piątek, 1 lipca 2016

Rozdział XXIV- Prawda o Natsuo


- Jeszcze jedno...- zaczął Obito, Itachi spojrzał na niego swoim tajemniczym spojrzeniem- Kenji jest pod specjalną opieką, jednak jak tak sobie przypominam... W tej jaskini Natsuo również został ugryziony przez Orochimaru.
Itachi zamyślony o tym wpatrywał się przez chwilę w oko Obito.

Natsuo stał w domu przed lustrem. Ściągnął z siebie podkoszulek i spojrzał na obojczyk. 'Wiedziałem... Zostawił nam obu te samo znamię...'.









Był już wieczór. Natsuo leżał znudzony na łóżku w swoim pokoju, odbijając piłką tenisową od ściany. Rozmyślał o wielu sprawach, ale szczególnie jedna utkwiła mu w głowię.

- Mogłeś go ochronić- w jego głowie zabrzmiał głos Orochimaru. Miał rację. 'Gdybym nie był taki słaby...' obwiniał siebie. Zerwał się z łóżka i uderzył pięścią w ścianę. Zatrzymała się ona na niej, Natsuo przyległ czołem do ściany i przez mocno zaciśnięte powieki uciekały łzy 'To moja wina!'.
 Niedługo potem, ogarnięty poczuciem winy poszedł bezpośrednio do szpitala, by osobiście przeprosić Atasuke.
- Wiem, że pewnie mnie nie słyszysz...- zaczął niepewnie, siedząc na krześle tuż przy łóżku śpiącego przyjaciela- Chciałem ci tylko powiedzieć, że...
Coś mu przerwało, był pewien, że zobaczył coś za oknem. Zaniepokojony natychmiast podbiegł i je otworzył, nerwowo rozglądając się. Było ciemno, ale mimo to dostrzegł ruch w krzakach- ktoś uciekał.
Bez namysłu zeskoczył w dół i ruszył w pościg za podejrzanym.
Za szpitalem był park, jednak droga, którą Natsuo podążał za uciekinierem prowadziła przez rozległe krzaki i krzewy. Mimo okrzyków blondyna, nawołujących by ten ktoś się zatrzymał, pościg nie zwalniał- przynajmniej do czasu aż za zbiegiem Natsuo wyskoczył na otwartą przestrzeń parku i w końcu zdołał się przyjrzeć tajemniczemu gościowi.
- Ty?- nic nie rozumiał- Co ty tu robisz?
- Wiedziałem, że tam cię znajdę- odpowiedział spokojnie Kenji. Mimo biegu nie wyglądał na zbyt zmęczonego.
- Czego chcesz?- Natsuo dziwił fakt, iż Kenji szukał go o tej porze. Białowłosy naciągnął kołnierz swojej bluzki i ukazał znamię, pozostawione przez Orochimaru, na co blondyn zareagował zaskoczeniem zmieszanym z poczuciem niepewności.
- Wiem, że masz takie samo- zabrzmiał jakby z wyrzutem, blondyn podświadomie położył dłoń na obojczyku, na którym również miał znamię.
- Oczekujesz zatem, że zdołam wyjaśnić ci o co z tym chodzi? Pomyliłeś się...
- Nie- przerwał mu od razu- Przeciwnie. To ja wyjaśnię tobie, co to jest.
Natsuo nie ukrywał zdziwienia. 'Skąd on niby wie takie rzeczy? I skąd dowiedział się, że mam to znamię?'.
- Natsuo?!- z niedaleka dobiegł ich krzyk Setsuny, nawołujący swojego chłopaka. Blondyn spojrzał w stronę, skąd nadbiegała dziewczyna.
- Innym razem- usłyszał tylko, gdy spojrzał na Kenjiego, już go tam nie było.
- Natsuo...- odetchnęła zmęczona biegiem Setsuna- Byłam u ciebie, ale nie było cię w domu, domyśliłam się, że poszedłeś do szpitala- Natsuo słuchał nadal zdziwiony- Pobiegłam tam i zauważyłam, że wyskakujesz z okna. Coś się stało?
Blondyn rzucił okiem w miejsce, gdzie jeszcze przed dwiema minutami stał Kenji.
- Nie, wszystko w porządku- odpowiedział z uspokajającym uśmiechem.
- Na pewno? Normalni ludzie wychodzą drzwiami- zironizowała z uśmieszkiem.
- Nie chciałem zostać nakryty przez pielęgniarki- skłamał, co brzmiało logicznie.
Białowłosy stał skryty za liśćmi jednego z drzew, chciał sprawdzić, czy Natsuo powie, że go spotkał. Gdy już się przekonał, odszedł.
- Natsuo spędził ten wieczór w towarzystwie Setsuny. Dzięki niej mógł przynajmniej na chwilę zapomnieć o dokuczających mu smutkach. Przed północą odprowadził ją do domu i gdy drzwi się zamknęły, stał przez chwilę myśląc co dalej.
Wiedział co musi zrobić, 'Muszę znaleźć Kenjiego'.
Najpierw pobiegł do parku, gdyż zdał sobie sprawę, że nie wie gdzie on mieszka. W parku jednak go nie było. 'Cholera... Gdzie on może być?'.
- Wiedziałem, że będziesz mnie szukał- usłyszał nad sobą, gdy szedł ścieżką oddaloną kilkanaście metrów od parku. Białowłosy stał na gałęzi drzewa, chłodno wpatrzony w Natsuo.
- Mów co wiesz o tym znamieniu?- wypalił bezpośrednio, nie ukrywając poirytowania dotychczasową zabawą w chowanego. Kenji zeskoczył i po chwili wyprostował się, stojąc kilka metrów od swojego rozmówcy.
- Powiedz, czy twoje znamię dawało o sobie jakoś znać?
- Huh? Znać?- spojrzał na nie.
- Widocznie nie. To znaczy, że jeszcze z niego nie skorzystałeś.
Natsuo słuchał, próbując zrozumieć.
- Te znamię jest pieczęcią, pewnego rodzaju bramą- tłumaczył- Bramą do źródła mocy, które zostało w tobie umieszczone.
- Źródło mocy... Jak to umieszczone?- Natsuo kręcił głową, nic nie rozumiał.
- Myślisz, że dlaczego Orochimaru cię ugryzł i zostawił ślad, zamiast zabić, gdy miał ku temu okazję?- spojrzenie Kenjiego przeszywało Natsuo, przyprawiając go o dreszcze. Kontynuował, przestając tak patrzeć- Czy twoi rodzice, powiedzieli ci prawdę?
- Prawdę?- Blondyn nagle ożył, nie rozumiał co mieli do tego rodzice.
- Prawdę o tobie, jaką jest adopcja porzuconego bękarta, jednego z ośmiu- dodał.
Natsuo dalej nie rozumiał, jednak nie podobało mu się mówienie o jego rodzicach, zwłaszcza takich rzeczy. Podszedł do chłopaka i złapał go za kołnierz przystawiając twarz do jego.
- Nie wiem o co ci chodzi, ale nie pozwolę w taki sposób mówić o mojej rodzinie- warknął. Wyraz twarzy Kenjiego nie zmieniał się.
- Rodzinie?- powtórzył- Zatem idź do nich i zapytaj o to jak było naprawdę, numerze 8- polecił, po czym zmienił się w śnieg i rozpadł na ziemię. Natsuo patrzył na to przez chwilę, nie mając pojęcia co to miało znaczyć. Rozejrzał się, nikogo nie było.
Ostatecznie udał się do domu, przez całą drogę myśląc o słowach Kenjiego.

"Prawdę o tobie, jaką jest adopcja porzuconego bękarta, jednego z ośmiu"

Stał już przed drzwiami, niemal już je otwierał gdy zawahał się. 'Absurd, adopcja? To niemożliwe.'.
Wszedł do środka, rodzice czekali na niego.
- Natsuo!- zawołała matka, która razem z ojcem martwiła się o syna.
- Gdzie byłeś tak długo, nie uprzedziłeś, że wrócisz tak późno- dodał ojciec.
- Przepraszam- ukłonił się delikatnie- Byłem z Setsuną- dodał zmierzając ku pokojowi.
- Ah... Młodzieńcza miłość- westchnęła brązowowłosa matka- Znajdziecie na nią czas w dzień- razem z ojcem chcieli iść do swojej sypialni, gdy Natsuo się zatrzymał i zawołał ich cicho.
- Powiedzcie mi...- wiedział, że to głupie, ale nie mógł znieść myśli, że Kenji miał rację, skądkolwiek mógł to wiedzieć, był pewny tego co mówił- Czy ja...
- Tak?- dopytała matka zmartwiona.
- Czy ja jestem adoptowany?- wydusił z siebie, stał plecami do nich, nie chcąc widzieć ich min. Bał się ich wyrazu.
- Natsuo...- jęknęła matka, nie wiedząc co powiedzieć- Kto ci powiedział takie rzeczy...
- To prawda?- dopytał głośniej tym razem już się do nich odwracając- Przygarnęliście mnie i okłamywaliście przez cały ten czas?- pytał ze łzami w oczach a jego głos trząsł się, powstrzymywał napad płaczu.
- Natsuo, uspokój się- ojciec podszedł do niego, chcąc uspokoić. Matka stała na wpół przerażona, również prawie płakała- To nie tak, jak ci się wydaję...
- A jak?!- wrzasnął odpychając jego dłoń i cofając się- To prawda...- oczy rozszerzyły mu się w szoku, czuł się obco w swoim własnym domu- Kim więc jesteście? Kim ja jestem...?
- Synku....
- Nie nazywaj mnie tak!- przerwał matce, która zaskoczona nie powstrzymała łez- Okłamywaliście mnie przez 15 lat, dlaczego nie powiedzieliście mi prawdy...- zdał sobie z czegoś sprawę i spytał- Jaka jest prawda?!
Ojciec westchnął i spojrzał na zapłakaną żonę, kiwnął głową i znów zwrócił się do chłopca.
- 15 lat temu staraliśmy się o dziecko, jednak niestety twoja matka nie może ich mieć. Gdy straciliśmy nadzieję, Hokage przyszedł do nas z niemowlęciem, owiniętym w kocyk, to byłeś ty- opowiedział- Tłumaczył, że jesteś sierotą, porzuconą przez swoich rodziców. Taka jest twoja prawda synu.
Natsuo ledwo powstrzymywał łzy.
- A numer osiem...?- dopytał, ponownie zaskakując rodziców- Co oznacza numer osiem?
- Gdy Hokage cię do nas przyniósł, miałeś na szyi symbol liczby 8, został on z ciebie usunięty, lecz nigdy nie dowiedzieliśmy co oznaczał.- wyjaśniła matka- Natsuo, to nic nie zmienia. Wychowaliśmy cię jak syna i nim dla nas jesteś. Jesteśmy rodziną...
- Rodzina nie powinna się okłamywać- wtrącił ocierając łzy, ojciec zakaszlał grubo, podtrzymując się matki.
Natsuo wyszedł bez słowa, nie reagując na wołania kobiety, która nagle stała mu się obca. Przez ten zgiełk nie zauważył, że ojciec jest strasznie blady i osłabiony, był chory.

Szedł zdołowany przez pustą ulicę wioski, nie wiedział co ze sobą zrobić. Jak miałby teraz wrócić do domu i żyć? Jak żyć z ludźmi, którzy okłamywali go przez cały ten czas? 'Cały klan... Całe życie w kłamstwie... Co jeszcze przede mną ukryli...?'.
- A więc powiedzieli ci prawdę?- wraz z pierwszymi kroplami deszczu pojawił się Kenji, opierający się o płot i najwidoczniej czekający na niego. Deszcz nasilił się, podczas gdy Natsuo stał wciąż zasmucony, i wpatrywał się w Kenjiego.
Nagle jego wyraz twarzy zmienił się na pełen gniewu i zawiści. Pojawiwszy się tuż przy nim ponownie złapał go za kołnierz i uderzył nim o płot.
- Gdyby nie ty...!
- Gdyby nie ja ciągle żyłbyś w kłamstwie- przerwał mu stanowczo, lecz wciąż chłodnym tonem Kenji. Natsuo zacisnął szczęki.
- Gadaj wszystko co wiesz- polecił, dając jasno do zrozumienia, że nie przyjmuje odmowy. Jego dłonie zaczęły stopniowo zamarzać. Spojrzał na ogarniętego spokojem Kenjiego i puścił go, a lód z jego dłoni zniknął- Mów.
Nie zwracając uwagi na deszcz stali naprzeciw siebie, oświetleni bladym światłem prawie wyczerpanej żarówki latarni i księżyca. Kenji zaczął mówić.

- Dawno temu Orochimaru prowadził pewną bazę laboratoryjną, w której przeprowadzał badania i eksperymenty na porwanych dzieciach, które wcześniej osierocił. Tych niemowląt przeżyła tylko ósemka, a wśród tej ósemki byliśmy my- po tych słowach Natsuo lekko rozszerzył powieki, ale słuchał dalej- Celem jego badań było stworzenie nowych, potężnych zdolności, które później wykorzystał by ku swoim niecnym planom. 
- "Jeden z ośmiu"...- Natsuo powtórzył cicho jego wcześniejsze słowa, Kenji przytaknął. 
Natsuo milczał, nie wiedział co miałby powiedzieć, nie wiedział jak to wszystko odebrać. 
- Jak udało ci się mnie znaleźć?- spytał. Kenji wyciągnął z kieszeni różowawy diament, wielkości pięści. 
- Cóż... laboratorium znalazła pewna grupa ANBU, zabrali niemal roczne już dzieci. Jestem najstarszy z naszej ósemki, wymagałem specjalnej opieki, więc tego dnia zabrał mnie ze sobą do innego laboratorium, ma ich naprawdę wiele. 
Natsuo nie dowierzał.
- Wciąż należysz do Orochimaru...- po tych słowach Kenji na chwile przymknął powieki ale zaraz ponownie spojrzał na chłopaka.
- Moim zadaniem jest odnalezienie pozostałej siódemki i sprowadzenie ich do domu. Ciebie Orochimaru znalazł pierwszego, wtedy zostawił Ci tę znamię- wyjaśnił- Moją dał mi w nagrodę za odnalezienie kolejnego dziecka, którego odnalazłem przed przybyciem tutaj. 
- Orochimaru przysłał cię tu, abyś mnie do niego sprowadził... dlatego do nas dołączyłeś?- bulwersował się blondyn.
- Twoje miejsce jest u boku Orochimaru, dzięki któremu nadal żyjesz i posiadasz zdolność, którą ci dał. Moim zadaniem, jest ją w tobie obudzić, jednak bez bramy jaką Orochimaru ci zostawił, byłoby to niemożliwe. 
- Dlaczego Orochimaru sam tego nie zrobi?- spytał Natsuo, zaczynając spostrzegać Kenjiego jako nieprzyjaciela. 
- Ja tylko spełniam jego polecenia- odparł chłodno- Zatem skoro już znasz prawdę, nie mogę pozwolić ci tu zostać- zaskoczył Natsuo- Zabiorę cię do Orochimaru, gdzie twoje miejsce. 
- Zatem chodź i weź mnie- prowokował Natsuo, od wewnątrz wściekły do granic możliwości. 

'Najpierw prawda, która wyznali mi rodzice, potem historia o eksperymentach Orochimaru a teraz mam tak po prostu dołączyć do kogoś, przez kogo mój najlepszy przyjaciel leży w śpiączce w szpitalu, uwięziony w ciele Yumi? Prędzej umrę'.

- Nadchodzę!- ostrzegł Natsuo, patrząc nienawistnie w stronę białowłosego, który wciąż zdawał się być niewzruszony- Zetrę ci z twarzy te arogancie spojrzenie.

środa, 29 czerwca 2016

Rozdział XXIII- Znamię.


'Białowłosy zeskoczył i stanął przy chłopaku, uchem przy uchu.
- Ludzie z wyższej półki stwierdzili, że nie są bezpieczni trzymając mnie na smyczy- dotknął palcem mostku blondyna, z miejsca dotyku zaczął się powoli rozprzestrzeniać chłód a w ślad za nim lód. Natsuo tracił oddech, przez co tym jednym palcem Kenji z wolna sprowadził go na kolano-  Zastanów się czy na pewno chcesz mi ją zakładać, dając mi takie ostrzeżenia.
Zabrał palec a Natsuo mógł w końcu normalnie złapać oddech. Przez chwile nie mógł nic zrobić. Złapał się za klatkę piersiową, zamrożenie powoli znikało. Chłopak patrzył nienawistnie za oddalającym się Kenjim 'Pożałujesz tego...'. '




Natsuo spędzał ostatnio więcej czasu samotnie. Nie tylko z powodu Atasuke. Było coś, o czym każdy zapomniał; on również przejął część magi Leśnych. Dodatkowo podczas walki z Orochimaru w grocie, ten ugryzł go w obojczyk, a rana po wchłonięciu magi przeistoczyła się w dziwny znak. Od tej pory czuje się inaczej, nie umiał tego sobie wyjaśnić, toteż nie wspominał o tym nikomu.
Czuł dziwne uczucie w oczach, coś jakby kuło go w nie od wewnątrz, chcąc wyjść na powierzchnie. Tak przynajmniej to porównywał. Nie wiedziałby nawet do kogo się z tym zwrócić, gdyby chciał o tym powiedzieć, nie wiedział nawet, czy jedno z drugim ma jakiś związek ze sobą.

Pukanie do drzwi. 

- Kto tam?- Natsuo podniósł się z łózka. Do pokoju weszła Setsuna, z nieco zatroskanym wyrazem twarzy- Em..? Setsuna?
- Martwiłam się- wyznała siadając obok chłopaka, gdy zamknęła za sobą drzwi- Ostatnio prawie nie rozmawiamy, rozumiem, że to przez Atasuke... 
- Taak...- mruknął spoglądawszy na lewy obojczyk- Nie masz o co się martwić, ze mną wszystko w porządku- zapewnił przywołując na swoją twarz uprzejmy uśmiech. Setsuna zmierzyła go zadziornie.
- Kogo ty próbujesz okłamać?- pchnęła go tak, że położył się na plecach na łóżku nieco zaskoczony, ta usiadła rozkrakiem na jego biodrach i przytrzymała ręce- Mnie?- dopytała zadziornie, całując go w usta. 

Obito tego południa spędzał czas ze swoją żoną, Rin. Z każdym dniem było coraz bliżej do terminu porodu, tym bardziej chciał spędzać z nią jak najwięcej czasu. 
- Idę do sklepu, chcesz coś kochanie?- spytaał zakładając swoje buty przy drzwiach. 
- Nie, dziękuje- odparła uprzejmie- Chociaż... możesz mi kupić jakąś czekoladę.
- Nie ma sprawy- wcisnął już drugiego buta i miał już wychodzić, gdy się zaczęło. 
- Albo nie!- uprzedziła- Kup mi pudełko płatek, miodowych. Nie! Czekoladowych!
W końcu Obito przytaknął i wyszedł. 
- Ufff...- odetchnął z ulgą. 
Szedł główną uliczką prowadzącą wprost do centrum wioski. Idąc tak rozmyślał o tym wszystkim, co się ostatnio działo. Było mu już łatwiej się z tym wszystkim pogodzić, jednak nie dawało mu to do końca spokoju. 
- Mistrzu Obito?- usłyszał za sobą. Obejrzał się zaskoczony i ujrzał blondwłosego Natsuo. 
- Natsuo? Co tutaj robisz?- spytał. 
- Spaceruje- odparł- Mogę się przyłączyć?- spytał. Obito patrzył na niego zdziwiony, lecz zgodził się- Chciałem o czymś porozmawiać...
- Tak?
- Kim jest ten cały Kenji?- Obito zdziwiło to pytanie, spodziewał się pytań odnośnie Atasuke. 
- Kenji? To sierota wojenna, ponoć miał korzenie stąd więc został tu sprowadzony z kraju Wody- mówił- Z racji na swoje zdolności postanowiono, że dołączy do naszej drużyny, póki mam jednego mniej...
- Nie o to pytałem- powiedział Natsuo- Jest w nim coś dziwnego, Atasuke również jest chłodny, ale ten chłopak nie wydaje mi się być... normalny. 
Obito nie mógł mu powiedzieć o tym co sam usłyszał od Itachiego. 
- Daj mu trochę czasu, niech przywyknie. 
- Taa...- burknął Natsuo spuszczając wzrok na prawy bok. 
- Wczoraj zabił tych ludzi mimo twojego ostrzeżenia- blondyn spojrzał mistrzowi w oko- Nie wydaje mi się, żeby był typem, który się dostosowuje pod pewne zasady. 
- Czas pokaże- odparł Obito. Natsuo patrzył na niego przez chwilę.
- Mistrzu, tak właściwie to nigdy nam nie opowiadałeś... jaka jest historia twojego lewego oka?- w końcu zdobył się na to pytanie.
Obito zdziwiony spojrzał na chłopca i przyłożył dłoń do zakrytego materiałem z ochraniacza zasłaniającego jego lewe oko, którego nie miał. Zaśmiał się krótko.
- Widzisz, kiedyś, gdy byłem w waszym wieku byłem bardzo bliski śmierci- zaczął swą opowieść, wspominając jak połowa jego ciała tkwiła pod wielkim głazem- Moi towarzysze z drużyny byli zagrożeni, a mój przyjaciel, który jako jedyny mógł ich obronić stracił jedno oko w walce- Natsuo zaczął kojarzyć pewne fakty- Będąc pewnym, że umieram ofiarowałem mu swojego sharingana w miejsce straconego oka- wyjaśnił- Jak się jednak okazało, zdołałem przeżyć. Nasz mistrz w porę się pojawił i wyciągnął mnie spod sideł śmierci.
- Niesamowite oddanie- podsumował Natsuo. Przypomniał sobie, jak Atasuke został schwytany przez magie leśnych, broniąc ich przed tym człowiekiem-rekinem.
- Mimo wszystko niczego nie żałuje- powiedział ze szczerym uśmiechem- Moi przyjaciele żyją, ja żyję, wszystko dobrze się skończyło.
- Czy tym przyjacielem jest mistrz Kakashi?- spytał Natsuo niepewnie.
- Kakashi?- Obito wiedział, że Natsuo nie widział sharingana w lewym oku Kakashiego- Czemu sądzisz, że to on?
- To by było logiczne, nosi podobną przepaskę na oko jak ty, jedynie na przeciwnym oku.
Obito zaśmiał się krótko.
- Masz rację, to z nim podzieliłem się swoimi oczami- upewnił go w tej wierze.
- Atasuke zachował się podobnie... wtedy gdy rzucił się na tego rekina w naszej obronie- Natsuo spochmurniał, Obito spoglądnął na niego, wiedział, że nie unikną tego tematu.
- Atasuke chciał was chronić- powiedział- Z pewnością spodziewał się, że nie pokona tamtego przeciwnika, mimo to potrafił postawić przyjaciół nad siebie- podsumował dumnie- Jestem dumny, że moi uczniowie tak dbają o siebie nawzajem.
- Byłem zbyt słaby, żeby jakkolwiek zareagować...- mówił chłopiec- Dlatego chciałbym rozpocząć nowy trening!- ożywił się- Mistrzu, czy mógłbyś pomóc mi w tym treningu? Chciałbym poznać nowe techniki, osiągnąć wyższy poziom- Obito złapał się za tył głowy zakłopotany.
- Bardzo chętnie, jednak niebawem moja żona urodzi dziecko- mówił ze spokojem patrząc chłopakowi w oczy- Nie będę miał za bardzo czasu by prowadzić twój trening. Natsuo poczuł się zażenowany.
- Jednak znam kogoś, kto mógłby Ci pomóc- dodał tajemniczo.
- Naprawde? Kto to jest?!- ucieszył się.
- Wszystko w swoim czasie- uspokoił go- Gdy już wszystko ustalę, ten ktoś sam cię odwiedzi.

Następnego dnia drużyna czwarta wyruszyła na kolejną misję. Tym razem ich zdaniem było wsparcie dla drużyny Gaia.
- Jak daleko do miejsca walki?- spytał Obito.
- W tym tempie dotrzemy tam w ciągu 20 minut- odpowiedziała Tenten, to ona została przysłana do wioski z prośbą o wsparcie dla swojej drużyny.
- Tenten- zawołał Natsuo po dłuższej chwili myślenia o tym- Mistrz Gai i Neji są bardzo silnymi shinobi, Lee również mierzy dosyć wysokim poziomem- zaczął- Jak silny jest ten przeciwnik, skoro poproszono o nasze wsparcie?
- Wracaliśmy z bardzo długiej podróży- wyjaśniła- Wypełniliśmy ciężką misję i zostaliśmy zaatakowani w drodze powrotnej.
- Przez kogo?
- Nie wiem- mówiła zmartwiona. 'Drań był silny, ledwo udało mi się uciec by wezwać pomoc' myślała wspominając dwóch facetów w czarnych płaszczach.
- Ilu ich jest?- spytał Obito, przemierzali las w pośpiechu, skacząc z drzewa na drzewo.
- Jeden. 'Jeden? Jeden człowiek jest na tyle silny by zmusić Gaia i jego drużynę do wezwania wsparcia? Mam złe przeczucia...' zmartwił się Obito.
- Hę?- zdziwiła się Tenten. Dopiero teraz dostrzegła biało-włosego towarzysza drużyny czwartej- Kto to jest?- spytała nieco ciszej Setsuny podróżującej obok niej- Gdzie jest Atasuke?
- To długa historia- odparła niechętnie Setsuna. Tak długo nie było ich w wiosce, mają prawo nie wiedzieć o Atasuke.

- To tutaj!- zatrzymała się Tenten na jednym z drzew, a reszta w ślad za nią. Skrycie wyjrzeli przez liście i ich oczom ukazali się walcząca drużyna Gaia z owym przeciwinikiem. 'Akatsuki...' Obito zmrużył oczy, tak jak się domyślał. Rozpoznał go, to był Orochimaru. Natsuo i Setsuna również go rozpoznali.
- Co robimy?- spytał Natsuo.
- To silny przeciwnik, mieliśmy z nim już do czynienia- powiedział Obito.
- Przez tego drania nie ma tu z nami Atasuke...- wyszeptał Natsuo patrząc z zawiścią na człowieka węża.
- Gdzie ten drugi?- spytała zmartwiona Setsuna, ostatnim razem towarzyszył mu ten rekin.
- Nie było żadnego drugiego- sprostowała Tenten- Pospieszmy się, musimy im pomóc.
- Tak- przytaknął Obito- Kenji- spojrzał na nowego chłopaka- Wykorzystamy podwójny element zaskoczenia.
Białowłosy słuchał uważnie.
- Razem z Tenten zaatakujecie go z ukrycia i pomożecie reszcie. Ja Natsuo i Setsuna przygotujemy się do drugiego ataku.
- Tak jest!- odpowiedzieli wszyscy z wyjątkiem Kenjiego, który jedynie skinął głową.

Kenji i Tenten zeskoczyli na ziemię i schowali się za konarami drzew.
- Poczekajmy aż będzie do nas tyłem- rzuciła skupiona Tenten, za pomocą swojego zwoju przywołała kosę. Kenji rzucił na nią okiem, i za pomocą władzy nad lodem w jego dłoni wytworzyła się identyczna, lodowa kosa. Tenten była nieco pod wrażeniem.
Gai zasypał Orochimaru serią szybkich i niebezpiecznych kopnięć. Orochimaru z trudem ich unikał, gdy wiedział, że zaraz popełni jakiś błąd i nogi Gaia go dosięgną postanowił odskoczyć by zwiększyć dystans. Kenji dojrzał ten moment i susem wyskoczył za drzewa, nim Orochimaru zdążył dotknąć ziemi. Błyskawicznym ruchem natarł kosą na bok Orochimaru, który nie zdążył nijak zareagować.
Po lodowym ostrzu spływały stróżki krwi. Orochimaru został przepołowiony na dwie części i padł na ziemię, Kenji zdążył jedynie złapać jego przestraszone spojrzenie. Wszyscy byli w szoku. Gai i jego drużyna wpatrywała się w chłopaka niczego nie rozumiejąc. Obito patrzył na rozdwojone ciało Orochimaru, nie wierząc, że to już koniec.
- Kim jesteś?- odezwał się Lee, który jako pierwszy zdołał wykrzesać z siebie to pytanie.
-  Przybywam jako wsparcie z Konohy- wyjaśnił patrząc na resztę drużyny Tenten.
'Kim on jest? Jednym ruchem zdołał zabić tak silnego przeciwnika? Niemożliwe...' zastanawiał się Neji. Wyprostował się, choć był zmęczony panował nad oddechem.
- Nie znam Cię z Konohy- powiedział.
Kenji już miał odpowiedzieć, coś przykuło jego uwagę zza jego pleców. Odwrócił się zamachując kosą i z ledwością w porę ją zatrzymał. Był tam Natsuo, który przeciął głowę węża Orochimaru, chcącego zaatakować go zza pleców. Kenji pierwszy raz wydawał się być nie tylko zaskoczony, przejęty. Odskoczyli wszyscy od zwłok Orochimaru, gdyż zaczęły one się ze sobą zrastać i Orochimaru z powrotem wstał na nogi, początkowo chwiejąc się.
- To znowu wy...- zasyczał ze swoim uśmiechem, oblizując wargi długim, wąskim językiem.
- Draniu...- wycedził na wpół- przerażony i na wpół- wściekły. Obito i Setsuna dołączyli do nich, plan ataku z zaskoczenia został już zkazany na porażkę.
- Miałem nadzieję cię wkrótce spotkać Natsuo- mówił wąż. Orochimaru z blondyna przeniósł wzrok na białowłosego- Rozumiem, że to element zastępczy za nieobecnego Uchihe.
- Nie twoja sprawa- warknął Natsuo- To przez ciebie nie ma go tu z nami!
- Oh... tak myślisz?- tym razem w szerokim uśmiechu oblizał dolne zęby- Ja nic takiego nie zrobiłem, wręcz przeciwnie, to wy zaniedbaliście bezpieczeństwo waszego przyjaciela.
Orochimaru wiedział, że trafia w czuły punkt Natsuo. Chciał go sprowokować, wmówienie mu, że to jego wina było częścią planu. 'Co prawda planowałem nieco później się nim zająć, ale skoro sam wpadł mi w ręce...' ucieszył się ujawniając gadzie kły.
- Zamknij się!- ryknął Natsuo niemal w furii- Nie było nic, co mógłbym wtedy zrobić...
- Oboje wiemy, że mógłbyś go uratować- kontynuował swoją grę Orochimaru.
- Orochimaru!- wtrącił Obito, widząc jak siadł na Natsuo. Blondyn był zdruzgotany, słowa Orochimaru zalęgły mu w głowie, wciąż odbijając się echem w uszach- Co tutaj robisz i gdzie jest twój towarzysz?- spytał Obito.
- Nie muszę ci się tłumaczyć ze swoich działań, Obito. Jednakże te dzieciaki mają pewien zwój, który chciałbym pożyczyć- powiedział z pewnością siebie patrząc na drużynę Gaia. 
- Prędzej oddam życie niż pozwolę ci go nam odebrać!- zapewnił Lee postanawiając zaatakować nieprzyjaciela. Gai powstrzymał go jednak ruchem ręki. Był naprawdę skupiony na ich przeciwniku.
- Ty- odezwał się w końcu, przykuwając uwagę Orochimaru- Twoją bronią są węże, prawda?- wszyscy, łącznie z Orochimaru poczuli się zażenowani przez niego.
- A więc- wrócił do tematu Orochimaru- Oddajcie mi zwój, odejdę w pokoju i nikomu nic się nie stanie.
- Spróbuj nam go zabrać!- Lee tym razem rzucił się na niego i atakował nieustannie wyprowadzając coraz to szybsze kopnięcia. W pewnym momencie Orochimaru złapał go za kostkę chcąc uderzyć drugą ręką. Odskoczył w jednej chwili w tył puszczając go, gdyż Kenji znienacka zaatakował swoją lodową kosą. Uniknął parę cięć i odskoczył kilka metrów dalej, wykorzystując moment, kiedy Kenji obracał się w kolejnym ataku. Kenji nie zostawał w tyle i cisnął za nim kilka lodowych szpikulców.
Orochimaru uniknął je, jednak ostatni wbił mu się w lewy obojczyk. Orochimaru syknął z bólu i złapał ze niego. Wyciągnął go i rzucił o ziemię z wyrazem niesmaku na twarzy.
Kenji skupił swój wzrok na nim jeszcze bardziej, ponownie przystąpiając do ataku. Orochimaru tym razem jednak sprawnie uniknął kolejnych trzech cięć. Wąż wyskoczył mu z rękawa wprost rzucając się na twarz chłopaka. Kenji cofnął się o krok i odciął mu łeb, jednak nie zdążył w porę uniknąć kopnięcia Orochimaru. Dostał w podbródek przez co uniósł się nieco w górę. Wąż z rękawa oplótł się wokół jego ciala unieruchamiając go. Natsuo i Neji skoczyli do nich by mu pomóc, jednak Orochimaru uciekł w tył zasłaniając się przed nimi kolejnym wężem.
- Teraz oddacie mi zwój- zażądał pewny siebie Orochimaru, wąż wciąż zaciskał się na ciele białowłosego sycząc mu przed twarzą- Chyba, że nie chcecie i jego uratować- te słowa skierował do Natsuo, który popadał w coraz większe poczucie winy i słabości.
- Orochimaru!- Obito stanął tak, by zasłonić zdruzgotanego Natsuo- Puść go... ku zdziwieniu ich wszystkich, wąż Orochimaru zaczął się zamrażać. gdy lód zaczął się ciągnąć po ogonie w stronę rękawa Orochimaru, ten sprawił, że wąż wypadł z niego by nie mieć kontaktu z lodem. Zamrożony wąż z Kenjim uderzyli w ziemie i cała lodowa rzeźba węża roztrzaskała się na drobinki szkła. Kenji utrzymał się na nogach i spojrzał na Orochimaru swoim chłodnym spojrzeniem.
- Twoje oczy- powiedział Orochimaru, po czym spojrzał na Natsuo. Coś go olśniło- Wy dwaj, nawet nie wiecie jak bardzo jesteście do siebie podobni. Wykorzystał chwilę i rzucił się w stronę Nejiego, który trzymał zwój. Ten zdołał w porę zareagować i ochronił się swoim Kai- wirującą kulą wiatru zmieszaną z chakrą.
Kenji doskoczył do niego wraz z Nejim i atakowali go we dwóch.
Dlaczego reszta się nie ruszała? Otóż wszyscy wpadli w osłupienie z jednego powodu; styl walki Kenjiego był bardzo podobny do stylu Lekkiej Pięści Nejiego. Podobnie ruchy ciał, zamiast pięści dłonie otwarte a uderzenia wyprowadzane były poprzez czubki palców.
'Co do... kopiuje mnie?' rozpraszał się Neji 'Nie. To jego styl walki. Dlaczego tak bardzo przypomina mój?'.
- Huh?- Neji poprzez zamyślenie dał się trafić kopniakiem Orochimaru i wbił się w drzewo. Kenji z kolei przywołał lodowy łańcuch, jednak na nic. Orochimaru wydłużył swoją szyję niespodziewanie wgryzł się w obojczyk Kenjiego, podobnie jak wtedy w jaskini w Natsuo.
Kenji jęknął z bólu i nie był już w stanie walczyć. Orochimaru złapał Kenjiego za szyję i ślad po ugryzieniu zaczął go palić. Wszyscy zamarli. Orochimaru wyraźnie chciał go pożreć! Jego szczęka niemożliwie się rozciągnęła i nachylił się nad nim by go połknąć.
Nie spodziewał się jednak tak szybkiej reakcji z zewnątrz. Natsuo już przy nich stał i wyprowadził potężny cios w prawą kość policzkową człowieka węża. Ten puścił Kenjiego i poleciał ok. 3 metrów w tył z sykiem bólu. Natsuo stał między Kenjim a podnoszącym się Orochimaru, którego szczęka wróciła do swoich normalnych rozmiarów.
- Wystarczy, że raz pozwoliłem by coś przytrafiło się mojemu towarzyszowi- powiedział chłodno- Więcej ci na to nie pozwolę.
Orochimaru wiedział, że nic nie zdziała przeciwko nim wszystkim. Z tylko jemu wiadomych powodów, chciał porwać Kenjiego. Zmuszony był jednak odejść, walka z Gaiem i Obito była zbyt niebezpieczna, dzieciaki tylko by mu przeszkadzali.
- Wy dwoje, jeszcze się spotkamy- oblizał wargi i uciekł.
- Gonimy go?- spytał Lee gotowy do pościugu.
- Nie- zatrzymał go Gai patrząc za nim. 'Jestem pewien, węże to jego najsilniejsza specjalność...'.

- Twierdzisz, że został on w jakiś sposób naznaczony przez Orochimaru?- spytał Itachi, gdy Obito wraz z Gaiem składali raport.
- Tak- odparł Uchiha- Jednak nie jest to przeklęta pieczęć- zażegnał obawy- Jak wiemy, Anko była kiedyś pewnego rodzaju więźniem Orochimaru- mówił- Wg niej nie jest to przeklęta pieczęć.
- Więc co to może być?- spytał Gai, który z całego towarzystwa rozumiał chyba najmniej.
- Anko twierdzi, że jest to pewnego rodzaju brama- tłumaczył, samemu nie wiedząc jak obrać to w słowa- Przekaźnik mocy, skoro jest on umieszczony na ciele Kenjiego, z pewnością źródło tej mocy znajduje się wewnątrz niego.
- Orochimaru...- Itachi spojrzał w bok myśląc nad tym zbiegłym ninja- Jeszcze gdy mając 13 lat byłem w jednostkach ANBU był on najbardziej poszukiwanym zbiegłym ninja. Od zawsze zawadzał naszej wiosce, co on knuje?
- Jeszcze jedno...- zaczął Obito, Itachi spojrzał na niego swoim tajemniczym spojrzeniem- Kenji jest pod specjalną opieką, jednak jak tak sobie przypominam... W tej jaskini Natsuo również został ugryziony przez Orochimaru.
Itachi zamyślony o tym wpatrywał się przez chwilę w oko Obito.

Natsuo stał w domu przed lustrem. Ściągnął z siebie podkoszulek i spojrzał na obojczyk. 'Wiedziałem... Zostawił nam obu te samo znamię...'.

niedziela, 19 czerwca 2016

Rozdział XXII- Każdy, kto ośmieli się podnieść rękę na moich towarzyszy, automatycznie zrzeka się prawa do życia.

'- Inoichi-san- zaczął Atasuke. Stał niemal tyłem, z opuszczoną głową, głos nie miał już taki roztrzęsiony, lecz zimny i pełen grozy- Chrońcie moją siostrę za wszelką cenę, jeśli coś jej się stanie...- podniósł głowę i spojrzał na Inoichiego, który się wzdrygnął, na widok trzyłezkowego sharingana chłopaka wpatrującego się mu prosto w oczy, był zimny jak lód- Zabije tego, który będzie za to odpowiadał i każdego kto spróbuje mi przeszkodzić.
'


 - A więc, co to za misja mistrzu Obito?- spytał Natsuo gdy już wszyscy zebrali się pod główną bramą o 8 godzinie.
- To misja rangi B- zaczął tłumaczyć- Pewien facet zapłacił za eskortę, udaje się wprost do siedziby Pana Feudalnego Kraju Ognia. Jest ważnym człowiekiem nie tylko dla Kraju Ognia, ale też dla wrogich organizacji, które mogłyby na nim nieźle zarobić.
- Czyli mamy go po prostu bezpiecznie odprowadzić i wrócić?- upewniła się Setsuna.
- Skoro jest taki ważny, nie powinni go odprowadzać na przykład ANBU?- spytał Natsuo. Nie miał ochoty odprowadzać jakiegoś kolesia.
- Hokage polecił to zadanie nam- odparł Obito.
- Oh! To wy macie mi towarzyszyć w drodze przez Kraj Ognia, prawa?- podszedł do nich nieco starszy pan, siwe włosy, wąsy okulary założone na garbaty nos i lekki garb na plecach.
- Tak jest- Obito ukłonił się krótko- Zaprowadzimy pana prosto do Pana Feudalnego, panie Yoshimu.


Atasuke, podczas poprzedniej rozmowy, dowiedział się od Inoichiego, że z racji słabego umysłu Yuumi może on niekiedy czuć co czuje jego siostra w danej chwili, w zależności od tego jak głębokie będą jej uczucia. Najgorzej jest, gdy odwiedza jego ciało w szpitalu by zmienić kwiaty- czuje jej smutek i chęć przytulenia go. Gdy uczucia są naprawdę głębokie i mocne, może nawet ją usłyszeć.
Wciąż nie mógł się pogodzić z tym, że to Yuumi przyjęła na siebie jego duszę. Choć i tego nie mógł sobie wyobrazić, wolałby żeby ktokolwiek inny go przyjął i zginął w imieniu jego odrodzenia.
Z jednej strony żałował, z drugiej jednak miał nadzieję, iż zanim wróci do świata Yuumi przeżyje pełne, szczęśliwe życie. Pozostało mu jedynie tkwić samemu ze sobą, ogarniał go mrok. Jego psychika z dnia na dzień zamykała się sama w sobie, zmieniał się. W jego głowie i sercu mieszały gniew, strach samotność i niecierpliwość. Wiedział, że gdy nadejdzie ten dzień, w którym wróci, nie będzie już tym samym cżłowiekiem. 'Mistrzu Obito... wymyślcie coś...'.


- Słyszałem wiele dobrego na temat waszej drużyny- powiedział pan Yoshimu, gdy eskortowany przez drużynę Obito szli lasem.
- Cieszę się- powiedział Obito mile zaskoczony.
- Może coś mi się pomyliło, ale wydawało mi się, że w waszej drużynie jest członek klanu Uchiha- na dźwięk tego nazwiska po ciałach Obito, Natsuo i Setsuny przeszły dreszcze.
- Dziś nie mógł niestety nam towarzyszyć- wyznał Obito krótko.
- Rozumiem... wielka szkoda. Ów klan budzi powszechny podziw w mniemaniu pana Feudalnego, miałem nadzieję poznać jednego z nich osobiście, no ale co zrobić.
Nie dostał na to odpowiedzi, Obito bolało serce na myśl o sytuacji Atasuke.
Natsuo szedł w ciszy, nie rozmawiał z Setsuną, był zbyt przybity a Setsuna czuła, że nie może nic zrobić.
Żeby nie oszaleć, postanowił pomyśleć o czymś innym, niż Atasuke. Jego wzrok padł na Kenjiego, nowego członka ich drużyny, który miał zastępować Atasuke.
'Już widzę, jak go zastąpi. Ciekawe jak silny jest...' mimo wszytko był bardzo ciekawy ich nowego towarzysza. Był dziwny. Z jednej strony przypominał Atasuke swoim podejściem, z drugiej jednak było w nim coś tajemniczego. W jego obecności człowiek nie czuł się pewnie, raczej nieswojo. W przypadku Atasuke było inaczej, patrząc mu w oczy można było odczuć różne rzeczy, najczęściej była to niepewność co do siebie samego. Potrafił wzbudzić w kimś strach, o ile nie chodzi o kogoś znacznie silniejszego. 'Ciekawe, czy mu dorównuje?' myślał próbując ich porównać.
W ciągu mrugnięcia okiem prawa ręka Kenjiego wystrzeliła w bok i trzy lodowe szpikulce wbiły się w konar drzewa. Wszyscy zatrzymali się w ślad za nim zdziwieni.
Zza drzewa wyskoczył przestraszony młodzieniec z rękoma przy głowie. Spojrzał na Kenjiego, który nie spuszczał go z oczu, pozgrzytał zębami i dał nogę w kierunku przeciwnym.
'Nawet ja nie zorientowałem się, że ktoś tu jest' pomyślał zdumiony Obito, przyglądając się chłopakowi.
- Pomyślałem, że to jakaś zasadzka- odezwał się Kenji odwracając się do reszty- Przepraszam za zamęt- jego chłodny wzrok spoczął na Obito. Utrzymanie tego spojrzenia było trudne, gdyż było ono kompletnie obojętne. Bez jakiegokolwiek uczucia.
- Ruszajmy dalej- polecił Obito, i po chwili ruszyli. Ich gość oczywiście zaczął podśmiechiwać jak się wystraszył.
'Szybki i czujny' podzielili tę myśl Natsuo i Obito. Blondyn patrzył na plecy chłopaka, zastanawiając się o co z nim chodzi 'Z pewnością nie jest to słaby osobnik. Dlaczego wszyscy silni muszą być takimi świrami?' Rzucił krótkie spojrzenie Obito, ten wiedział o co chodzi, patrzyli na siebie przez chwile po czym obaj przenieśli wzrok na kierunek, którym szli.
Dopadł ich zmrok, zeszli ze ścieżki i rozpalili ognisko przygotowując nocleg. Obito przyjął na siebie wartę całonocną i po jakimś czasie wszyscy prócz niego usnęli.
Obito miał czas dla siebie. Mógł na spokojnie pomyśleć o sprawie Atasuke, wiedział, że prędzej czy później będzie musiał z nim porozmawiać, co stanie się dzięki Inoichiemu. Pytanie brzmiało, czy potrafi mu spojrzeć w oczy?
Za całą tą sytuację obwiniał siebie samego, toteż ogarniał go wielki wstyd.
Następnie dopadły go myśli o swojej żonie Rin, której niedługo przyjdzie urodzić mu syna. Ta myśl przywoływała na jego twarzy uśmiech, który koił wszystkie smutki, które raniły jego duszę. Zachowując czujność rozmyślał o tym, co będzie. Płomienie ogniska tańczyły dając dookoła pomarańczowe światło, czemu towarzyszyło trzaskanie ognistych tancerzy. Noc była głucha, niebo wolne od chmur ukazywało swoje prawdziwe piękno w postaci gwiezdnych konstelacji nad ich głowami. Świat wbrew pozorom jest piękny, psują go ludzie, którzy tego piękna nie doceniają.

Wstali dosyć wcześnie rano. Do celu mieli dotrzeć mniej/więcej przed mrokiem.
Idąc pewną doliną nie zorientowali się, że już od dłuższego czasu są śledzeni. Niespodziewanie szli wprost w sidła pułapki.
- Hyh?!- zdziwił się Obito, zauważając nadlatujący głaz z lewej. Zdołał odepchnąć pana Yoshimu w stronę Geninów. Spojrzeli na mistrza przerażeni, lecz głaz jedynie przeleciał przez niego jak przez ducha. Kenji zwrócił uwagę na lewe prawe (i jedyne) oko Obito. Pierwszy raz widział Sharingana, nie mówiąc już o Mangekyou.
- Wszyscy cali?- spytał szybko rozglądając się dookoła. 'Pułapka przeciw intruzom, czy może zasadzka?' wszyscy przytaknęli- To dobrze...
Momentalnie się odwrócił wyjmując kunai i odbił sześć shurikenów wycelowanych w jego plecy. Przyjął postawę bojową i zmrużył oko skupiając swoją uwagę na dwóch mężczyznach, którzy wyszli zza dwóch leżących nieopodal głazów.
- Kimkolwiek jesteście, popełniliście największy błąd waszego życia próbując nas zaatakować- uprzedził Obito.
- Doprawdy?- zakpił jeden- Przekonajmy się.
Sięgnął po swój krótki miecz i natarł na Obito. Obaj walczący oddalili się nieco od grupki.
- Pilnujcie pana Yoshimu!- polecił do nich blokując kuaiem cięcia bandyty.
Drużyna 4 stanęła przed panem Yoshimu, któremu strach nie pozwalał się ruszać.
Drugi bandyta bez słowa ruszył na nich wyciągając zza pleców dwa krótkie miecze.
Obaj byli ubrani nietypowo, czarne stroje i zasłonięta twarz.
Natsuo już zbierał się do jakiegoś ruchu, gdy przed nim pojawił się Kenji, Natsuo znieruchomiał i spojrzał zaskoczony na białowłosego.
Ten machnął ręką ciskając w kierunku zbira serię lodowych szpikulców. Przeskoczył nad nimi robiąc przewrót w powietrzu i natarł na Kenjiego kopniakiem. Kenji bez mrugnięcia okiem zablokował cios lewą ręką, w prawej zaś zmaterializowała się dosyć spora lodowa kosa z zakrzywionym ostrzem. Przed jej cięciem bandyta zdążył się zablokować kunaiem. Co dało mu czas do odskoku w tył i ponownego natarcia.
Kenji nie czekał na rozwój wydarzeń i sam również rzucił się na przeciwnika. Mając większą broń i tak zadał cięcie o wiele szybciej, wymuszając na bandycie serie uników i blokad.
'Jego ruchy są naprawdę szybkie. Co prawda widać, że ci bandyci to niski poziom, jednak ruchy Kenjiego są naprawdę imponujące' myślał Natsuo, wraz z Setsuną nie spuszczając pana Yoshimu z oka.
Obito uchylił się przed atakiem zbója i postanowił to zakończyć. Doskoczył do niego zakładając mu duszący chwyt na szyję i rozpoczął przyduszanie. Ten jednak okazał się niesamowicie zwinny i wybił się tak by znaleźć się za plecami Obito, tym samym uwalniając się spod chwytu.
Gdy tylko stanął na ziemi za Obito wyprowadził boczne poziome cięcie, chcąc zabić jednookiego Uchihe, jednak atak znowu przeniknął przez jego ciało. Zbój wytrzeszczył oczy, znieruchomiał, gdy spojrzał w sharingana Obito. Ten wyprowadził potężne kopnięcie w brzuch wbijając bandyte w głaz, leżcy parenaście metrów od nich. Już nie wstał. Obito spojrzał na walczącego Kenjiego.
Białowłosy odskoczył o dwa metry do tyłu, wiedząc, że zabójca do niego doskoczy. Błysk w oku na krótko przed ostatecznym ruchem. Palce prawej dłoni uformowały się na wzór łapy dzikiego kota, mocno i pewnie uderzył w mostek przeciwnika i skręcił nadgarstkiem. Bandyta zgiął się w pół i zawył z bólu. Kenji puścił go a ten złapał się za klatkę i upadł na kolano.
Kenji wykonał krok w tył i za pomocą kosy chciał strącić mu łeb z karku, jednak powstrzymał go Obito, łapiąc jedną ręką broń białowłosego. Obaj spojrzeli sobie w oczy. Obito patrzył dosyć srogo, wzrok Kenjiego był nie tylko obojętny, ale tez zimny jak nigdy.
- Nie musimy ich zabijać- stwierdził dosyć spokojnie Obito- To zwykli bandyci.
- Nie ma to dla mnie żadnego znaczenia- odparł chłodno, choć ton głosu nie był złowrogo nastawiony. Wyprostował się, a Obito puścił kosę a ta po chwili zaczęła maleć, jakby wchłaniana przez trzymającą ją dłoń Kenjiego- Jednakże- zaczął białowłosy, wykonał dwa ruchy ręką ciskając po jednym lodowym szpikulcu w stronę obu zbirów. Trafił prosto w punkty witalne, od razu pozbawiając ich życia. Obito zawahał się, lecz nie zdążył zareagować. Obdarzył białowłosego surowym spojrzeniem- Każdy, kto ośmieli się podnieść rękę na moich towarzyszy, automatycznie zrzeka się prawa do życia.
Odwrócił się i ruszył w stronę reszty drużyny. Gdy ich minął wszyscy spojrzeli za nim i ruszyli również. 'Dosyć niespotykany sposób lojalności' pomyślał Obito, lecz zrozumiał intencję.
Natsuo patrzył na Kenjiego dosyć pogardliwym spojrzeniem. Nienawidził jak ktoś robił z siebie taką gwiazdę. Wiedział już, że się z nim nie dogada.
Obito zainteresował przeciwnik Kenjiego. Kucnął przy nim i spojrzał na jego klatkę piersiową, przypominając sobie w jaki sposób uderzył go Kenji. W miejscu uderzenia była niezbyt rozległa zmrożona dziura. Obito zmrużył oko. Kenji tym ciosem zmienił w lód miejsce przyjęcia uderzenia, jednocześnie niszcząc go ciosem. Obejrzał się za chłopakiem 'Przyjęcie takiego uderzenia z góry zakończy się śmiercią. Rzeczywiście jest niezwykle brutalny i nieczuły, jednak z tego co mówił Itachi- to nie wszystko'.
Podróż do końca przebiegała już bez żadnych zakłóceń. Pan Feudalny na widok pana Yoshimu zaśmiał się podekscytowany, jednak nieco przygasł spotykając spojrzenie Kenjiego. Grzecznie podziękowali za bezpieczne odprowadzenie go na miejsce, zapłacili za wykonanie misji i oddalili się rozpoczynając historię ataku dwóch zbirów.
Drużyna 4 niemal bez słowa wróciła do wioski. Bez pana Yoshimu zajęło im to jedną noc, a nie dwa dni. Gdy wrócili Obito podziękował za misję i udał się do gabinetu Hokage w celu zdania raportu.
Drużyna rozdzieliła się, jednak Natsuo zaciekawił fakt, iż Kenji kieruje się ku bramie głównej. Postanowił go śledzić. Opuścili wioskę i udali się nad pewien staw, przy którym leżał dosyć sporej wielkości głaz. Kenji wskoczył na niego i stanął na nim, wpatrując się goły księżyc.
- Jak długo masz zamiar się ukrywać?- zwrócił się do Natsuo, który skrywał się za drzewem. Blondyn zdziwił się, lecz szybko przywołał pewny siebie wyraz twarzy i wyszedł zza drzewa.
- Nigdzie się nie ukrywam- rzucił. Dopiero wtedy Kenji spojrzał na niego. Jego białe włosy zdawały się odbijać blask księżyca, a szaro-niebieskie oczy tylko do nich współgrały.

- Zatem co Cie tu sprowadza?- spytał.
- Przyszedłem wyjaśnić pewne kwestie- Natsuo nie czuł się zagrożony, mimo bezuczuciowego spojrzenia Kenjiego- To co dziś zrobiłeś, w naszej drużynie nie zachowujemy się w taki sposób, czy ci się to podoba czy nie i mamy szacunek do naszego...
- Nie interesuje mnie jakie zasady panują w waszej drużynie, nie jestem jej częścią- przerwał mu chłodno, na twarzy Natsuo pojawiło się zaskocznie, które po chwili przemalowało się na oburzenie.
- Chwilowo należysz do niej, więc powinieneś uszanować pewne normy.
- Bez względu na to jakie by one nie były, to i tak nie ma dla mnie najmniejszego znaczenia- powtórzył.
- Zatem dlaczego po zabiciu tych ludzi, ostrzegłeś, że zabijesz każdego kto zaatakuje twoich towarzyszy?- nie rozumiał Natsuo.
- Mam swoje własne zasady i to ich staram się trzymać, nie powinny cię one obchodzić- stwierdził, stojąc na skale patrzyła w z góry na blondyna, którego wyraźnie irytowało jego podejście.
- Mam gdzieś twoje zasady- Natsuo coraz bardziej narastał w złości- Jeśli masz nam towarzyszyć, masz również dostosować się do nas, nie będę tolerował działania na własną rękę, bez patrzenia na towarzyszy. Kenji patrzył na niego przez chwilę- A teraz mów, skąd jesteś i dlaczego do nas trafiłeś?
Białowłosy zeskoczył i stanął przy chłopaku, uchem przy uchu.
- Ludzie z wyższej półki stwierdzili, że nie są bezpieczni trzymając mnie na smyczy- dotknął palcem mostku blondyna, z miejsca dotyku zaczął się powoli rozprzestrzeniać chłód a w ślad za nim lód. Natsuo tracił oddech, przez co tym jednym palcem Kenji z wolna sprowadził go na kolano-  Zastanów się czy na pewno chcesz mi ją zakładać, dając mi takie ostrzeżenia.
Zabrał palec a Natsuo mógł w końcu normalnie złapać oddech. Przez chwile nie mógł nic zrobić. Złapał się za klatkę piersiową, zamrożenie powoli znikało. Chłopak patrzył nienawistnie za oddalającym się Kenjim 'Pożałujesz tego...'.

sobota, 18 czerwca 2016

Rozdział XXI- Zimny jak lód

Yuumi wyrwała się z objęć matki i przepychając się przez Natsuo złapała za dłoń staruszki. Niebieska poświata światła przepłynęła przez całą trójkę; staruszkę, Yuumi i Atasuke.
-  YUUMI!- krzyknęła matka dziewczynki. Po chwili Yuumi upadła na ziemie puszczając dłoń zielarki, która sama też się zachwiała. Przestraszony Natsuo spojrzał na młodą dziewczynę.
- Coś ty...
- Tym razem to ja zadbam o swojego braciszka...- wyjąkała.  


 - Hę?- zdziwił się Atasuke. Skulony niczym embrion leżał na wodnej posadzce w głębi swej podświadomości, nie wiedząc co ze sobą zrobić po prostu czekał. Gdy jednak zaczęło się coś dziać, nie wydawało mu się, aby to był jego ratunek. Wstał.
Spojrzał po swoich rękach, zdawał się znikać.
- Co się dzieje?- spytał poddenerwowany.
- Ci na górze znaleźli sposób jak go stąd wyciągnąć- domyślił się niebieski mędrzec.
- Udało im się?- dopytał Atasuke z blaskiem nadziei w oku.
- Nie koniecznie, zmieniasz ciało ale nic się nie zmieni, będziesz duchem w obcym ciele.
- Jak to...- nie zdążył nic więcej powiedzieć, wszystko znikło.
- Yuumi!- usłyszał paniczny krzyk matki. Przez sekunde zobaczył obraz swojej młodszej siostrzyczki, lecz trwało to zaledwie pół sekundy i nie zdołał się jej przyjrzeć.
Zaczął spadać, niekontrolowany i gwałtowny lot w dół. Zwolnił płynnie i zatrzymał się tuż nad podłożem. Również było wodne, jednak otoczenie nie było czarne i niewidoczne jak w jego podświadomości. Było jasne o żółtej barwie.
- Co to za miejsce?- spytał, jednak tak jak się spodziewał, nikt nie odpowiedział. Cokolwiek się z nim stało, Leśni zostali w jego podświadomości. Pytanie tylko, gdzie był on?



- Nie mogę w to uwierzyć, że Yuumi naprawdę to zrobiła- powiedziała Setsuna, gdy po powrocie do wioski Natsuo wszystko jej powiedział.
- Ta...- mruknął- W sumie mnie to nie dziwi, jest tak samo lojalna jak on.
- Najgorsze jest to, że chyba nie do końca rozumie co zrobiła.
- Już nigdy nie zobaczy swojego brata- sprostował Natsuo- Co za paradoks, zrobiła to by mu pomóc.
- Natsuo...- zaczęła Setsuna- Co będzie, jeśli my też go już nie zobaczymy?
- Jak to?
- No wiesz, wróci dopiero, gdy Yuumi... no wiesz, umrze- przełknęła ślinę- Yuumi ma przed sobą jeszcze całe życie.
- Nie to mnie martwi- rzucił Natsuo wbijając wzrok w ziemię- Jakim człowiekiem będzie Atasuke, gdy wróci? Gdy się dowie, że pozwoliliśmy na to Yuumi?
Setsuna patrzyłą przez chwilę na swojego chłopaka, i również spuściła wzrok.
- Pamiętasz co mówił podczas pierwszego spotkania z mistrzem Obito?- spytała.

- Marzenia są dla głupców którzy nie biorą życia na poważnie- odparł Atasuke, tymi słowami jeszcze bardziej zainteresował Obito.
- Że co?- zdziwił się Natsuo- Jak można nie mieć marzeń? Każdy jakieś ma.
- Nie jestem każdy. Za to mam cel- wszyscy spojrzeli na niego z wyraźnym zainteresowaniem- Moja młodsza siostra, moim celem jest chronienie jej. Ty jesteś w stanie poświecić życie dla wioski, ja zrobię to samo dla Niej- atmosfera umilkła- Los tego kto ją skrzywdzi, z góry zostanie przesądzony. 


Natsuo nie odpowiedział, mimo iż pamiętał tę sytuację. 
- Atasuke nie będzie sobą gdy wróci, to pewne- wyznał Natsuo- Jedyne co możemy dla niego zrobić, to zapewnić bezpieczeństwo Yuumi. 
- W wiosce jest bezpieczna- stwierdziła Setsuna, wiatr poruszył delikatnie jej złociste loki. 
- Tak- przyznał- Będę ją po prostu obserwował, ja
- Nawet jeśli znajdziemy te kobietę, co mogłaby pomóc Atasuke- mówił Asuma, gdy wraz z resztą Joninów znajdowali się w gabinecie Hokage- To skąd pewność, że zgodzi się pomóc?
- Wioska deszczu nie jest przyjaźnie nastawiona na Konohe- zauważył Kakashi- Dostanie się tam nie będzie łatwym zadaniem, a co dopiero znalezienie jej.
- Wiemy w ogóle kogo szukać? Równie dobrze może już nie żyć, to jak szukanie ducha.
Trwała narada co zrobić z chłopcem uśpionym przez magię leśnych.
- Obito- dyskusje przerwał Itachi, zasiadający za hokagowskim biurkiem- Wiem jak ci zależy, jednak nie jestem w stanie nikogo wysłać na teren wioski deszczu- Obito znieruchomiał.
- Jeśli będzie trzeba udam się tam sam- postawił na swoim- Nie mogę siedzieć bezczynnie aż Atasuke zostanie całkowicie opętany przez tą chakre mędrców.
- Rozumiem cię- mówił dalej Itachi- Jednak nie możemy nic zrobić. Medycy już zajęli się jego ciałem, są w stanie jak najdłużej utrzymać chakre leśnych w kontroli, jednak co wtedy? Nie znamy sposobu na przywrócenie go do nas.
- Czyli że mam się poddać? Bo nic nie możemy zrobić...?
- Obito!- przerwał mu Hatake surowym tonem- Proponuję abyś zajął się teraz resztą drużyny. Przypominam Ci, że masz chwilowo niepełny skład- po tych słowach wrócił do tematu Atasuke- Jak wiemy, starsza zielarka przeniosła duszę chłopca do ciała Yuumi, a jedyną drogą powrotu jest śmierć dziewczyny. Musimy czekać, aż nadejdzie ten dzień. Nic innego zrobić nie możemy.
- Każe rozesłać po pozostałych nacjach prośby o pomoc, może jest ktoś kto byłby w stanie nam pomóc- zapewnił Itachi- Do tej pory jednak, Obito, chciałbym abyś skupił się na pozostałej dwójce. Za niedługo możliwe, że przydzielę wam nowego zastępczego członka drużyny w miejsce Atasuke.
Obito nie potrafił się poddać, jednak nie miał wyboru, przytaknął.
- Kim on jest?- spytał.
- To chłopak z kraju wody- wyjaśnił- Bezdomny dzieciak, który przylgnął do jednej z drużyn wykonujących tam misje. Jest rok młodszy od twoich geninów, jednak talentu mu nie brak.
- Rozumiem...- Obito skinął głową. Zastanawiał się, jak powie o tym drużynie. Natsuo nie zaakceptuje faktu, iż muszą odpuścić. Nie wiedział też jak zareagują na nowego członka.

Minęło parę dni. Obito zdołał przemówić do reszty drużyny, jednak to tylko ich dobiło. Nadszedł dzień, w którym mieli poznać nowego członka swojej drużyny.
- Spóźnia się- Natsuo robił się marudny. Już przez sam fakt jego członkostwa był poirytowany, nie wspominając o sprawę Atasuke, a ten jeszcze każe na siebie czekać.
- Spokojnie- uspokajał Obito- Lada moment powinien się pojawić. 'Swoją droga ciekawe kim on jest?' Obito sam nie wiedział wiele o tym chłopaku. Tyle tylko, że sierota z kraju wody, nic więcej. Obito poczuł coś jakby chłód.
- Przepraszam za spóźnienie, drużyna czwarta, prawda?- usłyszeli głos po lewej. Wszyscy spojrzeli na chłopaka nieco zdziwieni, mimowolnie ich zadziwił ich też jego widok.
Był to rok młodszy, biało-włosy chłopak o niebieskich oczach i śnieżnej skórze. Głos miał przyjazny, jednak chłodny, podobnie jak jego wyraz.
- Tak, ty zapewne jesteś Kenji, zgadza się?- przywitał Obito.
- Tak na mnie wołają, ale to bez znaczenia- odparł krótko. Wyraz jego twarzy był chłodny, nieco obojętny. Pod tym względem bardzo przypominał Atasuke.
- Huh?- zdziwiła się Setsuna- Jak to? Imię ma bardzo duże znaczenie, nazywam się Setsuna Amane, miło poznać!- podeszła i wystawiła dłoń.
Kenji spojrzał na nią, potem na dłoń i gdy dziewczyna już zwątpiła ten uścisnął ją delikatnie.
- To jest Natsuo- Obito wskazał na niezbyt przejętego blondyna- Ja nazywam się Obito- powiedział- Witamy w drużynie 4. Kenji spojrzał po nich.  Podczas gdy Setsuna próbowała jakoś zagadać, poznać nowego towarzysza, Obito przyglądał mu się przez chwilę w namyśle.

'- Zanim go poznasz, musisz wiedzieć parę rzeczy o tym chłopaku- Itachi przestrzegł Obito, gdy już wszyscy wyszli. Obito bez słowa czekał, na to co ma zamiar mu powiedzieć Hokage- To nie jest zwykły chłopak, i nie bez powodu został sierotą. 
- Co masz na myśli?- nie rozumiał jednooki Uchiha. Itachi spojrzał na niego, gdy skończył mówić Obito nie dowierzał. 
- To możliwe?- Obito nie widział w tym realizmu. 
- Miej go na oku, Obito- polecił Itachi- Trzeba na niego uważać. 
- Jeśli można spytać, dlaczego przygarnęliśmy sierotę z tak odległych terenów?- Obito zastanawiał się nad tym od dłuższego czasu.
- Kage owej wioski twierdzi, że ma korzenie z Konohy, toteż musi udać się do nas. 
- Pozbyli się problemu- kwestionował Obito- Będę go obserwował.'

Kenji na pierwszy rzut oka był jak Atasuke; cichy, tajemniczy i z chłodnym podejściem do życia. 
Obito wiedział też, jak powiedział mu Hokage, że nie jest on poziomu Genina. 
- Dobra!- przerwał im Obito- Na dziś nie mamy żadnych zajęć, macie wolne, jednak jutro widzę was przed główną bramą punkt 8- zarządził. 
- Um?- zdziwił się Natsuo- Kolejna misja? Obito skinął głową. 
- W sumie nie byliśmy na żadnej misji, odkąd Atasuke miał ten wypadek- zauważyła Setsuna- No i mamy szansę zbudowania jakichś relacji z Kenjim.
- O ile nie będzie zgrywał samolubnego kozaczka, jak Atasuke- rzucił Natsuo. Nie był przyjaźnie nastawiony do Kenjiego, coś mu w nim nie pasowało. 
Kenji spojrzał na niego swoimi niebieskimi jak morze oczami, po ciele Natsuo przeszły ciarki, lecz wytrzymał chłodne spojrzenie. Kenji delikatnie się uśmiechnął i ruszył przed siebie, skoro Obito dał im wolne. 
- Masz gdzie mieszkać?- spytał Obito- Dopiero przyjechałeś i...
- Dam sobie radę, dziękuję za troskę- uspokoił- To i tak nie ma znaczenia.
Patrzyli za nim przez chwilę nie rozumiejąc jeszcze jego podejścia.
- Dziwny koleś- burknął Natsuo. 

- Witaj braciszku- jak zwykle o godzinie 16 z nowymi kwiatami na wymianę, do sali Atasuke przyszła Yuumi z matką- Przyszliśmy dzisiaj bez taty, musiał dłużej zostać w pracy. 
- Przynieśliśmy ci nowe kwiaty- powiedziała mama, wiedziała, że ich nie słyszy, ale rozumiała też jakie znaczenie ma to dla Yuumi. Mówiąc do niego czuła się lepiej. 
- Dziś dostałam się do akademii ninja!- wypaliła szczęśliwa- Szkoda że nie mogło cię przy mnie być...- troszkę spochmurniała. Mama przykucnęła obok niej i pocieszyła masując po ramieniu.
- Witam- do sali weszła Ino wraz ze swoim ojcem. Widok tych dwojga naprawdę zaskoczył rodzinę Atasuke. 
- Dzień dobry..- odparła zdumiona mama- O co chodzi?
- Słyszałem co się stało kilka dni temu- zaczął ojciec Ino, blondyn z dugą kitą, podobną jak jego córka- Gdy Atasuke był w swoim zniewolonym ciele nie dało się z nim połączyć poprzez drogę umysłu. Przyszedłem z pewną propozycją dla małej Yuumi- dziewczynka się zdziwiła, ten kucnął naprzeciw niej- Wiesz, teraz twój braciszek siedzi wewnątrz ciebie- mówił z uśmiechem- Chciałbym nauczyć cię jak możesz się z nim komunikować. 
- Komunikować...? Z braciszkiem?!- narastała w niej nadzieja. 
- Tak- przyznał wstając- Teraz nie ukrywa już go żadna magia mędrców, więc nie powinno być z tym problemu. 
- Niech mnie pan nauczy!- pełna euforii nalegała. 

 Atasuke chodził w tę i z powrotem, nie wiedząc co ze sobą zrobić. Mimo iż podłoże po którym chodził było taflą wody, a spod jego stóp rozchodziły się wodne koła, nie było słychać żadnych kroków po wodzie. Toteż zdziwiło go, gdy po całej tej przestrzeni rozniósł się dźwięk kapiącej kropli wody. Zatrzymał się zdziwiony. 
- Braciszku?- wryło go w ziemię. Za swoimi plecami usłyszał niepewny głos. To był TEN głos. Głos Yuumi!
Obejrzał się momentalnie, lecz nigdzie jej nie widział. Czyżby wyobraźnia płatała mu figle? 
- Atasuke?- ponownie. 
- Yuumi!- krzyknął w stronę pustej przestrzeni, jego echo delikatnie się rozniosło. 

- Musisz się skupić, i znaleźć go- mówił ojciec Ino trzymając swoje palce wskazujące na skroniach Yuumi. Miała zamknięte oczy i w determinacji coraz mocniej marszczyła brwi w skupieniu. 

- Braciszku!- głos Yuumi był coraz to wyraźniejszy i głośniejszy. Dało się nawet rozpoznać kierunek skąd brzmiał.
- Yuumi!- krzyknął jeszcze głośniej rzucając się w stronę skąd dochodził głos. 

- Nigdzie go nie widzę...- jęknęła Yuumi do najwybitniejszego przedstawiciela klanu Yamanaki. 
- Skup się, on gdzieś tam jest- uspokajał skupiając się coraz bardziej. Yuumi z całych sił zacisnęła powieki.

- Yuumi!- Atasuke zatrzymał się nie dowierzając. Kilka metrów przed nim stała jego młodsza siostra, usłyszawszy głos swojego brata obróciła się. 
- Braciszek!- jej oczy zapłonęły ze szczęścia, które objawiło się w postaci kropel łez. Oboje rzucili się w swoim kierunku. Gdy się już spotkali Atasuke przyklęknął na jedno kolano a rozpędzona Yuumi rzuciła mu się na szyję. Wstał z nią i uścisnął mocno. Przez cały czas, odkąd jest w tym dziwnym miejscu myślał tylko o niej, o swojej młodszej siostrze. 
- Yuumi, wszystko w porządku?- spytał stawiając ją na ziemi i patrząc prosto w oczy. 
- Tak, wszystko okej- uspokoiła- Pan Inoichi, tata Ino połączył nas i teraz możemy porozmawiać.
- Połączył?- zdziwił się Atasuke. 
- Witaj Atasuke- niedaleko nich pojawił się Inoichi z uśmiechem na twarzy. 
- Pan Yamanaka?- nie rozumiał Atasuke. 
- Wiem, że nie rozumiesz co się dzieje tam, na zewnątrz- zaczął mówić- Twój mistrz, Obito poprosił mnie, abym spróbował się z tobą skontaktować i wszystko wytłumaczyć. 
- Skontaktować?- powtórzył- Gdzie ja jestem, co się ze mną dzieję?- Yuumi wskoczyła bratu na plecy i oplotła nogami w biodrach a rękoma szyję.
- Właśnie to chcę ci wyjaśnić, posłuchaj...- zaczął historię. Opowiedział mu co się stało w grocie, przez co wpadł w tą magiczną śpiączkę, o zagrożeniu ze strony leśnych mędrców, którzy przejmują jego ciało (na co akurat przytaknął, iż wie) i o przeniesieniu jego duszy do Yuumi. 
- Zaraz zaraz...- na koniec Atasuke nie chciał do siebie dopuścić ostatniej informacji- Jedyną drogą, aby odesłać mnie z powrotem do ciała jest... śmierć Yuumi?- dziewczynka posmutniała, za to w szerokich oczach Atasuke pojawiały się zaszklenia łez. 
- Niestety...- przyznał Inoichi. 
- Dlaczego nikt jej nie powstrzymał?!- wybuchnął, Yuumi zeskoczyła z jego pleców- Dlaczego nie mogliście mnie zostawić takiego, jakim byłem?!
- Atasuke...
- Yuumi, dlaczego to zrobiłaś?- spojrzał na nią i kucnął przy niej.
- Chciałam ci jakoś pomóc... myślałam, że w ten sposób jakoś cię uratuję...- do jej oczy również napłynęły łzy. 
- Yuumi...- szepnął, coś ściskało go za gardło, nie był w stanie normalnie mówić. 
- Wracaj już do mamy...- odezwał się w końcu- Powiedz, że wszystko ze mną w porządku i żeby się nie martwiła. Pożegnali się i Inoichi odesłał ją z powrotem, wiedział, że Atasuke chce jeszcze sam z nim porozmawiać. 
- Inoichi-san- zaczął Atasuke. Stał niemal tyłem, z opuszczoną głową, głos nie miał już taki roztrzęsiony, lecz zimny i pełen grozy- Niech ktoś chroni moją siostrę za wszelką cenę, jeśli coś jej się stanie...- podniósł głowę i spojrzał na Inoichiego, który się wzdrygnął, na widok trzyłezkowego sharingana chłopaka wpatrującego się mu prosto w oczy, był zimny jak lód- Zabije tego, który będzie za to odpowiadał i każdego kto spróbuje mi przeszkodzić. 

wtorek, 3 maja 2016

Rozdział XX- "Tym razem to ja zadbam o swojego braciszka".

- Przepraszam...- powiedział Natsuo- Przepraszam, że byłem zbyt słaby by go ocalić- łzy pociekły mu po policzkach. Zacisnął pięści i wyszedł, nie mogąc znieść ciężaru i bólu.
Obito i Setsuna postanowili zostawić rodzinę z Atasuke.
Yuumi cały czas wołała brata. Spojrzała na nadgarstek chłopaka, nadal miał na nim opaskę, która sama dla niego przygotowała na jego urodziny.
Spuściła głowę i przestała wołać.
- On nie odpowie...- wybąkała'.






Mijały dni a Atasuke wciąż leżał nieprzytomny. Jego ciało nie było skażone już żadnym śladem po infekcji magi leśnych. Obito odwiedzał go codziennie na długie godziny, podobnie jak jego rodzina. Obito czuł się odpowiedzialny za to co się z nim stało.

 'Gdybym był ostrożniejszy'. 

Obwiniał siebie i zaczął poważnie zastanawiać się, czy aby na pewno jest odpowiednią osobą do roli Jonina nadzorującego.

'- Jonin nadzorujący?- zdziwił się Obito wezwany do gabinetu Trzeciego Hokage. Starszy mężczyzna za hokagowskim biurkiem przytaknął. 
- Jednymi z tegorocznych absolwentów jest dwóch szczególnych uczniów, których umieściłem w jednej drużynie. Chciałbym abyś to ty objął nad nimi pieczę- wyjaśnił. 
- Skąd pewność, że się do tego nadaję?- spytał po chwili ciszy Obito. 
- Ponieważ ta dwójka bardzo przypomina twoje relacje z Kakashim, gdy byliście w ich wieku- zdziwił tym Obito- Zawzięta rywalizacja i odmienne charaktery. Co więcej, Kakashiemu przypisałem drużynę, w której znajdują się równie podobni do was. 
- Rozumiem- mruknął Obito, przypominając sobie czasy, gdy byli uczniami mistrza Minato- Nadal mam jednak wątpliwości co do tego. Czy aby na pewno to rola dla mnie? Nie miałem nigdy żadnych uczniów. 
- Bez wątpienia będzie to dla ciebie trudne zadanie- oświadczył Trzeci- Jednak mam swoje powody by przypisać ich akurat tobie, Obito- wstał i odwrócił się do okna, stojąc tyłem do Obito- Doskonale pamiętam twoją historię, ty i Hatake jesteście idealni dla tych geninów. Jednakże nie możecie ich traktować jako zwykłych uczniów- powiedział- Chcę, abyście również się od nich czegoś nauczyli- spojrzał na Obito- Mam w tym swój cel'. 


'Czcigodny trzeci, czy aby na pewno się nie pomyliłeś?'

- Ciągle tu siedzisz- do sali wszedł szaro-włosy przyjaciel Obito. 
- Kakashi?- zdziwił się Uchiha- Co ty tu robisz? 
- Słyszałem, że mogę cię tu spotkać- powiedział stając przy oknie i opierając się o parapet założył ręce na piersi- Przyszedłem sprawdzić co u ciebie. 
Obito nie odpowiedział, spojrzał jedynie na Atasuke. 
- Nie możesz się obwiniać za to co się stało- mówił Kakashi- Byłeś tam i zrobiłeś co w twojej mocy by ich uratować- widząc, że Obito dalej nic nie mówi kontynuował- Wiem doskonale co czujesz, czułem się tak samo podczas walki z Zabuzą podczas eskorty pewnego człowieka.
- Tak wiem, słyszałem- wtrącił Obito.
- W pewnym momencie byłem pewny, że Sasuke zginął. Nie mogłem nic zrobić- mówił dalej Kakashi- Powinieneś się teraz skupić na pozostałej dwójce- poradził. Obito spojrzał na niego- Nie daj im poczuć, że Atasuke ma dla ciebie największe znaczenie.
Kakashi wyprostował się i wsadziwszy ręce do kieszeni spojrzał ponownie na przyjaciela.
- Muszę iść, przemyśl to, nie jesteś niczemu winien- powiedział- Aha! Hokage ma dla ciebie nową misję- dodał, po czym zniknął w drzwiach.

- Kolejna misja?- zdziwił się Natsuo, gdy wraz z Setsuną i mistrzem Obito stali w gabinecie Hokage- Nie mamy pełnego składu.
-  Nie szkodzi- mówił Itachi- Amara zaproponowała, że spróbuje pomóc w sprawie Atasuke- w oczach wszystkich pojawił się błysk nadziei. W końcu to ona go uratowała, gdy ten umierał od jadu węża.
- Więc nie traćmy czasu! Co to za misja?!- śpieszył się Natsuo. Itachi jedynie na niego spojrzał.
- Macie udać się do Ogrodów Kraju Ognia, znajdziecie tam kobietę, która handluje różnego rodzaju ziołami i roślinami leczniczymi. Niezbędny składnik dla Amary.
- Składnik?- zdziwił się Obito.
- Amara twierdzi, że istnieje sposób na połączenie się z Atasuke. Klan Yamanaka specjalizuje się w zdolnościach przenikania ludzkiego umysłu, jednak magia leśnych nie pozwala im na kontakt- wyjaśniał- Amara spróbuje dotrzeć do niego nie prosto poprzez umysł, a przez ciało do umysłu.
Natsuo i Setsuna nie specjalnie rozumieli co ma na myśli Hokage.
- Nie powiem wam o tym zbyt wiele- dodał Itachi- To techniki rodu Amary. Pomyślałem, że to misja dla was.
- Tak!
- Amara pójdzie z wami, jako iż wie najlepiej czego jej potrzeba. Pójdziecie z nią dla ewentualnej ochrony, do Ogrodów Kraju Ognia idzie się przez Las Śmierci. Amara sama nie będzie tam bezpieczna- sprecyzował.

- Dziwnie tak bez Atasuke- mruknęła Setsuna, gdy szli już leśną ścieżką.
- Tak- przyznał Obito- Jednak nie możemy tak bezczynnie siedzieć, jeśli możemy jakoś pomóc, powinniśmy zrobić co w naszej mocy.
- Właśnie! Gdzie jest ta cała Amara?- poirytował się Natsuo.
- Nie słuchałeś Hokage prawda?- powiedziała Setsuna jakby znudzona.
- E.... Oczywiście że słuchałem!- oburzył się.
- Nie słuchałeś...- bąknęła- PRZECIEŻ HOKAGE MÓWIŁ, ŻE SPOTKAMY JĄ W NAJBLIŻSZEJ OSADZIE!
- CO?! Nie prawda!
'Dobrze, że brak obecności  Atasuke nie wpłynął na ich relacje i zachowanie' pomyślał Obito idąc za nimi. 'Musimy jak najszybciej sprowadzić ten lek'.



Atasuke wstał na nogi i rozejrzał się dookoła. Tkwił w jakimś dziwnym miejscu, nic nie widział prócz siebie. Całe otoczenie było po prostu czarnym tłem. Jedynie pod swoimi nogami widniał biały okrąg światła. Widział, że stał na wodzie, mimo iż nie skupiał ku temu chakry.
'Gdzie ja jestem?' zastanawiał się w duchu, 'Co się ze mną stało?'. 
- Jesteś wewnątrz swojego własnego umysłu- zabrzmiał donośny głos, niosący za sobą niewyraźne i ciche echo. Na jego dźwięk Atasuke drgnął i zaczął się rozglądać, jednak niczego nie dostrzegł.
- Kto tu jest?!- zawołał- Pokaż się! Ku jego zdziwieniu przed nim zmaterializował się dziwny starzec, jakby z białego dymu, z białej chakry.
- Kim jesteś? I co to za miejsce?- spytał ponownie patrząc skupiony na tajemniczą postać. Wciąż widniała przed nim jako tajemniczy dym, wyglądała jednak jak stary człowiek.
- Twój umysł- powtórzył starzec.
- Co to ma znaczyć?- nie rozumiał poirytowany Atasuke- Jak mam się stąd wydostać?
- Wydostać się?- starzec zdawał się drwić. Ba! Nawet lekko podśmiechiwał.
- Co cię tak bawi?- spytał Atasuke coraz bardziej zirytowany.
- Znalazłeś się tu, ponieważ została w tobie skupiona znaczna część naszej magii- wyjaśnił krótko.
- "Waszej magii"?- powtórzył nie rozumiejąc. Wtedy dookoła niego zmaterializowało się jeszcze 4 podobnych starców, jednak z innych kolorów dymu; fioletowy, czerwony, zielony i żółty- Leśni Mędrcy?- nie dowierzał. Ogarnęło go ciche uczucie lęku i niepewności. Nie rozumiał co się tu dzieje.
- Cudem jest to, że żyje po przyjęciu tak potężnej dawki naszej magii- powiedział jeden z nich, jakby Atasuke tu nie było.
- Tak- przyznał żółty- Jednak pamiętaj, że ostatniego z nas całkowicie przejął ten drugi, blondyn.
'Natsuo?' pomyślał Atasuke.
- Racja...
- Co się tutaj dzieje?- wtrącił zdenerwowany Atasuke, niecierpliwił się.
- Młody człowieku, czy wiesz czym właśnie się stałeś?- Młody Uchiha spojrzał na zielonego wciąż niecierpliwie.
- Stałeś się naczyniem, dla naszej magii- sprostował biały, przykuwając na sobie spojrzenie Atasuke- Myślisz, że dlaczego była ukryta w tej grocie?
- Nie rozumiem...- mruknął chłopak.
- Wchłaniając do siebie niemal całą naszą magię, stałeś się dla niej naczyniem. Będzie ci ona towarzyszyć aż do śmierci.
- Śmierci?- powtórzył- Myślałem, że już nie żyję.
- Och.. Ależ żyjesz. Ten wymiar, to tylko i wyłącznie twoja wola, to wszystko dzieje się w tobie.
- Dlaczego mogę z wami rozmawiać?- spytał- Skąd mam wiedzieć, że to nie jest sen?
- Możesz, ponieważ jesteśmy w tobie- wyjaśnił fioletowy.
Atasuke wciąż niewiele rozumiał. Wiedział już, że żyje (o ile te zjawy mówią prawdę i o ile to nie sen). Wiedział też, że musiał wchłonąć ich magię. Ostatnie co udało mu się przypomnieć, był widok gęstej, różnobarwnej chmury magii.

- Braciszku!- na czarnym tle pojawił się nieco niewyraźny obraz Yumi, jego młodszej siostry. Nie miał zielonego pojęcia co się dzieje, ale jego serce niemal zatrzymało się na jej widok- Przyniosłam ci nowe kwiaty, zamienię je za te stare. 
- Dlaczego ją widzę?- spytał mędrców.
- Cóż... Musi znajdować się teraz w pobliżu twojego materialnego ciała- odrzekł po raz pierwszy czerwony.
- Materialnego ciała...?- spojrzał po swoich dłoniach- Gdzie ono jest?
- Podejrzewam, że w szpitalu- usłyszał.
- Zabierzcie mnie stąd- rozkazał. Napotkał się jedynie z pogardliwymi prychnięciami, które zaraz przerwał- Moja młodsza siostra mnie potrzebuje a ja marnuje czas siedząc tutaj, zabierzcie mnie do niej!
Spojrzeli po sobie.
- Jest coś co możemy dla ciebie zrobić- odezwał się biały- Jednak nic za darmo.
- Co?- zdziwił się oburzony Atasuke- Czego możecie chcieć?
- Jako nasze naczynie, wciąż z nami walczysz- wyjaśniał żółty- To tylko kwestia czasu, aż nasza magia całkowicie przejmie twoje ciało- mówił, wprawiając Atasuke w coraz to mocniejsze poczucie lęku.
- Możemy cię wysłać, do twojej rzeczywistości, jednak będzie cię to kosztować utratą czasu.
- Jakiego czasu?
- Proces przejęcia ciebie przyśpieszy, gdy wyjdziesz na zewnątrz.
- Moja siostra mnie potrzebuje- uprzedził- Zabierzcie mnie do niej, tylko o tym teraz myślę. Wszyscy jednocześnie skinęli. Atasuke mimowolnie zamknął na chwilę oczy, czuł coś dziwnego w brzuchu. Gdy uczucie ustało, otworzył je i widział przed sobą swoją siostrę, nie zauważyła go.
- Yumi!- krzyknął rzucając się na kolana by ją przytulić. Ogarnął go jednak strach, gdy zamiast tego przez nią przeniknął- O co tu chodzi?- spróbował ponownie, lecz bez efektu.
- Chodź skarbie- powiedziała matka Atasuke do Yumi- Dajmy mu odpocząć. 
Atasuke przerażony spojrzał na obiekt, o którym mówiła matka.
Na szpitalnym łóżku leżał nieprzytomny Atasuke, z przypiętym do nadgarstka wenflonem.
- Nie...- wykrztusił. Yumi pożegnała się z prawdziwym Atasuke i razem z mamą wyszła, przenikając przez niego co sprawiło, że się przewrócił, ogarnięty strachem.
- To nie może być prawda...- mruknął, siedząc na kości ogonowej podpierał się jedną ręką by nie stracić równowagi.
Spuścił głowę w dół. W ciszy i spokoju wstał i spojrzał przygnębiony na swoje ciało. Dojrzał, że na jego prawej ręce od palców do niemal połowy przedramienia rozrastała się biała barwa. Po prostu jego ciało stawało się białe. Domyślił się, że tak wyglądał proces przejmowania jego ciała.
Szpitalna sala zanikła, Atasuke znów stał wśród Leśnych. Cicho, ze spuszczoną głową, nic nie mówił.
- Ja umieram- oznajmił.
- Ostateczne przejęcie nie wiąże się z twoją śmiercią- wyjaśnił biały- Gdy to nastąpi zostaniesz tu na zawsze, jako swoja własna podświadomość.
- Nie można nic zrobić?- spytał, choć nie miał już wiary.
- Nie- dostał prostą odpowiedź. Stopniowo tracił nadzieję na odzyskanie życia, choć wciąż nie pojmował do końca o co tu chodzi, wiedział, że to już koniec. Nie mógł nic zrobić.

Drużyna 4 (bez Atasuke) znalazła właśnie Amare w kafejce w małym, targowym miasteczku.
Bez zbędnych słów ruszyli dalej.
- Stąd niedaleko do Lasu Śmierci- odezwał się Obito- Ponoć wiesz, jak trafić do tej zielarki.
- Tak- odparła krótko- Ponownie waszym zadaniem jest jedynie ewentualna ochrona.
- A co z...- zaczęła Setsuna.
- Grotą?- dokończyła za nią Amara- Teraz jest niczym innym jak tylko podziemną jaskinią. Pozbawiona magi, którą miała chronić stała się zwykłym miejscem.
- Rozumiem..- mruknęła cicho Setsuna, jakby czuła się odpowiedzialna, za to zamieszanie.
- Gdy opuszczaliśmy wioskę, zauważyłem kilkunastu strażników z twojej osady- zaczął Obito- Nie wiesz o co może chodzić?
- Nie bez powodu to nasz klan chronił magię leśnych- tłumaczyła- Staraliśmy się chronić grotę, teraz staramy się chronić naczynie.
- Hę?- zdziwiła się Setsuna- To znaczy, że teraz pilnują Atasuke?
- Taką mają rolę- odparła, nie patrząc na rozmówców- Nie mogą zostawić naczynia bez bezpośredniej wiedzy, o jego stanie.
- "Naczynia"?- przerwał Natsuo nieco chłodnym tonem- Traktujecie go jak przedmiot, choć to dzięki niemu Akatsuki nie zabrało waszej cennej magii.
- Racja- przyznała mu dziewczyna- Jednak nie zmienia to faktu, iż magia leśnych była dla naszego klanu rzeczą świętą. Co prawda nie z waszej winy, jednak została ona nam odebrana.
- Wiesz może co stanie się z Atasuke, gdyby lekarstwa nie podziałały?- spytał Obito przerywając kontrowersje.
- Cóż... w tej chwili Leśni walczą z nim samym o jego ciało. Grota Ciszy miała za zadanie utrzymywać magię leśnych z dala od istot żywych. W wyniku kontaktu z Atasuke zmieniła ona swoje miejsce schronu.
- Nie trzeba być geniuszem, żeby wiedzieć, że nie mamy dużo czasu- stwierdził blondyn.
- Tego nie da się określić- odparła Amara- To zależy od tego, jak silny jest Atasuke.
- O to bym się nie martwił- ucieszył się Natsuo- W akademii był jednym z najlepszych uczniów, jest naprawdę silny!
- Obawiam się, że to może nie wystarczyć- przyznała szczerze Amara, zmartwiona tym faktem. Zmartwiła nim też pozostałych.

Bez żadnych komplikacji w końcu dotarli przed bramę prowadzącą do Lasu Śmierci. Prowadzeni przez Amare zachowali czujność; już podczas egzaminu mogli się przekonać, że nie jest to bezpieczne miejsce i trzeba mieć oczy dookoła głowy.
Po godzinie marszu dotarli pod pewne skręcon drzewo. Natsuo miał wrażenie, że podczas egzaminu na chuunina mijał je.
Amara podeszła do drzewa i dotknęła dłonią kory. Spod dłoni wydobyło się niebieskie światło, będące chakrą przekazywaną do drzewa. Zaczęło się ono odkręcać aż w końcu ujawniło przejście, przez które weszli.
Szli przez chwilę marnie oświetloną drogą, aż w pewnym momencie wyszli na teren pełny grządek wszelkich roślin po obu stronach dróżki. Na samym jej końcu stała niewielka chałupka, z której wyszła starsza pani. Osiwiała kobieta z pomarszczonymi dłońmi i skórą twarzy uśmiechnęła się do Amary spoglądając na nią przez na wpół ślepe oczy, odchylając głowę do góry by lepiej "złapać ostrość" widzenia.
- Ah Amara, drogie dziecko, w czym mogę Ci pomóc?- zaskrzypiała uprzejmie. Natsuo nie mógł uwierzyć, że ta kobieta naprawdę jeszcze żyje.
- Szukamy pewnego rodzaju ziół...- zaczął Obito niepewnie.
- Pewien chłopak stał się pojemnikiem dla bardzo dużej i zróżnicowanej formy chakry- tłumaczyła Amara- Niestety owa chakra wprowadziła go w stan śpiączki, rozpoczynając tym samym proces przejęcia organizmu.
- Rozumiem...
- Bardzo nam zależy, żeby mu pomóc- nalegała Amara- Czy pomoże nam pani?
- Moje dziecko...- staruszka spochmurniała- To o co prosisz, to zioła Numi, od dawien dawna nie widziałam ich na oczy.
- Zioła Numi?- zdziwiła się Setsuna pierwszy raz słysząc o takich ziołach.
- Tak, moje dziecko- przytaknęła- Wasz przyjaciel, jak mówicie stał się pojemnikiem dla potężnej chakry, zioła te pozwalały na m.in. szanse stłumienia jej, by nie odebrała człowiekowi ciała.
- A więc nie ma jej pani?- poruszył się Natsuo- Nie ma już dla niego ratunku?!
- Wiecie...- staruszka jęknęła i pomlaskała pomarszczonymi wargami- Chyba nie jestem w stanie wam pomóc. Od dawna już nie handluje niczym, poza ziołami leczniczymi na różne rany czy choroby, moje dzieci.
- Świetnie...- syknął Natsuo który stojąc obok wąskiej kolumny uderzył w nią pięścią, spuszczając głowę w furiackim zawodzie.
- Natsuo...- Setsuna chciała go pocieszyć, jednak ten zabrał ramie gdy chciała je złapać. Obito przyglądał się w milczeniu.
- Obiecałem, że będę go chronił...- mówił, tyłem do reszty- Zawiodłem. Obiecałem sobie, że przyniose mu lekarstwo, które jak się okazuje od dawna nie istnieje...
Pojedyncze łezki Natsuo kapały na brukowy chodnik, na którym stali.
- Przykro mi...- wyznała Amara- Również bardzo chciałam mu pomóc.
Obito nie chciał się jeszcze poddać, nie wierzył, że to ma się skończyć w właśnie taki sposób.
- Czy naprawdę nie można zrobić nic, żeby mu pomóc?- spytał raz jeszcze.
- Żadne zioła nie są w stanie spełnić waszych nadziei...- powiedziała szczerze.
- Nie ma innych sposobów?- dopytał tracąc nadzieję- Nie można zrobić nic?
- Właściwie... Jest pewna rzecz, tak, pewna rzecz która mogłaby pomóc...- telepała głową podczas mówienia. Głos miała słaby i wymęczony- Jednak ta rzecz wymaga kogoś, kto poświęci się dla dobra tego chłopaka.
- Poświęci?- powtórzyli zdziwieni.
- Tak, moje dzieci, nie mówię o śmierci, mówię o starej technice czasowego przeniesienia...-  mówiła przywołując zdziwienia na ich twarzach.
- Jakiego przeniesienia?
- Niestety, nie znam nikogo poza sobą kto mógłby ją wykonać, a nie mogłabym zostawić swojego ogródka bez opieki, moje biedne roślinki pomarłyby.
- Czy jeśli zgodziłabym się zostać i się nimi zaopiekować, udałaby się pani do wioski by pomóc naszemu przyjacielowi?- wystrzeliła niespodziewanie Setsuna, za wszelką cenę chciała zrobić coś dla Atasuke.
- Hmm...
- Zostanę z nią, we dwie zawsze raźniej, a mam też pewną wiedzę na temat prowadzenia ogródka- dopowiedziała pewnie Amara.
- No... No dobrze, dzieci...
Ostatecznie Obito i Natsuo wyruszyli wraz ze staruszką w stronę wioski, zostawiając dziewczyny by zajęły się ogródkiem zielarki. Przed wyjściem starsza pani poinstruowała dziewczyny co zrobić w przypadku pewnych roślin, zabrała niezbędne rzeczy i ruszyli.
Nie była zbyt żwawa, lata robiły swoje toteż podróż trwała dwa razy dłużej.
Kiedy dotarli do wioski pierwszy kierunek jaki obrali to szpital. Po drodze staruszka wytłumaczyła im, na czym polega jej technika. Wymaga ona drugiej osoby, w której zostanie umiejscowiona 'dusza' Atasuke, a jego ciało 'zamrożone'. Choć dusza Atasuke zostanie przeniesiona do kogoś, w ciele wciąż pozostanie jego wola. Dzięki technice przeniesienia wola będzie miała większe szanse na przyswojenie chakry Leśnych, gdyż nie da się jej po prostu pokonać.
W skrócie: dusza Atasuke zostaje przeniesiona, jego wola stawia bezpośredni opór magi, przez co proces przejęcia ciała znacznie się przedłuża. Powiedziała też, że słyszała o pewnej osobie, równie starej co ona, w wiosce deszczu, która mogłaby im pomóc. Z racji tego niezbędnym jest uzyskanie jak najwięcej czasu dla Atasuke, szukanie tej osoby zajęłoby nawet parę lat.
Problem polega na tym, kto przyjmie duszę Atasuke? Jedyny sposób, by wróciła ona do swojego ciała, jest śmierć tego, kto go przyjmie.
Natsuo już wystawił swoją kandydaturę, jednak Obito nie uważał tego za dobry pomysł. Sam też nie mógł ryzykować, miał rodzinę, której nie myślał stracić.

- Jesteśmy- powiedział Obito stojąc pod szpitalem, po czym ruszył ku niemu prowadząc staruszkę. W sali Atasuke jak zwykle o tej godzinie odwiedzali go rodzice i Yuumi. Zdziwili się na widok starszej pani, bądź co bądź nietypowo ubranej.
Mijając ich bez słowa stanęła nad łóżkiem chłopaka.
- Mistrzu Obito, co się dzieje? Kim jest ta pani?- pytała niepewnie Yuumi przytulona przez mamę. Obito tylko uspokoił ją spojrzeniem.
Staruszka przyglądała się chłopakowi, widziała jak biała forma rozprzestrzenia się po jego ciele, póki co obejmowała tylko jedną rękę. Położyła dłoń na piersi chłopaka i zaczęła mamrotać jakieś słowa. Uniosła i wyciągnęła w bok drugą rękę.
- Potrzebuję drugiej osoby- przypomniała. Natsuo zrobił pierwszy krok w stronę łóżka, jednak Obito przytrzymał go ręką.
- Mistrzu Obito, muszę to zrobić- mówił Natsuo zniecierpliwiony zachowaniem mistrza.
- Drugiej osoby?- zdziwił się ojciec Atasuke, nie rozumiejąc co się tu dzieje- Co chcecie zrobić z moim synem?
- Potrzebujemy jak najwięcej czasu by znaleźć osobę, która mogłaby mu pomóc. Jednak Atasuke może nie mieć tyle czasu- tłumaczył Obito, po czym spojrzał na Atasuke i kontynuował- Do tej pory chcemy przenieść duszę Atasuke do innego ciała, jednak z powrotem wróci tylko poprzez śmierć osoby, do której wejdzie.
Ojciec Atasuke rozumiał o co chodzi, jednak nie dopuszczał do siebie kolejnego zagrażającemu sprawie faktu.
- A więc kto ma być tym, do którego go przeniesiecie?
- Ja- powiedział Natsuo.
- Nie, Natsuo- zaprzeczył stanowczo Obito. Jednak blondyn bez słowa podszedł do staruszki i spojrzał na Yuumi.
- Dotrzymam słowa, ochronię twojego brata- uśmiechnął się lekko, po czym wyciągnął dłoń do zielarki.
Obito już chciał to przerwać, kiedy nagle stało się coś niespodziewanego.
Yuumi wyrwała się z objęć matki i przepychając się przez Natsuo złapała za dłoń staruszki. Niebieska poświata światła przepłynęła przez całą trójkę; staruszkę, Yuumi i Atasuke.
-  YUUMI!- krzyknęła matka dziewczynki. Po chwili Yuumi upadła na ziemie puszczając dłoń zielarki, która sama też się zachwiała. Przestraszony Natsuo spojrzał na młodą dziewczynę.
- Coś ty...
- Tym razem to ja zadbam o swojego braciszka...- wyjąkała. 

sobota, 9 kwietnia 2016

Rozdział XIX- Bliscy odchodzą do krainy snów, by wrócić silniejszymi.

- Natsuo!- wydarł się Obito i chciał ruszyć w jego stronę ale drogę zagrodził mu Orochimaru, którego głowa wróciła już na miejsce. Błękitna magia zawróciła i uniosła w górę nieprzytomnego Natsuo. Obito patrzył przerażony na to widowisko a sharingan pomógł mu zr co się dzieje.
Cała magia była wchłaniana przez Natsuo, do jego oczu. Ślad po ugryzieniu Orochimaru wydawał się płonąć.
Magia była wchłaniana przez oczy które świeciły jasnym błękitnym światłem. Obito przenikając przez Orochimaru biegł ku chłopcu, który po wessaniu całej magi opadał na ziemię.




- Gdzie... ja jestem...?- Amara wlokła pod ramie Atasuke, który wciąż był ledwo żywy.
Miejsce w którym się znaleźli było stosunkowo podobne do świata zamieszkanego przez nich. Niebo błękitne, trawa zielona.
Krajobraz składał się z wielu wzniesień i wzgórz i na każdym była przynajmniej jedna, wielka nora. A raczej tunele prowadzące dokądś. 'Nie wiem do końca gdzie iść' myślała Amara 'Nie znam tego świata'.
- Coście za jedni?- usłyszała głos gdzieś z lewej. Spojrzała tam zdziwiona i na pagórku, jakieś 5 metrów od nich- ujrzała siedzącego, uwaga, królika wielkości rozmiarów Amary i Atasuke. Zeskoczył do nich i wylądował na dwóch tylnych łapach, a nie jak normalne króliki- na czterech.
Futro miał jasno-brązowe a oczy duże i piwne.
- Dzięki bogu- jęknęła Amara z ulgą- Potrzebuję, byś zabrał nas do władcy tej krainy!- mówiła szybko.
- Co? Mam zaprowadzić nieznajomych do staruszka?- prychnął wiercąc nosem i założył łapy na biodra- Coście za jedni... Ten znak- ujrzał symbol Uchiha na plecach Atasuke.
- On potrzebuje pomocy!- pośpieszała- W jego organizmie jest trucizna węża- tłumaczyła- W sytuacji w naszej rzeczywistości, niemożliwe jest udzielenie mu szybkiej pomocy.
- Więc przyszłaś z nim tutaj?- zdziwił się zwierz.
- Jest duchowo połączony z tą krainą- wyjaśniła- Każdy z nas ma swoje miejsce w innej rzeczywistości, udało mi się go zabrać tutaj. Proszę pomóżcie mu!
Królik spojrzał na chłopaka, niemal wiszącego na dziewczynie. Jeszcze raz na godło na jego plecach i westchnął.
- Ehhh... Jeszcze będę miał przez was kłopoty. Wziął chłopaka od Amary i wrzucił go sobie na plecy, trzymając za ręce przeciągnięte przez swoje ramiona. Kazał dziewczynie się objąć i ruszył ze zdumiewającą prędkością, wskakując do jednego z tunelów.

Niedługo potem znaleźli się w trudnym do opisania miejscu, przypominającym zrujnowany pałac wyrastający z ziemi.
Stali przed obliczem wielkiego na kilkanaście metrów, starego królka o siwym futrze i długich wąsach sterczących od noska.
- Staruszku!- zawołał królik gdy już się zatrzymał- Ci ludzie przybyli do nas z prośbą o pomoc dla umierającego chłopaka- powiedział w skrócie- Ponoć chłopak jest połączony z naszą krainą.
- Ouuhhh... wielki królik siedzący na wielkim, mchowym tronie spojrzał przez swoje ciężkie, zmarszczone powieki w dół. Ujrzał leżącego na posadzce Atasuke. Jego purpurowa ręka ociekała krwią i żółcią wypływającą z ran- Ten chłopak... Cóż mu się stało?- gdy mówił robił to dosyć wolno i zdawał się dumać. Głos miał ochrypły.
- Został ukąszony przez węża, które jad opanowuje organizm Atasuke- wyjaśniła- Nasze medyczne techniki nie działały.
- Skąd pomysł, moje dziecko, uuuhh...- znowu zaduma- Żeby przychodzić do nas, uhhmmm?- zabrzmiał wielki królik.
- O to samo się pytałem, no prawie słowo w słowo- mówił królik, który ich przyprowadził. Władca uciszył go flegmatycznym ruchem ręki.
- Moi przodkowie w ten sposób pomagali ludziom, którzy umierali na śmiertelne choroby- wyjaśniła szybko. Atasuke wydał z siebie ciche wytchnienie bólu.
- Twoi przodkowie? Umhhh.. Znam tylko jeden klan, zwali się chyba oni Leśnymi...
- Tak! Jestem ich potomkiniom, ostatnią- dodała- On oraz jego przyjaciele starają się ochronić grobowiec, w którym są pochowani moi przodkowie- spuściła głowę i spochmurniała- On i jego przyjaciele narażają życie w imię czegoś, co nigdy ich nie dotyczyło... Nie mogę pozwolić mu umrzeć... Taką naturę zostawili mi moje korzenie... AAAHHH!- krzyknęła łapiąc się za klatkę piersiową. Upadła na pośladki dysząc strasznie. Królik przewodnik znalazł się koło niej i pomógł wstać.
- Wszystko w porządku?
- Nie wiem... Coś jakby...- nagle zrozumiała- Wygląda na to, że została otworzona jedna z krypt- przeraziła się.
- Ouhmmm..- zadumał na chwilę mędrzec- Uki, zanieś proszę chłopca do starszej Nimi. Myślę, że będzie w stanie mu pomóc.
- Się robi staruszku!- zabrał chłopca ostrożnie i ruszył szybko w stronę wyjścia.
- Dziękuję- odetchnęła z ulgą Amara.
- Nie dziękuj mi drogie dziecko- odparł leniwie- Ouhhmm... Albowiem dla twojego przyjaciela może już być za późno- powiedział wprost. Amarą wstrząsnął dreszcz- Uhhmmm... Mam już swoje lata i potrafię wyczuć pewne rzeczy. Tak... Mhmm... Chłopak ma w sobie dużo siły, jest w nim też coś tajemniczego. Jeśli moje obawy się potwierdzą,,, mhhmmmm... może już nie być tak kolorowo, moje dziecko.

Setsuna zauważyła, że rany na ręce Atasuke zanikają, jak i opuchlizna. 'Cokolwiek zrobiłaś, to działa' pomyślała spoglądając na dziewczynę, na której kolanach trzymała głowę Atasuke.

- Obawy?- nie rozumiała Amara.
- Nie czas teraz na to, moje dziecko. Umhh... Starsza Nimi zajmie się nim. A więc jesteś ostatnią potomkinią Mędrców z Lasu, amhh?
- Tak...- odpowiedziała wciąż zmartwiona. Co prawda nie znała Atasuke, ale musiała mu pomóc.
- Byli niesamowitymi ludźmi- uśmiechnął się we wspomnieniach król.
- Znał ich Pan?- zdziwiła się Amara.
- Mhmmm... Oczywiście. Żyli w zgodzie i harmonii z wieloma krainami. Byli moimi przyjaciółmi- zamknął oczy wspominając ich.
Niedługo potem do sali Króla wprowadzony został Atasuke, ranne ramie obwiązane miał bandażem. Szedł właściwie o własnych siłach, jednak królik przewodnik szedł obok, będąc w gotowości by w razie czego złapać go gdy upadnie.
- Ahh, i jak stan chłopca?- spytał król króliczka rozmiarów Ukiego, z tym że była to Starsza Nimi.
- Lepiej, wyjdzie z tego- zapewniła- Jednak powinien teraz odpocząć- dodała.
- Nie mogę tu siedzieć ani chwili dłużej- przerwał jej Atasuke, niemal warknięciem. Był wymęczony i ogarnięty przez złość- Moi towarzysze walczą teraz ze zbyt silnymi przeciwnikami, muszę im pomóc o ile nie jest za późno!
- Spokojnie chłopcze- mówił spokojnie król- Twoja przyjaciółka Amara, taak, mówiła ona, że staracie się ochronić grobowiec, w którym spoczywają moi starzy przyjaciele, mhmmm.
- Przyjaciele?- Atasuke nieco się zdziwił.
- Mędrcy Lasu byli przyjaciółmi naszego świata, jak i wielu innych- mówił- Wiele nam pomogli w czasach kryzysowych dla naszej ziemi- opowiadał dalej po chwili zadumy- Mam wobec nich niespłacony dług- mruknął.
- Cokolwiek to jest nie mam na to czasu!- wtrącił zniecierpliwiony Atasuke- Moi towarzysze...
- Chcę dać ci siłę, chłopcze- po tych słowach Atasuke umilkł zdziwiony- Siłę, która pomoże ci w ochronie ich grobu, gdy nadejdzie na to czas, mój dar sam zrobi swoje- dodał- Podejdź.
Tak zrobił. Król długim pazurem dotknął brzucha chłopaka, a miejsce dotknięcia zaczęło ulatniać niebieskawą chakrę. Gdy skończył zabrał pazur a Atasuke podniósł bluzkę. Na brzuchu miał jakby wypalony dziwny symbol, którego nie rozumiał. Spojrzał zdziwiony na króla. Już zaczął odczuwać wzrost siły.
- Akhh...- skulił się delikatnie. Wydawał takie dźwięki jeszcze przez chwilę, co na nowo zaniepokoiło Amarę.
Paznokcie Atasuke nieco się wyostrzyły i urosły. Językiem wyczuł, że jego kły również są dłuższe.
Spojrzał na króliczego króla czerwonymi oczami, jego źrenice były węższe i dłuższe.
- Obiecuję ochronić grobowiec twoich przyjaciół- powiedział nieco wdzięczny. Czuł się naprawdę niesamowicie.
- Pomóż mi spłacić dług, chłopcze z Uchiha- powiedział król zderzając powoli ze sobą "dłonie". Atasuke zdziwił się nieco, że ów władca wiedział skąd pochodzi Atasuke.

Atasuke otworzył oczy. Setsuna zbliżyła się do wciąż leżącego chłopaka zatroskana.
- Atasuke! Wszystko...- zatkało ją, gdy zobaczyła czerwone ślepia Atasuke, wpatrujące się w górę. 'Te oczy... Takie same miał w trakcie walki z Natsuo podczas egzaminu na chunina' zauważyła odsuwając się nieco 'Wtedy wstąpiła w niego jakaś nieznana, straszna siła, czy i tym razem tak będzie?'
- Nie bój się, Setsuna- powiedział swoim opanowanym, chłodnym głosem gdy wstawał z zamkniętymi oczami- To nadal ja- otworzył je i zamiast króliczych ślepi miał już swojego sharingana. Amara wstała, nieco zmęczona. Połączenie jakie wykonała wymagało poświęcenia dużej ilości chakry.
Korzenie przed Atasuke otworzyły przejście, przez które wyszedł.
- Zostańcie tu- polecił- Setsuna, bądź czujna, być może będziesz mogła pomóc swoimi pnączami.
- Hai- odpowiedziała.

- Natsuo!- Obito trzymał chłopca w rękach, nieprzytomnego- Co mu zrobiliście?- zwrócił się do członków Akatsuki. Orochimaru się uśmiechnął. 'Nie naznaczyłem go przeklętą pieczęcią podczas ugryzienia, dlaczego więc ona się pojawiła?' zastanawiał się, mając w pamięci obraz gdy na obojczyku Natsuo płonęła jego pieczęć, w miejscu ugryzienia.
- A to ciekawe- powiedział oblizując się- Obawiam się Obito, że nie wrócisz do domu z pełną drużyną- zapowiedział, wzbudzając niepewność w Obito- O ile w ogóle wrócisz tam żywy- 'Ten chłopak... Cała magia z krypty została przez niego wchłonięta? Nie. To ona sama msiała go wybrać'.
Ku zdziwieniu wszystkich między Obito trzymającym Natsuo, a Orochimaru pojawił się Atasuke. Obito wytrzeszczył oko, Orochimaru się uśmiechnął, jak i Kisame, który do niego dołączył.
- No proszę- powiedział Orochimaru ze swoim uśmiechem- Udało ci się wrócić między żywych, jestem pod wrażeniem- mówił. Atasuke, czując potężną moc, jaką dał mu króliczy władca, nie czuł strachu przed oboma z nich.
- Chodźcie- polecił krzyżując przed sobą przeguby a palce dłoni zagiął i napiął. Bronią miały być jego pazury. Sharinganem spoglądał na Orochimaru i Kisame.
- Atasuke!- zdenerwował się Obito- Nie lekceważ ich, zabierz stąd Natsuo a ja...
- Nie- przerwał mu- Jesteś już zmęczony, przenieś siebie i resztę a potem wrócisz.
- Atasuke- Obito przybrał na powadze tonu- To nie przeciwnicy na twój poziom.
Nie skończył mówić dalej, gdyż z lewej nastąpił atak Kisame. Atasuke rzucił szybko okiem, po czym machnął lewą ręką tuż przed uderzeniem a Kisame rozprysł się na krople wody.
'Prawdziwy jest tam' pomyślał. Obito był pod wrażeniem.
Prawdziwy Kisame zaatakował z miejsca, w którym widział go Atasuke. Chłopak sięgnął po  2 kunaie i zablokował atak z góry. Siła uderzenia była tak silna, że stopy Atasuke zrobiły dziury w ziemi.
'Co za siła... Gdyby staruszek nie dał mi tej mocy byłoby po mnie'. Kisame w momencie gdy dotknął ziemi wyprowadził szybkie kopnięcie na twarz Atasuke z półobrotu. Chłopak w ostatniej sekundzie zdołał się uchylić.
Królicza moc skupiała się głównie na szybkości i refleksie, dlatego też w mgnieniu oka stał już za Kisame chcąc zaatakować plecy.
Wtedy jednak między nimi wzbiła się w górę fala wodna, wyrzucająca Atasuke po skosie w górę w tył.
Będąc w locie zauważył ruch.
Przekręcił się w locie unikając węża Orochimaru i przeciął go, jednak nie zdążył się już obronić przed drugim i w wyniku ciosu łbem w swój brzuch odleciał w tył. Szybko stanął na nogi.
- Atasuke!- Obito wziął Natsuo na barki i stał już koło Atasuke. Spojrzał szybko w tył i łapiąc Atasuke uskoczył ratując ich przed kolejną serią węży.
- Atasuke, powtarzam, że to za silni przeciwnicy, słuchaj mnie, jeśli mamy przeżyć- pouczył surowo.
Atasuke nie odpowiedział. Zatrzymali się przy Setsunie i Amarze.
- Oni otworzyli kryptę!- panikowała dziewczyna- Gdzie jest moc, która była w niej zapieczętowana?
- Ta dziwna energia...- zaczął Obito- Została całkowicie wessana przez Natsuo. Wszyscy wytrzeszczyli oczy.- Nie czas na pogaduszki, mamy ważniejszy problem- Patrzył na Kisame i Orochimaru.
- Do czasu otwarcia pozostałych 4 krypt zostało trochę czasu- zaczął Orochimaru oblizując się- Spróbujcie nas czymś zająć do tej pory.
- Uhhh...- Natsuo przebudził się. Udało mu się stanąć na nogi i rozejrzał się- Co się dzieje?
- Natsuo!- Setsuna rzuciła się na chłopaka trzymając w swoich ramionach. Nie spodziewał się.
- Dobrze że wstałeś, możesz się przydać- powiedział Atasuke. Natsuo zdziwiony spojrzał na niego. Zobaczył przeciwników, wstał. O dziwo nie czuł niemocy po zemdleniu.
- Atasuke...- blondyn zauważył zmianę Atasuke. Jego szarą skórę, długie pazury i dłuższe kły. Nawet włosy miał nieco dłuższe i bledsze. 'Tak samo wyglądał podczas naszej walki w trakcie egzaminu... Walczy w takim stanie? Mamy szansę wygrać!' pocieszył się w duchu. Pamiętał jaki Atasuke był wtedy szybki i niesamowicie silny.
Młody Uchiha ruszył na nich z prędkością robiącą wrażenie, a jego czerwony sharingan zdawał się świecić i zostawić ślady po poruszaniu się. Dla oczy Natsuo Atauke po prostu nagle pojawił się przed Kisame i z wyskoku zaatakował głowę. Kisame uniknął ale nie przygotował się na ciąg ataków, gdyż Atasuke wykonał na koniec cięcia swoimi pazurami. Kisame zasłonił się przgubem, który został okaleczony.
Orochimaru cisnął wężem ku chłopcu będącemu nadal w powietrzu, jednak został on zatrzymany przez Obito. Łańcuch którym władał owinął się wokół szyi zwierzęcia a sam Obito zmusił Orochimaru do odskoku oddalając go od Kisame i Atasuke.
- Ja jestem twoim przeciwnikiem- powiedział z chłodem w głosie.
Atasuke w tym czasie wylądował na ziemi na "czterech łapach" jak zwierze, chcąc skoczyć do celu. Jednak Kisame zatrzymał go, wodne pułapki złapały za kończyny chłopaka unieruchamiając go (pamiętamy, że podłoga wciąż jest pokryta płytką wodą).
Przed dobiciem Atasuke został uratowany przez blondyna, który z krótkim mieczem w ręku pojawił się między nimi i obracając się odbił atak Samehadą. Atasuke skoncentrował chakrę i uwalniając ją uwolnił się z pułapek. Skoczył nad Natsuo nacierając na Kisame serią uderzeń zmuszając do kilku kroków w tył. Wtedy Natsuo wytworzył dwa wodne pnącza i uderzył nimi prosto w Kisame. Uderzenie trafiło w cel, Kisame sunął na po ziemi na ugiętych nogach przez jakąś chwilę aż się zatrzymał. Obaj byli z siebie zadowoleni, jednak tylko Natsuo uśmiechał się triumfalnie.
'Ci dwaj, są niesamowici' pomyślała Setsuna. Obito podczas swojej walki również zauważył jak wyszła im praca zespołowa.
Kisame ze spuszczoną głową wyprostował się, obaj chłopcy czekali. Gdy podniósł głowę, na twarzy wciąż miał ten swój ignorancki uśmiech.
- Przyjmując ten atak chciałem sprawdzić waszą siłę- zaczął- Nieco się zawiodłem- Natuso i Atasuke zacisnęli pięści i szczęki.
- Cholera..- zaklął Natsuo.
Atasuke sformował kilka pieczęci i natarł na Kisame wielką kulą ognia. Ta rozświetliła całą grotę. Gdy zderzyła się z obroną Kisame Atasuke zniknął, chcąc uderzyć w Kisame z całej siły wykorzystując dym. Natsuo patrzył w centrum dymu, słysząc po chwili jak nastąpiło potężne uderzenie. Opadł dym i Natsuo zrozumiał. Oczy mu się rozszerzyły w narastającym przerażeniu.
Ten odgłos starcia nie nastąpił po uderzeniu Atasuke, Kisame stał z Samehade uniesioną po skosie w przed siebie i w górę, a na jej czubku tkwił Atasuke, nie ruszając się. Kisame się zaśmiał. Obito i Natsuo zacisnęli zęby.
- Nadal nie rozumiecie, dzieciaki?- prychnął. Opuścił miecz a obolały Atasuke opadł na plecy na ziemię, po czym Kisame wbił go w ziemię potężnym stąpnięciem. Pod Atasuke zrobiła się dziura a z ust chłopaka aż wystrzeliła krew ze śliną. Obito, Natsuo nawet Setsuna nie mogli oderwać od niego wzroku. Atasuke dopiero wtedy zrozumiał slowa Obito, to naprawdę nie ich poziom.
Natsuo za pomocą wodnego korytarza znalazł się przy nich chcąc uwolnić przyjaciela, jednak sam został niespodziewanie rzucony w tył przez atak Samehadą.
- Natsuo!- Setsuna w akcie paniki i gniewy wywołała spod ziemi mnóstwo korzeni i pnączy i natarła nimi na Kisame. Ten jedynie zamachnął się Samehadą i zniszczył to, czym zaatakowała Setsuna. Zostawił Atasuke, który obolały nie mógł jeszcze wstać. Zaczął iść w kierunku Setsuny i Amary, obie dziewczyny stopniowo panikowały.
- Pora na was- uśmiechnął się podle rekin i uniósł Samehade- Wtedy jednak znowu pojawił się Atasueke, tuż nad nim. Chciał zaatakował z prawej ręki swoimi pazurami, był niesamowicie szybki mimo ciągłych boleści po przyjęciu poprzedniego ataku. Nie wiedział dlaczego, ale musiał chronić swoich towarzyszy. Nie rozumiał, że to przez Kotoamatsukami Shiusieo.
Kisame zareagował szybciej. Odwrócił się i uderzył chłopca w locie ciskając nim w prawo.
Los chciał, żeby miejsce w które uderzył było jednym z przejść otwierającej się krypty. Podobnie jak w przypadku Natsuo, Atasuke zniszczył przejście, tym razem uwalniając białą formę energii.
Biała smuga najpierw się unosiła, potem jednak wyczuwając Atasuke ruszyła w jego kierunku. Chłopak akurat wstał, gdy biała magia otoczyła pierw jego lewą dłoń, potem przegub zmierzając coraz wyżej. Atasuke nie wiedząc co się dzieje stał jak zamurowany.
- Zabierz go stamtąd!- wydarła się przerażona Amara. Setsuna jak na zawołanie przywołała jeden korzeń, ten chwycił  chłopca i oderwał go z sideł magii. Ta jednak pozostała na jego lewym ramieniu, po czym wchłonęła w nią.
Atasuke zaciskał pięść owej ręki. Nie wiedział co się właśnie stało. Dostrzegł ruch. To kisame stał obok i uderzył Samehadą z góry. Atasuke nie mogąc nic zrobić, odruchowo zasłonił się ręką.
Odgłos stłumionego uderzenia rozniósł się echem po grocie. Zirytowany Kisame i zdumiony Atasuke wpatrywali się w jego lewe ramie, którym się obronił. Skóra na nim była biała, po prostu zatrzymało uderzenie.
- Co to ma być?- spytał zdenerwowany Kisame i znowu uderzył. Atasuke znowu się zasłonił i znowu niemal bezproblemowo zatrzymał cios. Wszyscy wpatrywali się nie rozumiejąc o co chodzi.

Orochimaru poleciał kilka metrów w tył na plecy po kopnięciu Obito, które w końcu weszło.
- Zawsze się zastanawiałem- zaczął Orochimaru- Jak to jest, straciłeś oko, połowę ciała, a jednak przeżyłeś?- wstał Orochimaru najwyraźniej niewzruszony ciosem Obito.
- Zawdzięczam to swojemu mistrzowi- powiedział Obito, zobaczył jednak wtedy, co się dzieje u Natsuo i Atasuke. Orochimaru wykorzystał tę sytuację i spod ziemi przed Obito wyskoczył duży wąż Orochimaru, który owinął się wokół jednookiego od stóp po szyję. Obito spojrzał srogo na Orochimaru, który wstał.
- Ty nadal się niczego nie nauczyłeś, Orochimaru- powiedział cicho Obito. Jego sharingan ponownie przybrał postać Kamui, jak gdyby nigdy nic przeniknął przez węża, który próbując go ugryźć również przez niego przenikał. Obito szedł w stronę Orochimaru.
'Co za irytująca technika...' poirytował się Orochimaru. Obito stojąc przed Orochimaru patrzył mu prosto w oczy. Wąż zaatakował jeszcze kilka razy, jednak bezskutecznie. Raz nawet niemal trafił Orochimaru, przenikając przez węża.
Zaczął do niego mówić, Orochimaru nie wiedział o jednej rzeczy.
Prawdziwy Obito chwilę temu już przystąpił do walki. Oczarował Orochimaru genjustsu w momencie gdy spojrzał mu w oczy swoim Kamui. Nie był on może mistrzem w technikach iluzji, jednak samo Mangekyou jest na tyle potężne, by wykonać genjutsu na poziomie przynajmniej podstawowym. Tak długo, jak zachowa motyw rzeczywistości, tak długo Orochimaru nie domyśli się, że został złapany w pułapkę.

Mimo faktu, iż tajemnicza biała energia sprawiła, że lewe ramie Atasuke może przyjmować potężne ciosy bez żadnej szkody, chłopak nie był w stanie chronić się nią przed wszystkim.
Po wyprowadzeniu kilku ciosów, którymi nie zdołał trafić Kisame zdecydował się na jeszcze jeden ruch.
Ruszył z prawym sierpowym, co było zbyt banalne dla Kisame, który skontrował to swoim kopnięciem.
Wtedy jednak Atasuke zmienił swoją pozycję, wyginając się zwinnie przeszedł tuż obok i dwoma palcami uderzył w jeden punkt na lewym ramieniu Kisame, nie zdążył jednak uciec gdyż wcześniej wyprowadzona noga wróciła i z nieludzką siłą piętą trafiła w chłopca rzucając nim do tyłu. Wylądował na zgiętych nogach po wykonaniu przewrotu.
Kisame chciał do niego ruszyć, gdy ku jego zaskoczeniu jego lewa ręka nie odpowiadała.
- Co do...- oburzył się.
- Może i jesteś silniejszy od nas wszystkich- zaczął Atasuke prostując się. Kisame spojrzał na niego zagniewany- Ale to nie znaczy, że trafiłeś na słabeuszy. Mój styl walki opiera się przede wszystkim na technice i szybkości- tłumaczył- Sharingan pozwala mi na zobaczenie wielu niewidocznych rzeczy. Podejrzałem w ten sposób walkę pewnego członka klanu Hyuuga- mówił- Co prawda nie jestem jeszcze w stanie zablokować przepływu i wylotu chakry- stwierdził- Ale umiem za to uszkodzić twoje bodźce nerwowe, wstrzymując tymczasowo możliwość władania daną kończyną- Kisame delikatnie drgnął i spojrzał na rękę- Ty jesteś brutalnym typem przeciwnika- zauważył Atasuke. Obito, Natsuo i reszta wpatrywali się w nich obu- Co oznacza, że jestem niemal najgorszym typem przeciwnika dla ciebie- Przybrał dziwną formę bojową, nie przypominała ona żadnej użytej dotąd postawy przez chłopaka.
'Ta postawa, Czy  to...?' nie dowierzał Obito. W jego głowie pojawił się obraz tego, który używa tej postawy zawsze 'Neji...'.
- Styl i sposób walki klanu Hyuuga jest godny podziwu i szacunku- oznajmił Atasuke- W tajemnicy obserwowałem treningi jego przedstawicieli- wyjaśnił- Chodź!- rozkazał. Kisame zagryzł szczęki delikatnie spuszczając podbródek, nie spuszczał jednak wzroku z chłopca.
'Cholerny dzieciak' myślał Kisame 'Działa mi już na nerwy. Co to w ogóle za postawa?' Przerzucił wzrok na Orochimaru 'W dodatku ten świr dał się złapać w genjutsu. Sam muszę się tym zająć... ehh'.
- Nie- odpowiedział krótko- To ty przyjdziesz do mnie- zapewnił. Atasuke nieco się zdziwił- W przeciwnym razie...- zaczął, po czym niespodziewanie uderzył Samehadą w ziemie rozpryskując wodę. Nagle z wody wyrzuciło Natsuo, który po tym ciosie wzbił się w górę i poprzez brutalne kopnięcie Kisame wylądował pod nogami Atasuke. Zaciskając zęby i mrużąc oko w bólu oparł się o łokcie i powoli wstał- Myślisz, że zaskoczysz mnie tą sztuczką po raz drugi?- zakpił- Woda to mój żywioł, ty z niej tylko korzystasz- ostrzegł.
- Nadchodzę!- Atasuke ruszył utrzymując postawę. Kisame zamachnął się mieczem, jednak nie zbyt szeroko. Atasuke wykonał nieco niespotykany unik i wyprowadził kolejne uderzenie dwoma palcami. Tym razem jednak Kisame do tego nie dopuścił i obronił się atakiem mieczem.
Młody Uchiha postawił jedną nogę z tyłu i zataczając krąg górną partią ciała uchylił się prosta dłonią o złączonych palcach uderzył w bok Kisame a niespodziewana siła uderzenia zmusiła go do cofnięcia się.
- Niesamowite... jego ruchy są identyczne jak te Nejiego- powiedział Natsuo zadziwiony.
- Nie do końca- sprostował Obito stojący przy nim, nie wtrącał się chwilowo do walki. Pilnował wciąż kontrole nad Orochimaru. Chwilowo Atasuke sobie radził- Jego ruchy są bardzo podobne, jednak daleko mu do doskonałej kopii ruchów Nejiego.
- Hyh?- Natsuo spojrzał nań zdziwiony.
- Nie tajemnicą jest, że Neji jest geniuszem, w dodatku posiada on również potężne oczy, Byakugana- wyjaśniał- Niemal niemożliwym jest bezbłędne odtworzenie kroków, które są wyuczone od najmłodszych lat. Niesamowite jednak, że Atasuke zdołał w takim stopniu opanować szczegóły tych kroków.
Jego sharingan pozwalał mu dostrzec różnice między Atasuke a Nejim. Była zbyt widoczna.
Kisame w końcu uderzył Samehadą w ziemię tuż przed nim w dookoła wzbiła się w górę woda, zmuszając Atasuke do odskoku. Chłopak był niesamowicie zmęczony. Stracił dużo chakry na powtarzanie technik, skupianie się na stylu walki Nejiego i kontrola sharingana. Kisame przeciwnie, zdawał się jeszcze rozgrzewać. Gdy woda opadła już go tam nie było. Rozejrzeli się.
- Cholera...!- Obito zorientował się, że Kisame stoi już przy Orochimaru i niszczy klona, uwalniając tym samym Orochimaru spod techniki iluzji.
W tym samym czasie coraz więcej magii znajdowało się już w powietrzu groty.
Amara przejęta tym faktem nie była w stanie jej zapieczętować, jednak mogła ją zatrzymać, co robiła przez cały ten czas.
- Niezła sztuczka Obtio- powiedział wciąż uśmiechnięty Orochimaru- Udało ci się zamknąć mnie w technice iluzji- spojrzał na Amarę kumulującą całą magię o różnych barwach w jednym miejscu.
Z ziemi tusz obok obu członków Akatsuki niespodziewanie wyłonił się dziwny koleś. Jego głowę otaczały zygzakowate jakby paszcze rośliny, a sam on był przedzielony na pół, tworząc białą i czarną stronę.
- Zetsu?- zdziwił się Orochimaru.
- Wy dwoje za długo już bawicie się w tej grocie- zganił ich grubym i nieco chrapliwym głosem- Dawno już powinniście zrobić swoje, tymczasem lada moment będą tu ludzie z osady. Są już prawie na miejscu- ostrzegł.
- A więc kończymy- ucieszył się Kisame- A szkoda, zabawa była przednia- z uśmiechem spojrzał na drużynę czwartą, która nieco się spięła.
Kisame wzbudził niespodziewanie falę wodną dookoła siebie i ciągnąc ją za sobą rzucił się ku przeciwnikom. Przyjęli pozycje obronne, jednak na nic. Potężna siła wody rzuciła nimi wszystkimi w tył.
Kisame rozwiązał czubek swojej Samehady i ukazała się granatowe, nierównomierne coś. Nikt nie potrafił tego nazwać. Wiadomym było jednak, że to żyło. Na swoim łukowatym szczycie miała otwór gębowy, który otworzył się i zaczął zasysać tę magię.
- NIEEE!- krzyknęła przerażona Amara. Atasuke podbiegł kilka metrów ale coś go zatrzymało. Jego oczy stały się całe białe a z jego ciała ulatniała się dziwna, niemal przezroczysta energia, która ruszyła w stronę wchłanianej magii i otaczając ją nie pozwalała na dalsze wessanie, mimo iż ubyło jej dużo.
Reszta drużyny została zatrzymana przez Orochimaru, przed którym postanowił ich chronić Obito. Był zalany zimnymi potami. Orochimaru jedynie się uśmiechnał. 'Jeśli przez niego przeniknę by pomóc Atasuke, najpewniej zaatakuje pozostałych' obmyślał Obito. Setsuna była nieprzytomna od silnego ataku Kisame, Natsuo wciąż obolały stał na ugiętych nogach. Obito podejrzewał u niego złamanie conajmniej kilku żeber, gdyż ciągle się za nie trzymał i nie mógł poruszać. Nic dziwnego, że nie mógł nic zrobić, a mimo to przy ataku Kisame zasłonił Setsunę własnym ciałem. Co prawda udało mu się zapobiec poważnym obrażeniom Setsuny, jednak i tak straciła ona przytomność. Natsuo trzymał ją, wściekły i zdruzgotany wpatrując się w Atasuke.
'Przepraszam was, przepraszam, że nie jestem w stanie zapewnić wam lepszej ochrony...' żałował Obito.
- Ty irytujący gnojku- kipiał Kisame ze złości. Przywołał wodnego rekina, który wyskoczył z tafli wody i uderzył w chłopaka otwierając paszczę jakby chciał go zjeść. Atasuke przeturlał się po ziemi, nie był w stanie nic zrobić, nie miał kontroli nad własnym ciałem. Jego ciało samo się uniosło jakiś metr nad ziemię z rozpostartymi ramionami. Jego oczy ciągle pozbawione tęczówek i źrenic. Ciągle emitował tą dziwną chakrę, która wciąż chroniła magie Leśnych. Dziwnemu zachowaniu Atasuke towarzyszyły wydzierające się z gardła chrapliwe i stłumione okrzyki bólu. Jakby coś rozrywało go od środka. Postać, jaką przybrał po powrocie z krainy królików stopniowo zanikała od stóp. Jego skóra stawała się znów normalna, paznokcie również. Włosy nieco się skróciły i ściemniały a kły wróciły do pierwotnej postaci.
Wszyscy, łącznie z członkami Akatsuki wpatrywali się w chłopca nie wiedząc kompletnie co się dzieję.
- To ten dar...- zrozumiała Amara.
- Co takiego?- zdziwił się Natsuo- Króliczy król podarował Atasuke jakąś moc, informując, że pozwoli mu uchronić magię Leśnych- Natsuo patrzył na nią wielkimi oczami. Zauważalne było to, że magia była jakby połykana przez chłopaka. Wchłaniał ją. Dlatego tak cierpiał.
- A więc to dobrze, tak?- pocieszył się Natsuo.
- Nie- odpowiedziała zmartwiona Amara- Taka ilość magi w jednym naczyniu, jakim jest Atasuke może zakończyć się tragicznie- wyjaśniła- Atasuke może stracić życie, a jego ciało na zawsze pozostanie naczyniem dla magi Leśnych- sprostowała przerażona. Obito i Natsuo wytrzeszczyli oczy.
- Trzeba go oddzielić od tej magi póki jest czas!- krzyknął Natsuo kładąc Setsune na ziemi i ruszając biegiem w stronę Atasuke.
- Natsuo stój!- krzyknął Obito który rzucił się za nim. W między czasie Kisame próbował zaatakować Atasuke, jednak magia broniła go. Nie pozwalała do siebie dopuścić.
Atasuke cierpiał. Czuł, jakby magia rozrywała jego wnętrze by znaleźć miejsce dla siebie. Nie mógł nic zrobić. Spod powiek wypłynęły mimowolne łzy cierpienia. Wrzaski były coraz głośniejsze i coraz bardziej czuł jak rozrywają mu gardło.
'Nie pozwolę ci umrzeć, w imię czegoś, co nawet nas nie dotyczy...' myślał Natsuo biegnąc. Nie widział Orochimaru, który stał na jego drodze do przyjaciela, widział tylko cierpiącego Atasuke, na ciele którego pojawiały się różnokolorowe jakby pękniecia skóry 'Tyle razy uratowałeś mi życie...' w jego głowie pojawiały się wspomnienia, w których Atasuke go ratował, gdy podczas ich pierwszego spotkania stanął w jego obronie przed staszymi uczniami akademii 'I masz teraz po prostu umrzeć? Stać się naczyniem dla czegoś, czego nigdy nawet nie chciałeś? Twoja siostra...'.
Orochimaru nie dał mu przejść, kopniakiem posłał go z powrotem kilka metrów dalej.
Natsuo przewrócił się w locie i poturlał po ziemi. Po chwili obolały dźwignął się na nogi i ruszył z powrotem. Amara płakała, widząc i słysząc cierpienie Atasuke oraz uparte próby Natsuo, który ciągle chciał uratować Atasuke. Próbował przebić się przez Orochimaru, bezskutecznie.
Obito mimowolnie ruszył ku Atasuke, jednak Orochimaru nie miał zamiaru przepuścić i jego.
'Plany nabrały nieco złego obrotu' pomyślał 'Jeśli chłopak zostanie naczyniem, będziemy musieli zabrać go ze sobą. Wtedy z pewnością Obito ruszy w pościg. Nie mamy jednak wyjścia'.
- Atasuke...!- wydarł się z gardła rozpaczliwy krzyk Natsuo. 'Twoja siostra... '

' - Jesteś w drużynie z moim bratem, prawda?- spytała Yuumi, mała dziewczynka o czarnych włosach, która będąc z rodzicami na placu zabaw zobaczyła przechodzącego blondyna- Jesteś Natsuo, prawda?
- Hug?- zdziwił się blondyn- Mówisz o Atasuke? 
- Mhm!- przytaknęła z dumą Yuumi- Masz spore szczęście, że masz go w drużynie, jest najsilniejszy- pochwaliła z dumą. 
- CO?!- oburzył się Natsuo podnosząc ton- Wcale że nie jest! Mogę go pokonać w każdej chwili- zapewnił pewny siebie. Maleńka Yuumi spojrzała na niego zaskoczona. 
- Naprawdę?- niedowierzała. 
- Ba!- przytaknął podnosząc kciuk w górę- Nazywam się Okazaki Natsuo!- mówił nieco za głośno- Pewnego dnia stanę się najsilniejszy w całej wiosce- zapewnił- Nie dam się wygryźć jakiemuś pochmurnemu drewniakowi!
Dziewczynka wciąż wpatrywała się w chłopaka, któremu urody dodawało pomarańczowo-złote światło zachodu słońca. 
- Chodź Yuumi- powiedziała jej mama, którą po nią przyszła- Musimy już wracać- powiedziała z ciepłym uśmiechem, delikatnie chwytając za dłoń dziewczynkę. Yuumi chwyciła ją- Twój starszy brat lada moment wróci z treningu z Fiijo- zapewniła z uśmiechem mama. 
- Mhmm- skinęła głową Yumi nie mogąc doczekać się spotkania brata- Obiecaj mi coś- tuż przed odejściem ponownie zwróciła się do Natsuo.
- Tak?- zdziwił się. 
- Skoro jesteś tak silny, obiecaj mi, że będziesz się opiekował moim bratem- poprosiła, szczerze wierząc w siłę Natsuo. Chłopak stał jak wryty, po chwili się otrząsnął i z szerokim uśmiechem uniósł kciuk w górę. 
- Możesz na mnie liczyć!- zapewnił- Nie pozwolę by stała się mu jakakolwiek krzywda- obiecał. 
Yuumi się uśmiechnęła i machając mu odeszła razem z mamą. 
Natsuo patrzył za nimi, i po chwili uśmiech zaniknął z jego twarzy. Wiedział, że jest zbyt słaby by móc dotrzymać słowa. Zacisnął pięści.  '

Wspominał Natsuo ze łzami w oczach.

' "Obiecaj mi, że będziesz się opiekował moim bratem" '. 

'Obiecałem cię chronić. Trenowałem, by stać się silniejszym, tylko po to by móc ci dorównać i dotrzymać słowa, danego twojej siostrze ' wstał po kolejny powaleniu przez Orochimaru.
 - Dlaczego jesteś taki uparty?- spytał Orochimaru- Dlaczego nie odpuścisz, wiedząc że to na nic?
 - Dałem słowo...- odezwał się cicho- Obiecałem...
Orochimaru jak i reszta wpatrywali się w chłopca, który stał na chwiejnych nogach ze spuszczoną głową

Wściekły Kisame zaprzestał prób atakowania Atasuke, były bezskuteczne. Obito spróbował z miejsca wysłać magię Leśnych do swojego wymiaru, jednak nie zadziałało. Magia coraz bardziej była pochłaniana przez Atasuke. Jego krzyki były coraz bardziej rozpaczliwe i dławiące. Łzy leciały mu spod powiek jak groch. Ciało coraz bardziej ozdabiały jaskrawe pęknięcia.

- Nie mogę pozwolić, by umarł- powiedział Natsuo-  Tyle razy uratował mi skórę przyjmując na siebie cios...- mówił zaciskając pięści- Zawsze walczył z myślą o towarzyszach. Nie zostawiłby nas, gdybyśmy byli na jego miejscu...
- Natsuo...- Obito nie mógł już wytrzymać. Amara niemal płakała.
- Jeśli mnie teraz nie przepuścisz i zabijesz- zaczął- Jako duch zrobię wszystko by mu pomóc.
- Naiwny chłopcze- powiedział Orochimaru- Nie da się przerwać tego, co dzieje się z Atasuke- wyjaśnił- Jeśli pozwolę ci przejść, zginiesz próbując go ocalić.
- A więc zginę- wtrącił momentalnie Natsuo. Obito drgnął. Podszedł do Orochimaru a dzieliło ich tylko kilka kroków.
- To coś, czego ty nie zrozumiesz, Orochimaru- powiedział- Przyjaźń i lojalność- dodał- To rzeczy cechujące prawdziwego shinobi- mówił chłodno- Ty, w swojej żałosnej i nieludzkiej egzystencji nigdy nie pojmiesz znaczenia tych słów.
Natsuo ponownie ruszył ku Atasuke, nie mając już siły biec z ledwością szedł. Był wymęczony i pobity.
- Atasuke...- mówił cicho. 'Cokolwiek mogę zrobić, zrobię to. Dotrzymam słowa'.
Szedł coraz śmielej. Minął już zdumionego Obito, zaraz potem Orochimaru. Dotarł niemal do Atasuke i wyciągnął nań ręce.
- Jeśli mogę przejąć twój ból, zrobię to- powiedział.
Złapał Atasuke za nogi, a jego oczy zaświeciły na niebiesko, źrenica stała się biała. Wszyscy dalej wpatrywali się ze zdumieniem, Orochimaru jednak najbardziej.
Reszta magi, jaka jeszcze nie została wchłonięta została przejęta przez Natsuo.
Atasuke przestał krzyczeć, nieprzytomny opadł w dół. Złapał go Natsuo, ledwo przytomny samemu padł na kolana pod wpływem ciężaru przyjaciela. Obito podbiegł do nich.
Natsuo spod ciężkich powiek patrzył na nieprzytomnego Atasuke. Pęknięcia na jego ciele straciły już na barwie, lecz jednak zostały. Jego lewe ramie z kolei było całe białe i nietknięte przez pęknięcia. Swoją barwę zawdzięczała białej magi, która wcześniej otoczyła jego ramię.
- Nie pozwolę ci umrzeć- wyszeptał i padł nieprzytomny, podczas upadku złapał go Obito.
Przez wejście do groty weszło kilkunastu strażników osady, w czym wódz i ojciec Amary.
- Obtio- odezwał się Orochimaru, gdy razem z Kisame stali obok Zetsu- Wiedz, że to jeszcze nie koniec- zapewnił. Zatsu przywołał coś na wzrór rośliny jaka otacza jego głowę i wraz z Orochimaru i Kisame zniknęli w ziemi, zanim dobiegli do nich osadnicy.

Minęły dwa dni, medyk z osady nie był w stanie wybudzić Atasuke ze śpiączki. Jego stan wydawał się jednak stabilny. Gdy wszyscy doszli do siebie, Konoszanie wrócili do wioski, transportując ze sobą uśpionego Atasuke. Każdy ogarnięty przez doła.
Cała sytuacja została dokładnie wyjaśniona przed wodzem. Amara, jako potomkini Leśnych zgodziła się na zabranie ze sobą Atasuke, będącym teraz naczyniem dla całej ich magii, oraz Natsuo mającym jej część.
Po powrocie do wioski zdano szczegółowy raport przed Hokage i starszyzną. Sytuacja była trudna. Nie wiadomym było co stanie się z Atasuke a i sprawa Natsuo nie była specjalnie jasna.
Będąc jeszcze w osadzie Amara ponownie spróbowała połączyć się z Atasuke, jednak bez żadnego efektu, jakby działało to tylko raz.
Atasuke trafił do szpitala, będąc pod całodobową obserwacją medyków.
- Śpiączka to okresowa choroba- mówił lekarz- Nie da się z niej wybudzić na siłę. To jego walka- powtarzał- Bliscy odchodzą do krainy snów, by wrócić silniejszymi.
Gdy tylko rodzina Atasuke się dowiedziała natychmiast udali się do szpitala. Yuumi ze łzami w oczach wtuliła się w brata, błagając o to by otworzył oczy i ją przytulił.
- Miałeś go chronić!- krzyczała do Natsuo ze łzami w oczach. Jej matka również płakała, pocieszana przez męża- Obiecałeś! Mówiłeś, że jesteś w stanie!
Natsuo odwrócił się i ruszył ku wyjściu. Zatrzymał się przed nim.
- Przepraszam...- powiedział- Przepraszam, że byłem zbyt słaby by go ocalić- łzy pociekły mu po policzkach. Zacisnął pięści i wyszedł, nie mogąc znieść ciężaru i bólu.
Obito i Setsuna postanowili zostawić rodzinę z Atasuke.
Yuumi cały czas wołała brata. Spojrzała na nadgarstek chłopaka, nadal miał na nim opaskę, która sama dla niego przygotowała na jego urodziny.
Spuściła głowę i przestała wołać.
- On nie odpowie...- wybąkała.