-Cóż- zaczął Fijjo gdy spotkaliśmy się następnego dnia- Skoro już zacząłeś ćwiczyć Gokyakyu no Jutsu to wyćwiczmy je do końca. Widziałem że opaanowałeś już podstawy, wiesz też pewnie że wielkość kuli ognia jaką daje Gokyakyu no Jutsu zależy od poziomu zdolności kontrolowania chakry. Zakres ataku kontrolowany jest przez regulację poziomu zebranej czakry.- wyjaśnił. Skinąłem głową.- Pokażę ci jak to się robi- niemal błyskawicznie sformował pieczęci- Katoon! Gokyakyu no Jutsu!- dmuchnął ogromną kulą ognia przed siebie, była niesamowicie wielka, bez porównania z moją. UDerzyła w ścianę która ja atakowałem i zniszczyła ją. Patrzyłem na to oczami wytrzeszczonymi możliwie jak najbardziej.
-Widzisz? Musisz pamiętać o skupieniu, techniki stylu Katoon są zależne od stanu koncentracji a przede wszystkim od koncentracji ciała. Tak bardzo jak skupiasz się na sobie i technice jaką chcesz wykonać tak i ona stanie się silna. Spróbuj- zalecił, zamieniłem się z nim miejscami, wziąłem głęboki oddech i sformowałem pieczęci.
-Chwila- coś sobie przypomniałem- zniszczyłeś ścianę, w co mam atakować?- namyślił się, skoczył na drugi brzeg i wskazał kciukiem na siebie.
-Mnie.
-Ale.. jak to?- speszyłem się.
-Po prostu rób swoje.
-Katoon! Gokyakyu no Jutsu!- dmuchnąłem kulą ognia, ona jednak nie różniła się wielkością od pozostałych. Z każdą chwilą była coraz bliżej Fiijo, ten złączył ze sobą dłonie przed sobą z klaskiem.
-Suiton!- krzyknął, woda przed wezbrała się i powstała ogromna fala która konfrontując się z moją kulą ognia ostatecznie ją ugasiła, nad jeziorem powstał gęsty dym.
-Trochę lepiej- ocenił- Ale mogło być lepieej, jeszcze raz- rozkazał, tak zrobiłem. Powtarzałem ten atak do wieczora aż w końu zrobiło się ciemno.
-Mam dość..- wysapałem upadając na kolana i rękoma opierając się o ziemie, dyszałem ciężko, ledwo mogłem złapać dech.
-Słucham?- spytał udając że nie usłyszał.
-Nie mam już sił..
-Powiedziałem wstań i powtórz ćwiczenie- rzucił.
-Powiedziałem już- odparłem- że nie dam rady. Straciłem dużo cha..
-Mam rozumieć że się poddałeś?- przerwał mi tonem tak ostrym że aż uniosłem głowę i spojrzałem na niego zdumiony- Kiedy nauczysz się tej techniki wkroczysz w świat shinobi, to rytuał przejścia każdego Uchiha a ty rezygnujesz? Nosisz nazwisko Uchiha a z twoich ust padają słowa "poddaje się"- patrzyłem na niego w ciszy z wytrzeszczonymi oczami. Czekał na odpowiedź, bym wstał i zaczął trenować dalej. Jednak ja nie odpowiedziałem nic. Zamknął oczy i zrobił smutną minę.- Rozumiem..- spojrzał na mnie- Nie zasługujesz na miano Uchiha, hańbisz swoje nazwisko i swoją rodzinę. Skoro tak nie mam zamiaru cię dalej trenować- nie mogłem uwierzyć w jego słowa, po policzku spłynęła mi łza i skapała na pomost a za nią druga- Tylko słabeusze się poddają, ci którzy w nic nie wierzą i nie mają u nikogo wsparcia i miłości. Poddając się bo nie możesz nauczyć się jednej trudnej techniki jesteś gorszy od słabeusza- powiedział ostro ale poważnie. Wsadził ręce do kieszeni i zniknął. Wytrzeszczonymi oczami wpatrywałem się w miejsce w którym przed chwilą jeszcze stał Fiijo, z oczu pociekło mi więcej łez. Opóściłem głowę, zamknąłem z całej siły oczy i równie mocno zacisnąłem zęby nie zamykając ust. Krople łez padały na drewniany pomost. Uderzyłem prawą pięścią o nią.
Brudny, z wysuszonymi łzami i przygnębiony wracałem do domu, ręce w kieszeni i znudzony krok. Miałem ochotę umrzeć, dla Uchiha chyba nie ma większego wstydu.
Wróciłem do domu, udałem się prosto do pokoju i położyłem na łóżku, leżałem na plecach, z prawą ręką nad głową na poduszce. Przed oczami wciąż miałem dzisiejszy wieczór, przybita twarz Fiijo i te słowa "Nie zasługujesz na miano Uchiha, hańbisz swoje nazwisko i swoją rodzinę". Zamknąłem oczy i potrząsnąłem głową by odgonić od siebie te wspomnienia.
Nagle usłyszałem brzęk otwierania się furtki na zewnątrz. Mam nad łóżkiem okno więc z ciekawości wyjrzałem przez nie. Przed furtką stał ojciec, ale nie to było dziwne. Rozmawiał z kimś, ale nie widziałem kto to. Nagle wytrzeszczyłem oczy, to był Fiiho. Pewnie teraz mówi ojcu że zhańbiłem nasze nazwisko, super- pomyślałem.
Następnego dnia wstałem rano, koło 6. Zaspany udałem się do łazienki i wziąłem prysznic. Potem poszedłem do pokoju, ubrałem czarne spodenki i białą bluzkę z symbolem Uchiha na plecach. Wyszedłem z pokoju i chciałem udać się prosto do wyjścia by iniknąć spotkania z ojcem, jednak drogę zastąpiła mi Yumi.
-Ouh.. Yumi?- zdziwiłem się- Co ty tu robisz?
-Dziś jest twój pierwszy dzień akademi więc chciałam ci dać coś w prezencie- powiedziała ze słodkim uśmiechem na twarzy i wystawiła ku mnie prawą ręke z palców ktorej wisiała branzloetka, brązowo czarna z dyndającym rombem na którym wyryta i wymalowana była dziwna totemowa twarz- Sama zrobiłem, niech zawsze ci o mnie przypomina/
-Yumi ja..- wpadłem w zakłopotanie, szybko się jednak uspokoiłem i uśmiechnąłem, wziąłem od niej branzoletkę- Dziękuję- włożyłem na prawy nadgarstek, klęknąłem i przytuliłem ją. Nagle przyszli ojciec z matką, spojrzeli na mnie, wstałem zawstydzony.
-Synu- powiedział ojciec- Dziś twój pierwszy wielki dzień, wiedz że jesteśmy z ciebie dumni. Powodzenia- życzył ojciec, byłem w szoku. Czyli Fiijo nic nie powiedział? W takim razie o czym rozmawiali. Mama uśmiechnęła się szczęśliwa i przepełniona dumą.
-Dziękuję- lekko się uczyliłem na znak szacunku, zjedliśmy razem śniadanie i udałem się do akademii.
Dziwne- rozmyślałem idąc z rękoma w kieszeni- Nigdy się tak nie zachowywali, coś się stało?
Przez całą drogę rozmyślałem nad logicznym wyjaśnieniem lecz na nic nie wpadłem. Po jakimś czasie dotarłem do akademii, zatrzymałem się przed nią i spojrzałem na napis wyryty nad wejściem głównym "Akademia Ninja".
Właśnie otworzył się nowy rodział w moim życiu.:
-Widzisz? Musisz pamiętać o skupieniu, techniki stylu Katoon są zależne od stanu koncentracji a przede wszystkim od koncentracji ciała. Tak bardzo jak skupiasz się na sobie i technice jaką chcesz wykonać tak i ona stanie się silna. Spróbuj- zalecił, zamieniłem się z nim miejscami, wziąłem głęboki oddech i sformowałem pieczęci.
-Chwila- coś sobie przypomniałem- zniszczyłeś ścianę, w co mam atakować?- namyślił się, skoczył na drugi brzeg i wskazał kciukiem na siebie.
-Mnie.
-Ale.. jak to?- speszyłem się.
-Po prostu rób swoje.
-Katoon! Gokyakyu no Jutsu!- dmuchnąłem kulą ognia, ona jednak nie różniła się wielkością od pozostałych. Z każdą chwilą była coraz bliżej Fiijo, ten złączył ze sobą dłonie przed sobą z klaskiem.
-Suiton!- krzyknął, woda przed wezbrała się i powstała ogromna fala która konfrontując się z moją kulą ognia ostatecznie ją ugasiła, nad jeziorem powstał gęsty dym.
-Trochę lepiej- ocenił- Ale mogło być lepieej, jeszcze raz- rozkazał, tak zrobiłem. Powtarzałem ten atak do wieczora aż w końu zrobiło się ciemno.
-Mam dość..- wysapałem upadając na kolana i rękoma opierając się o ziemie, dyszałem ciężko, ledwo mogłem złapać dech.
-Słucham?- spytał udając że nie usłyszał.
-Nie mam już sił..
-Powiedziałem wstań i powtórz ćwiczenie- rzucił.
-Powiedziałem już- odparłem- że nie dam rady. Straciłem dużo cha..
-Mam rozumieć że się poddałeś?- przerwał mi tonem tak ostrym że aż uniosłem głowę i spojrzałem na niego zdumiony- Kiedy nauczysz się tej techniki wkroczysz w świat shinobi, to rytuał przejścia każdego Uchiha a ty rezygnujesz? Nosisz nazwisko Uchiha a z twoich ust padają słowa "poddaje się"- patrzyłem na niego w ciszy z wytrzeszczonymi oczami. Czekał na odpowiedź, bym wstał i zaczął trenować dalej. Jednak ja nie odpowiedziałem nic. Zamknął oczy i zrobił smutną minę.- Rozumiem..- spojrzał na mnie- Nie zasługujesz na miano Uchiha, hańbisz swoje nazwisko i swoją rodzinę. Skoro tak nie mam zamiaru cię dalej trenować- nie mogłem uwierzyć w jego słowa, po policzku spłynęła mi łza i skapała na pomost a za nią druga- Tylko słabeusze się poddają, ci którzy w nic nie wierzą i nie mają u nikogo wsparcia i miłości. Poddając się bo nie możesz nauczyć się jednej trudnej techniki jesteś gorszy od słabeusza- powiedział ostro ale poważnie. Wsadził ręce do kieszeni i zniknął. Wytrzeszczonymi oczami wpatrywałem się w miejsce w którym przed chwilą jeszcze stał Fiijo, z oczu pociekło mi więcej łez. Opóściłem głowę, zamknąłem z całej siły oczy i równie mocno zacisnąłem zęby nie zamykając ust. Krople łez padały na drewniany pomost. Uderzyłem prawą pięścią o nią.
Brudny, z wysuszonymi łzami i przygnębiony wracałem do domu, ręce w kieszeni i znudzony krok. Miałem ochotę umrzeć, dla Uchiha chyba nie ma większego wstydu.
Wróciłem do domu, udałem się prosto do pokoju i położyłem na łóżku, leżałem na plecach, z prawą ręką nad głową na poduszce. Przed oczami wciąż miałem dzisiejszy wieczór, przybita twarz Fiijo i te słowa "Nie zasługujesz na miano Uchiha, hańbisz swoje nazwisko i swoją rodzinę". Zamknąłem oczy i potrząsnąłem głową by odgonić od siebie te wspomnienia.
Nagle usłyszałem brzęk otwierania się furtki na zewnątrz. Mam nad łóżkiem okno więc z ciekawości wyjrzałem przez nie. Przed furtką stał ojciec, ale nie to było dziwne. Rozmawiał z kimś, ale nie widziałem kto to. Nagle wytrzeszczyłem oczy, to był Fiiho. Pewnie teraz mówi ojcu że zhańbiłem nasze nazwisko, super- pomyślałem.
Następnego dnia wstałem rano, koło 6. Zaspany udałem się do łazienki i wziąłem prysznic. Potem poszedłem do pokoju, ubrałem czarne spodenki i białą bluzkę z symbolem Uchiha na plecach. Wyszedłem z pokoju i chciałem udać się prosto do wyjścia by iniknąć spotkania z ojcem, jednak drogę zastąpiła mi Yumi.
-Ouh.. Yumi?- zdziwiłem się- Co ty tu robisz?
-Dziś jest twój pierwszy dzień akademi więc chciałam ci dać coś w prezencie- powiedziała ze słodkim uśmiechem na twarzy i wystawiła ku mnie prawą ręke z palców ktorej wisiała branzloetka, brązowo czarna z dyndającym rombem na którym wyryta i wymalowana była dziwna totemowa twarz- Sama zrobiłem, niech zawsze ci o mnie przypomina/
-Yumi ja..- wpadłem w zakłopotanie, szybko się jednak uspokoiłem i uśmiechnąłem, wziąłem od niej branzoletkę- Dziękuję- włożyłem na prawy nadgarstek, klęknąłem i przytuliłem ją. Nagle przyszli ojciec z matką, spojrzeli na mnie, wstałem zawstydzony.
-Synu- powiedział ojciec- Dziś twój pierwszy wielki dzień, wiedz że jesteśmy z ciebie dumni. Powodzenia- życzył ojciec, byłem w szoku. Czyli Fiijo nic nie powiedział? W takim razie o czym rozmawiali. Mama uśmiechnęła się szczęśliwa i przepełniona dumą.
-Dziękuję- lekko się uczyliłem na znak szacunku, zjedliśmy razem śniadanie i udałem się do akademii.
Dziwne- rozmyślałem idąc z rękoma w kieszeni- Nigdy się tak nie zachowywali, coś się stało?
Przez całą drogę rozmyślałem nad logicznym wyjaśnieniem lecz na nic nie wpadłem. Po jakimś czasie dotarłem do akademii, zatrzymałem się przed nią i spojrzałem na napis wyryty nad wejściem głównym "Akademia Ninja".
Właśnie otworzył się nowy rodział w moim życiu.:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz