niedziela, 20 grudnia 2015

Rozdział XVI- Piąty Hokage

| Cała wioska pogrążyła się w żalu i ciszy, zmarł człowiek odpowiedzialny za wioskę, chroniący ją i gotów oddać za nią życie. Po długich minutach czczenia pamięci zmarłego wioska udała się na pogrzeb.
- Trzeci Hokage uparcie wpajał nam do serc znaczenie Woli Ognia- mówił Asuma jako rodzina Trzeciego- Umarł za nas, za wioskę, ale nie umarła jego Wola Ognia. |





Podczas gdy mieszkańcy nadal nie potrafili zrozumieć ostatnich wydarzeń, a naprawy wioski wciąż trwały wśród starszyzny i Pana Feudalnego panował nieskończony chaos. 
- Minęły już dwa dni od śmierci Sarutobiego- powiedział starszy. Pan Feudalny słuchał ich uważnie.
- Wioska nie może tak trwać bez przywódcy i opiekuna- tym razem odezwała się starsza- Musimy jak najszybciej zwołać zebranie i przedyskutować temat wybrania nowego Hokage. 
Starszyzna wioski po odbyciu rozmowy z najważniejszymi osobami i Joninami ostatecznie podjęła decyzję. Szukając nowego przywódcy wioski potrzebowali kogoś z nieprzeciętnymi zdolnościami, sprawiającym się nie tylko jako shinobi ale i przywódca. 
- Uchiha Itachi?- zdziwił się Danozo Shimura, członek starszyzny, od dawna celujący w tytuł Hokage. Potajemnie odpowiada również za oddane mu oddziały utalentowanych shinobi, zwanych jako "Korzeń ANBU". - Co prawda nadawał by się do tej roli, jednakże brak mu doświadczenia. Gdy wioska była zagrożona wojną domową ze strony Uchiha działał jako podwójny agent, nie jestem przekonany co do jego lojalności- mówił z przekonaniem.
- Owszem, przypominam ci jednak Danzo, że wszystko co robił należało do jego obowiązków powierzonych mu przez samego Trzeciego- wtrąciła starsza- Uchiha Shisui i jego Kotoamatsukami były naszym priorytetem w celu zażegnania buntu. Itachi zaś był gotów dokonać zdrady klanu w razie niepowodzenia- wyjaśniła- Nawiązując do twojej wypowiedzi, nie znam osoby bardziej lojalnej dobru wioski. 
- A właśnie, Danzo- odezwał się starszy- Podczas misji Shiusiego wystąpiły małe komplikacje, doniesiono nam, iż widziano odział twojego korzenia gdy napadnięto na Shisuiego i skradziono mu oko. Masz coś do powiedzenia w tej kwestii?- Danzo nieco się speszył ale nie pozostawił tego bez odpowiedzi. 
- To co się dzieje w moich oddziałach podlega tylko mojej absolutnej decyzji i wiedzy. Moi ludzie mieli asekurować Shisuiego w razie napotkania przeciwności, oskarżanie mnie o to co się stało jest bynajmniej nie na miejscu- odparł. Reszta starszyzny, choć nadal nie ulegała w wątpliwościach, nie wspomniały już o tej sprawie- Wracając do tematu Itachiego- zmienił temat- Nie jestem pewien co do jego roli jako Hokage...
- A kogo widziałbyś w tej roli, czcigodny Danzo- wtrącił niepewnie Feudalny. W oku Danzo pojawił się błysk, który szybko stłumiła powaga. Wstał ze swojego miejsca przykuwając na sobie wzrok wszystkich obecnych. 
- Wioska potrzebuje przywódcy będącego w stanie zadbać zarówno o dobro wioski, jak i jej sprawy dyplomatyczne z innymi wioskami. Potrzebuje kogoś doświadczonego w boju, w rozwiązywaniu konfliktów za sprawą dyplomacji i doświadczonego życia. Trzeci Hokage Sarutobi, był przykładem przywódcy jakiego powinna mieć wioska. Miał on jednak zbyt miękkie serce. Wiemy już, że zginał z rąk jednego z "opętanych" genninów, nie był w stanie go powstrzymać i poniósł śmierć- spojrzał po zebranych i na ekran, w którym widniał Feudalny Pan- Wnoszę o usadowienie w fotelu Hokage mojej osoby, będącej uzupełnieniem braków czcigodnego Sarutobiego- powiedziawszy to zasiadł w fotelu. Starszyzna i większość Joninów wiedziała, że to od początku był plan Danzo, zajęcie tytułu Hokage. Co prawda wszystko co robił kierowało się dobrem wioski, jednak jego metody działania były niedopuszczalne. 
- Hmmm...- zadumał się Feudalny, wypowiedź Danzo trafiła do niego- Racja, biorąc pod uwagę brak obecności Sarutobiego byłbyś dobrym następcą. Myślę, że dla dobra wioski nie będzie błędem abyś to ty zajął...
- Z całym szacunkiem- wtrąciła starsza, nie mogąc dopuścić do mianowania Danzo nowym Hokage- Słusznie, Danzo jest dobrym kandydatem na władcę, jednak nikt nie zastąpi go w starszyźnie- powiedziała z słusznością, Danzo starał się nie okazywać zdenerwowania wynikającego z jej nieustępliwości- Uchiha Itachi jest młody, to prawda. Jednak już wieku dwunastu lat okazywał przejawy rozumowania i dbania o wioskę na poziomie Hokage. Za relacje między wioskami odpowiedzialny jest nie sam Hokage, a On wraz ze starszyzną wioski.
- Jeśli wiek Itachiego jest problemem, na to stanowisko nadaje się również niejaki Hatake Kakashi- wspomniał starszy. Na to nazwisko Pan Feudalny drgnął i zamyślił się.
- Prawda, Hatake słynie nie tylko ze zdolności bojowych ale i strategicznych- powiedział z dumą.
- Niedługo po ukończeniu Akademi Ninja zdobył tytuł Jonina, w krótkim odstępie czasowym, za sprawą czcigodnego Minato, Czwartego Hokage wstąpił on do oddziałów ANBU i został mu przypisany własny oddział. Był mentorem Itachiego, który będąc jeszcze młodszym już uczestniczył w misjach ANBU w drużynie Kakashiego- powiedział starszy. 
- Hmm...- niesamowicie trudna decyzja- Pan Feudalny miał duży problem ze zdecydowaniem, który z nich nadaje się bardziej- Hatake przewodzi teraz grupą genninów, czyż nie?
- Tak- odpowiedział trochę niepewnie obecny Hatake- Należy do niej syn czcigodnego czwartego, Naruto Uzumaki jak i młodszy brat wspomnianego już Itachiego. 
- Tak, tak- zamyślił się- Dobrze więc, do czasu osiągnięcia przez jego podopiecznych poziomu chunina to młody Itachi zajmie stanowisko "tymczasowego Hokage"- Danzo zacisnął zęby- W dniu, gdy ostatni podopieczny Hatake Kakashiego uzyska poziom chunina, to on właśnie będzie dbał o interesy wioski. 
- Panie Feudalny, proszę się nad tym poważnie zastanowić...- wtrącił Danzo nie chcąc pozwolić by jego plany tak banalnie się obaliły.
- Przykro mi Danzo- powiedział nieugięty- Twoje stanowisko wśród społeczności wioski jest bardzo ważne, nie możesz być jednocześnie Hokage. Dodatkowo nie możesz też dysponować oddziałami ANBU i jego korzeniami- mówił, Danzo oparty o stół zaciskał pięść- Twoim obowiązkiem nadal jest dbanie o dobro spraw wioski z obecnego stanowiska. Dziękuje reszcie za zebranie- wszyscy wstali- Proszę niezwłocznie rozpocząć przygotowania do ceremonii- po czym ekran zgasł. 
Danzo momentalnie odszedł od stołu i stukając swoją laską o podłogę ruszył ku wyjściu. 
- Nie myśl sobie Danzo, że po śmierci Sarutobiego nic się nie zmieni w kwestii podejrzeń wobec twoich działań- powiedziała z pogardą w głosie starsza. 
- Nie skreślaj mnie i moich poczynań na podstawie marnych podejrzeń- powiedział zatrzymując się, lecz nie odwracając, po czym pchnął z lekka drzwi i wyszedł z sali zebrań. 

- A więc, Kakashi, zostaniesz Hokage- powiedział Obito doganiając szaro-włosego gdy wychodzili z budynku.
- Hę? Ah, tak- powiedział- Mimo wszystko nie widzę się w tej roli- napomknął- To było twoje marzenie, Obito- spojrzał na niego swoim standardowym, obojętnym spojrzeniem. Szedł z rękoma w kieszeni. 
- Racja, jednak teraz widzisz, mam kobietę która urodzi mi dziecko- ucieszył się- Nie mam czasu na sprawy Hokage, muszę teraz zadbać o Rin. Poza tym, na obradzie nie wspomniano nic o mojej przydatności jako przywódca- powiedział żartobliwie. 
- Racja- przytaknął Kakashi patrząc w niebo zamyślony.
Wioską zawładnął jeszcze większy chaos. Ludzie załatwiali sprawy związane z ubezpieczeniami, niemal całe centrum wioski, szpital i budynek Hokage wymagały remontu bądź odnowy. 

W tym czasie Itachi z kilkoma kolegami z drużyny ANBU właśnie pokonali pozostałych ludzi, którzy odpowiadali za napaść na wioskę. Przeżył jedynie Akihiro, który nie był już w stanie się poruszać. Przeciwnik był silny, dwóch ludzi z oddziału Itachiego nie dożyły końca bitwy, jeden był ciężko ranny. 
- Kto was przysłał?- spytał Itachi ze spokojem w głosie. Akihiro ledwo dźwignął się na rękach by spocząć na kolanach, siedząc na własnych piętach i spojrzał z frustracją na Itachiego. Był cały brudny, poparzony i ranny. Krew mieszała się z brudem. 
- Pieprz się...- wydyszał. Ludzie Itachiego spojrzeli na niego ciekawi reakcji, jednak ten nic nie zrobił. Zabrać go i rannych- spojrzał na Akihiro- Zajmą się nim inni. 
Gdy drużyna Itachiego wróciła do wioski, ten od razu dostał wezwanie do starszyzny, gdzie dowiedział się o planach wobec niego.
- Hokage?- zdziwił się.
- Tak- powiedziała starsza- Tylko tymczasowo, do czasu aż Kakashi Hatake uzyska możliwość zastąpienia cię, co pewnie szybko nie nastąpi.
- Dziękuje, jednak nie mogę przyjąć tego stanowiska- powiedział- Nie jestem pewien czy się na nie nadaję.
- Decyzja została już podjęta- powiedzieli- Nie zostaniesz z tym jednak sam, pomożemy ci. Powierzamy los i dobro wioski w twoich rękach, Itachi- powiedział starszy- Bądź dobrym Hokage. 
Itachi nie wiedział jak zareagować wszystko działo się tak nagle, zmuszony do tej roli klęknął.
- Hai!
Niedługo potem ukończono przygotowania. Twarz Itachiego została już odlana i przygotowana do wyrzeźbienia na górze Hokage. W ciągu dwóch dni Itachi zajął stanowisko Itachiego, stojąc na dachu budynku Hokage. Starszyzna wręczyła mu Hokagowski Kpaelusz symbolizujący to stanowisko i ubrali go szatę Hokagę. 
Itachi zbliżył się do barierki, pod budynkiem czekała cała wisoka, mieszkańcy, Jonini, Genini, Chunini, wszyscy wyczekiwali oficjalnego przedstawienia Uchiha Itachiego- Piętego Hokage. 


środa, 11 listopada 2015

Rozdział XV- Tragedia Wioski Liścia.

Zdeterminowany do walki Atasuke biegł ku centrum, zbliżając się do pola bitwy. Shinobi z całej wioski zebrali się tam by powstrzymać nienaturalnie potężnych Geninów. Oczywiście nie mogli ich zabić, w końcu to młodsze pokolenie Wioski Liścia.
- NIE PODDAWAJCIE SIĘ!- wydarł się Izuki, jeden z Joninów liścia. 
Ku Natsuo nagle wzbiło się w powietrze kilku ninja z dziwnymi maskami na twarzach, z zamiarem zabicia największego jak na razie zagrożenia dla wioski. 
- Korzeń?!- zdziwił się Kakashi. 'Przecież oni go zabiją!' przejął się. Chciał coś zrobić, jednak zanim drgnął ktoś go uprzedził. 
Atasuke trzymając w dłoni krótki miecz, który zgarnął po drodze zablokował cięcie jednego z zamaskowanych, choć był to niemały wysiłek. Następnie wykorzystując ich zaskoczenie, rozproszył ich swoją kulą ognia. 
- Co to ma być?!- wydarł się jeden z nich. Jednak nie zaatakowali go, widząc, że jest 'normalny'.
- Jeśli ktoś kiedyś zabije tego idiotę- zaczął i spojrzał gniewnie na blondyna, wpatrującego się w niego- to będę to tylko ja! 
Wszyscy obecni obrońcy Liścia zastygli w zdziwieniu, jednak zmuszeni do dalszej walki zachowali czujność. Genini nie odpuszczali. Natsuo przez chwilę patrzył na Atasuke. 

- Jednak przeżył?- zdziwił się Pain, widząc dzięki Rinneganowi Natsuo Atasuke. 

Natsuo przystąpił do ataku. Młody Uchiha drgnął.
- Uważaj, Atasuke!- krzyknął Kakashi. 
Atasuke jedynie zmrużył oczy w których był Sharingan i odskoczył unikając wodnej macki, która jedynie na czas uderzenie wyrosła z wodnego smoka. 
Atasuke skakał z budynku na budynek i napierał na ciało smoka płomieniami. Nie dawało to zbyt wiele, jednak nie miało to działać jako atak. Był to klucz do zagrania z zaskoczenia. W gęstych chmarach dymu wokół nic nie było widoczne z góry, gdzie był aktualnie Natsuo. Obrócił się w miejscu i gestykulując ręką wydał polecenie wodnej osłony przed kunaiami, które rzucił ku niemu Atasuke. 
- Jest szybki!- powiedział jakiś shinobi, widząc jak zwinnie i szybko Atasuke znalazł się za plecami Natsuo (oczywiście poza wodną konstrukcją smoka).- Jakim cudem go zauważył?!
Kakashi spojrzał na reszte Geninów, kilku z nich obserwowało Natsuo, a pozostali obserwowali walczących na dole. Kakashi wpadł na pewien pomysł. Rzucił kunai w Kibę, który akurat patrzył na Natsuo. Uchylił się przed nim, nawet na niego nie spoglądając w stronę rzucającego. Kakashi rozejrzał się i ujrzał Ino wpatrującą się w Kakashiego.
'A co jeśli...?' zawołał do siebie Obito i pozostałych.
- Słuchajcie. Jeśli się nie mylę, to właśnie odkryłem ich słaby punkt.
- Słaby punkt?- zdziwił się Gai.
- Mhm- potwierdził Hatake- Mamy chwilę czasu, gdyż nikogo nie atakujemy a wszyscy Genini skupili się na obserwacji nas oraz Atasuke i Natsuo. Podejrzewam, że te ich oczy są czymś w rodzaju wspólnych oczu. 
- Wspólne oczy?- tym razem Obito.
- Wszyscy widzą to, co widzi każdy z nich. Połączenie wzrokowe. 
- Więc wystarczy ich oślepić? I już?
- Tak, zobaczcie jak uparcie starają się wyjrzeć zza chmary dymu, stworzenego przez Atasuke. 
- Racja! Chłopak genialnie to wymyślił!- pochwaliła Kurenai.
- Nie- zaprzeczył Asuma.
- Nie sądzę by zrobił to specjalnie- wyjaśnił Kakashi- Mam pewien plan, skoncentrujmy całą ich uwagę na sobie, by nie mogli dostrzec Natsuo. Wtedy ten będzie zdany tylko na siebie. 
- Hai!
Atasuke nie przestawał napierać. Rzucone wcześniej kunaie miały przymocowane do siebe notki wybuchowe, które po zatonięciu w wodnej zasłonie Natsuo wybuchły i sprawiły tym samym, że wodny łeb smoka stracił przez chwilę na równowadze i utrzymaniu Chakry. 
- DOBRAA!!!!- Atasuke z krzykiem wpadł do głowy smoka, gdzie tkwił Natsuo i wyprowadził cios na twarz. Ten szybko osłonił się wodną tarczą, jednak Atasuke był tak zdeterminowany, że przebił się i przez nią. Pięść uderzyła w lewy policzek blondyna i brutalnie cisnęła nim w dół, wyłaniając go ze smoka. 
Blondyn wpadł na nadal unoszący się w powietrzu dym i po chwili wyłonił się z niego wbijając się w ziemie. 
Zaraz po nim wyleciał Atasuke, który wylądował na nogach nad powalonym Natsuo i uniósł swoje dłonie, a wszyscy zebrani patrzyli na niego. 
- Skoro nie można ich dotknąć gołymi rękoma, wystarczy odpowiednio skoncentrować chakrę!- jego dłonie otoczyła powłoka z chakry, po czym z złapał za jeden pręt w twarzy Natsuo i wyrwał go rzucając gdzieś obok. Nic mu nie było, więc nie ustępywał, aż wyrwał wszystkie. Natsuo leżał nieprzytomny a z dziur w jego ciele ciekła krew. Jednak dzięki jego zdolności leczenia się swoją leczniczą chakrą, szybko wyzdrowiał. 
- Udało się!- krzyknął jeden z Joninów. Zarówno oni jak i wspierające ich oddziały ANBU uczyniły to samo z resztą Geninów. Powalili i wyciągnęli. 
Po dłuższej chwili całe pole bitwy ucichło, a wszyscy Genini leżeli na plecach, nieprzytomni i krwawiący. Szybko pojawili się medyczni ninja i zajęli się nimi, zabierając w bardziej ustronne miejsce. 
- A więc, udało się nam- poczuł ulgę Gai, gdy stracił z oczy nieprzytomnego Lee. 
- Nie wydaje mi się...- powiedział cicho Kakashi, zachowując czujność. Było za spokojnie.
- Atasuke!- podbiegł do niego Obito- Czy Rin...
- Jest bezpieczna- uspokoił go chłopak.
- Uff...- odetchnął z ulgą- Dziękuje ci. Co nie zmienia faktu, że zabroniłem ci tu wracać!
- Co?! Gdyby nie ja, pewnie dalej byście się z nimi męczyli...
- O-ouhh...- Natsuo obudził się i wydał z siebie nieznaczny jęk bólu. 
- Natsuo?- powiedział Obito, gdy ten usiadł opierając się jedną ręką i masując głowę drugą.
- Co się stało...?- odezwał się cicho, po czym zamarł, widząc zniszczone centrum wioski. 
Wszędzie dookoła było pełno gruzu, budynki były poniszczone lub całkowicie zmiażdżone. 
- To długa historia, ważne, że już się polepszyło- odparł znudzony Atasuke.
Blondyn patrzył na niego przez chwilę i nikt nie potrafił wyczytać z jego oczu żadnych uczuć, jak tylko zdziwienie.
- CO?! ZARAZ ZARAZ! GDZIE TEN DZIWNY GOŚĆ?!- Natsuo zerwał się na nogi i gotowy do walki rozglądał się ze ich porywaczem i tajemniczym "Mistrzem" owego porywacza- I gdzie są wszyscy?- trochę się uspokoił.
- Spokojnie...- Atasuke nie wiedział jak ma go uspokoić do końca, gdyż sam też nie wiedział co się działo, od momentu ich porwania. Oczywiście Obito opowiedział mu historię ostatnich kilku godzin, jednak to w żaden sposób nie wypełniało luki w jego pamięci.
- Czyli, że to już koniec?- spytał Gai.
- Nareszcie...- odetchnął jakiś Jonin siadając na kawałku ściany z budynku- Walka z Geninami, gdy nie można ich skrzywdzić jest strasznie męcząca- założył ręce za głowę.
- Co?- nadal nie rozumiał Natsuo, jednak wszyscy go zignorowali.
- Nie wydaje mi się, żeby to był koniec- powiedział Obito rozglądając.
- Coś jest nie tak- odezwał się zamyślony Kakashi, po czym spojrzał na Obito- Gdzie są ludzie, którzy sprowadzili tu Geninów?
- Nas szukacie?!- na jednym z niezawalonych jeszcze budynków stała czwórka młodych mężczyzn. Wszyscy spojrzeli na nich, lekko poddenerwowani.
'Pierwszy raz ich widzę, to oni kazali nam zaatakować wioskę?' pytał się w myślach Atasuke. Natsuo nadal niewiele rozumiejąc, po prostu przyglądał się (jak bystrze podejrzewał) przeciwnikom.
- Wydają się silni- powiedział cicho do Atasuke, który obok stał, jednak nic nie odpowiedział.
- Widzę, że już pokrzyżowaliście nam plany- zirytował się Domo.
'Co to ma być? Co oni robili do tej pory?' niepokoił się Kakashi.
- Mniejsza o to, musimy wracać- odpowiedział mu Heike- Ruszamy!
Nie zwracając uwagi na wszystkich na dole skoczyli na następny budynek kierując się tak do bramy wioski.
- Nie pozwolę!- Gai już doskoczył miedzy nich. Imoki zdziwił się gdy w jednej sekundzie zobaczył go przed sobą.
- Szybki!- przestraszył się, gdy ten już przysłonił go cieniem. Błyskawicznie wyprowadził potężne kopnięcie i cisnął nim w gruz po jednym ze zniszczonych budynków.
- Imoki!- wydarł się Akihiro, gdy reszta rodzeństwa już wylądowała.
'Niesamowite...' Atasuke był pod wrażeniem.
- Ruszajcie! Dogonię was!- Imoki wyskoczył z gruzu chcąc stawić czoła Gaiowi.
- Słyszałeś, ruszamy!- powiedział Heike do zdeterminowanego Akihiro, któremu ani się śniło zostawiać tu Imokiego. Nie zdążyli się jednak ruszyć, gdy To zobaczyli.
Imokiemu zrzędła mina z pewnej siebie na przerażoną, nawet stojący przed nim Gai był zaskoczony.
Wszyscy wpatrywali się na dłoń otoczoną błyskawicą, wystającą z klatki piersiowej Imokiego. Ten spojrzał przerażony za siebie.
- Naprawdę sądziłeś, że uda ci się przejść przez nas wszystkich?- powiedział zdenerwowany Kakashi.
- Khhh...- nieznaczny jęk bólu wydobył się z ust Imokiego, gdy Kakashi wyciągnął z niego swoją rękę a ten padł martwy na ziemię. Hatake rozmasowując nadgarstek spojrzał na pozostałą trójkę.
- Draniu!- Akihiro już się wybijał z palców by do niego skoczyć, jednak Heike powstrzymał go.
- Uspokój się! Nie damy rady im wszystkim! Musimy iść!- sam najchętniej rzuciłby się w dół i pozabijał wszystkich.
- I tak będą nas gonić- powiedział nieco spokojniejszy- Idźcie, jestem silniejszy od Imokiego, dam wam czas do ucieczki.
- Co?! Oszalałeś?!- wydarł się Domo- Widziałeś co się stało z Imokim...
W jednej chwili nad nimi był już Atasuke, a z jego dłoni wystrzelił ku nim jego ptak błyskawicy (Raitoon! Tori no kaminari).
W ich uszach rozległ się dźwięk błyskawicy przeszywającej powietrze. 
Wszyscy byli w szoku gdy zobaczyli atakującego ich Atasuke, jednak wszyscy zamarli, gdy Akihiro otoczył swoją dłoń ogniem i złapał Ptaka Błyskawicy Atasuke. Wszystko trwało zaledwie sekundę. Młody Uchiha wytrzeszczył oczy.
- Ruszajcie- powiedział Akihiro do reszty a ci po chwili posłuchali. 
Akihiro spojrzał nienawistnie na Atasuke nadal będącego w górze. 
- Zabiję was wszystkich, pomszczę śmierć Imogiego!- powiedział i wykorzystując połączenie Ptaka z Atasuke szarpnął nim uderzając w ścianę. 
- Aaakh...!- krzyknął chłopak. Zerwał połączenie i niwelując Ptaka Błyskawicy jak najszybciej odskoczył do reszty towarzyszy.
- Coś ty sobie myślał głąbie!- krzyknął Natsuo.
- Zamknij się!- ryknął na niego karcąco- Ja przynajmniej coś robię!
- I przeszkadzasz naszym Joninom, którzy zamiast skupić się na walce muszą koncentrować się na twoim bezpieczeństwie!- wtrąciła się Kurenai, stojąca obok.
- Senpai...- zdziwił się Atasuke, tracąc poczucie pewności siebie. 'Mają rację, tylko im przesszkadzam...' myślał, patrząc na dość niesamowity pojedynek Joninów a Akihiro.
- Nie przegram! Pomszczę swojego brata!- krzyknął Akihiro i cisnął w dół z powietrza kulą ognia, ta z kolei natrafiła na Asumę, który cudem jej uniknął i skoczył do góry by włączyć się do walki.
- Niesamowite...- powiedział cicho Natsuo, każdy dawał z siebie wszystko, mimo to Akihiro był naprawdę silny- Walczy tak za brata. Nie wiem co bym zrobił, gdyby ktoś zabił moje rodzeństwo- dodał, wyobrażając sobie, że ma braci i siostry a ktoś pozbawia ich życia. Wzdrygnął się.
- YUMI!- krzyknął sam do siebie przerażony Atasuke. 'Na śmierć zapomniałem zobaczyć czy wszystko u niej okej!'- Zaraz wrócę!
Biegł w stronę domu zostawiając wszystkich za sobą, nie zwracając uwagi na ich zdziwione twarze. Podczas biegu towarzyszyły mu strach i narastająca adrenalina. 'Oby nic jej nie było!'
Na wszelki wypadek wpierw przeszukał dom, wszystkie skrytki bezpieczeństwa i piwnice, jednak nigdzie nie było śladu po rodzinie. Całe szczęście dom był nietknięty.
- Wszystko ok?!- zadyszany Natsuo wbiegł do domu Atasuke zaraz po nim, ten obejrzał się nieco zdenerwowany.
- Co ty tu robisz?- spytał nie ukrywając wyrzutów.
- Tak szybko uciekłeś, że się zmartwiłem...- wyjaśnił Natsuo lekko zszokowany nagłym naskokiem a jego osobę. Z jego punktu widzenia, Atasuke wyglądał jakby się o coś martwił (i tak było). Był roztrzęsiony i zniecierpliwiony- Szukasz czegoś?
- Nie zadawaj mi teraz pytań- uciszył go- Kryjówki ewakuacyjne...- powiedział cicho, bardziej do siebie niż do blondyna. Wybiegł z domu tak jak stał, tym razem pędząc ile sił w nogach ku jaskiniom wioski liścia. 'Przecież tam byłeś!' mówił w myślach do samego siebie 'Nie mogłeś się upewnić, że tam jest? Idiota!' Natsuo niewiele myśląc oczywiście pobiegł za nim. Nie doganiał go, biegł kilka metrów za nim, zastanawiając się, co tak nagle nim poruszyło?

Po kilkunastu minutach dotarli w końcu do jaskiń, czatownik rozpoznał ich i wpuścił, patrząc na nich nie do końca rozumiejąc o co chodzi, widząc pośpiech Atasuke.
Młody Uchiha wbiegł do jaskini i rozejrzał się, wszędzie było pełno mieszkańców wioski, matek z dziećmi i ich ojców, którzy nie walczyli. Zaczął wbiegać między nich i przepychać się w poszukiwaniu siostry i rodziców. Natsuo nadal nie wiedząc o co chodzi ślepo podążał za nim.
'Cholera... nigdzie jej nie ma!' Atasuke nie wiedział już po dłuższej chwili gdzie jeszcze ma szukać, sprawdził już chyba całą jaskinię.
- Atasuke...?- usłyszał cichy głos gdzieś po lewej. Spojrzał tam i zamarł, do Natsuo dopiero po chwili zaczęło wszystko docierać.
- Yumi!- krzyknął i podbiegł do niej a ta do niego. Gdy już do siebie dotarli Atasuke uklęknął do niej a dziewczyna rzuciła mu się na szyję.
- Bałam się o ciebie- niemal pisnęła rozpłakana dziewczynka.
- Już dobrze... jestem tu- uspokajał ją. Rodzice stali w miejscu skąd wybiegła Yumi, matka przyglądała się dumna i wzruszona, ojciec utrzymywał surowy, lecz zmęczony wzrok.  'Atasuke... przeszukałeś niemal całą wioskę, martwiąc się o siostrę? Nie wiedziałem, że jednak masz w życiu jakieś wartości, o które będziesz dbał jak tylko możesz...' Natsuo patrzył zdumiony na to. Z jego punktu widzenia Atasuke zawsze był... zimny, obojętny na wszystko. Teraz wiedział, dlaczego tak bardzo starał się być najlepszy, dla swojej młodszej siostrzyczki. Jednak nie miał czasu na przypatrywanie się, gdyż dostrzegł swoich rodziców, podbiegł do nich tuląc ich oboje.
- Mieszkańcy wioski!- całą sytuację przerwał donośny głos jednego ze strażników- Wioska jest już bezpieczna, możecie wyjść. Proszę się nie przepychać i w spokoju i porządku wychodzić, zapraszam!
Mieszkańcy wyszli z ukrycia, po zobaczeniu z góry zniszczoną część wioski złapali się za głowę a dzieci zaczęły płakać przestraszone. Wiele rodzin straciło domy, miejsca pracy. Yumi, która szła za rękę z Atasuke wtuliła się do niego.
- Czy nasz dom też tak wygląda?- zmartwiła się.
- Nie- odpowiedział z troską w głosie- Nasz dom jest w idealnym stanie- uśmiechnął się pociesznie.
Natsuo idący za nimi tylko się przyglądał, delikatnie tracąc na humorze.

Zanim przystąpiono do naprawy wioski, rozpoczęto poszukiwania ciał zmarłych. Wielkim ciosem było znalezienie ciała Hokage pod szpitalnym gruzem, jednak wielu shinobi podejrzewało tego, gdyż przez całą "inwazję Genninów" niegdzie nie dało się go znaleźć.
Każdy Shiobi, ubrany w czarne, pogrzebowe stroje, stał na dachu budynku Hokage, gdzie leżała trumna ze zmarłym przywódcą wioski. Mieszkańcy natomiast zebrali się pod budynkiem. Niebo płakało wraz z zebranymi, krople deszczu opadały na zdjęcia Trzeciego, stojące w ramkach na ołtarzu. Cała wioska pogrążyła się w żalu i ciszy, zmarł człowiek odpowiedzialny za wioskę, chroniący ją i gotów oddać za nią życie. Po długich minutach czczenia pamięci zmarłego wioska udała się na pogrzeb.
- Trzeci Hokage uparcie wpajał nam do serc znaczenie Woli Ognia- mówił Asuma jako rodzina Trzeciego- Umarł za nas, za wioskę, ale nie umarła jego Wola Ognia.











Przepraszam, że tak długo, miałem dość mocno ograniczony dostęp do komputera. Mam jednak nadzieję, że się podobało, choć jest dość krótkię. Liczę na opinie w komentarzach :) dziękuje.

sobota, 19 września 2015

Rozdział XIV- Na ratunek.

Psy ninja przywołane przez Kakashiego prowadziły Joninów za tropem. Długo to trwało, gdyż nie mieli żadnych poszlak. Podążali za zapachem chakry, który zostawili w skalnych łańcuchach, lecz to bardzo słaby trop.
- Pośpieszmy się!- ponaglił wściekły Obito. 'Nici z dzisiejszego wieczoru razem z Rin. Niech was szlag!'
- Rozdzielmy się!- zarządził Kakashi, podzielili się po mniej więcej równo, każda drużyna poszukiwawcza miała swojego psa przewodnika.

- Ouhh...- Atasuke przebudził się, z wielkim bólem głowy. Gdy wstał, nie do końca rozumiał co się dzieje. Wszyscy genini z wioski liścia wraz z nim tkwili w wodnej bańce, i nie było widać nic poza jej ścianami.
- Natsuo?- znalazł chłopaka, lecz gdy ten obrócił się do niego, zobaczył, że jego blondwłosy przyjaciel jest cały poobijany i we krwi.
- Widzę, że już jesteś sobą- odezwał się- Nie martw się, uleczyłem się.
- Co się stało?- spytał Atasuke nie ogarniając- Ty nas tu umieściłeś?
- Nie on- do rozmowy włączył się Uchiha Sasuke- Podczas waszej walki wpadło kilku nieproszonych gości, kto wie, czego chcą.
- Nie pamiętam tego...- mruknął trzymając się za bolącą głowę.
- To był niesamowity pokaz siły- odezwał się bordowo włosy chłopak z piasku- Posiadasz moc Jinchuuriki, jednak nim nie jesteś, wierzę, że możesz mi to wyjaśnić.
- Co?- do Atasuke dalej nie docierała cała sytuacja. 'Czyżbym znowu...?'.
W następnej chwili cała wodna konstrukcja zaczęła się trząść. W istocie ponownie się powiększała, o czym nie wiedzieli jeszcze Genini. Ostatecznie przestała rosnąć i pękła, najzwyczajniej w świecie. Stali w jakimś ciemnym pomieszczeniu, lecz bardzo szerokim. Przed nimi stał królewski tron a obok niego ów szaro włosy porywacz.
- Witajcie- powitał ich młodzieniec, mający ze 20 lat, białe włosy i czerwone oczy.
Ryu

- Nazywam się Ryu. Witajcie w moim domu!- uniósł ramiona w poitalnym geście, lecz z chłodną miną- Powodem, dla którego goszczę was w moim domu są wasze ciała.
Przerazili się, lecz słuchali dalej.
- Mój mistrz ma wobec was ogromny plan, lecz nie zrealizuje go bez waszego udziału. Czujcie się zaszczyceni, zainteresowaniem mistrza.
- O kim ty do cholery gadasz?!- warknął Naruto patrząc gniewnie na gospodarza.
- Mistrz sam okaże się wam, kiedy przyjdzie na to czas- odparł znudzonym głosem- Uklękniecie, przed Bogiem!
- Bogiem?- powtórzyła zdziwiona i przerażona Ino. Atasuke spojrzał na Natsuo trzymającego za rękę Setsunę, nie miał już na sobie żadnych obrażeń, jego chakra działa cuda.
- Po co nas tu zabrałeś?!- krzyknął Sasuke, również obdażając go gniewem.
- Jak już mówiłem, wszysyko ma swój czas na rozwój wydarzeń- spojrzał na niego.
Tajemniczy szaro włosy był ubrany w czarny płaszcz z czerwonymi symbolami chmur, w białym konturze, natomiast wysoki kołnież porywacza zasłaniał twarz aż do czubka nosa, a długie luźne rękawy zasłaniały dłonie, gdy miał opuszczone ręce.
- Skąd pewność, że grzecznie poczekamy na przybycie twojego "Boga"?- poirytował się Naruto. Stworzył palcami pieczęć przed klatką piersiową, a obok niego stanął klon, który uformował nad jego dłonią niebieską kulę chakry, uformowaną w idealny okrąg, zdająca się emanować swoją energią.
- Głupiec...- powiedział młodzieniec w płaszczu na tyle cicho, że nikt go nie usłyszał.
Naruto nie spuszczał z niego gniewnego wzroku.
- Naruto nie!- krzyknęła Sakura, jednak ten nie posłuchał i skoczył ku niemu, by uderzyć swoją techniką.
- Rasengan!- krzyknął tuż przed uderzeniem, jednak porywacz nawet nie drgnął. Złapał za nadgarstek chłopaka i zawrócił nim w stronę Geninów, ciskając nim tam. Rozeszli się i po chwili nastąpiło uderzenie, wzniecające dym. Rasengan Naruto zrobił nie małą dziurę w podłodze.
- Cholera...!- zaklnął Uzumaki. Sakura go uspokoiła, gdy wszyscy z narastającym niepokojem i strachem patrzyli na człowieka w płaszczu.
- Nie bójcie się, młodzi Genini- powiedział patrząc po nich- Gdy przyjdzie mój mistrz, nie poczujecie więcej strachu. Drogą poprzez ból, dotrzemy do spełnienia oczekiwań mistrza.
- Zamknij się!- wrzasnął Natsuo plując ku niemu wodą. Szaro włosy jedynie machnął przed nią ręką a ta opadła na posadzkę, niczym wylana z wiadra. Blondyn zagryzł zęby i zacisnął  pięści w gniewie.
- Nie jesteście tu, by ze mną walczyć- uprzedził ich nadal opanowany, bez najmniejszych oznak złości czy zniecierpliwienia.
- Daj spokój Natsuo, nie dasz mu rady sam- szepnął Atasuke.
Natsuo spojrzał na niego ze sprzecznymi uczucismi. Jakieś 30min temu próbował go zabić, co prawię mu się udało, a teraz jak gdyby nigdy nic, mówi o współpracy.
- Nadchodzi On- objaśnił szarowłosy, stojąć pół bokiem do nich  patrząc na coś, daleko za tronem.
Nie na coś, tylko na kogoś. Zbliżał się a jego spokojne kroki były coraz wyraźniejsze. W końcu wyszedł z mroku zza tronu i stanął między nim a zaniepokojonymi Geninami, patrząc na nich.
Był ubrany tak samo jak jego sługa, w czarny płaszcz z czerwonymi chmurami w białych konturach, jednak był inny. Był starszy, również miał fioletowe oczy ale inne niż szaro włosy.
Oczy owego Boga nie były normalne, miały bledszy odcień niż te Ryu, pozbawione białek, a źrenice otaczał czarny wąski krąg za kręgiem. Włosy miał rude, skórę bardzo bladą, ale nie to było najdziwniejsze i przerażające. W uszy, nos, usta, miał wbite dziwne czarne, małe pręty, jakby mroczne kolczyki. Paznokcie pomalowane na czarno, i zimne spojrzenie. Niektórzy przełknęli ślinę w strachu, czując siłę i mrok emanującą od niego.

- Nie sprowadziłem was tu, by was zabić- powiedział, głos miał mocny i chłodny- Nie bójcie się. Nazywam się Pain, i od dziś jestem waszym Bogiem.
- Co to za zbieg wariatów?!- wkurzył się Natsuo, a widząc, że jego wcześniejsza woda prowadzi od jego nóg, do samego Paina, choć go nie dotykała, zniknął i pojawił się obok niego z kunaiem w dłoni, celując w serce.
Mimo iż Pain nawet na niego nie spojrzał, a jego ruch trwał zaledwie sekundę, obronił się. Wystawił ku chłopakowi otwartą dłoń i tajemnicza siła cisnęła nim w tył, kierując na ścianę. Gdy już miał w nią uderzyć, Pain zatrzymał go i krótkim machnięciem ręki rzucił nim w stronę przyjaciół. Setsuna wybiegła do niego łapiąc go i wraz z nim poleciała do tyłu na metr lądując na plecach. Wszyscy z przestrachem patrzyli na podnoszącego się śmiałka, a następnie na rudowłosego Boga, który niewzruszony stał i czekał.
- Jak już mówiłem, nie jesteście tu by walczyć.
- A po co?- wtrącił Kiba.
- Zobaczycie- spojrzał na nich rozszerzając nagle swoje dziwaczne oczy. Wszyscy rozstąpili się od siebie unosząc się na wysokość kilku metrów, z rozwartymi ramionami i prostymi, złączonymi nogami. Żaden nie miał możliwości ruchu, mogli jedynie patrzeć przerażeni przed siebie.
Naruto odczówał to najbardziej, podobnie jak Gaara  z piasku.
Podczas gdy jego ciało z wolna otaczał piasek, z ciała Naruto wydobywała się dziwna bulgocząca czerwona chakra.
Pain ręką przyzwał małe czarne pręty i boleśnie dla Geninów wbiły się one w specjalne miejsca w ich ciałach. Nie krwawili, ani nie wydali z siebie żadnego dźwięku. Wyciekająca z Naruto chakra została stłumiona, a piasek opadł z ciała Gaary.
Wszyscy mając zamknięte oczy i nieruchome ciała powoli wylądowali na nogach, a gdy już stanęli na nogach technika Paina uwolniła ich ciała, jednak nikt się nie ruszył. Nie byli już sobą.
Otworzyli swoje oczy i patrzyli na Boga. Jednak ich oczy nie były normalne. Były takie same jak te Paina. Blado-fioletowe, z wąskimi kręgami otaczającymi źrenice, pozbawione białek. W ich ciałach tkwiły pręty Paina, takie same jak w nim samym.
Armia owładniętych Geninów, ślepo wpatrująca się przed siebie z odbitkami oczu Paina, gotowa na rozkazy.
- Idźcie- zabrzmiał Bóg- Idźcie i zniszcie to, o co mieliście walczyć jako Chunini. Zniszcie Wioskę Ukrytą w Liściach!
Genini nie wiedząc nawet co robią ruszyli ku wyjściu z sali, znajdującego się kilka metrów za tronem, na który zasiadł Pain.
- Niech twoi bracia poprowdzą ich przeciw Wiosce- rozkazał. Szaro włosy bez słowa odszedł.



Nieświadomi Genini biegli przez las, z tym samym pustym wzrokiem i nieprzytomnym wyrazem twarzy, prowadzeni przez czterech braci Ryu.
- Rozdzielamy się!- krzyknął jeden z nich, imieniem Akihiro. Grupa Geninów samoistnie się rozdzieliła. Cztery grupki z jednym przewodnikiem ruszyły w osobne strony. Atasuke należał do grupy Akihiro, oddzielony od Natsuo i Setsuny. Miał w swojej drużynie m.in. Nejiego, Lee, Shino i Sasuke.
Gdyby ktokolwiek z nich miał możliwość samodzielnego myślenia, domyśliliby się, że są elitą wśród wszystkich czterech grup, mającą być odpowiedzialną za najtrudniejsze, i najważniejsze zadanie podczas inwazji na Konohe.

- Co się stało, Pakkun?- zaniepokoił się Kakashi, kiedy najmniejszy pies, mops, zatrzymał się. W drużynie Kakashiego był jeszcze Obito, Gai i jeden z osobistych Joninów Hokagę.
- Coś jest nie tak...- ciągnął powietrze nosem- Tam!- wskazał łapą na lewo.
Gdy tam spojrzeli nie mieli zbyt dużo czasu, gdyż już metr od nich znajdowały się lecące na nich shurikeny otoczone płomieniami. Wszyscy prócz Obito odskoczyli unikając śmiertelnych ataków, podczas gdy przez niego samego przenikły jak przez ducha. Zamarł, widząc jak z niesamowitą szybkością mija ich jakiś czarno-włosy facet z grupką Geninów. Dostrzegł wśród nich Atasuke, jednak bardziej zmartwiły go ich oczy.
- Obito!- pozostali z powrotem stanęli przy nim na gałęzi drzewa.
- Ich oczy...- patrzył za nimi z niedowierzaniem- Nawet nie zareagowali widząc mnie.
- Nie mamy czasu, Obito!- krzyknął sfrustrowany Kakashi, odsłaniając swoje lewe oko, Sharingana, po czym cała 4 ruszyła za nimi w pościg.
'O co tu chodzi?' nie rozumiał Obito.
'Biorąc pod uwagę słowa Obito, musieli zostać w jakiś sposób zahipnotyzowani. Tylko przez kogo? I w jakim celu? Dokąd się kierują...?' nagle zdał sobie z czegoś sprawę.
- Kierują się w stronę wioski!- powiedział Kakashi przewodząc swojej grupie. Skakali z gałęzi na gałąź chcąc dogonić grupkę Geninów.
- Skoro nas zaatakowali...- powiedział Gai.
- Będą chcieli zaatakować wioskę!- dokończył Obito, z zagniewaną twarzą.
- Obito. Ilu dokładnie ich było?- spytał Kakashi chcąc podsumować fakty.
- Pięciu Geninów plus przewodnik- odparł jednooki.
- Rozdzielili się- stwierdził Kakashi- Na pewno pozostali również zostali omamieni przez porywaczy, musieli podążyć innymi drogami.
- Tak. Tylko po co?- spytał Kike, Jonin Hokage.
- W tej grupie byli najsilniejsi Genini z wioski- powiedział Obito- Myśląc, że faktycznie chcą przypuścić atak na wioskę, ci zostali wysłani z jakąś większą misją.
- Chyba nie sądzisz,,,?- Kakashi nie dowierzał.
- Prawdopodobnie chcą zaatakować samego Hokage!- dokończył Obito patrząc surowo przed siebie- Było w nich coś dziwnego. Nie tylko te oczy, na ich ciele były powbijane czarne przedmioty. Coś jak pręty.
- Pręty?- zdziwił się Kike.
- Uhm.
- Myślisz, że to one zawładnęły ich ciałami?- spytał Gai.
- Tak myślę. Nie wiem jednak, jaki wpływ mają na nich ich oczy- dodał nie ukrywając niepokoju.
- Obito. Jak dziwne były te oczy?- zapytał Hatake, Obito spojrzał na niego, i opisał je.
- Nigdy takich nie widziałem...- zaczął.

'Cholerne psy!' myślał przewodnik grupy, w której był Atasuke, czując chakrę ścigających, doganiających ich.- Pośpieszcie się!- krzyknął do Geninów, ci posłuchali. Akihiro nie chciał zwlekać z wykonaniem zadania, przez kilku Joninów.
Akihiro

- Nie możemy ich zgubić!- krzyknęła Kurenai, prowadząc swoją grupę Joninów. 'Dlaczego wracają do wioski?'
Ścigali grupę Geninów, w której byli m.in. Natsuo, Naruto i Kiba. Ich przewodnik miał purpurowe włosy i przebiegłe oczy. Nazywał się Heike, był trzecim z braci.

Heike

- Są tuż przed nami!- powiedział Asuma, goniąc grupkę Geninów, w której znajdowali się Choji, Ino i Sakura. 'O co tu chodzi?'. Podążali za niebiesko-włosym chłopakiem, o bujnej fryzurze. Zwano go Imoki, czwarty z braci.

Imoki

Ostatnia drużyna, zarówno Geninow jak i Joniów ścigających. Wśród Geninów byli m.in. Hinata, Setsuna oraz Ten Ten. Przewodził im brązowo-włosy chłopak. Miał na imię Domo, i był piątym- ostatnim z braci. 
Domo

Zdumiewającym faktem było, iż każdy z braci był niesamowicie przystojny, choć żaden nie przypominał drugiego. Pięciorga rodzeństwa różniła się od siebie czymś jeszcze. Każdy z nich miał swój jedyny typ natury. Ryu- błyskawica. Akihiro- ogień. Heike- wiatr. Imoki- woda. Domo- ziemia. 
Grupa ścigających ich Joninów składała się z samych osobistych Joninów Trzeciego Hokage. 
- Pamiętajcie! Nie krzywdzić dzieci!- krzyknął ich przywódca do reszty.
- Hai!- odparli jak jeden mąż. 'Co się stało z tymi dzieciakami?'

- Są blisko!- powiedział Gai, gdy jego drużyna doganiała grupę Akihiro.
- Wiem- powiedział Kakashi- Uważajcie. Jego poprzedni atak był naprawdę szybki- ostrzegł pamiętajać ogniste shurikeny Akihiro. 'Kim on jest?'
- Ruszamy!- zarządził Obito zeskakując nagle dół i za sprawą Kamui wnikając w ziemię jak duch. Reszta biegła dalej, jednak Gai i Kike ruszyli na około, by zaatakować od boków. Kakashi nie zmieniał kursu.
Akihiro uśmiechnął się delikatnie, widząc kilka metrów przed nimi poważnego Obito, który zaatakował go kulą ognia. 
Grupa Geninów i prowadzący zatrzymali się. Akihiro prychnął, wystawił jej na spotkanie prawą dłoń, która wchłonęła płomienie. 
Gai-sensei wyskoczył z lewej w mgnieniu oka znajdując się przy Akihiro i wyprowadzając potężne kopnięcie w głowę.
- Konohańska siła młodości!- krzyknął ironicznie swoim irytującym głosem. Zdziwił się jednak, gdy bez większych problemów uderzenie zablokował Neji. 
Gai spojrzał w oczy swojego ucznia, lecz nie ujrzał jebo Byuakugana, lecz oczy Paina, choć nie wiedział czyje są i co to jest. Jego twarz, jak i ręce i nogi ozdobione w czarnę pręty. To działo się ze wszystkimi. 
- Mistrz Taijutsu wioski Liścia, hę?- powiedział na wpół kpiąco, na wpół prowokująco Akihiro, przyłożył dłoń do jego klatki piersiowej i "błękitna bestia Konohy" wystrzeliła w tył, niczym nabój z pistoletu, ciągnąc przez chwilę ze sobą płomienie. 
Kike nadleciał z prawej z wielkim shurikenem w ręce i wybijając się ku niemu z drzewa rzucił akihiro na spotkanie swój shurikem. 
Akihiro nie drgnął, gdyż Neji użył techniki swojego klanu, wypychając z dłoni niewidzialną siłę sprężonego powietrza z pasmami niebieskiej chakry, która odbiła shuriken w bok, a sam Kike został schwytany w locie przez Sasuke i Atasuke. 
- Bądź przestroga dla pozostałych- szepnął mu do ucha Akihiro z uśmieszkiem, poczym wbił mu dłoń w brzuch. Obaj Uchiha puścili go i dołączyli do pozostałych Geninów, podczas gdy Kike stał w bezruchu patrząc przerażony na bruneta o czerwonym odcieniu oczu. 
- Nie!- wydarł się Obito, rzucając biegiem w jego stronę.
Akihiro wyszczerzył kły, a ciało Kike zostało wysadzone płomieniami od wewnątrz. Wtedy nad nim pojawił się wściekły, lecz skupiony na nim Kakashi z potężną błyskawicą otaczającą całą jego prawą dłoń.
- Raikiri!- krzyknął uderzając od góry. Akihiro w ostatniej chwili jej uniknął, jednak Hatake nie dawał mu wolnej ręki. Od razu go dogonił i ponownie uderzył, celując w serce. Wszyscy Genini stojący za Akihiro wytrzeszczyli swoje dziwaczne oczy patrząc na Kakshiego, i tajemnicza niewidzialna siła cisnęła nim w tył tak gwałtownie, że Sharingan Kakashiego nawet nie widział zdarzenia. Leciał plecami w tył łamiąc kilka drzew, oddalając się kilkaset metrów od miejsca walki. 
'Co za siła...!' pomyślał z trudem wstając, unikając drzazg wielkiego dębu w który się wbił. Na ziemi zostawił po sobie ślad, jak gdyby szurał po niej przez całą tę drogę, a drzewa która mijał aż wygięły się na zewnątrz. 
Obito ze swoim zginanym prętem stanął ruszył naprzeciw niego, zmuszając do cofania się, gdyż ataki były zbyt szybkie by jakoś się w nie wtrącić.
- Uciekajcie! Teraz!- krzyknął do zastygłych w bezruchu Geninów. Zdziwił się, gdy żaden nawet nie drgnął. Stali wpatrzeni ślepo we wroga. 
- Oni już cię nie słuchają- zakpił z niego Akihiro. Podczas, gdy Genini użyli na nim tę samą moc co na Kakashim. wystrzelił w tył z oddźwiękiem bólu, robiąc niemniejszy bałagan niż Kakashi. 
Wszyscy spojrzeli w tył, gdyż z lasu wybiegał Gai, po aktywacji pierwszej Bramy. Otaczała go dość potężna, zielona chakra, a skóra delikatnie nabrała czerwonego odcieniu. Włosy falowały jak przy przypływie silnego wiatru. Ściskał wściekle pięście i i napinał mięśnie w biegu. 
'Szybki' Akihiro zdążył jedynie pomyśleć, gdy Gai stał już przy nim i wymierzył mu potężny cios w szczękę. Rzuciło nim kilka metrów dalej w drzewa, prawie je przełamując. 
Genini rzucili się na niego. Pierwszy dotarł Neji zasypując go serią ciosów swojej Delikatnej pięści", sztuką walki jego szlachetnego klanu. Mimo słowa "pięść" w nazwie, nie wszystkie ciosy były wyprowadzane z pięścią. Taijutsu klanu Hyuuga było charakterystyczne i bardzo precyzyjne. Ruchy wykonywane z gracją przez ich przedstawicieli były wprost niesamowite. Gai jednak, jako specjalista od Taijutsu bez problemów je blokował. Pierwsza lepsza okazja, Neji był szybki, ale nie tak jak Gai, i jego mistrz kopnął go w twarz z dzikim wrzaskiem, przewracając go kilka metrów dalej.
'On uderzył swojego ucznia jak gdyby nigdy nic...' pomyślał Akihiro wstając z głupią miną. Spodziewał się jakiegoś zawieszenia ze strony Jonina, jednak nic nie stało mu na przeszkodzie by dokopać Geninom, choć ograniczał się tylko do błachych uderzeń. 
- Kończmy to- powiedział do siebie patrząc na szybkie ruchy przeciwnika- Pomyślmy. Gai, mistrz Taijutsu, shinobi potrafiący otwierać Wewnętrzne Bramy Shinobi... jaki może mieć słaby punkt? Ah tak!- wpadł na diaboliczny pomysł.
- Hej ty!- krzyknął do niego- Choć i wykończ mnie staruszku!- te słowo wywołało na Gaiu oczekiwaną reakcję. Spojrzał w furii na Akihiro, który mając ręce w górze gibał i wił się w pionie jak wąż- Jesteś za stary by mnie pokonać!
Gai nie tracił ani chwili dłużej. Podmuch jego chakry odrzucił w tył wszystkich atakujących Geninów i natarł na czarno-włosego Akihiro w napadzie złości. 
Akihiro uśmiechnął się pod nosem chytrze, po czym z jego dłoń buchnęły płomienie obejmując ją, a ten złapał za twarz Gaia wbijając go w ziemię. W górę wzbił się dym i kawałki ziemi z trawą. Uniósł jego ciało póki nie wierzgał a te zajęło się ogniem, po czym bez większego zamachu rzucił nim w prawo, łamiąc kolejne drzewa. 
- Idziemy!- rozkazał mijając niewzruszoną grupkę Geninów i wskakując na gałąź ruszył dalej, a za nim jego mała armia.
- Ugh...- Obito wstał z bólem głowy, musiał uderzyć o coś głową, podczas lotu. Rozejrzał się i zobaczył niedaleko jak Gai zatrzymuje się po chwili sunięcia po ziemi. 
- Gai!- podbiegł do niego, a ten wyłączył swoją bramę, zielona chakra zniknęła wraz z płomieniami, które zgasły z niego podczas lotu. 
- Ten facet jest naprawdę silny...- mruknął Gai, tłumił wewnętrzny ból zaciskając zęby, związany był on z otwarciem Wewnętrznej Bramy. 
- Bez wątpienia- zza drzew dołączył do nich Kakashi, z nieco poirytowanym wyrazem twarzy. 
- Wygląda na to, że wszystkich nas załatwił tak samo- powiedział Obito- Siła tych oczu jest oszałamiająca.
- Te oczy...- odezwał się Kakashi mając je jeszcze przed swoimi oczami- Myślałem, że to legenda. 
- Umh?- zdziwili się obaj towarzysze, patrząc na zamaskowanego przyjaciela. 
- Powiem w drodze- stwierdził- Musimy się zbierać. Trzeba ostrzec Hokage.


- Mimo wszystko są to tylko Genini- powiedział Ryu znudzonym głosem, stojąc naprzeciw Paina, siedzącego na tronie.
- Nie doceniasz mocy tych oczu- zabrzmiał Pain, patrząc na niego bez żadnych uczuć. Jego blado-fioletowe oczy były przerażające- Gdy nadejdzie czas, docenisz ich moc. Rinnegan, moc stwórcy sztuki Ninpou- powiedział- Niedługo poznasz ich moc, już niebawem. 
Ryu jedynie patrzył na niego bezinteresownie. 
On i jego bracia od małego byli niedobitkami, osieroconymi ofiarami wojny z wioski Deszczu. Tam zawsze panowała wojna. Pain znalazł ich pewnego dnia, byli głodni, przerażeni, samotni. Coś natchnęło Paina by ich przygarnąć, ocalić z losów wojny. Zrobił to w dniu, kiedy przejął władzę w wiosce Deszczu, choć tak naprawdę nikt o tym nie wie. 
Przyjął ich do siebie i szkolił na zabójców, ukrywając w tajemnicy przed światem. Nie przyjął ich nawet do swojej organizacji, Akatsuki, której jest liderem i której symbole nosi na płaszczu. 
Zostali pod nim wychowani, na zabójców. Stali się cieniem, cieniem wojny. Wypełniali zadania nadane im przez Paina, których tylko oni umieli się podjąć. 
Ryu, najstarszy z braci, zawsze rozumiał najwięcej. Czuł się za nich odpowiedzialny zanim poznali Paina, chronił ich, strzegł przed ciemnością wojny. Został prawą ręką Paina, choć bardziej pasowałoby określenie, jego cieniem. Jego oschłość i chłód są oparte na przeżyciach z dzieciństwa.
Heike, młodszy o rok od Ryu miał 19 lat. On był bardzo zbliżony charakterem do Ryu, był jednak bardziej nadpobudliwy i łatwiej wychodził z równowagi. Podobnie jak Ryu, jest niezwykle szybki i nie posiada współczucia.
Akihiro i Domi są dwujajecznymi bliźniakami, obaj mają po 18 lat, choć Akihiro urodził się o 6 minut wcześniej. Jest on irytującym wesołkiem, jednak jak każdy jest bardzo silny i niemal niepokonany w swoim żywiole. Jak ogień, jest brutalny i bezlitosny.
Imoki, najmłodszy z braci mający lat 17, spokojny i empatyczny, niczym spokojna woda. Każda jednak woda, w mgnieniu oka potrafi zniszczyć brzeg.

Drużyna Akihiro zatrzymała się przed bramą główną, a dosłownie chwilę po nich pojawiła się drużyna Heike, składająca się z Naruto, Kiby i Natsuo, plus jakiś Genin z Mgły.
- Witaj bracie- zażartował Akihiro z uśmiechem.
- Nie pora na żarty- rzucił Heike, lecz po rzuceniu na niego wzrokiem spojrzał chytrze- Widzę, że nie oszczędziłeś swoich prześladowców. Akihiro spojrzał na zakrwawione ręce, wiedział, że to po nich Heike poznał, że walczyli.
- Więc ty też kogoś spotkałeś?- zauważył Akihiro.
- Drobne przeszkody- prychnął, Akihiro rozejrzał się po jego drużynie 'zombie'. Zauważył, że jeden chłopak miał na głowie białego szczeniaka, śmiesznie wyglądał z Rinneganem i kilkoma prętami w ciele.
- Ciekawe co czują w środku?- zaśmiał się opierając ręce na biodrach.
- HEJ! Kim wy jesteście?!- po drugiej stronie granicy wioski stanęli strażnicy bramy, przestraszyli się na widok Geninów, w takim stanie- Co to ma być...?!
Akihiro z uśmiechem spojrzał na Heike, i po chwili zza jego pleców wybiegli Atasuke z Sasuke. Rzucili się na nich, z lekkim podskokiem powalając ich nogami. A gdy ci już leżeli na ziemie, obaj Uchiha chwyciło za ich kunaie i rozcięli im ich gardła.
- Cóż za mordercza idea, bracie- podsumował ironicznie Heike, Akihiro tylko prychnął- Ruszamy!- wszyscy pobiegli przekraczając granice.
- Wiesz gdzie masz iść!- pouczył go Heike.
- Tak tak- uspokoił go. Rozdzielili się. Skacząc po dachach, Heike wraz ze swoją grupą ruszył na szpital. Akihiro zaś wraz ze swoimi kierowali się na budynek Hokage.

- Hokage-sama!- do sali szpitalnej wbiegło dwóch Joninów, odpowiedzialnych za pilnowanie bariery wioski.
- Co się stało?- spytał zdenerwowany jeszcze wcześniejszą sytuacją, podczas gdy medyczni ninja powoli uleczali jego nogę. Na szczęście nie była dosłownie zmiażdżona, a jedynie zniekształcona w kości. Podręcznikowe postępowanie uleczyłoby ją w dwa miesiące, jednak zebrali się najlepsi medycy, gdyż Hokage nie miał zamiaru leżeć i czekać w szpitalu.
- Bariera wokół wioski!- niemal krzyknął jeden- Ktoś dostał się do środka!
- Najpierw atak na starszych i porwanie Geninów, a teraz intruzi?- zbulwersował się przejęty Trzeci.
- Nie wiemy kim są ani jakie mają zamiary- mówił drugi- Ale znaleźliśmy ciała strażników przed bramą. Świadkowie mówią, że to nasi Genini, lecz jacyś odmienieni.
- Genini? Odmienieni? Dlaczego nie mam żadnych wieści od Kakashiego i reszty?!
'Co tu się wyprawia?' zastanawiał się przez chwilę Hokage.
- Zbierzcie wszystkich, powiedzcie, że Konoha została...- coś spowodowało, że cały budynek się zatrząsł, podczas gdy z dołu dało się usłyszeć jakiś wybuch.
Hokage przewrócił się i dwaj Jonini po odzyskaniu równowagi pośpieszyli się, by pomóc mu wstać.
- Zabierzamy stąd pana!- zapowiedział jeden.
-Nie!- sprzeciwił się.
- Ale...
- Skoro ktoś postanowił najechać Konohę- skupił swój gniewny wzrok na ścianie naprzeciw, zza której dobiegały okrzyki bólu i technik- To najpierw będzie musiał zmierzyć się ze mną!
Ściana została zniszczona a w powietrzu znalazł się dym związany z owym wydarzeniem. Dwóch Joninów Hokage zostało zaatakowanych przez Natsuo i Kibę, podczas gdy znany dźwięk formowania chakry dobiegł uszu Trzeciego. Dym został rozwiany i zaatakował go Naruto, swoim Rasenganem.
Trzeci przywołał swój wielki kij Małpiego Króla i uderzył nim w Rasengana. Chłopak z wrzaskiem świsnął w tył.
'Co to ma być?!' Hokage dojrzał ich Rinnegany i ozdoby w całym ciele 'Te oczy... to przecież...!'
Nie dokończył, gdyż zauważył, że Natsuo i Kiba dosłownie zmiażdżyli swoich przeciwników, i rzucili się na niego. Stojąc praktycznie na jednej nodze unikał ich ataków i bronił się kijem, lecz nie atakował.
Nie wiedział o co tu chodzi, a za żadną cenę nie chciał ich skrzywdzić. Dodatkowo niemal co chwilę się potykał o swoją zniekształconą nogę, które w wyniku nagłego wysiłku i ciągłych napięć mięśni zaczęła na nowo boleć i krwawić.
- Natsuo! Kiba! Co z wami?!- krzyknął do nich, jednak ci nie odpowiadali, a jedynie nadal napierali. 'To nie oni! Ich poziom stał się o wiele wyższy. W ciągu chwili pokonali moich Joninów. Jednak skąd się wziął u nich ten Rinnegan?' Próbował to zrozumieć, gdy nagle świsnął wiatr a Hokage znieruchomiał, wyrzucając klatkę w przód z bólu.
- Kto by pomyślał, prawda Hokage?- zakpił stojący kilka metrów za nim Heike, o długich, spiętych bordowych włosach.
Jego typ natury to wiatr, którym przed chwilą porozcinał plecy Trzeciego.
- Kim ty do cholery jesteś...?- warknął zbulwersowany Hokage.
- Nie martw się- powiedział z tajemniczym uśmiechem- To nie potrwa długo.
- Nie pozwolę wam zniszczyć wioski..!- zaprzysiągł Trzeci, chwilę po opadnięciu na kolana.
- Nie wysilaj się- przerwał mu. Ścisnął delikatnie pięść, a ciało Hokage oplotła jakby niewidzialna nić. Nie mógł się ruszać, gdyż Heike skrępował go za pomocą powietrza i cząsteczek chakry.
- Draniu...- wycedził przez zaciśnięte zęby. Natsuo podszedł do niego z kunaiem w dłoni, bez żadnego uczucia na twarzy- Nawet jeśli mnie zabijesz- mówił, podczas gdy Natsuo był coraz bliżej, idąc powoli- Nawet jeśli powalisz mury wioski- cień chłopca niemal już go zasłonił- To nigdy nie uda ci się ugasić płynącej we wszystkich Konoszań, Woli Ognia!- powiedział, a po tych słowach nastąpił jeden ruch. Natsuo stał z wyciągniętą ręką przed Hokage, w dłoni której trzymał kunai wbity w serce Sarutobiego.
- Wzruszające- powiedział z przesadną ironią Heike, gdy Natsuo wyjął z niego kunai, a ten z krwią wypływającą z kącika ust patrzył na chłopca z żalem, po czym zaczął z wolna opadać na bok.
'Wybaczcie mi... Wiosko Liścia. Nie byłem w stanie was ochronić, umieram skazując was na prawdopodobną śmierć. Wola Ognia płynie w żyłach każdego z was' myślał, będąc coraz bliżej podłogi 'Wierzę, że pojawi się Ktoś, kto wypełni moje zadanie zapewnienia wam ochrony...' . - Padł bezwładnie na bok, mając jeszcze nieprzytomnie uchylone oczy wyzionął ducha.
- Zabijcie wszystkich znajdujących się w budynku- powiedział Heike, który nadal nie zauważył żadnych oznak uczuć w postaciach Geninów, którzy jak gdyby nigdy nic wybiegli z zasypanej w połowie gruzem sali, zostawiając martwego Hokage.


Drużyna Kakashiego dotarła do głównej bramy wioski, zatrzymali się na widok martwych strażników.
- Wygląda na to, że się spóźniliśmy- odezwał się Gai.
- Zaczęło się- podsumował Obito- Musimy jak najszybciej odnaleźć Hokage!- krzyknął chcąc ruszać, gdy usłyszeli głuchy odgłos zawalanego budynku gdzieś w centrum wioski, w powietrze wzbił się ogromny tuman kurzu a ziemia zdawała się zatrząść.
- Co to...?
- Śpieszmy się!- rozkazał Kakashi, gdy w miejscu zawalonego budynku znajdował się niesamowicie wieli wodny smok, w głowie którego znajdował się niczego nieświadomy Natsuo.
- Rozdzielmy się!- mówił Kakahi, gdy skakali z dachu na dach kierując sie na wodny wytwór Natsuo- Gai! Idź poszukać Hokage, musi gdzieś tu być!
- Mhm!- przytaknął i odbiegł na lewo.
- Obito!- mówił dalej, skupiony na smoku, a raczej na jego twórcy, Natsuo- Chciałbym abyś zajął się Natsuo, podczas gdy ja odwrócę od niego uwagę Heike!
- Zawsze lubiłeś wydawać rozkazy- powiedział opanowany, lecz wewnątrz rozzłoszczony Obito- Dobra! Zajmijmy się tym!

Wodna bestia niszczyła budynki, zasypując ulice gruzem. Coraz więcej mieszkańców padało ofiarą ataku na wioskę, która była najeżdżana z każdej ze stron przez wszystkie grupy Geninów. Ścigający ich wcześniej Jonini postanowili przerwać pościg, gdy będąc już w wiosce rozdzielili się by pomóc w ewakuacji cywilów do schronów i wesprzeć ich siły w walce.
'Co to ma być?!' każdy zadawał sobie takie pytania, podczas wykonywania swojej roli. Byli bardzo zdruzgotani, przejęci i bezradni wobec armii ich własnych Geninów.

Wioska ukryta w liściach stała się jednym wielkim polem bitwy. Kakashi niezbyt efektownie napierał na Akihiro, uważając przy okazji na chroniących go 'opętanych' Geninów. Cokolwiek trzeba było zrobić, nie wolno było ich skrzywdzić. Obito w tym czasie starał sie dotrzeć do Natsuo, podczas gdy ten nadal niszczył wioskę jako potężny wodny smok, chroniący go przed wszystkim z zewnątrz.
Gdzieś z dachu naskoczyło na niego kilku Joninów. Wylądowali na jego grzbiecie i ruszyli biegiem w stronę głowy bestii, gdzie znajdował się Natsuo, którego mieli zamiar zaatakować, chcąc zachwiać jego skupienie na kontroli tej potężnej wodnej techniki. Natsuo spojrzał na nich przez ramie, a wodna struktura bestii wciągnęła ich do siebie. Wewnątrz niej była sama woda, którą szarpały niewyrównane i nierównomierne prądy. Były na tyle silne, że połamało im kręgosłupy zanim ci zdążyli się potopić.
Obito wraz z innymi shinobi wioski, którzy jako kilkuosobowa grupa dołączyli do niego, zaatakowali smoka potężnymi płomieniami.
Smocza wodna struktura zachwiała się, po czym opadła na dół w postaci fali wodnej. Płomienie ustały, a woda ponownie przybrała postać smoka, który rozwarł paszczę i zalał ich potężną falą wodną.
Obito zdążył użyć Kamui i wniknął w budynek, przez który potem wybiegł. Będąc w pobliżu nadal walczącego Kakashiego złapał za ubrania Nejiego i rzucił nim w tył, chroniąc Kakashiego przed ciosem, który zapewne zatkał by jego wyloty chakry.
- Kakashi!
- Obito! Miałeś zająć się Natsuo!
- Robi za duże zniszczenia, a ja muszę upewnić się, że Rin jest bezpieczna!- krzyknął stojąc nieopodal Hatake.
- Rin!- otrząsnął się Kakashi- Na śmierć zapomniałem! Wracaj szybko!- powiedział, dając mu wolną drogę.
Obito pobiegł, podczas gdy Kakashi ze swoim Raikiri natarł na biegnącego ku niemu Akihiro.
- Tss...- zakpił Akihiro, który wysłał za Obito Atasuke, ten zwinnie minął zajętego przez dowódce Kakashiego i ruszył za swoim mistrzem w pościg.

- Rin!- Obito dotarł w końcu na swoją posesję, przerażony widokiem śladów pobliskiej bitwy, która musiała się już skończyć.
Wbiegł do domu. Jego wnętrze nie było w żaden sposób zniszczone, widocznie udało mu się uniknąć zasięgu bitwy. Jednak gdzie się podziała Rin? Przeszukał cały dom i skrytki, jednak nigdzie jej nie było.
Zbiegł do piwnicy, jednak tam też nigdzie jej nie było, gdy nagle usłyszał z lewej cichy jęk.
Odruchowo spojrzał tam, jednak przed jego oczami stała jedynie ceglana ściana.
- Rin!- krzyknął i uderzył w nią, rozsypując gruz po podłodze. Podbiegł do swojej przestraszonej żony, a ta rzuciła mu się w ramiona i uścisnęła, jakby już nigdy miała nie puścić.
- Przypomniałam sobie o tej skrytce, wiedziałam, że przyjdziesz- zaszlochała.
- Już dobrze- uspokoił ją delikatnym głosem, głaszcząc po głowie- Musisz się ukryć wraz z mieszkańcami w jaskiniach ewakuacyjnych...
Wzdrygnął się, gdy usłyszał kroki na schodach. Stanął tyłem do Rin, jednak w gotowości, by obronić ją i swoje nienarodzone dziecko.
Po chwili zobaczył w progu skrytki swojego ucznia, Atasuke.
- Co ci jest?!- wystraszyła się Rin widząc chłopca z przekutym w wielu miejscach ciałem przez tajemnicze pręty i nienaturalnymi oczami. Chciała do niego podbiec by go obejrzeć, bojąc się o jego zdrowie, jednak Obito szarpnął ją za ramie, chroniąc ją przed niespodziewanym cięciem kunaiem z ręki Atasuke.
Ponownie przed nią stanął i wyciągając swój kunai (ostatni już) blokował ataki Genina.
- Opanuj się, Atasuke!!!- wrzasnął nie wiedząc co robić- Nie jesteś sobą!- dodał.
Rin jedynie stała przy ścianie patrząc na to, nie wiedząc co się dzieje. Nie wiedziała bowiem, że wszyscy Genini z wioski są aktualnie wykorzystywani jako marionetki Paina.
Dłońmi zakryła usta a jej rozszerzone oczy drgały.
- ATASUKE!- z gardła Obito wydarł się chrapliwy ryk. Chłopak bez żadnego uczucia na twarzy nadal napierał, aż w końcu zdecydował się na Ninjutsu, kulę ognia. Czerwone płomienie wypełniły małe schronienie i naruszło konstrukcję domu, zawalając go stopniowo. Atasuke nie miał szans na ucieczkę, choć osoba sterująca nim najpewniej skazała go już na śmierć, gdyż nie zrobiła nic by go ocalić, prócz pozbawienia go Rinnegana, w efekcie czego pręty opuściły jego ciało i chłopak padł na ziemię nieprzytomny.
 Dom w końcu zawalił się cały, wyglądając teraz jak gdyby wewnątrz niego rozpętało się tornado.


- Uwolniłeś go- zauważył Ryu, prawa ręka Paina.
- Z góry był skazany na śmierć, gruz zabiłby go- oświadczył Pain- Jednak nie mogłem ryzykować, że Rinnegan w jego oczodołach wpadnie w ich ręce, po jego śmierci.
- Sokka.
- Ruszaj- polecił Pain, mrok tego miejsca dodawał powagi całej sytuacji. Szarowłosy bez słowa odwrócił się i odszedł.


- Atasuke!- krzyknął Obito, podbiegając do swojego nieprzytomnego ucznia. Zdążył przenieść siebie, Rin i chłopca do swojego wymiaru. Teraz kucnął przy Geninie, zauważając, że w jego ciele nie tkwią już żadne pręty, które zostawiły po sobie jedynie krwawiące dziury. Podczas gdy on ułożył głowę chłopca na swoich kolanach, Rin uklęknęła obok i zaczęłą go leczyć za pomocą medycznych technik ninja.
- Wyjdzie z tego- uspokoiła męża.
- Wiem- odparł zmartwiony- Pytanie brzmi, kim będzie, gdy się obudzi.
Rin spojrzała na niego, a z jej słodkich ust wydobyły się kojące słowa "To nie twoja wina".
- Nawet nie wiesz, jak bezsilni byliśmy, gdy ci dranie po nich przyszli- zacisnął szczęki.
- Obito!- wrzasnęła wściekła, a ten spojrzał na nią szerokimi oczyma- Nie mogłeś zrobić nic, co by odmieniło bieg losu! Zamiast rozczulać się nad sobą powinieneś teraz wracać do wioski i pomóc swoim przyjaciołom...
Przerwał jej Atasuke, który nagle się przebudził przerażony, widząc nad sobą Rin i mistrza Obito zerwał się na równe nogi. Cofnął się.
- Atasuke...?- odezwał się spokojnie Obito trzymając uniesione ręce, w geście pokoju.
- Gdzie ja jestem? Gdzie pozostali?!- rozglądał się przerażony. Miał ogromną lukę w pamięci, ostatnie co pamiętał, to rozmowa z tym dziwnym kolesiem w kryjówce tych porywaczy.
- Spokojnie- Obito wstał, a kamień spadł mu z serca, że Atasuke jest już sobą. Miał jedynie ślady po krwi, Rin wyleczyła pozostałości po prętach Paina, a jego oczy znów stały się normalne.
- Nie wiem do końca co się wam stało- zaczął Obito- Jednak nie ma na to czasu.
Obito z lekkim pośpiechem opowiedział Atasuke o tym co się stało. O tym, jak Genini pod dowództwem jakichś gości wrócili do wioski i tam zaczęli ją niszczyć.
- Że co?!- nie dowierzał.
- Nie ma czasu!- Obito denerwował się sytuacją w wiosce- Musimy wracać. Teraz jak już jesteś sobą, musisz mi pomóc.
- Ale co...
- Pamiętaj Atasuke, gdy zobaczysz kogoś ze swoich przyjaciół, nie dotykaj prętów w ich ciałach!- kolejny szok dla Atasuke- Jeśli Kakashi się nie mylił, mogą być one śmiertelnym zagrożeniem dla człowieka.
'O co tu chodzi?' pomyślał Atasuke przełykając ślinę.
- Rin, chciałbym abyś tu została, nie może stać wam się krzywda- powiedział opiekuńczo Obito. ' "Wam"? ' pomyślał zdziwiony Atasuke i spojrzał na kobietę. Olśniło go, gdy zaniepokojona trzymała dłoń na swoim dość płaskim jeszcze brzuchu. 'Jest w ciąży!'
- Oszalałeś?! Wracam z wami, muszę się upewnić, że mieszkańcy są bezpieczni w kryjówkach ewakuacyjnych i w razie czego im pomóc!- Obito chciał jej zaprzeczyć, jednak tu wtrącił się opanowany już Atasuke.
- Mistrzu- spojrzał na niego- Ty jesteś bardziej potrzebny w wiosce, by ją chronić. Ja udam się z panią Rin do jaskiń ewakuacyjnych i wrócę, gdy będzie już bezpieczne.
- Ale...- Uchiha spoglądał to na żonę, to na swojego ucznia. Rin skinęła głową- Niech będzie... Atasuke, nie pozwól jej skrzywdzić.
- Mhm- chłopak skinął głową i już po chwili Obito ponownie użył swojego Kamui, a cała trójka zmaterializowała się kilka metrów od zawalonego domu.
- Nasz dom...- zmartwiła się Rin.
- Nie ma czasu, Rin- przytulił ją- Ruszajcie! Obiecuje, że wrócę i upewnię się co do twojego bezpieczeństwa. Atasuke- zwrócił się do chłopca- Nie wątpię w twoje umiejętności, jednak chciałbym, abyś został w ukryciu wraz z Rin.
- Co?! Ale...
- To zbyt poważna sprawa, jeden Genin nic nie zdziała- zaprzeczył bezdyskusyjnie Obito, po czym rozkazał im ruszać.
Zbulwersowany Atasuke złapał Rin za nadarstek i razem z nią ruszyli biegiem uliczką. Kierując się ku górze Hokage, gdzie znajdują się jaskinie ewakuacyjne, Rin obejrzała się w biegu za mężem.
Ten bał się o nią, jednak ufał Atasuke, wiedział, że go nie zawiedzie. 'Chroń ją, Atasuke. Nie pozwól zranić jej i naszego dziecka'.
Nie mogli podróżować po dachach, gdyż naraziliby się na zauważenie przez przeciwników. Biegnąc tymi uliczkami byli niemal niezauważalni. Biegli bez słowa, a z oddali dobiegały ich głosy bitwy. Wybuchy, zawalenia się budynków i okrzyki walczących. Nie interesowało go to teraz. Za wszelką cenę chciał ochronić Rin, czuł się za to odpowiedzialny, no i dał słowo mistrzowi, ze nie zawiedzie.
Atasuke zerwał się i cisnął w tył kunai z notką wybuchową. Rin obejrzała się, nie wiedząc o co chodzi.
Kunai wbił się w ścianę jednego z budynków, a następny wybuch zwalił gruzem nadbiegającego Chojiego, któremu właściwie nic się nie stało, poza unieruchomieniem.
Biegli dalej, Atasuke miał już aktywnego Sharingana, więc zdążył dojrzeć dziwne oczy Chojiegi i małe pręty w jego ciele. 'Dokładnie tak samo jak u tego dziwnego gościa w płaszczu' przypomniał sobie jak wyglądał ten na oko bardzo silny, rudowłosy facet, który ich zniewolił. 'Gdybym tylko wiedział, jak tam wrócić!'
Rin czuła się całkiem bezpieczna pod ochroną młodego Uchihy, bez mrugnięcia okiem zasypał gruzem swojego towarzysza, nie upewniając się czy nic mu nie jest. Trochę to martwiące, jednak ufała mu.
Po dłuższej chwili udało im się w końcu dotrzeć do góry Hokage, tam zauważył ich czatownik, sprawdzający czy jaskinia jest bezpieczna. Zeskoczył do nich kilka metrów poniżej i w pospiechu zaprowadził ich do kryjówki.
Panowała w niej ciemność, przez malutkie otwory w ścianie wpadało słabe światło. Ich oczy po chwili się przyzwyczaiły do panującego światła i mogli już przyjrzeć się twarzom mieszkańców. Było ich naprawdę dużo, Atasuke nawet nie wiedział, że jest ich tylu.
- Dziękuję ci, Atasuke- powiedziała Rin z lekkim ukłonem.
- Proszę już odpocząć- powiedział z delikatnym uśmiechem, który szybko znikł- Nie mogę tak tutaj siedzieć i czekać...
- Obito bywa nadopiekuńczy- stwierdziła z uśmiechem- Obiecaj mi coś, Atasuke- spojrzał na nią zdziwiony.
- Obiecaj mi, że nie dasz się zabić- powiedziała z motywujacym głosem. Patrzył przez chwilę na nią nie dowierzając, po czym uśmiechnął się pewny siebie.
- Hai!- odpowiedział, po czym nie słuchając ostrzegawczych okrzyków czatownika opuścił jaskinię, znikając z oczu uśmiechniętej Rin.
Atasuke zeskoczył z góry Hokage na ziemię, spadając przez kilka sekund i wskoczył na dach budynku patrząc na ogromnego wodnego węża Natsuo, w centrum wioski. Ruszył biegiem w jego stronę. 

niedziela, 30 sierpnia 2015

Rozdział XIII- Trzecia część egzaminu- Nieoczekiwany zbieg wydarzeń.

Minęło już wiele walk. Jak do tej pory nikt nie zginął, zwycięstwa polegały na nokaucie, poza jednym przypadkiem, gdy genin z Wioski Ukrytej w Skałach poddał się, po prezentacji siły swojego przeciwnika.
Z wioski liścia odpadło niewielu geninów, tj.: Ten Ten, Kiba, Choji i Hinaty oraz Sakury i Ino. Pozostali mieszkańcy Konohy mieli już swoje zwycięstwa za sobą. Zostało czterech geninów, czekających na swoje walki. 
Natsuo, Atasuke, genin z wioski mgły i z wioski deszczu. 
- Ehhhh... ile jeszcze mam czekać?- Natsuo wręcz spływał po barierce, o którą ciągle się opierał. 
- Spokojnie, Natsuo- uspokajał Obito, który również był już zmęczony staniem i najchętniej wróciłby do swojej ciężarnej żony, Rin. Jak tak o tym pomyślał, zdał sobie sprawę, że nadal nie powiedział o tym swojej drużynie. "Drużynie', nawet Hokage nie ma o tym pojęcia. 
- Ekran losuje kolejnych przeciwników- odezwał się Atasuke- Jeden z nas będzie zaraz walczył, przeciwko komuś z tamtych dwóch- wskazał głową na geninów z obcych wiosek, nie wyglądających na jakiś super silnych przeciwników. 
- Mam nadzieję, że będę to ja- wymamrotał cicho. 
I rzeczywiście, pierwsze nazwisko należało do niego.
- TAK JEST!- krzyknął widząc na tablicy "Okazaki Natsuo". Przeskoczył przez barierkę i stojąc po chwili obok egzaminatora wyczekiwał drugiego nazwiska. 
'Zobaczymy w jaką siłę urosłeś, Natsuo' pomyślał Atasuke, chcąc zobaczyć jego walkę. 
Obito, Setsuna, Natsuo i sam Atasuke zamarli, gdzy przeczytali kolejne nazwisko; "Uchiha Atasuke".
Młody Uchiha spojrzał na dół, na blondyna. Obaj wpatrywali się w siebie mając mieszane uczucia.
Z jednej strony obaj wyczekiwali tego momentu, jednak to nie znaczy, że nie mieli rozumu. Minęło sporo czasu odkąd Obito przejął ich drużynę, spędzili razem czas na wielu misjach, o różnych poziomach trudności. Nauczyli się współpracować, a teraz jeden miał pokonać drugiego, w imię tytułu Chunina?
Atasuke spojrzał na lewo, na swojego opiekuna. Po minie Obito wiedział, że on również nie jest zadowolony z tego wyniku losowania, jednak nie mógł nic zrobić. Ostatecznie młody Uchiha westchnął i zeskoczył na dół stając przed zestresowanym Natsuo, i po krótkiej chwili egzaminator ogłosił rozpoczęcie walki.
- To nic osobistego, Natsuo- odezwał się Atasuke swoim wiecznie znudzonym głosem- Jednak nawet ty nie przeszkodzisz mi w zdaniu tego egzaminu- powiedział to z chwilowym, pewnym siebie uśmieszkiem. Natsuo wyłapał go.
- Przestań gadać i chodź!- odpyskował z triumfalną miną.
- To dobrze, że ich wylosowało- do Obito zwrócił się Kakashi, wzbudzając swoimi słowami zainteresowanie zmartwionej Setsuny- Podobnie jak moi Sasuke i Naruto, ci dwaj ciągle ze sobą rywalizują. Starają się udowodnić wszystkim, jak i sobie, że są silniejsi od drugiego. Ten egzamin pozwoli im rozstrzygnąć, kto aktualnie jest silniejszy.
- Mhm..- potwierdził Obito obserwując obu swoich uczniów- Ta walka wszystko wyjaśni.
Obaj Genini patrzyli sobie chwilę w oczy, po czym obaj sięgnęli po kunai i zderzyli się nimi, siłując przez chwilę. Atasuke chciał sięgnąć po drugi kunai, gdy Natsuo zaskoczył go sierpowym. Atasuke zmuszony do cofnięcia się spojrzał gniewnie na zadowolonego Natsuo, który nie przestawił swojego triumfu nade gotowść do walki. Atasuke uśmiechnął się i ponownie natarł na niego. Blondyn złapał za drugi kunai i bronił się nimi przed szybkimi ruchami Atasuke, które robiły wrażenie. Natsuo cofał się z każdym blokiem a pod ich stopy sypały się iskry.
- Natsuo urósł ostatnio w siłę- zauważył Lee, mówiąc do Nejiego i Ten Ten- Jeszcze niedawno Atasuke mógł go położyć na ziemię jednym ruchem, a teraz pierwszy punkt przypadł Natsuo.
- Tak- powiedziała Ten Ten- Czyli to Atasuke jest teraz słaby- stwierdziła.
- Nie wydaję mi się- zaprzeczył Lee.
- Sugerujesz coś?- spytała Ten.
- Prawdopodobnie sprawdza aktualny poziom siły Natsuo i bada jego ruchy- powiedział Neji obserwując pojedynek, Lee i Ten spojrzeli na niego, a potem na walczących.

Atasuke nie przestawał nacierać, podczas gdy Natsuo powoli zaczynał się gubić w swoich krokach. Atasuke wyłapał jeden moment, gdy Natsuo miał taki niepewny moment. Zmylił go zmuszając do odsłonięcia i już po chwili stal przy jego lewym barku. Kopnął go w zgięcie w kolanie powalając na kolana i zakładając dźwignię na szyję w celu odcięcia jego mózgu od tlenu.
- Zakończę to szybko- szepnąl mu do ucha. Blondyn robił się coraz bardziej czerwony na twarzy nie mogąc złapać powietrza.
- On go udusi!- przeraziła się Setsuna.
- Spokojnie- Obito uspokoił ją ręką i łagodnym głosem- Puści go, gdy tylko ten straci przytomność, co będzie oznaczać zwycięstwo Atasuke.

Gdy Natsuo był o włos od utraty przytomności, trzęsącymi się rękoma uformował pieczęcie i z jego ust wyskoczyła kula wodna, która ruszyła na głowę dusiciela. Była wypełniona wodą i teraz Atasuke nie miał dostępu do powietrza. Po chwili wypuścił z objęć blondyna, która upadł na cztery łapy i rozpaczliwie łapał oddech. Atasuke nie mógł oddychać, próbował uderzać o bańkę, jednak ta zamiast pękać po prostu wpuszczała i wypuszczała jego dłonie.
- Wiesz już jakie to uczucie- prychnął Natsuo. Atasuke zmrużył oczy, położył dłonie na kulistej powierzchni wodnej pułapki i stał chwilę w bezruchu. Po chwili wodna bańka opadła na wodę a Atasuke mógł oddychać. Jednak zanim zdążył zrobić cokolwiek Natsuo już do niego dobiegł i potraktował go kopniakiem w brzuch. Atasuke odleciał kawałek w tył sunąc bokiem po posadzce. Zerwał się na równe nogi unikając dobitnego kopniaka z wyskoku Natsuo i poruszając się na rękach obracał się i zbliżał do niego zasypując serią kopniaków. Natsuo ponownie cofał się blokując przegubami jego kopy. Atasuke robił tak jeszcze przez chwilę, aż w końcu przebił się przez gardę kopnął go w twarz. Natsuo upadł a Atasuke z lekkim wyskokiem otoczył pięść chakrą i uderzył go w brzuch, po czym odskoczył kilka metrów.
- Co za żałosna walka- westchnął z poirytowaniem Neji.
- To wszystko co masz, Natsuo?- spytał Uchiha. Blondyn zwijał się przez chwilę w miejscu, nadal odczuwając ból po tak silnym uderzeniu, że aż posadzka pod nim pękła.
Natsuo w końcu dźwignął się na nogi. Niespodziwanie zaczął pluć wodą w kierunku Atasuke. Ten oczywiście tego uniknął, lecz w miejsce gdzie wylądował również pluł wodą.
Młody Uchiha skakał z miejsca na miejsce unikając wodnej serii, zbliżając się do blondyna. Biegł tuż obok strumienia wody, gdy po chwili kolejny natarł na niego od frontu. Atasuke przeskoczył na bok wykonując śrubę w powietrzu unikając jeszcze jednego strumienia i nadal biegnąc do przeciwnika. Był już przy nim wyprowadzając kolejny cios na twarz.
- Jest szybki!- powiedział Kiba, gdyż zarówno wodne ataki, jak i (troche szybsze) uniki Atasuke były niezwykle szybkie.
Wydawało się, ze uderzenie jest nieuniknione, gdy tuż przed twarzą blondyna wyrosła wodna tarcza, na którą natrafiła pięść Atasuke. Ten odskoczył, nim woda zdążyła go dopaść i spróbował podobnej sztuczki tym razem od jednego z boków blondyna, lecz ponownie ochronił się wodą. Atasuke odskoczył ponownie w tył, chlapiąc delikatnie wodą gdy stanął na ziemi.
- To twój plan na wygraną? Obrona?- spytał Atasuke lekko poirytowany.
- Nie dostrzegasz szczegółów, Atasuke- powiedział Natsuo z uśmiechem. Młody Uchiha nie wiedział do końca o co może chodzić. Rozejrzał się dookoła i zdał sobie sprawę, że całe podłoże jest pod kilkucentymetrową warstwą wody. Chciał spojrzeć na Natsuo, jednak już go tam nie było. Spojrzał w prawo czując się niepewnie, i nic. Gdy spojrzał w lewo stał tam Natsuo i trafiając go sierpem w policzek cisnął do tyłu. Atasuke przewrócił się w powietrzu i wylądował na nogach, ślizgając się na wodzie, jednak chcąc ruszyć na Natsuo już go tam nie było.
- Co do..?
Kolejny cios z prawej. Atasuke poleciał na lewo, i tam ponownie zderzył się z pięścią Natsuo.
Z ledwością utrzymywał się na nogach, gdy Natsu pojawiał się z jednej, uderzał, znikał i uderzał z drugiej. Wszystko działo się tak szybko, że Atasuke nie był w stanie polecieć w tył, gdyż zaraz po uderzeniu od frontu uderzono go z lewej, potem z prawej.
Widzowie, nie mogli uwierzyć własnym oczom. Natsuo się teleportował! Ale jak?! Pytali samych siebie.
- Obito, ty go tego nauczyłeś?- spytał zszokowany Kakashi.
- Ja tylko nasunąłem pomysł, sam zajął się treningiem- odparł Obito, uśmiechając się z lekka dumny.
'Co teraz zrobisz, Atasuke?' pomyślał czekając na kontre Atasuke.
Brunet powoli zaczął czuć rytme jego uderzeń. Po chwili umiał już stwierdzić, gdzie zaraz uderzy blondyn.
Dodatkowo aktywował Sharingana, co pozwoliło mu widzieć ruchy wroga. Z sekundy na sekundę Atasuke przestał obrywać, a jego głowa latała już nie od uderzeń, lecz do uników. Od tamtej chwili żaden z niemożliwie szybkich ciosów Natsuo nie trafił już Atasuke, który irytował go swoją bezbłędną interpretacją jego ruchów. Wtedy Atasuke niespodziewanie zmienił taktykę.
Złapał pięść przyjaciela i korzystając z całej siły jaką miał, rzucił nim w bok.
Natsuo przewrócił się kilka razy w powietrzu i nadal w locie uderzył plecami o ziemię i rozpryskując wodę sunął chwilę po niej, aż się zatrzymał i powoli wstał.
Atasuke otarł krew spływającą z kącika jego ust.
- Kto by pomyślał, że to ty pierwszy zaczniesz krwawić, Atasuke- zakpił Natsuo. Atasuke nie dał się sprowokować, i przenikał go wzrokiem. Natsuo speszył się delikatnie patrząc w jego Sharingan. Zniknął.
To co stało się chwilę później nie mogło zrozumieć większość widzów.
Natsuo pojawił się tuż za Atasuke, który kucając i kopiąc go od spodu w brodę wysłał w powietrze.
Cała akcja trwała ułamek sekundy i dostrzegli ją tylko Obito i Kakashi ze swoim Sharinganem, Neji z Byakugane, Lee mając swoją szybkość nie miał także z tym problemów, no i doświadczone oczy Hokagę.
Blondyn mimowolnie wzniósł się na kilka metrów w górę. Nie mógł zniknąć, gdyż nie dotykał już wody. Atasuke pojawił się nad nim, kopniakiem ciskając nim w ziemię i wysyłając za nim wielką kulę ognia.
Blondyn zasłonił się odruchowo rękami w locie, i po chwili uderzył plecami w ziemię, z głuchym oddźwiękiem bólu. Nie stracił jednak głowy, jak to się mówi. Szybko osłonił się wodną kopułą, która nie dopuściła do niego płomieni.
Atasuke nie zdążył dokładnie wylądować gdy pojawił się przed nim Natsuo i potraktował go kolejnym ciosem, jednak przed następnym już się obronił i oddał mu kopniakiem na żebra, odsyłając kilka metrów dalej.
Chciał ruszyć za nim, gdy woda złapała go za kostkę i pociągnęła za sobą w górę, by zaraz cisnąć nim w ścianę.
Chłopak zrobił w niej nie dużą dziurę i kaszlnął krwią, lecz zsunąwszy się z powrotem na ziemie ustał na nogach i spojrzał na Natsuo, który już do niego biegł.
- Skończmy to Natsuo!- krzyknął i również ruszył na niego. Mieli zderzyć się pośrodku drogi, gdy nagle Atasuke zjawił się za plecami blondyna kopiąc go w nie i ciskając za nim kulę ognia.
Natsuo z lekko podpalonym ubraniem wyleciał z kłębów dymu i przeturlał się po wodzie.
- Nie pokonasz mnie- bąknął wstając i trzęsąc się- Nie tym razem...
- Natsuo...- zmartwiła się Setsuna widząc stan jej chłopaka.
- Zawsze byłeś we wszystkim lepszy- kontynuował blondyn ze spuszczoną głową i trzymając się za lewe ramie, które poparzył Aatasuke- Ten egzamin dał mi szansę pokazania wszystkim, że nie jestem już słabym dzieciakiem, który skrywał się w twoim cieniu- spojrzał na niego gniewnie- Nie wiesz jak czuje się ktoś, kto wiecznie tylko goni swoich towarzyszy, by nie czuć się od nich gorszy.
- O czym ty mówisz?- przerwał mu Atasuke.
- Nie zauważyłeś?- prychnął lekko rozbawiony- Zawsze chciałem być zauważony przez innych, wyjść z twojego cholernego blasku!
- Mojego blasku?!- oburzył się Atasuke.
- Urodziłeś się geniuszem, Atasuke- wtrącił mu Natsuo, wzbudzając jego zdziwienie. Wszyscy dookoła wsłuchiwali się w rozmowę, nie widząc jak się zachować- Wszystko zawsze przychodziło ci łatwiej niż mi, ja musiałem tracić wiele czasu na naukę tego, co ty zrobiłeś perfekcyjnie za pierwszym razem!
Cała sytuacja bardzo przypominała rywalizację pomiędzy Naruto i Sasuke, na których spojrzał Kakashi.
- Nie pozwolę ci więcej być lepszym ode mnie!- krzyknął Natsuo a z wody utworzył się węższy niż ostatnio i troche mniejszy smok, który natarł na Uchiha. Wszyscy byli pod wrażeniem, a Obito nie mógł uwierzyć oczom.
Atasuke spojrzał przerażony na wodną bestię, która najpierw go okrążyła, by następnie zaatakować z prawej. Odruchowo zasłonił się rękoma, jednak smok otworzył paszczę i porwał go ze sobą. Ruszył na ścianę z ogromną prędkością, rozchlapując się na niej i rozbijając ją Atasuke.
Chłopak opadł na ziemię i zaatakowały go wodne pasma, które uderzały nim i rzucały po całej sali, był bez szans w walce z żywiołem.

- ATASUKE!- krzyknęła przerażona Ino, która od zawsze darzyła go jakimś cichym uczuciem, które zostało wzmocnione przez ratunek, którym jej pomógł.

Atasuke uderzył w ziemię i następnie pasmo wody z ogromną siłą cisnęło nim w górę.
Siła rzutu była na tyle silna, że w ciągu dwóch sekund chłopak wbił się w zaokrąglony sufit. Uderzył w niego plecamy, i na wpółprzytomnym wzrokiem spojrzał w dół. Leciał na niego smok z święcącymi się na różowo wściekłymi ślepiami.
Przeraził się, lecz nie mógł się ruszyć. Smok uderzył w niego z całej siły. Rozkruszył sufit jeszcze bardziej i połamał chłopakowi dwa żebra. Atak po chwili ustał i rozchlapany smok spadł na ziemię w postaci chwilowego deszczu.
- Przegrałeś...- mruknął Natsuo, gdy Atasuke bezwładnie spadał na dół.
- Natsuo...- bąknęła przerażona Setsuna.
- To nie on- stwierdził Obito patrząc na ucznia- Jest posiadaczem dwóch osobowości, ta druga i aktualnie obecna musi ujawniać się obudzona jakimś silnym uczuciem. Tylko jakim?
Setsuna przerzuciła zmartwiony wzrok z mistrza na chłopaka. Atasuke uderzył w ziemię chlapiąc wodą i leżał przez chwilę.
Pojawił się egzaminator i kucnął przy Atasuke patrząc na jego stan, nie ruszał się.
Wszyscy dookoła z narastającym uczuciem zdziwienia i niepewności wyczekiwali powstania Atasuke.
- On... nie żyje...?- spytała Hinata. Neji uaktywnił swój Byakugan i spojrzał na pokonanego.
- Mamy zwycięzce- powiedział egzaminator wstając- Wygrał...
Nagle Atasuke drgnął, wszyscy, wraz z sędzią, spojrzeli na niego nie dowierzając. Chłopak wstał, chociaż zajęło mu to chwilę, a gdy już stał to niepewnie.
- Zamknij się... powiedział uderzając w egzaminatora zewnętrzną częścią prawej dłoni a ten poleciał kilkanaście metrów dalej.
Jonini stojący przy Kokage chcieli zareagować za uderzenie sędziego, jednak Trzeci powstrzymał ich ręką.
Obito przyjrzał się, pod jego nogami znajdowała się utworzona pieczęć przywołania. Co dziwniejsze, nie widział nigdzie jego królika, którego miał okazję poznać, gdy Atasuke przywołał go podczas walki z Fiijo.
'Co tu się dzieje?'
Natsuo z zimną krwią patrzył na ledwo stojącego przeciwnika.
- O nie...!- Ino się przeraziła, zauważyła u niego wyrośnięte pazury i postrzepione włosy, choć głowę nadal miał spuszczoną.
'Co się stało? I co ta chakra? Nie jest ludzka' Tak i podobnie myśleli Jonini i Hokage, czując jego chakrę.

W jednej sekundzie Atasuke znalazł się przy zdziwionym Natsuo i uderzając go tak samo jak egzaminatora odesłał na w tył, ciskając nim o ścianę.
- Jest szybki!- przejął się Lee.
- Ten przepływ chakry...- Neji obserwował jego przepływ swoim Byakuganem- Nie jest do końca ludzki.

Natsuo nie zdążył do końca wyjść z dziury w ścianie, gdy Atasuke stał przed nim i dobił go ciosem w brzuch, powiększając szkodę w konstrukcji budynku. Przerażony Natsuo mimowolnie się skulił, choć Atasuke zamiast po prostu uderzyć, to nadal trzymał pięść przy jego brzuchu. Z ust blondyna krew aż wsytrzeliła, a on z wielkimi oczami patrzyła na twarz Atasuke. Nie była normalna.
Czerwone oczy z wąskimi źrenicami i wydłużone kły u góry i u dołu. Jego pięść rozłożyła palce i złapawszy go za ciuch cisnął nim za siebie, wbijając w ścianę naprzeciwko.
 Powtórzył to raz jeszczę: dobił, złapał, rzucił. Tym razem jednak zamiast w ścianę na dole, uderzył w ścianę, przed którą stali Neji i Lee. Standardowo sekunde po uderzeniu stał już przy nim atasuke ponownie go dobijając.
Neji i Lee patrzyli na niego z niepokojem i niedowierzaniem. Atasuke dyszał przez chwilę, aż sprężając wszystkie mięśnie wydał z siebie dziki ryk, przepełniony jego nastoletnim głosem. Podczas tego zebrania wściekłości ogromna fala uderzeniowa wzniosła się od niego i rzuciła w tył wszystkich w pobliżu.
Atasuke rzucił Natsuo na środek sali ruszył ku niemu.
- Czy on teleportuje się jak Natsuo na wodzie?- nie rozumiała Setsuna bojąc się o Natsuo.
- Nie- powiedział zaniepokojony Obito obserwując go swoim Sharinganem- Coś dało mu niezwykła siłę i szybkość. Tylko co?

Ledwo przytomny Natsuo machnął ręką a woda w około zebrała się i natarła na spadającego na blondyna Atasuke niczym wielka fala. Zmiotła go z powietrza kawałek dalej, leczy gdy tylko Natsuo dźwignął się na nogi Atasuke dobiegł do niego ze swoją szybkością i łapiąc za gardło uniósł i uderzył nim w ścianę. Duszony Natsuo przyparty do ściany nie mógł się ruszyć. Atasuke jedną ręką miażdżył mu gardło i unosił nad ziemią.
- Atasuke...- chrypnął przerażony nie mogąc nawet mówić. Próbował oderwać od siebie jego rękę, jednak była jak ze stali.
- Mistrzu!- krzyknęła Setsuna, Obito momentalnie znalazł się przy nich rozdzielając ich. Niespodziewanie został zaatakowany przez Atasuke, który w lekkim podskoku wyprowadził potężny kop na głowę mistrza.
Obito zablokował go, choć siła była na tyle duża, że przesunął się o kilka centymetrów.
Atasuke nie tracił czasu, wgryzając mu się w ramię i sącząc krew. Ból był niezwykły, gdyż kły miał większe niż normalny człowiek
- Uspokój się, Atasuke!- krzyknął Obito omamiając go mocą swojego Sharingana. Chłopiec uspokoił się i stracił przytomność, upadając na ziemię obok łapiącego na czworakach oddech Natsuo.
Gdy blondyn zobaczył Atasuke zerwał się wystraszony i odsunął panicznie.
Zapanowała cisza, wszyscy patrzyli na całę wydarzenie w lekkim szoku. Na ich oczach Atasuke zmienił się w zdziczałą bestię, i gdyby nie Obito, zabiłby Natsuo. Obito z cichą ulgą, że już spokój rozejrzał się po widzach i jego wzrok spoczął na Hokagę, który również przejął się całą sytuacją.
Nim ktokolwiek zdążył się odezwać ściana za Kogakę i kilkoma strażniczymi Joninami została zniszczona i wielkie jej odłamki przygniotły trzeciego i pozostałych. kilku zmarło, a pozostali wraz z Hokagę byli przygniecieni.
- Co to ma znaczyć?!- oburzył się trzeci. W całej sali zapanował ograniczający widok dym, związany z wypadkiem. Wszyscy kaszleli krztusząc się dymem i zeskakując na dół, nie ryzykujać kolejnych zawaleń się ścian.
- Idealnie!- powiedział szaro włosy młodzieniec, który na czele swojej 4- osobowej drużyny (on był 5.) stanęli na zniszczonej wcześniej ścianie.
Jeden z nich uniósł obie dłonie, a cała woda rozlana po posadzce na której walczyli przybrała kształt bańki, więżąc ich wszystkich. Następnie zaczęła się kurczyć.
Przerażeni genini próbowali ją rozbić, jednak nic z tego. Podczas gdy się kurczyła, trzeci z ekipy intruzów władający ziemia, utworzył skalne łańcuchy, który wydobyły się z ziemi pod zebrani na środku shinobi i unieruchomiła wszystkich Joninów.
Bańka obejmowała już tylko geninów, wszystkich. Skurczyła się do rozmiarów jednego centmetra w obwodzie i poszybowała do władającego wodą wroga, lewitując nad jego rozwartą dłonią.
- Kim jesteście?!- wydarła się Kurenai, szarpiąc ze skalnymi łańcuchami jak pozostali.
- To nie ważne- rzucił szarowłosy chłopak. Nie było widać dokładnie ich twarzy, gdyż światło padało zza ich pleców, nieco ograniczając widoczność zebranych w środku ciemnej już areny.
Szarowłosy, będący przywódcą grupy zawrócił jako pierwszy. Przepuścili go a potem ruszyli za nim i zniknęli.
- Szlag!- Obito uaktywnił swój Mangekyou i przeniknał przez łańcuchy rzucając się w pogoń za porywaczami. Kakashi stworzył chwilowe Raikiri niszcząc ograniczający go skalny łańcuch i dogonił Obito, który stał już na zewnątrz, jednak nie było śladu po intruzach.
Pozostali również się uwolnili i ruszyli na pomoc przygniecionemu Hokagę, który jak się potem okazało ma zmiażdżoną lewą nogę.
- Kim oni byli?- spytał rozwścieczony staruszek.
- Nie mam zielonego pojęcia- powiedział Obito gdy razem z Kakashim do nich dołączyli.
- Musimy ich odnaleźć- oburzył się Gai- Na naszych oczach porwali siłę młodości naszej wioski!
- Bez obaw, Gaiu- uspokoił go Trzeci, oparty o Asumę i jednego z Joninów- Kakashi, chciałbym abyś wraz z resztą wytropił ich i uratował dzieci.
- Hai!- powiedział Hatake.
- Ja powiadomię kogo trzeba, ruszajcie!- wydał rozkaz do wszystkich zebranych, gdy ci zniknęli Asuma i drugi pomocnik zaprowadzili go do medyków, gdyż mocno krwawił ze swojej nieprzyjemnie wyglądającej nogi.
Dolna część szaty Hokage była zakrwawiona.
- Szanowny Trzeci- zwrócił się Asuma z szacunkiem, mimo iż Hokage to jego rodzina- Kogo miałeś na myśli mówiąc 'zawiadomię kogo trzeba"?
- Wśród porwanych są różne nasze dzieciaki. Jeden z nich ma brata, który nie pozwoli im skrzywdzić go, ani pozostałych.
- Masz na myśli...- zaczał Asuma, rozumiejąc o kim mowa.
- Powiadomić Uchiha Itachiego!- rozkazał Trzeci patrząc gniewnie przed siebie.



Itachi, gdy dowiedział się o Sasuke i reszcie:



- Zabiję...- powiedział Itachi kierując się w stronę, w którą podążyli pozostali Jonini. 

sobota, 29 sierpnia 2015

Rozdział XII- Trzecia część egzaminu- Setsuna.

'W końcu medycy zabrali ich na badania, by usunąć z nich truciznę i opatrzyć Setsunę.  Atasuke do końca odprowadził Ino wzrokiem, a ona patrzyła za nim, póki nie zniknęli z pola widzenia.
Natsuo i Atasuke stali dobre pół kilometra od wielkiej wieży, w której miał się odbyć ostatni etap egzaminu na Chunina.
- Natsuo- powiedział cicho Atasuke.
- Mhm.
- Chodźmy zdobyć tą cholerną rangę- powiedział, obaj uśmiechnęli się i ruszyli w kierunku wejścia do ogromnej, zielono czerwonej wieży.'




Gdy obaj Ginini przekorczyli próg bramy ich oczom ukazała się ogromna arena, posadzka z zielonego betonu a zamiast. Przy ścianie na drugim końcu areny stał wielki posąg, a widownia znajdowała się kilka metrów wyżej, na którą prowadziły schody. 



Na środku stał Trzeci Hokage, za nim egzaminatorzy a po bokach Jonini prowadzący obecne drużyny. 
Reszta uczestników stała już zgromadzona na środku, więc Uchiha i Okazaki szybko do nich dołączyli.
- Witajcie- odezwał się Trzeci, wszyscy znali już ten dobry staruszkowy głos- Widzę, że wielu z was zdołalo ukończyć drugi etap, cieszy mnie to. Jednak stajecie teraz przed kolejnym zadaniem, trzecim etapem. 
Będzie on nieco drastyczniejszy, gdyż w tym etapie waszym zadaniem będzie walka przeciw sobie- na te słowa przez chwilę zapanował zgiełk- Walki odbywają się jeden na jeden, poprzez wylosowanie osób ze sobą walczących. Musicie dać z siebie wszystko, jesteście o krok od osiągnięcia tytuły, dla którego się tu znaleźliście- spojrzał na wszystkich i mówił dalej-  Oto wasz egzaminator- wskazał na Jonina z źdźbłem trawy w ustach i chustą na głowie- Powodzenia Genini!- dodał na sam koniec, po czym wraz z Joninami udali się na widownię. Obito idący za Kakashim złapał spojrzenie Atasuke i Natsuo i puścił im oczko, ciesząc się, że im się udało. Natsuo za pomocą ruchu warg przekazał mu informację, na temat Setsuny będącej u medyków, a kiwnięcie głową ich opiekuna kazało im się nie martwić. 
- Nazwiska wylosowanych przeciwników zostaną wyświetlone na tamtej tablicy- wskazał tablice elektryczną wiszącą przy sufice, kilkadziesiąt metrów nad ich głowami- Gdy da nazwiska zostaną wybrane, ich właściciele zejdą tu i nie wcześniej, niż przed moim znakiem, nie rozpoczniecie walki. Pojedynek zakończy się poddaniem jednego z walczących, bądź jego śmiercią- poruszyli się niektórzy- Zapraszam na widownię i oczekujcie swoich wezwania. 
Tak zrobili, wszyscy niemal pośpiesznie udali się na górę do swoich opiekunów. 
- Atasuke- zatrzymał go przejęty Asuma- Wiesz może, gdzie są Shikamaru, Ino i Choji?
- Spokojnie, Asuma-sensei- powiedział brunet- Medycy ich oglądają, powinni niebawem do nas dołączyć- po tych słowach dogonił Natsuo i razem udali się do oczekującego ich Obito.
- A więc udało się wam- pochwalił ich Obito zakładając ręce na biodra i uśmiechając się. 
- Ten las to jakieś szaleństwo!- oburzył się blondyn- Prawie nas zabiły te ludożercze rośliny!
- Cóż... nikt nie mówił. że będzie łatwo- zaśmiał się krótko. 
Podczas gdy dołączyła do nich Setsuna uruchomił się ekran pod sufitem i rozpoczął losowanie nazwisk. Nazwiska przelatywały jeden po drugim i raz nawet Atasuke ujrzał swoje. 

Następne wydarzenia miały trwać kilka godzin, Genini walczyli między sobą, zażarcie dążyć do osiągnięcia poziomu Chunia. Jak do tej pory był tylko jeden trup po walce Sasuke, który oczywiście wygrał. 
Jednak w tej sekundzie przyszła kolej na kogoś z drużyny czwartej. Na ekranie pojawiły się dwa nazwiska "Wakano Setsuna vs Osimi Wey'. 
Setsuna drgnęła i odszukała wzrokiem swojego przeciwnika. Był nim dość dobrze zbudowany chłopak nieco wyższy od Natsuo i niej samej. Wydawał się być spokojny, jednak Setsuna już nie. Do tej pory nei przejmowała się tym tak. Lecz teraz? Właśnie idzie walczyć z chłopakiem, być może silniejszym od niej samej. Może zginąć!
- Wierzymy w ciebie, Setsuna- Obito uśmiechnął się dodając słowa otuchy- Uda ci się.
- Zniszczysz go!- Natsuo przymknął jedno oko i uniósł kciuk do góry. 
- Mhm...- przytaknęła nabierając odwagi, po czym po schodach zeszła na dół. 
Po chwili już stała metr przed swoim przeciwnikiem, a obok nich stał egzaminator.
Spojrzał to na Setsunę, to na Weya. 
- Zaczynajcie!- machnął ręką w powietrzu między nimi i odskoczył znikając z pola walki. 
Setsuna również odskoczyła w tył o jakieś 7 metrów nie spuszczając skupionego wzroku z Weya.
- Wybacz mi- powiedział, miał ciemne oczy i brązowe włosy, pod lewym okiem znajdowało się znamię przypominające gwiazdę- Miałem nadzieję nie walczyć z dziewczyną- Wszyscy wraz z nią patrzyli na niego i słuchali w ciszy i skupieniu- Jednak płeć przeciwnika nie przeszkodzi mi w zdobyciu tego tytułu!
Rzucił się ku niej z krótkim mieczem w ręku. Setsuna przez chwilę była sparaliżowana strachem, jednak w momencie gdy ostrze miało ją dosięgnąć nabrała adrenaliny i uchyliła się przed ostrzem, ku uldze jej przyjaciół. Nawet Atasuke w jakiś sposób się martwił. 
Unikała jego cięć nie wiedząc jak i kiedy skontrować. Prawda była taka, że nie była zbyt dobra w walce. 
Unik z unikiem. 
'Może uda mi się go zmęczyć!'. 
Walka już od samego początku nabierała monotonności. Wey napierał, Setsuna się cofała. Widzowie i oni sami frustrowali się tym. 
- DALEJ SETSUNA!- krzyknął Natsuo nie mogąc znieść tej presji. 
Blondynka spojrzała na chłopaka przemykając obok pchnięcia mieczem. Poczuła moment! Złapała mu za nadgarstek i wykręciwszy rękę za plecy zmusiła go do upuszczenia broni i wywołała ból w jego barku. 
- Poddaj się, albo złamię ci rękę!- uprzedziła stanowczo. 
Stali tak przez chwilę, podczas gdy w Setsunie narastało uczucie triumfu. 
- Nic z tego- szepnął z uśmiechem, po czym tupnął nogą. Ziemie zatrzęsła się, a on sam zrobił dziurę w miejscu gdzie nadepnął. Setsuna straciła równowagę i puściła go. 
Wey nie tracił czasu. Jak tylko się uwolnił podskoczył i w trakcie delikatnego obrotu kopnął ją w brzuch i wylądował na nogach ciskając ku niej dwa shurikeny. 
Dziewczyna poleciała do tyłu, lecz zanim dotknęła plecami ziemi oba shurikeny już ją dopadły. Jeden ją minął a drugi rozciął policzek. 
Dziewczyna sunęła plecami po ziemi a z rozcięcia delikatnie sączyła się krew. 
- Khhh..- Natsuo zaciskał zęby w złości a jego dłonie zaciskały się na poręczy. 
Setsuna wstała i otarła nadgarstkiem krew z policzka. Wey sformował kilka pieczęci po czym dotknął ziemi.
Dookoła niego ziemia ponownie się zatrzęsła i wydobyły się z niej kamienie większe niż jego głowa. Było ich dokładnie 10, który gdy tylko uderzył otwartą dłonią o otwartą dłoń ruszyła na Setsunę. 
Dziewczyna zachowując zimną krew sformowała swoją pieczęć a z ziemi dookoła niej wyrosły jej pnącze, które schwytały w locie kamienie i po kolei rzucały nimi w Weya, zmuszając go  do uników. 
Brąz włosy chłopak skupił się na ucieczce i nie zauważył Setsune biegnącej od jego boków. 
Zbliżała się szybko. Dobiegła do niego wymierzając mu perfekcyjny prawy sierpowy, jednak przyważył ją i w ostatniej chwili zrobił unik a jej pięść przeleciała przed jego nosem. 
- To za mało- rzucił.
- To jeszcze nie koniec- odparła z uśmiechem i wtedy jedno pnącze złapało go za kostkę porywając do góry. 
Wzleciał na wysokość kilkunastu metrów i z nagłym zwrotem kierunku został rzucony w ścianę. 
Mimo, iż dzieliło go od niej jakieś 20 metrów, uderzył w nią w ciągu sekundy, taką siłą potraktowało go pnącze. 
Uderzył plecami w ścianę a w powietrze wzbił się kurz i dym. Tynk i nie duże kamienie posypały się na ziemię spod niego. Z ust już ciekła mu krew, uniósł głowę jednym okiem patrząc przed siebie.
Setsuna stojąc na pnączu, który szybował w jego stronę, otoczyła swoją pięść chakrą i z krzykiem szykowała się do dobitnego uderzenia. Wey rozłożył ramiona całkowicie przylegając do ściany, a ta otoczyła całe jego ciało zbroją ze swojego kamiennego materiału. 
Setsuna uderzyła w jego brzuch rozkruszając zbroję. Sprawiła mu ból, jednak nie dosięgła jego ciała. 
Wey (nadal w zbroi) odbił się od ściany i trzymając ją runęli w dół. Problem polegał na tym, że przerażona Setsuna była na pod skalnym Weyem.
'On rozbiję mną ziemie! Zabije mnie!' 
Z ziemi wyrosło kolejne pnącze i rozdzielając się na dwa ruszyła na spotkanie dwójce. Rozdzieliło ich dwa metry nad ziemią, delikatnie odkładając Sestunę na nogi a Weyem uderzając w ziemię. Dopiero gdy opadł dym można było ujrzeć, że Wey stał na nogach trzymając jej pnącze. Tupnął nogą, a z ziemi wyrósł kamienny stożek z ostrym czubkiem, o który Wey przeciął pnącze. Trzymał teraz w ręku metrowy koniec pnącza, o zaostrzonym końcu. Zrobił sobie z niego miecz. 

- Setsuna świetnie sobie radzi z kontrolą chakry- mówił Obito, podczas gdy jego podopieczna unikała nowej broni Weya lub broniła się pnączami- Te pnącza tańczą jak im zagra, i to nie sprawia jej żadnego problemu, nawet podczas zwrotnych sytuacji walki- zauważył.
- Wygra! Pokona g0!- Natsuo nie spuszczał z niej wzroku. Wiedział, że jeśli jej życie byłoby zagrożone, wpadłby tam by jej pomóc, nawet jeśli by go to zdyskwalifikowało. 
- Jeśli nie przestanie ciągle uciekać i ruszy z kontrą, to nigdy go nie pokona- sprostował Atasuke, nudząc się pojedynkiem towarzyszki. 
- Dajcie spokój- wtrącił się Obito, widząc, że Natsuo już chce mu coś odpowiedzieć- Będzie co ma być, Setsuna jest silną dziewczyną. 
Dziewczyna coraz bardziej zmęczona odskakiwała, podczas gdy Wey nadal ukrywając się w zbroi nacierał na nią jej własnym pnączem. 
W końcu Setsuna została przyparta do muru, dosłownie. 
- To koniec!- wrzasnął Wey celując w jej klatkę piersiową, po czym pchnął pnącze. 
Setsuna poruszyła dłonią, a ostry koniec pnącza zatrzymał się tuż przed nią. 
- Idiota- powiedziała Setsuna, co zdziwiło tkwiącego w bezruchu Weya z pnączem przed jej sercem- Naprawdę chciałeś zranić mnie moją własną bronią?- zakpiła zaciskając pięść. 
- Huh?- pnącze którym władał Wey zmieniło kształt przypominając wijącego się węża i oplotło się wobec otoczonego skałą ciała Weya unieruchamiając go- Co to ma być?!
- Pnącze niczym wąż będzie się na tobie zaciskać, aż w rezultacie zniszczy ten twój pancerz. Wtedy będę mogła cię wykończyć. 
Kontra dziewczyny przeraziła Weya i zaimponowała widzom, zwłaszcza Obito i Natsuo. 
- Możesz się poddać, to nie zostaniesz zmiażdżony wraz ze swoją zbroją- ostrzegła go. 
Z pleców skalnej zbroi wyrósł wydłużający się szpikulec, który natarł na dziewczynę, ta jednak uniknęła go i otaczając otwartą dłoń chakrą przecięła szpikulec, po czym łapiąc go przebiła nim zbroję Weya, i zakrwawiony czubek wyskoczył plecami Weya. 
Wszyscy spojrzeli na nią z nutką niedowierzania. 
Pnącze zacisnęło się na Weyu mocniej, aż nagle zbroja pękła i rozsypała się na ziemi, a pnącza pojawiło się za plecami dziewczyny w razie czego ją obronić. Wey upadł na kolana trzymając półtorej metrowy szpikulec wbity w swoją klatkę piersiową i wystający z pleców. Z nozdrzy i ust pociekła krew, podczas gdy jego przerażone oczy dobijały poczuciem winy Setsune. 
- Koniec walki! Niech ktoś mu pomoże!- krzyknęła łapiąc go by nie upadł na tył lub przód, co poruszyłoby narzędziem śmierci w jego ciele. 
Egzaminator ogłosił Setsunę zwycięzcą, podczas gdy medycy zabrali Weya. 
Jej przyjaciele zaklaskali na jej zwycięstwo, podczas gdy ona na wpół dumna z siebie, i na wpół przerażona wróciła do drużyny. 
- Setsuna byłaś świetna!- wrzasnął Natsuo ciesząc się jej zwycięstwem.
- Prawie go zabiłam...- mruknęła przygnębiona- Nie chciałam go zabić. 
- Setsuna- odezwał się Obito- Nie zawsze koniec pojedynku przebiega po naszej myśli. Musisz zrobić wszystko by przeżyć, kiedy zagrożone jest twoje życie- mówił patrząc na nią- Rozumiem, że boisz się zabijania, jednak pamiętaj, że w świecie shinobi śmierć zawsze staje na drodze każdego ninja. Nieraz będą to twoi wrogowie, nieraz mogą to być twoi przyjaciele- mówił dalej- Nie martw się, jeszcze to opanujesz- mrugnął okiem. 
- Dziękuję, Obito-sensei- uśmiechnęła się. 

Obito po chwili ujrzał Kakashiego patrzącego na niego, słyszał co mówił. Szarowłosy skinął głową, a Obito odwzajemnił mu tym samym.
Po chwili jacyś Jonini przywrócili pole walki do pożądku, by następni dwaj mogli walczyć. 
Drużyna czwarta cieszyła się, że Setsuna już ma tytuł Chunina w kieszeni, czekali teraz na kolej następnych. 


- Więc to tutaj młodzi Genini walczą o swoje tytuły, huh?- grupka shinobi bez ochraniaczy z symbolem wioski wyszli właśnie z lasu śmierci, patrząc na ogromna wieżę, z której dudniły odgłosy walki. 
- Mam nadzieję, ze nie uszkodzą za bardzo swoich cennych, młodych ciał!- zaśmiał się jeden z nich, z całej, 5-o osobowej grupy.
- Poczekamy, aż skończą się walki- zabrzmiał dość nastoletni, znudzony głos- Wtedy oszczędzimy sobie eliminowania słabych- dodał, po czym dwóch się zaśmiało.