widziała, że stał się znów sobą. Podbiegła do niego i obajrzała jego twarz, trzymając ją w dłoniach.
Spojrzała w normalne już, czarne oczy. Zdołała nawet zobaczyć jego górne zęby i również były normalne.
- Atasuke...- odezwała się w końcu- Co to było?
- Nie mam pojęcia...- odpowiedział z trudem łapiąc oddech- Chciałem użyć techniki przywołania... i teraz...- spojrzał na nią starając się przywrócić swój naturalny wyraz twarzy- Nie mamy na to czasu- wstał, choć delikatnie kręciło mu się w głowię.
- Wracam do nich z tobą, nie ma innej opcji!- postawiła się patrząc na niego surowo.
Uchiha spojrzał na nią, wiedział, że jej nie przegada więc westchnął i ponownie spojrzał jej w oczy.
- Trucizna jeszcze nie opuściła twojego ciała- mówił- Nie możesz tam pójść, bo nie dam rady w razie czego ochronić was wszystkich.
- Ale ja nie...- nie zdążyła zaprzeczyć. Atasuke wykorzystując dziedzictwo Uchiha spojrzał w jej oczy. Moc Sharingana tak na nią wpłynęła, że straciła przytomność i opadła na Atasuke, który ponownie ruszył z nią dalej.

- NATSUO!- krzyczała Setsuna nie mogąc nic zrobić by uwolnić ukochanego.
Blondyn nie był dłużej w stanie się opierać. Przerażony spojrzał w tył na dziewczynę, a jego spojrzenie mówiło 'Przepraszam'. Chwilę później zniknął z krzykiem w paszczy rośliny.
Stesuna wpadła w paniczny szał. Chciała się wyrwać, ale nic z tego, Shimaru zabrał ją, gdyż kolejne korzenie nacierały na nich.
'Atasuke!' pomyślała 'Zawsze w takiej sytuacji pojawiał się Atasuke i wszystkich ratował!' wręcz szalała w panice.
- ATASUKE!!!!!!!- z jej gardła wydobył się przeraźliwy krzyk o błagalnym charakterze. Ona sama nie zdawała sobie sprawy z tego, jak dużo nadziei i rozpaczy wkładała w to imię.
'GDZIE ON JEST?!' krzyczała nawet w myślach, rozglądając się za przyjacielem, wierząc, że po prostu go nie widzi, a ten i tak właśnie ratuje Natsuo.
'CZEMU GO NIE WIDZĘ?! ATASUKE! NATSUO!' 
Jednak chłopak się nie pojawiał. Nie przybył na ratunek, jak oczekiwała zapłakana Setsuna. Shikamaru również przerażony wpatrywał się w kwiat pożerający Natsuo. Chciał jakoś zareagować, zrobić cokolwiek. Jednak nie mógł, prawie nie miał sił, a i tak non stop trzymając Setsunę uciekał przed atakami korzeni.
- Uspokój się! To na nic!- wydarł się do niej Shikamaru- On już nie...
W tej sekundzie kwiat, który pożarł Natsuo wybuchł. Po prostu. Dookoła rozprysł się śluz a przemoczone i śmierdzące ciało Natsuo wystrzeliło w drzewo uderzając w nie plecami, po czym opadając na ziemię.
- Natsuo!- krzyknęła Setsuna przez zdarte gardło. Gdy zobaczyła, że chłopak żyje i dźwiga się na własne nogi rzuciła się ku niemu biegiem.
Nie interesowało ją, że jest cały w śmierdzącym i lepkim zielonym śluzie. Po prostu wyściskała go jak nigdy i objąwszy jego twarz spojrzała w oczy.
- Nie rób mi tego więcej- zagroziła. Blondyn jedynie się uśmiechnął i pocałował dziewczynę.
- Choćby mi mieli za to dopłacić- zażartował. Wstał już na proste nogi próbując zrzucić z siebie śluz.
Odgłos uderzeń w ziemie zwrócił jego uwagę na Shikamaru, który nadal uciekał.
- Miło że wróciłeś, Natsuo- zawołał- Ale teraz przydałaby się mi twoja pomoc.
- Jasne!- krzyknął robiąc krok ku niemu, spojrzał na Setsunę jeszcze jeden raz- Dopilnuj, by żadne z tych chwastów cię nie zjadło- po czym zniknął z pola widzenia.
Sekret owego zniknięcia polega na tym, że ziemia pod nimi wciąż była w większości zalana wodą i dodatkowo śluzem, co pozwalało Natsuo na swobodę w poruszaniu się jego wodnymi korytarzami.
Wyskoczył z wody u boku Shikamaru i zabrał go ze sobą, po czym pojawił się przy Setsunie i kazał jej pilnować Shikamaru, który przez sekundę był zszokowany prędkością poruszania się.
- Zaraz wracam- obiecał i zniknął ponownie.
Pojawił się w miejscu, gdzie miał trzy pozostałe rośliny kilka metrów przed sobą a te natarły na niego korzeniami i pnączami.
Sformował kilka pieczęci i nabrał do płuc powietrza.
Z całych sił dmuchnął w stronę roślin. Zerwał się potężny wiatr, który gdy tylko dotarł do korzeni i pnączy porozcinał je na kawałki. Wiatr poruszył nawet Setsuną i Shikamaru, na szczęście niewidzialne wietrzne ostrza były skierowany jedynie na rośliny.
Natsuo rzucił się ku nim biegiem przeskakując nad tym co właśnie porozcinał. Kwiaty wydawały z siebie ogromne skrzeki i piski, podczas gdy blondyn już przed nimi stał.
- Suitoon! Mizu no Sode!*- krzyknął po sformuowaniu kolejnych pieczęci. Od ramion do palców jego ręce otoczyła woda, i wydłużyła się na coś na wzór kilku metrowych łańcuchów. Natsuo z krzykiem zamachnął się nimi tnąc same już kwiaty. I jeszcze raz. I ponownie. Ciął w napadzie furii. Setsuna patrzyła na niego wielkimi oczami, po raz drugi czuła, że nie poznaje Natsuo.
- Choji!- krzyknął Shikamaru widząc jak leży nieprzytomny nieopodal- Nawet nie zauważyłem jego znikniecią! Szlag!- wyklinał na siebie podbiegając do niego.
- Jest ok, Shikamaru- odpowiedział mu pociesznie- To ta trucizna.
- Zbieramy się stąd!- zarządził Natsuo, zebrał wszystkich koło siebie, i wtedy Setsuna coś dostrzegła. Zlekceważyła ból na swoim zgięciu w nodze i zbliżyła się do Natsuo. Miał nietrzeźwy wzrok i zaczerwienione oczy. Po czym domyślili się, że coś nie tak? Gdy nagle prawie stracił przytomność, jednak ustał na nogach.
- Natsuo?- zmartwiła się Setsuna.
- Wszystko w porządku?- odezwał się Choji.
- Tak.. To przez to pływanie w śluzie tej rośliny- stwierdził na logikę.
Nagle zwłoki roślin zostały wciągnięte w ziemie. Wszyscy się obejrzeli, a w miejscu ich wciągnięcia z ziemi wyskoczyła jeszcze jedna, o wiele większa roślina, licząca kilkanaście metrów wysokości.
- No way...- powiedział cicho Shikamaru.
Kwiat ujawnił swój jeszcze większy i straszniejszy otwór gębowy i wydał z siebie przeraźliwy skrzek, przez który aż bolała głowa i uszy. Wszyscy znieruchomieli ze strachu.
- Atasuke?- zdziwiła się Setsuna, gdy Uchiha wylądował na zgiętych nogach tuż przy nich i z nieukrytym przestrachem patrzył na wielką, ryczącą roślinę.
- Co z Ino, Atasuke?!- zmartwił się Shikamaru i Choji.
- Jest Bezpieczna, zostawiłem ją w ukryciu z moim klonem- wyjaśnił- Mamy teraz większy problem.
Jak na wezwanie, olbrzymia roślina wydała z siebie kolejny skrzek i zwróciła się w kierunku gurpki geninów.
- Zajmę się tym!- Atasuke wystąpił do przodu aktywując swojego Sharingana.
- Nie myślisz chyba, że pozwolę ci zrobić to samemu?- Natsuo dostąpił do niego, lecz ten spojrzał przez ramię na pozostałych, byli wykończeni trucizną, a Setsuna nie mogła chodzić przez ranę na nodze.
- Natsuo- ton miał łagodny, choć słowa stanowcze- Obiecaj mi, że wyprowadzisz ich z lasu bezpiecznych- nalegał Uchiha, sprawdzając kątem oka, czy roślina aby nie atakuje.
Natsuo spojrzał na niego ze zdenerwowaniem. Zwrócił się ku pozostałym i skierował ku nim swoje rozwarte dłonie.
- Suitoon! Mizu baburu no Jutsu!- otoczyła ich duża i wytrzymała bańka wodna.
- NIE!- zaczęła krzyczeć Setsuna, gdy bańka uniosła się w górę i odleciała, znikając za koronami drzew kierując się ku wyjściu z lasu.
- Zrobione- rzucił z powrotem stając u boku Uchihy.
- Zatem zróbmy to- powiedział cicho brunet, poprawiając rękawiczkę na dłoni.
Kwiat poruszył się a spod ziemi wokół niego wzbiły się w górę mocne korzenie, które następnie natarły na chłopaków.
Natsuo nawet nie drgnął, podczas gdy Atasuke ze swoim refleksem wystąpił o krok do przodu formując niezbędne pieczęcie i kontrując korzenie gęstymi płomieniami.
Ponownie rozbiegł się po otoczeniu przeraźliwy skrzek. Z paszczy monstrum wynurzyły się trzy pnącza, które również na nich natarły.
Atasuke stworzył ptaka błyskawicy i cisnął nim na spotkanie pnączom. Gdy znalazł się między wszystkimi trzema Atasuke złapał za nić błyskawicy rozszczepiając ptaka na kilka części, które owiły się i zacisnęły pnącza zatrzymując je.
Roślina z automatu została porażona prądem, co wykorzystał Natsuo.
Wybił się z barków Atasuke i zalał roślinę potężną falą wody, co wzmocniło porażenie.
Powierzchnia ziemi ponownie znajdowała się pod kilkucentymetrową taflą wody.
Gdy tylko Natsuo dotknął jej stopami od razu zniknął (co nie uszło uwadze Sharinganowi Atasuke, wzbudzając w nim pewien stopień podziwu).
Natsuo pojawiał się i znikał w pobliżu rośliny rozcinając ją w różnych miejscach. Nawet dla Sharingana wyglądało to jak teleportacja.
- Natuso! Skończmy to razem!- krzyknął Atasuke. Natsuo pojawił się przy nim. Obaj zaczęli formować różne pieczęci.
Nie musieli nic uzgadniać, rozumieli się bez słów. Natsuo przywoływał ogromne ilości wody a Atasuke wspierał je swoimi bogatymi zasobami chakry i kontrolował za pomocą Sharingana.
Woda nie zalewała otoczenia, a przybierała stałą postać, postać wielkiego, większego niż roślina smoka. Przypominał węża, gdyż nie miał kończyn i skrzydeł, lecz sam łeb informował wszystkich, że to smok.
Obaj chłopcy znajdowali się w miejscu czoła smoka, i mimo, iż był on z wody nie mieli problemów z powietrzem (dzięki kontroli chakry Atasuke).
Natsuo trzymając pieczęć przy klatce piersiowej kontrolował swojego smoka, choć miał z tym ogromne problemy, dlatego pomagał mu Atasuke.
Smok uderzył grzbietem w roślinę i wgryzł się w nią, odgryzając jej jeden z płatów liści.
Następnie młody Uchiha zapadł się i teraz znajdował się w miejscu jamy ustnej. Smok skierował łeb na roślinę i rozwarł paszczę.
Atasuke ponownie użył techniki stylu ognia, nacierając na roślinę nieprzerwanym ciągiem niezwykle potężnych płomieni.
W rezultacie roślina spłonęła po dłuższej chwili palenia i skrzeczenia.
Woda opadła i rozlała się po płaskiej powierzchni ziemi, a obaj genini wylądowali na niej.
'Staje się coraz silniejszy' słusznie zauważył Atasuke spoglądając na wyczerpanego Natsuo.
- Dobra robota, co?- nadal zmęczony blondyn wyszczerzył zęby do bruneta, opierając się dłońmi o kolana łapiąc oddech.
- Ta. Ale teraz musimy dogonić pozostałych- powiedział Atasuke.
- Ta bańka mogła już z nimi dotrzeć do końca- Natsuo patrzył w stronę, w którą odlecieli przyjaciele- Zaraz!- krzyknął nagle, że Atasuke aż się wzdrygnął- Pamiętam jak przyzwałeś tego swojego królika! Może on by nam pomógł ich dogonić?- spytał z nadzieją.
Atasuke zamarł. Przypomniał sobie co się stało, gdy zaledwie godzinę temu chciał go przywołać. Cokolwiek to było nie miał nad tym kontroli. 'A co jeśli znowu To się stanie? Chyba muszę z kimś o tym porozmawiać... Nie! To moja sprawa.' 
- Nie bądź naiwny- westchnął Uchiha- Wtedy to był impuls, nawet nie wiem jak to zrobiłem, a nie mamy czasu na eksperymentowanie, Natsuo- wymyślił Atasuke, choć Natsuo i tak patrzył na niego podejrzliwie.
Ostatecznie obaj użyli swoich nóg. Biegli najszybciej jak mogli. Wbiegli na drzewo o odbijali się do granic możliwości do innych drzew i od nich również. Tak zamierzali dotrzeć do wejścia licząc, że tamci na nich zaczekają.
Było to dosyć ważne dla drużyny czwartej. Atasuke miał oba zwoje, więc jeśli Setsuna opuści las przed nimi, nie zda tego etapu egzaminu. A gdy następnie opuszczą las Atasuke i Natsuo to jedynie oni przejdą dalej.
Gdy po dłuższej chwili dotarli do miejsca, gdzie Ino czekała z klonem Atasuke nie zastali pozostałych.
- Przeszli już?!- przestraszył się Natsuo.
- Natsuo?- zdziwiła się Ino- Gdzie pozostali?!- rzuciła się do Atasuke łapiąc go za ramiona i ze szklanymi oczami spojrzała w oczy.
- Co? To jeszcze ich tu nie było?- zszokowany Atasuke troszkę się zmartwił o towarzyszy.
- N... nie- jęknęła zmieszana Ino- To znaczy, że...
- Ruszyli przed nami- wyjaśnił Natsuo, od którego Ino się odsunęła, gdyż nadal śmierdział śluzem tamtej rośliny.
- Nie było ich... Patrzcie!- wskazała w górę, skąd z wolna lądowali Shikamaru, Setsuna i Choji w wodnej bańce.
- Natsuo! Atasuke!- ucieszyła się Setsuna widząc ich całych- Jesteście cali!- wyściskała ich obu, gdy stanęli koło siebie.
Gdy ich puściła rozległ się głośny plask. Wszyscy zszokowani spojrzeli na Setsunę i Natsuo. Dziewczyna właśnie go spoliczkowała.
- Za co?!- oburzył się chłopak.
- Nigdy więcej tego nie rób!- wydarła się na niego w złości.
Kłócili się przez chwilę, aż w końcu się uspokoili. Atasuke wspomagał Ino, gdyż nadal była osłabiona, i zarumieniona jego pomocą i towarzystwem, czując no sobie jego dotyk gdy pomagał jej iść.
Natsuo wziął na plecy Setsunę, gdyż z jej raną na nodze z ledwością się poruszała, a Shikamaru i Choji dawali radę.
- Dzięki wam, przyjaciele- powiedział w końcu Choji, a wszyscy nie zatrzymując się spojrzeli na niego zdziwieni. Mówił do drużyny Atasuke.
- Gdyby nie wy, pewnie zginęlibyśmy w tym lesie- spochmurniał.
- Daj spokój, Choji- pocieszył go Natsuo z szerokim uśmiechem- Ważne, że nikomu nic się nie stało.

W końcu dotarli do wyjścia, ucieszeni nie zauważyli, że lekko przyśpieszyli kroku.
Przeszli przez granicę lasu, gdzie czekała na nich Anko i oddział medyczny.
- Nareszcie jesteście!- powiedziała Anko- Już miałam was szukać. Dobrze, że zawiadomiłam medyków- spojrzała na ranną Setsuną, którą wzięli medyczni ninja. Dwóch pozostałych przejęło od Uchiha Ino, a Shikamaru i Choji opowiedzieli o truciźnie.
Medycy wyciągnęli jakieś strzykawki z niebieską substancją w środku i wszczepili im w ramiona.
- Widzę, że to podstawowa trucizna- powiedział lekarz- Choć i tak nie powinniście być przytomni. Jak to się stało?- dopytał się lekarz.
Natsuo zawstydzony zaczął się drapać po tyle głowy.
- Co się tak cieszysz?- spytał Atasuke.
- Moja chakra im pomogła- wyjaśnił.
Każdy zastanawiał się, czy tylko on czegoś tu nie rozumie.
- Jak to?- spytała Setsuna.
Shikamaru olśniło. Przypomniało mu się, jak Natsuo otoczył ich wodną bańką, i wysłał.
- Ta bańka- odezwał się- Twoja chakra musi mieć właściwości lecznice, co jest naprawdę dziwne. Kiedy nas w niej zamknąłeś przesyłała nam twoją chakrę, którą w niej zamknąłeś.
- Tak mniej więcej to wyglądało- zawstydził się- Odkryłem to jakiś czas temu, moja chakra potrafi leczyć. Oczywiście nie wiedziałem, czy na was zadziała, ale na szczęście tak się stało.
- Jego chakra niwelowała działanie trucizny?- ogłupiał Choji.
- A ja?- wtrąciła się Ino i spojrzała na Atasuke- Co ty mi zrobiłeś, skoro również nie padłam ofiarą trucizny?
- Nic- odparł Uchiha- To twoja wola i troska o przyjaciół utrzymywały cię przy zmysłach- wyjaśnił.
- Ouh..
W końcu medycy zabrali ich na badania, by usunąć z nich truciznę i opatrzyć Setsunę.  Atasuke do końca odprowadził Ino wzrokiem, a ona patrzyła za nim, póki nie zniknęli z pola widzenia.
Natsuo i Atasuke stali dobre pół kilometra od wielkiej wieży, w której miał się odbyć ostatni etap egzaminu na Chunina.
- Natsuo- powiedział cicho Atasuke.
- Mhm.
- Chodźmy zdobyć tą cholerną rangę- powiedział, obaj uśmiechnęli się i ruszyli w kierunku wejścia do ogromnej, zielono czerwonej wieży.