Przepraszam, że tyle czasu mnie nie było, teraz myślę, że bez większych komplikacji będę mógł udzielać się na blogu. Miłego czytania :)
W ciągu dwóch dni Itachi zajął stanowisko przywódcy, stojąc na dachu budynku Hokage. Starszyzna wręczyła mu Hokagowski Kapelusz symbolizujący to stanowisko i ubrali go w szatę Hokagę.
W ciągu dwóch dni Itachi zajął stanowisko przywódcy, stojąc na dachu budynku Hokage. Starszyzna wręczyła mu Hokagowski Kapelusz symbolizujący to stanowisko i ubrali go w szatę Hokagę.
Itachi zbliżył się do barierki, pod budynkiem czekała cała wisoka, mieszkańcy, Jonini, Genini, Chunini, wszyscy wyczekiwali oficjalnego przedstawienia Uchiha Itachiego- Piętego Hokage.
Wioska powoli wracała do życia. Odbudowy rażą swoją szybkością i efektami. Dla mieszkańców, których domy zostały całkowicie zniszczone zostały tymczasowo osiedlone na skraju wioski, gdzie postawiono im niewielkie mieszkania. Itachi, Piąty Hokage z pomocą starszyzny nadrabiają zaległości.
Itachi jako Hokage radził sobie naprawdę nieźle, co nie uszło zdumieniu starszyzny. Wielu wciąż miało wątpliwości co do wyboru Hokage, jednak nie mogli już nic zmienić. Danzou, który wciąż tłumił w sobie wściekłość nadal sumiennie wywiązywał się ze swoich obowiązków, zachowując jedynie konieczne relacje z resztą, co w sumie wszystkim było na rękę.
Itachi jako Hokage stał się bardziej ograniczony, wioska zyskała silnego przywódcę, jednak utraciła najlepszego dysponowanego shinobi od zadań specjalnych.
Natsuo nie dowiedział się, że Trzeci zginął z jego ręki, gdy był bezbronny. W jego wieku mogło to poważnie odbić się na jego psychice w formie poczucia winy a może nawet wywołać depresję. Prawda została zachowana wśród tych co już wiedzą, po długiej debacie stwierdzono, iż nie ma sensu wyciągać konsekwencji z owego czynu, jakoż to nie Natsuo zabił Trzeciego, a ktoś inny jego rękoma. Dziś drużyna Natsuo, podobnie jak reszta, jest wysyłana na misje.
- Wasza misja ma na celu udać się do osady klanu Yuuguki i odebrania dokumentu przeznaczonego dla mnie- mówił Itachi do drużyny Obito- Jest to misja najniższej rangi, więc nie powinno być z nią kłopotu. Niestety jestem zmuszony was podzielić- zaskoczył tym całą drużynę- Na tę misję wysyłam Natsuo z Atasuke, ryzyko zagrożenia jest minimalne. Obito i Setsuna przyłączą się do drużyny Asumy w misji, w której to będziecie eskortować ważną przesyłkę do wioski mgły. O reszcie szczegółów poinformuje was Asuma, spotykacie się po południu- skończył.
- Hai- przytaknął Obito z lekkim skłonem,
- Wy zaś- spojrzał na dwóch chłopców- Udacie się tam już teraz. Macie tutaj mapę, która zaprowadzi was do osady. Bądźcie ostrożni, w lesie czai się dużo zbirów- uprzedził- Nie wątpię w wasze zdolności- dodał na koniec patrząc na nich swoim chłodnym, opanowanym wzrokiem, który Natsuo w myślach skomentował "Czy każdy silny Uchiha musi mieć taki wzrok?", przy czym spojrzał ukradkiem na skupionego na słuchaniu Atasuke.
Młodzi Uchiha i Okazaki spotkali szli przez leśną drogę w ciszy. Atasuke nie był zbyt rozmowny z natury a Natsuo nie miał tematu żeby z nim zacząć, panowała między nimi jakaś dziwna atmosfera. Nie rozmawiali od dnia ataku na wioskę.
Atasuke ubrany w swój czarny kostium bez rękawów, natomiast z długimi aż za łokiec rękawice z obnażonymi palcami. Na nogach równie długie getry wciśnięte w buty i na plecach symbol Uchiha.
Natsuo natomiast ubrany w swój klasyczny granatowy podkoszulek i szare spodnie 3/4.
Szli nieprzerwanym krokiem, naburmuszony Natsuo z rękoma założonymi za głowę patrzył w plecy towarzysza idącym kilka kroków przed nim.
- Aleś dzisiaj wygadany...- napomknął mając cichą nadzieję na jakąś odpowiedź, nic podobnego nie nastąpiło.
Blondyn naburmuszył się jeszcze bardziej lecz nie ustępował w próbach.
- Nie sądzisz, że to nieco niesprawiedliwe wysyłać nas na tak banalną misję?- odezwał się znów, po chwili ciszy kontynuował- Myślę, że nasze umiejętności dowodzą, że nadajemy się do bardziej poważnych misji. Atasuke wciąż nie odpowiadał a jego chód pozostawał niezakłócony.
- No weź! Chyba nie będziesz milczał i ignorował mnie przez całą drogę?! Zbulwersowany zachowaniem kolegi złapał go za ramie by obrócić w swoją stronę.
- Przynajmniej na mnie patrzy gdy...- zaciął się widząc niewzruszony wzrok Atasuke.
- Czego ty chcesz?- warknął Uchiha. Natsuo nie rozumiał zachowania bruneta. Stał jak wryty nic nie odpowiadając. Atasuke widząc, że chłopak się zawahał odwrócił się i ruszył dalej.
Natsuo również ruszył dalej, jednak nic już nie mówił. Zastanawiał się jednak co jest powodem zachowania Atasuke. Nie wiedział że jest nim on sam. Atasuke wciąż miał w głowie obraz walki z blondynem podczas ataku na wioskę. Owszem, Natsuo nie był sobą, jednak ten kto nimi sterował mógł jedynie wykorzystać ich aktualne możliwości. To co robił Natsuo podczas ataku było niesamowite, wielu Joninów było w szoku i nie wiedziało co robić. Co prawda Atasuke w instynktownym działaniu uratował sprawę dając im na tacy sposób pokonania opętanych geninów bez wyrządzania im krzywdy, jednak w przeciwieństwie do nich on przestał patrzeć na bezpieczeństwo młodszego pokolenia. Sam tego nie rozumiał, lecz podejrzewał, że wpadł na to z racji tego, że sam był opętany.
'Jak taki nieudacznik mógł w tak krótkim czasie posiąść siłę mogącą tak zniszczyć wioskę?' zastanawiał się brunet mając w głowie obraz wodnego smoka niszczącego budynki wioski 'I jak silny jeszcze może się stać?' Nie ulegało wątpliwości, że nadal nie był zbyt dobry w kontroli chakry, jednak to nie przeszkadza mu w przywołaniu tej wodnej bestii. 'Jaki skrywasz w sobie potencjał, Natsuo?' pytał się w myślach, nie rozumiał czemu ale narastało w nim poczucie zagrożenia, świadomość, że może mieć rywala.
- Czcigodny piąty- do gabinetu Hokage weszli dwaj członkowie starszyzny. Itachi podniósł na nich wzrok zza biurka czekając na to co chcą mu powiedzieć- Wiemy, że naprawy wioski nie doszły jeszcze do końca, jednak czas powoli zacząć myśleć o przerwanym egzaminie na chunina- powiedziała starsza.
- Myślę, że nie ma sensu powtarzania egzaminu- niemal od razu wypowiedział się Itachi- Mam nieco inną, oryginalną ideę ukończenia egzaminu- powiedział zaciekawiając starszyznę. Patrzył im głęboko w oczy i rozpoczął tłumaczenie.
- Robi się ciemno- po całym dniu milczenia w końcu odezwał się Natsuo- Nie ma szans, by przed zmrokiem dotrzeć na miejsce. Atasuke zatrzymał się.
- Rozbijemy obóz- odezwał się spokojniejszym tonem niż poprzednio. Skręcili w prawo pierwszą napotkaną ścieżką wiodącą wgłąb lasu i znaleźli odpowiednią miejscówkę do rozbicia obozu. Zdjęli plecaki i rzucili je pod sosnę, która (jak widać od dawna) leżała sucha na ziemi. Podczas gdy Atasuke szukał czegoś w plecaku Natsuo oznajmił, że udaje się poszukać jakiegoś chrustu, by rozpalić ognisko i nie czekając na odpowiedź zniknął za drzewami.
Las nie był zbyt gęsty w tym rejonie, Atasuke rozglądał się dookoła. Umiejscowili się wystarczająco daleko od głównej drogi, by nie zostać zauważonym przez wędrownych. Natsuo wrócił z ramionami pełnymi suchego drewna, podczas gdy miejsce na palenisko było już przygotowane przez Atasuke. Okrąg przygotowany z kamieni wystarczająco blisko miejsc, w których będą spać.
By było szybciej, razem ułożyli patyki do palenia, jednak przez następne kilka długich minut Natsuo miał problem z rozpaleniem ognia. Poirytowany Atasuke zabrał od niego krzemienie i po kilku stuknięciach posypały się iskry.
Jednak podobnie jak w przypadku blondyna nie wywołały one ognia. Atasuke spróbował jeszcze raz i odniósł ten sam efekt, czyli żaden. Spojrzał kątem oka na próbującego powstrzymać uśmiech Natsuo i z większą agresywnością spróbował raz jeszcze. Chrust zapalił się ulatniając trochę dymu, jednak zgasł ponownie.
- Co to ma być...- bulwersował się pod nosem. Natsuo stojąc kawałek za nim podpierał się o drzewo i trzymając za usta tłumił śmiech- Z czego rżysz idioto!- warknął do niego. Natsuo przestał się trząść i z rozbawioną miną spojrzał przez ramie na Atasuke, po czym gwałtownie obrócił głowę łapiąc się za usta by nie wybuchnąć śmiechem. Zdenerwowany Atasuke wziął kilka głębszych oddechów by się uspokoić i spróbował raz jeszcze, tym razem na spokojnie. BEZ SKUTKU.
- CHOLERNE KAMIENIE!- narzekał depcząc stos drewna w napadzie wściekłości- Zamknij się!- rzucił w blondyna krzemieniem a ten po oberwaniu w głowę niemal się przewrócił.
- Nie rzucaj we mnie głąbie!- odkrzyknął odgrażając się pięścią- Nie moja wina, że nie potrafisz rozpalić ogniska.
- Gdybyś nie stał za mną i nie śmiał się to bym rozpalił!- odkrzyknął.
- Po prostu nie umiesz- droczył się Natsuo pokazując głupią minę.
- Zabiję cię gnoju- mówił Atasuke podniesionym tonem rzucając w niego drugim krzemieniem. Natsuo postanowił się obronić i szybko rzucił tym, którym wcześniej oberwał. Kamienie spotkały się po drodze i w wyniku zderzenia posypały się iskry, które spadły między innymi na podeptany chrust podpalając go.
W wyniku tego zdarzenia zaprzestali sporu, zachowując jednak godność i nie odzywając się do drugiego.
Nocną wartę wziął Atasuke, z racji tego, że Natsuo zasnął wcześniej, gdy to Atasuke zaczął się rozpakowywać i przygotowywać do ułożenia się do snu.
Wyruszyli wczesnym rankiem, spakowali się dosyć szybko, wrócili na główną ścieżkę i kierowali się dalej, będąc niecałe pół dnia od osady Yuuguki.
Było już późne popołudnie, gdy ujrzeli bramy od tej faktycznie niewielkiej osady. Strażnicy gdy dowiedzieli się o pochodzeniu obojka geninów otworzyli im bramę i zaprowadzili wpuścili do środka.
Ta niepozornie mała osada od wewnątrz wydawała się być całkiem duża. Spodziewali się raczej drewnianych szałasów a większość budynków to, owszem drewniane, ale solidne konstrukcje małych domów.
Szli prowadzeni przez środek osady aż w końcu dotarli do nieco bardziej charakterystycznego domku, w którym mieszkał przywódca osady. Wprowadzeni do środka zostali przywitani przez nieco starszego, posiwiałego mężczyznę ubranego w biało- zielono- niebieską płachtę.
- Witajcie młodzi Konoszanie- przywitał ich ciepło- Co was sprowadza w nasze skromne progi?
- Przysłał nas Piąty Hokage- wyjaśnił Atasuke wyciągając z kieszonki zwój pergaminu z Hokagowską pieczęcią- W tym liście zostało wszystko wyjaśnione- to powiedziawszy zbliżył się niec i z lekkim ukłonem podał list wodzowi. W ciągu następnej chwili w pomieszczeniu panowała cisza którą od czasu do czasu przerwał pomruk zaczytanego wodza.
- Sokka...- powiedział w końcu po przeczytaniu listu. Zwinął go z powrotem i podał jakiemuś służącemu.
- Wasz Hokage przysłał was tu po cenne informacje, które muszą trafić bezpośrednio do rąk waszego przywódcy- mówił już nieco poważniejszym tonem- Kiedy już wam go dam, musicie pilnować go jak oka w głowie.
- Tak jest- odpowiedzieli.
- Do tej pory jednak- uśmiechnął się promiennie- Chciałbym abyście zagościli u nas na dzisiejszej kolacji- zaoferował. Zaskoczeni chłopcy spojrzeli po sobie.
- Dostaliśmy rozkaz bezzwłocznego powrotu- zaczął ich tłumaczyć Atasuke.
- Spokojnie młodzi genini- uspokoił ich ruchem ręki i uśmiechem- Zbliża się wieczór a nocą po lesie grasują różne niebezpieczne zbiry. Zjecie i przenocujecie u nas, uzupełnicie drobne zapasy i wyruszycie o świcie. Obaj genini ponownie spojrzeli po sobie i skinęli lekko głowami.
- Hai!- ukłonili się- Dziękujemy za ofertę, chętnie skorzystamy- dodał Natsuo.
Dostali skromny, dwuosobowy pokój w domku gościnnym, wieczorem mieli po nich przysłać kogoś by zaprowadził ich na wspólną kolację z wodzem.
- Ciekawe co to za informacje- zaczął Natsuo, ponownie zostali sami ze sobą, tkwiąc w milczeniu- Pewnie informacje dotyczące innych wiosek lub organizacji. Jak sądzisz?
- Nie interesuje mnie to- odparł bezinteresownie Atasuke- Co innego mnie zastanawia.
- Hmmm..?- zdziwił się blondyn spoglądając na Atasuke.
- Jeśli te informacje są tak pilne istnieje zagrożenie, że ktoś spróbuje je odebrać- wyjaśnił- Jest wielu takich, co by chciało je skraść i sprzedać innym wioskom.
- Ale Hokage powiedział, że...
- Tak wiem, zagrożenie jest minimalne, jednak nie zerowe- spojrzał na Natsuo- Dlatego nie wysłał żadnego z nas z osobna, we dwóch jesteśmy silniejsi.
- Dlatego pewnie przydzielił mi ciebie, jako ten silniejszy i bardziej ogarnięty możesz na spokojnie poprowadzić taką misję- powiedział Natsuo z trudem wypowiadając przez usta słowo "silniejszy".
Atasuke spojrzał ukradkiem na blondyna. W jego głowie znowu pojawiły się nieprzyjemne myśli, w których to Natsuo wcale nie musiał być tym słabszym. Nie znał swojego pełnego potencjału, więc był ograniczony w ocenie, jednak znając możliwości Natsuo był w stanie ich ze sobą porównać na podobnym poziomie, patrząc na swój poziom nieco krytycznie.
- Tak...- powiedział cicho- Na wszelki wypadek bądźmy jutro czujni.
Niedługo potem udali się na ucztę, gdyż posłano po nich. Najedli się do syta, choć skromnie sięgali po jedzenie i picie. Wódz nieco się upijając zaczął opowiadać jakim to Wioska Liścia nie jest ogromnym wsparciem dla jego osady. Że bez jej pomocy osada nie miałaby szans na przetrwanie.
Czas mijał miło, zakłopotani genini musieli wysłuchiwać pochwał dotyczących swojej wioski, oklaskiwani na rozkaz wodza niejednokrotnie. Atasuke jako przedstawiciel Uchiha miał najbardziej zakłopotaną sytuację, gdy to wódz wspomniał jak Konoszańska policja wsparła ich podczas napaści dużej grupy bandytów, za co (jak wspomniał wiele razy) są ów klanowi bardzo wdzięczni.
Nadszedł czas, w którym zabrakło już jedzenie a wódz był wystarczająco wcięty, by służba i rodzina przeprosiła wszystkich, podziękowała za posiłek i poprosiła o powrót do swoich domów. Atasuke i Natsuo stali właśnie przed wejściem i w towarzystwie ukłonów jeszcze raz podziękowali gospodarzom za posiłek.
Włożyli buty i opuścili dom kierując się do swojego, nad ich głowami niebo ozdobione było pięknym, gęstym zbiorem gwiazd a noc już cicha i spokojna.
- Coś nie tak?- spytał Atasuke widząc zaniepokojoną twarz Natsuo.
- Nie, tylko nie jestem przyzwyczajony do tak cichych nocy- mówi.
- Wracajmy już- powiedział Atasuke po rozejrzeniu się, 'Mnie również ogarnęło to dziwne uczucie niepewności'.
Dotarli do siebie i bez słowa przygotowali sobie karimaty do snu wraz z czystą gościnną pościelą, która już na nich czekała. Niedługo potem już leżeli pod kocami.
Późna noc, Natsuo spał dysząc lekko przez sen. Atasuke przebudził się właśnie z koszmaru. Często śni mu się ten widok śmierci Fiijo, i słowa które wypowiadał do niego niemal błagając "Weź je, Aasuke! Weź te oczy!".
Zobaczył na ścianie szybki ruch cienia na płótnie ścian, którego źródło było gdzieś z zewnątrz. Nie zdążył się przyjrzeć, ale przypominało to ruch człowieka, a raczej bieg po dachu.
Nie mając nic lepszego do roboty wstał i otworzył rozsuwane drzwi i rozejrzał się. Ponownie zobaczył znikający za dachem domu wodza ruch. Zaniepokojony postanowił to sprawdzić, nie budząc Natsuo ubrał buty i bezszelestnie zamknął za sobą drzwi.
Ruszył cichym biegiem w stronę domu władcy, jednak by nie wzbudzić podejrzeń w potencjalnych intruzach wskoczył na dach i skacząc z jednego na drugi tak się przemieszczał.
Dotarł do celu. Zatrzymał się na dachu domu wodza i zeskoczył z niego od tyłu domu bezdźwięcznie lądując na ugiętych nogach.
Ostrożnie wszedł do środka i skradając się po najciemniejszych stronach pomieszczeń udał się w stronę sypialni wodza.
Drzwi były delikatnie rozchylone, więc zajrzał przez nie pół okiem.
Nieco zamurował go widok dwóchm dosyć wysokich mężczyzn ubranych na czarno, szperających cicho po różnych szufladach. 'Szukając informacji?'
Nie wiedział z początku jak zareagować. 'Cholera, mogłem jednak obudzić Natsuo' miał wątpliwości, czy byłby w stanie dać radę im obu. Nagle zobaczył, jak jeden znajduje zwój. Pokazuje go koledze, obaj skinęli głową i jeden wyciąga kunai i jakąś opaskę z ochraniaczem. Zszokował go widok symbolu liścia na owym ochraniaczu. Bandyta skierował kunai w górę i na chwilę spojrzał na ofiarę, po czym ostrze runęło w dół. 'Cholera..!'
Młody Uchiha wpadł do pokoju z kunaiem w ręku i o mocno zgiętych nogach utrzymał pozycję między wodzem a zabójcą zbijając jego kunai, po czym w podskoku z obrotem złapał go i kopniakiem odpędził od siebie bandytę. Wylądował na nieco ugiętych nogach, jedna ręka z kunaiem bardziej na boku, druga zgięta zakrywała dolną część twarzy również trzymając kunai. Podniósł wzrok na obu zdziwionych bandytów, pokazując im swojego sharingana. 'Jeśłi nie dam rady im sam, zrobię na tyle hałasu by obudzić resztę' podsumował sobie.
- Kim jesteście i czego chcecie?- spytał chłodnym i głośnym tonem. Nie łudził się, że wódz się zbudzi, był zbyt wstawiony poprzedniego wieczoru by teraz wstać przez czujność.
- Nie twój interes młody- odpowiedział jeden- Niepotrzebnie tu przychodziłeś, to twój ostatni błąd.
Atasuke nie odpowiedział na groźbę, Nie bał się ich, lecz o to, że nie zdoła w walce obronić wodza.
'Muszę ich jakoś wyprowadzić na zewnątrz'
- Radzę oddać ten zwój, nie należy do was- stwierdził.
- A kim ty jesteś, żeby nam rozkazywać?- zadrwił jeden- Zajmij się nim- polecił drugiemu chowając zwój w tylniej kieszeni, po czym wybiegł z pomieszczenia. Atasuke klnąc w myślach rzucił się za nim, jednak niespodziewanie szybko ten drugi zastąpił mu drogę wyprowadzając szybkie i krótkie cięcie kunai. Atasuke zatrzymał się nieco zszokowany i szybkim spontanicznym ruchem odseparował uderzenie cofając się o dwa kroki. Nie zdążył dobrze spojrzeć na przeciwnika już został zmuszony do uchylenia się przed kolejnym cięciem. Kolejne kilka uników aż w końcu uskoczył bokiem i znajdując się za nim celował jednym kunaiem w potylicę przeciwnika. Ten jednak był szybszy i zablokował uderzenie z taką siłą, że wytrącił z ręki kunai Atasuke, zostawiając go z jednym.
- Za wolno- podsumował ironicznie i wyprowadził wysokie kopnięcie na twarz chłopaka.
Ten ponownie przemknął bokiem i silnym hakiem powalił napastnika na ziemię, Nadając prędkości i siłę nodze z obrotem wstał i chciał dobić mężczyznę piętą, jednak ten ją złapał i rzucił Atasuke w ścianę. Nie była ona zrobiona ze zbyt solidnego drewna więc gdy o nią uderzył plecami zrobił w niej dosyć duże pęknięcie. Trzask wybudził ze snu wodza, który nieświadomy tego co się dzieje rozejrzał się po sypialni. Nim zdążył zareagować na widok intruza oberwał kopniakiem w klatkę piersiową co cisnęło nim aż pod znajdującą sie za nim ścianę. Zamachowiec doskoczył do niego by dobić go kunaiem lecz ponownie obronił go Atasuke, który kopniakim zbił atak po czym jednak sam oberwał kunaiem w twarz, w postaci rozcięcia na policzku. Gdyby nie sharingan nie zdołałby uniknąć następnego pchnięcia wycelowanego w serce chłopaka.
- Co tu się dzieje?!- wrzasnął wódz stając na nogi.
- Proszę się ukryć!- wrzasnął Atasuke stojąc przed nim w pozycji bojowej.
- Uparty gnój- warknął bandyta formując kilka pieczęci, po czym rzucił w nich kilkoma shurikenami otoczonymi błyskawicą. Atasuke błyskawicznie przygotował kontrę i po kilku pieczęciach jego prawą dłoń z kunaiem otoczyła błyskawica, dzięki czemu błyskawicznym ruchem zbił gwiazdki ninja i niemal w tym samym momencie cisnął w zabójcę swoim kunaiem, który dzięki błyskawicy osiągnął niezwykłą prędkość. Nieco zszokowany zbój z ledwością się odsunął bokiem, jednak nieregularna błyskawica mijając go zrobiła mu niezbyt szkodliwe rozcięcie na klatce piersiowej. Atasuke wykorzystał element zaskoczenia i doskoczył do niego. Gdy ten się znalazł już koło niego podskoczył i wyprowadził silne kopnięcie w głowę bandyty. Zasłonił się ręką, lecz nie przed głównym uderzeniem. Atasuke już w locie formował pieczęcie do kuili ognia, która z dużą siłą wyrzuciła przeciwnika na zewnątrz roztrzaskując i podpalając drewnianą konstrukcję domu. Wszyscy opuścili dom, Atasuke w gotowości czekał na ruch przeciwnika, gdyż od momentu jak wyrzucił go z domu stracił go z oczu.
- Proszę się ukryć!- krzyknął do wodza, hałas na pewno kogoś obudził. Usłyszał głos na dachu najbliższego domu.
- Nieźle jak na genina- powiedział bandyta ściągając z siebie resztki podartej i podpalonej czarnej bluzy. był teraz bez koszuli i bez maski (którą obaj mieli na całej twarzy z otworem na oczy). Nie znał go, ani wódz też chyba nie poznał.
- Kim ty do cholery jesteś?!- oburzył się wódz. Kilkoro mieszkańców niepewnie wyglądało przez okna a dookoła zebrało się kilkunastu strażników.
- To nie jest ważne- powiedział, jego wzrok zatrzymał się na Atasuke- Ciekawe ile dostanę za te oczy?- spytał sam siebie, wzbudzając niepokój w Atasuke.
Drugi zbój biegł już poza osadą kierując się na północny-wschód. Zatrzymał go atak serią kilku shurikenów, które był zmuszony odbić.
Zatrzymał się na gałęzi drzewa i obejrzał. Naprzeciw niemu, jakieś 15 metrów, stał również na gałęzi blondwłosy chłopak.
- Jesteś albo bardzo silnym i pewnym siebie geninem- zaczął ironicznie mężczyzna- albo bardzo głupim.
- Oddaj zwój, kimkolwiek jesteś- powiedział Natsuo starając się zachować zimną krew, naśladując podejście Atasuke.
Zbudził się, gdy Uchiha opuścił już ich domek. Po krótkim czasie udał się za nim i gdy dotarł pod dom wodza zobaczył jak stojący naprzeciw zbój oddala się ze zwojem. Wolałby zostać i pomóc Atasuke, we dwóch byli silniejsi, jednak wiedział, że stracą cenne dla Hokage informacje. Więc ruszył za nim.
- Jednak to tylko głupi dzieciak- zakpił bandyta formując kilka pieczęci i wypuszczając ku Natsuo kulę ognia.
'Pf... kula ognia Atasuke robi większe wrażenie' zakpił z przeciwnika. Ugiął nogi dla lepszego wybicia i przeskoczył na inną gałąź, z której zaatakował wroga dwoma seriami rzutów shurikenami. Ten kunaiem obronił się przed pierwszą, przed drugą jednak musiał już zbiec. Tam zorientował się, że stracił Natsuo z pola widzenia. Ostrożnie rozglądał się.
Coś poruszało się w koronie drzew po lewej stronie mężczyzny, rzucił tam niemal momentalnie kunai i po chwili spomiędzy liści wyleciał kunai Natsuo, opadając powoli w dół spadochronie zrobionym z chusty.
Była to zmyłka, Natsuo pojawił się z prawej wyprowadzając kopniak z wyskoku celując w twarz.
W ostatniej niemal chwili bandyta uniknął ciosu i złapał Natsuo za szyję, a że stał na gałęzi to przybił go do kłody drzewa.
- Ugh..- blondyn tracił dostęp do powietrza.
- Takich sztuczek uczy się w akademii- zakpił ponownie mężczyzna- Nie myślałeś chyba, że masz do czynienia z geninem?
- Nie ważne..- warknął przez zęby Natsuo- Najważniejsze jest wykonanie zadania... Ten zwój jest nasz!- kopniakiem podbił boczną kieszeń zbója i wyskoczył z niej pergamin. Przeciwnik chwilowo na niego spojrzał, a Natsuo splunął mu na twarz silnym strumieniem wody, przed czym niepostrzeżenie sformował niezbędną pieczęć.
Mężczyzna spadł na ziemie, przemoczony i w dosyć sporej kałuży wody. Natsuo nie przechwycił jednak zwoju, gdyż zbój złapał go z powrotem, gdy tylko oberwał wodą.
- Cholera- zaklął Natsuo. Wybił się z gałęzi na nieco oddalone inne drzewo, w locie atakując zbója kolejnym to strumieniem wody z ust. Mężczyzna uciekał od kontaktu z wodą czekając na dogodną pozycję, by zaatakować.
Trwało to mniej niż minutę, Natsuo przeskakiwał z miejsca na miejsce lejąc wodne ataki, przeciwnik biegał i skakał stopniowo i planowo zbliżając się do chłopaka. W końcu był na tyle blisko by niespodziewanie skoczyć ku chłopakowi i kopniakiem sprowadzić go na ziemię. Natsuo zdążył co prawda zasłonić się słabą gardą, jednak siła przeciwnika bezlitośnie cisnęła nim w dół.
Uderzył plecami w ziemię, która znajdowała się pod cienką powierzchnią wody. Zbój już spadał ku Natsuo z kunaiem w ręku, chcąc go wbić w chłopaka.
Tuż przed uderzeniem Natsuo uśmiechnął się z lekka i po prostu zniknął.
Zamaskowany mężczyzna wyprostował się i rozglądał. 'Woda?' pomyślał. Natsuo pojawił się parę metrów za nim.
- Teraz jesteś na moim terenie- powiedział- I teraz to ja ustalam zasady gry.
- Chłopcze- mężczyzna obrócił się ku niemu- Powiedzmy sobie tak szczerze, co ty mi takiego możesz zrobić?
- Tylko patrz!- krzyknął rzucając się biegiem w jego stronę z kunaiem w ręku. Zbliżając się przygotował się do cięcia od lewej po czym przystąpił do planowanego uderzenia. Mężczyzna przyjął postawę i wyprowadził o wiele szybszą kontrę, wtedy jednak Natsuo ponownie zniknął. Planował to od początku.
Pojawił się za nim niemal w tej samej chwili, w której zniknął i rozciął mu bok, skąd trysnęła krew. Mężczyzna zrobił kilka kroków w przeciwną stronę i złapał się za krwawiący bok. Spojrzał w stronę chłopca ale jego znowu już nie było. Kolejny raz Natsuo zranił przeciwnika atakując od frontu i wykańczając akcję od tyłu.
- Nie tym razem- za trzecim już mężczyzna przewidział co i jak i tuż przed zniknięciem chłopca wyprowadził silne kopnięcie z pół obroty w tył. Natsuo nie zdążył tego przewidzieć i zniknął pojawiając się w miejscu, gdzie w swoim obecnym położeniu przyjął kopnięcie prosto w policzek a siła bandyty brutalnie cisnęła nim o ziemię.
- Technika dobra- mówił stojąc nad obolałym chłopcem- Gdybyś włożył w nią więcej rozsądku i taktyki byłaby nie do zatrzymania- dodał, a kunai w jego ręku zabłysł w świetle księżyca, gotowy do dobicia, które nastąpiło chwilę po jego słowach.
Atasuke wymieniał się cięciami kunaiem z bandytą, który miał go tu zatrzymać. 'Gdzie do cholery jest Natsuo?' myślał zniecierpliwiony Uchiha. Uchylił się od bocznego cięcia, końcówki jego włosów zostały ucięte i powalił przeciwnika miotełką. Ten upadł ale uniknął dobijającego ataku i potraktował Atasuke kopniakiem. Ten z kolei zasłonił się gardą i łapiąc zbója za nadgarstek wykręcił mu rękę stając do niego plecami i przerzucił go przez ramię. Chcąc dobić szybko kunaiem stracił na moment równowagę co wykorzystał przeciwnik i łapiąc młodego bruneta za szyję cisnął nim w stronę jakiegoś domku.
Chłopak uderzył w ścianę z taką siłą, że pojawiły się pęknięcia, po czym osunął się na ziemię.
Bandyta zbliżał się spokojnym krokiem, Atasuke nie mógł się podnieść, podczas gdy wystraszeni mieszkańcy bali się zrobić cokolwiek więcej niż patrzenie przez okna swoich domów.
- Zostaw go!- krzyknął wódz uderzając niewielką belką drewna, która była odłamkiem ściany z jego domu, w plecy mężczyzny. Ten pod wpływem uderzenia zrobił kilka chwiejnych kroków w tył i po chwili spojrzał za siebie na wodza. Wyprostował się i ruszył w jego stronę a na jego gołych plecach powoli pojawiał się już czerwony ślad po uderzeniu.
- Powinniśmy najpierw cię zabić- mówił wprawiając wodza w przerażenie z każdym krokiem- Podłożyć ochraniacz tego gnojka i dopiero potem ukraść zwój. Byłby mniejszy kłopot.
- Katoon! Gokuyakyu no Jutsu!- potężny ognisty pocisk natarł na bandytę od strony Atasyke, który klęcząc na jedno kolano nie dopuścił do zabicia wodza. Mężczyzna odwrócił się ku atakującemu i formując kilka pieczęci uderzył w ziemię stawiając przed sobą skalną ścianę obronna. Ognisty atak zniszczył ją całkowicie jednak nie dotarł do bandyty, został tylko dym.
Mężczyzna ruszył biegiem chcąc zaatakować chłopaka niespodziewanie z dumu, jednak coś zatrzymało go w połowie drogi.
Niezwykle piskliwe dźwięki towarzyszyły błyskawici zakończonej czymś na kształt ptaka z rozłorzynymi skrzydłami, który przebił na wylot bandytę i utkwił w jego ciele.
Mężczyzna wielkimi oczami patrzył się na swój brzuch, w który wbita była błyskawica wypuszczona przez Atasuke. Chłopak stając na nogach szarpnął ręką wyrywając z ciała mężczyzny ptaka błyskawicy i dezaktywując go.
Bandyta jakby bolesnym kaszlem z krwią zachwiał się na nogach i upadł na ziemię drgając z bólu.
Wódz i mieszkańcy, którzy stopniowo zaczęli wychodzić z domu patrzyli na plac gdzie właśnie skończyła się walka. Atasuke otarł krew z kącika ust i spojrzał na wodza, który odczuwał niepokój gdy chłopak na niego patrzył.
- Proszę uspokoić mieszkańców- powiedział po chwili- Muszę jeszcze dogonić tego drugiego ze zwojem.
- Uważaj na siebie!- uprzedził wódz gdy Atasuke już ruszył w pościg za pierwszym zbójem.
'Nie mam czasu szukać Natsuo' myślał skacząc z drzewa na drzewo 'Znając życie Natsuo i tak nie śpi, tylko już dawno ruszył za tym złodziejem. '
Natsuo ponownie zniknął i tym razem pojawił się kilka metrów dalej nie nacierając już na wroga.
- Nie niedoceniaj mnie- ostrzegł Natsuo i po chwili zdeterminowany i niezwykle opanowany dokonał czegoś, czego nie zrobił nawet pod wpływem Paina. Atasuke, który właśnie dotarł na miejsce zatrzymał się i nie dowierzał własnym oczom.
Natsuo przywołal wielkiego, wodnego smoka. W pełnej jego formie, bez żadnych niedoskonałości, dlaczego tak zatkało Atasuke? A no dlatego, że nie musiał już w nim siedzieć by go kontrolować.
- Wasza misja ma na celu udać się do osady klanu Yuuguki i odebrania dokumentu przeznaczonego dla mnie- mówił Itachi do drużyny Obito- Jest to misja najniższej rangi, więc nie powinno być z nią kłopotu. Niestety jestem zmuszony was podzielić- zaskoczył tym całą drużynę- Na tę misję wysyłam Natsuo z Atasuke, ryzyko zagrożenia jest minimalne. Obito i Setsuna przyłączą się do drużyny Asumy w misji, w której to będziecie eskortować ważną przesyłkę do wioski mgły. O reszcie szczegółów poinformuje was Asuma, spotykacie się po południu- skończył.
- Hai- przytaknął Obito z lekkim skłonem,
- Wy zaś- spojrzał na dwóch chłopców- Udacie się tam już teraz. Macie tutaj mapę, która zaprowadzi was do osady. Bądźcie ostrożni, w lesie czai się dużo zbirów- uprzedził- Nie wątpię w wasze zdolności- dodał na koniec patrząc na nich swoim chłodnym, opanowanym wzrokiem, który Natsuo w myślach skomentował "Czy każdy silny Uchiha musi mieć taki wzrok?", przy czym spojrzał ukradkiem na skupionego na słuchaniu Atasuke.
Młodzi Uchiha i Okazaki spotkali szli przez leśną drogę w ciszy. Atasuke nie był zbyt rozmowny z natury a Natsuo nie miał tematu żeby z nim zacząć, panowała między nimi jakaś dziwna atmosfera. Nie rozmawiali od dnia ataku na wioskę.
Atasuke ubrany w swój czarny kostium bez rękawów, natomiast z długimi aż za łokiec rękawice z obnażonymi palcami. Na nogach równie długie getry wciśnięte w buty i na plecach symbol Uchiha.
Natsuo natomiast ubrany w swój klasyczny granatowy podkoszulek i szare spodnie 3/4.
Szli nieprzerwanym krokiem, naburmuszony Natsuo z rękoma założonymi za głowę patrzył w plecy towarzysza idącym kilka kroków przed nim.
- Aleś dzisiaj wygadany...- napomknął mając cichą nadzieję na jakąś odpowiedź, nic podobnego nie nastąpiło.
Blondyn naburmuszył się jeszcze bardziej lecz nie ustępował w próbach.
- Nie sądzisz, że to nieco niesprawiedliwe wysyłać nas na tak banalną misję?- odezwał się znów, po chwili ciszy kontynuował- Myślę, że nasze umiejętności dowodzą, że nadajemy się do bardziej poważnych misji. Atasuke wciąż nie odpowiadał a jego chód pozostawał niezakłócony.
- No weź! Chyba nie będziesz milczał i ignorował mnie przez całą drogę?! Zbulwersowany zachowaniem kolegi złapał go za ramie by obrócić w swoją stronę.
- Przynajmniej na mnie patrzy gdy...- zaciął się widząc niewzruszony wzrok Atasuke.
- Czego ty chcesz?- warknął Uchiha. Natsuo nie rozumiał zachowania bruneta. Stał jak wryty nic nie odpowiadając. Atasuke widząc, że chłopak się zawahał odwrócił się i ruszył dalej.
Natsuo również ruszył dalej, jednak nic już nie mówił. Zastanawiał się jednak co jest powodem zachowania Atasuke. Nie wiedział że jest nim on sam. Atasuke wciąż miał w głowie obraz walki z blondynem podczas ataku na wioskę. Owszem, Natsuo nie był sobą, jednak ten kto nimi sterował mógł jedynie wykorzystać ich aktualne możliwości. To co robił Natsuo podczas ataku było niesamowite, wielu Joninów było w szoku i nie wiedziało co robić. Co prawda Atasuke w instynktownym działaniu uratował sprawę dając im na tacy sposób pokonania opętanych geninów bez wyrządzania im krzywdy, jednak w przeciwieństwie do nich on przestał patrzeć na bezpieczeństwo młodszego pokolenia. Sam tego nie rozumiał, lecz podejrzewał, że wpadł na to z racji tego, że sam był opętany.
'Jak taki nieudacznik mógł w tak krótkim czasie posiąść siłę mogącą tak zniszczyć wioskę?' zastanawiał się brunet mając w głowie obraz wodnego smoka niszczącego budynki wioski 'I jak silny jeszcze może się stać?' Nie ulegało wątpliwości, że nadal nie był zbyt dobry w kontroli chakry, jednak to nie przeszkadza mu w przywołaniu tej wodnej bestii. 'Jaki skrywasz w sobie potencjał, Natsuo?' pytał się w myślach, nie rozumiał czemu ale narastało w nim poczucie zagrożenia, świadomość, że może mieć rywala.
- Czcigodny piąty- do gabinetu Hokage weszli dwaj członkowie starszyzny. Itachi podniósł na nich wzrok zza biurka czekając na to co chcą mu powiedzieć- Wiemy, że naprawy wioski nie doszły jeszcze do końca, jednak czas powoli zacząć myśleć o przerwanym egzaminie na chunina- powiedziała starsza.
- Myślę, że nie ma sensu powtarzania egzaminu- niemal od razu wypowiedział się Itachi- Mam nieco inną, oryginalną ideę ukończenia egzaminu- powiedział zaciekawiając starszyznę. Patrzył im głęboko w oczy i rozpoczął tłumaczenie.
- Robi się ciemno- po całym dniu milczenia w końcu odezwał się Natsuo- Nie ma szans, by przed zmrokiem dotrzeć na miejsce. Atasuke zatrzymał się.
- Rozbijemy obóz- odezwał się spokojniejszym tonem niż poprzednio. Skręcili w prawo pierwszą napotkaną ścieżką wiodącą wgłąb lasu i znaleźli odpowiednią miejscówkę do rozbicia obozu. Zdjęli plecaki i rzucili je pod sosnę, która (jak widać od dawna) leżała sucha na ziemi. Podczas gdy Atasuke szukał czegoś w plecaku Natsuo oznajmił, że udaje się poszukać jakiegoś chrustu, by rozpalić ognisko i nie czekając na odpowiedź zniknął za drzewami.
Las nie był zbyt gęsty w tym rejonie, Atasuke rozglądał się dookoła. Umiejscowili się wystarczająco daleko od głównej drogi, by nie zostać zauważonym przez wędrownych. Natsuo wrócił z ramionami pełnymi suchego drewna, podczas gdy miejsce na palenisko było już przygotowane przez Atasuke. Okrąg przygotowany z kamieni wystarczająco blisko miejsc, w których będą spać.
By było szybciej, razem ułożyli patyki do palenia, jednak przez następne kilka długich minut Natsuo miał problem z rozpaleniem ognia. Poirytowany Atasuke zabrał od niego krzemienie i po kilku stuknięciach posypały się iskry.
Jednak podobnie jak w przypadku blondyna nie wywołały one ognia. Atasuke spróbował jeszcze raz i odniósł ten sam efekt, czyli żaden. Spojrzał kątem oka na próbującego powstrzymać uśmiech Natsuo i z większą agresywnością spróbował raz jeszcze. Chrust zapalił się ulatniając trochę dymu, jednak zgasł ponownie.
- Co to ma być...- bulwersował się pod nosem. Natsuo stojąc kawałek za nim podpierał się o drzewo i trzymając za usta tłumił śmiech- Z czego rżysz idioto!- warknął do niego. Natsuo przestał się trząść i z rozbawioną miną spojrzał przez ramie na Atasuke, po czym gwałtownie obrócił głowę łapiąc się za usta by nie wybuchnąć śmiechem. Zdenerwowany Atasuke wziął kilka głębszych oddechów by się uspokoić i spróbował raz jeszcze, tym razem na spokojnie. BEZ SKUTKU.
- CHOLERNE KAMIENIE!- narzekał depcząc stos drewna w napadzie wściekłości- Zamknij się!- rzucił w blondyna krzemieniem a ten po oberwaniu w głowę niemal się przewrócił.
- Nie rzucaj we mnie głąbie!- odkrzyknął odgrażając się pięścią- Nie moja wina, że nie potrafisz rozpalić ogniska.
- Gdybyś nie stał za mną i nie śmiał się to bym rozpalił!- odkrzyknął.
- Po prostu nie umiesz- droczył się Natsuo pokazując głupią minę.
- Zabiję cię gnoju- mówił Atasuke podniesionym tonem rzucając w niego drugim krzemieniem. Natsuo postanowił się obronić i szybko rzucił tym, którym wcześniej oberwał. Kamienie spotkały się po drodze i w wyniku zderzenia posypały się iskry, które spadły między innymi na podeptany chrust podpalając go.
W wyniku tego zdarzenia zaprzestali sporu, zachowując jednak godność i nie odzywając się do drugiego.
Nocną wartę wziął Atasuke, z racji tego, że Natsuo zasnął wcześniej, gdy to Atasuke zaczął się rozpakowywać i przygotowywać do ułożenia się do snu.
Wyruszyli wczesnym rankiem, spakowali się dosyć szybko, wrócili na główną ścieżkę i kierowali się dalej, będąc niecałe pół dnia od osady Yuuguki.
Było już późne popołudnie, gdy ujrzeli bramy od tej faktycznie niewielkiej osady. Strażnicy gdy dowiedzieli się o pochodzeniu obojka geninów otworzyli im bramę i zaprowadzili wpuścili do środka.
Ta niepozornie mała osada od wewnątrz wydawała się być całkiem duża. Spodziewali się raczej drewnianych szałasów a większość budynków to, owszem drewniane, ale solidne konstrukcje małych domów.
Szli prowadzeni przez środek osady aż w końcu dotarli do nieco bardziej charakterystycznego domku, w którym mieszkał przywódca osady. Wprowadzeni do środka zostali przywitani przez nieco starszego, posiwiałego mężczyznę ubranego w biało- zielono- niebieską płachtę.
- Witajcie młodzi Konoszanie- przywitał ich ciepło- Co was sprowadza w nasze skromne progi?
- Przysłał nas Piąty Hokage- wyjaśnił Atasuke wyciągając z kieszonki zwój pergaminu z Hokagowską pieczęcią- W tym liście zostało wszystko wyjaśnione- to powiedziawszy zbliżył się niec i z lekkim ukłonem podał list wodzowi. W ciągu następnej chwili w pomieszczeniu panowała cisza którą od czasu do czasu przerwał pomruk zaczytanego wodza.
- Sokka...- powiedział w końcu po przeczytaniu listu. Zwinął go z powrotem i podał jakiemuś służącemu.
- Wasz Hokage przysłał was tu po cenne informacje, które muszą trafić bezpośrednio do rąk waszego przywódcy- mówił już nieco poważniejszym tonem- Kiedy już wam go dam, musicie pilnować go jak oka w głowie.
- Tak jest- odpowiedzieli.
- Do tej pory jednak- uśmiechnął się promiennie- Chciałbym abyście zagościli u nas na dzisiejszej kolacji- zaoferował. Zaskoczeni chłopcy spojrzeli po sobie.
- Dostaliśmy rozkaz bezzwłocznego powrotu- zaczął ich tłumaczyć Atasuke.
- Spokojnie młodzi genini- uspokoił ich ruchem ręki i uśmiechem- Zbliża się wieczór a nocą po lesie grasują różne niebezpieczne zbiry. Zjecie i przenocujecie u nas, uzupełnicie drobne zapasy i wyruszycie o świcie. Obaj genini ponownie spojrzeli po sobie i skinęli lekko głowami.
- Hai!- ukłonili się- Dziękujemy za ofertę, chętnie skorzystamy- dodał Natsuo.
Dostali skromny, dwuosobowy pokój w domku gościnnym, wieczorem mieli po nich przysłać kogoś by zaprowadził ich na wspólną kolację z wodzem.
- Ciekawe co to za informacje- zaczął Natsuo, ponownie zostali sami ze sobą, tkwiąc w milczeniu- Pewnie informacje dotyczące innych wiosek lub organizacji. Jak sądzisz?
- Nie interesuje mnie to- odparł bezinteresownie Atasuke- Co innego mnie zastanawia.
- Hmmm..?- zdziwił się blondyn spoglądając na Atasuke.
- Jeśli te informacje są tak pilne istnieje zagrożenie, że ktoś spróbuje je odebrać- wyjaśnił- Jest wielu takich, co by chciało je skraść i sprzedać innym wioskom.
- Ale Hokage powiedział, że...
- Tak wiem, zagrożenie jest minimalne, jednak nie zerowe- spojrzał na Natsuo- Dlatego nie wysłał żadnego z nas z osobna, we dwóch jesteśmy silniejsi.
- Dlatego pewnie przydzielił mi ciebie, jako ten silniejszy i bardziej ogarnięty możesz na spokojnie poprowadzić taką misję- powiedział Natsuo z trudem wypowiadając przez usta słowo "silniejszy".
Atasuke spojrzał ukradkiem na blondyna. W jego głowie znowu pojawiły się nieprzyjemne myśli, w których to Natsuo wcale nie musiał być tym słabszym. Nie znał swojego pełnego potencjału, więc był ograniczony w ocenie, jednak znając możliwości Natsuo był w stanie ich ze sobą porównać na podobnym poziomie, patrząc na swój poziom nieco krytycznie.
- Tak...- powiedział cicho- Na wszelki wypadek bądźmy jutro czujni.
Niedługo potem udali się na ucztę, gdyż posłano po nich. Najedli się do syta, choć skromnie sięgali po jedzenie i picie. Wódz nieco się upijając zaczął opowiadać jakim to Wioska Liścia nie jest ogromnym wsparciem dla jego osady. Że bez jej pomocy osada nie miałaby szans na przetrwanie.
Czas mijał miło, zakłopotani genini musieli wysłuchiwać pochwał dotyczących swojej wioski, oklaskiwani na rozkaz wodza niejednokrotnie. Atasuke jako przedstawiciel Uchiha miał najbardziej zakłopotaną sytuację, gdy to wódz wspomniał jak Konoszańska policja wsparła ich podczas napaści dużej grupy bandytów, za co (jak wspomniał wiele razy) są ów klanowi bardzo wdzięczni.
Nadszedł czas, w którym zabrakło już jedzenie a wódz był wystarczająco wcięty, by służba i rodzina przeprosiła wszystkich, podziękowała za posiłek i poprosiła o powrót do swoich domów. Atasuke i Natsuo stali właśnie przed wejściem i w towarzystwie ukłonów jeszcze raz podziękowali gospodarzom za posiłek.
Włożyli buty i opuścili dom kierując się do swojego, nad ich głowami niebo ozdobione było pięknym, gęstym zbiorem gwiazd a noc już cicha i spokojna.
- Coś nie tak?- spytał Atasuke widząc zaniepokojoną twarz Natsuo.
- Nie, tylko nie jestem przyzwyczajony do tak cichych nocy- mówi.
- Wracajmy już- powiedział Atasuke po rozejrzeniu się, 'Mnie również ogarnęło to dziwne uczucie niepewności'.
Dotarli do siebie i bez słowa przygotowali sobie karimaty do snu wraz z czystą gościnną pościelą, która już na nich czekała. Niedługo potem już leżeli pod kocami.
Późna noc, Natsuo spał dysząc lekko przez sen. Atasuke przebudził się właśnie z koszmaru. Często śni mu się ten widok śmierci Fiijo, i słowa które wypowiadał do niego niemal błagając "Weź je, Aasuke! Weź te oczy!".
Zobaczył na ścianie szybki ruch cienia na płótnie ścian, którego źródło było gdzieś z zewnątrz. Nie zdążył się przyjrzeć, ale przypominało to ruch człowieka, a raczej bieg po dachu.
Nie mając nic lepszego do roboty wstał i otworzył rozsuwane drzwi i rozejrzał się. Ponownie zobaczył znikający za dachem domu wodza ruch. Zaniepokojony postanowił to sprawdzić, nie budząc Natsuo ubrał buty i bezszelestnie zamknął za sobą drzwi.
Ruszył cichym biegiem w stronę domu władcy, jednak by nie wzbudzić podejrzeń w potencjalnych intruzach wskoczył na dach i skacząc z jednego na drugi tak się przemieszczał.
Dotarł do celu. Zatrzymał się na dachu domu wodza i zeskoczył z niego od tyłu domu bezdźwięcznie lądując na ugiętych nogach.
Ostrożnie wszedł do środka i skradając się po najciemniejszych stronach pomieszczeń udał się w stronę sypialni wodza.
Drzwi były delikatnie rozchylone, więc zajrzał przez nie pół okiem.
Nieco zamurował go widok dwóchm dosyć wysokich mężczyzn ubranych na czarno, szperających cicho po różnych szufladach. 'Szukając informacji?'
Nie wiedział z początku jak zareagować. 'Cholera, mogłem jednak obudzić Natsuo' miał wątpliwości, czy byłby w stanie dać radę im obu. Nagle zobaczył, jak jeden znajduje zwój. Pokazuje go koledze, obaj skinęli głową i jeden wyciąga kunai i jakąś opaskę z ochraniaczem. Zszokował go widok symbolu liścia na owym ochraniaczu. Bandyta skierował kunai w górę i na chwilę spojrzał na ofiarę, po czym ostrze runęło w dół. 'Cholera..!'
Młody Uchiha wpadł do pokoju z kunaiem w ręku i o mocno zgiętych nogach utrzymał pozycję między wodzem a zabójcą zbijając jego kunai, po czym w podskoku z obrotem złapał go i kopniakiem odpędził od siebie bandytę. Wylądował na nieco ugiętych nogach, jedna ręka z kunaiem bardziej na boku, druga zgięta zakrywała dolną część twarzy również trzymając kunai. Podniósł wzrok na obu zdziwionych bandytów, pokazując im swojego sharingana. 'Jeśłi nie dam rady im sam, zrobię na tyle hałasu by obudzić resztę' podsumował sobie.
- Kim jesteście i czego chcecie?- spytał chłodnym i głośnym tonem. Nie łudził się, że wódz się zbudzi, był zbyt wstawiony poprzedniego wieczoru by teraz wstać przez czujność.
- Nie twój interes młody- odpowiedział jeden- Niepotrzebnie tu przychodziłeś, to twój ostatni błąd.
Atasuke nie odpowiedział na groźbę, Nie bał się ich, lecz o to, że nie zdoła w walce obronić wodza.
'Muszę ich jakoś wyprowadzić na zewnątrz'
- Radzę oddać ten zwój, nie należy do was- stwierdził.
- A kim ty jesteś, żeby nam rozkazywać?- zadrwił jeden- Zajmij się nim- polecił drugiemu chowając zwój w tylniej kieszeni, po czym wybiegł z pomieszczenia. Atasuke klnąc w myślach rzucił się za nim, jednak niespodziewanie szybko ten drugi zastąpił mu drogę wyprowadzając szybkie i krótkie cięcie kunai. Atasuke zatrzymał się nieco zszokowany i szybkim spontanicznym ruchem odseparował uderzenie cofając się o dwa kroki. Nie zdążył dobrze spojrzeć na przeciwnika już został zmuszony do uchylenia się przed kolejnym cięciem. Kolejne kilka uników aż w końcu uskoczył bokiem i znajdując się za nim celował jednym kunaiem w potylicę przeciwnika. Ten jednak był szybszy i zablokował uderzenie z taką siłą, że wytrącił z ręki kunai Atasuke, zostawiając go z jednym.
- Za wolno- podsumował ironicznie i wyprowadził wysokie kopnięcie na twarz chłopaka.
Ten ponownie przemknął bokiem i silnym hakiem powalił napastnika na ziemię, Nadając prędkości i siłę nodze z obrotem wstał i chciał dobić mężczyznę piętą, jednak ten ją złapał i rzucił Atasuke w ścianę. Nie była ona zrobiona ze zbyt solidnego drewna więc gdy o nią uderzył plecami zrobił w niej dosyć duże pęknięcie. Trzask wybudził ze snu wodza, który nieświadomy tego co się dzieje rozejrzał się po sypialni. Nim zdążył zareagować na widok intruza oberwał kopniakiem w klatkę piersiową co cisnęło nim aż pod znajdującą sie za nim ścianę. Zamachowiec doskoczył do niego by dobić go kunaiem lecz ponownie obronił go Atasuke, który kopniakim zbił atak po czym jednak sam oberwał kunaiem w twarz, w postaci rozcięcia na policzku. Gdyby nie sharingan nie zdołałby uniknąć następnego pchnięcia wycelowanego w serce chłopaka.
- Co tu się dzieje?!- wrzasnął wódz stając na nogi.
- Proszę się ukryć!- wrzasnął Atasuke stojąc przed nim w pozycji bojowej.
- Uparty gnój- warknął bandyta formując kilka pieczęci, po czym rzucił w nich kilkoma shurikenami otoczonymi błyskawicą. Atasuke błyskawicznie przygotował kontrę i po kilku pieczęciach jego prawą dłoń z kunaiem otoczyła błyskawica, dzięki czemu błyskawicznym ruchem zbił gwiazdki ninja i niemal w tym samym momencie cisnął w zabójcę swoim kunaiem, który dzięki błyskawicy osiągnął niezwykłą prędkość. Nieco zszokowany zbój z ledwością się odsunął bokiem, jednak nieregularna błyskawica mijając go zrobiła mu niezbyt szkodliwe rozcięcie na klatce piersiowej. Atasuke wykorzystał element zaskoczenia i doskoczył do niego. Gdy ten się znalazł już koło niego podskoczył i wyprowadził silne kopnięcie w głowę bandyty. Zasłonił się ręką, lecz nie przed głównym uderzeniem. Atasuke już w locie formował pieczęcie do kuili ognia, która z dużą siłą wyrzuciła przeciwnika na zewnątrz roztrzaskując i podpalając drewnianą konstrukcję domu. Wszyscy opuścili dom, Atasuke w gotowości czekał na ruch przeciwnika, gdyż od momentu jak wyrzucił go z domu stracił go z oczu.
- Proszę się ukryć!- krzyknął do wodza, hałas na pewno kogoś obudził. Usłyszał głos na dachu najbliższego domu.
- Nieźle jak na genina- powiedział bandyta ściągając z siebie resztki podartej i podpalonej czarnej bluzy. był teraz bez koszuli i bez maski (którą obaj mieli na całej twarzy z otworem na oczy). Nie znał go, ani wódz też chyba nie poznał.
- Kim ty do cholery jesteś?!- oburzył się wódz. Kilkoro mieszkańców niepewnie wyglądało przez okna a dookoła zebrało się kilkunastu strażników.
- To nie jest ważne- powiedział, jego wzrok zatrzymał się na Atasuke- Ciekawe ile dostanę za te oczy?- spytał sam siebie, wzbudzając niepokój w Atasuke.
Drugi zbój biegł już poza osadą kierując się na północny-wschód. Zatrzymał go atak serią kilku shurikenów, które był zmuszony odbić.
Zatrzymał się na gałęzi drzewa i obejrzał. Naprzeciw niemu, jakieś 15 metrów, stał również na gałęzi blondwłosy chłopak.
- Jesteś albo bardzo silnym i pewnym siebie geninem- zaczął ironicznie mężczyzna- albo bardzo głupim.
- Oddaj zwój, kimkolwiek jesteś- powiedział Natsuo starając się zachować zimną krew, naśladując podejście Atasuke.
Zbudził się, gdy Uchiha opuścił już ich domek. Po krótkim czasie udał się za nim i gdy dotarł pod dom wodza zobaczył jak stojący naprzeciw zbój oddala się ze zwojem. Wolałby zostać i pomóc Atasuke, we dwóch byli silniejsi, jednak wiedział, że stracą cenne dla Hokage informacje. Więc ruszył za nim.
- Jednak to tylko głupi dzieciak- zakpił bandyta formując kilka pieczęci i wypuszczając ku Natsuo kulę ognia.
'Pf... kula ognia Atasuke robi większe wrażenie' zakpił z przeciwnika. Ugiął nogi dla lepszego wybicia i przeskoczył na inną gałąź, z której zaatakował wroga dwoma seriami rzutów shurikenami. Ten kunaiem obronił się przed pierwszą, przed drugą jednak musiał już zbiec. Tam zorientował się, że stracił Natsuo z pola widzenia. Ostrożnie rozglądał się.
Coś poruszało się w koronie drzew po lewej stronie mężczyzny, rzucił tam niemal momentalnie kunai i po chwili spomiędzy liści wyleciał kunai Natsuo, opadając powoli w dół spadochronie zrobionym z chusty.
Była to zmyłka, Natsuo pojawił się z prawej wyprowadzając kopniak z wyskoku celując w twarz.
W ostatniej niemal chwili bandyta uniknął ciosu i złapał Natsuo za szyję, a że stał na gałęzi to przybił go do kłody drzewa.
- Ugh..- blondyn tracił dostęp do powietrza.
- Takich sztuczek uczy się w akademii- zakpił ponownie mężczyzna- Nie myślałeś chyba, że masz do czynienia z geninem?
- Nie ważne..- warknął przez zęby Natsuo- Najważniejsze jest wykonanie zadania... Ten zwój jest nasz!- kopniakiem podbił boczną kieszeń zbója i wyskoczył z niej pergamin. Przeciwnik chwilowo na niego spojrzał, a Natsuo splunął mu na twarz silnym strumieniem wody, przed czym niepostrzeżenie sformował niezbędną pieczęć.
Mężczyzna spadł na ziemie, przemoczony i w dosyć sporej kałuży wody. Natsuo nie przechwycił jednak zwoju, gdyż zbój złapał go z powrotem, gdy tylko oberwał wodą.
- Cholera- zaklął Natsuo. Wybił się z gałęzi na nieco oddalone inne drzewo, w locie atakując zbója kolejnym to strumieniem wody z ust. Mężczyzna uciekał od kontaktu z wodą czekając na dogodną pozycję, by zaatakować.
Trwało to mniej niż minutę, Natsuo przeskakiwał z miejsca na miejsce lejąc wodne ataki, przeciwnik biegał i skakał stopniowo i planowo zbliżając się do chłopaka. W końcu był na tyle blisko by niespodziewanie skoczyć ku chłopakowi i kopniakiem sprowadzić go na ziemię. Natsuo zdążył co prawda zasłonić się słabą gardą, jednak siła przeciwnika bezlitośnie cisnęła nim w dół.
Uderzył plecami w ziemię, która znajdowała się pod cienką powierzchnią wody. Zbój już spadał ku Natsuo z kunaiem w ręku, chcąc go wbić w chłopaka.
Tuż przed uderzeniem Natsuo uśmiechnął się z lekka i po prostu zniknął.
Zamaskowany mężczyzna wyprostował się i rozglądał. 'Woda?' pomyślał. Natsuo pojawił się parę metrów za nim.
- Teraz jesteś na moim terenie- powiedział- I teraz to ja ustalam zasady gry.
- Chłopcze- mężczyzna obrócił się ku niemu- Powiedzmy sobie tak szczerze, co ty mi takiego możesz zrobić?
- Tylko patrz!- krzyknął rzucając się biegiem w jego stronę z kunaiem w ręku. Zbliżając się przygotował się do cięcia od lewej po czym przystąpił do planowanego uderzenia. Mężczyzna przyjął postawę i wyprowadził o wiele szybszą kontrę, wtedy jednak Natsuo ponownie zniknął. Planował to od początku.
Pojawił się za nim niemal w tej samej chwili, w której zniknął i rozciął mu bok, skąd trysnęła krew. Mężczyzna zrobił kilka kroków w przeciwną stronę i złapał się za krwawiący bok. Spojrzał w stronę chłopca ale jego znowu już nie było. Kolejny raz Natsuo zranił przeciwnika atakując od frontu i wykańczając akcję od tyłu.
- Nie tym razem- za trzecim już mężczyzna przewidział co i jak i tuż przed zniknięciem chłopca wyprowadził silne kopnięcie z pół obroty w tył. Natsuo nie zdążył tego przewidzieć i zniknął pojawiając się w miejscu, gdzie w swoim obecnym położeniu przyjął kopnięcie prosto w policzek a siła bandyty brutalnie cisnęła nim o ziemię.
- Technika dobra- mówił stojąc nad obolałym chłopcem- Gdybyś włożył w nią więcej rozsądku i taktyki byłaby nie do zatrzymania- dodał, a kunai w jego ręku zabłysł w świetle księżyca, gotowy do dobicia, które nastąpiło chwilę po jego słowach.
Atasuke wymieniał się cięciami kunaiem z bandytą, który miał go tu zatrzymać. 'Gdzie do cholery jest Natsuo?' myślał zniecierpliwiony Uchiha. Uchylił się od bocznego cięcia, końcówki jego włosów zostały ucięte i powalił przeciwnika miotełką. Ten upadł ale uniknął dobijającego ataku i potraktował Atasuke kopniakiem. Ten z kolei zasłonił się gardą i łapiąc zbója za nadgarstek wykręcił mu rękę stając do niego plecami i przerzucił go przez ramię. Chcąc dobić szybko kunaiem stracił na moment równowagę co wykorzystał przeciwnik i łapiąc młodego bruneta za szyję cisnął nim w stronę jakiegoś domku.
Chłopak uderzył w ścianę z taką siłą, że pojawiły się pęknięcia, po czym osunął się na ziemię.
Bandyta zbliżał się spokojnym krokiem, Atasuke nie mógł się podnieść, podczas gdy wystraszeni mieszkańcy bali się zrobić cokolwiek więcej niż patrzenie przez okna swoich domów.
- Zostaw go!- krzyknął wódz uderzając niewielką belką drewna, która była odłamkiem ściany z jego domu, w plecy mężczyzny. Ten pod wpływem uderzenia zrobił kilka chwiejnych kroków w tył i po chwili spojrzał za siebie na wodza. Wyprostował się i ruszył w jego stronę a na jego gołych plecach powoli pojawiał się już czerwony ślad po uderzeniu.
- Powinniśmy najpierw cię zabić- mówił wprawiając wodza w przerażenie z każdym krokiem- Podłożyć ochraniacz tego gnojka i dopiero potem ukraść zwój. Byłby mniejszy kłopot.
- Katoon! Gokuyakyu no Jutsu!- potężny ognisty pocisk natarł na bandytę od strony Atasyke, który klęcząc na jedno kolano nie dopuścił do zabicia wodza. Mężczyzna odwrócił się ku atakującemu i formując kilka pieczęci uderzył w ziemię stawiając przed sobą skalną ścianę obronna. Ognisty atak zniszczył ją całkowicie jednak nie dotarł do bandyty, został tylko dym.
Mężczyzna ruszył biegiem chcąc zaatakować chłopaka niespodziewanie z dumu, jednak coś zatrzymało go w połowie drogi.
Niezwykle piskliwe dźwięki towarzyszyły błyskawici zakończonej czymś na kształt ptaka z rozłorzynymi skrzydłami, który przebił na wylot bandytę i utkwił w jego ciele.
Mężczyzna wielkimi oczami patrzył się na swój brzuch, w który wbita była błyskawica wypuszczona przez Atasuke. Chłopak stając na nogach szarpnął ręką wyrywając z ciała mężczyzny ptaka błyskawicy i dezaktywując go.
Bandyta jakby bolesnym kaszlem z krwią zachwiał się na nogach i upadł na ziemię drgając z bólu.
Wódz i mieszkańcy, którzy stopniowo zaczęli wychodzić z domu patrzyli na plac gdzie właśnie skończyła się walka. Atasuke otarł krew z kącika ust i spojrzał na wodza, który odczuwał niepokój gdy chłopak na niego patrzył.
- Proszę uspokoić mieszkańców- powiedział po chwili- Muszę jeszcze dogonić tego drugiego ze zwojem.
- Uważaj na siebie!- uprzedził wódz gdy Atasuke już ruszył w pościg za pierwszym zbójem.
'Nie mam czasu szukać Natsuo' myślał skacząc z drzewa na drzewo 'Znając życie Natsuo i tak nie śpi, tylko już dawno ruszył za tym złodziejem. '
Natsuo ponownie zniknął i tym razem pojawił się kilka metrów dalej nie nacierając już na wroga.
- Nie niedoceniaj mnie- ostrzegł Natsuo i po chwili zdeterminowany i niezwykle opanowany dokonał czegoś, czego nie zrobił nawet pod wpływem Paina. Atasuke, który właśnie dotarł na miejsce zatrzymał się i nie dowierzał własnym oczom.
Natsuo przywołal wielkiego, wodnego smoka. W pełnej jego formie, bez żadnych niedoskonałości, dlaczego tak zatkało Atasuke? A no dlatego, że nie musiał już w nim siedzieć by go kontrolować.
| (Link do obrazka: http://vignette2.wikia.nocookie.net/bakuganfanon/images/8/83/Cmcdskcmscksmcks.jpg/revision/latest?cb=20130728040037) |
'Natsuo... jak wielkie postępy jesteś w stanie osiągnąć w tak krótkim czasie?' Oczy Atasuke niemal trzęsły się na widok wodnej bestii. Mężczyzna cofnął się niepewnie. Był pełen podziwu i przerażenia tak potężnej techniki w wykonaniu tak młodego genina.
- Tak kończą ci, którzy nie doceniając siły Okazaki lekceważą ich przedstawicieli- powiedział z chłodem w głosie. Smocza bestia jak na zawołanie rozpostarła wielkie, ociekające wodą skrzydła i wystawiając pysk do góry wydała z siebie niesamowicie donośny ryk, po czym spojrzała na mężczyznę i natarła na niego ogonem.
Atak był niesamowicie szybki jak na tak wielkie monstrum. Bandyta z trudem zdołał uskoczyć na bok, jednak Natsuo nie dał mu więcej czasu. Jego dłoń przekręciła się w granicach możliwości i zanim bandyta wylądował z wody wyłoniła się wodna ręka i chwytając go a nogę cisnęła nim w kierunku bestii.
Smok otworzył paszczę i uwięził w niej zdobycz, po czym rzuciła nim do góry by po chwili ogonem wbić w ziemię.
Przemoczony i bezsilny próbował się podnieść na czworakach, plując wodą która nabrała mu się w płucach.
- Zabieram zwój- powiedział Natsuo sięgając po zwój do kieszeni bandyty. Wodna bestia wydała z siebie ostatni ryk i opadła wzbudzając niewielką falę wodną.
Mężczyzna sięgnął obolały po ostatni kunai i z zawiścią resztkami sił rzucił się na odchodzącego już Natsuo. Ten nie zdążyłby zareagować, i gdy przepłoszony obejrzał się za siebie na napastnika zobaczył stojącego między nimi Atasuke z kunaiem wbitym w brzuch mężczyzny. Ten wielkimi oczami patrzył na bruneta.
- Ty...- urwał mu się głos, gdy Atasuke wyciągnął swój kunai i puścił go na ziemie, a tuż po nim padł bandyta.
- Atasuke...- zdziwił się Natsuo- Tak szybko poradziłeś sobie z tamtym?
- Nie czas na pogaduszki- odpowiedział mu oschle. Wstrząsnął nim widok poziomu umiejętności Natsuo i wprowadził go w stan jeszcze większego poczucia zagrożenia. Wywoływało to w nim zawiść i zazdrość- Wracamy do wioski- ruszył powoli a patrzący za nim zdziwiony Natsuo po chwili poszedł za nim, zostawiając ciało bandyty na środku powierzchni wody, która stopniowo miała wsiąkać w ziemię.
- Naprawdę dziękuję wam za pomoc i ochronę- mówił wódz nazajutrz, gdy obaj genini mieli już ruszać w podróż powrotną- Nasza osada jest teraz dłużnikiem wobec wioski liścia.
- To nic takiego- odpowiedział zakłopotany Natsuo.
- Przekażemy otrzymane informacje prosto do rąk Hokage- zapewnił Atasuke- Dziękujemy za jedzenie i nocleg- ukłonił się wyrażając w ten sposób szacunek.
- To ja wam dziękuję- powiedział- Uratowaliście mi życie- wyznał- Czy mogę coś jeszcze dla was zrobić?
Atasuke i Natsuo spojrzeli po sobie.
- W sumie jest jedna rzecz..- zaczął Natsuo. Opuszczenie osady przedłużyło się nieco, gdy to Natsuo na własną prośbę został obładowany pysznymi potrawami, takimi jak na uczcie uprzedniej nocy. W końcu wyruszyli w drogę, szczęśliwy Natsuo z szerokim usmiechem na twarzy i poirytowany Atasuke mieli już za sobą kolejny smak doświadczenia, mimo wszystko czuli się dumni, że nie zawiedli przede wszystkich samych siebie.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz