sobota, 9 kwietnia 2016

Rozdział XIX- Bliscy odchodzą do krainy snów, by wrócić silniejszymi.

- Natsuo!- wydarł się Obito i chciał ruszyć w jego stronę ale drogę zagrodził mu Orochimaru, którego głowa wróciła już na miejsce. Błękitna magia zawróciła i uniosła w górę nieprzytomnego Natsuo. Obito patrzył przerażony na to widowisko a sharingan pomógł mu zr co się dzieje.
Cała magia była wchłaniana przez Natsuo, do jego oczu. Ślad po ugryzieniu Orochimaru wydawał się płonąć.
Magia była wchłaniana przez oczy które świeciły jasnym błękitnym światłem. Obito przenikając przez Orochimaru biegł ku chłopcu, który po wessaniu całej magi opadał na ziemię.




- Gdzie... ja jestem...?- Amara wlokła pod ramie Atasuke, który wciąż był ledwo żywy.
Miejsce w którym się znaleźli było stosunkowo podobne do świata zamieszkanego przez nich. Niebo błękitne, trawa zielona.
Krajobraz składał się z wielu wzniesień i wzgórz i na każdym była przynajmniej jedna, wielka nora. A raczej tunele prowadzące dokądś. 'Nie wiem do końca gdzie iść' myślała Amara 'Nie znam tego świata'.
- Coście za jedni?- usłyszała głos gdzieś z lewej. Spojrzała tam zdziwiona i na pagórku, jakieś 5 metrów od nich- ujrzała siedzącego, uwaga, królika wielkości rozmiarów Amary i Atasuke. Zeskoczył do nich i wylądował na dwóch tylnych łapach, a nie jak normalne króliki- na czterech.
Futro miał jasno-brązowe a oczy duże i piwne.
- Dzięki bogu- jęknęła Amara z ulgą- Potrzebuję, byś zabrał nas do władcy tej krainy!- mówiła szybko.
- Co? Mam zaprowadzić nieznajomych do staruszka?- prychnął wiercąc nosem i założył łapy na biodra- Coście za jedni... Ten znak- ujrzał symbol Uchiha na plecach Atasuke.
- On potrzebuje pomocy!- pośpieszała- W jego organizmie jest trucizna węża- tłumaczyła- W sytuacji w naszej rzeczywistości, niemożliwe jest udzielenie mu szybkiej pomocy.
- Więc przyszłaś z nim tutaj?- zdziwił się zwierz.
- Jest duchowo połączony z tą krainą- wyjaśniła- Każdy z nas ma swoje miejsce w innej rzeczywistości, udało mi się go zabrać tutaj. Proszę pomóżcie mu!
Królik spojrzał na chłopaka, niemal wiszącego na dziewczynie. Jeszcze raz na godło na jego plecach i westchnął.
- Ehhh... Jeszcze będę miał przez was kłopoty. Wziął chłopaka od Amary i wrzucił go sobie na plecy, trzymając za ręce przeciągnięte przez swoje ramiona. Kazał dziewczynie się objąć i ruszył ze zdumiewającą prędkością, wskakując do jednego z tunelów.

Niedługo potem znaleźli się w trudnym do opisania miejscu, przypominającym zrujnowany pałac wyrastający z ziemi.
Stali przed obliczem wielkiego na kilkanaście metrów, starego królka o siwym futrze i długich wąsach sterczących od noska.
- Staruszku!- zawołał królik gdy już się zatrzymał- Ci ludzie przybyli do nas z prośbą o pomoc dla umierającego chłopaka- powiedział w skrócie- Ponoć chłopak jest połączony z naszą krainą.
- Ouuhhh... wielki królik siedzący na wielkim, mchowym tronie spojrzał przez swoje ciężkie, zmarszczone powieki w dół. Ujrzał leżącego na posadzce Atasuke. Jego purpurowa ręka ociekała krwią i żółcią wypływającą z ran- Ten chłopak... Cóż mu się stało?- gdy mówił robił to dosyć wolno i zdawał się dumać. Głos miał ochrypły.
- Został ukąszony przez węża, które jad opanowuje organizm Atasuke- wyjaśniła- Nasze medyczne techniki nie działały.
- Skąd pomysł, moje dziecko, uuuhh...- znowu zaduma- Żeby przychodzić do nas, uhhmmm?- zabrzmiał wielki królik.
- O to samo się pytałem, no prawie słowo w słowo- mówił królik, który ich przyprowadził. Władca uciszył go flegmatycznym ruchem ręki.
- Moi przodkowie w ten sposób pomagali ludziom, którzy umierali na śmiertelne choroby- wyjaśniła szybko. Atasuke wydał z siebie ciche wytchnienie bólu.
- Twoi przodkowie? Umhhh.. Znam tylko jeden klan, zwali się chyba oni Leśnymi...
- Tak! Jestem ich potomkiniom, ostatnią- dodała- On oraz jego przyjaciele starają się ochronić grobowiec, w którym są pochowani moi przodkowie- spuściła głowę i spochmurniała- On i jego przyjaciele narażają życie w imię czegoś, co nigdy ich nie dotyczyło... Nie mogę pozwolić mu umrzeć... Taką naturę zostawili mi moje korzenie... AAAHHH!- krzyknęła łapiąc się za klatkę piersiową. Upadła na pośladki dysząc strasznie. Królik przewodnik znalazł się koło niej i pomógł wstać.
- Wszystko w porządku?
- Nie wiem... Coś jakby...- nagle zrozumiała- Wygląda na to, że została otworzona jedna z krypt- przeraziła się.
- Ouhmmm..- zadumał na chwilę mędrzec- Uki, zanieś proszę chłopca do starszej Nimi. Myślę, że będzie w stanie mu pomóc.
- Się robi staruszku!- zabrał chłopca ostrożnie i ruszył szybko w stronę wyjścia.
- Dziękuję- odetchnęła z ulgą Amara.
- Nie dziękuj mi drogie dziecko- odparł leniwie- Ouhhmm... Albowiem dla twojego przyjaciela może już być za późno- powiedział wprost. Amarą wstrząsnął dreszcz- Uhhmmm... Mam już swoje lata i potrafię wyczuć pewne rzeczy. Tak... Mhmm... Chłopak ma w sobie dużo siły, jest w nim też coś tajemniczego. Jeśli moje obawy się potwierdzą,,, mhhmmmm... może już nie być tak kolorowo, moje dziecko.

Setsuna zauważyła, że rany na ręce Atasuke zanikają, jak i opuchlizna. 'Cokolwiek zrobiłaś, to działa' pomyślała spoglądając na dziewczynę, na której kolanach trzymała głowę Atasuke.

- Obawy?- nie rozumiała Amara.
- Nie czas teraz na to, moje dziecko. Umhh... Starsza Nimi zajmie się nim. A więc jesteś ostatnią potomkinią Mędrców z Lasu, amhh?
- Tak...- odpowiedziała wciąż zmartwiona. Co prawda nie znała Atasuke, ale musiała mu pomóc.
- Byli niesamowitymi ludźmi- uśmiechnął się we wspomnieniach król.
- Znał ich Pan?- zdziwiła się Amara.
- Mhmmm... Oczywiście. Żyli w zgodzie i harmonii z wieloma krainami. Byli moimi przyjaciółmi- zamknął oczy wspominając ich.
Niedługo potem do sali Króla wprowadzony został Atasuke, ranne ramie obwiązane miał bandażem. Szedł właściwie o własnych siłach, jednak królik przewodnik szedł obok, będąc w gotowości by w razie czego złapać go gdy upadnie.
- Ahh, i jak stan chłopca?- spytał król króliczka rozmiarów Ukiego, z tym że była to Starsza Nimi.
- Lepiej, wyjdzie z tego- zapewniła- Jednak powinien teraz odpocząć- dodała.
- Nie mogę tu siedzieć ani chwili dłużej- przerwał jej Atasuke, niemal warknięciem. Był wymęczony i ogarnięty przez złość- Moi towarzysze walczą teraz ze zbyt silnymi przeciwnikami, muszę im pomóc o ile nie jest za późno!
- Spokojnie chłopcze- mówił spokojnie król- Twoja przyjaciółka Amara, taak, mówiła ona, że staracie się ochronić grobowiec, w którym spoczywają moi starzy przyjaciele, mhmmm.
- Przyjaciele?- Atasuke nieco się zdziwił.
- Mędrcy Lasu byli przyjaciółmi naszego świata, jak i wielu innych- mówił- Wiele nam pomogli w czasach kryzysowych dla naszej ziemi- opowiadał dalej po chwili zadumy- Mam wobec nich niespłacony dług- mruknął.
- Cokolwiek to jest nie mam na to czasu!- wtrącił zniecierpliwiony Atasuke- Moi towarzysze...
- Chcę dać ci siłę, chłopcze- po tych słowach Atasuke umilkł zdziwiony- Siłę, która pomoże ci w ochronie ich grobu, gdy nadejdzie na to czas, mój dar sam zrobi swoje- dodał- Podejdź.
Tak zrobił. Król długim pazurem dotknął brzucha chłopaka, a miejsce dotknięcia zaczęło ulatniać niebieskawą chakrę. Gdy skończył zabrał pazur a Atasuke podniósł bluzkę. Na brzuchu miał jakby wypalony dziwny symbol, którego nie rozumiał. Spojrzał zdziwiony na króla. Już zaczął odczuwać wzrost siły.
- Akhh...- skulił się delikatnie. Wydawał takie dźwięki jeszcze przez chwilę, co na nowo zaniepokoiło Amarę.
Paznokcie Atasuke nieco się wyostrzyły i urosły. Językiem wyczuł, że jego kły również są dłuższe.
Spojrzał na króliczego króla czerwonymi oczami, jego źrenice były węższe i dłuższe.
- Obiecuję ochronić grobowiec twoich przyjaciół- powiedział nieco wdzięczny. Czuł się naprawdę niesamowicie.
- Pomóż mi spłacić dług, chłopcze z Uchiha- powiedział król zderzając powoli ze sobą "dłonie". Atasuke zdziwił się nieco, że ów władca wiedział skąd pochodzi Atasuke.

Atasuke otworzył oczy. Setsuna zbliżyła się do wciąż leżącego chłopaka zatroskana.
- Atasuke! Wszystko...- zatkało ją, gdy zobaczyła czerwone ślepia Atasuke, wpatrujące się w górę. 'Te oczy... Takie same miał w trakcie walki z Natsuo podczas egzaminu na chunina' zauważyła odsuwając się nieco 'Wtedy wstąpiła w niego jakaś nieznana, straszna siła, czy i tym razem tak będzie?'
- Nie bój się, Setsuna- powiedział swoim opanowanym, chłodnym głosem gdy wstawał z zamkniętymi oczami- To nadal ja- otworzył je i zamiast króliczych ślepi miał już swojego sharingana. Amara wstała, nieco zmęczona. Połączenie jakie wykonała wymagało poświęcenia dużej ilości chakry.
Korzenie przed Atasuke otworzyły przejście, przez które wyszedł.
- Zostańcie tu- polecił- Setsuna, bądź czujna, być może będziesz mogła pomóc swoimi pnączami.
- Hai- odpowiedziała.

- Natsuo!- Obito trzymał chłopca w rękach, nieprzytomnego- Co mu zrobiliście?- zwrócił się do członków Akatsuki. Orochimaru się uśmiechnął. 'Nie naznaczyłem go przeklętą pieczęcią podczas ugryzienia, dlaczego więc ona się pojawiła?' zastanawiał się, mając w pamięci obraz gdy na obojczyku Natsuo płonęła jego pieczęć, w miejscu ugryzienia.
- A to ciekawe- powiedział oblizując się- Obawiam się Obito, że nie wrócisz do domu z pełną drużyną- zapowiedział, wzbudzając niepewność w Obito- O ile w ogóle wrócisz tam żywy- 'Ten chłopak... Cała magia z krypty została przez niego wchłonięta? Nie. To ona sama msiała go wybrać'.
Ku zdziwieniu wszystkich między Obito trzymającym Natsuo, a Orochimaru pojawił się Atasuke. Obito wytrzeszczył oko, Orochimaru się uśmiechnął, jak i Kisame, który do niego dołączył.
- No proszę- powiedział Orochimaru ze swoim uśmiechem- Udało ci się wrócić między żywych, jestem pod wrażeniem- mówił. Atasuke, czując potężną moc, jaką dał mu króliczy władca, nie czuł strachu przed oboma z nich.
- Chodźcie- polecił krzyżując przed sobą przeguby a palce dłoni zagiął i napiął. Bronią miały być jego pazury. Sharinganem spoglądał na Orochimaru i Kisame.
- Atasuke!- zdenerwował się Obito- Nie lekceważ ich, zabierz stąd Natsuo a ja...
- Nie- przerwał mu- Jesteś już zmęczony, przenieś siebie i resztę a potem wrócisz.
- Atasuke- Obito przybrał na powadze tonu- To nie przeciwnicy na twój poziom.
Nie skończył mówić dalej, gdyż z lewej nastąpił atak Kisame. Atasuke rzucił szybko okiem, po czym machnął lewą ręką tuż przed uderzeniem a Kisame rozprysł się na krople wody.
'Prawdziwy jest tam' pomyślał. Obito był pod wrażeniem.
Prawdziwy Kisame zaatakował z miejsca, w którym widział go Atasuke. Chłopak sięgnął po  2 kunaie i zablokował atak z góry. Siła uderzenia była tak silna, że stopy Atasuke zrobiły dziury w ziemi.
'Co za siła... Gdyby staruszek nie dał mi tej mocy byłoby po mnie'. Kisame w momencie gdy dotknął ziemi wyprowadził szybkie kopnięcie na twarz Atasuke z półobrotu. Chłopak w ostatniej sekundzie zdołał się uchylić.
Królicza moc skupiała się głównie na szybkości i refleksie, dlatego też w mgnieniu oka stał już za Kisame chcąc zaatakować plecy.
Wtedy jednak między nimi wzbiła się w górę fala wodna, wyrzucająca Atasuke po skosie w górę w tył.
Będąc w locie zauważył ruch.
Przekręcił się w locie unikając węża Orochimaru i przeciął go, jednak nie zdążył się już obronić przed drugim i w wyniku ciosu łbem w swój brzuch odleciał w tył. Szybko stanął na nogi.
- Atasuke!- Obito wziął Natsuo na barki i stał już koło Atasuke. Spojrzał szybko w tył i łapiąc Atasuke uskoczył ratując ich przed kolejną serią węży.
- Atasuke, powtarzam, że to za silni przeciwnicy, słuchaj mnie, jeśli mamy przeżyć- pouczył surowo.
Atasuke nie odpowiedział. Zatrzymali się przy Setsunie i Amarze.
- Oni otworzyli kryptę!- panikowała dziewczyna- Gdzie jest moc, która była w niej zapieczętowana?
- Ta dziwna energia...- zaczął Obito- Została całkowicie wessana przez Natsuo. Wszyscy wytrzeszczyli oczy.- Nie czas na pogaduszki, mamy ważniejszy problem- Patrzył na Kisame i Orochimaru.
- Do czasu otwarcia pozostałych 4 krypt zostało trochę czasu- zaczął Orochimaru oblizując się- Spróbujcie nas czymś zająć do tej pory.
- Uhhh...- Natsuo przebudził się. Udało mu się stanąć na nogi i rozejrzał się- Co się dzieje?
- Natsuo!- Setsuna rzuciła się na chłopaka trzymając w swoich ramionach. Nie spodziewał się.
- Dobrze że wstałeś, możesz się przydać- powiedział Atasuke. Natsuo zdziwiony spojrzał na niego. Zobaczył przeciwników, wstał. O dziwo nie czuł niemocy po zemdleniu.
- Atasuke...- blondyn zauważył zmianę Atasuke. Jego szarą skórę, długie pazury i dłuższe kły. Nawet włosy miał nieco dłuższe i bledsze. 'Tak samo wyglądał podczas naszej walki w trakcie egzaminu... Walczy w takim stanie? Mamy szansę wygrać!' pocieszył się w duchu. Pamiętał jaki Atasuke był wtedy szybki i niesamowicie silny.
Młody Uchiha ruszył na nich z prędkością robiącą wrażenie, a jego czerwony sharingan zdawał się świecić i zostawić ślady po poruszaniu się. Dla oczy Natsuo Atauke po prostu nagle pojawił się przed Kisame i z wyskoku zaatakował głowę. Kisame uniknął ale nie przygotował się na ciąg ataków, gdyż Atasuke wykonał na koniec cięcia swoimi pazurami. Kisame zasłonił się przgubem, który został okaleczony.
Orochimaru cisnął wężem ku chłopcu będącemu nadal w powietrzu, jednak został on zatrzymany przez Obito. Łańcuch którym władał owinął się wokół szyi zwierzęcia a sam Obito zmusił Orochimaru do odskoku oddalając go od Kisame i Atasuke.
- Ja jestem twoim przeciwnikiem- powiedział z chłodem w głosie.
Atasuke w tym czasie wylądował na ziemi na "czterech łapach" jak zwierze, chcąc skoczyć do celu. Jednak Kisame zatrzymał go, wodne pułapki złapały za kończyny chłopaka unieruchamiając go (pamiętamy, że podłoga wciąż jest pokryta płytką wodą).
Przed dobiciem Atasuke został uratowany przez blondyna, który z krótkim mieczem w ręku pojawił się między nimi i obracając się odbił atak Samehadą. Atasuke skoncentrował chakrę i uwalniając ją uwolnił się z pułapek. Skoczył nad Natsuo nacierając na Kisame serią uderzeń zmuszając do kilku kroków w tył. Wtedy Natsuo wytworzył dwa wodne pnącza i uderzył nimi prosto w Kisame. Uderzenie trafiło w cel, Kisame sunął na po ziemi na ugiętych nogach przez jakąś chwilę aż się zatrzymał. Obaj byli z siebie zadowoleni, jednak tylko Natsuo uśmiechał się triumfalnie.
'Ci dwaj, są niesamowici' pomyślała Setsuna. Obito podczas swojej walki również zauważył jak wyszła im praca zespołowa.
Kisame ze spuszczoną głową wyprostował się, obaj chłopcy czekali. Gdy podniósł głowę, na twarzy wciąż miał ten swój ignorancki uśmiech.
- Przyjmując ten atak chciałem sprawdzić waszą siłę- zaczął- Nieco się zawiodłem- Natuso i Atasuke zacisnęli pięści i szczęki.
- Cholera..- zaklął Natsuo.
Atasuke sformował kilka pieczęci i natarł na Kisame wielką kulą ognia. Ta rozświetliła całą grotę. Gdy zderzyła się z obroną Kisame Atasuke zniknął, chcąc uderzyć w Kisame z całej siły wykorzystując dym. Natsuo patrzył w centrum dymu, słysząc po chwili jak nastąpiło potężne uderzenie. Opadł dym i Natsuo zrozumiał. Oczy mu się rozszerzyły w narastającym przerażeniu.
Ten odgłos starcia nie nastąpił po uderzeniu Atasuke, Kisame stał z Samehade uniesioną po skosie w przed siebie i w górę, a na jej czubku tkwił Atasuke, nie ruszając się. Kisame się zaśmiał. Obito i Natsuo zacisnęli zęby.
- Nadal nie rozumiecie, dzieciaki?- prychnął. Opuścił miecz a obolały Atasuke opadł na plecy na ziemię, po czym Kisame wbił go w ziemię potężnym stąpnięciem. Pod Atasuke zrobiła się dziura a z ust chłopaka aż wystrzeliła krew ze śliną. Obito, Natsuo nawet Setsuna nie mogli oderwać od niego wzroku. Atasuke dopiero wtedy zrozumiał slowa Obito, to naprawdę nie ich poziom.
Natsuo za pomocą wodnego korytarza znalazł się przy nich chcąc uwolnić przyjaciela, jednak sam został niespodziewanie rzucony w tył przez atak Samehadą.
- Natsuo!- Setsuna w akcie paniki i gniewy wywołała spod ziemi mnóstwo korzeni i pnączy i natarła nimi na Kisame. Ten jedynie zamachnął się Samehadą i zniszczył to, czym zaatakowała Setsuna. Zostawił Atasuke, który obolały nie mógł jeszcze wstać. Zaczął iść w kierunku Setsuny i Amary, obie dziewczyny stopniowo panikowały.
- Pora na was- uśmiechnął się podle rekin i uniósł Samehade- Wtedy jednak znowu pojawił się Atasueke, tuż nad nim. Chciał zaatakował z prawej ręki swoimi pazurami, był niesamowicie szybki mimo ciągłych boleści po przyjęciu poprzedniego ataku. Nie wiedział dlaczego, ale musiał chronić swoich towarzyszy. Nie rozumiał, że to przez Kotoamatsukami Shiusieo.
Kisame zareagował szybciej. Odwrócił się i uderzył chłopca w locie ciskając nim w prawo.
Los chciał, żeby miejsce w które uderzył było jednym z przejść otwierającej się krypty. Podobnie jak w przypadku Natsuo, Atasuke zniszczył przejście, tym razem uwalniając białą formę energii.
Biała smuga najpierw się unosiła, potem jednak wyczuwając Atasuke ruszyła w jego kierunku. Chłopak akurat wstał, gdy biała magia otoczyła pierw jego lewą dłoń, potem przegub zmierzając coraz wyżej. Atasuke nie wiedząc co się dzieje stał jak zamurowany.
- Zabierz go stamtąd!- wydarła się przerażona Amara. Setsuna jak na zawołanie przywołała jeden korzeń, ten chwycił  chłopca i oderwał go z sideł magii. Ta jednak pozostała na jego lewym ramieniu, po czym wchłonęła w nią.
Atasuke zaciskał pięść owej ręki. Nie wiedział co się właśnie stało. Dostrzegł ruch. To kisame stał obok i uderzył Samehadą z góry. Atasuke nie mogąc nic zrobić, odruchowo zasłonił się ręką.
Odgłos stłumionego uderzenia rozniósł się echem po grocie. Zirytowany Kisame i zdumiony Atasuke wpatrywali się w jego lewe ramie, którym się obronił. Skóra na nim była biała, po prostu zatrzymało uderzenie.
- Co to ma być?- spytał zdenerwowany Kisame i znowu uderzył. Atasuke znowu się zasłonił i znowu niemal bezproblemowo zatrzymał cios. Wszyscy wpatrywali się nie rozumiejąc o co chodzi.

Orochimaru poleciał kilka metrów w tył na plecy po kopnięciu Obito, które w końcu weszło.
- Zawsze się zastanawiałem- zaczął Orochimaru- Jak to jest, straciłeś oko, połowę ciała, a jednak przeżyłeś?- wstał Orochimaru najwyraźniej niewzruszony ciosem Obito.
- Zawdzięczam to swojemu mistrzowi- powiedział Obito, zobaczył jednak wtedy, co się dzieje u Natsuo i Atasuke. Orochimaru wykorzystał tę sytuację i spod ziemi przed Obito wyskoczył duży wąż Orochimaru, który owinął się wokół jednookiego od stóp po szyję. Obito spojrzał srogo na Orochimaru, który wstał.
- Ty nadal się niczego nie nauczyłeś, Orochimaru- powiedział cicho Obito. Jego sharingan ponownie przybrał postać Kamui, jak gdyby nigdy nic przeniknął przez węża, który próbując go ugryźć również przez niego przenikał. Obito szedł w stronę Orochimaru.
'Co za irytująca technika...' poirytował się Orochimaru. Obito stojąc przed Orochimaru patrzył mu prosto w oczy. Wąż zaatakował jeszcze kilka razy, jednak bezskutecznie. Raz nawet niemal trafił Orochimaru, przenikając przez węża.
Zaczął do niego mówić, Orochimaru nie wiedział o jednej rzeczy.
Prawdziwy Obito chwilę temu już przystąpił do walki. Oczarował Orochimaru genjustsu w momencie gdy spojrzał mu w oczy swoim Kamui. Nie był on może mistrzem w technikach iluzji, jednak samo Mangekyou jest na tyle potężne, by wykonać genjutsu na poziomie przynajmniej podstawowym. Tak długo, jak zachowa motyw rzeczywistości, tak długo Orochimaru nie domyśli się, że został złapany w pułapkę.

Mimo faktu, iż tajemnicza biała energia sprawiła, że lewe ramie Atasuke może przyjmować potężne ciosy bez żadnej szkody, chłopak nie był w stanie chronić się nią przed wszystkim.
Po wyprowadzeniu kilku ciosów, którymi nie zdołał trafić Kisame zdecydował się na jeszcze jeden ruch.
Ruszył z prawym sierpowym, co było zbyt banalne dla Kisame, który skontrował to swoim kopnięciem.
Wtedy jednak Atasuke zmienił swoją pozycję, wyginając się zwinnie przeszedł tuż obok i dwoma palcami uderzył w jeden punkt na lewym ramieniu Kisame, nie zdążył jednak uciec gdyż wcześniej wyprowadzona noga wróciła i z nieludzką siłą piętą trafiła w chłopca rzucając nim do tyłu. Wylądował na zgiętych nogach po wykonaniu przewrotu.
Kisame chciał do niego ruszyć, gdy ku jego zaskoczeniu jego lewa ręka nie odpowiadała.
- Co do...- oburzył się.
- Może i jesteś silniejszy od nas wszystkich- zaczął Atasuke prostując się. Kisame spojrzał na niego zagniewany- Ale to nie znaczy, że trafiłeś na słabeuszy. Mój styl walki opiera się przede wszystkim na technice i szybkości- tłumaczył- Sharingan pozwala mi na zobaczenie wielu niewidocznych rzeczy. Podejrzałem w ten sposób walkę pewnego członka klanu Hyuuga- mówił- Co prawda nie jestem jeszcze w stanie zablokować przepływu i wylotu chakry- stwierdził- Ale umiem za to uszkodzić twoje bodźce nerwowe, wstrzymując tymczasowo możliwość władania daną kończyną- Kisame delikatnie drgnął i spojrzał na rękę- Ty jesteś brutalnym typem przeciwnika- zauważył Atasuke. Obito, Natsuo i reszta wpatrywali się w nich obu- Co oznacza, że jestem niemal najgorszym typem przeciwnika dla ciebie- Przybrał dziwną formę bojową, nie przypominała ona żadnej użytej dotąd postawy przez chłopaka.
'Ta postawa, Czy  to...?' nie dowierzał Obito. W jego głowie pojawił się obraz tego, który używa tej postawy zawsze 'Neji...'.
- Styl i sposób walki klanu Hyuuga jest godny podziwu i szacunku- oznajmił Atasuke- W tajemnicy obserwowałem treningi jego przedstawicieli- wyjaśnił- Chodź!- rozkazał. Kisame zagryzł szczęki delikatnie spuszczając podbródek, nie spuszczał jednak wzroku z chłopca.
'Cholerny dzieciak' myślał Kisame 'Działa mi już na nerwy. Co to w ogóle za postawa?' Przerzucił wzrok na Orochimaru 'W dodatku ten świr dał się złapać w genjutsu. Sam muszę się tym zająć... ehh'.
- Nie- odpowiedział krótko- To ty przyjdziesz do mnie- zapewnił. Atasuke nieco się zdziwił- W przeciwnym razie...- zaczął, po czym niespodziewanie uderzył Samehadą w ziemie rozpryskując wodę. Nagle z wody wyrzuciło Natsuo, który po tym ciosie wzbił się w górę i poprzez brutalne kopnięcie Kisame wylądował pod nogami Atasuke. Zaciskając zęby i mrużąc oko w bólu oparł się o łokcie i powoli wstał- Myślisz, że zaskoczysz mnie tą sztuczką po raz drugi?- zakpił- Woda to mój żywioł, ty z niej tylko korzystasz- ostrzegł.
- Nadchodzę!- Atasuke ruszył utrzymując postawę. Kisame zamachnął się mieczem, jednak nie zbyt szeroko. Atasuke wykonał nieco niespotykany unik i wyprowadził kolejne uderzenie dwoma palcami. Tym razem jednak Kisame do tego nie dopuścił i obronił się atakiem mieczem.
Młody Uchiha postawił jedną nogę z tyłu i zataczając krąg górną partią ciała uchylił się prosta dłonią o złączonych palcach uderzył w bok Kisame a niespodziewana siła uderzenia zmusiła go do cofnięcia się.
- Niesamowite... jego ruchy są identyczne jak te Nejiego- powiedział Natsuo zadziwiony.
- Nie do końca- sprostował Obito stojący przy nim, nie wtrącał się chwilowo do walki. Pilnował wciąż kontrole nad Orochimaru. Chwilowo Atasuke sobie radził- Jego ruchy są bardzo podobne, jednak daleko mu do doskonałej kopii ruchów Nejiego.
- Hyh?- Natsuo spojrzał nań zdziwiony.
- Nie tajemnicą jest, że Neji jest geniuszem, w dodatku posiada on również potężne oczy, Byakugana- wyjaśniał- Niemal niemożliwym jest bezbłędne odtworzenie kroków, które są wyuczone od najmłodszych lat. Niesamowite jednak, że Atasuke zdołał w takim stopniu opanować szczegóły tych kroków.
Jego sharingan pozwalał mu dostrzec różnice między Atasuke a Nejim. Była zbyt widoczna.
Kisame w końcu uderzył Samehadą w ziemię tuż przed nim w dookoła wzbiła się w górę woda, zmuszając Atasuke do odskoku. Chłopak był niesamowicie zmęczony. Stracił dużo chakry na powtarzanie technik, skupianie się na stylu walki Nejiego i kontrola sharingana. Kisame przeciwnie, zdawał się jeszcze rozgrzewać. Gdy woda opadła już go tam nie było. Rozejrzeli się.
- Cholera...!- Obito zorientował się, że Kisame stoi już przy Orochimaru i niszczy klona, uwalniając tym samym Orochimaru spod techniki iluzji.
W tym samym czasie coraz więcej magii znajdowało się już w powietrzu groty.
Amara przejęta tym faktem nie była w stanie jej zapieczętować, jednak mogła ją zatrzymać, co robiła przez cały ten czas.
- Niezła sztuczka Obtio- powiedział wciąż uśmiechnięty Orochimaru- Udało ci się zamknąć mnie w technice iluzji- spojrzał na Amarę kumulującą całą magię o różnych barwach w jednym miejscu.
Z ziemi tusz obok obu członków Akatsuki niespodziewanie wyłonił się dziwny koleś. Jego głowę otaczały zygzakowate jakby paszcze rośliny, a sam on był przedzielony na pół, tworząc białą i czarną stronę.
- Zetsu?- zdziwił się Orochimaru.
- Wy dwoje za długo już bawicie się w tej grocie- zganił ich grubym i nieco chrapliwym głosem- Dawno już powinniście zrobić swoje, tymczasem lada moment będą tu ludzie z osady. Są już prawie na miejscu- ostrzegł.
- A więc kończymy- ucieszył się Kisame- A szkoda, zabawa była przednia- z uśmiechem spojrzał na drużynę czwartą, która nieco się spięła.
Kisame wzbudził niespodziewanie falę wodną dookoła siebie i ciągnąc ją za sobą rzucił się ku przeciwnikom. Przyjęli pozycje obronne, jednak na nic. Potężna siła wody rzuciła nimi wszystkimi w tył.
Kisame rozwiązał czubek swojej Samehady i ukazała się granatowe, nierównomierne coś. Nikt nie potrafił tego nazwać. Wiadomym było jednak, że to żyło. Na swoim łukowatym szczycie miała otwór gębowy, który otworzył się i zaczął zasysać tę magię.
- NIEEE!- krzyknęła przerażona Amara. Atasuke podbiegł kilka metrów ale coś go zatrzymało. Jego oczy stały się całe białe a z jego ciała ulatniała się dziwna, niemal przezroczysta energia, która ruszyła w stronę wchłanianej magii i otaczając ją nie pozwalała na dalsze wessanie, mimo iż ubyło jej dużo.
Reszta drużyny została zatrzymana przez Orochimaru, przed którym postanowił ich chronić Obito. Był zalany zimnymi potami. Orochimaru jedynie się uśmiechnał. 'Jeśli przez niego przeniknę by pomóc Atasuke, najpewniej zaatakuje pozostałych' obmyślał Obito. Setsuna była nieprzytomna od silnego ataku Kisame, Natsuo wciąż obolały stał na ugiętych nogach. Obito podejrzewał u niego złamanie conajmniej kilku żeber, gdyż ciągle się za nie trzymał i nie mógł poruszać. Nic dziwnego, że nie mógł nic zrobić, a mimo to przy ataku Kisame zasłonił Setsunę własnym ciałem. Co prawda udało mu się zapobiec poważnym obrażeniom Setsuny, jednak i tak straciła ona przytomność. Natsuo trzymał ją, wściekły i zdruzgotany wpatrując się w Atasuke.
'Przepraszam was, przepraszam, że nie jestem w stanie zapewnić wam lepszej ochrony...' żałował Obito.
- Ty irytujący gnojku- kipiał Kisame ze złości. Przywołał wodnego rekina, który wyskoczył z tafli wody i uderzył w chłopaka otwierając paszczę jakby chciał go zjeść. Atasuke przeturlał się po ziemi, nie był w stanie nic zrobić, nie miał kontroli nad własnym ciałem. Jego ciało samo się uniosło jakiś metr nad ziemię z rozpostartymi ramionami. Jego oczy ciągle pozbawione tęczówek i źrenic. Ciągle emitował tą dziwną chakrę, która wciąż chroniła magie Leśnych. Dziwnemu zachowaniu Atasuke towarzyszyły wydzierające się z gardła chrapliwe i stłumione okrzyki bólu. Jakby coś rozrywało go od środka. Postać, jaką przybrał po powrocie z krainy królików stopniowo zanikała od stóp. Jego skóra stawała się znów normalna, paznokcie również. Włosy nieco się skróciły i ściemniały a kły wróciły do pierwotnej postaci.
Wszyscy, łącznie z członkami Akatsuki wpatrywali się w chłopca nie wiedząc kompletnie co się dzieję.
- To ten dar...- zrozumiała Amara.
- Co takiego?- zdziwił się Natsuo- Króliczy król podarował Atasuke jakąś moc, informując, że pozwoli mu uchronić magię Leśnych- Natsuo patrzył na nią wielkimi oczami. Zauważalne było to, że magia była jakby połykana przez chłopaka. Wchłaniał ją. Dlatego tak cierpiał.
- A więc to dobrze, tak?- pocieszył się Natsuo.
- Nie- odpowiedziała zmartwiona Amara- Taka ilość magi w jednym naczyniu, jakim jest Atasuke może zakończyć się tragicznie- wyjaśniła- Atasuke może stracić życie, a jego ciało na zawsze pozostanie naczyniem dla magi Leśnych- sprostowała przerażona. Obito i Natsuo wytrzeszczyli oczy.
- Trzeba go oddzielić od tej magi póki jest czas!- krzyknął Natsuo kładąc Setsune na ziemi i ruszając biegiem w stronę Atasuke.
- Natsuo stój!- krzyknął Obito który rzucił się za nim. W między czasie Kisame próbował zaatakować Atasuke, jednak magia broniła go. Nie pozwalała do siebie dopuścić.
Atasuke cierpiał. Czuł, jakby magia rozrywała jego wnętrze by znaleźć miejsce dla siebie. Nie mógł nic zrobić. Spod powiek wypłynęły mimowolne łzy cierpienia. Wrzaski były coraz głośniejsze i coraz bardziej czuł jak rozrywają mu gardło.
'Nie pozwolę ci umrzeć, w imię czegoś, co nawet nas nie dotyczy...' myślał Natsuo biegnąc. Nie widział Orochimaru, który stał na jego drodze do przyjaciela, widział tylko cierpiącego Atasuke, na ciele którego pojawiały się różnokolorowe jakby pękniecia skóry 'Tyle razy uratowałeś mi życie...' w jego głowie pojawiały się wspomnienia, w których Atasuke go ratował, gdy podczas ich pierwszego spotkania stanął w jego obronie przed staszymi uczniami akademii 'I masz teraz po prostu umrzeć? Stać się naczyniem dla czegoś, czego nigdy nawet nie chciałeś? Twoja siostra...'.
Orochimaru nie dał mu przejść, kopniakiem posłał go z powrotem kilka metrów dalej.
Natsuo przewrócił się w locie i poturlał po ziemi. Po chwili obolały dźwignął się na nogi i ruszył z powrotem. Amara płakała, widząc i słysząc cierpienie Atasuke oraz uparte próby Natsuo, który ciągle chciał uratować Atasuke. Próbował przebić się przez Orochimaru, bezskutecznie.
Obito mimowolnie ruszył ku Atasuke, jednak Orochimaru nie miał zamiaru przepuścić i jego.
'Plany nabrały nieco złego obrotu' pomyślał 'Jeśli chłopak zostanie naczyniem, będziemy musieli zabrać go ze sobą. Wtedy z pewnością Obito ruszy w pościg. Nie mamy jednak wyjścia'.
- Atasuke...!- wydarł się z gardła rozpaczliwy krzyk Natsuo. 'Twoja siostra... '

' - Jesteś w drużynie z moim bratem, prawda?- spytała Yuumi, mała dziewczynka o czarnych włosach, która będąc z rodzicami na placu zabaw zobaczyła przechodzącego blondyna- Jesteś Natsuo, prawda?
- Hug?- zdziwił się blondyn- Mówisz o Atasuke? 
- Mhm!- przytaknęła z dumą Yuumi- Masz spore szczęście, że masz go w drużynie, jest najsilniejszy- pochwaliła z dumą. 
- CO?!- oburzył się Natsuo podnosząc ton- Wcale że nie jest! Mogę go pokonać w każdej chwili- zapewnił pewny siebie. Maleńka Yuumi spojrzała na niego zaskoczona. 
- Naprawdę?- niedowierzała. 
- Ba!- przytaknął podnosząc kciuk w górę- Nazywam się Okazaki Natsuo!- mówił nieco za głośno- Pewnego dnia stanę się najsilniejszy w całej wiosce- zapewnił- Nie dam się wygryźć jakiemuś pochmurnemu drewniakowi!
Dziewczynka wciąż wpatrywała się w chłopaka, któremu urody dodawało pomarańczowo-złote światło zachodu słońca. 
- Chodź Yuumi- powiedziała jej mama, którą po nią przyszła- Musimy już wracać- powiedziała z ciepłym uśmiechem, delikatnie chwytając za dłoń dziewczynkę. Yuumi chwyciła ją- Twój starszy brat lada moment wróci z treningu z Fiijo- zapewniła z uśmiechem mama. 
- Mhmm- skinęła głową Yumi nie mogąc doczekać się spotkania brata- Obiecaj mi coś- tuż przed odejściem ponownie zwróciła się do Natsuo.
- Tak?- zdziwił się. 
- Skoro jesteś tak silny, obiecaj mi, że będziesz się opiekował moim bratem- poprosiła, szczerze wierząc w siłę Natsuo. Chłopak stał jak wryty, po chwili się otrząsnął i z szerokim uśmiechem uniósł kciuk w górę. 
- Możesz na mnie liczyć!- zapewnił- Nie pozwolę by stała się mu jakakolwiek krzywda- obiecał. 
Yuumi się uśmiechnęła i machając mu odeszła razem z mamą. 
Natsuo patrzył za nimi, i po chwili uśmiech zaniknął z jego twarzy. Wiedział, że jest zbyt słaby by móc dotrzymać słowa. Zacisnął pięści.  '

Wspominał Natsuo ze łzami w oczach.

' "Obiecaj mi, że będziesz się opiekował moim bratem" '. 

'Obiecałem cię chronić. Trenowałem, by stać się silniejszym, tylko po to by móc ci dorównać i dotrzymać słowa, danego twojej siostrze ' wstał po kolejny powaleniu przez Orochimaru.
 - Dlaczego jesteś taki uparty?- spytał Orochimaru- Dlaczego nie odpuścisz, wiedząc że to na nic?
 - Dałem słowo...- odezwał się cicho- Obiecałem...
Orochimaru jak i reszta wpatrywali się w chłopca, który stał na chwiejnych nogach ze spuszczoną głową

Wściekły Kisame zaprzestał prób atakowania Atasuke, były bezskuteczne. Obito spróbował z miejsca wysłać magię Leśnych do swojego wymiaru, jednak nie zadziałało. Magia coraz bardziej była pochłaniana przez Atasuke. Jego krzyki były coraz bardziej rozpaczliwe i dławiące. Łzy leciały mu spod powiek jak groch. Ciało coraz bardziej ozdabiały jaskrawe pęknięcia.

- Nie mogę pozwolić, by umarł- powiedział Natsuo-  Tyle razy uratował mi skórę przyjmując na siebie cios...- mówił zaciskając pięści- Zawsze walczył z myślą o towarzyszach. Nie zostawiłby nas, gdybyśmy byli na jego miejscu...
- Natsuo...- Obito nie mógł już wytrzymać. Amara niemal płakała.
- Jeśli mnie teraz nie przepuścisz i zabijesz- zaczął- Jako duch zrobię wszystko by mu pomóc.
- Naiwny chłopcze- powiedział Orochimaru- Nie da się przerwać tego, co dzieje się z Atasuke- wyjaśnił- Jeśli pozwolę ci przejść, zginiesz próbując go ocalić.
- A więc zginę- wtrącił momentalnie Natsuo. Obito drgnął. Podszedł do Orochimaru a dzieliło ich tylko kilka kroków.
- To coś, czego ty nie zrozumiesz, Orochimaru- powiedział- Przyjaźń i lojalność- dodał- To rzeczy cechujące prawdziwego shinobi- mówił chłodno- Ty, w swojej żałosnej i nieludzkiej egzystencji nigdy nie pojmiesz znaczenia tych słów.
Natsuo ponownie ruszył ku Atasuke, nie mając już siły biec z ledwością szedł. Był wymęczony i pobity.
- Atasuke...- mówił cicho. 'Cokolwiek mogę zrobić, zrobię to. Dotrzymam słowa'.
Szedł coraz śmielej. Minął już zdumionego Obito, zaraz potem Orochimaru. Dotarł niemal do Atasuke i wyciągnął nań ręce.
- Jeśli mogę przejąć twój ból, zrobię to- powiedział.
Złapał Atasuke za nogi, a jego oczy zaświeciły na niebiesko, źrenica stała się biała. Wszyscy dalej wpatrywali się ze zdumieniem, Orochimaru jednak najbardziej.
Reszta magi, jaka jeszcze nie została wchłonięta została przejęta przez Natsuo.
Atasuke przestał krzyczeć, nieprzytomny opadł w dół. Złapał go Natsuo, ledwo przytomny samemu padł na kolana pod wpływem ciężaru przyjaciela. Obito podbiegł do nich.
Natsuo spod ciężkich powiek patrzył na nieprzytomnego Atasuke. Pęknięcia na jego ciele straciły już na barwie, lecz jednak zostały. Jego lewe ramie z kolei było całe białe i nietknięte przez pęknięcia. Swoją barwę zawdzięczała białej magi, która wcześniej otoczyła jego ramię.
- Nie pozwolę ci umrzeć- wyszeptał i padł nieprzytomny, podczas upadku złapał go Obito.
Przez wejście do groty weszło kilkunastu strażników osady, w czym wódz i ojciec Amary.
- Obtio- odezwał się Orochimaru, gdy razem z Kisame stali obok Zetsu- Wiedz, że to jeszcze nie koniec- zapewnił. Zatsu przywołał coś na wzrór rośliny jaka otacza jego głowę i wraz z Orochimaru i Kisame zniknęli w ziemi, zanim dobiegli do nich osadnicy.

Minęły dwa dni, medyk z osady nie był w stanie wybudzić Atasuke ze śpiączki. Jego stan wydawał się jednak stabilny. Gdy wszyscy doszli do siebie, Konoszanie wrócili do wioski, transportując ze sobą uśpionego Atasuke. Każdy ogarnięty przez doła.
Cała sytuacja została dokładnie wyjaśniona przed wodzem. Amara, jako potomkini Leśnych zgodziła się na zabranie ze sobą Atasuke, będącym teraz naczyniem dla całej ich magii, oraz Natsuo mającym jej część.
Po powrocie do wioski zdano szczegółowy raport przed Hokage i starszyzną. Sytuacja była trudna. Nie wiadomym było co stanie się z Atasuke a i sprawa Natsuo nie była specjalnie jasna.
Będąc jeszcze w osadzie Amara ponownie spróbowała połączyć się z Atasuke, jednak bez żadnego efektu, jakby działało to tylko raz.
Atasuke trafił do szpitala, będąc pod całodobową obserwacją medyków.
- Śpiączka to okresowa choroba- mówił lekarz- Nie da się z niej wybudzić na siłę. To jego walka- powtarzał- Bliscy odchodzą do krainy snów, by wrócić silniejszymi.
Gdy tylko rodzina Atasuke się dowiedziała natychmiast udali się do szpitala. Yuumi ze łzami w oczach wtuliła się w brata, błagając o to by otworzył oczy i ją przytulił.
- Miałeś go chronić!- krzyczała do Natsuo ze łzami w oczach. Jej matka również płakała, pocieszana przez męża- Obiecałeś! Mówiłeś, że jesteś w stanie!
Natsuo odwrócił się i ruszył ku wyjściu. Zatrzymał się przed nim.
- Przepraszam...- powiedział- Przepraszam, że byłem zbyt słaby by go ocalić- łzy pociekły mu po policzkach. Zacisnął pięści i wyszedł, nie mogąc znieść ciężaru i bólu.
Obito i Setsuna postanowili zostawić rodzinę z Atasuke.
Yuumi cały czas wołała brata. Spojrzała na nadgarstek chłopaka, nadal miał na nim opaskę, która sama dla niego przygotowała na jego urodziny.
Spuściła głowę i przestała wołać.
- On nie odpowie...- wybąkała.

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Rozdział XVIII- Grota Ciszy

- Naprawdę dziękuję wam za pomoc i ochronę- mówił wódz nazajutrz, gdy obaj genini mieli już ruszać w podróż powrotną- Nasza osada jest teraz dłużnikiem wobec wioski liścia. 
- To nic takiego- odpowiedział zakłopotany Natsuo. 
- Przekażemy otrzymane informacje prosto do rąk Hokage- zapewnił Atasuke- Dziękujemy za jedzenie i nocleg- ukłonił się wyrażając w ten sposób szacunek. 
- To ja wam dziękuję- powiedział.



- Muszę przyznać, że jestem z was naprawdę dumny- powiedział Obito spacerując ze swoimi uczniami po ulicach wioski Liścia. Było wczesne po południe, niebo czyste i błękitne a rażące słońce grzało w skórę- Mieliście przed sobą silnych przeciwników, jednak mimo to nie odpuściliście w walce.
- Te informacje były ważne dla wioski- zaczął Atasuke swoim tonem- Jeśli w niewłaściwych rękach mogłyby nam zagrozić, byłaby to wina mojej porażki. Nie mogłem dopuścić, by wioska była zagrożona.
 Obito spojrzał z góry na chłopaka. Było w nim coś nowego, nie wiedział jeszcze co.

- Odpowiedzialność względem wioski- powiedział Itachi, stojąc przed oknem za hokagowskim biurkiem.
- Tak, jednak nie rozumiem skąd w tak młodych chłopcu pojawiła się taka odpowiedzialność?
- Kotoamatsukami- odpowiedział po chwili Piąty, co wywołało na Obito reakcję zdziwienia- Celem tego genjutsu było stłumienie w moim klanie żądzy zemsty i zamachu stanu. Jak wiesz, zostali temu poddaniu wszyscy członkowie klanu Uchiha, którzy nie byli świadomi planu Shisuiego, czyli nas dwóch. Ich priorytetem jest dbanie o dobro wioski, myślę, że to wpłynęło na jego zachowanie, dlatego w takim stopniu zaryzykował życie swoje i towarzysza.
- Rozumiem- powiedział cicho Obito. W jego głowie pojawiły się wspomnienia, gdy za czasów wojny pokłócił się z Kakashim o dobro misji i dobro Rin. Cieszył się, że historia potoczyła się tak a nie inaczej.
- Atasuke będzie potrzebował ciebie, abyś pomógł mu zrozumieć i pogodzić ze sobą dobro wioski i towarzyszy- powiedział Itachi odwracając się przodem do rozmówcy.
- Tak- przytaknął Obito.
- Zanim wyjdziesz, mam dla was kolejną misję- wspomniał Itachi siadając za biurkiem. Obito spojrzał na niego zainteresowany.

- Kolejna misja?- zdziwił się Atasuke.
- Obaj jeszcze nie wyleczyli do końca swoich ran- powiedziała Setsuna patrząc na chłopaków- Nie sądzie by byli w stanie wal...
- Spokojnie, Setsuna- przerwał jej pogodnie Obito- To misja rangi C, małe ryzyko starcia- zapewnił.
- Tak, ostatnim razem też tak miało być- żachnął się Natsuo.
- Co to za misja?- spytał Atasuke ignorując uwagi reszty.
- Mamy za zadanie schwytać dezerterów, którzy nielegalnie zbiegli z wioski ze skradzionymi przez siebie informacjami dotyczącymi wioski.
- Shinobi?
- Tylko dwóch, chunini- powiedział Obito- Ruszamy już dzisiaj, spakujcie się i widzimy się przy bramie.
- Tak jest!- okrzyknęli Natsuo i Setsuna, Atasuke jedynie wydał z siebie jednoznaczne tchnienie skinając przy tym głową.

Cała drużyna czwarta zebrała się już pod bramą główną i w pełnym składzie wyruszyli na misję.
Szli spokojnie leśną drogą, Pogoda była przyjemna, promienie słońca przedostawały się między liśćmi z koron drzew, delikatny wiaterek muskał ich skórę a dookoła było słychać ćwierkot ptaków.
- Obito-sensei- odezwał się Natsuo- Gdzie tak w ogóle mamy szukać tych uciekinierów?
- Dostaliśmy zawiadomienie, że przenocowali w osadzie Amuu, niedaleko stąd- wyjaśnił- Tam powinniśmy ich zastać.
- A jeśli już wyruszyli?
- Podejrzewam, że tak właśnie jest- powiedział jednooki Uchiha- Tak czy siak musimy dotrzeć do tej osady i popytać.
- Będziemy z nimi walczyć?- spytał pełen entuzjazmu Natsuo- Czuję jak rozpiera mnie energia, chcę skopać kilka uciekinierskich tyłków!
- Uspokój się Natsuo- mówił Obito z uśmiechem uspokajając jego zapał gestykulacją rąk.
- Walka to nie jest coś, czego powinno się chcieć dla zabawy- tym razem Atasuke zabrał głos- Walka jest...
- Nikogo nie obchodzą twoje opinie...- powiedział cicho Natsuo. Atasuke przerwał, gdyż musiał się zmusić by nie wybuchnąć gniewem- Zawsze masz takie chłodne podejście do wszystkiego, to wkurzające.
- Wkurzające...?- powtórzył pod nosem aż kipiąc ze złości.
- Jesteś zbyt egoistyczny i sztywny, dlatego nie masz dziewczyny- ciągnął z rękoma założonymi za głowę.
- ZAMKNIJ JADACZKĘ BO JA CI JĄ ZAMKNĘ!- wydarł się Atasuke nie mogąc już słuchać jego gadania.
- SAM ZAMKNIJ BAKA! Prawda boli co?- prowokował z zadziornym uśmiechem. Rzucili się na siebie jak wściekłe koty, Obito śmiał się zakłopotany masując tył głowy.
- Uspokójcie się idioci!- złapała obu z nich za uszy i mocno wytargała. Jej oczy płonęły a usta wykrzywione w złowieszczym uśmiechu- Jeśli jeszcze raz zobaczę, że się bijecie, pozabijam- ostrzegła a obaj chłopacy przełknęli śliny.
- To on zaczął- naburmuszył się Natsuo gdy ich puściła.
- Ja?! To twoja wina głąbie...
 Przestali widząc jak mina Setsuny na nowo się przekrzywia.

Było już późne popołudnie, gdy drużyna Liścia widziała już z oddali drewnianą bramę osady Amuu. Gdy dotarli do niej zapukali w nią i po chwili przywitali ich strażnicy.
W osadzie dowiedzieli się, że dezerterzy wyruszyli wczesnym porankiem na wschód.
- Nie mówili dokąd idą, jednak wspomnieli coś o umówionym spotkaniu w Grocie Ciszy- powiedział wódz osady.
- Grota Ciszy?- zdziwił się Obito- Pierwsze słyszę. Tak po prostu powiedzieli gdzie zmierzają?
- Zwrócili się do nas z prośbą o nocleg- mówił wódz- Wyglądali na podejrzanie przejętych swoją podróżą i prosili by nikomu nie wspominać, że tu byli. Jednak już wcześniej dotarła do nas wiadomość z Liścia, że mogą tu dotrzeć zbiegli dezerterzy.
- Pytali o drogę do Krateru Ciszy- wtrąciła piękna, bordowo-włosa córka wodza.
- Co to za miejsce?- spytał Obito- I dlaczego akurat tam?
- To cmentarz, w którym chowano niegdyś ciała leśnych mędrców- wyjaśnił wódz.
- Dlaczego wybrali się na cmentarz leśnych?- nie mogła zrozumieć Setsuna. Mistrz Iruka opowiadał kiedyś o leśnych mędrcach, którzy mieli zdolność tchnienia życia w las.
- Nie wiemy, nie chcieli powiedzieć jaki jest ich cel- Wódz na chwilę umilkł- Chcieliśmy ich tutaj zatrzymać, jednak twardo postawili na swoim, byli silni.
'Silni?' pomyślał Atasuke.
- Rozumiemy- powiedział Obito- Musimy ich schwytać, zatem czy moglibyśmy poznać położenie tego cmentarza?
- Moja córka was tam zaprowadzi- powiedział wódz. Bordowo-włosa spojrzała wielkimi oczami na wodza.
- Ojcze przecież...
- Bez dyskusji moje dziecko- powiedział- Będziesz bezpieczna pod opieką drużyny z Liścia- zapewnił- Jej ufam najbardziej i muszę wiedzieć co dokładnie się tam będzie działo- powiedział.
- Nie martw się księżniczko- uśmiechnął się Natsuo i uniósł kciuk w górę- Z nami nic ci nie grozi.
Spojrzała na chłopaka nieco ozięble i ostatecznie nie mając wyboru zgodziła się.

Niedługo potem wyruszyli. Córka wodza, której imię brzmiało Amara, wzięła ze sobą kilka saszetek z narzędziami ninja, co świadczyło też o tym, że nie była zdana tylko na ochronę czwartej drużyny.
- Krater Ciszy znajduje się niedaleko stąd, godzina drogi- powiedziała- Będzie szybciej jeśli ruszymy lasem.
Po tych słowach długim skokiem wylądowała na gałęzi drzewa i skacząc na następne prowadziła ich.
Spojrzeli po sobie nieco zdumieni i ruszyli za nią,
Po upływie nie całej godziny Amara zatrzymała się na jednej z gałęzi wraz z resztą grupy a przed ich czami ukazała się rozległa leśna polana.
- Dlaczego się zatrzymaliśmy?- spytał zniecierpliwiony Natsuo. Amara wyciągnęła mały nóż i zeskoczyła na ziemię. Podeszła do nisko klody, która była pamiątką bo dawno ściętym drzewie i rozcinając sobie śródręcze dłoni upuściła kilka kropel na drewno.
Wtedy kłoda w ziemi rozstąpiła się na pół ukazując podziemne przejście.
- Za mną- poleciła i weszła wgłąb podziemia. Ruszyli za nią.
Szli w ciemności, jedyne światło dawała im niewielka pochodnia, którą trzymała Amara.
- Co to za miejsce?- odezwał się niepewnie Natsuo.
- Przejście- odparła Amara a jej głos delikatnie rozniósł się echem- Cmentarz Leśnych nie jest miejscem dostępnym dla wszystkich.
- Skoro tak, to jak dostali się tu nasi uciekinierzy?- spytała Setsuna.
- Nie mam pojęcia- wyznała Amara- Jeśli faktycznie udało się im wejść, z pewnością musimy ich zatrzymać, kto wie w jakim celu tu przyszli.
- Wszystko w porządku?- spytał Obito cichym głosem, widząc zamyśloną minę Atasuke.
- Mhmm.. Coś mi tu nie pasuje- powiedział w końcu- po co chunini szliby w to miejsce?
- Nie wiem...- zadumał się Obito- To bardzo podejrzane. Bądźmy ostrożni.
- Hai- przytaknął Atasuke.

Dotarli do końca tunelu i znaleźli się w wielkiej podziemnej grocie. Było tam dosyć widno, mimo braku światła dziennego. Nie wiedzieli jak nisko zeszli, jednak nie było widać sufitu, który najwidoczniej był wysoko nad nimi.
Dookoła płaskiej powierzchni na ścianach było 12 kolejnych przejść, które jak potem wyjaśniła Amara są przejściami do grobowisk pochowanych tu Leśnych Mędrców.
- Oczywiście przejścia nie są tak po prostu dostępne- mówiła Amara- Chroni je silna magia pozostawiona przez leśnych.
- A więc...- Natsuo rozejrzał się- Nie widzę by ktokolwiek tutaj był- prychnął oburzony.
- Może zrozumieli, że nie mogą tutaj wejść i odpuścili- zasugerowała Setsuna.
- Prawie zgadłaś- zabrzmiał oślizgły głos od strony wejścia. Wszyscy cofnęli się i przyjrzeli dwóm postaciom wychodzącym z cienia w wejściu. Byli to owi dezerterzy, jednak po chwili coś się zmieniło. Ich ciała zaczęły się deformować. Jeden z nich zmienił swoją postać w wodę, drugi jakby zrzucał skórę i po chwili okazało się, że to nie były ich prawdziwe ciała.
Stali jak wryci, Obito nie dowierzając patrzył na nich stojąc o krok przed swoją drużyną, poznał jednego z nich.
- Orochimaru...- odezwał się niepewnie, patrząc na długowłosą postać z niemal białą skórą i gadzimi ślepiami. Uśmiechnął się na dźwięk swojego imienia.

- Witaj, Obito- powiedział pokazując przy tym kły. Głos miał oślizgły jak wąż i w dodatku chrapliwy- Dawno się nie widzieliśmy- dodał.
Z jakiegoś powodu wywoływał poczucie strachu w trojce geninów.
- Tak- odparł Obito- Minęło trochę czasu.
'Cholera... Nie jest dobrze' Myślał patrząc to na Orochimaru, to na jego towarzysza.
Drugi miał blado niebieską skórę, nie był do końca człowiekiem. Przypominał bardziej rękina w ludzkiej posturze. Obaj mieli takie same czarne płaszcze z czerwona chmura. 

'Co tu robi akatsuki?' zastanawiał się  Obito w duchu 'Po ostatnich wydarzeniach wnioskuję, że Atasuke nie posłucha gdy zarządze odwrót... Chyba, że cudem odzyskalibyśmy informacje'.
- Czego akatsuki szuka w takim miejscu?- spytał, miał szczerą nadzieję nie walczyć z nimi- Czego chcecie?
W kwestii Orochimaru nie miał aż takich obaw, choć miał świadomość jak silny jest. Jednak ten drugi był o wiele bardziej niepokojący. Było w nim coś, co nie świadczyło o niczym dobrym. 'I ten wielki miecz na jego plecach'.
- Mistrzu znasz ich?- spytała nieśmiało Setsuna. Amara stała u jej boku lecz nic nie mówiła.
- Nie do końca- odparł Obito. 'Myślę, że wolałbym nie poznawać'.
- Ten grobowiec skrywa w sobie dużo magicznej chakry- powiedział drugi zadowolonym głosem- Moja Samehada aż się trzęsie.
Atasuke spojrzał na zabandażowany miecz na plecach człowieka rekina, faktycznie delikatnie się trząsł.
- Wybaczcie, że nie damy wam tego zaszczytu poznania naszego planu- powiedział Orochimaru- Potrzebujemy tylko dziewczyny- uśmiechnął się ponownie. Spod płaszcza wystrzelił brązowy wąż, który owinął się wokół dziewczyny i trzymając ją w powietrzu utrzymał koło Orochimaru. Nie wiadomo jak długi był ten wąż, ale ani na chwile nie pokazał się cały.
- Amara!- krzyknął Natsuo chcąc ruszyć jej na pomoc, jednak zatrzymał go Obito.
- Po co wam ona?- spytał czując, że nie obejdzie się bez starcia.
- Tylko ona potrafi pootwierać te krypty- wyjaśnił rekin- Na tym etapie jednak kończy się wasz udział- powiedział chwytając za swój wielki miecz i wskazując nim na drużynę Obito. Był silny, miecz wydawał się być nie tylko wielki ale i ciężki a on z taką łatwością utrzymywał go jedną ręką w poziomie.
- Spokojnie, Kisame- powiedział Orochimaru a z jego twarzy nie znikał złowrogi uśmiech- Ci dwaj mają bardzo interesujące oczy- oblizał wargi swoim nieludzko wąskim językiem. Atasuke i Obito wzdrygnęli się- Obito jest bardzo uzdolnionym shinobi, nie nie doceniaj go- poradził.
- Rób swoje i nie pouczaj mnie- powiedział z uśmiechem patrząc na Obito. Jego zęby to były raczej kły, takie same jak u rekina.
Orochimaru wydał z siebie rozbawiony syk, po czym jakby nigdy nic ruszył w stronę środka groty z dziewczyną. Amara próbowała się wydostać jednak nic z tego.
- Nie pozwolę ci tak po prostu przejść!- Atasuke rzucił się na niego błyskawicznie wyciągając kunai, jednak z rękawa wystrzelił kolejny wąż, który owinął się wokół jego pasa i ściskając uniósł w górę.
- Masz wyjątkowe oczy- powiedział pewny siebie patrząc w sharingana Atasuke.
- Nic ci do nich!- warknął przez zaciśnięte zęby i wbił kunai w ciało węża. To pozwoliło mu się wydostać i wylądował na mocno ugiętych nogach, tam jednak napotkał kopnięcie Orochimaru, które posłało go aż do Obito.
- Draniu...- Atasuke stanął na nogi trzymając się za brzuch.
- Atasuke- skarcił go Obito- To zbyt silni przeciwnicy- ostrzegł- Walka jest nieunikniona, więc zachowajmy rozsądek i wykonujmy tylko przemyślane ruchy.
Atasuke nadal wściekły skinął głową.
'Co zrobić? Orochimaru porwał Amarę, a drogę zagradza nam ten Kisame... Szlag by to'
- Nie dam się pokonać jakiejś głupiej rybie!- zbulwersowany Natsuo rzucił się na Kisame.
- Natsuo! Stój idioto!- wydarł się Atasuke. Kisame uśmiechnął się i czekał.
Natsuo skoczył z kunaiem i wyprowadził pierwszy cios, jednak zamiast trafić w Kisame natrafił na jakąś dziwną przestrzeń, która wessała go do siebie i zniknęła. Wszyscy spojrzeli na Obito, który miał aktywowane swoje Kamui i następnie wciągnął w swój wymiar siebie i resztę.
- Hęę?- oburzył się Natsuo- Co to ma być, Obito-sensei?
- Nie rozumiecie- powiedział pośpiesznie- To nie jest przeciwnik jak dotychczas. Jest silniejszy nawet od Fijjo, z którym też zbyt łatwo nie było.
Atasuke przypomniał sobie jak ciężka była walka z nim.
- Więc co robimy? Uciekamy i zostawimy Amare?- nadal wściekły Natsuo.
- Nie- odpowiedział skupiony Obito- Chciałbym, abyście tu zaczekali. W razie problemu przywołam któregoś z was do pomocy, więc bądźcie gotowi- mówił- Mając was obu będzie mi ciężej skupić się bezpośrednio na nim.

- Gdzie oni są?- zdziwił się Kisame rozglądając dookoła.
- Bądź czujny Kisame- powiedział Orochimaru- Obito jest silny i przebiegły, nie myśl, że ci odpuścił. Rekin zaśmiał się nieco podekscytowany.
- Bardzo go wychwalasz, lepiej żeby mnie nie zawiódł- mruknął pewny siebie.
- Nie zamierzam- usłyszał głos Obito. Ten pojawił się za nim i z wyskoku potraktował go mocnym kopnięciem z półobrotu. Kisame oberwawrzy w twarz uskoczył kilka metrów w tył i spojrzał na przeciwnika.
- Nie najgorsze kopnięcie- pochwalił Kisame. Dopiero teraz zauważył, że upuścił swój miecz.
- To jeszcze nic- zapewnił skupiony Obito. Złapał za leżącą obok broń rekina i rzucił się biegiem na niego. Wyskoczył by zaatakować mieczem z góry, nieco dziwiło go, że Kisame stoi niewzruszony.
Chwilę przed uderzeniem rękojeść miecza wydobyła z siebie dziwne kolce, które pocięły dłoń Obito i sprawiły, że ten puścił miecz. Wyprowadzony z równowagi oberwał kopnięciem w brzuch i wrócił na miejsce skąd wyruszył wcześniej.
Wstał trzymając się za pokaleczoną dłoń i spojrzał gniewnie na zadowolonego rekina.
- Samehada słucha tylko mnie- niemal się zaśmiał- Moja kolej.
Z niesamowitą prędkością natarł na Obito i zaatakował go Samehadą od lewej. Obito również niewzruszony czekał, choć trwało to zaledwie 3 sekundy.
Niespodziewanie dla Kisame Obito podskoczył i mijając się z mieczem ponownie wyprowadził kopnięcie na twarz Kisame. Ten jednak złapał jego nogę w samą porę i odrzucił go.
Obito dosłownie chwilę po wylądowaniu doskoczył do niego z powrotem i przemykając obok jego zamachnięcia mieczem wbił swój składany (teraz jednak usztywniony) pręt w stopę Kisame. Ten wydał z siebie bolesne chrząknięcie a Obito błyskawicznie rzucił się biegiem w stronę Orochimaru stojącego już na środku groty. Kisame nie mogąc go już dogonić po wyjęciu pręta rzucił w jego kierunku Samehadę, a ta obracając się goniła go.
Orochimaru wiedział już, że Obito chce go zaatakować więc zaatakował go kolejnym wężem, tym razem z rękawa. Ten otworzył swoją paszczę celując w twarz Obito. Oba ataki zdawały się być w niemal takiej samej odległości od Obito i uderzyły w tym samym czasie.
Zarówno Kisame jak i Orochimary nieco się zdziwili, gdy oba ataki przeniknęły przez cel jakby był zwykłą zjawą. Obito wydostał się z zasięgu ataków i kunaiem przeciął węża po czym to samo chciał zrobić z wężem trzymającym dziewczynę, jednak Orochimaru był szybszy i nie dopuścił do tego, chcąc potraktować go kopniakiem.
Obito w jednej chwili zatrzymał się unikając ciosu i skontrował Orochimaru sierpiem, czemu towarzyszył obrót wokół własnej osi ciała. Orochimaru oczywiście tego uniknął, lecz nie to było celem Obito. Cisnął kunai w stronę Amary i przeciął trzymającego ją węża, Ta uwolniona wylądowała na ziemi, jednak będąc nieco osłabioną przez ścisknie węża od razu się przewróciła.
Obito doskoczył do niej i wziął ją na ręce by po chwili odskoczyć z dala od Orochimaru.
Będąc w wystarczającej odległości chciał przenieść siebie i ją do swojego wymiaru, jednak zapomniał o jednym.
Prawie mu się udało, gdy przeszkodził mu Kisame. Strumień wody wystrzelony w stronę Obito był zbyt blisko. Obito musiał zrezygnować z przeniesienia się i odskoczyć z nieprzytomną Amarą.
'Cholera.. było blisko'.
- Nie myślisz chyba, że pozwolę ci drugi raz kogoś przenieść- zakpił Kisame lekceważącym tonem. Obok niego stał już Orochimaru.
- Nie ważne jak silne są twoje oczy- mówił Orochimaru- Nie dasz rady nam obu.
- Zobaczymy- powiedział Obito rzucając między nich dymne bomby. Podczas gdy miejsce walki otoczył dym Obito zdołał uskoczyć gdzieś w bok i ukryć się za jednym z wejść do krypty.
- Przeniósł się?- spytał Kisame gdy opadł dym.
- Nie- Orochimaru ponownie się uśmiechnął. Widział ślady krwi, które zostawił po sobie Obito ze swojej okaleczonej dłoni. Prowadziły prosto do miejsca, gdzie ukrył się Obito. 
- Obito, nie jesteśmy przecież dziećmi- mówił Orochimaru. Jednooki Uchiha wiedział, że jeśli wznowi próbę przeniesienie ich, jedno z nich mu przeszkodzi. Położył więc Amarę i wyszedł naprzeciw członkom Akatsuki.
- Czyżbyś przeniósł dziewczynę?- spytał Kisame nie widząc jej.
- Nie- odpowiedział mu Orochimaru- Czują ją- ponownie się oblizał.
- Czego od niej chcecie?- nadal nie rozumiał Obito.
- Jest ostatnim żyjącym krewnym tych leśnych mędrców, pochowanych tu wraz ze swoją mocą- odparł Orochimaru- Tylko jej krew może otworzyć te krypty- dodał.
- Po co wam je otwierać?- Obito starał się zyskać na czasie, by móc obmyślić jakiś plan działania.
- Myślę, że i tak już dużo wiesz- zabrzmiał Kisame- Możesz umrzeć bez wiedzy o tym, co planujemy- zakpił. Obito drgnął zaciskając zęby. Sformował szybko pieczęcie i natarł na nich kulą ognia, zmuszając ich do wycofania się.
Kisame jednak skontrował atak wodną falą obronną, po czym dookoła rozeszła się ogromna chmara dymu a po podłodze rozpłynęła woda. Obito był pod wrażeniem ile wody może przywołać jedną techniką obronną.
Orochimaru rzucił się w stronę Obito jednak element zaskoczenia nie przypadł jemu.
Obito przywołał Atasuke, który instynktownie cisnął przed siebie swojego ptaka błyskawicy i przebił nim serce Orochimaru. Dym zniknął, Orochimaru stał z błyskawicą Atasuke w sercu, ciągnącą się z jego ręki.
- Zdychaj- powiedział Atasuke wyszarpując ptaka.
Orochimaru cofnął się kilka kroków i padł na kolano. Kisame z kolei został potraktowany przez cios Obito, który jednak udało mu się złapać i tak tkwili przez chwilę, patrząc na Orochimaru.
Zarówno Atasuke jak i Obito nie dowierzali.
Orochimaru padł na twarz a jego paszcza po chwili rozszerzyła się do niewyobrażalnych rozmiarów. Wypluwała coś. A raczej kogoś. Z ciała Orochimaru wyszedł drugi Orochimaru, obklejony śluzem i z nieco szaleńczym uśmiechem na twarzy.
Przerażony Atasuke zrobił kilka kroków w tył. Obito odskoczył od Kisame.
- Orochimaru, ty obrzydliwy gadzie- wycedził.
Ten zaśmiał się chrapliwym głosem i w mgnieniu oka znalazł się przed nadal zszokowanym Atasuke. Złapał go za gardło i uniósł w górę.
- Atasuke!- krzyknął Obito. Atasuke nadal przerażony trzymał za rękę Orochimaru tracąc oddech.
- Rusz się, to złamie mu kark- ostrzegł pewny siebie Orochimaru. Obito zastygł w miejscu, wkurzając się na swoją bezsilność- Kisame, weź dziewczynę.
Tak też się stało.
- Puść go- powiedział Obito widząc jak twarz jego ucznia staje się purpurowa.
- Bez obaw- uprzedził Orochimaru- Nie zamierzam go zabić, jest młody i w dodatku przebudził sharingana- oblizał się- Oczy, które od tak dawna mi umykają nareszcie są w moim zasięgu.
Obito czekał, słusznie oprócz Atasuke przywołał resztę drużyny.
Natsuo pojawił się ni stąd ni z owąd uderzając Orochimaru podbródkowym. Ten puścił Atasuke i w tym samym momencie wąż wystrzelił w stronę Natsuo spod rękawa. Jednak w tym samym momencie Natsuo złapał Atasuke i znikli jakby ich wcześniej w ogóle nie było.
- Orochimaru początkowo nieco poirytowany, teraz jednak znów się uśmiechnął, patrząc w stronę Obito, obok którego stał już Natsuo z dochodzącym do siebie Atasuke.
Orochimaru spojrzał pod nogi, podłogę przykrywała płytka powierzchnia wody.
- Niemożliwe, tak szybki?- nie docenił Orochimaru- Masz w swojej drużynie coś więcej niż wybitne oczy chłopaka, Obito- przyznał Orochimaru a w jego narastającym podnieceniu tkwiło coś złowieszczego- Kisame, to przeciwnik dla ciebie. Rekin podszedł z nieprzytomną dziewczyną pod pachą.
- Żartujesz sobie ze mnie?- zakpił Kisame. Skupiony Natsuo w stłumionym gniewie zmrużył nieco oczy. Atasuke doszedł już do siebie, lecz wciąż opierał się o blondyna- Zwykły genin to dla mnie żaden przeciwnik.
Atasuke niemal się przewrócił, gdy Natsuo po prostu zniknął i w tej samej chwili pojawił się przed Kisame, który złapał jego pięść, gdy ten chciał go trafić z wyskoku. Natsuo nie przewidział, że ten złapie jego cios.
- Pomyliłeś się, Orochimaru- zaczął wciąż pewny siebie Kisame- Dzieciak nie jest szybki. Używa wody do przemieszczania się.
- To technika znacznie przewyższająca poziom genina- zauważył Orochimaru. Kisame, który nadal trzymał Natsuo, nabił chłopaka brzuchem na swoje kolano, po czym cisnął blondynem w prawo na kilkanaście metrów dalej. Natsuo wylądował na boku i przeturlał się jeszcze nie cały metr po wylądowaniu. Setsuna rzuciła się za nim wołając przerażona jego imię.
- Dranie...- Atasuke chciał jakoś bronić Natsuo, ale wtedy na jego drodze stanął Orochimaru, a raczej wąż z jego rękawa. Chłopak odruchowo zasłonił się ręką a wąż wgryzł mu się w przed ramie.
- AAAKHH...!- młody Uchiha wydał z siebie krzyk bólu. Kły węża zatopiły się w przedramieniu chłopca, po czym brutalnie się od niego odczepiły.
Chłopak zrobił kilka kroków w tył, a tam złapał go Obito.
- Atasuke!- przestraszył się Obito. Dzięki Sharinganowi dostrzegł ruch i w ostatniej chwili zdołał wziąć chłopaka w ręce i uskoczyć od potężnego ataku mieczem, który uderzając w ziemie zrobił w niej dziurę. Odstawił Atasuke obok obolałego Natsuo i Setsuny i stanął tyłem do nich i przodem do przeciwników. Na jego twarzy malowało się skupienie i nienawiść.
- Atasuke, Natsuo, Setsuna- powiedział cicho, nie odrwacając się do nich- Nie chcę tego, ale obawiam się, że bez waszej pomocy nie zdołam ich pokonać. Jesteście jeszcze w stanie walczyć?- obaj genini bez słowa dźwignęli się na nogach. 'Wybaczcie mi, jeśli nie będę w stanie was ochronić...'.
- Ruszamy!- rozkazał i cała trójka ruszyła. Ledwo wystartowali a Atasuke padł na ziemie z przerwanym okrzykiem. Spojrzeli na niego, nie rozumieli co się dzieję. I nagle Obito olśniło, przypomniała mu się scena, w której wąż Orochimaru ukąsił chłopaka.
- Jad moich węży działa z niemal natychmiastowym skutkiem- powiedział ze swoim mrocznym uśmiechem Orochimaru- Błyskawicznie rozprowadza się po ciele i dociera do serca. Chłopakowi zostały ostatnie minuty życia.
Cała drużyna czwarta z przerażeniem rozszerzyła oczy i spojrzeli na Atasuke.
- Setsuna!- Obito nie musiał użyć słów, żeby wiedziała o co chodzi. Co prawda po chwili zareagowała, ale ułożyła grubą kopułę ze swoich korzeni, która miała ich chronić. Spomiędzy gałęzi powyrastały dziwne kwiaty.
- To na nic- zaśmiał się Orochimaru- Nawet jeśli ochronisz ich przed nami, jad zabije chłopca.
Obito zacisnął szczęki, był jedynym, który nie ukrył się w kopule.
- Atasuke...- jęknął Natsuo. Dopiero teraz zaczęło do niego docierać, że Atasuke naprawdę może umrzeć. Setsuna obróciła go na plecy i zaczęła leczyć jego ranną rękę. Wokół dwóch ran zrobił się już mały obrzęk a skóra siniała.
- Atasuke!- krzyknęła na całe gardło zapłakana Setsuna. Jej krzyk przeszył całą kopułę ochronną, docierając do uszu Obito i Akatsuki. Orochimaru przyzdobił swoją twarz złowieszczym uśmiechem i oblizał wargi swoim długim językiem.
'Nie... To nie może być koniec...' Atasuke nie dopuszczał do siebie myśli, że może umrzeć. 'Nie w tak żałosny sposób... nie w takim miejscu... nie mogę... Nie mogę tego zrobić drużynie... Yumi...' do oczu napłynęły mu łzy, gdy w swojej głowie zobaczył Yumi. Zacisnął pięść i uderzył resztkami sił w ziemię. Z jego oczu łzy ciekły niepohamowanymi stróżkami. Łkał pomiędzy westchnieniami bólu. Głośno łapał powietrze, jego ciało spinało się próbując się podnieść. Gdy raz dźwignął się na czworaka, z ran na jego ręce wyciekła śmierdząca żółć i Atasuke z powrotem padł na bok.
- Yumi...- widział ją. Stała naprzeciw niego, przyglądając się przygnębiona cierpieniu brata- Yumi... Wybacz mi...- krzyczał przez łzy.
Natsuo i Setsuna będący tuż obok przyglądali się temu powstrzymując łzy. Setsuna zakryła dłonią usta i wtuliła się w Natsuo, który nie wiedział jak zareagować. Stał wryty zaciskając pięści, czując bezsilność, nie mogąc pomóc przyjacielowi. 
Obito śpiesząc się, zdołał cudem odbić Amarę i umieścił ją w kopule ochronnej Setsuny.
- Co z nim?- spytał przestraszony Obito.
- Nie wiem on... ja... moje medyczne umiejętności nie są w stanie nic zrobić- panikowała Setsuna.
Obito zagryzł szczęki. Atasuke kulił się na ziemi. Niemal całe lewe ramie miał już sine, zbliżało się do serca.
- Chyba znam sposób, aby mu pomóc...- wtrąciła Amara.
- Co?! Jaki?- pojawił się zarodek nadziei.
- Mój klan potrafi łączyć się z duszą drugiej osoby- zaczęła w skrócie tłumaczyć- Mogłabym przenieść siebie i jego do krainy, z którą połączyła go natura.
- Krainy, która jest połączona z Atasuke?- zdziwił się Natsuo, Atasuke znowu jęknął.
- Tak- skarciła go ze spojrzeniem- Może jej mieszkańcy będą w stanie mu pomóc.
- Wierzysz w to?- spytał Obito chcąc mieć jeszcze nadzieję.
- Nie mam pewności, ale biorąc pod uwagę obecną sytuację, to jedyna szansa- stwierdziła. Obito nie miał wyjścia. Zgodził się. Amara przystąpiła do łączenia. Podczas gdy brutalne uderzenie Samehadą zniszczyło część kopuły, Obito razem z Natsuo wyskoczyli przeciwnikom naprzeciw, chcąc dać im troche czasu.
- Tylko się pośpiesz!- przestrzegł Obito. Setsuna naprawiła dziurę przyzywając nowe korzenie i pilnowała ochrony. Amara siedziała na swoich piętach, trzymając głowę Atasuke na swoich kolanach. Palcami obu dłońmi trzymała chłopaka za skronie i skupiała się na przepływie chakry.
Połączyli się.
- W końcu raczyliście się pokazać- zaśmiał się Kisame- Już się niecierpliwiliśmy.
- Uważaj Natsuo, staraj się utrzymywać jak najmniejszy kontakt bezpośredni- radził Obito.
- Hai!- Natsuo był zdeterminowany by bronić swoich towarzyszy.
Sformował kilka pieczęci i z jego ust zaczęła wystrzeliwać woda, która przestrzeń całego podłoża zalała dosyć płytką warstwą wody.
- Znowu technika z korytarzami?- poirytował się Orochimaru- Kisame, jaka jest jej słaba strona?
- Sam użytkownik- powiedział wprost rekin- Służy ona do przemieszczania się z miejsca na miejsce w zasięgu wody, z którą ma kontakt. Będzie on starał się zaatakować z zaskoczenia, musisz po prostu go pilnować.
Orochimaru uśmiechnął się i oblizał.
Zanim ktokolwiek przystąpił do ataku, zobaczyli, że jedna z krypt była już na wpół otwarta.
- Otwiera się?- zdziwił się Obito- Kiedy wy...?
- Grota sama reaguje na magie przodków pochowanych tu leśnych- wyjaśnił Orochimaru- Obecność Amary sprawia, że grota się otwiera. Uśpiona dotąd magia mędrców ciągnie do jej prawowitej następczyni.
Magia w postaci błękitnej mgły powoli ulatniała się z szczelin krypty.
Natsuo ruszył biegiem w stronę Kisame, Obito Orochimaru. Musieli czymś zając członków Akatsuki.

'Wytrzymaj Atasuke...' mówiła do niego w duchu, patrząc na oblane potem ciało bruneta. Był nieprzytomny w wyniku połączenia, co widocznie spowalniało działanie trucizny, jednak nie ustępowała. Ciało młodego Uchihy ogarniały dreszcze i oblewały poty. Setsuna trzymała go za zdrową rękę, dodając im obu chakry. 'Nie pozwolimy ci teraz odejść' zapewniła.

 Natsuo zniknął tuż przed oberwaniem mieczem Kisame, który spodziewał się ataku z tyłu. Jednak to nie nastąpiło.
Natsuo sprytnie pojawił się obok Obito, podczas gdy atak wężem Orochimaru przeszedł przez projekcje Obito, Natsuo uciął łeb wężowi i zniknął pojawiając się na środku.
Tam zderzył swoje dłonie i za jego plecami zaczął się formować wodny smok. Robił wrażenie nawet na Kisame.
- No proszę, może jednak chwilę nas zabawisz- zaśmiał się Kisame.
Natsuo znalazł się wewnątrz głowy smoka, Obito przypomniał sobie jak podczas ataku na wioskę Natsuo pustoszył jej centrum właśnie tą bestią.
Orochimaru wyrzucił rękę w stronę Obito a z jego rękawa wystrzeliły węże, mniejsze niż ten jeden poprzedni za to było ich więcej.
Obito przeskoczył w bok i spojrzał na Orochimaru.
- Kamui!- krzyknął a klatka piersiowa Orochimaru zaczęła się zasysać do jednego punktu pośrodku. Orochimaru przejął się tym, nie mógł nic zrobić.
Ostatecznie ponownie wypluł kolejnego siebie a ciało które porzucił zostało całkowicie wessane.
Oślizgły Orochimaru wylądował na ziemi, spojrzał gniewnie na Obito i nie ruszając ciałem wystrzelił głowę w jego stronę wyszczerzając kły w celu ataku. Szyja wydłużała mu się niemożliwie długo. Obito zdążył aktywować Kamui i głowa Orochima przez niego przenikła, ku zdziwieniu Obito nie zatrzymała się jednak, tylko ruszyła dalej. Obito momentalnie spojrzał w tył i z przerażeniem dostrzegł, jak Orochimaru wgryza się w obojczyk Natsuo.
Blondyn wydarł się z bólu. Orochimaru tkwił przez chwilę wgryziony w chłopca, po czym wyciągnął go z wodnej bestii i cisnął w stronę na wpół otwartej krypty.
Natsuo uderzył w nią z taką siłą, że zniszczył ją a cała magia zaczęła się ulatniać.
- Natsuo!- wydarł się Obito i chciał ruszyć w jego stronę ale drogę zagrodził mu Orochimaru, którego głowa wróciła już na miejsce. Błękitna magia zawróciła i uniosła w górę nieprzytomnego Natsuo. Obito patrzył przerażony na to widowisko a sharingan pomógł mu zobaczyć co się dzieje.
Cała magia była wchłaniana przez Natsuo, do jego oczu. Ślad po ugryzieniu Orochimaru wydawał się płonąć.
Magia była wchłaniana przez oczy które świeciły jasnym błękitnym światłem. Obito przenikając przez Orochimaru biegł ku chłopcu, który po wessaniu całej magi opadał na ziemię.