Psy ninja przywołane przez Kakashiego prowadziły Joninów za tropem. Długo to trwało, gdyż nie mieli żadnych poszlak. Podążali za zapachem chakry, który zostawili w skalnych łańcuchach, lecz to bardzo słaby trop.
- Pośpieszmy się!- ponaglił wściekły Obito. '
Nici z dzisiejszego wieczoru razem z Rin. Niech was szlag!'
- Rozdzielmy się!- zarządził Kakashi, podzielili się po mniej więcej równo, każda drużyna poszukiwawcza miała swojego psa przewodnika.
- Ouhh...- Atasuke przebudził się, z wielkim bólem głowy. Gdy wstał, nie do końca rozumiał co się dzieje. Wszyscy genini z wioski liścia wraz z nim tkwili w wodnej bańce, i nie było widać nic poza jej ścianami.
- Natsuo?- znalazł chłopaka, lecz gdy ten obrócił się do niego, zobaczył, że jego blondwłosy przyjaciel jest cały poobijany i we krwi.
- Widzę, że już jesteś sobą- odezwał się- Nie martw się, uleczyłem się.
- Co się stało?- spytał Atasuke nie ogarniając- Ty nas tu umieściłeś?
- Nie on- do rozmowy włączył się Uchiha Sasuke- Podczas waszej walki wpadło kilku nieproszonych gości, kto wie, czego chcą.
- Nie pamiętam tego...- mruknął trzymając się za bolącą głowę.
- To był niesamowity pokaz siły- odezwał się bordowo włosy chłopak z piasku- Posiadasz moc Jinchuuriki, jednak nim nie jesteś, wierzę, że możesz mi to wyjaśnić.
- Co?- do Atasuke dalej nie docierała cała sytuacja.
'Czyżbym znowu...?'.
W następnej chwili cała wodna konstrukcja zaczęła się trząść. W istocie ponownie się powiększała, o czym nie wiedzieli jeszcze Genini. Ostatecznie przestała rosnąć i pękła, najzwyczajniej w świecie. Stali w jakimś ciemnym pomieszczeniu, lecz bardzo szerokim. Przed nimi stał królewski tron a obok niego ów szaro włosy porywacz.
- Witajcie- powitał ich młodzieniec, mający ze 20 lat, białe włosy i czerwone oczy.
Ryu
- Nazywam się Ryu. Witajcie w moim domu!- uniósł ramiona w poitalnym geście, lecz z chłodną miną- Powodem, dla którego goszczę was w moim domu są wasze ciała.
Przerazili się, lecz słuchali dalej.
- Mój mistrz ma wobec was ogromny plan, lecz nie zrealizuje go bez waszego udziału. Czujcie się zaszczyceni, zainteresowaniem mistrza.
- O kim ty do cholery gadasz?!- warknął Naruto patrząc gniewnie na gospodarza.
- Mistrz sam okaże się wam, kiedy przyjdzie na to czas- odparł znudzonym głosem- Uklękniecie, przed Bogiem!
- Bogiem?- powtórzyła zdziwiona i przerażona Ino. Atasuke spojrzał na Natsuo trzymającego za rękę Setsunę, nie miał już na sobie żadnych obrażeń, jego chakra działa cuda.
- Po co nas tu zabrałeś?!- krzyknął Sasuke, również obdażając go gniewem.
- Jak już mówiłem, wszysyko ma swój czas na rozwój wydarzeń- spojrzał na niego.
Tajemniczy szaro włosy był ubrany w czarny płaszcz z czerwonymi symbolami chmur, w białym konturze, natomiast wysoki kołnież porywacza zasłaniał twarz aż do czubka nosa, a długie luźne rękawy zasłaniały dłonie, gdy miał opuszczone ręce.
- Skąd pewność, że grzecznie poczekamy na przybycie twojego "Boga"?- poirytował się Naruto. Stworzył palcami pieczęć przed klatką piersiową, a obok niego stanął klon, który uformował nad jego dłonią niebieską kulę chakry, uformowaną w idealny okrąg, zdająca się emanować swoją energią.
- Głupiec...- powiedział młodzieniec w płaszczu na tyle cicho, że nikt go nie usłyszał.
Naruto nie spuszczał z niego gniewnego wzroku.
- Naruto nie!- krzyknęła Sakura, jednak ten nie posłuchał i skoczył ku niemu, by uderzyć swoją techniką.
- Rasengan!- krzyknął tuż przed uderzeniem, jednak porywacz nawet nie drgnął. Złapał za nadgarstek chłopaka i zawrócił nim w stronę Geninów, ciskając nim tam. Rozeszli się i po chwili nastąpiło uderzenie, wzniecające dym. Rasengan Naruto zrobił nie małą dziurę w podłodze.
- Cholera...!- zaklnął Uzumaki. Sakura go uspokoiła, gdy wszyscy z narastającym niepokojem i strachem patrzyli na człowieka w płaszczu.
- Nie bójcie się, młodzi Genini- powiedział patrząc po nich- Gdy przyjdzie mój mistrz, nie poczujecie więcej strachu. Drogą poprzez ból, dotrzemy do spełnienia oczekiwań mistrza.
- Zamknij się!- wrzasnął Natsuo plując ku niemu wodą. Szaro włosy jedynie machnął przed nią ręką a ta opadła na posadzkę, niczym wylana z wiadra. Blondyn zagryzł zęby i zacisnął pięści w gniewie.
- Nie jesteście tu, by ze mną walczyć- uprzedził ich nadal opanowany, bez najmniejszych oznak złości czy zniecierpliwienia.
- Daj spokój Natsuo, nie dasz mu rady sam- szepnął Atasuke.
Natsuo spojrzał na niego ze sprzecznymi uczucismi. Jakieś 30min temu próbował go zabić, co prawię mu się udało, a teraz jak gdyby nigdy nic, mówi o współpracy.
- Nadchodzi On- objaśnił szarowłosy, stojąć pół bokiem do nich patrząc na coś, daleko za tronem.
Nie na coś, tylko na kogoś. Zbliżał się a jego spokojne kroki były coraz wyraźniejsze. W końcu wyszedł z mroku zza tronu i stanął między nim a zaniepokojonymi Geninami, patrząc na nich.
Był ubrany tak samo jak jego sługa, w czarny płaszcz z czerwonymi chmurami w białych konturach, jednak był inny. Był starszy, również miał fioletowe oczy ale inne niż szaro włosy.
Oczy owego Boga nie były normalne, miały bledszy odcień niż te Ryu, pozbawione białek, a źrenice otaczał czarny wąski krąg za kręgiem. Włosy miał rude, skórę bardzo bladą, ale nie to było najdziwniejsze i przerażające. W uszy, nos, usta, miał wbite dziwne czarne, małe pręty, jakby mroczne kolczyki. Paznokcie pomalowane na czarno, i zimne spojrzenie. Niektórzy przełknęli ślinę w strachu, czując siłę i mrok emanującą od niego.
- Nie sprowadziłem was tu, by was zabić- powiedział, głos miał mocny i chłodny- Nie bójcie się. Nazywam się Pain, i od dziś jestem waszym Bogiem.
- Co to za zbieg wariatów?!- wkurzył się Natsuo, a widząc, że jego wcześniejsza woda prowadzi od jego nóg, do samego Paina, choć go nie dotykała, zniknął i pojawił się obok niego z kunaiem w dłoni, celując w serce.
Mimo iż Pain nawet na niego nie spojrzał, a jego ruch trwał zaledwie sekundę, obronił się. Wystawił ku chłopakowi otwartą dłoń i tajemnicza siła cisnęła nim w tył, kierując na ścianę. Gdy już miał w nią uderzyć, Pain zatrzymał go i krótkim machnięciem ręki rzucił nim w stronę przyjaciół. Setsuna wybiegła do niego łapiąc go i wraz z nim poleciała do tyłu na metr lądując na plecach. Wszyscy z przestrachem patrzyli na podnoszącego się śmiałka, a następnie na rudowłosego Boga, który niewzruszony stał i czekał.
- Jak już mówiłem, nie jesteście tu by walczyć.
- A po co?- wtrącił Kiba.
- Zobaczycie- spojrzał na nich rozszerzając nagle swoje dziwaczne oczy. Wszyscy rozstąpili się od siebie unosząc się na wysokość kilku metrów, z rozwartymi ramionami i prostymi, złączonymi nogami. Żaden nie miał możliwości ruchu, mogli jedynie patrzeć przerażeni przed siebie.
Naruto odczówał to najbardziej, podobnie jak Gaara z piasku.
Podczas gdy jego ciało z wolna otaczał piasek, z ciała Naruto wydobywała się dziwna bulgocząca czerwona chakra.
Pain ręką przyzwał małe czarne pręty i boleśnie dla Geninów wbiły się one w specjalne miejsca w ich ciałach. Nie krwawili, ani nie wydali z siebie żadnego dźwięku. Wyciekająca z Naruto chakra została stłumiona, a piasek opadł z ciała Gaary.
Wszyscy mając zamknięte oczy i nieruchome ciała powoli wylądowali na nogach, a gdy już stanęli na nogach technika Paina uwolniła ich ciała, jednak nikt się nie ruszył. Nie byli już sobą.
Otworzyli swoje oczy i patrzyli na Boga. Jednak ich oczy nie były normalne. Były takie same jak te Paina. Blado-fioletowe, z wąskimi kręgami otaczającymi źrenice, pozbawione białek. W ich ciałach tkwiły pręty Paina, takie same jak w nim samym.
Armia owładniętych Geninów, ślepo wpatrująca się przed siebie z odbitkami oczu Paina, gotowa na rozkazy.
- Idźcie- zabrzmiał Bóg- Idźcie i zniszcie to, o co mieliście walczyć jako Chunini. Zniszcie Wioskę Ukrytą w Liściach!
Genini nie wiedząc nawet co robią ruszyli ku wyjściu z sali, znajdującego się kilka metrów za tronem, na który zasiadł Pain.
- Niech twoi bracia poprowdzą ich przeciw Wiosce- rozkazał. Szaro włosy bez słowa odszedł.
Nieświadomi Genini biegli przez las, z tym samym pustym wzrokiem i nieprzytomnym wyrazem twarzy, prowadzeni przez czterech braci Ryu.
- Rozdzielamy się!- krzyknął jeden z nich, imieniem Akihiro. Grupa Geninów samoistnie się rozdzieliła. Cztery grupki z jednym przewodnikiem ruszyły w osobne strony. Atasuke należał do grupy Akihiro, oddzielony od Natsuo i Setsuny. Miał w swojej drużynie m.in. Nejiego, Lee, Shino i Sasuke.
Gdyby ktokolwiek z nich miał możliwość samodzielnego myślenia, domyśliliby się, że są elitą wśród wszystkich czterech grup, mającą być odpowiedzialną za najtrudniejsze, i najważniejsze zadanie podczas inwazji na Konohe.
- Co się stało, Pakkun?- zaniepokoił się Kakashi, kiedy najmniejszy pies, mops, zatrzymał się. W drużynie Kakashiego był jeszcze Obito, Gai i jeden z osobistych Joninów Hokagę.
- Coś jest nie tak...- ciągnął powietrze nosem- Tam!- wskazał łapą na lewo.
Gdy tam spojrzeli nie mieli zbyt dużo czasu, gdyż już metr od nich znajdowały się lecące na nich shurikeny otoczone płomieniami. Wszyscy prócz Obito odskoczyli unikając śmiertelnych ataków, podczas gdy przez niego samego przenikły jak przez ducha. Zamarł, widząc jak z niesamowitą szybkością mija ich jakiś czarno-włosy facet z grupką Geninów. Dostrzegł wśród nich Atasuke, jednak bardziej zmartwiły go ich oczy.
- Obito!- pozostali z powrotem stanęli przy nim na gałęzi drzewa.
- Ich oczy...- patrzył za nimi z niedowierzaniem- Nawet nie zareagowali widząc mnie.
- Nie mamy czasu, Obito!- krzyknął sfrustrowany Kakashi, odsłaniając swoje lewe oko, Sharingana, po czym cała 4 ruszyła za nimi w pościg.
'
O co tu chodzi?' nie rozumiał Obito.
'
Biorąc pod uwagę słowa Obito, musieli zostać w jakiś sposób zahipnotyzowani. Tylko przez kogo? I w jakim celu? Dokąd się kierują...?' nagle zdał sobie z czegoś sprawę.
- Kierują się w stronę wioski!- powiedział Kakashi przewodząc swojej grupie. Skakali z gałęzi na gałąź chcąc dogonić grupkę Geninów.
- Skoro nas zaatakowali...- powiedział Gai.
- Będą chcieli zaatakować wioskę!- dokończył Obito, z zagniewaną twarzą.
- Obito. Ilu dokładnie ich było?- spytał Kakashi chcąc podsumować fakty.
- Pięciu Geninów plus przewodnik- odparł jednooki.
- Rozdzielili się- stwierdził Kakashi- Na pewno pozostali również zostali omamieni przez porywaczy, musieli podążyć innymi drogami.
- Tak. Tylko po co?- spytał Kike, Jonin Hokage.
- W tej grupie byli najsilniejsi Genini z wioski- powiedział Obito- Myśląc, że faktycznie chcą przypuścić atak na wioskę, ci zostali wysłani z jakąś większą misją.
- Chyba nie sądzisz,,,?- Kakashi nie dowierzał.
- Prawdopodobnie chcą zaatakować samego Hokage!- dokończył Obito patrząc surowo przed siebie- Było w nich coś dziwnego. Nie tylko te oczy, na ich ciele były powbijane czarne przedmioty. Coś jak pręty.
- Pręty?- zdziwił się Kike.
- Uhm.
- Myślisz, że to one zawładnęły ich ciałami?- spytał Gai.
- Tak myślę. Nie wiem jednak, jaki wpływ mają na nich ich oczy- dodał nie ukrywając niepokoju.
- Obito. Jak dziwne były te oczy?- zapytał Hatake, Obito spojrzał na niego, i opisał je.
- Nigdy takich nie widziałem...- zaczął.
'
Cholerne psy!' myślał przewodnik grupy, w której był Atasuke, czując chakrę ścigających, doganiających ich.- Pośpieszcie się!- krzyknął do Geninów, ci posłuchali. Akihiro nie chciał zwlekać z wykonaniem zadania, przez kilku Joninów.
Akihiro
- Nie możemy ich zgubić!- krzyknęła Kurenai, prowadząc swoją grupę Joninów. '
Dlaczego wracają do wioski?'
Ścigali grupę Geninów, w której byli m.in. Natsuo, Naruto i Kiba. Ich przewodnik miał purpurowe włosy i przebiegłe oczy. Nazywał się Heike, był trzecim z braci.
Heike
- Są tuż przed nami!- powiedział Asuma, goniąc grupkę Geninów, w której znajdowali się Choji, Ino i Sakura. 'O co tu chodzi?'. Podążali za niebiesko-włosym chłopakiem, o bujnej fryzurze. Zwano go Imoki, czwarty z braci.
Imoki
Ostatnia drużyna, zarówno Geninow jak i Joniów ścigających. Wśród Geninów byli m.in. Hinata, Setsuna oraz Ten Ten. Przewodził im brązowo-włosy chłopak. Miał na imię Domo, i był piątym- ostatnim z braci.
Domo
Zdumiewającym faktem było, iż każdy z braci był niesamowicie przystojny, choć żaden nie przypominał drugiego. Pięciorga rodzeństwa różniła się od siebie czymś jeszcze. Każdy z nich miał swój jedyny typ natury. Ryu- błyskawica. Akihiro- ogień. Heike- wiatr. Imoki- woda. Domo- ziemia.
Grupa ścigających ich Joninów składała się z samych osobistych Joninów Trzeciego Hokage.
- Pamiętajcie! Nie krzywdzić dzieci!- krzyknął ich przywódca do reszty.
- Hai!- odparli jak jeden mąż. 'Co się stało z tymi dzieciakami?'
- Są blisko!- powiedział Gai, gdy jego drużyna doganiała grupę Akihiro.
- Wiem- powiedział Kakashi- Uważajcie. Jego poprzedni atak był naprawdę szybki- ostrzegł pamiętajać ogniste shurikeny Akihiro. 'Kim on jest?'
- Ruszamy!- zarządził Obito zeskakując nagle dół i za sprawą Kamui wnikając w ziemię jak duch. Reszta biegła dalej, jednak Gai i Kike ruszyli na około, by zaatakować od boków. Kakashi nie zmieniał kursu.
Akihiro uśmiechnął się delikatnie, widząc kilka metrów przed nimi poważnego Obito, który zaatakował go kulą ognia.
Grupa Geninów i prowadzący zatrzymali się. Akihiro prychnął, wystawił jej na spotkanie prawą dłoń, która wchłonęła płomienie.
Gai-sensei wyskoczył z lewej w mgnieniu oka znajdując się przy Akihiro i wyprowadzając potężne kopnięcie w głowę.
- Konohańska siła młodości!- krzyknął ironicznie swoim irytującym głosem. Zdziwił się jednak, gdy bez większych problemów uderzenie zablokował Neji.
Gai spojrzał w oczy swojego ucznia, lecz nie ujrzał jebo Byuakugana, lecz oczy Paina, choć nie wiedział czyje są i co to jest. Jego twarz, jak i ręce i nogi ozdobione w czarnę pręty. To działo się ze wszystkimi.
- Mistrz Taijutsu wioski Liścia, hę?- powiedział na wpół kpiąco, na wpół prowokująco Akihiro, przyłożył dłoń do jego klatki piersiowej i "błękitna bestia Konohy" wystrzeliła w tył, niczym nabój z pistoletu, ciągnąc przez chwilę ze sobą płomienie.
Kike nadleciał z prawej z wielkim shurikenem w ręce i wybijając się ku niemu z drzewa rzucił akihiro na spotkanie swój shurikem.
Akihiro nie drgnął, gdyż Neji użył techniki swojego klanu, wypychając z dłoni niewidzialną siłę sprężonego powietrza z pasmami niebieskiej chakry, która odbiła shuriken w bok, a sam Kike został schwytany w locie przez Sasuke i Atasuke.
- Bądź przestroga dla pozostałych- szepnął mu do ucha Akihiro z uśmieszkiem, poczym wbił mu dłoń w brzuch. Obaj Uchiha puścili go i dołączyli do pozostałych Geninów, podczas gdy Kike stał w bezruchu patrząc przerażony na bruneta o czerwonym odcieniu oczu.
- Nie!- wydarł się Obito, rzucając biegiem w jego stronę.
Akihiro wyszczerzył kły, a ciało Kike zostało wysadzone płomieniami od wewnątrz. Wtedy nad nim pojawił się wściekły, lecz skupiony na nim Kakashi z potężną błyskawicą otaczającą całą jego prawą dłoń.
- Raikiri!- krzyknął uderzając od góry. Akihiro w ostatniej chwili jej uniknął, jednak Hatake nie dawał mu wolnej ręki. Od razu go dogonił i ponownie uderzył, celując w serce. Wszyscy Genini stojący za Akihiro wytrzeszczyli swoje dziwaczne oczy patrząc na Kakshiego, i tajemnicza niewidzialna siła cisnęła nim w tył tak gwałtownie, że Sharingan Kakashiego nawet nie widział zdarzenia. Leciał plecami w tył łamiąc kilka drzew, oddalając się kilkaset metrów od miejsca walki.
'Co za siła...!' pomyślał z trudem wstając, unikając drzazg wielkiego dębu w który się wbił. Na ziemi zostawił po sobie ślad, jak gdyby szurał po niej przez całą tę drogę, a drzewa która mijał aż wygięły się na zewnątrz.
Obito ze swoim zginanym prętem stanął ruszył naprzeciw niego, zmuszając do cofania się, gdyż ataki były zbyt szybkie by jakoś się w nie wtrącić.
- Uciekajcie! Teraz!- krzyknął do zastygłych w bezruchu Geninów. Zdziwił się, gdy żaden nawet nie drgnął. Stali wpatrzeni ślepo we wroga.
- Oni już cię nie słuchają- zakpił z niego Akihiro. Podczas, gdy Genini użyli na nim tę samą moc co na Kakashim. wystrzelił w tył z oddźwiękiem bólu, robiąc niemniejszy bałagan niż Kakashi.
Wszyscy spojrzeli w tył, gdyż z lasu wybiegał Gai, po aktywacji pierwszej Bramy. Otaczała go dość potężna, zielona chakra, a skóra delikatnie nabrała czerwonego odcieniu. Włosy falowały jak przy przypływie silnego wiatru. Ściskał wściekle pięście i i napinał mięśnie w biegu.
'Szybki' Akihiro zdążył jedynie pomyśleć, gdy Gai stał już przy nim i wymierzył mu potężny cios w szczękę. Rzuciło nim kilka metrów dalej w drzewa, prawie je przełamując.
Genini rzucili się na niego. Pierwszy dotarł Neji zasypując go serią ciosów swojej Delikatnej pięści", sztuką walki jego szlachetnego klanu. Mimo słowa "pięść" w nazwie, nie wszystkie ciosy były wyprowadzane z pięścią. Taijutsu klanu Hyuuga było charakterystyczne i bardzo precyzyjne. Ruchy wykonywane z gracją przez ich przedstawicieli były wprost niesamowite. Gai jednak, jako specjalista od Taijutsu bez problemów je blokował. Pierwsza lepsza okazja, Neji był szybki, ale nie tak jak Gai, i jego mistrz kopnął go w twarz z dzikim wrzaskiem, przewracając go kilka metrów dalej.
'On uderzył swojego ucznia jak gdyby nigdy nic...' pomyślał Akihiro wstając z głupią miną. Spodziewał się jakiegoś zawieszenia ze strony Jonina, jednak nic nie stało mu na przeszkodzie by dokopać Geninom, choć ograniczał się tylko do błachych uderzeń.
- Kończmy to- powiedział do siebie patrząc na szybkie ruchy przeciwnika- Pomyślmy. Gai, mistrz Taijutsu, shinobi potrafiący otwierać Wewnętrzne Bramy Shinobi... jaki może mieć słaby punkt? Ah tak!- wpadł na diaboliczny pomysł.
- Hej ty!- krzyknął do niego- Choć i wykończ mnie staruszku!- te słowo wywołało na Gaiu oczekiwaną reakcję. Spojrzał w furii na Akihiro, który mając ręce w górze gibał i wił się w pionie jak wąż- Jesteś za stary by mnie pokonać!
Gai nie tracił ani chwili dłużej. Podmuch jego chakry odrzucił w tył wszystkich atakujących Geninów i natarł na czarno-włosego Akihiro w napadzie złości.
Akihiro uśmiechnął się pod nosem chytrze, po czym z jego dłoń buchnęły płomienie obejmując ją, a ten złapał za twarz Gaia wbijając go w ziemię. W górę wzbił się dym i kawałki ziemi z trawą. Uniósł jego ciało póki nie wierzgał a te zajęło się ogniem, po czym bez większego zamachu rzucił nim w prawo, łamiąc kolejne drzewa.
- Idziemy!- rozkazał mijając niewzruszoną grupkę Geninów i wskakując na gałąź ruszył dalej, a za nim jego mała armia.
- Ugh...- Obito wstał z bólem głowy, musiał uderzyć o coś głową, podczas lotu. Rozejrzał się i zobaczył niedaleko jak Gai zatrzymuje się po chwili sunięcia po ziemi.
- Gai!- podbiegł do niego, a ten wyłączył swoją bramę, zielona chakra zniknęła wraz z płomieniami, które zgasły z niego podczas lotu.
- Ten facet jest naprawdę silny...- mruknął Gai, tłumił wewnętrzny ból zaciskając zęby, związany był on z otwarciem Wewnętrznej Bramy.
- Bez wątpienia- zza drzew dołączył do nich Kakashi, z nieco poirytowanym wyrazem twarzy.
- Wygląda na to, że wszystkich nas załatwił tak samo- powiedział Obito- Siła tych oczu jest oszałamiająca.
- Te oczy...- odezwał się Kakashi mając je jeszcze przed swoimi oczami- Myślałem, że to legenda.
- Umh?- zdziwili się obaj towarzysze, patrząc na zamaskowanego przyjaciela.
- Powiem w drodze- stwierdził- Musimy się zbierać. Trzeba ostrzec Hokage.
- Mimo wszystko są to tylko Genini- powiedział Ryu znudzonym głosem, stojąc naprzeciw Paina, siedzącego na tronie.
- Nie doceniasz mocy tych oczu- zabrzmiał Pain, patrząc na niego bez żadnych uczuć. Jego blado-fioletowe oczy były przerażające- Gdy nadejdzie czas, docenisz ich moc. Rinnegan, moc stwórcy sztuki Ninpou- powiedział- Niedługo poznasz ich moc, już niebawem.
Ryu jedynie patrzył na niego bezinteresownie.
On i jego bracia od małego byli niedobitkami, osieroconymi ofiarami wojny z wioski Deszczu. Tam zawsze panowała wojna. Pain znalazł ich pewnego dnia, byli głodni, przerażeni, samotni. Coś natchnęło Paina by ich przygarnąć, ocalić z losów wojny. Zrobił to w dniu, kiedy przejął władzę w wiosce Deszczu, choć tak naprawdę nikt o tym nie wie.
Przyjął ich do siebie i szkolił na zabójców, ukrywając w tajemnicy przed światem. Nie przyjął ich nawet do swojej organizacji, Akatsuki, której jest liderem i której symbole nosi na płaszczu.
Zostali pod nim wychowani, na zabójców. Stali się cieniem, cieniem wojny. Wypełniali zadania nadane im przez Paina, których tylko oni umieli się podjąć.
Ryu, najstarszy z braci, zawsze rozumiał najwięcej. Czuł się za nich odpowiedzialny zanim poznali Paina, chronił ich, strzegł przed ciemnością wojny. Został prawą ręką Paina, choć bardziej pasowałoby określenie, jego cieniem. Jego oschłość i chłód są oparte na przeżyciach z dzieciństwa.
Heike, młodszy o rok od Ryu miał 19 lat. On był bardzo zbliżony charakterem do Ryu, był jednak bardziej nadpobudliwy i łatwiej wychodził z równowagi. Podobnie jak Ryu, jest niezwykle szybki i nie posiada współczucia.
Akihiro i Domi są dwujajecznymi bliźniakami, obaj mają po 18 lat, choć Akihiro urodził się o 6 minut wcześniej. Jest on irytującym wesołkiem, jednak jak każdy jest bardzo silny i niemal niepokonany w swoim żywiole. Jak ogień, jest brutalny i bezlitosny.
Imoki, najmłodszy z braci mający lat 17, spokojny i empatyczny, niczym spokojna woda. Każda jednak woda, w mgnieniu oka potrafi zniszczyć brzeg.
Drużyna Akihiro zatrzymała się przed bramą główną, a dosłownie chwilę po nich pojawiła się drużyna Heike, składająca się z Naruto, Kiby i Natsuo, plus jakiś Genin z Mgły.
- Witaj bracie- zażartował Akihiro z uśmiechem.
- Nie pora na żarty- rzucił Heike, lecz po rzuceniu na niego wzrokiem spojrzał chytrze- Widzę, że nie oszczędziłeś swoich prześladowców. Akihiro spojrzał na zakrwawione ręce, wiedział, że to po nich Heike poznał, że walczyli.
- Więc ty też kogoś spotkałeś?- zauważył Akihiro.
- Drobne przeszkody- prychnął, Akihiro rozejrzał się po jego drużynie 'zombie'. Zauważył, że jeden chłopak miał na głowie białego szczeniaka, śmiesznie wyglądał z Rinneganem i kilkoma prętami w ciele.
- Ciekawe co czują w środku?- zaśmiał się opierając ręce na biodrach.
- HEJ! Kim wy jesteście?!- po drugiej stronie granicy wioski stanęli strażnicy bramy, przestraszyli się na widok Geninów, w takim stanie- Co to ma być...?!
Akihiro z uśmiechem spojrzał na Heike, i po chwili zza jego pleców wybiegli Atasuke z Sasuke. Rzucili się na nich, z lekkim podskokiem powalając ich nogami. A gdy ci już leżeli na ziemie, obaj Uchiha chwyciło za ich kunaie i rozcięli im ich gardła.
- Cóż za mordercza idea, bracie- podsumował ironicznie Heike, Akihiro tylko prychnął- Ruszamy!- wszyscy pobiegli przekraczając granice.
- Wiesz gdzie masz iść!- pouczył go Heike.
- Tak tak- uspokoił go. Rozdzielili się. Skacząc po dachach, Heike wraz ze swoją grupą ruszył na szpital. Akihiro zaś wraz ze swoimi kierowali się na budynek Hokage.
- Hokage-sama!- do sali szpitalnej wbiegło dwóch Joninów, odpowiedzialnych za pilnowanie bariery wioski.
- Co się stało?- spytał zdenerwowany jeszcze wcześniejszą sytuacją, podczas gdy medyczni ninja powoli uleczali jego nogę. Na szczęście nie była dosłownie zmiażdżona, a jedynie zniekształcona w kości. Podręcznikowe postępowanie uleczyłoby ją w dwa miesiące, jednak zebrali się najlepsi medycy, gdyż Hokage nie miał zamiaru leżeć i czekać w szpitalu.
- Bariera wokół wioski!- niemal krzyknął jeden- Ktoś dostał się do środka!
- Najpierw atak na starszych i porwanie Geninów, a teraz intruzi?- zbulwersował się przejęty Trzeci.
- Nie wiemy kim są ani jakie mają zamiary- mówił drugi- Ale znaleźliśmy ciała strażników przed bramą. Świadkowie mówią, że to nasi Genini, lecz jacyś odmienieni.
- Genini? Odmienieni? Dlaczego nie mam żadnych wieści od Kakashiego i reszty?!
'Co tu się wyprawia?' zastanawiał się przez chwilę Hokage.
- Zbierzcie wszystkich, powiedzcie, że Konoha została...- coś spowodowało, że cały budynek się zatrząsł, podczas gdy z dołu dało się usłyszeć jakiś wybuch.
Hokage przewrócił się i dwaj Jonini po odzyskaniu równowagi pośpieszyli się, by pomóc mu wstać.
- Zabierzamy stąd pana!- zapowiedział jeden.
-Nie!- sprzeciwił się.
- Ale...
- Skoro ktoś postanowił najechać Konohę- skupił swój gniewny wzrok na ścianie naprzeciw, zza której dobiegały okrzyki bólu i technik- To najpierw będzie musiał zmierzyć się ze mną!
Ściana została zniszczona a w powietrzu znalazł się dym związany z owym wydarzeniem. Dwóch Joninów Hokage zostało zaatakowanych przez Natsuo i Kibę, podczas gdy znany dźwięk formowania chakry dobiegł uszu Trzeciego. Dym został rozwiany i zaatakował go Naruto, swoim Rasenganem.
Trzeci przywołał swój wielki kij Małpiego Króla i uderzył nim w Rasengana. Chłopak z wrzaskiem świsnął w tył.
'Co to ma być?!' Hokage dojrzał ich Rinnegany i ozdoby w całym ciele 'Te oczy... to przecież...!'
Nie dokończył, gdyż zauważył, że Natsuo i Kiba dosłownie zmiażdżyli swoich przeciwników, i rzucili się na niego. Stojąc praktycznie na jednej nodze unikał ich ataków i bronił się kijem, lecz nie atakował.
Nie wiedział o co tu chodzi, a za żadną cenę nie chciał ich skrzywdzić. Dodatkowo niemal co chwilę się potykał o swoją zniekształconą nogę, które w wyniku nagłego wysiłku i ciągłych napięć mięśni zaczęła na nowo boleć i krwawić.
- Natsuo! Kiba! Co z wami?!- krzyknął do nich, jednak ci nie odpowiadali, a jedynie nadal napierali. 'To nie oni! Ich poziom stał się o wiele wyższy. W ciągu chwili pokonali moich Joninów. Jednak skąd się wziął u nich ten Rinnegan?' Próbował to zrozumieć, gdy nagle świsnął wiatr a Hokage znieruchomiał, wyrzucając klatkę w przód z bólu.
- Kto by pomyślał, prawda Hokage?- zakpił stojący kilka metrów za nim Heike, o długich, spiętych bordowych włosach.
Jego typ natury to wiatr, którym przed chwilą porozcinał plecy Trzeciego.
- Kim ty do cholery jesteś...?- warknął zbulwersowany Hokage.
- Nie martw się- powiedział z tajemniczym uśmiechem- To nie potrwa długo.
- Nie pozwolę wam zniszczyć wioski..!- zaprzysiągł Trzeci, chwilę po opadnięciu na kolana.
- Nie wysilaj się- przerwał mu. Ścisnął delikatnie pięść, a ciało Hokage oplotła jakby niewidzialna nić. Nie mógł się ruszać, gdyż Heike skrępował go za pomocą powietrza i cząsteczek chakry.
- Draniu...- wycedził przez zaciśnięte zęby. Natsuo podszedł do niego z kunaiem w dłoni, bez żadnego uczucia na twarzy- Nawet jeśli mnie zabijesz- mówił, podczas gdy Natsuo był coraz bliżej, idąc powoli- Nawet jeśli powalisz mury wioski- cień chłopca niemal już go zasłonił- To nigdy nie uda ci się ugasić płynącej we wszystkich Konoszań, Woli Ognia!- powiedział, a po tych słowach nastąpił jeden ruch. Natsuo stał z wyciągniętą ręką przed Hokage, w dłoni której trzymał kunai wbity w serce Sarutobiego.
- Wzruszające- powiedział z przesadną ironią Heike, gdy Natsuo wyjął z niego kunai, a ten z krwią wypływającą z kącika ust patrzył na chłopca z żalem, po czym zaczął z wolna opadać na bok.
'Wybaczcie mi... Wiosko Liścia. Nie byłem w stanie was ochronić, umieram skazując was na prawdopodobną śmierć. Wola Ognia płynie w żyłach każdego z was' myślał, będąc coraz bliżej podłogi 'Wierzę, że pojawi się Ktoś, kto wypełni moje zadanie zapewnienia wam ochrony...' . - Padł bezwładnie na bok, mając jeszcze nieprzytomnie uchylone oczy wyzionął ducha.
- Zabijcie wszystkich znajdujących się w budynku- powiedział Heike, który nadal nie zauważył żadnych oznak uczuć w postaciach Geninów, którzy jak gdyby nigdy nic wybiegli z zasypanej w połowie gruzem sali, zostawiając martwego Hokage.
Drużyna Kakashiego dotarła do głównej bramy wioski, zatrzymali się na widok martwych strażników.
- Wygląda na to, że się spóźniliśmy- odezwał się Gai.
- Zaczęło się- podsumował Obito- Musimy jak najszybciej odnaleźć Hokage!- krzyknął chcąc ruszać, gdy usłyszeli głuchy odgłos zawalanego budynku gdzieś w centrum wioski, w powietrze wzbił się ogromny tuman kurzu a ziemia zdawała się zatrząść.
- Co to...?
- Śpieszmy się!- rozkazał Kakashi, gdy w miejscu zawalonego budynku znajdował się niesamowicie wieli wodny smok, w głowie którego znajdował się niczego nieświadomy Natsuo.
- Rozdzielmy się!- mówił Kakahi, gdy skakali z dachu na dach kierując sie na wodny wytwór Natsuo- Gai! Idź poszukać Hokage, musi gdzieś tu być!
- Mhm!- przytaknął i odbiegł na lewo.
- Obito!- mówił dalej, skupiony na smoku, a raczej na jego twórcy, Natsuo- Chciałbym abyś zajął się Natsuo, podczas gdy ja odwrócę od niego uwagę Heike!
- Zawsze lubiłeś wydawać rozkazy- powiedział opanowany, lecz wewnątrz rozzłoszczony Obito- Dobra! Zajmijmy się tym!
Wodna bestia niszczyła budynki, zasypując ulice gruzem. Coraz więcej mieszkańców padało ofiarą ataku na wioskę, która była najeżdżana z każdej ze stron przez wszystkie grupy Geninów. Ścigający ich wcześniej Jonini postanowili przerwać pościg, gdy będąc już w wiosce rozdzielili się by pomóc w ewakuacji cywilów do schronów i wesprzeć ich siły w walce.
'Co to ma być?!' każdy zadawał sobie takie pytania, podczas wykonywania swojej roli. Byli bardzo zdruzgotani, przejęci i bezradni wobec armii ich własnych Geninów.
Wioska ukryta w liściach stała się jednym wielkim polem bitwy. Kakashi niezbyt efektownie napierał na Akihiro, uważając przy okazji na chroniących go 'opętanych' Geninów. Cokolwiek trzeba było zrobić, nie wolno było ich skrzywdzić. Obito w tym czasie starał sie dotrzeć do Natsuo, podczas gdy ten nadal niszczył wioskę jako potężny wodny smok, chroniący go przed wszystkim z zewnątrz.
Gdzieś z dachu naskoczyło na niego kilku Joninów. Wylądowali na jego grzbiecie i ruszyli biegiem w stronę głowy bestii, gdzie znajdował się Natsuo, którego mieli zamiar zaatakować, chcąc zachwiać jego skupienie na kontroli tej potężnej wodnej techniki. Natsuo spojrzał na nich przez ramie, a wodna struktura bestii wciągnęła ich do siebie. Wewnątrz niej była sama woda, którą szarpały niewyrównane i nierównomierne prądy. Były na tyle silne, że połamało im kręgosłupy zanim ci zdążyli się potopić.
Obito wraz z innymi shinobi wioski, którzy jako kilkuosobowa grupa dołączyli do niego, zaatakowali smoka potężnymi płomieniami.
Smocza wodna struktura zachwiała się, po czym opadła na dół w postaci fali wodnej. Płomienie ustały, a woda ponownie przybrała postać smoka, który rozwarł paszczę i zalał ich potężną falą wodną.
Obito zdążył użyć Kamui i wniknął w budynek, przez który potem wybiegł. Będąc w pobliżu nadal walczącego Kakashiego złapał za ubrania Nejiego i rzucił nim w tył, chroniąc Kakashiego przed ciosem, który zapewne zatkał by jego wyloty chakry.
- Kakashi!
- Obito! Miałeś zająć się Natsuo!
- Robi za duże zniszczenia, a ja muszę upewnić się, że Rin jest bezpieczna!- krzyknął stojąc nieopodal Hatake.
- Rin!- otrząsnął się Kakashi- Na śmierć zapomniałem! Wracaj szybko!- powiedział, dając mu wolną drogę.
Obito pobiegł, podczas gdy Kakashi ze swoim Raikiri natarł na biegnącego ku niemu Akihiro.
- Tss...- zakpił Akihiro, który wysłał za Obito Atasuke, ten zwinnie minął zajętego przez dowódce Kakashiego i ruszył za swoim mistrzem w pościg.
- Rin!- Obito dotarł w końcu na swoją posesję, przerażony widokiem śladów pobliskiej bitwy, która musiała się już skończyć.
Wbiegł do domu. Jego wnętrze nie było w żaden sposób zniszczone, widocznie udało mu się uniknąć zasięgu bitwy. Jednak gdzie się podziała Rin? Przeszukał cały dom i skrytki, jednak nigdzie jej nie było.
Zbiegł do piwnicy, jednak tam też nigdzie jej nie było, gdy nagle usłyszał z lewej cichy jęk.
Odruchowo spojrzał tam, jednak przed jego oczami stała jedynie ceglana ściana.
- Rin!- krzyknął i uderzył w nią, rozsypując gruz po podłodze. Podbiegł do swojej przestraszonej żony, a ta rzuciła mu się w ramiona i uścisnęła, jakby już nigdy miała nie puścić.
- Przypomniałam sobie o tej skrytce, wiedziałam, że przyjdziesz- zaszlochała.
- Już dobrze- uspokoił ją delikatnym głosem, głaszcząc po głowie- Musisz się ukryć wraz z mieszkańcami w jaskiniach ewakuacyjnych...
Wzdrygnął się, gdy usłyszał kroki na schodach. Stanął tyłem do Rin, jednak w gotowości, by obronić ją i swoje nienarodzone dziecko.
Po chwili zobaczył w progu skrytki swojego ucznia, Atasuke.
- Co ci jest?!- wystraszyła się Rin widząc chłopca z przekutym w wielu miejscach ciałem przez tajemnicze pręty i nienaturalnymi oczami. Chciała do niego podbiec by go obejrzeć, bojąc się o jego zdrowie, jednak Obito szarpnął ją za ramie, chroniąc ją przed niespodziewanym cięciem kunaiem z ręki Atasuke.
Ponownie przed nią stanął i wyciągając swój kunai (ostatni już) blokował ataki Genina.
- Opanuj się, Atasuke!!!- wrzasnął nie wiedząc co robić- Nie jesteś sobą!- dodał.
Rin jedynie stała przy ścianie patrząc na to, nie wiedząc co się dzieje. Nie wiedziała bowiem, że wszyscy Genini z wioski są aktualnie wykorzystywani jako marionetki Paina.
Dłońmi zakryła usta a jej rozszerzone oczy drgały.
- ATASUKE!- z gardła Obito wydarł się chrapliwy ryk. Chłopak bez żadnego uczucia na twarzy nadal napierał, aż w końcu zdecydował się na Ninjutsu, kulę ognia. Czerwone płomienie wypełniły małe schronienie i naruszło konstrukcję domu, zawalając go stopniowo. Atasuke nie miał szans na ucieczkę, choć osoba sterująca nim najpewniej skazała go już na śmierć, gdyż nie zrobiła nic by go ocalić, prócz pozbawienia go Rinnegana, w efekcie czego pręty opuściły jego ciało i chłopak padł na ziemię nieprzytomny.
Dom w końcu zawalił się cały, wyglądając teraz jak gdyby wewnątrz niego rozpętało się tornado.
- Uwolniłeś go- zauważył Ryu, prawa ręka Paina.
- Z góry był skazany na śmierć, gruz zabiłby go- oświadczył Pain- Jednak nie mogłem ryzykować, że Rinnegan w jego oczodołach wpadnie w ich ręce, po jego śmierci.
- Sokka.
- Ruszaj- polecił Pain, mrok tego miejsca dodawał powagi całej sytuacji. Szarowłosy bez słowa odwrócił się i odszedł.
- Atasuke!- krzyknął Obito, podbiegając do swojego nieprzytomnego ucznia. Zdążył przenieść siebie, Rin i chłopca do swojego wymiaru. Teraz kucnął przy Geninie, zauważając, że w jego ciele nie tkwią już żadne pręty, które zostawiły po sobie jedynie krwawiące dziury. Podczas gdy on ułożył głowę chłopca na swoich kolanach, Rin uklęknęła obok i zaczęłą go leczyć za pomocą medycznych technik ninja.
- Wyjdzie z tego- uspokoiła męża.
- Wiem- odparł zmartwiony- Pytanie brzmi, kim będzie, gdy się obudzi.
Rin spojrzała na niego, a z jej słodkich ust wydobyły się kojące słowa "To nie twoja wina".
- Nawet nie wiesz, jak bezsilni byliśmy, gdy ci dranie po nich przyszli- zacisnął szczęki.
- Obito!- wrzasnęła wściekła, a ten spojrzał na nią szerokimi oczyma- Nie mogłeś zrobić nic, co by odmieniło bieg losu! Zamiast rozczulać się nad sobą powinieneś teraz wracać do wioski i pomóc swoim przyjaciołom...
Przerwał jej Atasuke, który nagle się przebudził przerażony, widząc nad sobą Rin i mistrza Obito zerwał się na równe nogi. Cofnął się.
- Atasuke...?- odezwał się spokojnie Obito trzymając uniesione ręce, w geście pokoju.
- Gdzie ja jestem? Gdzie pozostali?!- rozglądał się przerażony. Miał ogromną lukę w pamięci, ostatnie co pamiętał, to rozmowa z tym dziwnym kolesiem w kryjówce tych porywaczy.
- Spokojnie- Obito wstał, a kamień spadł mu z serca, że Atasuke jest już sobą. Miał jedynie ślady po krwi, Rin wyleczyła pozostałości po prętach Paina, a jego oczy znów stały się normalne.
- Nie wiem do końca co się wam stało- zaczął Obito- Jednak nie ma na to czasu.
Obito z lekkim pośpiechem opowiedział Atasuke o tym co się stało. O tym, jak Genini pod dowództwem jakichś gości wrócili do wioski i tam zaczęli ją niszczyć.
- Że co?!- nie dowierzał.
- Nie ma czasu!- Obito denerwował się sytuacją w wiosce- Musimy wracać. Teraz jak już jesteś sobą, musisz mi pomóc.
- Ale co...
- Pamiętaj Atasuke, gdy zobaczysz kogoś ze swoich przyjaciół, nie dotykaj prętów w ich ciałach!- kolejny szok dla Atasuke- Jeśli Kakashi się nie mylił, mogą być one śmiertelnym zagrożeniem dla człowieka.
'O co tu chodzi?' pomyślał Atasuke przełykając ślinę.
- Rin, chciałbym abyś tu została, nie może stać wam się krzywda- powiedział opiekuńczo Obito. ' "Wam"? ' pomyślał zdziwiony Atasuke i spojrzał na kobietę. Olśniło go, gdy zaniepokojona trzymała dłoń na swoim dość płaskim jeszcze brzuchu. 'Jest w ciąży!'
- Oszalałeś?! Wracam z wami, muszę się upewnić, że mieszkańcy są bezpieczni w kryjówkach ewakuacyjnych i w razie czego im pomóc!- Obito chciał jej zaprzeczyć, jednak tu wtrącił się opanowany już Atasuke.
- Mistrzu- spojrzał na niego- Ty jesteś bardziej potrzebny w wiosce, by ją chronić. Ja udam się z panią Rin do jaskiń ewakuacyjnych i wrócę, gdy będzie już bezpieczne.
- Ale...- Uchiha spoglądał to na żonę, to na swojego ucznia. Rin skinęła głową- Niech będzie... Atasuke, nie pozwól jej skrzywdzić.
- Mhm- chłopak skinął głową i już po chwili Obito ponownie użył swojego Kamui, a cała trójka zmaterializowała się kilka metrów od zawalonego domu.
- Nasz dom...- zmartwiła się Rin.
- Nie ma czasu, Rin- przytulił ją- Ruszajcie! Obiecuje, że wrócę i upewnię się co do twojego bezpieczeństwa. Atasuke- zwrócił się do chłopca- Nie wątpię w twoje umiejętności, jednak chciałbym, abyś został w ukryciu wraz z Rin.
- Co?! Ale...
- To zbyt poważna sprawa, jeden Genin nic nie zdziała- zaprzeczył bezdyskusyjnie Obito, po czym rozkazał im ruszać.
Zbulwersowany Atasuke złapał Rin za nadarstek i razem z nią ruszyli biegiem uliczką. Kierując się ku górze Hokage, gdzie znajdują się jaskinie ewakuacyjne, Rin obejrzała się w biegu za mężem.
Ten bał się o nią, jednak ufał Atasuke, wiedział, że go nie zawiedzie. 'Chroń ją, Atasuke. Nie pozwól zranić jej i naszego dziecka'.
Nie mogli podróżować po dachach, gdyż naraziliby się na zauważenie przez przeciwników. Biegnąc tymi uliczkami byli niemal niezauważalni. Biegli bez słowa, a z oddali dobiegały ich głosy bitwy. Wybuchy, zawalenia się budynków i okrzyki walczących. Nie interesowało go to teraz. Za wszelką cenę chciał ochronić Rin, czuł się za to odpowiedzialny, no i dał słowo mistrzowi, ze nie zawiedzie.
Atasuke zerwał się i cisnął w tył kunai z notką wybuchową. Rin obejrzała się, nie wiedząc o co chodzi.
Kunai wbił się w ścianę jednego z budynków, a następny wybuch zwalił gruzem nadbiegającego Chojiego, któremu właściwie nic się nie stało, poza unieruchomieniem.
Biegli dalej, Atasuke miał już aktywnego Sharingana, więc zdążył dojrzeć dziwne oczy Chojiegi i małe pręty w jego ciele. 'Dokładnie tak samo jak u tego dziwnego gościa w płaszczu' przypomniał sobie jak wyglądał ten na oko bardzo silny, rudowłosy facet, który ich zniewolił. 'Gdybym tylko wiedział, jak tam wrócić!'
Rin czuła się całkiem bezpieczna pod ochroną młodego Uchihy, bez mrugnięcia okiem zasypał gruzem swojego towarzysza, nie upewniając się czy nic mu nie jest. Trochę to martwiące, jednak ufała mu.
Po dłuższej chwili udało im się w końcu dotrzeć do góry Hokage, tam zauważył ich czatownik, sprawdzający czy jaskinia jest bezpieczna. Zeskoczył do nich kilka metrów poniżej i w pospiechu zaprowadził ich do kryjówki.
Panowała w niej ciemność, przez malutkie otwory w ścianie wpadało słabe światło. Ich oczy po chwili się przyzwyczaiły do panującego światła i mogli już przyjrzeć się twarzom mieszkańców. Było ich naprawdę dużo, Atasuke nawet nie wiedział, że jest ich tylu.
- Dziękuję ci, Atasuke- powiedziała Rin z lekkim ukłonem.
- Proszę już odpocząć- powiedział z delikatnym uśmiechem, który szybko znikł- Nie mogę tak tutaj siedzieć i czekać...
- Obito bywa nadopiekuńczy- stwierdziła z uśmiechem- Obiecaj mi coś, Atasuke- spojrzał na nią zdziwiony.
- Obiecaj mi, że nie dasz się zabić- powiedziała z motywujacym głosem. Patrzył przez chwilę na nią nie dowierzając, po czym uśmiechnął się pewny siebie.
- Hai!- odpowiedział, po czym nie słuchając ostrzegawczych okrzyków czatownika opuścił jaskinię, znikając z oczu uśmiechniętej Rin.
Atasuke zeskoczył z góry Hokage na ziemię, spadając przez kilka sekund i wskoczył na dach budynku patrząc na ogromnego wodnego węża Natsuo, w centrum wioski. Ruszył biegiem w jego stronę.