-Jak już wiecie- powiedział Hokage do zebranych przed sobą Jouninów- dziś wyznaczę wam po trzech absolwentów akademii jako waszych podopiecznych. Waszym zadaniem będzie kształtowanie zarówno ich zdolności jak i charakterów. Będziecie ich opiekunami do czasu gdy conajmniej osiągną poziom Chunnina.
Wszyscy słuchali w ciszy, chyba jedynie Gai nie mógł się doczekać swoich nowych wychowankow.
-Wedle tradycji- kontynuował Trzeci- dobrałem po trzy osoby do jednej drużyny, tak by jeden wypełniał braki pozostałych. Nie były to łatwe decyzje lecz w końcu utworzyłem odpowiednie grupy. A więc...
* * *
-Nie rozumiem, po co mamy tu siedzieć?- marudził Naruto nie mogąc usiedzieć w ławcę- Przecież już skończyliśmy tę szkołe.
-Nie słuchałeś Iruki?- odezwał Kiba znudzony jego marudztwem- Mamy czekać na naszych nowych Opiekunów. To chyba proste do zapamiętania kretynie.
-Sam jesteś kretynem! Dobrze o tym wiedziałem, BAKA! BAKA!
Atasuke przewrócił oczami, jakże żałosne to dla niego było. Mimo to on również był poirytowany faktem, iz jest zmuszony znowu tu wracać.
Niech ci wszyscy opiekunowie już przyjdą- pomyślał- mam już dość tego miejsca. Rozejrzał się po pozostałych, zauwazył że ich ochraniacze dodają im nieco więcej powagi. Ciekawe czy mi również?- pomyślał.
W jednej chwili wszystko ucichło. Oczy wszystkich skierowały się ku drzwiom. Najpeirw tylko się otworzyły, potem weszło przez nie dwoje ludzi. Piekna brunetka o czerwonych oczach i facet z ciemniejszą cerą, lekkim zaroście i papierosem w ustach. Schował go gdyż nie był jeszcze odpalony.
-Nazywam się Yuhi Kurenai- powiedziała kobieta- wyczytam teraz trzy nazwiska, osoby wyczytane wstaną- Spojrzała po klasie i rozwinęła zwój
-Inuzuka Kiba!- przeczytała, Akamaru które leżał na głowie swojego właściciela zaszczekał gdy Kiba z usmiechem wstawał, Kurenai spojrzała na niego i wróciła do czytania- Huuga Hinata!- Hinata drgneła jakby właśnie sie obudziła i nieśmiało wstała kładać złączone dłonie na blacie. Czerwona jak burak spojrzała na Naruto, ten wyszczerzył zęby i pokazał jej uniesiony kciuk w górę. Chciałabym żeby on też był w mojej drużynie...- pomyślała.
- I na koniec Aburame Shino!- Shino stał z rękoma w kieszeniach od kurtki- Miło mi was poznać- mówiła uprzejmym tonem, sprawiała wrażenie kochającej mamy- Od dziś będą waszą opiekunką nadzorującą. Wasza trójka będzie od teraz tworzyła jedną druzynę. Mam nadzieję że uda nam się wspoółpracować i dojść do porozumienia.
Kiwneli głowami. Kurenai wyszła z nimi i został jedynie facet. Miał ciemną cerę, piwne oczy i czarne włosy. Uśmiechał się przyjaźnie.
-Ja nazywam się Sarutobi Asuma, jak moja poprzedniczka wyczytam teraz kolejną trójkę.
Obym tylko trafił do jednej grupy z Sakurcią...- marzył Naruto wpatrując się w nią z serduszkami w oczach.
Mam nadzieję że trafię do jednej grupy z Sasuke...- pomyślała w duchu Sakura.
Jeśli nie będę w grupie z Setsuną to nie będę z nikim- zaperzył się Natsuo w myślach.
Ehh...- mruknął Atasuke z zamkniętymi oczami i spojrzał na Asumę który właśnie rozwinął swój zwój.
-Nara Shikamaru!- wyczytał i poszukał wzrokiem po klasie tego którego właśnie wyczytał, Shikamaru powoli wstał. Siedzący obok niego Choji spojrzał na niego z przestrachem.
Asuma uśmiechnął się i spojrzał na zwój.
-Ymanaka Ino!- blondynka wstała trochę zawiedziona, miała nadzieję że ostatnim wyczytanym zostanie Sasuke albo Atasuke.
Choji zaczął tracić nadzieję.
-Nie martw się, Choji- powiedział Shikamaru- Nawet jeśli nie będziemy razem w drużynie to i tak nie rozdzieli to naszej przyjaźni. Choji uśmiechnął się i przestał zamartwiać.
- Akimichi Choji!- Choji uśmiechnął się i wstał pełen energii. Był naprawdę zadowolony i Asuma to zauważył- Dobrze więc, jest już nasza czwórka. Wiecie już kim jestem, pójdziecie teraz ze mną, a co do reszty, wasi opiekunowie przyjdą lada moment. Uśmiechnął się i wyszedł razem z wyczytaną trójką.
Po niedługiej chwili do sali wpadł ubrany na zielono mężczyzna, który zdawał się promieniować energią.
-Znam już nazwiska swoich uczniów na pamięć, którzy to Lee, Neji i Tenten?!- jego echo rozchodziło się po sali. Wyznaczeni wstali. Neji znudzony, Tenten poirytowana a Lee zapatrzony w postać mężczyzny.
-Witam was! Nazywam się Gai i będę od dzisiaj waszym nauczycielem! Jestem wyznawcą zasady "Trening czyni mistrza" więc im więcej będziecie trenować tym szybciej zostaniecie prawdziwymi mistrzami!- darł się. Wycelował w nich palcem wskazującym a gdy się uśmiechnął przez moment oślepił ich blask jego zębów. Neji wyglądał na zszokowanego, i taki był. Tenten również. Lee wystrzelił pięść w górę i z wodospadami łez w oczach krzyknął z radośći.
-Ruszajmy odkryć siłe naszej młodości!- robiąc gwaizdy opóścił pomieszczenie, Lee pobiegł za nim. Neji i Tenten niespiesząc się poszli za nimi zażenowani. Gdy drzwi się zamknęły nadal wszyscy wpatrywali się w wyjście, ogłupiali nie wiedząc co o tym wszystkim myśleć.
Zostało ich już tylko 6: Atasuke, Setsuna, Naruto, Sasuke, Sakura i Natsuo. Jeszcze nie wszystko stracone- pomyślała Sakura- Nadal mam szansę być w drużynie z Sasuke..
Naruto podobnie pomyślał o Sakurze a Natsuo o Setsunie. W ciągu następnych dziesięciu minut do drzwi wszedł kolejny mężczyzna. Sasuke i Atasuke poznali go od razu, to był...
-Nazwam się Uchiha Obito- powiedział stanąwszy na środku sali przed tablicą. Brunet o krótkich włosach, lewe oko zasłonięte opaską tak jak ten siwy który przeszkodził wtedy Atasuke pobić tamtego blondyna. Natomiast jego prawe oko było czarne, skóra na prawej stronie twarzy wydawała się być lekko obwisła. Jakby coś kiedyś ją przygniotło i to z dużą siłą. Spod ciemno-zielonej kamizeli wystawały dwie biało-niebieskie chusty, nie wyglądał na słabeusza.
Czemu tak bardzo przypomina tego kolesia z opaską na oku?- pomyślał Atasuke- Nie tylko ze względu na zakryte oko. To coś więcej.
-Wyczytam teraz nazwiska trzech osób, które pójdą razem ze mną- brzmiał dość groźnie lecz nie na tyle żeby się go obawiać. Wyjał zwój i rozwinowszy go przewertował wzrokiem- Wakano Setsuna!- Setsuna drgnęła poczym wstała. Razem z Natsuo spoglądali na siebie tracąc nadzieję- Uchiha Atasuke!- wyczytał. Chłopak wstał, w oku Obito pojawił się cichy blask gdy zobaczył nazwisko "Uchiha"- i Okazaki Natsuo!
Natsuo przez chwilę siedział wpatrzony w Obito, na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech i momentalnie odwrócił się w stronę Setsuny. Ta również się uśmiechnęła zamykając oczy i delikatnie przechylając głowę. Natsuo się zarumienił.
Tak!- krzyknęła Sakura w duchu- Będę z Sasuke w jednej drużynie!- ledwo powstrzymywała zachwyt- No i niestety z tym przygłupem- pomyślała wpatrując się w Naruto z uniesioną dolną wargą i przymróżonymi oczami.
-A więc dobrze- powiedział Obito chowając zwój- pójdziecie teraz ze mną- wskazał w kierunku drzwi. Cała trójka opuściła salę i wyszli na zewnątrz.
-Nie martwcie się- powiedział Obito do pozostałej trójki- wasz przełożony zjawi się już nie długo- pocieszył, poczym wyszedł.
Zastał swoją trójkę przed Akademią. Stanął opierając ciężar ciała na lewej nodzę a ręce założył na biodra.
-To gdzie mamy iść?- spytał Natsuo nie mogąc powstrzymać emocji.
-Myślałem nad tym, myślę że znam idealne miejsce- powiedział z uśmiechem.
W końcu dotarli na wzgórze o którym mówił Obito, była tam coś w stylu loży; wygodne siedzenia tworzące okrąg o promieniu 0,5 metra, ze środka wystawała dość cienka kolumna podtrzymująca okrągły dach znajdujący się nad głowami nowej druzyny. Wejściem było miejsce w którym nikt nie ustawił fotela.
Dobre miejsce do zastanowień, widok na górę Hokage a w dole cała wioska Liścia.
-A więc- zaczął Obito gdy wszyscy usiedli- wiecie już jak mam na imię. Chciałbym się czegoś od was dowiedzieć. Wasze marzenia, ambicje, cele. Cokolwiek- zaproponował. Z uśmiechem spojrzał na nas czekając na pierwszego chętnego.
-To może ja!- zgłosił się Natsuo, Obito się uśmiechnął i skinął głową.
-Nazywam się Okazaki Natsuo! Moim jedynym celem jest zostać najwspanialszym Hokagę na świecie!- krzyknął z pięścią w górze i szerokim usmiechem. Atasuke poczuł się poirytowany- Ale nie takim jak ci do tej pory. Ja zostanę najlepszym Hokagę jaki widział świat, dopóki będę żył nikt nie odważy się zaatakować wioski. A gdyby się taki znalazł, obroniłbym wioskę choćby za cenę życia
-Powiedz coś oryginalnego- powiedział Atasuke znudzony.
-Co?! To jest oryginalne, idioto!- wydarł się w złości.
-Nie, ani trochę. To chyba jasne, ten kto chce zostać Hokagę ma taki obowiązek bronić wioskę, twoje marzenie jest podzielane przez 80% shinobi w tej wiosce, twihe szanse na spełnienie tego marzenia są raczej znikome- podsumował Atasuke.
-Coś ty powiedział!?- wrzasnął Natsuo gotów bić się z Atasuke, ten tylko spojrzał na niego kątem oka.
-Chłopaki, uspokójcie się. To nasz pierwszy dzień a wy już zaczynacie się kłócić- powiedziała Setsuna obdarzając ich groźnym wzrokiem.
Obito obserwował ich z cichym uśmiechem na twarzy. Wspomnienia wracają- pomyślał- wszyscy razem przypominają moją dawną drużynę. Mistrzu Minato, teraz już wiem co czułeś jako nasz sensei.
-A ciekawe jakie są twoje marzenia?- spytał Natsuo zakładając ręce na biodra.
-Marzenia są dla głupców którzy nie biorą życia na poważnie- odparł Atasuke, tymi słowami jeszcze bardziej zainteresował Obito.
-Że co?- zdziwił się Natsuo- Jak można nie mieć marzeń? Każdy jakieś ma.
-Nie jestem każdy. Za to mam cel- wszyscy spojrzeli na niego z wyraźnym zainteresowaniem- Moja młodsza siostra, moim celem jest chronienie jej. Ty jesteś w stanie poświecić życie dla wioski, ja zrobię to samo dla Niej- atmosfera umilkła- Los tego kto ją skrzywdzi, z góry zostanie przesądzony.
-Dobrze- wtrącił Obito przerywając ciszę- a Ty, Setsuna?
-Ja? Nie mam specjalnie wielkich planów, chcę tylko żyć jak każda normalna dziewczyna. Założyć rodzinę i dbać o nią najlepiej jak tylko mogę. Moją ambicją jest wspieranie i pomaganie innym w realizacji ich marzeń- gdy to mówiła spojrzała na Natsuo, który się zarumienił.
-Rozumiem- znów Obito- Wszyscy macie wielkie ambicje, i bardzo mnie to cieszy. Natsuo, jeśli masz zamiar stać się wspaniałym Hokagę musisz ciężko trenować by stać się silnym. Dopiero gdy to nastąpi będziesz w stanie chronić wioskę- uśmiechnął się. Natsuo słuchał uważnie, na koniec z uśmiechem skinął głową.
-Setsuna, twoim celem jest pomoc innym w realizacji ich marzeń, w takim razie mam dla ciebie pewne zadanie. Nachylił się lekko ku im- Obserwuj Natsuo, patrz jak rośnie w siłę a gdy dozna jakichś ran, opatrz mu je. Bo może się okazać, że ratując jego ratujesz cały świat- zakończył wypowiedź. Setsuna zrozumiała przekaz, skinęła głową.
-Jeśli chodzi o ciebie- Atasuke drgnął gdy ten zwrócił się do niego- Mam w stosunku co do ciebie pewne podejrzenia ale to okaże się z czasem. Póki co będę cie obserwować. Natomiast co do twojego celu, wiem że to co powiedziałeś było prawdziwe. Jeśli zostanę waszym przełożonym dołoże wszelkich starań aby umożliwić ci wykonanie zadania jakie na siebie nałożyłeś.
-Jeśli?- zdziwiła się Setsuna- Myślałam że już nim jesteś.
-To się okaże dopiero jutro, jeśli zdacie mój test to faktycznie nim zostanę.
-A jeśli nie?- spytał Natsuo.
-W tedy wrócicie do Akademii- po tych słowach cała trójka zamarła wytrzeszczając oczy. Atasuke z niedowierzaniem aż nie wiedział co powiedziec, po skroni spływała mu kropla potu.
-Jak to... "do akademii"?- powtórzył.
-Jak narazie zaliczyliście egzamin i awansowaliście na poziom genina, jednak to nie świadczy o tym iż zostaliście moimi podopiecznymi. Zadecyduje o nim jedynie wynik jutrzejszego testu.
-Ale jaki to test?- wtrącił się Natsuo.
-Nie mogę wam powiedzieć. Umuwimy się tak, bądźcie jutro o godzinie 8:00 na polanie za murami wioski, widziałem was tam ze znajomymi więc wiecie gdzie to jest. Zasada jest taka- wyprostował się- Nie wolno wam zjeść śniadania ani nawet napić się mleka czy herbaty.
-Co?!
-Co?!
-Co?!- cała trójka.
-Liczę na punktualność- dodał- Niestety obowiązki wzywają, muszę już lecieć więc do zobaczenia jutro- powiedział, i odskoczył znikając w dole wzgórza.
-Widzieliście...- zaczęła Setsuna- po prostu nas zostawił.
-Co za różnica?- Atasuke wstał, nerwy już mu przeszły, wsadził ręce do kieszeni i opuściwszy loże skierował się ku wiosce.
-H... Hej! A ty dokąd?- zawołał za nim Natsuo. Atasuke odwrócił się do niego.
-Niektórzy mają pewne obowiązki, radzę zapoznać się z definicją tego słowa- odparł i ruszył w dół.
-Wiem przecież co to znaczy, Baka!- wydarł się za nim. Setsuna się tylko uśmiechnęła- Wkurza mnie, uważa się za niewiadomo kogo.
-Może po prostu ma już taki styl bycia, nic nie poradzisz.
Zapowiada się ciekawie- pomyślał Obito obserwując loże z ukrycia- Ta trójka naprawde przypomina mi czasy z dzieciństwa. A Natsuo, widzę w nim pewien potencjał, ten sam który kiedyś znajdował się we mnie samym. Dziewczyna tak bardzi przypomina Rin, zdecydowanie za bardzo. Atasuke jednak trochę odbiega od Kakashiego. Owszem, jest bardzo utalentowany jak na swój wiek, jednak jego charakter jest... zbliżony do Kakashiego a jednak jest w nim coś oryginalnego. Zapowiada się naprawdę obiecująco.
* * *
-I jak twoja drużyna? Podoba się?- spytał Fiijo młodego Uchiha który właśnie przyszedł na umuwione miejsce.
-Trafił mi się największy przygłup ze wszystkich możliwych, nie wyobrażam sobię go na jutrzejszym teście, przez niego możemy nie zdać.
-Co masz na myśli?
-Jego umiejętności są beznadziejne, nie ma szans.
-A skąd wiesz że to będzie test na umiejętności?- spytał.
-To oczywiste, jako nasz nauczyciel najpierw będzie chciał zobaczyć co potrafimy by potem stwierdzić w jaki sposób może nam pomóc. Prawdopodobnie będzie oceniać naszą prace zespołową- wyjaśnił.
-Gratuluję zdolności dedukcji- pochwalił- Wracając do treningu, pewnie zastanawiasz się dlaczego dziś trenujemy w lesie?- Atasuke tylko na niego patrzał- Otórz dziś nauczę cię zdolności koncentracji chakry nie tylko w jutsu ale też w poszczególnych częściach ciała- Atasuke przymróżył oczy zdziwiony- Pokażę ci.
Fiijo ruszył w kierunku grubszego drzewa i stanął przed nim, po chwili oparł prawą nogę o drzewo, po chwili zrobił to samo z lewą. Stał na drzewie, dosłownie. Powędrował w górę po korze drzewa będąc ustawionym równolegle do ziemi. Atasuke patrzył w góre na niego z niedowierzaniem.
-Jak ty... ?
-Koncetrując chakrę w stopach możesz oszukać grawitację, jednak żeby zaraz nie spaść musisz stale kontrolować przepływ chakry która w tej chwili kumuluje się w moich stopach.
Fiijo kucnął i wybił się z drzewa lądując przede mną.
-Weź swój kunai- chłopak wykonał- A teraz skup się, zamiast wyrzucać chakrę w postaci zywiołu skumuluj ją stopach. Wyobrażaj sobię to, poczuj to. Zamknij oczy i skoncentruj się.
Chłopak zamknął oczy i wykonał pieczęć chakry. Wyobrażal sobie że chakra napływa do jego stóp, kumuluje się tam i otacza jego stopy niewidzialną warstwą. Stał tak przez chwilę nie robiąc nic oprócz wewnętrznej kontroli przepływu chakry.
Otworzył oczy jednocześnie rzucając się w stronę drzewa, wbiegł na wysokość dziesięciu metrów i czując że grawitacja ściąga go nadół przeciął kunaiem korę zaznaczając miejsce dojścia i wykonując salto w tył wylądował na ziemi.
-Cholera...- burknął. Wstał by znów skumulować chakrę.
Powtórzył swój ruch jednak skonczyło się jedynie na zaznaczeniu nowego miejsca kilka centymetrów nad pierwszym.
Powtarzał tę czynność aż do wieczora, drzewo było bardzo wysokie więc prób można było wykonywać niezliczenie wiele.
-Atasuke! Odpuść na dzisiaj, zrobiło się ciemno- zawołał Fiijo po kolejnej nieudanej próbie- Jutro to dokończysz.
-Możesz już iść- odparł zdyszany Atasuke po kolejnym odbiciu od drzewa- Dam sobię radę.
Fiijo tylko się uśmiechnął i założywszy ręce na klatce piersiowej oparł się wygodnie o najbliższe drzewo.
Nie odpuszczę...- Atasuke zaparł się w duchu.
-Atasuke ciężko trenuje- zza drzew wyszedł ojciec chłopaka, stanął obok Fiijo przyglądając się postępom syna.
-Mhm- Fiijo potwierdził skinięciem głowy również nie spuszczając ucznia z oczu- Jednak niedługo już nie będę mógł go uczyć. Sori (tak ma na imie ojciec Atasuke) zdziwił się- Hokage powierzył mi misję, tylko tylę mogę powiedzieć. Jednak nawet jeśli przeżyje, wykonanie jej zajmie mi bardzo dużo czasu, to też Atasuke nie będzie dłużej moim uczniem.
-Ale... i co teraz?- spytał zdekonspirowany Sori- Doskonale wiesz że nie zaprzestanie ćwiczeń. W dodatku będzie nam potrzebny, wiesz o czym mówię.
Fiijo skinął głową, jego poważny wyraz twarzy zdawał się już nigdy nie ustąpić.
-Cholera...- Atasuke znów zaklnął, był o nie całe 7 metrów od nich.
-Shisui coś kręci.
-Hm?- zdziwił się Sori.
-Śledzę go od kilku tygodni, nie wiem co knuje ale coś mi nie pasuje. Od początku nie pasowały mu nasze plany.
-I co zamierzasz?
-Nic- odparł Fiijo- Nie mogę już nic zrobić, Hokage wysyła mnie na misję, ruszam za dwa dni.
-Co?!- oburzył się Sori- przecież nie możesz...
-Spokojnie, mam już plan. Jednak to nie jest miejsce na takie rozmowy a i tak nie mógłbym ci powiedzieć.
-Cholera, ANBU i te ich zasrane tajemnice- warknął do siebie Sori.
-Musicie To zrobić za trzy dni- powiedział Fiijo, Sori spojrzał na niego.
Atasuke wylądował i przyszykował się do następnego ruchu. Kątem oka spojrzał na rozmówców.
-Inaczej nic nie zdziałamy.
-A Shisui?
-Załatwię to. Znam pewnego wysoko postawionego człowieka w starszyźnie. Opowiem mu o oczach Shisui'ego, resztą on się zajmie.
-Jeszcze jedno... Czy chłopak będzię gotowy?- oboje spojrzeli na Atasuke.
-Tym również się zajmę.
-Mhm- przytaknął Sori- Hej! Atasuke!- zawołał.
-Hę?- chłopak się zdziwił, zatrzymał się i spojrzał na ojca- Tata?
-Wracamy do domu, mama się niepokoi- uśmiechnął się.
-I co teraz?- zaczął Natsuo- Już 7:59 a jego dalej nie ma- powiedział niewyspany, nagle zabyrczało mu w brzuchu że aż kurczowo się za niego złapał- I czemu nie pozwolił am zjeść śniadania?
-Witajcie- nagle na gałęzi drzewa pojawił się Obito- Cieszę się że już jesteście, chyba możemy zaczynać- zeskoczył z drzewa i stanął koło przed nami z rękoma na biodrach.
Na niewielkiej polanie stały trzy grube dwu-metrowe drewniane pale. Obito pokazał im dwa zestawy śniadaniowe na wynos z knajpki. Wszyscy byli głodni więc zapach ciepłego jedzenia momentalnie dotarł do ich nozdrzy wprawiając ich w mieszane uczucia pragnienia i zachwytu. W drugiej ręce trzymał dwa dzwoneczki które zadzwoniły gdy uniósł dłoń.
-Waszym zadaniem jest odebranie mi dzwoneczkó, ten komu się to uda dostanie jeść.
-Ale jak, przecież są tylko dwa dzwoneczki- zauważył Natsuo.
-Owszem, to oznacza że jeden z was nie dostanie jedzenia- cała trójka wytrzeszczyła oczy w zdziwieniu.- Test ten ma na celu sprawdzenie waszych umiejętności działania w grupie, jak i pracy zespołowej- powiedział.
Wiedziałem- w oku Atasuke pojawił się błysk.
-A zatem zaczynajmy, Start!- krzyknął rzucając jedzenie pod pale. Cała trójka rozbiegła się skokami. Każdy z nich ukrył się gdzie indziej.
Muszę obmyślić jakiś plan- pomyślał Atasuke obserwując Obito stojącego na środku polany. Sam schował się w kororonie jednego z drzew- Najlepiej dwa, jakoś nie widzę mojej współpracy z tym dwojgiem.
I co teraz?- spytała się w duchu Setsuna- Mam atakować czy może czekać na przebieg zdarzeń? Setsuna z kolei schowała się w spróchniałej korze drzewa która jakimś cudem jeszcze stała.
Natsuo nie wziął tego testu na poważnie, nie na pusty żołądek. Ukrył się za lewą palą i z jęzorem na wierzchu czekał na sposobność by ukraść jedno śniadanie.
Co ten idiota...- Atasuke prawie wypadł z kryjówki, miał ochotę zabić Natsuo- Wiedziałem że przez niego będą same kłopoty.
Natsuo...- zmartwiła się Setsuna.
Jeszcze chwila i dosięgnę... Co za różnica czy teraz czy później. I tak wiadomo że dostanę to ja i Setsuna- blondyn już wyciągał rękę po pudełko- Jeszcz... hę?!- na pali pojawił się Obito z rękoma na biodrach i nachylony patrzył na niego z góry. Natsuo się zaśmiał i odskoczył na dwa metry, zaraz po dotknięciu ziemi odskoczył o kolejne dwa metry.
-Od razu pomyślałeś o sobie- powiedział Obito- To nie dobra cecha.
-O czym ty...- Natsuo nie widział co powiedzieć- Ja tylko chchiałem wykraść jedno pudełko by dać je pozostałym by byli na siłach- wymyślił coś na szybko. Obito się usmiechnął.
-Pamiętaj o dzwoneczkach- chciał je wystawić gdy nagle wykonał obrót i złapawszy za kołnież na karku Atasuke przerzucił go w stronę Natsuo. Atasuke szybko odzyskał równowagę i wylądował na nogach wyjmując kunai. Cholera- zaklnął- prawie je miałem.
-Atak z zaskoczenia, sprytne.- pochwalił- Jednak byłeś za wolny- uśmiechnął się. Atasuke zacisnął szczęki.
-Natsuo!- krzyknął. Blondyn zareagował instynktownie, wyjął swój kunai i obydwoje z rękoma w tyle ruszyla na Obito. W trakcie biegu zmienili strony i Atasuke atakował z prawej a Natsuo z lewej.
Atasuke pierwszy skoczył do zadowolonego Obito i wykonał dwa szybkie cięcia (między pierwszym a drugim sięgnął po dzwoneczki jednak bez efektu). Obito bez większej siły kopnął go w plecy a ten poleciał na glebe. W tej samej sekundzie doskoczył Natsuo. Zsymulował atak kunaiem podczas gdy jego głównym celem były nogi Obito. Wykonał kopniecię na ścięgna jednak Obito podskoczył i kopnąwszy go w brzuch obronił się przed kolejnym atakiem Atasuke. Zablokował kunaiem atak Atasuke i odepchnąwszy go odskoczył w tył wykonując salto. Wylądował na zgiętych nogach. Od razu zaczęli współdziałać, możę i nie potrafią się dogadać ale wygląda na to że mogą stworzyć naprawdę silny duet- pomyślał Obito unosząc kącik ust. Patrzył ze spokojem jak dwaj chłopcy biegną ku niemu. Natsuo wysunął się przed Atasuke a ten wybił się z jego pleców w górę jednocześnie dodając mu rozpędu. Atasuke będąc w powietrzu sformował pieczęci.
-Katoon! Gokakyua no Jutsu!- nabrał do ust powietrza i cisnął ku Obito potężną kulę ognia. Nauka Fiijo nie poszła w las- pomyśłał.
Imponujące- pomyślał Obito, Natsuo również był pod wrażeniem. Obito nie mógł uniknąć ataku gdyż ten uderzyłby w drzewa i wywołał pożar. Sformował pieczęci i uderzył otwartymi dłońmi w ziemie, przed nim wyrosła ściana ziemna. Ognisty pocisk uderzył w nią mocno niszcząc jej strukturę, po bokach i z góry ogień nie napotkał blokady więc pojedyńcze pasma płomieni dosięgły za śnianę.
Natsuo nie chiał być gorszy więc skinął głową do Atasuke, ten odwzajemnił skłon i zaczął zionąć ogniem w tarcze Obito. Natsuo również sformował pieczęć i zaczął z ust wyleciał mu potężny huragan który uderzył w ogień Atasuke wzmacniając przy tym siłę jego ataku. Ściania stopniowo się rozkruszała i po chwili uległa potężnej sile płomieni.
-Udało się?- spytał Atasuke lekko zmęczony podobnie jak Natsuo. Nigdzie nie było widać Obito. Gdy płomienie znikły pozostała tylko płonąca kora drzewa.
-Podmiana ciała?- niedowierzył Natsuo. Nagle z góry przysłonł ich cień, spojrzeli tam i zobaczyli spadającego na nich Obito z kunaiem. Odskoczyli w bok i cisneli w niego kilkoma shurikenami. (natsuo dwoma spudłował). Obito poodbijał je, stworzył klona i zaatakowali chłopców. Prawdziwy Obito ruszył na Natsuo a klon na Atasuke.
Atasuke zaczął unikać i zadawać ciosy. Cholera- zaklnął Atasuke- nie walczy na poważnie, dostosowuje się do naszego poziomu. Niby jak mamy z nim wygrać skoro przegrywamy nawet na forach?! Przepuścił przez gardę cios w wyniku czego trochę się cofnął, zacisnął zęby.
Uniakając kopnięcia przeturlał się pod jego nogą i cofał się tyłem do przeciwnika. W jednej chwili plecami natrafił na plecy Natsuo, spojrzeli na siebie z zaciśniętymi zębami i kucneli omijając dwóch tych samych ataków klonów.
Doskonale- pomyślał Obito- Ci dwaj, razem mogą być niepokonani. Atasuke zdołał skaleczyć klona Obito w wyniku czego ten znikł, podskoczył na barki Natsuo i z kolejnym podskokiem zaatakował nogami twarz Obito który sprawnie się bronił rękoma.
A gdzie się podziała Set...-pomyślał Natsuo gdy nagle z ziemi wyrosły pnącza które owineły nogi Obito a potem jego całego uniemożliwiając mu jakikolwiek ruch.
Chlopaki zdyszani łapali oddech, Setsuna która wyszła z ukrycia poważnie wpatrywała się w Obito.
-Brawo kochani- pochwalił. Natsuo sięgnął po dzwoneczki przypięte do pasa Obito- Jednakże...- wytrzeszczyli oczy. Obito zerwał więzy i cisnął w ziemię kulki dymne poczym ziknął. Cała trójka zakaszlała nie mogąc nic zobaczyć, w dodatku zakrywali łokciem usta.
-Gdzie on...- zaczął Atasuke gdy dym opadł.
-To już nie ważne- powiedział Natsuo a Atasuke wytrzeszczył oczy, on i Setsuna trzymali w ręku swoje dzwoneczki. A skoro oni mają dzwoneczki, to znaczy że ja...
Setsuna przy lewej pale, Natsuo przy prawej, przed nimi leżały pudełka ze śniadaniem za które już się zabrali. Atasuke stał związany do środkowej pali ze zdołowaną miną. Przed nimi stał Obito, zadowolony.
-Gratuluję, udało się wam. Zapewne zastanawiasz się jak to możliwe, hmm?- Obito zwrócił się do Atasuke który zaciskał zęby.- Otóż widzisz, cały czas myślałeś nad strategią, bardzo dobrze. Tylko że Natsuo w najodpowiedniejszym temu momencie zareagował instynktownie i gdy ja wyskakiwałem z mgły złapał za dzwoneczki- Atasuke poczół się jeszcze bardziej dobity- Ale pocieszę cię, gdybyście do końca stosowali się do tej taktyki jaką obraliście teraz dzwoneczki również by do was trafiły...- przerwało mu burczenie w brzuchu Atasuke, ten spojrzał na brzuch zdziwiony i zacisnął pięści.
Natsuo już miał kończyć swoją porcję gdy nagle zamyślony spojrzał na swoje jedzenie. Nagle wstał, chwycił pudełko i pałeczkami chwycił jedzenie. Spojrzał na Atasuke i podsunął mu jedzenie pod nos. Atasuke spojrzał na nie zdezorientowany a potem na Natsuo. Obito przyglądał się temu.
-Co ty...- zaczął Atasuke.
-Może i jesteś dupkiem, ale jeśli mamy być drużyną, naszym obowiązkiem jest dbać o pozostałych- nie uśmiechał się, mówił całkiem poważnie. Atasuke wpatrywał się w niego z niedowierzaniem, po chwili powoli uchylił usta i przyjął posiłek. Setsuna dumna ze swojego chłopaka wstała i uczyniła to samo.
Obito uśmiechnął się z zamkniętymi oczami.
-Słuchajcie- cała trójka spojrzała na Obito- Po tym teście, nie mam innego wyjścia jak powiadomić was- przytrzymał ich w niepokoju- że od tej chwili nazywamy się drużyną czwartą!
W oczach świeżo upieczonych geninów zabłysła nadzieja, a na ich twarzach pojawił się uśmiech. Atasuke jeszcz się nie uśmiechnął, wpatrywał się w swojego mistrza wielkimi oczami.
A jednak, udało się nam. Atasuke został rozwiązany.
-Od dziś jesteśmy drużyną, wykonujemy razem misję i razem odpowiadamy za wynik misji- powiedział, słuchali w ciszy więc kontynuował- Jako wasz nowy mistrz będę odpowiadał za was w każdej instytucji i za wasze treningi. Bardzo mnie cieszy że mamy w drużynie członka klanu Uchiha, ponieważ gdy tylko obudzisz w sobie Sharingana będę mógł ci pomóc w jego rozwoju i kontroli. Zapewne śniadanie zdążyło już wystygnąć, zabieram was do knajpki. Zjemy sobie porządnego grilla.
Ostatecznie nowa drużyna znalazła się w knajpce, na środku ich stołu była wielka krata pod którą znajdował się grill. Kelner przynisół bekon i kiełbaski i rozłożył je na kracie. Spędzili tam całe popołudnie, umóiwli się na jutrzejszy dzień o tej samej godzinie w gabinecie Hokage i rozeszli się do domów.
Atasuke był zmęczony więc udał się prosto do domu.
-Nisan!- krzyknęła Yumi i rzuciła się bratu na szyję, ten uśmiechnął się- Uwielbiam się przeglądać w twoim ochraniaczu- powiedziała wpatrując się w blaszkę na opasce na czole Atasuke.
-Witaj- przywitała go matka gdy wszedł do kuchni- I jak było?
-Noo...- nie wiedział od czego zacząć, wszyscy spojrzeli na niego- Udało się. Zdaliśmy test.
Yumi znów go przytuliła, matka z chochlą w ręku i fartcuhu uśmiechnęła się szeroko a ojciec zadowolony skinął głową. Nawet Atasuke się uśmiechnął.
-Oczywiście że tak, nie mogło być inaczej- powiedział ojciec.
Wieczorem Atasuke siedział na dachu domu. Fiijo odwołał dziś trening a rodzice poszli na jakieś spotkanie, więc młody Uchiha obserwował niebo, jak zwykł to robić gdy potrzebował coś przemyśleć. Gdy już się ściemniło a księżyc jasno świecił na niebie Atasuke dalej siedział na dachu. Rozmyślał jak to teraz będzie; drużyna, misje. Czy sobie poradzi? Skoro nawet nie zdołał zabrać dzwoneczek jednemu facetowi. A Natsuo? Jego zachowanie w tedy na teście:
"Może i jesteś dupkiem, ale jeśli mamy być drużyną, naszym obowiązkiem jest dbać o pozostałych"
W głowie wciąż brzmiały mu słowa Natsuo. Nagle usłyszał głuchy odgłos dochodzący z jednej z uliczek. Spojrzał w tamtą stronę i bez zastanowienia ruszył w tamtą stronę, zakradł się za kontener w uliczce i obserwował trzech ludzi.
-Co z nim?- spytał Obito pomagając Itachiemu usadowić kogoś na skrzyni by usiadł. Wyglądał na bardzo wyczerpanego, jeśli jeszcze w ogóle żył.
-Danzou- odparł Itachi- Próbował przeszkodzić Shisui'emu w użyciu Kotoamatsukami*- wyjaśnił. Shisui!- Atasuke wytrzeszczył oczy.
-Danzou...- powtórzył Obito- niech to szlag, mogliśmy to przewidzieć.
-Nie da się przewidzieć wszystkiego- powiedział Itachi zamykając na chwilę oczy, poczym spojrzał na Obito- A jednak udało się.
Obito powoli rozeszerzyły się oczy.
-A to oznacza że już po sprawie- powiedział Obito- Już nie będzie żadnego zamachu stanu i wszystko może się ułożyć...
-Nie- wtrącił Itachi, Obito jak i Atasuke wzdrygnęli się, Shisui ledwożywy ciężko dyszał.- Danzou nie przyszedł dziś na spotkanie by przeszkodzić Shisui'emu w wykonaniu swojego Kotoamatsukami, przyszedł tam żeby je wykraść- Obito znów zamarł, Atasuke nie wiedział o co chodzi, ale wiedział że nie może zostać przyłapany.
-Ktoś musiał mu powiedzieć o jego oczach- stwierdził Obito patrząc na Shisui'ego- ale kto? Wiedzieliśmy tylko ja, ty i...
-I Fiijo- wtrącił cicho Shisui. Atasuke nie był w stanie stwierdzić jak zareagowali inni, jednak sam doznał szoku, oczy jak pięć złoty wpatrywały się w trójkę najbardziej szanowanych shinobi w klanie (poza Fiijo).
-Zdradził nas- stwierdził Itachi, chłodny wiatr rozwiał delikatnie ich włosy- Obito- Itachi zwrócił siędo Obito który na niego spojrzał- Ty byłeś u Hokage na wezwanie, ale Fiijo również nie było zebraniu.
Obito zmróżył oczy.
-Musimy go znaleźć, inaczej oczy Shisui'ego nadal mogą być zagrożone- powiedział Obito po namyśle. Atasuke zaczął wpadać w złość. Nie wiedział co ma myśleć. Shisui wstał na ugiętych nogach.
-To moje oczy, więc to moja walka- powiedział, ci wpatrywali się w niego- Poza tym, nic im to nie da. Kotoamatsukami aktywuje się dopiero dziesięć lat po użyciu, W dodatku Fiijo nie wiedział co zamierzamy.
-Racja, mimo wszystko lepiej mieć go na uwadzę, odprowadź go do szpitala, to Genjutsu zabrało mu bardzo dużo chakry- polecił Itachi do Obito.
-Nie, musisz mieć alibi gdyby zaczęli dochodzić do tego kto go tak załatwił. Ja się zajmę Fiijo- Itachi przytaknął i wziąwszy przyjaciela pod ramie odskoczył z nim i znikneli za budynkiem. Obito również ruszył jednak w inną stronę.
Atasuke miał mieszane uczucia, nie wiedział jak ma to rozumieć. Zrozumiał że chodzi o jakiś przekręt, jednak nie wiedział z czyjej strony. Fiijo, co on takiego zrobił? Zdradził? Ale jak? Bo powiedział innym co knują ci trzej? Czy może to oni robią coś dobrego a on jest po stronie tych złych?
Bzdura- pomyślał i wstał- Znam Fiijo, on nie zrobiłby nic złego. Atasuke zamknął oczy. A zatem- powiedział w duchu- Muszę mu pomóc!- otworzył oczy.
-Obito?- zdziwił się Fiijo widząc Obito przed sobą, właśnie był w drodzę na miejsce gdzie miał wypełnić swoją misję. Ubrany w czarne dresy i szarą ochronną kamizelkę, na ramieniu tatuaż ANBU i maska na twarzy przypominająca pysk królika- Co ty tu robisz?
-Nie pójdziesz dalej- powiedział Obito- Fiijo.
-Ty...! Doskonale wiesz że nie możesz się do mnie zwracać po imieniu publicznie w tym stroju- warknął wyprowadzony z równowagi.
-Nie ważne, to twoja ostatnia misja której nie wypełnisz- ostrzegł Obito z zamkniętym okiem. Po chwili gwałtownie je otworzył aktywując Sharingana.
-Rozumiem- powiedział Fiijo, ściągnął maskę z twarzy i przełożył ją na lewy bok głowy. Również aktywował swojego sharingana- skoro tak to ma wyglądać.
Było ciemno, wiatr rozwiewał ich włosy. W jednej sekundzie oboje ruszyli na siebie z rękomwa w tyle. Fiijo wyjął swój krótki miecz zza pleców i zaatakował Obito, który wyjął półmetrowy drut, rozłożył go na cztery części i miał drut miał już dwa metry (oczywiście nie był sztywny).
Zaczęła się wyrównana walka pomiędzy dwoma wybitnymi członkami klanu Uchiha, sharingan konta sharingan.
-Czemu ze mną walczysz?- rzucił Fiijo- Przyłącz się do mnie i razem ze mną zawładnij wioską! Tobie dam posadę Hokagę- zatrzymali się na chwilę- Czyż nie o tym zawsze marzyłeś?
Obito drgnął, po chwili przystąpił do kolejnego ataku i znów się zaczęło. Wyrównana walka na taijutsu.
-Dołącz do mnie, Obito!- wrzasnął Fiijo- Wolisz gnić w tej wiosce i być na każdy rozkaz Hokage?! Przyjrzyj się, Obito, jesteśmy tacy sami, więc jakie są przeszkody?
Obito się zatrzymał, Fiijo wyłapał sytuację, jego ostrze otoczyły płomienie i szybkim ruchem skierował je ku sercu Obito. Ostrze zanurzyło się w jego ciele.
Fiijo wytrzeszczył oczy gdy przeleciał przez niego jak przez jakąś zjawę, pozostawiając ciało przeciwnika nietkięte.
Przewrócił się, przerażony obejrzał się na Obito. Ten spojrzał na niego przez ramie swoim sharinganem.
-Masz rację, zawsze chciałem być Hokagę- powiedział Obito- Jednak osiągne to kierując się słuszną drogą.
-Khh..- Fiijo zacisnął zęby.
-I jeszcze jedno, nie porównuj mnie do siebie- jego sharingan z trzech kropek zmienił kształt, z trzech kropek powstały trzy zagięte ala-trójkąty tworzące coś w rodzaju wiru. Na klatce piersiowej przerażonego Fiijo pojawiła się wyrwa która zaczęłą zasysać Fiijo niczym niewyraźny wir. Fiijo zaczął krzyczeć. Już miało stać się najgorsze gdy nagle coś wpdało na Fiijo i wyrwa zassała jedynie kawałek ubrania wybawcy Fiijo poczym zniknęła.
Atasuke spojrzał na dziurę w bluzce na plecach, w żyłach pulsowała mu adrenalina.
Fiijo jak i Obito wpatrywali się w Atasuke.
-Atasuke?- powiedzieli oboje zdziwieni.
-Odejdź od niego, to zdrajca kla...
-Przestań- chłopak przerwał Obito- nie wmówisz mi że to on jest zły, tylko wy- Atasuke wskazał na swojego nowego mistrza. Obito drgnął, nie wiedział jak ma zareagować.
-Dokładnie Atasuke- szepnął Fiijo niczym szatan- On jest naszym wrogiem. Nie mamy już sprzymieżeńców- Atasuke bacznie przyglądał się ruchom Obito, w razie jakby chciał zaatakować.
-Co się dzieje?- pojawił się Natsuo i Setsuna.
-A co wy tu robicie?- zdziwił się Atasuke.
-Odprowadzałem Setsunę i widzieliśmy jak biegniesz za Obito sensejem. Wydało nam się to podejrzane więc...
-Szlag by to...- Fiijo popchnął Atasuke i rzucił się do ucieczki. Obito obdażył Atasuke srogim spojrzeniem i ruszył za nim.
Nie rozumiem...- powiedział w duchu Atasuke- Olał mnie by uciec. Czyli że...- Atasuke nie mógł w to uwierzyć- Fiijo naprawde jest zdrajcą. W przeciwnym razie nie uciekałby przed innym Shinobi.
-Atasuke, co się dzieje?- spytała Setsuna. Atasuke spojrzał na nich.
-Jesteśmy teraz drużyną tak?- przytakneli niepewnie.
-Nasz mistrz właśnie ściga kogoś, kto prawdopodbnie dopuścił się zdrady. Musimy mu pomóc- powiedzał.
-Ale...- zaczęła Setsuna- Obito jest joninem, nie wydaje się wam że będziemy mu tylko przeszkadzać?
-Nie- powiedział stanowczo Natsuo- Atasuke ma racje, musimy za nimi iść. To nasz obowiązek.
Cała trójka ruszyła w ich kierunku.
Jeszcze tylko chwila- pomyślał Atasuke.
Idziemy, mistrzu- powiedział w duchu Natsuo i przyśpieszył.
Czy znasz ból? Czy znasz smutek i towarzyszące mu łzy? Jeśli nie, to znaczy, że nie znasz siebie. Jeśli tak, łatwiej będzie zrozumieć Ci teraźniejszość. Zapoznam was z historią młodego Uchihy, który dopiero zmierzy się z tymi zmaganiami w postaci przyszłości. Może bliskiej, może dalekiej.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz