- NIE PODDAWAJCIE SIĘ!- wydarł się Izuki, jeden z Joninów liścia.
Ku Natsuo nagle wzbiło się w powietrze kilku ninja z dziwnymi maskami na twarzach, z zamiarem zabicia największego jak na razie zagrożenia dla wioski.
- Korzeń?!- zdziwił się Kakashi. 'Przecież oni go zabiją!' przejął się. Chciał coś zrobić, jednak zanim drgnął ktoś go uprzedził.
Atasuke trzymając w dłoni krótki miecz, który zgarnął po drodze zablokował cięcie jednego z zamaskowanych, choć był to niemały wysiłek. Następnie wykorzystując ich zaskoczenie, rozproszył ich swoją kulą ognia.
- Co to ma być?!- wydarł się jeden z nich. Jednak nie zaatakowali go, widząc, że jest 'normalny'.
- Jeśli ktoś kiedyś zabije tego idiotę- zaczął i spojrzał gniewnie na blondyna, wpatrującego się w niego- to będę to tylko ja!
Wszyscy obecni obrońcy Liścia zastygli w zdziwieniu, jednak zmuszeni do dalszej walki zachowali czujność. Genini nie odpuszczali. Natsuo przez chwilę patrzył na Atasuke.
- Jednak przeżył?- zdziwił się Pain, widząc dzięki Rinneganowi Natsuo Atasuke.
Natsuo przystąpił do ataku. Młody Uchiha drgnął.
- Uważaj, Atasuke!- krzyknął Kakashi.
Atasuke jedynie zmrużył oczy w których był Sharingan i odskoczył unikając wodnej macki, która jedynie na czas uderzenie wyrosła z wodnego smoka.
Atasuke skakał z budynku na budynek i napierał na ciało smoka płomieniami. Nie dawało to zbyt wiele, jednak nie miało to działać jako atak. Był to klucz do zagrania z zaskoczenia. W gęstych chmarach dymu wokół nic nie było widoczne z góry, gdzie był aktualnie Natsuo. Obrócił się w miejscu i gestykulując ręką wydał polecenie wodnej osłony przed kunaiami, które rzucił ku niemu Atasuke.
- Jest szybki!- powiedział jakiś shinobi, widząc jak zwinnie i szybko Atasuke znalazł się za plecami Natsuo (oczywiście poza wodną konstrukcją smoka).- Jakim cudem go zauważył?!
Kakashi spojrzał na reszte Geninów, kilku z nich obserwowało Natsuo, a pozostali obserwowali walczących na dole. Kakashi wpadł na pewien pomysł. Rzucił kunai w Kibę, który akurat patrzył na Natsuo. Uchylił się przed nim, nawet na niego nie spoglądając w stronę rzucającego. Kakashi rozejrzał się i ujrzał Ino wpatrującą się w Kakashiego.
'A co jeśli...?' zawołał do siebie Obito i pozostałych.
- Słuchajcie. Jeśli się nie mylę, to właśnie odkryłem ich słaby punkt.
- Słaby punkt?- zdziwił się Gai.
- Mhm- potwierdził Hatake- Mamy chwilę czasu, gdyż nikogo nie atakujemy a wszyscy Genini skupili się na obserwacji nas oraz Atasuke i Natsuo. Podejrzewam, że te ich oczy są czymś w rodzaju wspólnych oczu.
- Wspólne oczy?- tym razem Obito.
- Wszyscy widzą to, co widzi każdy z nich. Połączenie wzrokowe.
- Więc wystarczy ich oślepić? I już?
- Tak, zobaczcie jak uparcie starają się wyjrzeć zza chmary dymu, stworzenego przez Atasuke.
- Racja! Chłopak genialnie to wymyślił!- pochwaliła Kurenai.
- Nie- zaprzeczył Asuma.
- Nie sądzę by zrobił to specjalnie- wyjaśnił Kakashi- Mam pewien plan, skoncentrujmy całą ich uwagę na sobie, by nie mogli dostrzec Natsuo. Wtedy ten będzie zdany tylko na siebie.
- Hai!
Atasuke nie przestawał napierać. Rzucone wcześniej kunaie miały przymocowane do siebe notki wybuchowe, które po zatonięciu w wodnej zasłonie Natsuo wybuchły i sprawiły tym samym, że wodny łeb smoka stracił przez chwilę na równowadze i utrzymaniu Chakry.
- DOBRAA!!!!- Atasuke z krzykiem wpadł do głowy smoka, gdzie tkwił Natsuo i wyprowadził cios na twarz. Ten szybko osłonił się wodną tarczą, jednak Atasuke był tak zdeterminowany, że przebił się i przez nią. Pięść uderzyła w lewy policzek blondyna i brutalnie cisnęła nim w dół, wyłaniając go ze smoka.
Blondyn wpadł na nadal unoszący się w powietrzu dym i po chwili wyłonił się z niego wbijając się w ziemie.
Zaraz po nim wyleciał Atasuke, który wylądował na nogach nad powalonym Natsuo i uniósł swoje dłonie, a wszyscy zebrani patrzyli na niego.
- Skoro nie można ich dotknąć gołymi rękoma, wystarczy odpowiednio skoncentrować chakrę!- jego dłonie otoczyła powłoka z chakry, po czym z złapał za jeden pręt w twarzy Natsuo i wyrwał go rzucając gdzieś obok. Nic mu nie było, więc nie ustępywał, aż wyrwał wszystkie. Natsuo leżał nieprzytomny a z dziur w jego ciele ciekła krew. Jednak dzięki jego zdolności leczenia się swoją leczniczą chakrą, szybko wyzdrowiał.
- Udało się!- krzyknął jeden z Joninów. Zarówno oni jak i wspierające ich oddziały ANBU uczyniły to samo z resztą Geninów. Powalili i wyciągnęli.
Po dłuższej chwili całe pole bitwy ucichło, a wszyscy Genini leżeli na plecach, nieprzytomni i krwawiący. Szybko pojawili się medyczni ninja i zajęli się nimi, zabierając w bardziej ustronne miejsce.
- A więc, udało się nam- poczuł ulgę Gai, gdy stracił z oczy nieprzytomnego Lee.
- Nie wydaje mi się...- powiedział cicho Kakashi, zachowując czujność. Było za spokojnie.
- Atasuke!- podbiegł do niego Obito- Czy Rin...
- Jest bezpieczna- uspokoił go chłopak.
- Uff...- odetchnął z ulgą- Dziękuje ci. Co nie zmienia faktu, że zabroniłem ci tu wracać!
- Co?! Gdyby nie ja, pewnie dalej byście się z nimi męczyli...
- O-ouhh...- Natsuo obudził się i wydał z siebie nieznaczny jęk bólu.
- Natsuo?- powiedział Obito, gdy ten usiadł opierając się jedną ręką i masując głowę drugą.
- Co się stało...?- odezwał się cicho, po czym zamarł, widząc zniszczone centrum wioski.
Wszędzie dookoła było pełno gruzu, budynki były poniszczone lub całkowicie zmiażdżone.
- To długa historia, ważne, że już się polepszyło- odparł znudzony Atasuke.
Blondyn patrzył na niego przez chwilę i nikt nie potrafił wyczytać z jego oczu żadnych uczuć, jak tylko zdziwienie.
- CO?! ZARAZ ZARAZ! GDZIE TEN DZIWNY GOŚĆ?!- Natsuo zerwał się na nogi i gotowy do walki rozglądał się ze ich porywaczem i tajemniczym "Mistrzem" owego porywacza- I gdzie są wszyscy?- trochę się uspokoił.
- Spokojnie...- Atasuke nie wiedział jak ma go uspokoić do końca, gdyż sam też nie wiedział co się działo, od momentu ich porwania. Oczywiście Obito opowiedział mu historię ostatnich kilku godzin, jednak to w żaden sposób nie wypełniało luki w jego pamięci.
- Czyli, że to już koniec?- spytał Gai.
- Nareszcie...- odetchnął jakiś Jonin siadając na kawałku ściany z budynku- Walka z Geninami, gdy nie można ich skrzywdzić jest strasznie męcząca- założył ręce za głowę.
- Co?- nadal nie rozumiał Natsuo, jednak wszyscy go zignorowali.
- Nie wydaje mi się, żeby to był koniec- powiedział Obito rozglądając.
- Coś jest nie tak- odezwał się zamyślony Kakashi, po czym spojrzał na Obito- Gdzie są ludzie, którzy sprowadzili tu Geninów?
- Nas szukacie?!- na jednym z niezawalonych jeszcze budynków stała czwórka młodych mężczyzn. Wszyscy spojrzeli na nich, lekko poddenerwowani.
'Pierwszy raz ich widzę, to oni kazali nam zaatakować wioskę?' pytał się w myślach Atasuke. Natsuo nadal niewiele rozumiejąc, po prostu przyglądał się (jak bystrze podejrzewał) przeciwnikom.
- Wydają się silni- powiedział cicho do Atasuke, który obok stał, jednak nic nie odpowiedział.
- Widzę, że już pokrzyżowaliście nam plany- zirytował się Domo.
'Co to ma być? Co oni robili do tej pory?' niepokoił się Kakashi.
- Mniejsza o to, musimy wracać- odpowiedział mu Heike- Ruszamy!
Nie zwracając uwagi na wszystkich na dole skoczyli na następny budynek kierując się tak do bramy wioski.
- Nie pozwolę!- Gai już doskoczył miedzy nich. Imoki zdziwił się gdy w jednej sekundzie zobaczył go przed sobą.
- Szybki!- przestraszył się, gdy ten już przysłonił go cieniem. Błyskawicznie wyprowadził potężne kopnięcie i cisnął nim w gruz po jednym ze zniszczonych budynków.
- Imoki!- wydarł się Akihiro, gdy reszta rodzeństwa już wylądowała.
'Niesamowite...' Atasuke był pod wrażeniem.
- Ruszajcie! Dogonię was!- Imoki wyskoczył z gruzu chcąc stawić czoła Gaiowi.
- Słyszałeś, ruszamy!- powiedział Heike do zdeterminowanego Akihiro, któremu ani się śniło zostawiać tu Imokiego. Nie zdążyli się jednak ruszyć, gdy To zobaczyli.
Imokiemu zrzędła mina z pewnej siebie na przerażoną, nawet stojący przed nim Gai był zaskoczony.
Wszyscy wpatrywali się na dłoń otoczoną błyskawicą, wystającą z klatki piersiowej Imokiego. Ten spojrzał przerażony za siebie.
- Naprawdę sądziłeś, że uda ci się przejść przez nas wszystkich?- powiedział zdenerwowany Kakashi.
- Khhh...- nieznaczny jęk bólu wydobył się z ust Imokiego, gdy Kakashi wyciągnął z niego swoją rękę a ten padł martwy na ziemię. Hatake rozmasowując nadgarstek spojrzał na pozostałą trójkę.
- Draniu!- Akihiro już się wybijał z palców by do niego skoczyć, jednak Heike powstrzymał go.
- Uspokój się! Nie damy rady im wszystkim! Musimy iść!- sam najchętniej rzuciłby się w dół i pozabijał wszystkich.
- I tak będą nas gonić- powiedział nieco spokojniejszy- Idźcie, jestem silniejszy od Imokiego, dam wam czas do ucieczki.
- Co?! Oszalałeś?!- wydarł się Domo- Widziałeś co się stało z Imokim...
W jednej chwili nad nimi był już Atasuke, a z jego dłoni wystrzelił ku nim jego ptak błyskawicy (Raitoon! Tori no kaminari).
W ich uszach rozległ się dźwięk błyskawicy przeszywającej powietrze.
Wszyscy byli w szoku gdy zobaczyli atakującego ich Atasuke, jednak wszyscy zamarli, gdy Akihiro otoczył swoją dłoń ogniem i złapał Ptaka Błyskawicy Atasuke. Wszystko trwało zaledwie sekundę. Młody Uchiha wytrzeszczył oczy.
- Ruszajcie- powiedział Akihiro do reszty a ci po chwili posłuchali.
Akihiro spojrzał nienawistnie na Atasuke nadal będącego w górze.
- Zabiję was wszystkich, pomszczę śmierć Imogiego!- powiedział i wykorzystując połączenie Ptaka z Atasuke szarpnął nim uderzając w ścianę.
Blondyn patrzył na niego przez chwilę i nikt nie potrafił wyczytać z jego oczu żadnych uczuć, jak tylko zdziwienie.
- CO?! ZARAZ ZARAZ! GDZIE TEN DZIWNY GOŚĆ?!- Natsuo zerwał się na nogi i gotowy do walki rozglądał się ze ich porywaczem i tajemniczym "Mistrzem" owego porywacza- I gdzie są wszyscy?- trochę się uspokoił.
- Spokojnie...- Atasuke nie wiedział jak ma go uspokoić do końca, gdyż sam też nie wiedział co się działo, od momentu ich porwania. Oczywiście Obito opowiedział mu historię ostatnich kilku godzin, jednak to w żaden sposób nie wypełniało luki w jego pamięci.
- Czyli, że to już koniec?- spytał Gai.
- Nareszcie...- odetchnął jakiś Jonin siadając na kawałku ściany z budynku- Walka z Geninami, gdy nie można ich skrzywdzić jest strasznie męcząca- założył ręce za głowę.
- Co?- nadal nie rozumiał Natsuo, jednak wszyscy go zignorowali.
- Nie wydaje mi się, żeby to był koniec- powiedział Obito rozglądając.
- Coś jest nie tak- odezwał się zamyślony Kakashi, po czym spojrzał na Obito- Gdzie są ludzie, którzy sprowadzili tu Geninów?
- Nas szukacie?!- na jednym z niezawalonych jeszcze budynków stała czwórka młodych mężczyzn. Wszyscy spojrzeli na nich, lekko poddenerwowani.
'Pierwszy raz ich widzę, to oni kazali nam zaatakować wioskę?' pytał się w myślach Atasuke. Natsuo nadal niewiele rozumiejąc, po prostu przyglądał się (jak bystrze podejrzewał) przeciwnikom.
- Wydają się silni- powiedział cicho do Atasuke, który obok stał, jednak nic nie odpowiedział.
- Widzę, że już pokrzyżowaliście nam plany- zirytował się Domo.
'Co to ma być? Co oni robili do tej pory?' niepokoił się Kakashi.
- Mniejsza o to, musimy wracać- odpowiedział mu Heike- Ruszamy!
Nie zwracając uwagi na wszystkich na dole skoczyli na następny budynek kierując się tak do bramy wioski.
- Nie pozwolę!- Gai już doskoczył miedzy nich. Imoki zdziwił się gdy w jednej sekundzie zobaczył go przed sobą.
- Szybki!- przestraszył się, gdy ten już przysłonił go cieniem. Błyskawicznie wyprowadził potężne kopnięcie i cisnął nim w gruz po jednym ze zniszczonych budynków.
- Imoki!- wydarł się Akihiro, gdy reszta rodzeństwa już wylądowała.
'Niesamowite...' Atasuke był pod wrażeniem.
- Ruszajcie! Dogonię was!- Imoki wyskoczył z gruzu chcąc stawić czoła Gaiowi.
- Słyszałeś, ruszamy!- powiedział Heike do zdeterminowanego Akihiro, któremu ani się śniło zostawiać tu Imokiego. Nie zdążyli się jednak ruszyć, gdy To zobaczyli.
Imokiemu zrzędła mina z pewnej siebie na przerażoną, nawet stojący przed nim Gai był zaskoczony.
Wszyscy wpatrywali się na dłoń otoczoną błyskawicą, wystającą z klatki piersiowej Imokiego. Ten spojrzał przerażony za siebie.
- Naprawdę sądziłeś, że uda ci się przejść przez nas wszystkich?- powiedział zdenerwowany Kakashi.
- Khhh...- nieznaczny jęk bólu wydobył się z ust Imokiego, gdy Kakashi wyciągnął z niego swoją rękę a ten padł martwy na ziemię. Hatake rozmasowując nadgarstek spojrzał na pozostałą trójkę.
- Draniu!- Akihiro już się wybijał z palców by do niego skoczyć, jednak Heike powstrzymał go.
- Uspokój się! Nie damy rady im wszystkim! Musimy iść!- sam najchętniej rzuciłby się w dół i pozabijał wszystkich.
- I tak będą nas gonić- powiedział nieco spokojniejszy- Idźcie, jestem silniejszy od Imokiego, dam wam czas do ucieczki.
- Co?! Oszalałeś?!- wydarł się Domo- Widziałeś co się stało z Imokim...
W jednej chwili nad nimi był już Atasuke, a z jego dłoni wystrzelił ku nim jego ptak błyskawicy (Raitoon! Tori no kaminari).
W ich uszach rozległ się dźwięk błyskawicy przeszywającej powietrze.
Wszyscy byli w szoku gdy zobaczyli atakującego ich Atasuke, jednak wszyscy zamarli, gdy Akihiro otoczył swoją dłoń ogniem i złapał Ptaka Błyskawicy Atasuke. Wszystko trwało zaledwie sekundę. Młody Uchiha wytrzeszczył oczy.
- Ruszajcie- powiedział Akihiro do reszty a ci po chwili posłuchali.
Akihiro spojrzał nienawistnie na Atasuke nadal będącego w górze.
- Zabiję was wszystkich, pomszczę śmierć Imogiego!- powiedział i wykorzystując połączenie Ptaka z Atasuke szarpnął nim uderzając w ścianę.
- Aaakh...!- krzyknął chłopak. Zerwał połączenie i niwelując Ptaka Błyskawicy jak najszybciej odskoczył do reszty towarzyszy.
- Coś ty sobie myślał głąbie!- krzyknął Natsuo.
- Zamknij się!- ryknął na niego karcąco- Ja przynajmniej coś robię!
- I przeszkadzasz naszym Joninom, którzy zamiast skupić się na walce muszą koncentrować się na twoim bezpieczeństwie!- wtrąciła się Kurenai, stojąca obok.
- Senpai...- zdziwił się Atasuke, tracąc poczucie pewności siebie. 'Mają rację, tylko im przesszkadzam...' myślał, patrząc na dość niesamowity pojedynek Joninów a Akihiro.
- Nie przegram! Pomszczę swojego brata!- krzyknął Akihiro i cisnął w dół z powietrza kulą ognia, ta z kolei natrafiła na Asumę, który cudem jej uniknął i skoczył do góry by włączyć się do walki.
- Niesamowite...- powiedział cicho Natsuo, każdy dawał z siebie wszystko, mimo to Akihiro był naprawdę silny- Walczy tak za brata. Nie wiem co bym zrobił, gdyby ktoś zabił moje rodzeństwo- dodał, wyobrażając sobie, że ma braci i siostry a ktoś pozbawia ich życia. Wzdrygnął się.
- YUMI!- krzyknął sam do siebie przerażony Atasuke. 'Na śmierć zapomniałem zobaczyć czy wszystko u niej okej!'- Zaraz wrócę!
Biegł w stronę domu zostawiając wszystkich za sobą, nie zwracając uwagi na ich zdziwione twarze. Podczas biegu towarzyszyły mu strach i narastająca adrenalina. 'Oby nic jej nie było!'
Na wszelki wypadek wpierw przeszukał dom, wszystkie skrytki bezpieczeństwa i piwnice, jednak nigdzie nie było śladu po rodzinie. Całe szczęście dom był nietknięty.
- Wszystko ok?!- zadyszany Natsuo wbiegł do domu Atasuke zaraz po nim, ten obejrzał się nieco zdenerwowany.
- Co ty tu robisz?- spytał nie ukrywając wyrzutów.
- Tak szybko uciekłeś, że się zmartwiłem...- wyjaśnił Natsuo lekko zszokowany nagłym naskokiem a jego osobę. Z jego punktu widzenia, Atasuke wyglądał jakby się o coś martwił (i tak było). Był roztrzęsiony i zniecierpliwiony- Szukasz czegoś?
- Nie zadawaj mi teraz pytań- uciszył go- Kryjówki ewakuacyjne...- powiedział cicho, bardziej do siebie niż do blondyna. Wybiegł z domu tak jak stał, tym razem pędząc ile sił w nogach ku jaskiniom wioski liścia. 'Przecież tam byłeś!' mówił w myślach do samego siebie 'Nie mogłeś się upewnić, że tam jest? Idiota!' Natsuo niewiele myśląc oczywiście pobiegł za nim. Nie doganiał go, biegł kilka metrów za nim, zastanawiając się, co tak nagle nim poruszyło?
Po kilkunastu minutach dotarli w końcu do jaskiń, czatownik rozpoznał ich i wpuścił, patrząc na nich nie do końca rozumiejąc o co chodzi, widząc pośpiech Atasuke.
Młody Uchiha wbiegł do jaskini i rozejrzał się, wszędzie było pełno mieszkańców wioski, matek z dziećmi i ich ojców, którzy nie walczyli. Zaczął wbiegać między nich i przepychać się w poszukiwaniu siostry i rodziców. Natsuo nadal nie wiedząc o co chodzi ślepo podążał za nim.
'Cholera... nigdzie jej nie ma!' Atasuke nie wiedział już po dłuższej chwili gdzie jeszcze ma szukać, sprawdził już chyba całą jaskinię.
- Atasuke...?- usłyszał cichy głos gdzieś po lewej. Spojrzał tam i zamarł, do Natsuo dopiero po chwili zaczęło wszystko docierać.
- Yumi!- krzyknął i podbiegł do niej a ta do niego. Gdy już do siebie dotarli Atasuke uklęknął do niej a dziewczyna rzuciła mu się na szyję.
- Bałam się o ciebie- niemal pisnęła rozpłakana dziewczynka.
- Już dobrze... jestem tu- uspokajał ją. Rodzice stali w miejscu skąd wybiegła Yumi, matka przyglądała się dumna i wzruszona, ojciec utrzymywał surowy, lecz zmęczony wzrok. 'Atasuke... przeszukałeś niemal całą wioskę, martwiąc się o siostrę? Nie wiedziałem, że jednak masz w życiu jakieś wartości, o które będziesz dbał jak tylko możesz...' Natsuo patrzył zdumiony na to. Z jego punktu widzenia Atasuke zawsze był... zimny, obojętny na wszystko. Teraz wiedział, dlaczego tak bardzo starał się być najlepszy, dla swojej młodszej siostrzyczki. Jednak nie miał czasu na przypatrywanie się, gdyż dostrzegł swoich rodziców, podbiegł do nich tuląc ich oboje.
- Mieszkańcy wioski!- całą sytuację przerwał donośny głos jednego ze strażników- Wioska jest już bezpieczna, możecie wyjść. Proszę się nie przepychać i w spokoju i porządku wychodzić, zapraszam!
Mieszkańcy wyszli z ukrycia, po zobaczeniu z góry zniszczoną część wioski złapali się za głowę a dzieci zaczęły płakać przestraszone. Wiele rodzin straciło domy, miejsca pracy. Yumi, która szła za rękę z Atasuke wtuliła się do niego.
- Czy nasz dom też tak wygląda?- zmartwiła się.
- Nie- odpowiedział z troską w głosie- Nasz dom jest w idealnym stanie- uśmiechnął się pociesznie.
Natsuo idący za nimi tylko się przyglądał, delikatnie tracąc na humorze.
Zanim przystąpiono do naprawy wioski, rozpoczęto poszukiwania ciał zmarłych. Wielkim ciosem było znalezienie ciała Hokage pod szpitalnym gruzem, jednak wielu shinobi podejrzewało tego, gdyż przez całą "inwazję Genninów" niegdzie nie dało się go znaleźć.
Każdy Shiobi, ubrany w czarne, pogrzebowe stroje, stał na dachu budynku Hokage, gdzie leżała trumna ze zmarłym przywódcą wioski. Mieszkańcy natomiast zebrali się pod budynkiem. Niebo płakało wraz z zebranymi, krople deszczu opadały na zdjęcia Trzeciego, stojące w ramkach na ołtarzu. Cała wioska pogrążyła się w żalu i ciszy, zmarł człowiek odpowiedzialny za wioskę, chroniący ją i gotów oddać za nią życie. Po długich minutach czczenia pamięci zmarłego wioska udała się na pogrzeb.
- Trzeci Hokage uparcie wpajał nam do serc znaczenie Woli Ognia- mówił Asuma jako rodzina Trzeciego- Umarł za nas, za wioskę, ale nie umarła jego Wola Ognia.
- Zamknij się!- ryknął na niego karcąco- Ja przynajmniej coś robię!
- I przeszkadzasz naszym Joninom, którzy zamiast skupić się na walce muszą koncentrować się na twoim bezpieczeństwie!- wtrąciła się Kurenai, stojąca obok.
- Senpai...- zdziwił się Atasuke, tracąc poczucie pewności siebie. 'Mają rację, tylko im przesszkadzam...' myślał, patrząc na dość niesamowity pojedynek Joninów a Akihiro.
- Nie przegram! Pomszczę swojego brata!- krzyknął Akihiro i cisnął w dół z powietrza kulą ognia, ta z kolei natrafiła na Asumę, który cudem jej uniknął i skoczył do góry by włączyć się do walki.
- Niesamowite...- powiedział cicho Natsuo, każdy dawał z siebie wszystko, mimo to Akihiro był naprawdę silny- Walczy tak za brata. Nie wiem co bym zrobił, gdyby ktoś zabił moje rodzeństwo- dodał, wyobrażając sobie, że ma braci i siostry a ktoś pozbawia ich życia. Wzdrygnął się.
- YUMI!- krzyknął sam do siebie przerażony Atasuke. 'Na śmierć zapomniałem zobaczyć czy wszystko u niej okej!'- Zaraz wrócę!
Biegł w stronę domu zostawiając wszystkich za sobą, nie zwracając uwagi na ich zdziwione twarze. Podczas biegu towarzyszyły mu strach i narastająca adrenalina. 'Oby nic jej nie było!'
Na wszelki wypadek wpierw przeszukał dom, wszystkie skrytki bezpieczeństwa i piwnice, jednak nigdzie nie było śladu po rodzinie. Całe szczęście dom był nietknięty.
- Wszystko ok?!- zadyszany Natsuo wbiegł do domu Atasuke zaraz po nim, ten obejrzał się nieco zdenerwowany.
- Co ty tu robisz?- spytał nie ukrywając wyrzutów.
- Tak szybko uciekłeś, że się zmartwiłem...- wyjaśnił Natsuo lekko zszokowany nagłym naskokiem a jego osobę. Z jego punktu widzenia, Atasuke wyglądał jakby się o coś martwił (i tak było). Był roztrzęsiony i zniecierpliwiony- Szukasz czegoś?
- Nie zadawaj mi teraz pytań- uciszył go- Kryjówki ewakuacyjne...- powiedział cicho, bardziej do siebie niż do blondyna. Wybiegł z domu tak jak stał, tym razem pędząc ile sił w nogach ku jaskiniom wioski liścia. 'Przecież tam byłeś!' mówił w myślach do samego siebie 'Nie mogłeś się upewnić, że tam jest? Idiota!' Natsuo niewiele myśląc oczywiście pobiegł za nim. Nie doganiał go, biegł kilka metrów za nim, zastanawiając się, co tak nagle nim poruszyło?
Po kilkunastu minutach dotarli w końcu do jaskiń, czatownik rozpoznał ich i wpuścił, patrząc na nich nie do końca rozumiejąc o co chodzi, widząc pośpiech Atasuke.
Młody Uchiha wbiegł do jaskini i rozejrzał się, wszędzie było pełno mieszkańców wioski, matek z dziećmi i ich ojców, którzy nie walczyli. Zaczął wbiegać między nich i przepychać się w poszukiwaniu siostry i rodziców. Natsuo nadal nie wiedząc o co chodzi ślepo podążał za nim.
'Cholera... nigdzie jej nie ma!' Atasuke nie wiedział już po dłuższej chwili gdzie jeszcze ma szukać, sprawdził już chyba całą jaskinię.
- Atasuke...?- usłyszał cichy głos gdzieś po lewej. Spojrzał tam i zamarł, do Natsuo dopiero po chwili zaczęło wszystko docierać.
- Yumi!- krzyknął i podbiegł do niej a ta do niego. Gdy już do siebie dotarli Atasuke uklęknął do niej a dziewczyna rzuciła mu się na szyję.
- Bałam się o ciebie- niemal pisnęła rozpłakana dziewczynka.
- Już dobrze... jestem tu- uspokajał ją. Rodzice stali w miejscu skąd wybiegła Yumi, matka przyglądała się dumna i wzruszona, ojciec utrzymywał surowy, lecz zmęczony wzrok. 'Atasuke... przeszukałeś niemal całą wioskę, martwiąc się o siostrę? Nie wiedziałem, że jednak masz w życiu jakieś wartości, o które będziesz dbał jak tylko możesz...' Natsuo patrzył zdumiony na to. Z jego punktu widzenia Atasuke zawsze był... zimny, obojętny na wszystko. Teraz wiedział, dlaczego tak bardzo starał się być najlepszy, dla swojej młodszej siostrzyczki. Jednak nie miał czasu na przypatrywanie się, gdyż dostrzegł swoich rodziców, podbiegł do nich tuląc ich oboje.
- Mieszkańcy wioski!- całą sytuację przerwał donośny głos jednego ze strażników- Wioska jest już bezpieczna, możecie wyjść. Proszę się nie przepychać i w spokoju i porządku wychodzić, zapraszam!
Mieszkańcy wyszli z ukrycia, po zobaczeniu z góry zniszczoną część wioski złapali się za głowę a dzieci zaczęły płakać przestraszone. Wiele rodzin straciło domy, miejsca pracy. Yumi, która szła za rękę z Atasuke wtuliła się do niego.
- Czy nasz dom też tak wygląda?- zmartwiła się.
- Nie- odpowiedział z troską w głosie- Nasz dom jest w idealnym stanie- uśmiechnął się pociesznie.
Natsuo idący za nimi tylko się przyglądał, delikatnie tracąc na humorze.
Zanim przystąpiono do naprawy wioski, rozpoczęto poszukiwania ciał zmarłych. Wielkim ciosem było znalezienie ciała Hokage pod szpitalnym gruzem, jednak wielu shinobi podejrzewało tego, gdyż przez całą "inwazję Genninów" niegdzie nie dało się go znaleźć.
Każdy Shiobi, ubrany w czarne, pogrzebowe stroje, stał na dachu budynku Hokage, gdzie leżała trumna ze zmarłym przywódcą wioski. Mieszkańcy natomiast zebrali się pod budynkiem. Niebo płakało wraz z zebranymi, krople deszczu opadały na zdjęcia Trzeciego, stojące w ramkach na ołtarzu. Cała wioska pogrążyła się w żalu i ciszy, zmarł człowiek odpowiedzialny za wioskę, chroniący ją i gotów oddać za nią życie. Po długich minutach czczenia pamięci zmarłego wioska udała się na pogrzeb.
- Trzeci Hokage uparcie wpajał nam do serc znaczenie Woli Ognia- mówił Asuma jako rodzina Trzeciego- Umarł za nas, za wioskę, ale nie umarła jego Wola Ognia.
