Minęło już kilka miesięcy, Iruka przedstawił nam już niemal wszystkie niezbędne informacje na temat świata shinobi a dziś mamy rozpocząć naszą pierwszą lekcję "praktyczną", tzn. opartą na praktyce a nie na teorii jak lekcje dotychczas.
Jeśli chodzi o atmosfere w domu to ku mojemu zdziwieniu nadal była tak samo zaskakująca. Ojciec co prawda nie zaczął mnie traktować jak prawdziwego syna ale za to przynajmniej zaczął mnie jako tako postrzegać. Mama z kolei przestała traktować mnie jak ofiarę losu i nie patrzy już na mnie tym swoim empatycznym wzrokiem. Mimo upływu tych trzech miesięcy dalej zastanawiam się co mogło wywołać u nich taką zmianę, i w dalszym ciągu nie wymyśliłem nic sensownego, z drugiej strony dręczyły mnie słowa Fiijo, tamtego wieczora "Tylko tchórze i słabeusze się poddają. Poddając się hańbisz swój klan i nazwisko"- zamknąłem oczy i potrząsnąłem głową by odrzucić od siebie nacierające wspomnienia. Raz minąłem go na ulicy, zawołałem za nim, ten zatrzymał się i spojrzawszy na mnie przez ramie odszedł. Od tamtej pory wznowiłem treningi, nie wiem czy tak jak wcześniej ogląda je gdzieś z ukrycia (co bardzo by mnie ucieszyło).
Rozmyślając tak dotarłem do akademii nie zauważając jak szybko mi to zeszło. Wszedłem do akademi, następnie do klasy i zająłem swoje miejsce. Większość uczniów już była na swoih miejscach, jak zwykle rozmawiali i żartowali. Zdaję sobie sprawę że tylko ja nie mam kolegów. Nawet Natsuo ich ma. Nie przeszkadza mi to, nie jestem typem towarzyskim, aczkolwiek to mi nie przeszkadza we współpracy. Z biegiem minut przybyli pozostali uczniowie i zajęli swoje miejsca, Iruki jeszcze nie było więc ci co doszli dołączyli do zagorzałych rozmówców.
-Witam wszystkich- do sali wszedł Iruka z jakąś dziewczynką, jego nagłe wejście wywołało małe zamieszanie gdyż nikt nie spodziewał się go tak wcześnie, nawet ja byłem zaskoczony. Uczniowie w pośpiechu wracali na swoje miejsca hałasując przysuwanymi krzesłami.
-Witajcie, mam dla was nowinę- oświadczył Iruka zadowolony jak zwykle- Od dziś będziecie mieli w klasie nową koleżankę, oto Wakano Setsuna - wskazał na błękitno-oką blondynkę, była nawet podobna do Ino, z tym że włosy Setsuny były o wiele dłóższe, dwa kosmyki uczesane w warkocz a pozostałe rozpuszczone. Ładna i urocza jednak nie tak jak sama Ino- Setsuna, zajmij proszę miejsce koło Ino- Iruka wskazał na miejsce wolne obok Ino, Setsuna kiwnęła głową nieśmiało i wykonała polecenie. Wchodząc na drugi podest w rzędzie pod ścianą spoglądała na wszystkich.
-Huh..- ujrzała mnie, zarumieniła się i usiadła koło Ino która przywitała ją serdecznym uśmiechem.
-Cóż, jak wiecie dzisiaj rozpoczynamy nasze zajęcia praktyczne, zanim jednak to nadejdzie chciałbym sprawdzić waszą wiedzę. Wiecie co mam na myśli prawda?- upewnił się Iruka z usmiechem.
-Że przepyta pan Natsuo i tylko on dostanie jedynke?- spytał Kiba pozorując nadzieję, klasa wpadła w śmiech.
-Hej!- oburzył się Natsuo który oderwał oczy od Setsuny.
-Nie- odparł Iruka- to oznacza że wystąpisz na środek i wyśpiewasz mi wszystko co mówiłem w ciągu ostatnich trzech miesięcy- zastraszył Iruka śmiertelnie poważnym tonem. Kiba się przeraził a potem opadł głową na ławkę.
-Łahahahaha- wyśmiał go Natsuo- I co teraz?! Łeeee..- wskzał na niego prawym palcem wskazującym, lewym naciągnął w dół lewą powieke i wystawił język.
-A Natsuo zaraz po tobie- dodał Iruka.
-Coo!?- tym razem to Natsuo zmarnowany opadł na ławkę.
Ostatecznie Iruka przyznał się do żartu i rozdał sprawdziany WSZYSTKIM. Napisaliśmy je w ciągu półgodziny i oddaliśmy Iruce.
-Dobra- powiedział Iruka gdy dostał ostatnią pracę. Zebrał nas i wszyscy razem udaliśmy się na zewnątrz, a dokładniej na boisko treningowe znajdujące się tuż obok placyku.
Ustawiliśmu się w rzędzie przodem do Iruki, ja jak zwykle z rękoma w kieszeni i w luźnej pozycji, Shikamaru natomiast stał jakby zaspany z dłońmi założonymi za głowę. Setsuna stanęła na końcu rzędu obok Ino.
-Pewnie zastanawiacie się jak będą wyglądały wasze pierwsze zajęcia praktyczne?- powiedział na głos, zabrzmiało to jak pytanie jednak nie było nim- Cóż, zaczniemy od sprawdzenia waszej celności potem na skupieniu czakry a na koniec dla rozrywki i zwiększenia waszej chęci rywalizacji potrenujemy Taijutsu[1]- oznajmił, wielu ucieszyło się na dźwięk słowa Taijutsu. Ja nie przejąłem się tym zbytnio, choć gdy o tym pomyślałem to stwierdziłem że chciałbym zmierzyć się z Nejim, wygląda na silnego. Niestety tylko on w tej klasie- Żeby było fer- kontynuował Iruka- będę was wyczytywał z listy losowo. A więc..- zaczął wertować wzrokiem listę.
-Ja! Ja chcę pierwszy! Ja!- Wykrzykiwał Natsuo podskakując i wymachując rękami. Iruka spojrzał na niego poirytowany, brew mu drgnęła kilka razu. Przeniósł zirytowane oczy na listę.
-No dobra, Natsuo- powiedział Iruka czując że jego zdanie liczy się coraz mniej wraz z tym jak Natsuo skakał i krzyczał coraz to głośniej. W rzeczywistości i tak każdy wiedział że to wcale nie on miał być pierwszy.
-Yaaahiii!- krzyknął Natsuo wyrzucając pięść do góry i podszedł do Iruki dumnym krokiem.
-Musisz trafić w środki wszystkich tarcz jeśli chcesz dostać 6- powiedział Iruka wskazując pięć tarczy przymocowanych do drzewa, Natsuo dostał pięć shurikenów, wziął je i z językiem wystającym z kącika ust i pewną siebie miną spojrzał na tarczę, następnie rzucał nimi po kolei i chyba nawet nie celował. Trafił jedną prawie w środek, drugą w inną tarczę, trzecią w kłodę drzewa a pozostałymi dwoma spódłował. Spuścił ręce i głowę bezwładnie w dół załamany. Kiba wybuchł monotonnym śmiechem.
-I z czego rżysz ćwoku?!- wydarł się Natsuo wymachując pięścią ku Kibie.
-Z ciebie- oznajmił- Pokaże ci- powiedział Kiba i poszedł pozbierać shurikeny po Natsuo. Iruka spojrzał na niego jeszcze bardziej bezradnie zdenerwowanym wzrokiem.
-A co z moją kolejką?- spytał sam siebie pomrukiem.
Kiba zrobił popisową minę i przyglądając się tarczom wykonał rzuty. Nagle mina mu zrzędła podczas gdy Natsuo ze śmiechu aż zaczął się tarzać po ziemi. Kiba miał jeszcze gorszy wynik niż Natsuo, Trafił tylko dwoma około środka lewej górnej tarczy a pozostałymi ledwie musnął drzewo.
-Zamknij się kretynie!- warknął zdenerwowany Kiba- Tobie wcale nie poszło lepiej matole!
-Właśnie że mu poszło lepiej- wtrąciła się Setsuna, spojrzeli na nią oboje zdziwieni.
-Słucham?- powiedział Natsuo.
-No..- trochę się zmieszała, zarumieniona spuściła głowę i poprawiła kosmyk włosów odkładając go za ucho- Ty trafiłeś łącznie trzy razy, a Kiba tylko dwa- Kiba załamał się jeszcze bardziej.
-Po prostu noga mi się powinęła- zaperzył się Kiba, Setsuna upierała się że to nie prawda a Kiba szukał to coraz nowych wymówek. Najbardziej jednak zainteresował mnie Natsuo który wpatrywał się w Setsunę jak w coś co widzi poraz pierwszy w życiu, lecz nie do końca wie jak ma zareagować. W jego oczach widać było Ten błysk, zainteresowanie i ciche pragnienie. Setsuna zauważyła jego wzrok, zarumieniła się i odwzajemniła go. Natsuo również się zarumienił i z ledwością był w stanie dalej na nią patrzeć.
-Żałosne- mruknąłem z rękoma założonymi na klatce piersiowej. Iruka przerwał to zamieszanie chcąc kontynuować swoje zajęcia i tym razem postwaił sprawę jasno, że teraz to on wybiera kto przystępuję do rzutów. Ostatecznie wyniki są takie.
Shino: 2 trafienia w tarczę, 1 w drzewo i dwa poza.
Ino: 1 trafienie w środek, dwa w pole, dwa w drzewo.
Ja: 5 trafień w środek (no jedno prawie w środek, zabrakło może dwóch milimetrów ale Iruka uznał)
Neji: 5 w środek (chyba nie musze opisywać jakim spojrzeniem się obdarzyliśmy)
Reszta podobnie jak Ino, jedni lepiej drudzy gorzej. Nawet nie pamiętam ich wyników. Setsuna jednak miała aż 3 trafienia w środek i dwa w pobliżu.
-No dobrze- powiedział Iruka po ostatniej serii- Nie wszyscy ale większość z was musi poćwiczyć nad swoim celem, bardzo jestem zadowolony z wyniku Nejiego, Atasuke i Setsuny- spojrzał na nas zadowolony, jednak tylko Setsuna się troszkę zawstydziła. Ja patrzyłem na niego jak zwykle chłodno, Neji nawet w ogóle na niego nie spojrzał tylko uśmiechnął się pod nosem, pokazując co to nie on.
- Mimo to nikt nie jest skazany na porażkę.-oznajmił- Czekają was jeszcze dwa testy, skópmy się teraz na przepływie czakry i na tym jak i czy umiecie ją tchnąć w przedmioty.- rozdał nam wszystkim nieduże białe piórka, kazał nam stanąć w rozsypce zdala od siebie nawzajem, usiąść po turecku i położyć pióro przed sobą.- Waszym zadaniem jest wpłynąć czakrą na pióro tak, aby zafarbować je na kolor fioletowy. Pióra które wam rozdałem przy styczności z czakrą zmieniają kolor, tak jak czakra jest użytkowana przez was tak pióro będzię miało taki kolor.- spojrzał po nas, słuchaliśmy w ciszy a niektórzy (Natsuo i Kiba) nawet nie zrozumieli.- Zademonstruje wam- położył swoje pióro przed sobą, wyprostował się i zamknowszy oczy zacisnął pięść prawej ręki i ułożył ją przed klatką piersiową, kciu, palec wskazujący i środkowy wyprostował, ostatecznie pieczęć była ułożona w pione, wewnętrzną częścią dłoni do lewej (nie pamiętam nazwy tej formy więc nazwijmy ją pieczęcią czakry/shinobi [w zależności czy sytuacja wymaga kontaktu z czakrą])). Siedział tak w ciszy przez chwilę, ani drgnął, aż sam się zdziwiłem gdy pióro nagle drgnęło i powoli zaczęło zmieniać barwę. Najpierw różowy, po chwili coraz to ciemniejszy aż ostatecznie było purpurowo-fioletowe. Iruka otworzył oczy i zadowolony z siebie uniósł pióro w palcach i pokazał nam.
-Oczywiście nie spodziewam się zbyt wielu purpurowych piór- mówiąc to spojrzał na Kibe i Natsuo- Ta sztuczka zadziała w Taki sposób tylko gdy naprawde się skupicie na swoim zadaniu i na przepływie swojej czakry. Spróbujcie- polecił.
Wszyscy ułożyli pieczęć czakry i zamknęli oczy, osobiście nie chciało mi się stać więc usiadłem przed piórem, ułożyłem pieczęć czakry przed klatką piersiową prawą ręką, zamknąłem oczy i odetchnąłem głęboko.
Następnie skupiłem się na przepływie swojej czakry, skupiłem się na piórku leżącym przede mną. Byłem niezwykle wyciszony, jak nigdy. Jedyne co słyszałem to ćwierkot śpiewających ptaków i delikatny szum wiatru muskający moją twarz. Czułem się świetnie, byłem pewien że uda mi się zmienić barwę tego pióra. Może nie purpurę ale przynajmniej ciemny róż. Czułem na sobie dreszczyk emocji i podniecenia wyobrażając sobie że moje pióro już jest zabarwione. Kusiło mnie nawet żeby podejrzeć pół okiem. I nawet prawie to zrobiłem. Nagle zacząłem się rozpraszać, Natsuo któremu się chyba nie udawało zaczął coraz głośniej jęczeć z wysiłku. Jego dzikie odgłosy były coraz głośniejsze a wraz z tym jak on jęczał coraz głośniej ja się denerwowałem i rozpraszałem jeszcze bardziej. Po dłuższej chwili byłem już w stanie wściekłości, co było dziwne bo zazwyczaj mam nerwy ze stai. Na skroni wyskakiwała mi już żyła, powoli zacząłem zaciskać zęby i z całych sił zaciągać brwi na dół nadając mojej twarzy ocień jeszcze większej furii.
-Cholera..- zaklnął Natsuo. Modliłem się w duchu by ktoś go ogarnął bo inaczej ja bym to zrobił.
Byłem już na skraju wytrzymałości, już postanowiłem że wstanę, wleję mu i wrócę do swojego zajęcia gdy nagle:
-Możesz się zamknąć do cholery?!- wrzasnęła jeszcze bardziej wkurzona Ino, z jej ryku aż otworzyłem oczy i spojrzałem zdziwiony na sytuację. Ino stałą nad nim i wrzeszczała na niego różne wyzwiska. Ten kucał schylony i zasłaniał głowę i głupio- przestraszoną miną.Przewróciłem oczami. Spojrzałem na swoje pióro, było ciemno różowe jak podejrzewałem, choć dało się ujrzeć odcień fioletu. Spojrzałem po piórach innych, wszyscy praktycznie mieli pióra maks. różowe i to nie dosłownie. Jedynie Neji miał identyczne jak moje, Ino trochę jaśniejsze.
-Huh?- lekko wytrzeszczyłem oczy, pióro Setsuny miało taki sam odcień purpury jak Iruka. Byłem w szoku, zaniemówiłem zawstydzony. Czułem się.. gorszy.
Iruka znowu opanował sytuację znudzony już tym wszystkim jak na jeden dzień. Wziął od nas nasze pióra (był bardzo zadowolony z pióra jakie miałem ja, Neji i Ino, natomiast bardzo zszokowany był widokiem pióra Setsuny i upewnił się czy ma swoje przy sobie bo pomyślał że mu podwędziła ale nie, to było jej) a następnie kazał się zebrać wokół siebie, tak zrobiliśmy.
-Dobrze, drugi etap lekcji mamy za sobą- powiedział nie ukrywając ulgi- Przejdźmy zatem do ostatniego etapu. Taijutsu, będę was wyczytywał po kolei starając się dopasować wasze zdolności do siebie. Chcę żęby..
-Ja! Ja chcę!- Natsuo znów się zgłosił.
-POWIEDZIAŁEM ŻE BĘDĘ WAS WYCZYTYWAŁ LOSOWO WIĘC PRZYNAJMNIEJ RAZ DAJ MI URZĄDZIĆ ZAJĘCIA WEDŁUG MOJEGO PLANU!!!- Iruka stał nad nim i wrzeszczał na niego z wielkimi straszynymi oczami. Natsuo stał mało nie mdlejąc wpatrując się w niego osłupiały. Kiedy Iruka skończył Natsuo po prostu opadł na ziemie ze zniszczoną psychiką. Iruka stał już spokojnie z zamkniętymi oczami i odchrząknął w pięść. Spojrzałem na Natsuo jak reszta klasy byłem zszokowany tym zachowaniem.
-On był.. taki.. zły..- burczał sam do siebie pod nosem trzymając się za kolana i leżać na boku z bladą miną i glutem cieknącym z nosa aż do ziemi.
-Tak więc jak już mówiłem- kontynuował Iruka odchodząc od Natsuo, chodził przed nami a my wyprostowaliśmy się na baczność żeby nie nawrzeszczał nawet na nas- będę was wybierał wbrew własnemu uznaniu. Wybrani staną na środku, wykonają znak shinobi i na mój znak rozpoczną pojedynek na Taijutsu, kumite shinobich będzie trwać tak długo aż ktoś pierwszy nie wyląduje przez drugiego na glebie- spojrzał czy wszyscy słuchają, wyprostowaliśmy się jeszcze bardziej- Następnie gdy powiem że pojedynek został zakończony staniecie przed sobą i wykonacie ukłon dla przeciwnika i wrócicie do grupy. Czy wszystko jest jasne?!
-Tak!- zabrzmieliśmy chórem jak w wojsku.
-Więc zaczynamy, jako piersi wystąpią..- przewertował wzrokiem listę- Kiba, Shino!- powiedzial dość głośno. Kiba i Shino wyszli na środek, przed piersiami ułożyli znak shinobi.
-Zaczynamy Kumite Schinobich!- zabrzmiał Kiba machając ręką jak sędzią flagą na znak startu. Kiba z wrzaskiem rzucił się na Shino, wykonał kop z półobrotu na twarz Shino, ten kucnął unikając kopnięcia i jednocześnie miotełką podhaczył Kibe, ten z głupią miną się przewrócił, chiał wstać ale Shino położył mu stopę na korpusie. Kiba spojrzał na niego niedowierzając.
-Brawo Shino, szybko poszło- pochwalił Iruka, Kiba wstał, staneli przed sobą i ukłonili się sobie (co niechętnie przyszło Kibie, który przez reszte dnia patrzył na Shino z wyraźnym fochem).
-Okej- Iruka znów rzucił okiem na listę- w takim tempie skończymy jeszcze przed południem- mruknął do siebie- Następni, em.. Choji, Shikamaru!- Choji i Shikamaru saneli na środku ze znakiem shinobich, Choji miał dość przygnębioną minę.
-Co jest, Choji?- zdziwił się Shikamaru.
-No bo..- zaczął niepewnie Choji- nie chcę z tobą walczyć Shikamaru, nie chcę ci zrobić krzywdy- powiedział, jednak to nie był złośliwy tekst, jego głos był jak najbardziej szczery i zdołowany. Shikamaru uśmiechnął się.
-Nie martw się, Choji- pocieszył Shikamaru- nie zamierzam do tego dopuścić- zrobił pewnie uśmiechniętą minę.
-Ale jednak mimo to nie chcę z tobą walczyć- powiedział znów- jesteś moim przyjacielem..
-Posłuchaj, Choji- przerwał mu Shikamaru, Choji spojrzał na niego zdziwiony- potraktuj to jako przyjacielską rywalizację.
-Nie mogę, Shikamaru- powiedział stanowczo Choji, Iruka tylko przyglądał się tej rozmowie, ciężko było po nim wyczytać o czym myśli ale jedno było pewne, podoba mu się że Choji tak bardzo ceni sobie przyjaźń.
-Eh..- westchnął Shikamaru, po chwili leniwie uniósł rękę, wszyscy się zdziwili, nawet Iruka.
-Coś się stało?- spytał niepewnie Iruka.
-Poddaje się- oznajmił Shikamaru. Wszyscy byli w szoku, a zwłaszcza Choji i Iruka.
-Shikamaru..- zaczął Choji.
-Spokojnie Choji- powiedział Shikamaru z uśmiechem- I tak nie miałbym z tobą szans.
Iruka trochę zawiedziony pozwolił im odejść, próbowałem zrozumieć sens ich zachowania, jednak nie udało mi się. Myślę że to jedna z wielu rzeczy które dopiero muszę zrozumieć.
-Atasuke, Natsuo!- wyczytał Iruka. Ocknąłem się zdziwiony z zamyślań i spojrzałem na Natsuo, który aż się palił żeby mi dokopać. Czemu on?- użaliłem się nad sobą- Czemu nie ktoś silniejszy?
Stanęliśmy na środku i ułożyliśmy z palców znak shinobi przed klatką piersiową.
-Rozpoczynamy Kumite Schinobich!- zabrzmiał Iruka, Natsuo z krzykiem rzucił się w moję stroną, ja stałem spokojnie czekając aż podejdzie bliżej. Natsuo był już dwa kroki przedemną, zrobiłem krok w jego stroną i uchyliłem się, złapałem jego pięść i przerzuciłem go przez plecy na ziemie pod siebie.
Wylądował na ziemi i zszokowany patrzył na mnie, podczas gdy ja stałem luzem nad nim z rękoma w kieszeni i patrzyłem na niego.
-Nie wstawaj- poleciłem widząc że chce wstać.
-No i mamy zwycięzce- powiedział Iruka- Brawo Atasuke- pochwalił gdy go mijałem, na co i tak nie zareagowałem. Neji odprowadził mnie wzrokiem.
I tak przez następne pół godziny Iruka wyznaczał pary. Gdy skończyliśmy już wszyscy Iruka wypuścił nas do domu.
Wychodząc przepchnęli się obok mnie w drzwiach Choji, Shikamaru, Kiba i Natsuo ze śmiechem i wugłupami. Ten ostatnio obejrzał się za mną i zatrzymał, szybko zmieniłem zdziwioną minę na w miarę możliwości chłodną i wsadziłem ręce do kieszeni.
-Hej em..- zaczął stojąc jakieś trzy metry przede mną- Chcesz się może z nami pobawić?- nie wiedział do końca jak powinien się wyrazić. Shikamaru, Choji i Kiba również się zatrzymali i spojrzeli zdziwieni na nas.
Speszyłem się. Sam też nie wiedziałem jak powinienem się zachować, pewna część mnie mówiła żebym z nimi poszedł, gorąco mnie do tego namawiała. Jednak moja naturalna strona wiedziała że tego nie potrzebuje.
-Nie dzięki, ja..- zacząłem gdy nagle dobiegł nas krzyk jakiejś dziewczynki gdzieś na północ od nas. Wszyscy spojrzeliśmy zdenerwowani w kierunek skąd dobiegł nas krzyk. Spojrzeliśmy po sobie i momentalnie rzuciliśmy się biegiem w tamtą stronę. Biegliśmy prostą, skręciliśmy w prawą uliczkę i tam po paru sekundach biegu skręciliśmy w zaułek po prawej. Ja biegłem pierwszy, Kiba prawie moim tempem, Natsuo i Choji biegli na końcu. Wbiegłem w zaułek jako pierwszy i rozejrzałem się zdenerwowany sytuacją. Kilku starszych genninów zaczepiło Setsunę, cofała się przed nimi lekko przerażona podczas gdy oni zbliżali się do niej roześmiani.
-Hej!- wydarł się Natsuo widząc sytuację, pobiegł w ich stronę i stanął przed Setsuną która wpatrywała się w niego z niedowierzaniem. Poznałem ich, to ci sami którzy ostatnio zgnębili Natsuo, po jego wzroku widziałem że poznał ich, jednak chyba spotykał ich dość często gdyż nie dziwiła go ich obecność w takim miejscu i w takich okolicznościach. Poza tym po tych kilku miesiącach poznałem go na tyle że wiem, że w żadnych inych okolicznościach nie byłby taki odważny. Widać ta cała Setsuna wywiera na nim jakiś wpływ który zaczyna odmieniać jego osobowość.
-No proszę- zaczął teb blondyn któremu ostatnio prawie złoiłem tyłek- Toż to nasz kochany Natsuek- zaczęli się śmiać, Natsuo zrobił urażoną minę słysząc te zdrobnienie.
-Natsuo.. naprawdę daj sobie spokój- ostrzegła Setsuna błagalnym tonem. Natsuo spojrzał na nią przez prawe ramie uśmiechnięty.
-Nie martw się- pocieszył, spojrzała na niego zdziwiona- Już nikt cię nie skrzywdzi- spojrzał spowrotem na bandę blondyna, ale już sroższym wyrazem twarzy.
-Uhuhuhuh- zakpił blondyn- ktoś tu chce zgrywać bohatera- znowu wybuchli śmiechem- Tym razem to ja ci coś powiem, zaraz znowu ci dokopiemy i tym razem nikt już cię nie obroni. A na koniec zajmiemy się małą- wskazał głową na Setsune.
-No to dawaj- sprowokował, Blondyn Zacisnął pięść i wyprowadził cios, zarówno blondyn, Natsuo jak i Setsuna zdziwili się gdy złapałem jego pięść. Nasuo przypomniał sobie tę samą sytuację za pierwszym razem.
-Znowu ty?- zdenerwował się, jego koledzy również, Choji Shikamaru i Kiba staneli koło mnie- Cholera- zaklnął i szarpnął ramieniem by wyrwać swoją pięść z mojego uścisku. Oczywiście udało mu się, samo zatrzymanie i złapanie jego pięści było trudne z racji tego że jest większy i silniejszy. Nawet z Shikamaru, Choji i Kibą mieliśmy przesrane, dzisiaj było ich o kilku więcej a i ostatnim razem nie było łatwo. Drugim razem będą pamiętać że umiem się bić, a fakt że nas jest kilku powinien ich trochę ostrzec.
-Tym razem nie damy wam tak łatwo za wygraną- powiedział ktoś z ekipy bllondyna.
-Ostatnim razem to wy uciekaliście- zripostowałem. Z kpiących twarzy zniknął szyderczy uśmiech i pojawił się ostry gniew. Jeden z nich ruszył na mnie ale zaraz dwóch go zatrzymało. Wystawiłem prawą nogę do tyłu by się zaraz odwrócić, patrzyłem na nich przez chwilę i przeniosłem swój wzrok na Natsuo a po chwili na Setsunę.
-Leć- poleciłem. Chciała zaprzeczyć ale nie miała szans zaprotestować gdy obdarzyłem ją surowym i chłodnym spojrzeniem.
Spojrzała bezradnie na po pozostałych i na Natsuo, który kiwnął głową dając znak by posłuchała. Pobiegła ku wyjściu z uliczki, zatrzymała się i spojrzała na nas sfrustrowana, aż w końcu zniknęła za rogiem. Wszyscy spojżeliśmy na ekipę blondyna. Jednak ten grając nie fer w momencie mojego odwrotu do nich trafił mnie w policzek z prawej, poleciałem na ziemie a jego ekipa rzuciła się na moją. \
Szybko otarłem policzek i splunąłem, kątem oka zobaczyłem że blondyn chce kopnąć mnie w żebra, w odpowiednim momencie odwróciłem się przodem do niego, złapałem za jego nogę i i podciąłem mu drugą. Upadł na bok z bezradną miną, rzuciłem się na niego i oboje szarpaliśmy się turlając się po ziemi, ostatecznie udało mi się przejąć stery i siedziałem na jego brzuchu podczas gdy leżał na plecach na ziemi. Zacząłem uderzać go w twarz, najpierw prawą, potem lewą, potem znowu prawą ale drugi raz lewą mi się nie udało gdyż zablokował ją i zepchnął mnie na ziemie zamieniając nasze położenia i teraz to on zaczął mnie uderzać. Starałem się utrzymać ścisłą gardę aczkolwiek nie było łatwo.Blondyn udeżał z całych sił i ku mojemu niewielkiemu zdziwieniu w końcu tych sił zaczęło mu brakować, gdy z lewej nadlatywało kolejne udeżenie postanowiłem skontrować i blokując cios zepchnąłem go na bok. Przeturlał się i szybko zerwał na nogi, zbyt szybko. Stracił równowagę i zachwiał się niepewnie na nogach, wykorzystując sytuację wstałem i podbiegłem do niego. Będąc na odległości niecałego metra obróciłem się o 360 stopni i powaliłem go na ziemie prawą piętą.
-W końcu- ucieszyłem się że nareszcie mi wyszedł ten atak.
-Hej! Atasuke!- usłyszałem zza siebie nerwowy krzyk Natsuo, odruchowo obejrzałem się za siebie i w tedy oberwałem prostym od jakiegoś fagasa blondasa. Upadłem na tyłek pod wpływem ciosu, blondyn i ten co mnie trafił zaczęli mnie kopać po żebrach podczas gdy ja leżawszy na ziemi skulony kurczowo przyciskałem kolana i ręce do ciała by wpuścić jak najmniej ciosów. Przez odsłonięte palce widziałem też że podobnie dzieje się z wrzeszczącym Natsuo, Shikamaru i Chojim, Kiba jako jedyny był sam na sam z innym kolesiem.
Cholera- zaklnąłem w myślach starając się ignorować ból zaciskając z całych sił powieki i zęby- muszę coś wymyślić bo..
-Hej!- usłyszałem krzyk jakiegoś chłopaka, nie poznałem głosu. Przestali mnie kopać, otworzyłem oczy i spojrzałem na wejście do uliczki, stało tam dwóch chłopaków w naszym wieku a za nimi zmartwiona Setsuna. Jednego z nich poznałem z twarzy, czarne włosy, czarne oczy i złowroga mina. Drugi zaś blondyn, pewny siebie uśmiech i pewne siebie spojrzenie niebieskich oczu, na policzkach miał po trzy kreski, jakby kocie wąsy.
Nie znałem ich imion, ale jednego byłem pewien, ten brunet pochodził z klanu Uchiha, młodszy brat znanego Uchiha Itachi'ego..
Czy znasz ból? Czy znasz smutek i towarzyszące mu łzy? Jeśli nie, to znaczy, że nie znasz siebie. Jeśli tak, łatwiej będzie zrozumieć Ci teraźniejszość. Zapoznam was z historią młodego Uchihy, który dopiero zmierzy się z tymi zmaganiami w postaci przyszłości. Może bliskiej, może dalekiej.
poniedziałek, 22 września 2014
czwartek, 18 września 2014
Rozdział I - Nowy początek.
Był ciepły dzień. Młody Atasuke szedł właśnie w stronę Akademii Ninja, na tablicy bowiem miała wisieć już lista osób, które dostały się do niej.
'Ojciec mnie zabije, jeśli mnie nie przyjmą' pomyślał chłopiec. Ku jego ucieszeniu jednak jego nazwisko zostało zapisane na owej liście.
- TAAK!- usłyszał za sobą pełen ekscytacji okrzyk. Obejrzał się zaskoczony i dostrzegł blondwłosego chłopca, z pewnością w jego wieku. Cieszył się jak głupi do sera, co nieco działało na nerwy młodemu Atasuke. 'Oby ten dureń nie był ze mną w jednej klasie...'.
Wrócił do domu, pochwalił się rodzicom, jednak pogratulowała mu jedynie matka. Ojciec jak zawsze miał to gdzieś, przynajmniej w przekonaniu Atasuke tak było.
Ociec chłopca nie potrafił okazywać uczuć rodzinie. W podobnej sam się wychował.
- Suuuper!- na szyje rzuciła mu się roześmiana Yuumi, jego malutka siostrzyczka młodsza o 3 latka (gdzie on miał 10). Wyściskał ją i zakręcił się w miejscu roześmiany razem z nią.
- Pójdziemy pobawić się do ogródka?- zapytała pełna wigoru dziewczyna, na co Atasuke skinął głową.
Yuumi była dla niego wszystkim. Nie matka, nie ojciec, ale ona była dla niego najważniejsza. Odkąd się urodziła i pierwszy raz wziął ją na ręce, obiecał jej, że już zawsze będzie ją chronił. Tym samym postanowił się się w przyszłości bardzo silnym shinobi, by móc tego dokonać. Nie darowałby nikomu, kto by ją skrzywdził.
Kiedyś, ich ojciec niemal pobił Atasuke, gdy ten stanął w obronie siostry. Zawiniła ojcu jakimś drobiazgiem, był on wtedy strasznie zły. Zaczął unosić się na nią, nie zważając na jej płacz podnosił głos. Gdy zaczął grozić jej ręką, między nimi stanął Atasuke.
- Spróbuj ją uderzyć, a zrobię wszystko byś pożałował tego czyny- zagroził Atasuke, w dniu gdy ich ojciec chciał ręką ukarać swoją córkę.
Ojciec rodzeństwa nie wytrzymał nerwów. Jego ręka poleciała w stronę chlopaka trafiając go w twarz, tym samym rzucając go na podłogę. Młodziutki Atasuke padł trzymając się za policzek i choć ze łzami w oczach, to jednak z zawiścią patrzył w oczu ojcu.
Od tej pory jest spokój, lecz ich relacje nigdy nie wróciły na swój poziom. Atasuke nie pozwolił skrzywdzić siostrzyczki nawet ojcu.
Dzień przed pierwszym dniem akademii Atasuke zabrał Yuumi do pobliskiego placu zabaw. Nie zważając na inne dzieciaki pilnował siostry jak oka w głowie.
- Patrzcie jaki frajer!- usłyszał z lewej. Spojrzał tam i dostrzgł jak trójka starszych dzieciaków nabija się z kogoś. Tym kimś był ów blondyn spod akademii. Nie drgnął nawet w ich stronę, lecz słuchał i przyglądał się.
- Odwalcie się!- ostrzegł chłopiec pewnym siebie tonem- Nie boje się was lamusy.
- Uważaj na słowa mały gnojku- zakpili rzucając się ku niemu. Zatrzymali go gdy próbował się wyszarpać i przytrzymali we dwoje za ramiona.
- Dranie! O co wam chodzi?!- krzyczał. Aż Yuumi wraz z innymi dzieciakami w jej wieku spojrzeli się na nich.
- O nic, po prostu jesteś frajerem!- zaczęli się śmiać. Blondyn zaczął się szarpać z silniejszymi kolegami. Z całej siły nadepnął jednemu na stopę, drugiemu zaś sprzedał kopniaka w krocze i rzucił się do ucieczki.
Przeskoczył nad piaskową budowlą Yuumi, jednak ścigający go zdeptali ją nie patrząc na Yuumi.
- Hej!- Atasuke się oburzył, gdyż przez nich wystraszona Yuumi zaczęła popłakiwać. Zatrzymali się i spojrzeli na Atasuke.
- Czego chcesz szczeniaku?- zdenerwowali się. Blondyn zdołał gdzieś uciec- Przez ciebie nam uciekł, pożałujesz!
- Zniszczyliście zabawę mojej siostrze i dzieciom- uniósł się mniejszy od nich Atasuke- Moglibyście uważać pajace.
- Jak nas nazwałeś?!- jeden z nich wyciągnął ręce chcągo schwytać bezczelnego bruneta. Ten kazał ręką odsunąć się Yuumi i uniknął chwytu rzucając się na pas większego chłopaka. Powalił go na ziemie i dosiadłszy na niego zaczął zadawać mu jak najsilniejsze uderzenia, na jakie było go stać. Po chwili dwóch pozostałych ściągnęło go rzucając nim po ziemi. Szybko wstał. Bardzo rzadko się bił, zawsze jednak w obronie Yuumi.
Ruszyli na niego. rozpoczęła się nieczysta walka, dwóch starszych chłopaków (geninów, gdyż mieli ochraniacze na czole) na jednego, 10 letniego Atasuke. Początkowo Atasuke dawał radę, atakował ich w miarę wyuczonymi ciosami i kopnięciami, jednak genini okazali się być silniejsi i chwilę później to oni zaczęli bić Atasuke.
Na plecy jednego z nich rzucił się blondyn chcąc przydusić przeciwnika. Ten złapał go za ramię i rzucił na ziemię. Atasuke wykorzystał to. Tzw. miotełką podciął nogi przeciwnika na powalając go na ziemię. Kolega rzucił się na Atasuke i razem szamotali się po ziemi, podczas gdy ten powalony wstał i zaczął kopać obitego już blondyna. Gdy skończył zaczepiła o Yuumi.
- Zostawcie moje brata!- darła się rzucając w niego kamykami. Ten roześmiany podszedł do niej i pchnął ją na plecy. Atasuke widząc to wpadł w furię. Zrzucił z siebie starszego chłopaka i rzucił się na tego, co popchnął jego siostrę. Skoczył lądując mu na plechach, uniknął rąk prześlizgując się pod pachą i stanąwszy tuż przed nim podskoczył wyprowadzając amatorskie kopnięcie z niekontrolowanym obrotem. Ponownie powalił go na ziemię, lecz stracił równowagę lądując. Doskoczył do podnoszącego się chłopaka i pięścią dobił go w twarz, która po tym uderzyła o ziemię.
- Braciszku!- wystraszona Yuumi nie chciała, żeby ten się bił.
- Zmiatajcie stąd!- polecił dwóm geninom, widać, że to słabeusze, po obiecując zemstę odeszli. Yuumi rzuciła się na brata i wtuliła w niego.
- Znowu leci ci krew z twarzy- zmartwiła się. Atasuke otarł nadgarstkiem krew z kącika ust i spojrzał na blondyna, który wciąż leżał skulony nieopodal. Yuumi również go dostrzegła, od razu do niego podbiegła.
- Wszystko w porządku?- spytała- Już dobrze, mój brat ich przegonił.
Blondyn obejrzał się faktycznie ich nie było. Wstał trzymając się za brzuch i spojrzał na bruneta. Mimo tak młodego wieku jego spojrzenie było dosyć zatrważający. Mimo to podszedł.
- Sam bym sobie z nimi poradził- zapewnił- Mimo to dziękuję...- dodał zawstydzony.
- Nie ma za co...- Atasuke otrzepał się z ziemi i kurzu- Broniłem siostry.
- Byłeś niesamowity!- podekscytował się chłopiec, po czym wyciągnął dłoń- Nazywam się Okazaki Natsuo, kiedyś będę wielkim i silnym shinobi znanym na całym świecie, głównie jako Hokage!
- Nie interesuje mnie to...- rzucił, wiedział, że był niemiły ale miał na głowie pewne zmartwienia. Ojcu nie spodoba się to, że znowu bił się na oczach siostry.
Natsuo spuścił nieco wzrok i zabrał rękę, której Atasuke nie uścisnął. Zabrał Yuumi i ruszyli w stronę domu.
Po powrocie ojciec oczywiście zorientował się, że jego syn znowu się bił. Wywołała się kolejna gadanina i ochrzan. Atasuke usiadł na łydkach z rękoma położonymi na kolanach i ze spuszczoną głową schylił się opierając o ziemię, w geście przeprosin.
- Przepraszam ojcze...- powiedział. Zachował spoój, lecz wewnątrz był wściekły. Jednak dumny z siebie, że stanął w obronie młodszej siostry.
Ojciec nakazał mu wstać, i więcej już tego nie powtórzyć.
Atasuke wyszedł z domu, musząc odreagować. Dotarł aż nad staw, gdzie siedząc drewniany molo rzucał kamyki do wody.
- Witaj, Atasuke- usłyszał ciepły głos za plecami. Obejrzał się zdziwiony.
- Fiijo?- zastanawiał się co tu robi jeden z najbardziej znanych członków ich klanu (aktualnie).
- Widziałem co zrobiłeś na placu zabaw- powiedział- Trzeba przyznać, że zrobiło to na mnie wrażenie.
- Ojciec już mi za to nagadał...- powiedział. Fiijo był dobrym znajomym jego ojca, w dodatku należał do korzeni ANBU, lecz o tym Atasuke akurat nie wiedział- Jeśli chcesz mnie ochrzanić to sobie daruj, nie żałuje.
- Nie zamierzałem- zaśmiał się Fiijo zaskakując nieco Atasuke.
- Więc po co tu przyszedłeś?
- Zaproponować ci coś- wyznał, widząc pytające spojrzenie Atasuke dodał- Chciałbym, abyś został moim uczniem.
- Uczinem?
- Jeśli chcesz w przyszłości obronić swoją siostrę, musisz pamiętać, że nie zawsze napotkasz na kogoś, kto kompletnie nie umie się bić- mrugnął okiem- Chcę dać ci szansę stania się silniejszym.
Atasuke był w szoku. Fiijo Uchiha zaproponował mu bycie jego uczniem, co prawda nie był to Uchiha Itachi, ale jednak wiedział że jest on silny.
- A ojciec?- spytał niepewnie.
- Już z nim rozmawiałem- uspokoił- Wierzy, że dzięki temu trochę się zdyscyplinujesz. To jak?
Atasuke zastanawiał się przez chwilę, po czym wstał i pewny siebie spojrzał na Fiijo.
- Zgadzam się.
Ojciec nakazał mu wstać, i więcej już tego nie powtórzyć.
Atasuke wyszedł z domu, musząc odreagować. Dotarł aż nad staw, gdzie siedząc drewniany molo rzucał kamyki do wody.
- Witaj, Atasuke- usłyszał ciepły głos za plecami. Obejrzał się zdziwiony.
- Fiijo?- zastanawiał się co tu robi jeden z najbardziej znanych członków ich klanu (aktualnie).
- Widziałem co zrobiłeś na placu zabaw- powiedział- Trzeba przyznać, że zrobiło to na mnie wrażenie.
- Ojciec już mi za to nagadał...- powiedział. Fiijo był dobrym znajomym jego ojca, w dodatku należał do korzeni ANBU, lecz o tym Atasuke akurat nie wiedział- Jeśli chcesz mnie ochrzanić to sobie daruj, nie żałuje.
- Nie zamierzałem- zaśmiał się Fiijo zaskakując nieco Atasuke.
- Więc po co tu przyszedłeś?
- Zaproponować ci coś- wyznał, widząc pytające spojrzenie Atasuke dodał- Chciałbym, abyś został moim uczniem.
- Uczinem?
- Jeśli chcesz w przyszłości obronić swoją siostrę, musisz pamiętać, że nie zawsze napotkasz na kogoś, kto kompletnie nie umie się bić- mrugnął okiem- Chcę dać ci szansę stania się silniejszym.
Atasuke był w szoku. Fiijo Uchiha zaproponował mu bycie jego uczniem, co prawda nie był to Uchiha Itachi, ale jednak wiedział że jest on silny.
- A ojciec?- spytał niepewnie.
- Już z nim rozmawiałem- uspokoił- Wierzy, że dzięki temu trochę się zdyscyplinujesz. To jak?
Atasuke zastanawiał się przez chwilę, po czym wstał i pewny siebie spojrzał na Fiijo.
- Zgadzam się.
sobota, 13 września 2014
Rodział III - akademia ninja
Z niedaleka usłyszałem różne szmery, śmiechy i rozmowy. Obejrzałem się i ku akademi szła grupka dzieciaków, wyglądali na mój wiek. Nikogo z nich nie znałem, jeden chłopak miał inteligentny wyraz twarzy, małe przebiegłe oczy i ciemne włosy spięte do tyłu w kołtun szterczących włosów, szedł z rękoma w kieszeni, zaspany i jakby znudzony życiem. Obok niego szedł grubszy chłopak, pulchna twarz, małe oczy i czerwone spirale na policzkach, brązowe włosy, szli rozmawiając, gruby jadł jakieś chipsy. Niedaleko za nimi szła sympatyczna i śliczna blondynka z niebieskimi oczami, włosy krótkie, nawet nie sięgały do ramion, we włosach była spięta spinka. Obok nie szedł chłopak z brązowymi włosami, przebiegłe oczy o wąskich czarnych źrenicach i dwoma czerwonymi paskami od oczu do kości policzkowej i wielu innych, tajemniczy chłopak z małymi okularami przeciw słonecznymi, chłopak z długimi zadbanymi czarnymi włosami, okrągłymi oczami z wyrobionymi trzema rzęsami pod oczami i krzaczastymi brwiami. Moją szczególną uwagę przykóła dwójka dzieciaków, chłopak i dziewczyna, chłopak trochę wyższy, wydawał się starszy. Oboje mieli białe oczy bez źrenic, lekko zabarwione na błękitno, chłopak długie zadbane brąz włosy których końcówki zostały spięte w malutką kitkę, dumny krok i wyraz twarzy. Z kolei dziewczyna szła nieśmiało, wydawała się lekko wystraszona obecnością tylu dzieci. Granatowe włosy z wyciętym i wyrównanym stylowo tyłem, kosmyki włosów opadału na policzki. Gdy mnie minęli chłopak spojrzał na mnie srogim wzrokiem, ciężkim do wytrzymania. Oczywiście wytrzymałem go. Mało tego, odprowadziłem go do drzwi swoim standardowym chłodnym wzrokiem. Hyuga- pomyślałem nie ukrywając że ich nie lubie, od zawsze klan Uchiha nie tolerowali się z klanem Hyuga lecz nigdy nie wchodziliśmy sobię w drogę i wszelkie sprawy załatwialiśmy pokojowo.
Nie chciało mi się już czekać więc wszedłem za nimi do akademii, wszedłem do klasy i rozejrzałem się po niej. Po lewej od wejścia stało biurko nauczyciela a za nim na ścianie tablica kredowa. Po prawej stały kilkuosobowe ławki w dwóch rzędach, po prawej przy oknach i lewej pod ścianą. W dodatku ławki jedna za drugą stały na coraz większych stopniach tak że trzeci rząd był wyżej od drugiego który z kolei stał wyżej od pierwszego. Usiadłem w trzeciej ławce pod oknem. Usiadłem, położyłem łokcie na ławce i oparłem głowę o ręce zasłaniając buzie rękami.
Siedzieliśmy tak przez chwilę czekając na nauczyciela, w sali panował gwar, śmiechy i rozmowy uczniów którzy znali się już z podwórka i tych którzy się dopiero poznawali. Po chwili dopiero do sali wszedł nauczyciel a klasa ucichła tłumiąc śmiech poprzednich rozmów.
Nauczyciel ubrany był w podstawowy uniform shinobi wioski Liścia, tj. Granatowe dresy, ciemno-zielona kamizelka i ochraniacz na czoło z symbolem wioski liścia. Jednak największą uwagę przykuwała blizna, biegnąca poziomo od kości policzkowej, przez nos aż do drugiej kości policzkowej.
Stanął po środku sali i obrócił się przodem do nas, złapał się za ręce z tyłu. Miał bardzo miły wyraz twarzy.
-Dzień dobry wszystkim- przywitał się uciszając przy okazji kilka wyjątków którzy jeszcze szeptali- Nazywam się Iruka, od dziś będę waszym nauczycielem. Pomogę wam opanować wszystkie podstawy kinjutsu, taijutsu i genjutsu. Mam nadzieję że nie będzie między wami sporów i zakończycię tę akademię z jak najlepszymi wynikami, i że wyjdziecie z niej obdarzeni tytółem Genninów- objaśnił.- Liczę że razem będziemy się dobrze bawić i nie staniemy się wrogami.- skończył- Jakieś pytania?- las rąk, Iruka widząc że nikt się nie udziela ani nawet nie uniósł ręki odszedł i stanął za biórkiem, chwycił za jakąś kartkę, i stanął luźno, jedną ręka opartą o biodro a drugą trzymał kartkę i spojrzał na nas.
-To może zacznijmy od sprawdzenia obecności- zaproponował nie czekając na naszą reakcję- Kiba?
-Jestem- chłopak z wąskimi źrenicami uniósł rękę.
-Ino?
-Tutaj- urocza blondynka pomachała w górze ręką.
-Lee?- chłopak z długimi zadbanymi czarnymi włosami, okrągłymi oczami i trzema długimi rzęsami pod nimi, do tego charakterystyczne krzaczaste brwi.
-Lee?- chłopak z długimi zadbanymi czarnymi włosami, okrągłymi oczami i trzema długimi rzęsami pod nimi, do tego charakterystyczne krzaczaste brwi.
-Shikamaru- chłopak znudzony życiem.
-Neji- chłopak z Hyuga.
-Natsuo- zero odpowiedzi. Rozejrzałem się po klasie- Okazaki Natsuo- powtórzył nauczyciel. Dalej nic.
-Cóż..- zaczął Iruka sięgając po długopis- pierwszy dzień i już wagary- mruknął do siebie lekko zawiedziony. W tedy do sali wpadł chłopak, zdyszany ledwo wyhamował. Gdyby nie stał oparty o próg ręką to pewnie by się przewrócił. Iruka spojrzał na niego zdziwiony.
-A ty to zapewne..- spojrzał na listę jednak dzieciak mu przerwał, wskazując na niego palcem- NAzywam się Okazaki Natsuo, pochodzę z małego klanu o szerokich możliwościach, moim marzeniem jest zostać najlepszym Hokage w histori- niemalże krzyknął szczerząc zęby dymnie. Miał ciemny brąz włosy, brąz oczy i czerwoną opaskę wokół na czole. Iruka nie wiedział jak ma zareagować, klasa nagle wpadła w szyderczy śmiech. Smiali się wszyscy oprócz mnie, Iruki, Hyuuga i Shikamaru.
-Z czego się śmiejecie głąby?!- wydarł się na klasę czerwony na twarzy z oburzenia.
-Serio myślisz że ktoś taki jak ty może zostać Hokage?- zakpił Kiba- Żeby zostać Hokage trzeba niezwykle silnym i mądrym a ty nie grzeszym ani tym ani tym- klasa wpadła w jeszcze większy śmiech, zaintrygowały mnie jego słowa jednak szybko wyleciały mi z głowy. Nagle olśnienie, odkąd Natsuo wpadł do sali miałem wrażenie że go znam a ja nie zapominam twarzy, nigdy. To był ten chłopak z uliczki z przed wczoraj. W tamtej chwili w pewnym sensie podzieliłem słowa Kiby.
-Dosyć, cisza!- uciszył Iruka. Klasa ucichła, Natsuo dalej stał naburmuszony- Natsuo, ciesze się że w końcu dotarłeś, zajmij proszę miejscę i postaraj się nie spóźniać.
Natsuo usiadł na miejsce w drugiej ławce pod oknem. Idąc do ławki zauważył mnie, wytrzeszczył oczy gdy siadał, patrzył na mnie przez chcwilę. Nie patrzyłem na niego tylko przed siebie, zrobił naburmuszoną minę i również się odwrócił- Dobrze, kontynujmy. Hinata?- dziewczyna z Hyuuga- Shino?- chłopak z małymi okularami przeciw słonecznymi- Atasuke?- wyszukał mnie wzrokiem, podniosłem rękę nie odzywając się- Tenten?- dziewczyna z włosami spiętymi w dwa koła z tyłu i pojedyńcze pasma grzywki padjące na czoło.
-Dobrze- zaczął Iruka- wygląda na to że wszyscy są- powiedział zadowolony- To może teraz zadawam wam kilka pytań by sprawdzić poziom waszej wiedzy. Kto wie jaka jest różnica między Ninjutsu a Genjutsu? Hm?- spytał. Nikt się nie udzielał, po chwili Shikamaru uniósł rękę. -Tak?
-Ninjutsu to techniki używane za pomocą pieczęci, efekty ninjutsu są realne czego nie można powiedzieć o Genutsu, którego techniki są czystą iluzją.
-Brawo- pochwalił Iruka.
-Łatwizna- prychnął Shikamaru i położył się na ławce i zamknął oczy.
-Jeśli chodzi o Ninjutsu to nie wszystko zostało powiedziane- powiedział Iruka, Shikamaru otworzył jedno oko i spojrzał na niego- Do tej grupy należą techniki najczęściej pokazywane w serii. Ma to związek z ich wszechstronnym zastosowaniem oraz stosunkowo niskim poziomem trudności, ale od początku.
Do wykonania techniki ninjustu użytkownik musi skumulować czakrę oraz uwolnić ją tak, jak wymaga tego technika. W przypadku części jutsu potrzebna jest ogromna precyzja w dawkowaniu czakry, ponieważ przy zachwianej proporcji, technika nie dość, że się nie uda, to jeszcze próba osłabi użytkownika. Wybrane techniki wymagają użycia standardowych pieczęci, ale w niektórych przypadkach użytkownik może wykonywać pieczęci jedną ręką, co jest wyższą szkołą jazdy. Techniki ninjutsu dzieją się TU i TERAZ, ich skutki są REALNE. Przykładami technik mogą być leczące/uzdrawiające, ofensywne, defensywne, transformacje i klony.- spojrzał po nas kto słucha.-Wśród technik ofensywnych i defensywnych możemy znaleźć znaczną grupę, która opiera się na żywiołach podstawowych: ziemia, ogień, wiatr, woda, błyskawica i zaawansowanych Kekkei Genkai*. Ninjutsu, jest to religia stworzona przez Mędrca Sześciu Ścieżek, mająca na celu wyjaśnić zagadki czakry. W tym celu podróżował po świecie i tworzył techniki, które miały pomóc ludziom zrozumieć samych siebie i innych, a w efekcie sprowadzić na świat pokój wieczny. Prawdopodobnie, z biegiem czasu techniki Mędrca ewoluowały w ninjutsu- skończył, byłem pod wrażeniem, moja definicja słowa Ninjutsu to "techniki korzystające z pieczęci i chakry". Iruka spojrzał po nas szukając osób zainteresowanych. Uniosłem rękę.- Tak?
-A Genjutsu?- spytałem, miałem nadzieje dowiedzieć się czegoś więcej o sztuce iluzji, może w tedy bardziej bym ją zrozumiał i łatwiej opanował.
-No tak, Genjutsu.- powiedział- Twoje pytanie było dość przewidywalne, Atasuke- uśmiechnął się, widząć moją niewzruszoną minę wrócił do tematu- Genjutsu to techniki iluzji, które podobnie jak ninjutsu, potrzebują kumulowania czakry i najczęściej pieczęci. Zasadniczą różnicą między nimi jest to, że techniki genjutsu nie są rzeczywiste. Użytkownik oddziałuje na mózg przeciwnika, pokazując obrazy i zadając ból, których nie ma w świecie rzeczywistym. Ponad to, ofierze wydaje się, że jej męczarnia trwa np. 3 dni, podczas gdy naprawdę są to sekundy. Mimo, że faktycznie ofiara nie ma zadawanych obrażeń, to jej ciało wierzy, że zostało zranione. Nie każdy ma predyspozycje do wykonywania tego rodzaju technik. Nawet jeden z trzech legendarnych Sanninów, Jiraiya miał z tym czasem problemy. Aby dobrze wykonywać takie jutsu, trzeba mieć „łeb na karku” i dobrze kontrolować czakrę. Na szczęście, do obrony przed tego typu atakami nie trzeba aż tak wiele – wystarczy rozpoznać, że jest się w technice lub zostać uwolnionym przez towarzysza poprzez przerwanie przepływu czakry.
-Nuuda..- westchnął Kiba odchylając głowę do góry. Iruka spojrzał na niego.
-Rozumiem że niektórych z was mogą nudzić takie rzeczy, ale to są podstawy które musicie znać jeśli w przyszlości chcecie stać się silnymi shinobi. Musicie to zrozumieć- poradził, zadzwonił dzwonek. Klasa zerwała się i wszyscy wybiegli na przerwę, ja, Hyyuga i Shikamaru zostaliśmy.
-Hej Shikamaru- do sali wrócił Choji- idziesz?- spytał.
-Tak- odparł Shikamaru, wstał z rękoma w kieszeni i wyszedł z sali.
-Dobrze- zaczął Iruka- wygląda na to że wszyscy są- powiedział zadowolony- To może teraz zadawam wam kilka pytań by sprawdzić poziom waszej wiedzy. Kto wie jaka jest różnica między Ninjutsu a Genjutsu? Hm?- spytał. Nikt się nie udzielał, po chwili Shikamaru uniósł rękę. -Tak?
-Ninjutsu to techniki używane za pomocą pieczęci, efekty ninjutsu są realne czego nie można powiedzieć o Genutsu, którego techniki są czystą iluzją.
-Brawo- pochwalił Iruka.
-Łatwizna- prychnął Shikamaru i położył się na ławce i zamknął oczy.
-Jeśli chodzi o Ninjutsu to nie wszystko zostało powiedziane- powiedział Iruka, Shikamaru otworzył jedno oko i spojrzał na niego- Do tej grupy należą techniki najczęściej pokazywane w serii. Ma to związek z ich wszechstronnym zastosowaniem oraz stosunkowo niskim poziomem trudności, ale od początku.
Do wykonania techniki ninjustu użytkownik musi skumulować czakrę oraz uwolnić ją tak, jak wymaga tego technika. W przypadku części jutsu potrzebna jest ogromna precyzja w dawkowaniu czakry, ponieważ przy zachwianej proporcji, technika nie dość, że się nie uda, to jeszcze próba osłabi użytkownika. Wybrane techniki wymagają użycia standardowych pieczęci, ale w niektórych przypadkach użytkownik może wykonywać pieczęci jedną ręką, co jest wyższą szkołą jazdy. Techniki ninjutsu dzieją się TU i TERAZ, ich skutki są REALNE. Przykładami technik mogą być leczące/uzdrawiające, ofensywne, defensywne, transformacje i klony.- spojrzał po nas kto słucha.-Wśród technik ofensywnych i defensywnych możemy znaleźć znaczną grupę, która opiera się na żywiołach podstawowych: ziemia, ogień, wiatr, woda, błyskawica i zaawansowanych Kekkei Genkai*. Ninjutsu, jest to religia stworzona przez Mędrca Sześciu Ścieżek, mająca na celu wyjaśnić zagadki czakry. W tym celu podróżował po świecie i tworzył techniki, które miały pomóc ludziom zrozumieć samych siebie i innych, a w efekcie sprowadzić na świat pokój wieczny. Prawdopodobnie, z biegiem czasu techniki Mędrca ewoluowały w ninjutsu- skończył, byłem pod wrażeniem, moja definicja słowa Ninjutsu to "techniki korzystające z pieczęci i chakry". Iruka spojrzał po nas szukając osób zainteresowanych. Uniosłem rękę.- Tak?
-A Genjutsu?- spytałem, miałem nadzieje dowiedzieć się czegoś więcej o sztuce iluzji, może w tedy bardziej bym ją zrozumiał i łatwiej opanował.
-No tak, Genjutsu.- powiedział- Twoje pytanie było dość przewidywalne, Atasuke- uśmiechnął się, widząć moją niewzruszoną minę wrócił do tematu- Genjutsu to techniki iluzji, które podobnie jak ninjutsu, potrzebują kumulowania czakry i najczęściej pieczęci. Zasadniczą różnicą między nimi jest to, że techniki genjutsu nie są rzeczywiste. Użytkownik oddziałuje na mózg przeciwnika, pokazując obrazy i zadając ból, których nie ma w świecie rzeczywistym. Ponad to, ofierze wydaje się, że jej męczarnia trwa np. 3 dni, podczas gdy naprawdę są to sekundy. Mimo, że faktycznie ofiara nie ma zadawanych obrażeń, to jej ciało wierzy, że zostało zranione. Nie każdy ma predyspozycje do wykonywania tego rodzaju technik. Nawet jeden z trzech legendarnych Sanninów, Jiraiya miał z tym czasem problemy. Aby dobrze wykonywać takie jutsu, trzeba mieć „łeb na karku” i dobrze kontrolować czakrę. Na szczęście, do obrony przed tego typu atakami nie trzeba aż tak wiele – wystarczy rozpoznać, że jest się w technice lub zostać uwolnionym przez towarzysza poprzez przerwanie przepływu czakry.
-Nuuda..- westchnął Kiba odchylając głowę do góry. Iruka spojrzał na niego.
-Rozumiem że niektórych z was mogą nudzić takie rzeczy, ale to są podstawy które musicie znać jeśli w przyszlości chcecie stać się silnymi shinobi. Musicie to zrozumieć- poradził, zadzwonił dzwonek. Klasa zerwała się i wszyscy wybiegli na przerwę, ja, Hyyuga i Shikamaru zostaliśmy.
-Hej Shikamaru- do sali wrócił Choji- idziesz?- spytał.
-Tak- odparł Shikamaru, wstał z rękoma w kieszeni i wyszedł z sali.
* * *
Na przerwie Iruka wypóścił nas na placyk za akademią, wszyscy biegali, śmiali i bawili się. Nawet Natsuo wyglupiał się z Kibą i Ino. Ja stałem pod ścianą akademii opierając się o nią plecami i lewą nogą, ręce jak zwykle w kieszeni. Lee i Neji stali pod drugą ścianą, Lee na coś nalegał ale Neji zdawał się go zlewać, miałem wrażenie że na mnie patrzy. Po chwili zdecydowałem się na nich spojrzeć, faktycznie obserwował mnie lecz nie z zainteresowaniem czy kpiną. Myślę że próbował mnie rozgryść, ale ciężko było to stwierdzić gdyż z jego oczu niemal nie dało się nic wyczytać. Patrzyłem na niego swoim chłodnym wzrokiem, on na mnie swoim niemożliwym do odczytania i czekaliśmy który pierwszy spóści wzrok z drugiego. Nie miałem zamiaru ulec pierwszy, on najwyraźniej też nie.
* * *
Nasze pierwsze zajęcia skończyły się jakoś po południu, Iruka-sensei opowiadał nam o różnicach między każdym jutsu i między żywiołami.
Gdy wyszliśmy z Akademii i wracaliśmy do domu drogę zastąpił mi Natsuo, zatrzymałem się z rękami w kieszeniach i spojrzałem na niego.
-Czego chcesz?
-W tedy w uliczce- zaczął, wzrok miał poważny, nie da się go porównać z tym Natsuo który był dzisiejszym pośmiewiskiem dla klasy- pomogłeś mi. Dlaczego?- spytał lekko zdołowany. Patrzyłem na niego przez chwilę.
-Po prostu nie miałem nic do roboty- odparłem, lekko wyłupł oczy, ruszyłem dalej mijając go, byłem już metr za nim gdy znów się odezwał.
-Nie wierze ci- powiedział, zatrzymałem się, oboje saliśmy do siebie tyłem. Odwrócił się i spojrzał na mnie, nie drgnąłem. Wpatrywałem się przed siebie.
-Twój problem- powiedziałem i ruszyłem dalej zostawiając go samego przed wejściem do akademii.
Wracając do domu szedłem przy brzegu pionowego wzniesienia na któtrym stała cała wioska, w dole było jezioro i pomost na którym trenowałem z Fiijo, zatrzymałem się i spojrzałem na ów miejsce.
"Nie zasługujesz na miano Uchiha, hańbisz swoje nazwisko i swoją rodzinę"- przed oczami pokazał mi się obraz ostatniego wieczora a w głowie zabrzmiały ostre słowa Fiijo. Odwróciłem wzrok i ruszyłem dalej.
Z daleka było już widać mój dom, gdy przechodziłem przez furtkę z domu wyszedł Fiijo, nie wierzyłem własnym oczom. Stanąłem nie mogąc się ruszyć. Ojciec również pojawił się w drzwiach, mieli poważne miny. Fiijo ukłonił się mojemu ojcu i ruszył w kierunku furtki. Minął mnie, nie odezwał się nawet słowem. Nawet na mnie nie spojrzał. Obejrzałem się za nim z wytrzeszczonymi oczami, zamknął za sobą furtkę i odszedł. Zatkało mnie, jabłko adama podskoczyło do gardła, chciałem za nim zawołać ale nie byłem w stanie, posmutniałem opuszczając głowę. Kątem oka zauważyłem że ojciec stoi w drzwiach, spojrzałem na niego z nadzieją. Oczywiście nie miałem żadnej nadziei, jednak chyba tylko tak dało się opisać moje spojrzenie. Bałem się że Fiijo jednak mu o wszystkim powiedział. Patrzył na mnie surowo, jak zawsze. Nie wyglądał jakoś specjalnie inaczej, choć różnił się od tego jak zachowywał się rano. Mimo to nie wyglądał na zawiedzionego lub zhańbionego, wyglądał zwyczajnie, jak zwykle. Popatrzyliśmy na siebie jeszcze chwilę ojciec wszedł do domu zostawiając mi otwarte drzwi, westchnąłem nadal lekko zdołowany i wszedłem do domu, zdjąłem sandały przed wejściem i zamknąłem za sobą drzwi wchodząc w nurt domowego przedpokoju. Szybko przybiegła do mnie Yumi z szerokim uśmiechem na twarzy, od razu rzuciła mi się na ramiona, przez chwilę nie wiedziałem jak mam zareagować co wyraźnie pokazała moja wina. Potem ją objąłem i postawiwszy na ziemi kleknąłem przed nią na jedno kolano z uśmiechem.
-I jak było? Strasznie się stęskniłam- niemalże pisnęła. Uśmiechnąłem się miło z zamkniętymi oczami przechylając lekko głowę.
-Yumi- dołączyła do nas mama- zostaw brata, dopiero co wrócił i pewnie jest głodny- poleciła, Yumi radośnie pobiegła z powrotem do kuchni, wstałem spoglądając na mamę. Doznałem szoku gdyż nie patzyła już na mnie ze skruchą, usmiechała się sympatycznie.
-I jak Pierwsze zajęcia?- spytała- Podoba ci się klasa?- spytała jakby nigdy nic, w jej głosie słychać było sczerość. Patrzyłem na nią szerokimi oczyma i z lekko uchylonymi ustami. Po chwili znów uśmiechnąłem się szerdecznie.
-Mhm.
Mama zaprosiła mnie do kuchni na obiad, przy stole siedzieli już wszyscy, panowała cisza. Jedynie Yumi nuciła coś pod nosem. Czekaliśmy jeszcze na mamę która kończyła przyprawiać zupę i po chwili przynosząc ją na stół usiadła z nami. Nalała zupy ojcu, potem Yumi, mi i na końcu sobie.
-Itadakimasa (smacznego)- powiedzieli wszyscy składając dłonie z łyżką nad talerzem, na również złożyłem ale powiedziałem to trochę ciszej niż reszta, poczym wzieliśmy się za jedzenie. Nie byłem specjalnie głodny, grzebałem łyżką w zupie patrząc w nią ślepo, w rzeczywistości ciągle wspominałem wczorajszy wieczór.
-Nie jesz zupy- powiedział ojcec.
-Uh..?- wypadłem z transu i spojrzałem lekko zdziwiony na ojca, który przerwał jedzenie i również na mnie patrzył.
-Coś cię trapi?- pierwszy raz zadał mi takie pytanie, po moich plecach przeszedł dreszcz emocji.
-Nie- odparłem- ja tylko.. nie jestem głodny.
-Słucham?- spytała mama- Wiesz doskonale że trzeba po połodniu zjeść coś ciepłego, nie chcę widzieć marudzenia i proszę jeść- powiedziała miłym tonem.
Myślałem w tedy nad sobą, jaki jestem słaby. Wpatrywałem się w Czwartego gdyż to on był moim wzorem do naśladowania, moim przykładem. Mimo iż widziałem go tylko dwa razy jako dziecko zanim umarł za wioskę, i tak jest dla mnie wzorem. Przestudiowałem jego życiorys, wkradłem się do budynku Hokage i poszperałem w papierach Czwartego. Minato był wspaniałym i silnym Shinobi, stworzył swoją własną technikę teleportacji, potężną technikę o nazwie Rasenngan i kilka innych. Był niezwykle szybki co udoskonalił swoją techniką teleportacji, nazwany przez mieszkańców wioski "Złotym błyskiem".
"Nie zasługujesz na miano Uchiha, hańbisz swoje nazwisko i swoją rodzinę"- przed oczami pokazał mi się obraz ostatniego wieczora a w głowie zabrzmiały ostre słowa Fiijo. Odwróciłem wzrok i ruszyłem dalej.
Z daleka było już widać mój dom, gdy przechodziłem przez furtkę z domu wyszedł Fiijo, nie wierzyłem własnym oczom. Stanąłem nie mogąc się ruszyć. Ojciec również pojawił się w drzwiach, mieli poważne miny. Fiijo ukłonił się mojemu ojcu i ruszył w kierunku furtki. Minął mnie, nie odezwał się nawet słowem. Nawet na mnie nie spojrzał. Obejrzałem się za nim z wytrzeszczonymi oczami, zamknął za sobą furtkę i odszedł. Zatkało mnie, jabłko adama podskoczyło do gardła, chciałem za nim zawołać ale nie byłem w stanie, posmutniałem opuszczając głowę. Kątem oka zauważyłem że ojciec stoi w drzwiach, spojrzałem na niego z nadzieją. Oczywiście nie miałem żadnej nadziei, jednak chyba tylko tak dało się opisać moje spojrzenie. Bałem się że Fiijo jednak mu o wszystkim powiedział. Patrzył na mnie surowo, jak zawsze. Nie wyglądał jakoś specjalnie inaczej, choć różnił się od tego jak zachowywał się rano. Mimo to nie wyglądał na zawiedzionego lub zhańbionego, wyglądał zwyczajnie, jak zwykle. Popatrzyliśmy na siebie jeszcze chwilę ojciec wszedł do domu zostawiając mi otwarte drzwi, westchnąłem nadal lekko zdołowany i wszedłem do domu, zdjąłem sandały przed wejściem i zamknąłem za sobą drzwi wchodząc w nurt domowego przedpokoju. Szybko przybiegła do mnie Yumi z szerokim uśmiechem na twarzy, od razu rzuciła mi się na ramiona, przez chwilę nie wiedziałem jak mam zareagować co wyraźnie pokazała moja wina. Potem ją objąłem i postawiwszy na ziemi kleknąłem przed nią na jedno kolano z uśmiechem.
-I jak było? Strasznie się stęskniłam- niemalże pisnęła. Uśmiechnąłem się miło z zamkniętymi oczami przechylając lekko głowę.
-Yumi- dołączyła do nas mama- zostaw brata, dopiero co wrócił i pewnie jest głodny- poleciła, Yumi radośnie pobiegła z powrotem do kuchni, wstałem spoglądając na mamę. Doznałem szoku gdyż nie patzyła już na mnie ze skruchą, usmiechała się sympatycznie.
-I jak Pierwsze zajęcia?- spytała- Podoba ci się klasa?- spytała jakby nigdy nic, w jej głosie słychać było sczerość. Patrzyłem na nią szerokimi oczyma i z lekko uchylonymi ustami. Po chwili znów uśmiechnąłem się szerdecznie.
-Mhm.
Mama zaprosiła mnie do kuchni na obiad, przy stole siedzieli już wszyscy, panowała cisza. Jedynie Yumi nuciła coś pod nosem. Czekaliśmy jeszcze na mamę która kończyła przyprawiać zupę i po chwili przynosząc ją na stół usiadła z nami. Nalała zupy ojcu, potem Yumi, mi i na końcu sobie.
-Itadakimasa (smacznego)- powiedzieli wszyscy składając dłonie z łyżką nad talerzem, na również złożyłem ale powiedziałem to trochę ciszej niż reszta, poczym wzieliśmy się za jedzenie. Nie byłem specjalnie głodny, grzebałem łyżką w zupie patrząc w nią ślepo, w rzeczywistości ciągle wspominałem wczorajszy wieczór.
-Nie jesz zupy- powiedział ojcec.
-Uh..?- wypadłem z transu i spojrzałem lekko zdziwiony na ojca, który przerwał jedzenie i również na mnie patrzył.
-Coś cię trapi?- pierwszy raz zadał mi takie pytanie, po moich plecach przeszedł dreszcz emocji.
-Nie- odparłem- ja tylko.. nie jestem głodny.
-Słucham?- spytała mama- Wiesz doskonale że trzeba po połodniu zjeść coś ciepłego, nie chcę widzieć marudzenia i proszę jeść- powiedziała miłym tonem.
-Tss..- syknął ojciec, spojrzałem na niego, uśmiechnął się i wskazał głową na wyjście z kuchni. Zrozumiałem o co mu chodziło, pozwolił mi odejść. Wytrzeszczyłem oczy jeszcze bardziej, niczego nie rozumiałem. Zaniemówiłem, nie wiedziałem co mam zrobić, to było tak do niego nie podobne. Mama spojrzała na niego, po chwili na mnie. Nie wiedziałem jak mam się zachować. Spojrzałem na mamę, ta uśmiechnęła się i kiwnęła lekko głową. Zszokowany wstałem od stołu i ruszyłem ku wyjściu z kuchni, zatrzymałem się w progu chwytając za niego lewą ręką i jeszcze raz obejrzałem się na rodziców poczym ruszyłem schodami na górę do swojego pokoju. Usiadłem na łóżku i próbowałem zrozumieć zachowanie rodziców, najpierw niezwykła uprzejmość z rana, a teraz to. A jeszcze zanim wszedłem do domu ojciec patrzył na mnie oschle jak zawsze. A może to nie z mojego powodu tylko Fiijo?- pomyślałem. Spojrzałem na otwarte okno i firanki które dzięki wietrze balansowały w powietrzu wewnątrz pokoju, wyglądały jakby chciały mnie ze sobą porwać. Podszedłem do okna i wyjrzałem przez nie do góry. Chwyciłem za rynnę nad oknem i wspiąłem się na dach. Usiadłem na nim opierając ręce od kolana i patrzyłem w niebo. Stąd miałem również widok na głowy Hokage wyrzeźbione w ścianie chwały. Pierwszy Hokage, Drugi, Trzeci i Czwarty*!.

Myślałem w tedy nad sobą, jaki jestem słaby. Wpatrywałem się w Czwartego gdyż to on był moim wzorem do naśladowania, moim przykładem. Mimo iż widziałem go tylko dwa razy jako dziecko zanim umarł za wioskę, i tak jest dla mnie wzorem. Przestudiowałem jego życiorys, wkradłem się do budynku Hokage i poszperałem w papierach Czwartego. Minato był wspaniałym i silnym Shinobi, stworzył swoją własną technikę teleportacji, potężną technikę o nazwie Rasenngan i kilka innych. Był niezwykle szybki co udoskonalił swoją techniką teleportacji, nazwany przez mieszkańców wioski "Złotym błyskiem".
Zawsze marzyłem by zostać Hokage takim jak on, lub nawet lepszym. By być pierwszym Hokage z klanu Uchiha. Jednak wczorjaszego wieczoru moja nadzieja na zostanie Hokage prysła, i nie zapowiada się na szybki powrót.
czwartek, 11 września 2014
Rozdział II - nieprzewidzianie zmiany
-Cóż- zaczął Fijjo gdy spotkaliśmy się następnego dnia- Skoro już zacząłeś ćwiczyć Gokyakyu no Jutsu to wyćwiczmy je do końca. Widziałem że opaanowałeś już podstawy, wiesz też pewnie że wielkość kuli ognia jaką daje Gokyakyu no Jutsu zależy od poziomu zdolności kontrolowania chakry. Zakres ataku kontrolowany jest przez regulację poziomu zebranej czakry.- wyjaśnił. Skinąłem głową.- Pokażę ci jak to się robi- niemal błyskawicznie sformował pieczęci- Katoon! Gokyakyu no Jutsu!- dmuchnął ogromną kulą ognia przed siebie, była niesamowicie wielka, bez porównania z moją. UDerzyła w ścianę która ja atakowałem i zniszczyła ją. Patrzyłem na to oczami wytrzeszczonymi możliwie jak najbardziej.
-Widzisz? Musisz pamiętać o skupieniu, techniki stylu Katoon są zależne od stanu koncentracji a przede wszystkim od koncentracji ciała. Tak bardzo jak skupiasz się na sobie i technice jaką chcesz wykonać tak i ona stanie się silna. Spróbuj- zalecił, zamieniłem się z nim miejscami, wziąłem głęboki oddech i sformowałem pieczęci.
-Chwila- coś sobie przypomniałem- zniszczyłeś ścianę, w co mam atakować?- namyślił się, skoczył na drugi brzeg i wskazał kciukiem na siebie.
-Mnie.
-Ale.. jak to?- speszyłem się.
-Po prostu rób swoje.
-Katoon! Gokyakyu no Jutsu!- dmuchnąłem kulą ognia, ona jednak nie różniła się wielkością od pozostałych. Z każdą chwilą była coraz bliżej Fiijo, ten złączył ze sobą dłonie przed sobą z klaskiem.
-Suiton!- krzyknął, woda przed wezbrała się i powstała ogromna fala która konfrontując się z moją kulą ognia ostatecznie ją ugasiła, nad jeziorem powstał gęsty dym.
-Trochę lepiej- ocenił- Ale mogło być lepieej, jeszcze raz- rozkazał, tak zrobiłem. Powtarzałem ten atak do wieczora aż w końu zrobiło się ciemno.
-Mam dość..- wysapałem upadając na kolana i rękoma opierając się o ziemie, dyszałem ciężko, ledwo mogłem złapać dech.
-Słucham?- spytał udając że nie usłyszał.
-Nie mam już sił..
-Powiedziałem wstań i powtórz ćwiczenie- rzucił.
-Powiedziałem już- odparłem- że nie dam rady. Straciłem dużo cha..
-Mam rozumieć że się poddałeś?- przerwał mi tonem tak ostrym że aż uniosłem głowę i spojrzałem na niego zdumiony- Kiedy nauczysz się tej techniki wkroczysz w świat shinobi, to rytuał przejścia każdego Uchiha a ty rezygnujesz? Nosisz nazwisko Uchiha a z twoich ust padają słowa "poddaje się"- patrzyłem na niego w ciszy z wytrzeszczonymi oczami. Czekał na odpowiedź, bym wstał i zaczął trenować dalej. Jednak ja nie odpowiedziałem nic. Zamknął oczy i zrobił smutną minę.- Rozumiem..- spojrzał na mnie- Nie zasługujesz na miano Uchiha, hańbisz swoje nazwisko i swoją rodzinę. Skoro tak nie mam zamiaru cię dalej trenować- nie mogłem uwierzyć w jego słowa, po policzku spłynęła mi łza i skapała na pomost a za nią druga- Tylko słabeusze się poddają, ci którzy w nic nie wierzą i nie mają u nikogo wsparcia i miłości. Poddając się bo nie możesz nauczyć się jednej trudnej techniki jesteś gorszy od słabeusza- powiedział ostro ale poważnie. Wsadził ręce do kieszeni i zniknął. Wytrzeszczonymi oczami wpatrywałem się w miejsce w którym przed chwilą jeszcze stał Fiijo, z oczu pociekło mi więcej łez. Opóściłem głowę, zamknąłem z całej siły oczy i równie mocno zacisnąłem zęby nie zamykając ust. Krople łez padały na drewniany pomost. Uderzyłem prawą pięścią o nią.
Brudny, z wysuszonymi łzami i przygnębiony wracałem do domu, ręce w kieszeni i znudzony krok. Miałem ochotę umrzeć, dla Uchiha chyba nie ma większego wstydu.
Wróciłem do domu, udałem się prosto do pokoju i położyłem na łóżku, leżałem na plecach, z prawą ręką nad głową na poduszce. Przed oczami wciąż miałem dzisiejszy wieczór, przybita twarz Fiijo i te słowa "Nie zasługujesz na miano Uchiha, hańbisz swoje nazwisko i swoją rodzinę". Zamknąłem oczy i potrząsnąłem głową by odgonić od siebie te wspomnienia.
Nagle usłyszałem brzęk otwierania się furtki na zewnątrz. Mam nad łóżkiem okno więc z ciekawości wyjrzałem przez nie. Przed furtką stał ojciec, ale nie to było dziwne. Rozmawiał z kimś, ale nie widziałem kto to. Nagle wytrzeszczyłem oczy, to był Fiiho. Pewnie teraz mówi ojcu że zhańbiłem nasze nazwisko, super- pomyślałem.
Następnego dnia wstałem rano, koło 6. Zaspany udałem się do łazienki i wziąłem prysznic. Potem poszedłem do pokoju, ubrałem czarne spodenki i białą bluzkę z symbolem Uchiha na plecach. Wyszedłem z pokoju i chciałem udać się prosto do wyjścia by iniknąć spotkania z ojcem, jednak drogę zastąpiła mi Yumi.
-Ouh.. Yumi?- zdziwiłem się- Co ty tu robisz?
-Dziś jest twój pierwszy dzień akademi więc chciałam ci dać coś w prezencie- powiedziała ze słodkim uśmiechem na twarzy i wystawiła ku mnie prawą ręke z palców ktorej wisiała branzloetka, brązowo czarna z dyndającym rombem na którym wyryta i wymalowana była dziwna totemowa twarz- Sama zrobiłem, niech zawsze ci o mnie przypomina/
-Yumi ja..- wpadłem w zakłopotanie, szybko się jednak uspokoiłem i uśmiechnąłem, wziąłem od niej branzoletkę- Dziękuję- włożyłem na prawy nadgarstek, klęknąłem i przytuliłem ją. Nagle przyszli ojciec z matką, spojrzeli na mnie, wstałem zawstydzony.
-Synu- powiedział ojciec- Dziś twój pierwszy wielki dzień, wiedz że jesteśmy z ciebie dumni. Powodzenia- życzył ojciec, byłem w szoku. Czyli Fiijo nic nie powiedział? W takim razie o czym rozmawiali. Mama uśmiechnęła się szczęśliwa i przepełniona dumą.
-Dziękuję- lekko się uczyliłem na znak szacunku, zjedliśmy razem śniadanie i udałem się do akademii.
Dziwne- rozmyślałem idąc z rękoma w kieszeni- Nigdy się tak nie zachowywali, coś się stało?
Przez całą drogę rozmyślałem nad logicznym wyjaśnieniem lecz na nic nie wpadłem. Po jakimś czasie dotarłem do akademii, zatrzymałem się przed nią i spojrzałem na napis wyryty nad wejściem głównym "Akademia Ninja".
Właśnie otworzył się nowy rodział w moim życiu.:
-Widzisz? Musisz pamiętać o skupieniu, techniki stylu Katoon są zależne od stanu koncentracji a przede wszystkim od koncentracji ciała. Tak bardzo jak skupiasz się na sobie i technice jaką chcesz wykonać tak i ona stanie się silna. Spróbuj- zalecił, zamieniłem się z nim miejscami, wziąłem głęboki oddech i sformowałem pieczęci.
-Chwila- coś sobie przypomniałem- zniszczyłeś ścianę, w co mam atakować?- namyślił się, skoczył na drugi brzeg i wskazał kciukiem na siebie.
-Mnie.
-Ale.. jak to?- speszyłem się.
-Po prostu rób swoje.
-Katoon! Gokyakyu no Jutsu!- dmuchnąłem kulą ognia, ona jednak nie różniła się wielkością od pozostałych. Z każdą chwilą była coraz bliżej Fiijo, ten złączył ze sobą dłonie przed sobą z klaskiem.
-Suiton!- krzyknął, woda przed wezbrała się i powstała ogromna fala która konfrontując się z moją kulą ognia ostatecznie ją ugasiła, nad jeziorem powstał gęsty dym.
-Trochę lepiej- ocenił- Ale mogło być lepieej, jeszcze raz- rozkazał, tak zrobiłem. Powtarzałem ten atak do wieczora aż w końu zrobiło się ciemno.
-Mam dość..- wysapałem upadając na kolana i rękoma opierając się o ziemie, dyszałem ciężko, ledwo mogłem złapać dech.
-Słucham?- spytał udając że nie usłyszał.
-Nie mam już sił..
-Powiedziałem wstań i powtórz ćwiczenie- rzucił.
-Powiedziałem już- odparłem- że nie dam rady. Straciłem dużo cha..
-Mam rozumieć że się poddałeś?- przerwał mi tonem tak ostrym że aż uniosłem głowę i spojrzałem na niego zdumiony- Kiedy nauczysz się tej techniki wkroczysz w świat shinobi, to rytuał przejścia każdego Uchiha a ty rezygnujesz? Nosisz nazwisko Uchiha a z twoich ust padają słowa "poddaje się"- patrzyłem na niego w ciszy z wytrzeszczonymi oczami. Czekał na odpowiedź, bym wstał i zaczął trenować dalej. Jednak ja nie odpowiedziałem nic. Zamknął oczy i zrobił smutną minę.- Rozumiem..- spojrzał na mnie- Nie zasługujesz na miano Uchiha, hańbisz swoje nazwisko i swoją rodzinę. Skoro tak nie mam zamiaru cię dalej trenować- nie mogłem uwierzyć w jego słowa, po policzku spłynęła mi łza i skapała na pomost a za nią druga- Tylko słabeusze się poddają, ci którzy w nic nie wierzą i nie mają u nikogo wsparcia i miłości. Poddając się bo nie możesz nauczyć się jednej trudnej techniki jesteś gorszy od słabeusza- powiedział ostro ale poważnie. Wsadził ręce do kieszeni i zniknął. Wytrzeszczonymi oczami wpatrywałem się w miejsce w którym przed chwilą jeszcze stał Fiijo, z oczu pociekło mi więcej łez. Opóściłem głowę, zamknąłem z całej siły oczy i równie mocno zacisnąłem zęby nie zamykając ust. Krople łez padały na drewniany pomost. Uderzyłem prawą pięścią o nią.
Brudny, z wysuszonymi łzami i przygnębiony wracałem do domu, ręce w kieszeni i znudzony krok. Miałem ochotę umrzeć, dla Uchiha chyba nie ma większego wstydu.
Wróciłem do domu, udałem się prosto do pokoju i położyłem na łóżku, leżałem na plecach, z prawą ręką nad głową na poduszce. Przed oczami wciąż miałem dzisiejszy wieczór, przybita twarz Fiijo i te słowa "Nie zasługujesz na miano Uchiha, hańbisz swoje nazwisko i swoją rodzinę". Zamknąłem oczy i potrząsnąłem głową by odgonić od siebie te wspomnienia.
Nagle usłyszałem brzęk otwierania się furtki na zewnątrz. Mam nad łóżkiem okno więc z ciekawości wyjrzałem przez nie. Przed furtką stał ojciec, ale nie to było dziwne. Rozmawiał z kimś, ale nie widziałem kto to. Nagle wytrzeszczyłem oczy, to był Fiiho. Pewnie teraz mówi ojcu że zhańbiłem nasze nazwisko, super- pomyślałem.
Następnego dnia wstałem rano, koło 6. Zaspany udałem się do łazienki i wziąłem prysznic. Potem poszedłem do pokoju, ubrałem czarne spodenki i białą bluzkę z symbolem Uchiha na plecach. Wyszedłem z pokoju i chciałem udać się prosto do wyjścia by iniknąć spotkania z ojcem, jednak drogę zastąpiła mi Yumi.
-Ouh.. Yumi?- zdziwiłem się- Co ty tu robisz?
-Dziś jest twój pierwszy dzień akademi więc chciałam ci dać coś w prezencie- powiedziała ze słodkim uśmiechem na twarzy i wystawiła ku mnie prawą ręke z palców ktorej wisiała branzloetka, brązowo czarna z dyndającym rombem na którym wyryta i wymalowana była dziwna totemowa twarz- Sama zrobiłem, niech zawsze ci o mnie przypomina/
-Yumi ja..- wpadłem w zakłopotanie, szybko się jednak uspokoiłem i uśmiechnąłem, wziąłem od niej branzoletkę- Dziękuję- włożyłem na prawy nadgarstek, klęknąłem i przytuliłem ją. Nagle przyszli ojciec z matką, spojrzeli na mnie, wstałem zawstydzony.
-Synu- powiedział ojciec- Dziś twój pierwszy wielki dzień, wiedz że jesteśmy z ciebie dumni. Powodzenia- życzył ojciec, byłem w szoku. Czyli Fiijo nic nie powiedział? W takim razie o czym rozmawiali. Mama uśmiechnęła się szczęśliwa i przepełniona dumą.
-Dziękuję- lekko się uczyliłem na znak szacunku, zjedliśmy razem śniadanie i udałem się do akademii.
Dziwne- rozmyślałem idąc z rękoma w kieszeni- Nigdy się tak nie zachowywali, coś się stało?
Przez całą drogę rozmyślałem nad logicznym wyjaśnieniem lecz na nic nie wpadłem. Po jakimś czasie dotarłem do akademii, zatrzymałem się przed nią i spojrzałem na napis wyryty nad wejściem głównym "Akademia Ninja".
Właśnie otworzył się nowy rodział w moim życiu.:
Subskrybuj:
Posty (Atom)