środa, 29 czerwca 2016

Rozdział XXIII- Znamię.


'Białowłosy zeskoczył i stanął przy chłopaku, uchem przy uchu.
- Ludzie z wyższej półki stwierdzili, że nie są bezpieczni trzymając mnie na smyczy- dotknął palcem mostku blondyna, z miejsca dotyku zaczął się powoli rozprzestrzeniać chłód a w ślad za nim lód. Natsuo tracił oddech, przez co tym jednym palcem Kenji z wolna sprowadził go na kolano-  Zastanów się czy na pewno chcesz mi ją zakładać, dając mi takie ostrzeżenia.
Zabrał palec a Natsuo mógł w końcu normalnie złapać oddech. Przez chwile nie mógł nic zrobić. Złapał się za klatkę piersiową, zamrożenie powoli znikało. Chłopak patrzył nienawistnie za oddalającym się Kenjim 'Pożałujesz tego...'. '




Natsuo spędzał ostatnio więcej czasu samotnie. Nie tylko z powodu Atasuke. Było coś, o czym każdy zapomniał; on również przejął część magi Leśnych. Dodatkowo podczas walki z Orochimaru w grocie, ten ugryzł go w obojczyk, a rana po wchłonięciu magi przeistoczyła się w dziwny znak. Od tej pory czuje się inaczej, nie umiał tego sobie wyjaśnić, toteż nie wspominał o tym nikomu.
Czuł dziwne uczucie w oczach, coś jakby kuło go w nie od wewnątrz, chcąc wyjść na powierzchnie. Tak przynajmniej to porównywał. Nie wiedziałby nawet do kogo się z tym zwrócić, gdyby chciał o tym powiedzieć, nie wiedział nawet, czy jedno z drugim ma jakiś związek ze sobą.

Pukanie do drzwi. 

- Kto tam?- Natsuo podniósł się z łózka. Do pokoju weszła Setsuna, z nieco zatroskanym wyrazem twarzy- Em..? Setsuna?
- Martwiłam się- wyznała siadając obok chłopaka, gdy zamknęła za sobą drzwi- Ostatnio prawie nie rozmawiamy, rozumiem, że to przez Atasuke... 
- Taak...- mruknął spoglądawszy na lewy obojczyk- Nie masz o co się martwić, ze mną wszystko w porządku- zapewnił przywołując na swoją twarz uprzejmy uśmiech. Setsuna zmierzyła go zadziornie.
- Kogo ty próbujesz okłamać?- pchnęła go tak, że położył się na plecach na łóżku nieco zaskoczony, ta usiadła rozkrakiem na jego biodrach i przytrzymała ręce- Mnie?- dopytała zadziornie, całując go w usta. 

Obito tego południa spędzał czas ze swoją żoną, Rin. Z każdym dniem było coraz bliżej do terminu porodu, tym bardziej chciał spędzać z nią jak najwięcej czasu. 
- Idę do sklepu, chcesz coś kochanie?- spytaał zakładając swoje buty przy drzwiach. 
- Nie, dziękuje- odparła uprzejmie- Chociaż... możesz mi kupić jakąś czekoladę.
- Nie ma sprawy- wcisnął już drugiego buta i miał już wychodzić, gdy się zaczęło. 
- Albo nie!- uprzedziła- Kup mi pudełko płatek, miodowych. Nie! Czekoladowych!
W końcu Obito przytaknął i wyszedł. 
- Ufff...- odetchnął z ulgą. 
Szedł główną uliczką prowadzącą wprost do centrum wioski. Idąc tak rozmyślał o tym wszystkim, co się ostatnio działo. Było mu już łatwiej się z tym wszystkim pogodzić, jednak nie dawało mu to do końca spokoju. 
- Mistrzu Obito?- usłyszał za sobą. Obejrzał się zaskoczony i ujrzał blondwłosego Natsuo. 
- Natsuo? Co tutaj robisz?- spytał. 
- Spaceruje- odparł- Mogę się przyłączyć?- spytał. Obito patrzył na niego zdziwiony, lecz zgodził się- Chciałem o czymś porozmawiać...
- Tak?
- Kim jest ten cały Kenji?- Obito zdziwiło to pytanie, spodziewał się pytań odnośnie Atasuke. 
- Kenji? To sierota wojenna, ponoć miał korzenie stąd więc został tu sprowadzony z kraju Wody- mówił- Z racji na swoje zdolności postanowiono, że dołączy do naszej drużyny, póki mam jednego mniej...
- Nie o to pytałem- powiedział Natsuo- Jest w nim coś dziwnego, Atasuke również jest chłodny, ale ten chłopak nie wydaje mi się być... normalny. 
Obito nie mógł mu powiedzieć o tym co sam usłyszał od Itachiego. 
- Daj mu trochę czasu, niech przywyknie. 
- Taa...- burknął Natsuo spuszczając wzrok na prawy bok. 
- Wczoraj zabił tych ludzi mimo twojego ostrzeżenia- blondyn spojrzał mistrzowi w oko- Nie wydaje mi się, żeby był typem, który się dostosowuje pod pewne zasady. 
- Czas pokaże- odparł Obito. Natsuo patrzył na niego przez chwilę.
- Mistrzu, tak właściwie to nigdy nam nie opowiadałeś... jaka jest historia twojego lewego oka?- w końcu zdobył się na to pytanie.
Obito zdziwiony spojrzał na chłopca i przyłożył dłoń do zakrytego materiałem z ochraniacza zasłaniającego jego lewe oko, którego nie miał. Zaśmiał się krótko.
- Widzisz, kiedyś, gdy byłem w waszym wieku byłem bardzo bliski śmierci- zaczął swą opowieść, wspominając jak połowa jego ciała tkwiła pod wielkim głazem- Moi towarzysze z drużyny byli zagrożeni, a mój przyjaciel, który jako jedyny mógł ich obronić stracił jedno oko w walce- Natsuo zaczął kojarzyć pewne fakty- Będąc pewnym, że umieram ofiarowałem mu swojego sharingana w miejsce straconego oka- wyjaśnił- Jak się jednak okazało, zdołałem przeżyć. Nasz mistrz w porę się pojawił i wyciągnął mnie spod sideł śmierci.
- Niesamowite oddanie- podsumował Natsuo. Przypomniał sobie, jak Atasuke został schwytany przez magie leśnych, broniąc ich przed tym człowiekiem-rekinem.
- Mimo wszystko niczego nie żałuje- powiedział ze szczerym uśmiechem- Moi przyjaciele żyją, ja żyję, wszystko dobrze się skończyło.
- Czy tym przyjacielem jest mistrz Kakashi?- spytał Natsuo niepewnie.
- Kakashi?- Obito wiedział, że Natsuo nie widział sharingana w lewym oku Kakashiego- Czemu sądzisz, że to on?
- To by było logiczne, nosi podobną przepaskę na oko jak ty, jedynie na przeciwnym oku.
Obito zaśmiał się krótko.
- Masz rację, to z nim podzieliłem się swoimi oczami- upewnił go w tej wierze.
- Atasuke zachował się podobnie... wtedy gdy rzucił się na tego rekina w naszej obronie- Natsuo spochmurniał, Obito spoglądnął na niego, wiedział, że nie unikną tego tematu.
- Atasuke chciał was chronić- powiedział- Z pewnością spodziewał się, że nie pokona tamtego przeciwnika, mimo to potrafił postawić przyjaciół nad siebie- podsumował dumnie- Jestem dumny, że moi uczniowie tak dbają o siebie nawzajem.
- Byłem zbyt słaby, żeby jakkolwiek zareagować...- mówił chłopiec- Dlatego chciałbym rozpocząć nowy trening!- ożywił się- Mistrzu, czy mógłbyś pomóc mi w tym treningu? Chciałbym poznać nowe techniki, osiągnąć wyższy poziom- Obito złapał się za tył głowy zakłopotany.
- Bardzo chętnie, jednak niebawem moja żona urodzi dziecko- mówił ze spokojem patrząc chłopakowi w oczy- Nie będę miał za bardzo czasu by prowadzić twój trening. Natsuo poczuł się zażenowany.
- Jednak znam kogoś, kto mógłby Ci pomóc- dodał tajemniczo.
- Naprawde? Kto to jest?!- ucieszył się.
- Wszystko w swoim czasie- uspokoił go- Gdy już wszystko ustalę, ten ktoś sam cię odwiedzi.

Następnego dnia drużyna czwarta wyruszyła na kolejną misję. Tym razem ich zdaniem było wsparcie dla drużyny Gaia.
- Jak daleko do miejsca walki?- spytał Obito.
- W tym tempie dotrzemy tam w ciągu 20 minut- odpowiedziała Tenten, to ona została przysłana do wioski z prośbą o wsparcie dla swojej drużyny.
- Tenten- zawołał Natsuo po dłuższej chwili myślenia o tym- Mistrz Gai i Neji są bardzo silnymi shinobi, Lee również mierzy dosyć wysokim poziomem- zaczął- Jak silny jest ten przeciwnik, skoro poproszono o nasze wsparcie?
- Wracaliśmy z bardzo długiej podróży- wyjaśniła- Wypełniliśmy ciężką misję i zostaliśmy zaatakowani w drodze powrotnej.
- Przez kogo?
- Nie wiem- mówiła zmartwiona. 'Drań był silny, ledwo udało mi się uciec by wezwać pomoc' myślała wspominając dwóch facetów w czarnych płaszczach.
- Ilu ich jest?- spytał Obito, przemierzali las w pośpiechu, skacząc z drzewa na drzewo.
- Jeden. 'Jeden? Jeden człowiek jest na tyle silny by zmusić Gaia i jego drużynę do wezwania wsparcia? Mam złe przeczucia...' zmartwił się Obito.
- Hę?- zdziwiła się Tenten. Dopiero teraz dostrzegła biało-włosego towarzysza drużyny czwartej- Kto to jest?- spytała nieco ciszej Setsuny podróżującej obok niej- Gdzie jest Atasuke?
- To długa historia- odparła niechętnie Setsuna. Tak długo nie było ich w wiosce, mają prawo nie wiedzieć o Atasuke.

- To tutaj!- zatrzymała się Tenten na jednym z drzew, a reszta w ślad za nią. Skrycie wyjrzeli przez liście i ich oczom ukazali się walcząca drużyna Gaia z owym przeciwinikiem. 'Akatsuki...' Obito zmrużył oczy, tak jak się domyślał. Rozpoznał go, to był Orochimaru. Natsuo i Setsuna również go rozpoznali.
- Co robimy?- spytał Natsuo.
- To silny przeciwnik, mieliśmy z nim już do czynienia- powiedział Obito.
- Przez tego drania nie ma tu z nami Atasuke...- wyszeptał Natsuo patrząc z zawiścią na człowieka węża.
- Gdzie ten drugi?- spytała zmartwiona Setsuna, ostatnim razem towarzyszył mu ten rekin.
- Nie było żadnego drugiego- sprostowała Tenten- Pospieszmy się, musimy im pomóc.
- Tak- przytaknął Obito- Kenji- spojrzał na nowego chłopaka- Wykorzystamy podwójny element zaskoczenia.
Białowłosy słuchał uważnie.
- Razem z Tenten zaatakujecie go z ukrycia i pomożecie reszcie. Ja Natsuo i Setsuna przygotujemy się do drugiego ataku.
- Tak jest!- odpowiedzieli wszyscy z wyjątkiem Kenjiego, który jedynie skinął głową.

Kenji i Tenten zeskoczyli na ziemię i schowali się za konarami drzew.
- Poczekajmy aż będzie do nas tyłem- rzuciła skupiona Tenten, za pomocą swojego zwoju przywołała kosę. Kenji rzucił na nią okiem, i za pomocą władzy nad lodem w jego dłoni wytworzyła się identyczna, lodowa kosa. Tenten była nieco pod wrażeniem.
Gai zasypał Orochimaru serią szybkich i niebezpiecznych kopnięć. Orochimaru z trudem ich unikał, gdy wiedział, że zaraz popełni jakiś błąd i nogi Gaia go dosięgną postanowił odskoczyć by zwiększyć dystans. Kenji dojrzał ten moment i susem wyskoczył za drzewa, nim Orochimaru zdążył dotknąć ziemi. Błyskawicznym ruchem natarł kosą na bok Orochimaru, który nie zdążył nijak zareagować.
Po lodowym ostrzu spływały stróżki krwi. Orochimaru został przepołowiony na dwie części i padł na ziemię, Kenji zdążył jedynie złapać jego przestraszone spojrzenie. Wszyscy byli w szoku. Gai i jego drużyna wpatrywała się w chłopaka niczego nie rozumiejąc. Obito patrzył na rozdwojone ciało Orochimaru, nie wierząc, że to już koniec.
- Kim jesteś?- odezwał się Lee, który jako pierwszy zdołał wykrzesać z siebie to pytanie.
-  Przybywam jako wsparcie z Konohy- wyjaśnił patrząc na resztę drużyny Tenten.
'Kim on jest? Jednym ruchem zdołał zabić tak silnego przeciwnika? Niemożliwe...' zastanawiał się Neji. Wyprostował się, choć był zmęczony panował nad oddechem.
- Nie znam Cię z Konohy- powiedział.
Kenji już miał odpowiedzieć, coś przykuło jego uwagę zza jego pleców. Odwrócił się zamachując kosą i z ledwością w porę ją zatrzymał. Był tam Natsuo, który przeciął głowę węża Orochimaru, chcącego zaatakować go zza pleców. Kenji pierwszy raz wydawał się być nie tylko zaskoczony, przejęty. Odskoczyli wszyscy od zwłok Orochimaru, gdyż zaczęły one się ze sobą zrastać i Orochimaru z powrotem wstał na nogi, początkowo chwiejąc się.
- To znowu wy...- zasyczał ze swoim uśmiechem, oblizując wargi długim, wąskim językiem.
- Draniu...- wycedził na wpół- przerażony i na wpół- wściekły. Obito i Setsuna dołączyli do nich, plan ataku z zaskoczenia został już zkazany na porażkę.
- Miałem nadzieję cię wkrótce spotkać Natsuo- mówił wąż. Orochimaru z blondyna przeniósł wzrok na białowłosego- Rozumiem, że to element zastępczy za nieobecnego Uchihe.
- Nie twoja sprawa- warknął Natsuo- To przez ciebie nie ma go tu z nami!
- Oh... tak myślisz?- tym razem w szerokim uśmiechu oblizał dolne zęby- Ja nic takiego nie zrobiłem, wręcz przeciwnie, to wy zaniedbaliście bezpieczeństwo waszego przyjaciela.
Orochimaru wiedział, że trafia w czuły punkt Natsuo. Chciał go sprowokować, wmówienie mu, że to jego wina było częścią planu. 'Co prawda planowałem nieco później się nim zająć, ale skoro sam wpadł mi w ręce...' ucieszył się ujawniając gadzie kły.
- Zamknij się!- ryknął Natsuo niemal w furii- Nie było nic, co mógłbym wtedy zrobić...
- Oboje wiemy, że mógłbyś go uratować- kontynuował swoją grę Orochimaru.
- Orochimaru!- wtrącił Obito, widząc jak siadł na Natsuo. Blondyn był zdruzgotany, słowa Orochimaru zalęgły mu w głowie, wciąż odbijając się echem w uszach- Co tutaj robisz i gdzie jest twój towarzysz?- spytał Obito.
- Nie muszę ci się tłumaczyć ze swoich działań, Obito. Jednakże te dzieciaki mają pewien zwój, który chciałbym pożyczyć- powiedział z pewnością siebie patrząc na drużynę Gaia. 
- Prędzej oddam życie niż pozwolę ci go nam odebrać!- zapewnił Lee postanawiając zaatakować nieprzyjaciela. Gai powstrzymał go jednak ruchem ręki. Był naprawdę skupiony na ich przeciwniku.
- Ty- odezwał się w końcu, przykuwając uwagę Orochimaru- Twoją bronią są węże, prawda?- wszyscy, łącznie z Orochimaru poczuli się zażenowani przez niego.
- A więc- wrócił do tematu Orochimaru- Oddajcie mi zwój, odejdę w pokoju i nikomu nic się nie stanie.
- Spróbuj nam go zabrać!- Lee tym razem rzucił się na niego i atakował nieustannie wyprowadzając coraz to szybsze kopnięcia. W pewnym momencie Orochimaru złapał go za kostkę chcąc uderzyć drugą ręką. Odskoczył w jednej chwili w tył puszczając go, gdyż Kenji znienacka zaatakował swoją lodową kosą. Uniknął parę cięć i odskoczył kilka metrów dalej, wykorzystując moment, kiedy Kenji obracał się w kolejnym ataku. Kenji nie zostawał w tyle i cisnął za nim kilka lodowych szpikulców.
Orochimaru uniknął je, jednak ostatni wbił mu się w lewy obojczyk. Orochimaru syknął z bólu i złapał ze niego. Wyciągnął go i rzucił o ziemię z wyrazem niesmaku na twarzy.
Kenji skupił swój wzrok na nim jeszcze bardziej, ponownie przystąpiając do ataku. Orochimaru tym razem jednak sprawnie uniknął kolejnych trzech cięć. Wąż wyskoczył mu z rękawa wprost rzucając się na twarz chłopaka. Kenji cofnął się o krok i odciął mu łeb, jednak nie zdążył w porę uniknąć kopnięcia Orochimaru. Dostał w podbródek przez co uniósł się nieco w górę. Wąż z rękawa oplótł się wokół jego ciala unieruchamiając go. Natsuo i Neji skoczyli do nich by mu pomóc, jednak Orochimaru uciekł w tył zasłaniając się przed nimi kolejnym wężem.
- Teraz oddacie mi zwój- zażądał pewny siebie Orochimaru, wąż wciąż zaciskał się na ciele białowłosego sycząc mu przed twarzą- Chyba, że nie chcecie i jego uratować- te słowa skierował do Natsuo, który popadał w coraz większe poczucie winy i słabości.
- Orochimaru!- Obito stanął tak, by zasłonić zdruzgotanego Natsuo- Puść go... ku zdziwieniu ich wszystkich, wąż Orochimaru zaczął się zamrażać. gdy lód zaczął się ciągnąć po ogonie w stronę rękawa Orochimaru, ten sprawił, że wąż wypadł z niego by nie mieć kontaktu z lodem. Zamrożony wąż z Kenjim uderzyli w ziemie i cała lodowa rzeźba węża roztrzaskała się na drobinki szkła. Kenji utrzymał się na nogach i spojrzał na Orochimaru swoim chłodnym spojrzeniem.
- Twoje oczy- powiedział Orochimaru, po czym spojrzał na Natsuo. Coś go olśniło- Wy dwaj, nawet nie wiecie jak bardzo jesteście do siebie podobni. Wykorzystał chwilę i rzucił się w stronę Nejiego, który trzymał zwój. Ten zdołał w porę zareagować i ochronił się swoim Kai- wirującą kulą wiatru zmieszaną z chakrą.
Kenji doskoczył do niego wraz z Nejim i atakowali go we dwóch.
Dlaczego reszta się nie ruszała? Otóż wszyscy wpadli w osłupienie z jednego powodu; styl walki Kenjiego był bardzo podobny do stylu Lekkiej Pięści Nejiego. Podobnie ruchy ciał, zamiast pięści dłonie otwarte a uderzenia wyprowadzane były poprzez czubki palców.
'Co do... kopiuje mnie?' rozpraszał się Neji 'Nie. To jego styl walki. Dlaczego tak bardzo przypomina mój?'.
- Huh?- Neji poprzez zamyślenie dał się trafić kopniakiem Orochimaru i wbił się w drzewo. Kenji z kolei przywołał lodowy łańcuch, jednak na nic. Orochimaru wydłużył swoją szyję niespodziewanie wgryzł się w obojczyk Kenjiego, podobnie jak wtedy w jaskini w Natsuo.
Kenji jęknął z bólu i nie był już w stanie walczyć. Orochimaru złapał Kenjiego za szyję i ślad po ugryzieniu zaczął go palić. Wszyscy zamarli. Orochimaru wyraźnie chciał go pożreć! Jego szczęka niemożliwie się rozciągnęła i nachylił się nad nim by go połknąć.
Nie spodziewał się jednak tak szybkiej reakcji z zewnątrz. Natsuo już przy nich stał i wyprowadził potężny cios w prawą kość policzkową człowieka węża. Ten puścił Kenjiego i poleciał ok. 3 metrów w tył z sykiem bólu. Natsuo stał między Kenjim a podnoszącym się Orochimaru, którego szczęka wróciła do swoich normalnych rozmiarów.
- Wystarczy, że raz pozwoliłem by coś przytrafiło się mojemu towarzyszowi- powiedział chłodno- Więcej ci na to nie pozwolę.
Orochimaru wiedział, że nic nie zdziała przeciwko nim wszystkim. Z tylko jemu wiadomych powodów, chciał porwać Kenjiego. Zmuszony był jednak odejść, walka z Gaiem i Obito była zbyt niebezpieczna, dzieciaki tylko by mu przeszkadzali.
- Wy dwoje, jeszcze się spotkamy- oblizał wargi i uciekł.
- Gonimy go?- spytał Lee gotowy do pościugu.
- Nie- zatrzymał go Gai patrząc za nim. 'Jestem pewien, węże to jego najsilniejsza specjalność...'.

- Twierdzisz, że został on w jakiś sposób naznaczony przez Orochimaru?- spytał Itachi, gdy Obito wraz z Gaiem składali raport.
- Tak- odparł Uchiha- Jednak nie jest to przeklęta pieczęć- zażegnał obawy- Jak wiemy, Anko była kiedyś pewnego rodzaju więźniem Orochimaru- mówił- Wg niej nie jest to przeklęta pieczęć.
- Więc co to może być?- spytał Gai, który z całego towarzystwa rozumiał chyba najmniej.
- Anko twierdzi, że jest to pewnego rodzaju brama- tłumaczył, samemu nie wiedząc jak obrać to w słowa- Przekaźnik mocy, skoro jest on umieszczony na ciele Kenjiego, z pewnością źródło tej mocy znajduje się wewnątrz niego.
- Orochimaru...- Itachi spojrzał w bok myśląc nad tym zbiegłym ninja- Jeszcze gdy mając 13 lat byłem w jednostkach ANBU był on najbardziej poszukiwanym zbiegłym ninja. Od zawsze zawadzał naszej wiosce, co on knuje?
- Jeszcze jedno...- zaczął Obito, Itachi spojrzał na niego swoim tajemniczym spojrzeniem- Kenji jest pod specjalną opieką, jednak jak tak sobie przypominam... W tej jaskini Natsuo również został ugryziony przez Orochimaru.
Itachi zamyślony o tym wpatrywał się przez chwilę w oko Obito.

Natsuo stał w domu przed lustrem. Ściągnął z siebie podkoszulek i spojrzał na obojczyk. 'Wiedziałem... Zostawił nam obu te samo znamię...'.

niedziela, 19 czerwca 2016

Rozdział XXII- Każdy, kto ośmieli się podnieść rękę na moich towarzyszy, automatycznie zrzeka się prawa do życia.

'- Inoichi-san- zaczął Atasuke. Stał niemal tyłem, z opuszczoną głową, głos nie miał już taki roztrzęsiony, lecz zimny i pełen grozy- Chrońcie moją siostrę za wszelką cenę, jeśli coś jej się stanie...- podniósł głowę i spojrzał na Inoichiego, który się wzdrygnął, na widok trzyłezkowego sharingana chłopaka wpatrującego się mu prosto w oczy, był zimny jak lód- Zabije tego, który będzie za to odpowiadał i każdego kto spróbuje mi przeszkodzić.
'


 - A więc, co to za misja mistrzu Obito?- spytał Natsuo gdy już wszyscy zebrali się pod główną bramą o 8 godzinie.
- To misja rangi B- zaczął tłumaczyć- Pewien facet zapłacił za eskortę, udaje się wprost do siedziby Pana Feudalnego Kraju Ognia. Jest ważnym człowiekiem nie tylko dla Kraju Ognia, ale też dla wrogich organizacji, które mogłyby na nim nieźle zarobić.
- Czyli mamy go po prostu bezpiecznie odprowadzić i wrócić?- upewniła się Setsuna.
- Skoro jest taki ważny, nie powinni go odprowadzać na przykład ANBU?- spytał Natsuo. Nie miał ochoty odprowadzać jakiegoś kolesia.
- Hokage polecił to zadanie nam- odparł Obito.
- Oh! To wy macie mi towarzyszyć w drodze przez Kraj Ognia, prawa?- podszedł do nich nieco starszy pan, siwe włosy, wąsy okulary założone na garbaty nos i lekki garb na plecach.
- Tak jest- Obito ukłonił się krótko- Zaprowadzimy pana prosto do Pana Feudalnego, panie Yoshimu.


Atasuke, podczas poprzedniej rozmowy, dowiedział się od Inoichiego, że z racji słabego umysłu Yuumi może on niekiedy czuć co czuje jego siostra w danej chwili, w zależności od tego jak głębokie będą jej uczucia. Najgorzej jest, gdy odwiedza jego ciało w szpitalu by zmienić kwiaty- czuje jej smutek i chęć przytulenia go. Gdy uczucia są naprawdę głębokie i mocne, może nawet ją usłyszeć.
Wciąż nie mógł się pogodzić z tym, że to Yuumi przyjęła na siebie jego duszę. Choć i tego nie mógł sobie wyobrazić, wolałby żeby ktokolwiek inny go przyjął i zginął w imieniu jego odrodzenia.
Z jednej strony żałował, z drugiej jednak miał nadzieję, iż zanim wróci do świata Yuumi przeżyje pełne, szczęśliwe życie. Pozostało mu jedynie tkwić samemu ze sobą, ogarniał go mrok. Jego psychika z dnia na dzień zamykała się sama w sobie, zmieniał się. W jego głowie i sercu mieszały gniew, strach samotność i niecierpliwość. Wiedział, że gdy nadejdzie ten dzień, w którym wróci, nie będzie już tym samym cżłowiekiem. 'Mistrzu Obito... wymyślcie coś...'.


- Słyszałem wiele dobrego na temat waszej drużyny- powiedział pan Yoshimu, gdy eskortowany przez drużynę Obito szli lasem.
- Cieszę się- powiedział Obito mile zaskoczony.
- Może coś mi się pomyliło, ale wydawało mi się, że w waszej drużynie jest członek klanu Uchiha- na dźwięk tego nazwiska po ciałach Obito, Natsuo i Setsuny przeszły dreszcze.
- Dziś nie mógł niestety nam towarzyszyć- wyznał Obito krótko.
- Rozumiem... wielka szkoda. Ów klan budzi powszechny podziw w mniemaniu pana Feudalnego, miałem nadzieję poznać jednego z nich osobiście, no ale co zrobić.
Nie dostał na to odpowiedzi, Obito bolało serce na myśl o sytuacji Atasuke.
Natsuo szedł w ciszy, nie rozmawiał z Setsuną, był zbyt przybity a Setsuna czuła, że nie może nic zrobić.
Żeby nie oszaleć, postanowił pomyśleć o czymś innym, niż Atasuke. Jego wzrok padł na Kenjiego, nowego członka ich drużyny, który miał zastępować Atasuke.
'Już widzę, jak go zastąpi. Ciekawe jak silny jest...' mimo wszytko był bardzo ciekawy ich nowego towarzysza. Był dziwny. Z jednej strony przypominał Atasuke swoim podejściem, z drugiej jednak było w nim coś tajemniczego. W jego obecności człowiek nie czuł się pewnie, raczej nieswojo. W przypadku Atasuke było inaczej, patrząc mu w oczy można było odczuć różne rzeczy, najczęściej była to niepewność co do siebie samego. Potrafił wzbudzić w kimś strach, o ile nie chodzi o kogoś znacznie silniejszego. 'Ciekawe, czy mu dorównuje?' myślał próbując ich porównać.
W ciągu mrugnięcia okiem prawa ręka Kenjiego wystrzeliła w bok i trzy lodowe szpikulce wbiły się w konar drzewa. Wszyscy zatrzymali się w ślad za nim zdziwieni.
Zza drzewa wyskoczył przestraszony młodzieniec z rękoma przy głowie. Spojrzał na Kenjiego, który nie spuszczał go z oczu, pozgrzytał zębami i dał nogę w kierunku przeciwnym.
'Nawet ja nie zorientowałem się, że ktoś tu jest' pomyślał zdumiony Obito, przyglądając się chłopakowi.
- Pomyślałem, że to jakaś zasadzka- odezwał się Kenji odwracając się do reszty- Przepraszam za zamęt- jego chłodny wzrok spoczął na Obito. Utrzymanie tego spojrzenia było trudne, gdyż było ono kompletnie obojętne. Bez jakiegokolwiek uczucia.
- Ruszajmy dalej- polecił Obito, i po chwili ruszyli. Ich gość oczywiście zaczął podśmiechiwać jak się wystraszył.
'Szybki i czujny' podzielili tę myśl Natsuo i Obito. Blondyn patrzył na plecy chłopaka, zastanawiając się o co z nim chodzi 'Z pewnością nie jest to słaby osobnik. Dlaczego wszyscy silni muszą być takimi świrami?' Rzucił krótkie spojrzenie Obito, ten wiedział o co chodzi, patrzyli na siebie przez chwile po czym obaj przenieśli wzrok na kierunek, którym szli.
Dopadł ich zmrok, zeszli ze ścieżki i rozpalili ognisko przygotowując nocleg. Obito przyjął na siebie wartę całonocną i po jakimś czasie wszyscy prócz niego usnęli.
Obito miał czas dla siebie. Mógł na spokojnie pomyśleć o sprawie Atasuke, wiedział, że prędzej czy później będzie musiał z nim porozmawiać, co stanie się dzięki Inoichiemu. Pytanie brzmiało, czy potrafi mu spojrzeć w oczy?
Za całą tą sytuację obwiniał siebie samego, toteż ogarniał go wielki wstyd.
Następnie dopadły go myśli o swojej żonie Rin, której niedługo przyjdzie urodzić mu syna. Ta myśl przywoływała na jego twarzy uśmiech, który koił wszystkie smutki, które raniły jego duszę. Zachowując czujność rozmyślał o tym, co będzie. Płomienie ogniska tańczyły dając dookoła pomarańczowe światło, czemu towarzyszyło trzaskanie ognistych tancerzy. Noc była głucha, niebo wolne od chmur ukazywało swoje prawdziwe piękno w postaci gwiezdnych konstelacji nad ich głowami. Świat wbrew pozorom jest piękny, psują go ludzie, którzy tego piękna nie doceniają.

Wstali dosyć wcześnie rano. Do celu mieli dotrzeć mniej/więcej przed mrokiem.
Idąc pewną doliną nie zorientowali się, że już od dłuższego czasu są śledzeni. Niespodziewanie szli wprost w sidła pułapki.
- Hyh?!- zdziwił się Obito, zauważając nadlatujący głaz z lewej. Zdołał odepchnąć pana Yoshimu w stronę Geninów. Spojrzeli na mistrza przerażeni, lecz głaz jedynie przeleciał przez niego jak przez ducha. Kenji zwrócił uwagę na lewe prawe (i jedyne) oko Obito. Pierwszy raz widział Sharingana, nie mówiąc już o Mangekyou.
- Wszyscy cali?- spytał szybko rozglądając się dookoła. 'Pułapka przeciw intruzom, czy może zasadzka?' wszyscy przytaknęli- To dobrze...
Momentalnie się odwrócił wyjmując kunai i odbił sześć shurikenów wycelowanych w jego plecy. Przyjął postawę bojową i zmrużył oko skupiając swoją uwagę na dwóch mężczyznach, którzy wyszli zza dwóch leżących nieopodal głazów.
- Kimkolwiek jesteście, popełniliście największy błąd waszego życia próbując nas zaatakować- uprzedził Obito.
- Doprawdy?- zakpił jeden- Przekonajmy się.
Sięgnął po swój krótki miecz i natarł na Obito. Obaj walczący oddalili się nieco od grupki.
- Pilnujcie pana Yoshimu!- polecił do nich blokując kuaiem cięcia bandyty.
Drużyna 4 stanęła przed panem Yoshimu, któremu strach nie pozwalał się ruszać.
Drugi bandyta bez słowa ruszył na nich wyciągając zza pleców dwa krótkie miecze.
Obaj byli ubrani nietypowo, czarne stroje i zasłonięta twarz.
Natsuo już zbierał się do jakiegoś ruchu, gdy przed nim pojawił się Kenji, Natsuo znieruchomiał i spojrzał zaskoczony na białowłosego.
Ten machnął ręką ciskając w kierunku zbira serię lodowych szpikulców. Przeskoczył nad nimi robiąc przewrót w powietrzu i natarł na Kenjiego kopniakiem. Kenji bez mrugnięcia okiem zablokował cios lewą ręką, w prawej zaś zmaterializowała się dosyć spora lodowa kosa z zakrzywionym ostrzem. Przed jej cięciem bandyta zdążył się zablokować kunaiem. Co dało mu czas do odskoku w tył i ponownego natarcia.
Kenji nie czekał na rozwój wydarzeń i sam również rzucił się na przeciwnika. Mając większą broń i tak zadał cięcie o wiele szybciej, wymuszając na bandycie serie uników i blokad.
'Jego ruchy są naprawdę szybkie. Co prawda widać, że ci bandyci to niski poziom, jednak ruchy Kenjiego są naprawdę imponujące' myślał Natsuo, wraz z Setsuną nie spuszczając pana Yoshimu z oka.
Obito uchylił się przed atakiem zbója i postanowił to zakończyć. Doskoczył do niego zakładając mu duszący chwyt na szyję i rozpoczął przyduszanie. Ten jednak okazał się niesamowicie zwinny i wybił się tak by znaleźć się za plecami Obito, tym samym uwalniając się spod chwytu.
Gdy tylko stanął na ziemi za Obito wyprowadził boczne poziome cięcie, chcąc zabić jednookiego Uchihe, jednak atak znowu przeniknął przez jego ciało. Zbój wytrzeszczył oczy, znieruchomiał, gdy spojrzał w sharingana Obito. Ten wyprowadził potężne kopnięcie w brzuch wbijając bandyte w głaz, leżcy parenaście metrów od nich. Już nie wstał. Obito spojrzał na walczącego Kenjiego.
Białowłosy odskoczył o dwa metry do tyłu, wiedząc, że zabójca do niego doskoczy. Błysk w oku na krótko przed ostatecznym ruchem. Palce prawej dłoni uformowały się na wzór łapy dzikiego kota, mocno i pewnie uderzył w mostek przeciwnika i skręcił nadgarstkiem. Bandyta zgiął się w pół i zawył z bólu. Kenji puścił go a ten złapał się za klatkę i upadł na kolano.
Kenji wykonał krok w tył i za pomocą kosy chciał strącić mu łeb z karku, jednak powstrzymał go Obito, łapiąc jedną ręką broń białowłosego. Obaj spojrzeli sobie w oczy. Obito patrzył dosyć srogo, wzrok Kenjiego był nie tylko obojętny, ale tez zimny jak nigdy.
- Nie musimy ich zabijać- stwierdził dosyć spokojnie Obito- To zwykli bandyci.
- Nie ma to dla mnie żadnego znaczenia- odparł chłodno, choć ton głosu nie był złowrogo nastawiony. Wyprostował się, a Obito puścił kosę a ta po chwili zaczęła maleć, jakby wchłaniana przez trzymającą ją dłoń Kenjiego- Jednakże- zaczął białowłosy, wykonał dwa ruchy ręką ciskając po jednym lodowym szpikulcu w stronę obu zbirów. Trafił prosto w punkty witalne, od razu pozbawiając ich życia. Obito zawahał się, lecz nie zdążył zareagować. Obdarzył białowłosego surowym spojrzeniem- Każdy, kto ośmieli się podnieść rękę na moich towarzyszy, automatycznie zrzeka się prawa do życia.
Odwrócił się i ruszył w stronę reszty drużyny. Gdy ich minął wszyscy spojrzeli za nim i ruszyli również. 'Dosyć niespotykany sposób lojalności' pomyślał Obito, lecz zrozumiał intencję.
Natsuo patrzył na Kenjiego dosyć pogardliwym spojrzeniem. Nienawidził jak ktoś robił z siebie taką gwiazdę. Wiedział już, że się z nim nie dogada.
Obito zainteresował przeciwnik Kenjiego. Kucnął przy nim i spojrzał na jego klatkę piersiową, przypominając sobie w jaki sposób uderzył go Kenji. W miejscu uderzenia była niezbyt rozległa zmrożona dziura. Obito zmrużył oko. Kenji tym ciosem zmienił w lód miejsce przyjęcia uderzenia, jednocześnie niszcząc go ciosem. Obejrzał się za chłopakiem 'Przyjęcie takiego uderzenia z góry zakończy się śmiercią. Rzeczywiście jest niezwykle brutalny i nieczuły, jednak z tego co mówił Itachi- to nie wszystko'.
Podróż do końca przebiegała już bez żadnych zakłóceń. Pan Feudalny na widok pana Yoshimu zaśmiał się podekscytowany, jednak nieco przygasł spotykając spojrzenie Kenjiego. Grzecznie podziękowali za bezpieczne odprowadzenie go na miejsce, zapłacili za wykonanie misji i oddalili się rozpoczynając historię ataku dwóch zbirów.
Drużyna 4 niemal bez słowa wróciła do wioski. Bez pana Yoshimu zajęło im to jedną noc, a nie dwa dni. Gdy wrócili Obito podziękował za misję i udał się do gabinetu Hokage w celu zdania raportu.
Drużyna rozdzieliła się, jednak Natsuo zaciekawił fakt, iż Kenji kieruje się ku bramie głównej. Postanowił go śledzić. Opuścili wioskę i udali się nad pewien staw, przy którym leżał dosyć sporej wielkości głaz. Kenji wskoczył na niego i stanął na nim, wpatrując się goły księżyc.
- Jak długo masz zamiar się ukrywać?- zwrócił się do Natsuo, który skrywał się za drzewem. Blondyn zdziwił się, lecz szybko przywołał pewny siebie wyraz twarzy i wyszedł zza drzewa.
- Nigdzie się nie ukrywam- rzucił. Dopiero wtedy Kenji spojrzał na niego. Jego białe włosy zdawały się odbijać blask księżyca, a szaro-niebieskie oczy tylko do nich współgrały.

- Zatem co Cie tu sprowadza?- spytał.
- Przyszedłem wyjaśnić pewne kwestie- Natsuo nie czuł się zagrożony, mimo bezuczuciowego spojrzenia Kenjiego- To co dziś zrobiłeś, w naszej drużynie nie zachowujemy się w taki sposób, czy ci się to podoba czy nie i mamy szacunek do naszego...
- Nie interesuje mnie jakie zasady panują w waszej drużynie, nie jestem jej częścią- przerwał mu chłodno, na twarzy Natsuo pojawiło się zaskocznie, które po chwili przemalowało się na oburzenie.
- Chwilowo należysz do niej, więc powinieneś uszanować pewne normy.
- Bez względu na to jakie by one nie były, to i tak nie ma dla mnie najmniejszego znaczenia- powtórzył.
- Zatem dlaczego po zabiciu tych ludzi, ostrzegłeś, że zabijesz każdego kto zaatakuje twoich towarzyszy?- nie rozumiał Natsuo.
- Mam swoje własne zasady i to ich staram się trzymać, nie powinny cię one obchodzić- stwierdził, stojąc na skale patrzyła w z góry na blondyna, którego wyraźnie irytowało jego podejście.
- Mam gdzieś twoje zasady- Natsuo coraz bardziej narastał w złości- Jeśli masz nam towarzyszyć, masz również dostosować się do nas, nie będę tolerował działania na własną rękę, bez patrzenia na towarzyszy. Kenji patrzył na niego przez chwilę- A teraz mów, skąd jesteś i dlaczego do nas trafiłeś?
Białowłosy zeskoczył i stanął przy chłopaku, uchem przy uchu.
- Ludzie z wyższej półki stwierdzili, że nie są bezpieczni trzymając mnie na smyczy- dotknął palcem mostku blondyna, z miejsca dotyku zaczął się powoli rozprzestrzeniać chłód a w ślad za nim lód. Natsuo tracił oddech, przez co tym jednym palcem Kenji z wolna sprowadził go na kolano-  Zastanów się czy na pewno chcesz mi ją zakładać, dając mi takie ostrzeżenia.
Zabrał palec a Natsuo mógł w końcu normalnie złapać oddech. Przez chwile nie mógł nic zrobić. Złapał się za klatkę piersiową, zamrożenie powoli znikało. Chłopak patrzył nienawistnie za oddalającym się Kenjim 'Pożałujesz tego...'.

sobota, 18 czerwca 2016

Rozdział XXI- Zimny jak lód

Yuumi wyrwała się z objęć matki i przepychając się przez Natsuo złapała za dłoń staruszki. Niebieska poświata światła przepłynęła przez całą trójkę; staruszkę, Yuumi i Atasuke.
-  YUUMI!- krzyknęła matka dziewczynki. Po chwili Yuumi upadła na ziemie puszczając dłoń zielarki, która sama też się zachwiała. Przestraszony Natsuo spojrzał na młodą dziewczynę.
- Coś ty...
- Tym razem to ja zadbam o swojego braciszka...- wyjąkała.  


 - Hę?- zdziwił się Atasuke. Skulony niczym embrion leżał na wodnej posadzce w głębi swej podświadomości, nie wiedząc co ze sobą zrobić po prostu czekał. Gdy jednak zaczęło się coś dziać, nie wydawało mu się, aby to był jego ratunek. Wstał.
Spojrzał po swoich rękach, zdawał się znikać.
- Co się dzieje?- spytał poddenerwowany.
- Ci na górze znaleźli sposób jak go stąd wyciągnąć- domyślił się niebieski mędrzec.
- Udało im się?- dopytał Atasuke z blaskiem nadziei w oku.
- Nie koniecznie, zmieniasz ciało ale nic się nie zmieni, będziesz duchem w obcym ciele.
- Jak to...- nie zdążył nic więcej powiedzieć, wszystko znikło.
- Yuumi!- usłyszał paniczny krzyk matki. Przez sekunde zobaczył obraz swojej młodszej siostrzyczki, lecz trwało to zaledwie pół sekundy i nie zdołał się jej przyjrzeć.
Zaczął spadać, niekontrolowany i gwałtowny lot w dół. Zwolnił płynnie i zatrzymał się tuż nad podłożem. Również było wodne, jednak otoczenie nie było czarne i niewidoczne jak w jego podświadomości. Było jasne o żółtej barwie.
- Co to za miejsce?- spytał, jednak tak jak się spodziewał, nikt nie odpowiedział. Cokolwiek się z nim stało, Leśni zostali w jego podświadomości. Pytanie tylko, gdzie był on?



- Nie mogę w to uwierzyć, że Yuumi naprawdę to zrobiła- powiedziała Setsuna, gdy po powrocie do wioski Natsuo wszystko jej powiedział.
- Ta...- mruknął- W sumie mnie to nie dziwi, jest tak samo lojalna jak on.
- Najgorsze jest to, że chyba nie do końca rozumie co zrobiła.
- Już nigdy nie zobaczy swojego brata- sprostował Natsuo- Co za paradoks, zrobiła to by mu pomóc.
- Natsuo...- zaczęła Setsuna- Co będzie, jeśli my też go już nie zobaczymy?
- Jak to?
- No wiesz, wróci dopiero, gdy Yuumi... no wiesz, umrze- przełknęła ślinę- Yuumi ma przed sobą jeszcze całe życie.
- Nie to mnie martwi- rzucił Natsuo wbijając wzrok w ziemię- Jakim człowiekiem będzie Atasuke, gdy wróci? Gdy się dowie, że pozwoliliśmy na to Yuumi?
Setsuna patrzyłą przez chwilę na swojego chłopaka, i również spuściła wzrok.
- Pamiętasz co mówił podczas pierwszego spotkania z mistrzem Obito?- spytała.

- Marzenia są dla głupców którzy nie biorą życia na poważnie- odparł Atasuke, tymi słowami jeszcze bardziej zainteresował Obito.
- Że co?- zdziwił się Natsuo- Jak można nie mieć marzeń? Każdy jakieś ma.
- Nie jestem każdy. Za to mam cel- wszyscy spojrzeli na niego z wyraźnym zainteresowaniem- Moja młodsza siostra, moim celem jest chronienie jej. Ty jesteś w stanie poświecić życie dla wioski, ja zrobię to samo dla Niej- atmosfera umilkła- Los tego kto ją skrzywdzi, z góry zostanie przesądzony. 


Natsuo nie odpowiedział, mimo iż pamiętał tę sytuację. 
- Atasuke nie będzie sobą gdy wróci, to pewne- wyznał Natsuo- Jedyne co możemy dla niego zrobić, to zapewnić bezpieczeństwo Yuumi. 
- W wiosce jest bezpieczna- stwierdziła Setsuna, wiatr poruszył delikatnie jej złociste loki. 
- Tak- przyznał- Będę ją po prostu obserwował, ja
- Nawet jeśli znajdziemy te kobietę, co mogłaby pomóc Atasuke- mówił Asuma, gdy wraz z resztą Joninów znajdowali się w gabinecie Hokage- To skąd pewność, że zgodzi się pomóc?
- Wioska deszczu nie jest przyjaźnie nastawiona na Konohe- zauważył Kakashi- Dostanie się tam nie będzie łatwym zadaniem, a co dopiero znalezienie jej.
- Wiemy w ogóle kogo szukać? Równie dobrze może już nie żyć, to jak szukanie ducha.
Trwała narada co zrobić z chłopcem uśpionym przez magię leśnych.
- Obito- dyskusje przerwał Itachi, zasiadający za hokagowskim biurkiem- Wiem jak ci zależy, jednak nie jestem w stanie nikogo wysłać na teren wioski deszczu- Obito znieruchomiał.
- Jeśli będzie trzeba udam się tam sam- postawił na swoim- Nie mogę siedzieć bezczynnie aż Atasuke zostanie całkowicie opętany przez tą chakre mędrców.
- Rozumiem cię- mówił dalej Itachi- Jednak nie możemy nic zrobić. Medycy już zajęli się jego ciałem, są w stanie jak najdłużej utrzymać chakre leśnych w kontroli, jednak co wtedy? Nie znamy sposobu na przywrócenie go do nas.
- Czyli że mam się poddać? Bo nic nie możemy zrobić...?
- Obito!- przerwał mu Hatake surowym tonem- Proponuję abyś zajął się teraz resztą drużyny. Przypominam Ci, że masz chwilowo niepełny skład- po tych słowach wrócił do tematu Atasuke- Jak wiemy, starsza zielarka przeniosła duszę chłopca do ciała Yuumi, a jedyną drogą powrotu jest śmierć dziewczyny. Musimy czekać, aż nadejdzie ten dzień. Nic innego zrobić nie możemy.
- Każe rozesłać po pozostałych nacjach prośby o pomoc, może jest ktoś kto byłby w stanie nam pomóc- zapewnił Itachi- Do tej pory jednak, Obito, chciałbym abyś skupił się na pozostałej dwójce. Za niedługo możliwe, że przydzielę wam nowego zastępczego członka drużyny w miejsce Atasuke.
Obito nie potrafił się poddać, jednak nie miał wyboru, przytaknął.
- Kim on jest?- spytał.
- To chłopak z kraju wody- wyjaśnił- Bezdomny dzieciak, który przylgnął do jednej z drużyn wykonujących tam misje. Jest rok młodszy od twoich geninów, jednak talentu mu nie brak.
- Rozumiem...- Obito skinął głową. Zastanawiał się, jak powie o tym drużynie. Natsuo nie zaakceptuje faktu, iż muszą odpuścić. Nie wiedział też jak zareagują na nowego członka.

Minęło parę dni. Obito zdołał przemówić do reszty drużyny, jednak to tylko ich dobiło. Nadszedł dzień, w którym mieli poznać nowego członka swojej drużyny.
- Spóźnia się- Natsuo robił się marudny. Już przez sam fakt jego członkostwa był poirytowany, nie wspominając o sprawę Atasuke, a ten jeszcze każe na siebie czekać.
- Spokojnie- uspokajał Obito- Lada moment powinien się pojawić. 'Swoją droga ciekawe kim on jest?' Obito sam nie wiedział wiele o tym chłopaku. Tyle tylko, że sierota z kraju wody, nic więcej. Obito poczuł coś jakby chłód.
- Przepraszam za spóźnienie, drużyna czwarta, prawda?- usłyszeli głos po lewej. Wszyscy spojrzeli na chłopaka nieco zdziwieni, mimowolnie ich zadziwił ich też jego widok.
Był to rok młodszy, biało-włosy chłopak o niebieskich oczach i śnieżnej skórze. Głos miał przyjazny, jednak chłodny, podobnie jak jego wyraz.
- Tak, ty zapewne jesteś Kenji, zgadza się?- przywitał Obito.
- Tak na mnie wołają, ale to bez znaczenia- odparł krótko. Wyraz jego twarzy był chłodny, nieco obojętny. Pod tym względem bardzo przypominał Atasuke.
- Huh?- zdziwiła się Setsuna- Jak to? Imię ma bardzo duże znaczenie, nazywam się Setsuna Amane, miło poznać!- podeszła i wystawiła dłoń.
Kenji spojrzał na nią, potem na dłoń i gdy dziewczyna już zwątpiła ten uścisnął ją delikatnie.
- To jest Natsuo- Obito wskazał na niezbyt przejętego blondyna- Ja nazywam się Obito- powiedział- Witamy w drużynie 4. Kenji spojrzał po nich.  Podczas gdy Setsuna próbowała jakoś zagadać, poznać nowego towarzysza, Obito przyglądał mu się przez chwilę w namyśle.

'- Zanim go poznasz, musisz wiedzieć parę rzeczy o tym chłopaku- Itachi przestrzegł Obito, gdy już wszyscy wyszli. Obito bez słowa czekał, na to co ma zamiar mu powiedzieć Hokage- To nie jest zwykły chłopak, i nie bez powodu został sierotą. 
- Co masz na myśli?- nie rozumiał jednooki Uchiha. Itachi spojrzał na niego, gdy skończył mówić Obito nie dowierzał. 
- To możliwe?- Obito nie widział w tym realizmu. 
- Miej go na oku, Obito- polecił Itachi- Trzeba na niego uważać. 
- Jeśli można spytać, dlaczego przygarnęliśmy sierotę z tak odległych terenów?- Obito zastanawiał się nad tym od dłuższego czasu.
- Kage owej wioski twierdzi, że ma korzenie z Konohy, toteż musi udać się do nas. 
- Pozbyli się problemu- kwestionował Obito- Będę go obserwował.'

Kenji na pierwszy rzut oka był jak Atasuke; cichy, tajemniczy i z chłodnym podejściem do życia. 
Obito wiedział też, jak powiedział mu Hokage, że nie jest on poziomu Genina. 
- Dobra!- przerwał im Obito- Na dziś nie mamy żadnych zajęć, macie wolne, jednak jutro widzę was przed główną bramą punkt 8- zarządził. 
- Um?- zdziwił się Natsuo- Kolejna misja? Obito skinął głową. 
- W sumie nie byliśmy na żadnej misji, odkąd Atasuke miał ten wypadek- zauważyła Setsuna- No i mamy szansę zbudowania jakichś relacji z Kenjim.
- O ile nie będzie zgrywał samolubnego kozaczka, jak Atasuke- rzucił Natsuo. Nie był przyjaźnie nastawiony do Kenjiego, coś mu w nim nie pasowało. 
Kenji spojrzał na niego swoimi niebieskimi jak morze oczami, po ciele Natsuo przeszły ciarki, lecz wytrzymał chłodne spojrzenie. Kenji delikatnie się uśmiechnął i ruszył przed siebie, skoro Obito dał im wolne. 
- Masz gdzie mieszkać?- spytał Obito- Dopiero przyjechałeś i...
- Dam sobie radę, dziękuję za troskę- uspokoił- To i tak nie ma znaczenia.
Patrzyli za nim przez chwilę nie rozumiejąc jeszcze jego podejścia.
- Dziwny koleś- burknął Natsuo. 

- Witaj braciszku- jak zwykle o godzinie 16 z nowymi kwiatami na wymianę, do sali Atasuke przyszła Yuumi z matką- Przyszliśmy dzisiaj bez taty, musiał dłużej zostać w pracy. 
- Przynieśliśmy ci nowe kwiaty- powiedziała mama, wiedziała, że ich nie słyszy, ale rozumiała też jakie znaczenie ma to dla Yuumi. Mówiąc do niego czuła się lepiej. 
- Dziś dostałam się do akademii ninja!- wypaliła szczęśliwa- Szkoda że nie mogło cię przy mnie być...- troszkę spochmurniała. Mama przykucnęła obok niej i pocieszyła masując po ramieniu.
- Witam- do sali weszła Ino wraz ze swoim ojcem. Widok tych dwojga naprawdę zaskoczył rodzinę Atasuke. 
- Dzień dobry..- odparła zdumiona mama- O co chodzi?
- Słyszałem co się stało kilka dni temu- zaczął ojciec Ino, blondyn z dugą kitą, podobną jak jego córka- Gdy Atasuke był w swoim zniewolonym ciele nie dało się z nim połączyć poprzez drogę umysłu. Przyszedłem z pewną propozycją dla małej Yuumi- dziewczynka się zdziwiła, ten kucnął naprzeciw niej- Wiesz, teraz twój braciszek siedzi wewnątrz ciebie- mówił z uśmiechem- Chciałbym nauczyć cię jak możesz się z nim komunikować. 
- Komunikować...? Z braciszkiem?!- narastała w niej nadzieja. 
- Tak- przyznał wstając- Teraz nie ukrywa już go żadna magia mędrców, więc nie powinno być z tym problemu. 
- Niech mnie pan nauczy!- pełna euforii nalegała. 

 Atasuke chodził w tę i z powrotem, nie wiedząc co ze sobą zrobić. Mimo iż podłoże po którym chodził było taflą wody, a spod jego stóp rozchodziły się wodne koła, nie było słychać żadnych kroków po wodzie. Toteż zdziwiło go, gdy po całej tej przestrzeni rozniósł się dźwięk kapiącej kropli wody. Zatrzymał się zdziwiony. 
- Braciszku?- wryło go w ziemię. Za swoimi plecami usłyszał niepewny głos. To był TEN głos. Głos Yuumi!
Obejrzał się momentalnie, lecz nigdzie jej nie widział. Czyżby wyobraźnia płatała mu figle? 
- Atasuke?- ponownie. 
- Yuumi!- krzyknął w stronę pustej przestrzeni, jego echo delikatnie się rozniosło. 

- Musisz się skupić, i znaleźć go- mówił ojciec Ino trzymając swoje palce wskazujące na skroniach Yuumi. Miała zamknięte oczy i w determinacji coraz mocniej marszczyła brwi w skupieniu. 

- Braciszku!- głos Yuumi był coraz to wyraźniejszy i głośniejszy. Dało się nawet rozpoznać kierunek skąd brzmiał.
- Yuumi!- krzyknął jeszcze głośniej rzucając się w stronę skąd dochodził głos. 

- Nigdzie go nie widzę...- jęknęła Yuumi do najwybitniejszego przedstawiciela klanu Yamanaki. 
- Skup się, on gdzieś tam jest- uspokajał skupiając się coraz bardziej. Yuumi z całych sił zacisnęła powieki.

- Yuumi!- Atasuke zatrzymał się nie dowierzając. Kilka metrów przed nim stała jego młodsza siostra, usłyszawszy głos swojego brata obróciła się. 
- Braciszek!- jej oczy zapłonęły ze szczęścia, które objawiło się w postaci kropel łez. Oboje rzucili się w swoim kierunku. Gdy się już spotkali Atasuke przyklęknął na jedno kolano a rozpędzona Yuumi rzuciła mu się na szyję. Wstał z nią i uścisnął mocno. Przez cały czas, odkąd jest w tym dziwnym miejscu myślał tylko o niej, o swojej młodszej siostrze. 
- Yuumi, wszystko w porządku?- spytał stawiając ją na ziemi i patrząc prosto w oczy. 
- Tak, wszystko okej- uspokoiła- Pan Inoichi, tata Ino połączył nas i teraz możemy porozmawiać.
- Połączył?- zdziwił się Atasuke. 
- Witaj Atasuke- niedaleko nich pojawił się Inoichi z uśmiechem na twarzy. 
- Pan Yamanaka?- nie rozumiał Atasuke. 
- Wiem, że nie rozumiesz co się dzieje tam, na zewnątrz- zaczął mówić- Twój mistrz, Obito poprosił mnie, abym spróbował się z tobą skontaktować i wszystko wytłumaczyć. 
- Skontaktować?- powtórzył- Gdzie ja jestem, co się ze mną dzieję?- Yuumi wskoczyła bratu na plecy i oplotła nogami w biodrach a rękoma szyję.
- Właśnie to chcę ci wyjaśnić, posłuchaj...- zaczął historię. Opowiedział mu co się stało w grocie, przez co wpadł w tą magiczną śpiączkę, o zagrożeniu ze strony leśnych mędrców, którzy przejmują jego ciało (na co akurat przytaknął, iż wie) i o przeniesieniu jego duszy do Yuumi. 
- Zaraz zaraz...- na koniec Atasuke nie chciał do siebie dopuścić ostatniej informacji- Jedyną drogą, aby odesłać mnie z powrotem do ciała jest... śmierć Yuumi?- dziewczynka posmutniała, za to w szerokich oczach Atasuke pojawiały się zaszklenia łez. 
- Niestety...- przyznał Inoichi. 
- Dlaczego nikt jej nie powstrzymał?!- wybuchnął, Yuumi zeskoczyła z jego pleców- Dlaczego nie mogliście mnie zostawić takiego, jakim byłem?!
- Atasuke...
- Yuumi, dlaczego to zrobiłaś?- spojrzał na nią i kucnął przy niej.
- Chciałam ci jakoś pomóc... myślałam, że w ten sposób jakoś cię uratuję...- do jej oczy również napłynęły łzy. 
- Yuumi...- szepnął, coś ściskało go za gardło, nie był w stanie normalnie mówić. 
- Wracaj już do mamy...- odezwał się w końcu- Powiedz, że wszystko ze mną w porządku i żeby się nie martwiła. Pożegnali się i Inoichi odesłał ją z powrotem, wiedział, że Atasuke chce jeszcze sam z nim porozmawiać. 
- Inoichi-san- zaczął Atasuke. Stał niemal tyłem, z opuszczoną głową, głos nie miał już taki roztrzęsiony, lecz zimny i pełen grozy- Niech ktoś chroni moją siostrę za wszelką cenę, jeśli coś jej się stanie...- podniósł głowę i spojrzał na Inoichiego, który się wzdrygnął, na widok trzyłezkowego sharingana chłopaka wpatrującego się mu prosto w oczy, był zimny jak lód- Zabije tego, który będzie za to odpowiadał i każdego kto spróbuje mi przeszkodzić.