piątek, 1 lipca 2016

Rozdział XXIV- Prawda o Natsuo


- Jeszcze jedno...- zaczął Obito, Itachi spojrzał na niego swoim tajemniczym spojrzeniem- Kenji jest pod specjalną opieką, jednak jak tak sobie przypominam... W tej jaskini Natsuo również został ugryziony przez Orochimaru.
Itachi zamyślony o tym wpatrywał się przez chwilę w oko Obito.

Natsuo stał w domu przed lustrem. Ściągnął z siebie podkoszulek i spojrzał na obojczyk. 'Wiedziałem... Zostawił nam obu te samo znamię...'.









Był już wieczór. Natsuo leżał znudzony na łóżku w swoim pokoju, odbijając piłką tenisową od ściany. Rozmyślał o wielu sprawach, ale szczególnie jedna utkwiła mu w głowię.

- Mogłeś go ochronić- w jego głowie zabrzmiał głos Orochimaru. Miał rację. 'Gdybym nie był taki słaby...' obwiniał siebie. Zerwał się z łóżka i uderzył pięścią w ścianę. Zatrzymała się ona na niej, Natsuo przyległ czołem do ściany i przez mocno zaciśnięte powieki uciekały łzy 'To moja wina!'.
 Niedługo potem, ogarnięty poczuciem winy poszedł bezpośrednio do szpitala, by osobiście przeprosić Atasuke.
- Wiem, że pewnie mnie nie słyszysz...- zaczął niepewnie, siedząc na krześle tuż przy łóżku śpiącego przyjaciela- Chciałem ci tylko powiedzieć, że...
Coś mu przerwało, był pewien, że zobaczył coś za oknem. Zaniepokojony natychmiast podbiegł i je otworzył, nerwowo rozglądając się. Było ciemno, ale mimo to dostrzegł ruch w krzakach- ktoś uciekał.
Bez namysłu zeskoczył w dół i ruszył w pościg za podejrzanym.
Za szpitalem był park, jednak droga, którą Natsuo podążał za uciekinierem prowadziła przez rozległe krzaki i krzewy. Mimo okrzyków blondyna, nawołujących by ten ktoś się zatrzymał, pościg nie zwalniał- przynajmniej do czasu aż za zbiegiem Natsuo wyskoczył na otwartą przestrzeń parku i w końcu zdołał się przyjrzeć tajemniczemu gościowi.
- Ty?- nic nie rozumiał- Co ty tu robisz?
- Wiedziałem, że tam cię znajdę- odpowiedział spokojnie Kenji. Mimo biegu nie wyglądał na zbyt zmęczonego.
- Czego chcesz?- Natsuo dziwił fakt, iż Kenji szukał go o tej porze. Białowłosy naciągnął kołnierz swojej bluzki i ukazał znamię, pozostawione przez Orochimaru, na co blondyn zareagował zaskoczeniem zmieszanym z poczuciem niepewności.
- Wiem, że masz takie samo- zabrzmiał jakby z wyrzutem, blondyn podświadomie położył dłoń na obojczyku, na którym również miał znamię.
- Oczekujesz zatem, że zdołam wyjaśnić ci o co z tym chodzi? Pomyliłeś się...
- Nie- przerwał mu od razu- Przeciwnie. To ja wyjaśnię tobie, co to jest.
Natsuo nie ukrywał zdziwienia. 'Skąd on niby wie takie rzeczy? I skąd dowiedział się, że mam to znamię?'.
- Natsuo?!- z niedaleka dobiegł ich krzyk Setsuny, nawołujący swojego chłopaka. Blondyn spojrzał w stronę, skąd nadbiegała dziewczyna.
- Innym razem- usłyszał tylko, gdy spojrzał na Kenjiego, już go tam nie było.
- Natsuo...- odetchnęła zmęczona biegiem Setsuna- Byłam u ciebie, ale nie było cię w domu, domyśliłam się, że poszedłeś do szpitala- Natsuo słuchał nadal zdziwiony- Pobiegłam tam i zauważyłam, że wyskakujesz z okna. Coś się stało?
Blondyn rzucił okiem w miejsce, gdzie jeszcze przed dwiema minutami stał Kenji.
- Nie, wszystko w porządku- odpowiedział z uspokajającym uśmiechem.
- Na pewno? Normalni ludzie wychodzą drzwiami- zironizowała z uśmieszkiem.
- Nie chciałem zostać nakryty przez pielęgniarki- skłamał, co brzmiało logicznie.
Białowłosy stał skryty za liśćmi jednego z drzew, chciał sprawdzić, czy Natsuo powie, że go spotkał. Gdy już się przekonał, odszedł.
- Natsuo spędził ten wieczór w towarzystwie Setsuny. Dzięki niej mógł przynajmniej na chwilę zapomnieć o dokuczających mu smutkach. Przed północą odprowadził ją do domu i gdy drzwi się zamknęły, stał przez chwilę myśląc co dalej.
Wiedział co musi zrobić, 'Muszę znaleźć Kenjiego'.
Najpierw pobiegł do parku, gdyż zdał sobie sprawę, że nie wie gdzie on mieszka. W parku jednak go nie było. 'Cholera... Gdzie on może być?'.
- Wiedziałem, że będziesz mnie szukał- usłyszał nad sobą, gdy szedł ścieżką oddaloną kilkanaście metrów od parku. Białowłosy stał na gałęzi drzewa, chłodno wpatrzony w Natsuo.
- Mów co wiesz o tym znamieniu?- wypalił bezpośrednio, nie ukrywając poirytowania dotychczasową zabawą w chowanego. Kenji zeskoczył i po chwili wyprostował się, stojąc kilka metrów od swojego rozmówcy.
- Powiedz, czy twoje znamię dawało o sobie jakoś znać?
- Huh? Znać?- spojrzał na nie.
- Widocznie nie. To znaczy, że jeszcze z niego nie skorzystałeś.
Natsuo słuchał, próbując zrozumieć.
- Te znamię jest pieczęcią, pewnego rodzaju bramą- tłumaczył- Bramą do źródła mocy, które zostało w tobie umieszczone.
- Źródło mocy... Jak to umieszczone?- Natsuo kręcił głową, nic nie rozumiał.
- Myślisz, że dlaczego Orochimaru cię ugryzł i zostawił ślad, zamiast zabić, gdy miał ku temu okazję?- spojrzenie Kenjiego przeszywało Natsuo, przyprawiając go o dreszcze. Kontynuował, przestając tak patrzeć- Czy twoi rodzice, powiedzieli ci prawdę?
- Prawdę?- Blondyn nagle ożył, nie rozumiał co mieli do tego rodzice.
- Prawdę o tobie, jaką jest adopcja porzuconego bękarta, jednego z ośmiu- dodał.
Natsuo dalej nie rozumiał, jednak nie podobało mu się mówienie o jego rodzicach, zwłaszcza takich rzeczy. Podszedł do chłopaka i złapał go za kołnierz przystawiając twarz do jego.
- Nie wiem o co ci chodzi, ale nie pozwolę w taki sposób mówić o mojej rodzinie- warknął. Wyraz twarzy Kenjiego nie zmieniał się.
- Rodzinie?- powtórzył- Zatem idź do nich i zapytaj o to jak było naprawdę, numerze 8- polecił, po czym zmienił się w śnieg i rozpadł na ziemię. Natsuo patrzył na to przez chwilę, nie mając pojęcia co to miało znaczyć. Rozejrzał się, nikogo nie było.
Ostatecznie udał się do domu, przez całą drogę myśląc o słowach Kenjiego.

"Prawdę o tobie, jaką jest adopcja porzuconego bękarta, jednego z ośmiu"

Stał już przed drzwiami, niemal już je otwierał gdy zawahał się. 'Absurd, adopcja? To niemożliwe.'.
Wszedł do środka, rodzice czekali na niego.
- Natsuo!- zawołała matka, która razem z ojcem martwiła się o syna.
- Gdzie byłeś tak długo, nie uprzedziłeś, że wrócisz tak późno- dodał ojciec.
- Przepraszam- ukłonił się delikatnie- Byłem z Setsuną- dodał zmierzając ku pokojowi.
- Ah... Młodzieńcza miłość- westchnęła brązowowłosa matka- Znajdziecie na nią czas w dzień- razem z ojcem chcieli iść do swojej sypialni, gdy Natsuo się zatrzymał i zawołał ich cicho.
- Powiedzcie mi...- wiedział, że to głupie, ale nie mógł znieść myśli, że Kenji miał rację, skądkolwiek mógł to wiedzieć, był pewny tego co mówił- Czy ja...
- Tak?- dopytała matka zmartwiona.
- Czy ja jestem adoptowany?- wydusił z siebie, stał plecami do nich, nie chcąc widzieć ich min. Bał się ich wyrazu.
- Natsuo...- jęknęła matka, nie wiedząc co powiedzieć- Kto ci powiedział takie rzeczy...
- To prawda?- dopytał głośniej tym razem już się do nich odwracając- Przygarnęliście mnie i okłamywaliście przez cały ten czas?- pytał ze łzami w oczach a jego głos trząsł się, powstrzymywał napad płaczu.
- Natsuo, uspokój się- ojciec podszedł do niego, chcąc uspokoić. Matka stała na wpół przerażona, również prawie płakała- To nie tak, jak ci się wydaję...
- A jak?!- wrzasnął odpychając jego dłoń i cofając się- To prawda...- oczy rozszerzyły mu się w szoku, czuł się obco w swoim własnym domu- Kim więc jesteście? Kim ja jestem...?
- Synku....
- Nie nazywaj mnie tak!- przerwał matce, która zaskoczona nie powstrzymała łez- Okłamywaliście mnie przez 15 lat, dlaczego nie powiedzieliście mi prawdy...- zdał sobie z czegoś sprawę i spytał- Jaka jest prawda?!
Ojciec westchnął i spojrzał na zapłakaną żonę, kiwnął głową i znów zwrócił się do chłopca.
- 15 lat temu staraliśmy się o dziecko, jednak niestety twoja matka nie może ich mieć. Gdy straciliśmy nadzieję, Hokage przyszedł do nas z niemowlęciem, owiniętym w kocyk, to byłeś ty- opowiedział- Tłumaczył, że jesteś sierotą, porzuconą przez swoich rodziców. Taka jest twoja prawda synu.
Natsuo ledwo powstrzymywał łzy.
- A numer osiem...?- dopytał, ponownie zaskakując rodziców- Co oznacza numer osiem?
- Gdy Hokage cię do nas przyniósł, miałeś na szyi symbol liczby 8, został on z ciebie usunięty, lecz nigdy nie dowiedzieliśmy co oznaczał.- wyjaśniła matka- Natsuo, to nic nie zmienia. Wychowaliśmy cię jak syna i nim dla nas jesteś. Jesteśmy rodziną...
- Rodzina nie powinna się okłamywać- wtrącił ocierając łzy, ojciec zakaszlał grubo, podtrzymując się matki.
Natsuo wyszedł bez słowa, nie reagując na wołania kobiety, która nagle stała mu się obca. Przez ten zgiełk nie zauważył, że ojciec jest strasznie blady i osłabiony, był chory.

Szedł zdołowany przez pustą ulicę wioski, nie wiedział co ze sobą zrobić. Jak miałby teraz wrócić do domu i żyć? Jak żyć z ludźmi, którzy okłamywali go przez cały ten czas? 'Cały klan... Całe życie w kłamstwie... Co jeszcze przede mną ukryli...?'.
- A więc powiedzieli ci prawdę?- wraz z pierwszymi kroplami deszczu pojawił się Kenji, opierający się o płot i najwidoczniej czekający na niego. Deszcz nasilił się, podczas gdy Natsuo stał wciąż zasmucony, i wpatrywał się w Kenjiego.
Nagle jego wyraz twarzy zmienił się na pełen gniewu i zawiści. Pojawiwszy się tuż przy nim ponownie złapał go za kołnierz i uderzył nim o płot.
- Gdyby nie ty...!
- Gdyby nie ja ciągle żyłbyś w kłamstwie- przerwał mu stanowczo, lecz wciąż chłodnym tonem Kenji. Natsuo zacisnął szczęki.
- Gadaj wszystko co wiesz- polecił, dając jasno do zrozumienia, że nie przyjmuje odmowy. Jego dłonie zaczęły stopniowo zamarzać. Spojrzał na ogarniętego spokojem Kenjiego i puścił go, a lód z jego dłoni zniknął- Mów.
Nie zwracając uwagi na deszcz stali naprzeciw siebie, oświetleni bladym światłem prawie wyczerpanej żarówki latarni i księżyca. Kenji zaczął mówić.

- Dawno temu Orochimaru prowadził pewną bazę laboratoryjną, w której przeprowadzał badania i eksperymenty na porwanych dzieciach, które wcześniej osierocił. Tych niemowląt przeżyła tylko ósemka, a wśród tej ósemki byliśmy my- po tych słowach Natsuo lekko rozszerzył powieki, ale słuchał dalej- Celem jego badań było stworzenie nowych, potężnych zdolności, które później wykorzystał by ku swoim niecnym planom. 
- "Jeden z ośmiu"...- Natsuo powtórzył cicho jego wcześniejsze słowa, Kenji przytaknął. 
Natsuo milczał, nie wiedział co miałby powiedzieć, nie wiedział jak to wszystko odebrać. 
- Jak udało ci się mnie znaleźć?- spytał. Kenji wyciągnął z kieszeni różowawy diament, wielkości pięści. 
- Cóż... laboratorium znalazła pewna grupa ANBU, zabrali niemal roczne już dzieci. Jestem najstarszy z naszej ósemki, wymagałem specjalnej opieki, więc tego dnia zabrał mnie ze sobą do innego laboratorium, ma ich naprawdę wiele. 
Natsuo nie dowierzał.
- Wciąż należysz do Orochimaru...- po tych słowach Kenji na chwile przymknął powieki ale zaraz ponownie spojrzał na chłopaka.
- Moim zadaniem jest odnalezienie pozostałej siódemki i sprowadzenie ich do domu. Ciebie Orochimaru znalazł pierwszego, wtedy zostawił Ci tę znamię- wyjaśnił- Moją dał mi w nagrodę za odnalezienie kolejnego dziecka, którego odnalazłem przed przybyciem tutaj. 
- Orochimaru przysłał cię tu, abyś mnie do niego sprowadził... dlatego do nas dołączyłeś?- bulwersował się blondyn.
- Twoje miejsce jest u boku Orochimaru, dzięki któremu nadal żyjesz i posiadasz zdolność, którą ci dał. Moim zadaniem, jest ją w tobie obudzić, jednak bez bramy jaką Orochimaru ci zostawił, byłoby to niemożliwe. 
- Dlaczego Orochimaru sam tego nie zrobi?- spytał Natsuo, zaczynając spostrzegać Kenjiego jako nieprzyjaciela. 
- Ja tylko spełniam jego polecenia- odparł chłodno- Zatem skoro już znasz prawdę, nie mogę pozwolić ci tu zostać- zaskoczył Natsuo- Zabiorę cię do Orochimaru, gdzie twoje miejsce. 
- Zatem chodź i weź mnie- prowokował Natsuo, od wewnątrz wściekły do granic możliwości. 

'Najpierw prawda, która wyznali mi rodzice, potem historia o eksperymentach Orochimaru a teraz mam tak po prostu dołączyć do kogoś, przez kogo mój najlepszy przyjaciel leży w śpiączce w szpitalu, uwięziony w ciele Yumi? Prędzej umrę'.

- Nadchodzę!- ostrzegł Natsuo, patrząc nienawistnie w stronę białowłosego, który wciąż zdawał się być niewzruszony- Zetrę ci z twarzy te arogancie spojrzenie.