'Białowłosy zeskoczył i stanął przy chłopaku, uchem przy uchu.
- Ludzie z wyższej półki stwierdzili, że nie są bezpieczni trzymając mnie na smyczy- dotknął palcem mostku blondyna, z miejsca dotyku zaczął się powoli rozprzestrzeniać chłód a w ślad za nim lód. Natsuo tracił oddech, przez co tym jednym palcem Kenji z wolna sprowadził go na kolano- Zastanów się czy na pewno chcesz mi ją zakładać, dając mi takie ostrzeżenia.
Zabrał palec a Natsuo mógł w końcu normalnie złapać oddech. Przez chwile nie mógł nic zrobić. Złapał się za klatkę piersiową, zamrożenie powoli znikało. Chłopak patrzył nienawistnie za oddalającym się Kenjim 'Pożałujesz tego...'. '
Natsuo spędzał ostatnio więcej czasu samotnie. Nie tylko z powodu Atasuke. Było coś, o czym każdy zapomniał; on również przejął część magi Leśnych. Dodatkowo podczas walki z Orochimaru w grocie, ten ugryzł go w obojczyk, a rana po wchłonięciu magi przeistoczyła się w dziwny znak. Od tej pory czuje się inaczej, nie umiał tego sobie wyjaśnić, toteż nie wspominał o tym nikomu.
Czuł dziwne uczucie w oczach, coś jakby kuło go w nie od wewnątrz, chcąc wyjść na powierzchnie. Tak przynajmniej to porównywał. Nie wiedziałby nawet do kogo się z tym zwrócić, gdyby chciał o tym powiedzieć, nie wiedział nawet, czy jedno z drugim ma jakiś związek ze sobą.
Pukanie do drzwi.
- Kto tam?- Natsuo podniósł się z łózka. Do pokoju weszła Setsuna, z nieco zatroskanym wyrazem twarzy- Em..? Setsuna?
- Martwiłam się- wyznała siadając obok chłopaka, gdy zamknęła za sobą drzwi- Ostatnio prawie nie rozmawiamy, rozumiem, że to przez Atasuke...
- Taak...- mruknął spoglądawszy na lewy obojczyk- Nie masz o co się martwić, ze mną wszystko w porządku- zapewnił przywołując na swoją twarz uprzejmy uśmiech. Setsuna zmierzyła go zadziornie.
- Kogo ty próbujesz okłamać?- pchnęła go tak, że położył się na plecach na łóżku nieco zaskoczony, ta usiadła rozkrakiem na jego biodrach i przytrzymała ręce- Mnie?- dopytała zadziornie, całując go w usta.
Obito tego południa spędzał czas ze swoją żoną, Rin. Z każdym dniem było coraz bliżej do terminu porodu, tym bardziej chciał spędzać z nią jak najwięcej czasu.
- Idę do sklepu, chcesz coś kochanie?- spytaał zakładając swoje buty przy drzwiach.
- Nie, dziękuje- odparła uprzejmie- Chociaż... możesz mi kupić jakąś czekoladę.
- Nie ma sprawy- wcisnął już drugiego buta i miał już wychodzić, gdy się zaczęło.
- Albo nie!- uprzedziła- Kup mi pudełko płatek, miodowych. Nie! Czekoladowych!
W końcu Obito przytaknął i wyszedł.
- Ufff...- odetchnął z ulgą.
Szedł główną uliczką prowadzącą wprost do centrum wioski. Idąc tak rozmyślał o tym wszystkim, co się ostatnio działo. Było mu już łatwiej się z tym wszystkim pogodzić, jednak nie dawało mu to do końca spokoju.
- Mistrzu Obito?- usłyszał za sobą. Obejrzał się zaskoczony i ujrzał blondwłosego Natsuo.
- Natsuo? Co tutaj robisz?- spytał.
- Spaceruje- odparł- Mogę się przyłączyć?- spytał. Obito patrzył na niego zdziwiony, lecz zgodził się- Chciałem o czymś porozmawiać...
- Tak?
- Kim jest ten cały Kenji?- Obito zdziwiło to pytanie, spodziewał się pytań odnośnie Atasuke.
- Kenji? To sierota wojenna, ponoć miał korzenie stąd więc został tu sprowadzony z kraju Wody- mówił- Z racji na swoje zdolności postanowiono, że dołączy do naszej drużyny, póki mam jednego mniej...
- Nie o to pytałem- powiedział Natsuo- Jest w nim coś dziwnego, Atasuke również jest chłodny, ale ten chłopak nie wydaje mi się być... normalny.
Obito nie mógł mu powiedzieć o tym co sam usłyszał od Itachiego.
- Daj mu trochę czasu, niech przywyknie.
- Taa...- burknął Natsuo spuszczając wzrok na prawy bok.
- Wczoraj zabił tych ludzi mimo twojego ostrzeżenia- blondyn spojrzał mistrzowi w oko- Nie wydaje mi się, żeby był typem, który się dostosowuje pod pewne zasady.
- Czas pokaże- odparł Obito. Natsuo patrzył na niego przez chwilę.- Mistrzu, tak właściwie to nigdy nam nie opowiadałeś... jaka jest historia twojego lewego oka?- w końcu zdobył się na to pytanie.
Obito zdziwiony spojrzał na chłopca i przyłożył dłoń do zakrytego materiałem z ochraniacza zasłaniającego jego lewe oko, którego nie miał. Zaśmiał się krótko.
- Widzisz, kiedyś, gdy byłem w waszym wieku byłem bardzo bliski śmierci- zaczął swą opowieść, wspominając jak połowa jego ciała tkwiła pod wielkim głazem- Moi towarzysze z drużyny byli zagrożeni, a mój przyjaciel, który jako jedyny mógł ich obronić stracił jedno oko w walce- Natsuo zaczął kojarzyć pewne fakty- Będąc pewnym, że umieram ofiarowałem mu swojego sharingana w miejsce straconego oka- wyjaśnił- Jak się jednak okazało, zdołałem przeżyć. Nasz mistrz w porę się pojawił i wyciągnął mnie spod sideł śmierci.
- Niesamowite oddanie- podsumował Natsuo. Przypomniał sobie, jak Atasuke został schwytany przez magie leśnych, broniąc ich przed tym człowiekiem-rekinem.
- Mimo wszystko niczego nie żałuje- powiedział ze szczerym uśmiechem- Moi przyjaciele żyją, ja żyję, wszystko dobrze się skończyło.
- Czy tym przyjacielem jest mistrz Kakashi?- spytał Natsuo niepewnie.
- Kakashi?- Obito wiedział, że Natsuo nie widział sharingana w lewym oku Kakashiego- Czemu sądzisz, że to on?
- To by było logiczne, nosi podobną przepaskę na oko jak ty, jedynie na przeciwnym oku.
Obito zaśmiał się krótko.
- Masz rację, to z nim podzieliłem się swoimi oczami- upewnił go w tej wierze.
- Atasuke zachował się podobnie... wtedy gdy rzucił się na tego rekina w naszej obronie- Natsuo spochmurniał, Obito spoglądnął na niego, wiedział, że nie unikną tego tematu.
- Atasuke chciał was chronić- powiedział- Z pewnością spodziewał się, że nie pokona tamtego przeciwnika, mimo to potrafił postawić przyjaciół nad siebie- podsumował dumnie- Jestem dumny, że moi uczniowie tak dbają o siebie nawzajem.
- Byłem zbyt słaby, żeby jakkolwiek zareagować...- mówił chłopiec- Dlatego chciałbym rozpocząć nowy trening!- ożywił się- Mistrzu, czy mógłbyś pomóc mi w tym treningu? Chciałbym poznać nowe techniki, osiągnąć wyższy poziom- Obito złapał się za tył głowy zakłopotany.
- Bardzo chętnie, jednak niebawem moja żona urodzi dziecko- mówił ze spokojem patrząc chłopakowi w oczy- Nie będę miał za bardzo czasu by prowadzić twój trening. Natsuo poczuł się zażenowany.
- Jednak znam kogoś, kto mógłby Ci pomóc- dodał tajemniczo.
- Naprawde? Kto to jest?!- ucieszył się.
- Wszystko w swoim czasie- uspokoił go- Gdy już wszystko ustalę, ten ktoś sam cię odwiedzi.
Następnego dnia drużyna czwarta wyruszyła na kolejną misję. Tym razem ich zdaniem było wsparcie dla drużyny Gaia.
- Jak daleko do miejsca walki?- spytał Obito.
- W tym tempie dotrzemy tam w ciągu 20 minut- odpowiedziała Tenten, to ona została przysłana do wioski z prośbą o wsparcie dla swojej drużyny.
- Tenten- zawołał Natsuo po dłuższej chwili myślenia o tym- Mistrz Gai i Neji są bardzo silnymi shinobi, Lee również mierzy dosyć wysokim poziomem- zaczął- Jak silny jest ten przeciwnik, skoro poproszono o nasze wsparcie?
- Wracaliśmy z bardzo długiej podróży- wyjaśniła- Wypełniliśmy ciężką misję i zostaliśmy zaatakowani w drodze powrotnej.
- Przez kogo?
- Nie wiem- mówiła zmartwiona. 'Drań był silny, ledwo udało mi się uciec by wezwać pomoc' myślała wspominając dwóch facetów w czarnych płaszczach.
- Ilu ich jest?- spytał Obito, przemierzali las w pośpiechu, skacząc z drzewa na drzewo.
- Jeden. 'Jeden? Jeden człowiek jest na tyle silny by zmusić Gaia i jego drużynę do wezwania wsparcia? Mam złe przeczucia...' zmartwił się Obito.
- Hę?- zdziwiła się Tenten. Dopiero teraz dostrzegła biało-włosego towarzysza drużyny czwartej- Kto to jest?- spytała nieco ciszej Setsuny podróżującej obok niej- Gdzie jest Atasuke?
- To długa historia- odparła niechętnie Setsuna. Tak długo nie było ich w wiosce, mają prawo nie wiedzieć o Atasuke.
- To tutaj!- zatrzymała się Tenten na jednym z drzew, a reszta w ślad za nią. Skrycie wyjrzeli przez liście i ich oczom ukazali się walcząca drużyna Gaia z owym przeciwinikiem. 'Akatsuki...' Obito zmrużył oczy, tak jak się domyślał. Rozpoznał go, to był Orochimaru. Natsuo i Setsuna również go rozpoznali.
- Co robimy?- spytał Natsuo.
- To silny przeciwnik, mieliśmy z nim już do czynienia- powiedział Obito.
- Przez tego drania nie ma tu z nami Atasuke...- wyszeptał Natsuo patrząc z zawiścią na człowieka węża.
- Gdzie ten drugi?- spytała zmartwiona Setsuna, ostatnim razem towarzyszył mu ten rekin.
- Nie było żadnego drugiego- sprostowała Tenten- Pospieszmy się, musimy im pomóc.
- Tak- przytaknął Obito- Kenji- spojrzał na nowego chłopaka- Wykorzystamy podwójny element zaskoczenia.
Białowłosy słuchał uważnie.
- Razem z Tenten zaatakujecie go z ukrycia i pomożecie reszcie. Ja Natsuo i Setsuna przygotujemy się do drugiego ataku.
- Tak jest!- odpowiedzieli wszyscy z wyjątkiem Kenjiego, który jedynie skinął głową.
Kenji i Tenten zeskoczyli na ziemię i schowali się za konarami drzew.
- Poczekajmy aż będzie do nas tyłem- rzuciła skupiona Tenten, za pomocą swojego zwoju przywołała kosę. Kenji rzucił na nią okiem, i za pomocą władzy nad lodem w jego dłoni wytworzyła się identyczna, lodowa kosa. Tenten była nieco pod wrażeniem.
Gai zasypał Orochimaru serią szybkich i niebezpiecznych kopnięć. Orochimaru z trudem ich unikał, gdy wiedział, że zaraz popełni jakiś błąd i nogi Gaia go dosięgną postanowił odskoczyć by zwiększyć dystans. Kenji dojrzał ten moment i susem wyskoczył za drzewa, nim Orochimaru zdążył dotknąć ziemi. Błyskawicznym ruchem natarł kosą na bok Orochimaru, który nie zdążył nijak zareagować.
Po lodowym ostrzu spływały stróżki krwi. Orochimaru został przepołowiony na dwie części i padł na ziemię, Kenji zdążył jedynie złapać jego przestraszone spojrzenie. Wszyscy byli w szoku. Gai i jego drużyna wpatrywała się w chłopaka niczego nie rozumiejąc. Obito patrzył na rozdwojone ciało Orochimaru, nie wierząc, że to już koniec.
- Kim jesteś?- odezwał się Lee, który jako pierwszy zdołał wykrzesać z siebie to pytanie.
- Przybywam jako wsparcie z Konohy- wyjaśnił patrząc na resztę drużyny Tenten.
'Kim on jest? Jednym ruchem zdołał zabić tak silnego przeciwnika? Niemożliwe...' zastanawiał się Neji. Wyprostował się, choć był zmęczony panował nad oddechem.
- Nie znam Cię z Konohy- powiedział.
Kenji już miał odpowiedzieć, coś przykuło jego uwagę zza jego pleców. Odwrócił się zamachując kosą i z ledwością w porę ją zatrzymał. Był tam Natsuo, który przeciął głowę węża Orochimaru, chcącego zaatakować go zza pleców. Kenji pierwszy raz wydawał się być nie tylko zaskoczony, przejęty. Odskoczyli wszyscy od zwłok Orochimaru, gdyż zaczęły one się ze sobą zrastać i Orochimaru z powrotem wstał na nogi, początkowo chwiejąc się.
- To znowu wy...- zasyczał ze swoim uśmiechem, oblizując wargi długim, wąskim językiem.
- Draniu...- wycedził na wpół- przerażony i na wpół- wściekły. Obito i Setsuna dołączyli do nich, plan ataku z zaskoczenia został już zkazany na porażkę.
- Miałem nadzieję cię wkrótce spotkać Natsuo- mówił wąż. Orochimaru z blondyna przeniósł wzrok na białowłosego- Rozumiem, że to element zastępczy za nieobecnego Uchihe.
- Nie twoja sprawa- warknął Natsuo- To przez ciebie nie ma go tu z nami!
- Oh... tak myślisz?- tym razem w szerokim uśmiechu oblizał dolne zęby- Ja nic takiego nie zrobiłem, wręcz przeciwnie, to wy zaniedbaliście bezpieczeństwo waszego przyjaciela.
Orochimaru wiedział, że trafia w czuły punkt Natsuo. Chciał go sprowokować, wmówienie mu, że to jego wina było częścią planu. 'Co prawda planowałem nieco później się nim zająć, ale skoro sam wpadł mi w ręce...' ucieszył się ujawniając gadzie kły.
- Zamknij się!- ryknął Natsuo niemal w furii- Nie było nic, co mógłbym wtedy zrobić...
- Oboje wiemy, że mógłbyś go uratować- kontynuował swoją grę Orochimaru.
- Orochimaru!- wtrącił Obito, widząc jak siadł na Natsuo. Blondyn był zdruzgotany, słowa Orochimaru zalęgły mu w głowie, wciąż odbijając się echem w uszach- Co tutaj robisz i gdzie jest twój towarzysz?- spytał Obito.
- Nie muszę ci się tłumaczyć ze swoich działań, Obito. Jednakże te dzieciaki mają pewien zwój, który chciałbym pożyczyć- powiedział z pewnością siebie patrząc na drużynę Gaia.
- Prędzej oddam życie niż pozwolę ci go nam odebrać!- zapewnił Lee postanawiając zaatakować nieprzyjaciela. Gai powstrzymał go jednak ruchem ręki. Był naprawdę skupiony na ich przeciwniku.
- Ty- odezwał się w końcu, przykuwając uwagę Orochimaru- Twoją bronią są węże, prawda?- wszyscy, łącznie z Orochimaru poczuli się zażenowani przez niego.
- A więc- wrócił do tematu Orochimaru- Oddajcie mi zwój, odejdę w pokoju i nikomu nic się nie stanie.
- Spróbuj nam go zabrać!- Lee tym razem rzucił się na niego i atakował nieustannie wyprowadzając coraz to szybsze kopnięcia. W pewnym momencie Orochimaru złapał go za kostkę chcąc uderzyć drugą ręką. Odskoczył w jednej chwili w tył puszczając go, gdyż Kenji znienacka zaatakował swoją lodową kosą. Uniknął parę cięć i odskoczył kilka metrów dalej, wykorzystując moment, kiedy Kenji obracał się w kolejnym ataku. Kenji nie zostawał w tyle i cisnął za nim kilka lodowych szpikulców.
Orochimaru uniknął je, jednak ostatni wbił mu się w lewy obojczyk. Orochimaru syknął z bólu i złapał ze niego. Wyciągnął go i rzucił o ziemię z wyrazem niesmaku na twarzy.
Kenji skupił swój wzrok na nim jeszcze bardziej, ponownie przystąpiając do ataku. Orochimaru tym razem jednak sprawnie uniknął kolejnych trzech cięć. Wąż wyskoczył mu z rękawa wprost rzucając się na twarz chłopaka. Kenji cofnął się o krok i odciął mu łeb, jednak nie zdążył w porę uniknąć kopnięcia Orochimaru. Dostał w podbródek przez co uniósł się nieco w górę. Wąż z rękawa oplótł się wokół jego ciala unieruchamiając go. Natsuo i Neji skoczyli do nich by mu pomóc, jednak Orochimaru uciekł w tył zasłaniając się przed nimi kolejnym wężem.
- Teraz oddacie mi zwój- zażądał pewny siebie Orochimaru, wąż wciąż zaciskał się na ciele białowłosego sycząc mu przed twarzą- Chyba, że nie chcecie i jego uratować- te słowa skierował do Natsuo, który popadał w coraz większe poczucie winy i słabości.
- Orochimaru!- Obito stanął tak, by zasłonić zdruzgotanego Natsuo- Puść go... ku zdziwieniu ich wszystkich, wąż Orochimaru zaczął się zamrażać. gdy lód zaczął się ciągnąć po ogonie w stronę rękawa Orochimaru, ten sprawił, że wąż wypadł z niego by nie mieć kontaktu z lodem. Zamrożony wąż z Kenjim uderzyli w ziemie i cała lodowa rzeźba węża roztrzaskała się na drobinki szkła. Kenji utrzymał się na nogach i spojrzał na Orochimaru swoim chłodnym spojrzeniem.
- Twoje oczy- powiedział Orochimaru, po czym spojrzał na Natsuo. Coś go olśniło- Wy dwaj, nawet nie wiecie jak bardzo jesteście do siebie podobni. Wykorzystał chwilę i rzucił się w stronę Nejiego, który trzymał zwój. Ten zdołał w porę zareagować i ochronił się swoim Kai- wirującą kulą wiatru zmieszaną z chakrą.
Kenji doskoczył do niego wraz z Nejim i atakowali go we dwóch.
Dlaczego reszta się nie ruszała? Otóż wszyscy wpadli w osłupienie z jednego powodu; styl walki Kenjiego był bardzo podobny do stylu Lekkiej Pięści Nejiego. Podobnie ruchy ciał, zamiast pięści dłonie otwarte a uderzenia wyprowadzane były poprzez czubki palców.
'Co do... kopiuje mnie?' rozpraszał się Neji 'Nie. To jego styl walki. Dlaczego tak bardzo przypomina mój?'.
- Huh?- Neji poprzez zamyślenie dał się trafić kopniakiem Orochimaru i wbił się w drzewo. Kenji z kolei przywołał lodowy łańcuch, jednak na nic. Orochimaru wydłużył swoją szyję niespodziewanie wgryzł się w obojczyk Kenjiego, podobnie jak wtedy w jaskini w Natsuo.
Kenji jęknął z bólu i nie był już w stanie walczyć. Orochimaru złapał Kenjiego za szyję i ślad po ugryzieniu zaczął go palić. Wszyscy zamarli. Orochimaru wyraźnie chciał go pożreć! Jego szczęka niemożliwie się rozciągnęła i nachylił się nad nim by go połknąć.
Nie spodziewał się jednak tak szybkiej reakcji z zewnątrz. Natsuo już przy nich stał i wyprowadził potężny cios w prawą kość policzkową człowieka węża. Ten puścił Kenjiego i poleciał ok. 3 metrów w tył z sykiem bólu. Natsuo stał między Kenjim a podnoszącym się Orochimaru, którego szczęka wróciła do swoich normalnych rozmiarów.
- Wystarczy, że raz pozwoliłem by coś przytrafiło się mojemu towarzyszowi- powiedział chłodno- Więcej ci na to nie pozwolę.
Orochimaru wiedział, że nic nie zdziała przeciwko nim wszystkim. Z tylko jemu wiadomych powodów, chciał porwać Kenjiego. Zmuszony był jednak odejść, walka z Gaiem i Obito była zbyt niebezpieczna, dzieciaki tylko by mu przeszkadzali.
- Wy dwoje, jeszcze się spotkamy- oblizał wargi i uciekł.
- Gonimy go?- spytał Lee gotowy do pościugu.
- Nie- zatrzymał go Gai patrząc za nim. 'Jestem pewien, węże to jego najsilniejsza specjalność...'.
- Twierdzisz, że został on w jakiś sposób naznaczony przez Orochimaru?- spytał Itachi, gdy Obito wraz z Gaiem składali raport.
- Tak- odparł Uchiha- Jednak nie jest to przeklęta pieczęć- zażegnał obawy- Jak wiemy, Anko była kiedyś pewnego rodzaju więźniem Orochimaru- mówił- Wg niej nie jest to przeklęta pieczęć.
- Więc co to może być?- spytał Gai, który z całego towarzystwa rozumiał chyba najmniej.
- Anko twierdzi, że jest to pewnego rodzaju brama- tłumaczył, samemu nie wiedząc jak obrać to w słowa- Przekaźnik mocy, skoro jest on umieszczony na ciele Kenjiego, z pewnością źródło tej mocy znajduje się wewnątrz niego.
- Orochimaru...- Itachi spojrzał w bok myśląc nad tym zbiegłym ninja- Jeszcze gdy mając 13 lat byłem w jednostkach ANBU był on najbardziej poszukiwanym zbiegłym ninja. Od zawsze zawadzał naszej wiosce, co on knuje?
- Jeszcze jedno...- zaczął Obito, Itachi spojrzał na niego swoim tajemniczym spojrzeniem- Kenji jest pod specjalną opieką, jednak jak tak sobie przypominam... W tej jaskini Natsuo również został ugryziony przez Orochimaru.
Itachi zamyślony o tym wpatrywał się przez chwilę w oko Obito.
Natsuo stał w domu przed lustrem. Ściągnął z siebie podkoszulek i spojrzał na obojczyk. 'Wiedziałem... Zostawił nam obu te samo znamię...'.
