-Co się dzieje, Tuichi-taicho? (Tuichi to pseudonim Fiijo w odziałach ANBU), przyrostek taicho to po japońsku kapitan)- spytał ANBU w masce myszy.
-Drobne komplikacje- odparł Fiijo kierując wzrok na Obito, przy wsparciu dwócz towarzyszy poczół się nieco pewniej. Obito wertował ich wzrokiem
Cała trójka skakała z gałęzi na gałąź przemierzając korony drzew. Biegli w pozycji nierównego trójkąta. Atasuke z przodu, za nim po prawej Natsuo a za nim po lewej Setsuna. Nikt się nie odzywał, jedyne odgłosy to szelest liści i wiatr gwiżdzący w uszach.
Natsuo jak i reszta patrzyli przed siebie. W pewnym momenice Natsuo spojrzał na Atasuke, ich włosy rozwiewał wiatr podczas gdy blondyn próbował zrozumieć o co tu chodzi.
W głowie młodego Uchihy szalał huragan wspomnień podczas gdy trenował z Fiijo, nadal nie nie mógł uwierzyć że Fiijo może być zdrajcą. I co on takiego zrobił?- nurtowało go to pytanie. Nie ważne, wystawił mnie i uciekł, samo to już wzbudza we mnie wściekłość i podejrzenia.
-Nie jesteście z ANBU- zauważył Obito. Mężczyźni tylko stali nie reagując na jego słowa.
-Proponowałem ci współpracę, Obito- zawołał Fiijo- Nie wykorzystałeś jej. Z drugiej strony wiesz że nie mogę cię teraz puścić do wioski skoro już to wszystko wiesz.
-Tuichi-taicho- odezwał się jeden z nich półszeptem- nie mamy na to czasu.
-Ja decyduję ile mamy czasu- warknął Fiijo.
-Jesteś strasznie zdenerwowany- zauważył OBito- Gdzie twoja dotychczasowa pewność siebie?
Cholera...-Fiijo zacisnął szczęi- Ma rację, reaguję zbyt emocjonalnie. Jak tak dalej pójdzie to zejdę na przegraną linię.
-Wiesz, Obito- odezwał się zmieniając ton- nigdy specjalnie za tobą nie przepadałem. Myślę że ulży mi gdy przestaniesz stąpać po tym świecie- powiedział. Obito prychnął pod nosem.
-Pogrążasz się, Fiijo. Byłeś wzorem, nauczycielem dla tego chłopca- mówił Obito- Teraz nie tylko masz na karku mnie i Itachiego, ten chłopak również się zemści. Wiesz o tym.
-Jeśli zajdzie taka potrzeba, zabiję i jego- mruknął.
W tym samym czasie trójka podopiecznych Obito wyłoniła się z lasu i stanęła za plecami swojego mistrza. Atasuke obdarzył Fiijo pełnym nienawiści i bólu spojrzeniem. Fiijo nie przejął się tym zbytnio.
-Tuichi-taicho- odezwał się mężczyzna z maską myszy- czy mamy się nimi zająć?- po tych słowach Natsuo i Setsuna przełkneli ślinę, odczuwali niemały strach. Z resztą to jak najbardziej normalna reakcja.
-Nie- odpowiedział Fiijo, ku zdziwieniu teamu 4.- Macie się nie wtrącać.
-Hai!- odparli oboje i odskoczyli na bok zostawiając im wolną przestrzeń do walki.
-Nadal nie jest za późno, Fiijo- zawołał Obito szykując swój zginany drut- Ciągle jeszcze możesz się wycofać i pójść razem z nami do wioski.
-Co?- ocknął się Atasuke- Nie wiem co zrobił ale chyba nie odpuścisz mu tak po prostu?!- oburzył się chłopak.
-Spokojnie, Atasuke- powiedział Obito- Wiem co robię- Fiijo tylko się zaśmiał pod nosem.
-Nadal żałosny dzieciak- ocenił Fiijo uśmiechając się pod nosem z zamkniętymi oczami. Atasuke drgnął zaciskając zęby, nie wiedział o czym teraz mówi jego były nauczyciel- Zawsze taki sam- dodał poczym spojrzał na byłego ucznia.
-Co ty wygadujesz?!- wyrwał Atasuke
-Nie daj się sprowokować!- ostrzegł Obito.
-Dobrze wiesz o czym mówię, zawsze wiedziałeś.- znowu Fiijo- Wiecznie zdesperowany Atasuke, nie mający przyjaciół- Atasuke jak i pzostali nie wiedzieli jak zareagować- Nie kochają cię nawet twoi rodzice...
-Zamknij się!- warknął młody Uchiha, wyjął kunai i rzucił się na byłego nauczyciela. Ten tylko niewzruszony wpatrywał się w nadciągającego Atasuke. Gdy ten był już metr od niego po prostu kopnął go w brzuch, Atasuke gwałtownie schylił się w dół a Fiijo uderzył go łokciem w plecy zmuszając do upadku.
Obito zacisnął szczęki podczas gdy jego rówieśnicy zamarli z bezradności, nigdy nie znaleźli się w takiej sytuacji. Obito nie czekając na nic postanowił ratować podopiecznego. Fiijo sięgnął po swój krótki miecz z pleców i uniósł by zanurzyć go w plecach Atasuke który próbował się podnieść.
Fiijo jednak nie zrobił co zamierzał gdyż Obito mu w tym przerwał. Pojawił się za nim i zaatakował swoim zginanym drutem. Po krótkiej wymianie ciosów Obito wymusił na Fiijo wycofanie się i Fiijo odskoczył. Obito nie tracąc czasu zabrał Atasuke i oddał go w ręce Natsuo i Atasuke.
-Zostańcie tu- rozkazał- to zbyt wysoki poziom jak na was- poczym wstał i odwrócił się do przeciwnika.
-Nie obronisz go, Obito- rzucił Fiijo- cała wasza czwórka wie za dużo, nie możecie przeżyć.
-Na twoim miejscu nie byłbym taki pewny siebie- odparł Obito- Nawet jeśli ci się to uda pamiętaj że masz na karku jeszcze Shisui'ego i Itachi'ego- dodał widząc pytającą minę Fiijo.
-Zanim się zorientują że nie żyjecie już dawno mnie tu nie będzie. A teraz wybaczcie- powiedział przyjmując pozycję bojową- Czas nagli.
-Atasuke- powiedział Obito widząc jak Fiijo szykuje się do ataku, w ich żyłach buzowała adrenalina- Chciałbym cię o coś poprosić- kolejny szok dla chłopaka, Atasuke przełknął ślinę- Zabierz Natsuo i Setsunę spowrotem do wioski i zawiadom Itachiego- polecił.
-Zaraz!- krzyknął Natsuo, Obito spojrzał na niego srogo przez ramie swoim sharinganem, Natsuo zmienił swoje nastawienie przypominając sobie jak bardzo poważna jest sytuacja- Przecież możemy ci pomóc.
-Nie- zaprzeczył stanowczo Obito- nie dacie mu rady. To zbyt wysoki poziom- powtórzył- róbcie co mówię.
-H... Hai!- powiedzieli oboje, Atasuke spojrzał raz jeszcze na niewzruszonego Fiijo i razem z pozostałymi rzucili się ku drzewom by zaraz za nimi zniknąć.
-Idźcie za nimi- polecił Fiijo do towarzyszy- nie mogą dotrzeć do wioski.
-Hai- odpowiedzieli obaj poczym znikli.
-Cholera...- zaklnął Obito- muszą zdążyć.
-To twój koniec, Obito!- krzyknął Fiijo biorąc maskę w dłoń i odrzucając ją na bok, poczym uaktywnił swojego sharingana.
-Za dużo gadasz- powiedział Obito aktywując swojego poczym oboje ruszyli na siebie. Ostrze Fiijo uderzyło w drut Obito, na ziemie poleciały ikry a po polanie roznosiły się dźwięki uderzania stali o stal.
Do wioski trójka geninów wracała w tej samej formacji co w poprzednią stronę. Jeszcze przez chwilę dosięgały ich dźwięki zderzania się stali podczas gdy oni przeskakiwali z drzewa na drzewo.
-Cholera- zaklnął Natsuo, Atasuke się obejrzał i ujrzał doganiających ich zamaskowanych kompanów Fiijo.
Szlag by to...- pomyślał Atasuke- Nie mogą nas dogonić.
-Idźcie przodem!- rozkazał do pozostałej dwójki.
-Co...?- zdziwiła się Setsuna, która odezwała się pierwszy raz od dłuższej chwili.
-O czym ty...
-Bez gadania, inaczej nas dogonią- Atasuke przerwał Natsuo.
-Nie zostawimy cię!- oburzył się blondyn.
-W przeciwnym razie zginiecie!- wrzasnął brunet.
Natsuo nie dyskutował już, spojrzał na Setsunę a ta na niego. Postanowił się zgodzić, ze względu na ukochaną.
-Mhmm- przytaknął blondyn- uważaj na siebie- Uchiha skinął głową i zatrzymał się na kolejnej gałęzi kucając na niej. Odprowadził wzrokiem towarzyszy przez chwilę poczym wstał i odwrócił się do nadciągających mężczyzn. Pewnie zginę, ale nie pozwolę skrzywdzić tych dwóch, sformował pieczęci i nabrał powietrza do ust. Następnie ku zbliżającym się wrogom poleciała ogromna ognista kula rozświetlając las. Po chwili kula ognia zdawała się dosięgnąć zamaskowanych mężczyzn i powstał potężny wybuch.
Atasuke zasłonił się skrzyżowanymi rękoma przed siłą spiętrzonego powietrza która uderzyła w niego powiewając w tył jego ciuchami i włosami. Przez przymrużone oko zerknął na miejsce wybuchu zadowolony że poszło tak szybko.
W tedy jednak wytrzeszczył oczy odrywając ręce od głowy. Z gęstego i ciemnego dymu wyleciały dwie linki które obwiązały młodego Uchihę unieruchamiając go. Chłopak stracił równowagę i spadł z gałęzi. Przerażony patrzył na zbliżającą się glebę, zamknął oczy gdy nastąpiło uderzenie. Podczas lotu przewrócił się w powietrzu i wylądował na plecach z głuchym łoskotem.
-Yghh..- wydał z siebie dźwięk bólu, dwoje zamaskowanych mężczyzn stanęło koło niego.
-Idź za tamtą dwójką- powiedział jeden wpatrując się w młodego Uchihę. Mężczyzna w masce papugi momentalnie ruszył za pozostałymi uciekinierami.
-Kim wy do cholery jesteście?!- wrzasnął Atasuke, jego oczy przepełniała nienawiść a na twarzy malowała się furia. Odpowiedzią niezbyt wysokiego mężczyzny w masce myszy było jedynie ciekawskie spojrzenie.Natsuo a za nim Setsuna skakali z gałęzi na gałąź w przyśpieszonym tempie.
Nie mogę zawieść- pomyślał Natsuo marszcząc brwi- Nie tym razem.
Setsuna tylko wpatrywała się w plecy blondyna.
-Natsuo...- mruknęła do siebie pod nosem- Twoja chakra, jest inna. Wydaje się... wrzeć.
-Yh!- Setsuna zauważyła że mężczyzna w masce papugi zaczyna ich doganiać-Natsuo!
Blondyn odwrócił głowę w tył, zacisnął szczęki widząc goniącego ich przeciwnika.
-Cholera...- zaklnął- Pośpieszmy się!
Mężczyzna sformował kilka pieczęci i kilka metrów przed dwojgiem genninów wyrosła gruba betonowa ściana uniemożliwiająca im dalszą ucieczkę.
-No nie!- wrzasnął Natsuo zatrzymuąc się przed ścianą lądując na ziemi. Razem z Setsuną odwrócili się do użytkownika betonu który już stał kilka metrów od nich.
-Czego chcesz?!- warknął blondyn zaciskając pięści, stanął przed Setsuną będąc w gotowości by w razie czego ją obronić. Drgnęli gdy mężczyzna wyciągnął ku nin lewą rękę i skierował w ich stronę otwartą dłoń. Natsuo cofnął się marszcząc rozszerzając brwi i ujawniając zaciśnięte zęby.
-Gińcie- powiedział twardym głosem.
Setsuna uderzyła dłońmi o ziemie i po chwili jego nogi oplotły ciarniste pnącza. Spojrzał na pnącza które owijały coraz większą część jego ciała. Zauważył również nadbiegającego Natsuo z kunaiem w ręce.
-Zdychaj!- zawołał blondyn. Jednak przeciwnik nie miał zamiaru posłuchać, wyciągnął miecz i szybkim cięciem uwolnił się od pnączy. Zrobił krok w tył unikając cięcia Natsuo i złapawszy go za nadgarstek odwrócił go plecami do siebie wyginając rękę. Następnie wystawił rękę z ostrzem przed chłopca i przyłożył ostry czubek do serca chłopaka, który znieruchomiał wytrzeszczając oczy.
-Drgnij a go zabiję- ostrzegł Setsunę która już miała znowu zaatakować. Przestraszona posłuchała. Natsuo przełknął ślinę podczas gdy ostry czubek ostrza zaczął kłuć go w skórę. Nastała cisza.
Mężczyzna w masce myszy wyciągnął kunai i kucnął przy młodym Uchiha który ze wszystkich sił starał się uwolnić w obawie przed następnym ruchem zamaskowanego mordercy.
-Nie ujdzie ci to na sucho- ostrzegł zamachowca przez zaciśnięte zęby. Przez chwilę panowała głucha cisza, zamaskowany płynnym i delikatnym ruchem wbił kunai między żebra Atasuke.
Chłopak wytrzeszczył oczy i wydał z siebie krótki okrzyk bólu. Mężczyzna na tym nie poprzestał, powtórzył tę czynność jeszcze raz. Po chwili wstał wpatrzony w ciało młodego Uchihy, drgnął gdy ów ciało zmieniło się w dym.
-Klon?- zdziwił się i zaczął się rozglądać za oryginałem.
-HAAAAAA...!- wydarł się Atasuke spadając ku niemu głową w dół. Facet spojrzał w góre i szybko odskoczył w tył unikając gęstych płomieni. Ten atak nir miał skrzywdzić przeciwnika lecz zapewnić użytkownikowi bezpieczne lądowanie.
Płomienie znikły, Atasuke stał już na trawiastej powierzchni ziemi bokiem do przeciwnika rozmasowując nadgarstek.
Oboje stali wpatrzeni w siebie. Atasuke starał się zachować zimną krew, jednak nie wiedział jak ma dalej postąpić. Walka była nieunikniona, jednak czy miał jakieś szanse? Facet prawdopodobnie jest w ANBU, szanse na wygraną są równe zeru! Zatem los i szczęście zadecydują o tym, co ma się tu zaraz stać-pomyślał Atasuke.- Jednak nawet szczęściu trzeba czasem pomóc.
Stalowe narzędzia obu przeciwników poraz kolejny skrzyżowały się rzucając na ziemię iskry. Sharingan Obito wertował wzrokiem oczy Fiijo i z wzajemnością. Fiijo szybkim ruchem spróbował przeciąć brzuch przeciwnika jednak Obito poraz kolejny przez niego przeniknął, w odpowiedzi jednak Obito rozciął Fiijo policzek a następnie kopnął z półobrotu.
Fiijo przeturlał się kilka metrów po ziemi i momentalnie zerwał na nogi, podczas gdy rana na policzku zalała już się krwią i skapała na ziemie. Obito nie zwlekał.
Skoczył w górę i zaatakował Fiijo ogniatymi pociskami. Ten skakał z miejsca na miejsce unikając ataków. Wykonał w pośpiechu kilka pieczęci nie spuszczając spadającego Obito z oczu.
-Raitoon! Denki Tsuru no Jutsu!- krzyknął Fiijo. Wokół niego wyskoczyły z ziemi trzy błyskawice które nie uryewając się od ziemi ruszyły na Obito, Fiijo rozkazywał im ruchem rąk, dłoni lub palców.
Obito skupił się na zbliżającym się potrójnym ataku.
Sharingan Obito zmienił kształt na trzy wygięte stożki które tworzyły wrażenie wiru.
Trzy elektryczne pnącza Fiijo jednocześnie uderzyły w Obito. Za sprawą Kamui jedynie przez niego przeniknęły. -Mam cię!- mruknął Fiijo i pokierował swoimi Tsuru by ruszyły za Obito. W momencie gdy Obito dotknął ziemi jedno z trzech Tsuru uderzyło w niego z góry a pozostałe od boków. Odgłos potężnego uderzenie rozniósł się po polanie. W powietrze wzbiła się ogromna chmary pyłu i ziemi przysłaniając widok z miejsca uderzenia, Fiijo czekał na rozwój sytuacji. Wiedział, że to za mało na pokonanie Obito, Nic się jednak nie działo. Nagle spod ziemi wyłonił się Obito wyskakując zza Fiijo. Fiijo nie zdołał się nawet odwrócić gdy Obito rozciął mu plecy. Fiijo poleciał na twarz. Przeturlawszy się na bok wstał i ignorując ból w plecach cisnął w przeciwnika kilkoma shurikenami zyskując czas na ucieczkę. Obito odbił je cisnął w Fiijo kulą ognia. Fiijo uderzył w ziemie dłońmi sprawiając, że wyrosła przed nim ziemna tarcza. Ogień uderzył w nią a jego płomienie wyciekły przez krawędzie ziemi. Fiijo wskoczył na górną granice ściany i z niej wybił się ku Obito. Jednak z chmary pyłu pierwszy wyleciał Obito kopiąc w Fiijo brzuch. Ten poleciał do tyłu niszcząc plecami swoją ścianę. Okrzyk bólu towarzyszył, z trudnością, wstającemu Fiijo, który trzymał się za prawe ramie.
-Draniu...- wyszydził przez zaciśnięte zęby. Z bólu mimowolnie jego lewe oko było zamknięte- Nie mogę... nie przegram z kimś takim jak ty!- ignorując ból brzucha dmuchnął w stronę jednookiego chmarą gęstego czarnego prochu. Obito zasłonił buzię łokciem nie chcąc się go nawdychać. Musiał uciekać, wiedział, że to wybuchowy proch. Obito zionął ogniem po sformuowaniu kilku pieczęci a chmura prochu w połączeniu z ogniem stworzyła wielki wybuch. Fiijo przypłacił to kolejnymi siniakami, gdyż siła wybuchu cisnęła nim kilkanaście metrów w tył.
-Ughhh...- wykrztusił gdy po zetknięciu z ziemą przeturlał się po niej. Podniósł się na trzęsących rękach i usadowił na kolanach wpatrując się w szalejące płomienie w miejscu wybuchu.
Z kącika jego ust sączyła się krew. Fiijo nagle wytrzeszczył oczy w ataku szaleństwa i odrzucając głowę w tył wybuchł niekontrolowanym śmiechem.
Śmiał się tak przez dłuższą chwilę, tańczące płomienie nie ustawały. Dopiero po chwili Fiijo spojrzał na nie ponownie.
Tworzy wirującą ognistą kopułę, koncentrowała się w jednym punkcie. Fiijo przymróżył oczy chcąc lepiej widzieć. Dopiero gdy płomienie zrzadziały zobaczył, że Obito wciąga płomienie do swojego prawego oka. Klęczał w bezruchu, szokowany tym widokiem podczas gdy Obito skończył zasysanie i spojrzał srogo na przeciwnika.
Chwila ciszy. Nagle Obito rzucił się biegiem ku Fiijo, ten wstał na chwiejnych nogach i wyjął kunai, zaciskając zęby. Denerwowała go już ta walka. Obito skoczył będą kilka metrów od celu i wylądował przed nim na klęczkach. Spojrzał na niego i obracając się na ugiętych kolanach kopnął go w szczękę od dołu wyrzucając go w powietrze. Fiijo wznosił się ku górze, jego szczęką zdawała się płonąć z bólu. Obito doskoczył do niego i piętą wbił w ziemię robiąc w niej dziurę. Fiijo uderzył w nią plecami. Z jego gardła wydobył się charczący dźwięk bólu a z ust wyleciała krew zmieszana ze śliną.
Obito kucnął przy nim.
-Oddaje co twoje- szepnął poczym ponownie aktywował swoje Kamui. Z jego oka wysączyły się wessane wcześniej płomienie, z miejsca gdzie znajdowali się oboje Obito wyskoczył uwalniając ogień i ta sama ognista kopuła zaatakowała Fiijo.
Obito wylądował kilka metrów dalej w pozycji kucającej i spojrzał na miejsce zdarzenia.
Miał nadzieję, że to już koniec. Jednak mylił się.
Po chwili wyczekiwania płomienie zostały rozprpszone przez pomarańczowe Susanoo Fiijo, w stadium pierwszym (czyli postać szkieleta, od pasa w górę, otoczona pomarańczową powłoką energii)
-Susanoo?!- Obito nie mógł w to uwierzyć- Jak ty...?
-Myślałeś, że uda ci się mnie pokonać tak łatwo?- wrzasnął i ruszył do ataku. Prawa ręka susanoo uderzyła w ziemie, skąd w ostatnim momencie odskoczył Obito.
-Ekhh...- westchnął Obito ze zmęczenia. Sformował pieczęć i ponownie odskoczył przed kolejnym atakie
Nabrał do ust powietrza i cisnął ogromną kulą ognia w susanoo, chcąc sprawdzić siłę. Szkielet susanoo skrzyżował ramiona przed sobą i odparł ognisty atak wychodząc przy tym bez szwanku.
-Phi! To to trochę za mało, Obito!- wrzasnął Fiijo. Jednak nigdzie nie widział Obito. Wszelki ślad po nim zaginął.
-Co do...?- zaczał się rozglądać dookoła. I nic.
-Obitooo!- wrzasnął w napadzie wściekłości- Wyłaź tchórzu! Wyłaź i walcz, jak prawdziwy mężczyzna!
Obito jak na zawołanie pojawił się za plecami susanoo i złączył ze sobą dłonie. Z ziemi wyrosły długie skaliste pnącza, które oplotły susanoo Fiijo uniemożliwając mu jaki kolwiek ruch.
Fiijo warknął w złości. Znalazł punkt, gdzie fragment susanoo było odkryte i stamtąd wyrosło mu trzecie ramie susanoo, które zaatakowało Obito. Ten odskoczył a Fiijo uwolnił swoje susanoo od skalistych pnącz niszcząc je.
Następnie ruszył za Obito atakując go już dwoma ramionami. Obito skakał z miejsca na miejsce nie dając się trafić i obmyślając kolejny ruch.
-Huh? Obito-sensei!- wrzasnął Atasuke gdy cała trójka wyskoczyła z lasu i zatrzymała się przed nim. Zmartwieni marną sytuacją ich mistrza zacisnęli zęby. Natsuo powstrzymał Atasuke, który chciał wspomóc Obito.
-To nie nasza walka, Atasuke- potrząsnął nim.
-Co?! A niby po co tu wracaliśmy?!- wyrwał mu się i ruszył biegiem ku polu bitwy, bez żadnego planu czy choćby pomysłu.
Natsuo spojrzał na Setsunę, którą ogarnął strach. Blondyn rzucił się za młodym Uchihą.
-Shine! (Zdychaj)- wrzasnął Fiijo a jego susanoo obórącz uderzyło w ziemie przed sobą. Ponownie chybił. Obito wbiegała po ramieniu ogromnego susanoo kierując się ku głowie. Nie zdążył zareagować i druga ręka susanoo strąciła go, ciskąjąc nim w dal.
-Katoon! Gokakyou no.Jutsu!- wrzasnął Atasuke zatrzymując się i nacierając na Fiijo płomieniami. Susanoo niewzruszone atakiem odwróciło się w jego stronę.
Następnie lewa ręka susanoo schwytała młodego bruneta i ściskając go uniosła w górę.
-Atasuke!- wrzasnął Natsuo zatrzymując się. Setsuna zakryła usta. Fiijo już miał coś powiedzieć, gdy ujrzał dwukropkowy sharingan u swojego ucznia.
-Proszę proszę- zaśmiał się- Zostawić cię na 5 minut samego i dzieją się takie rzeczy- parsknął śmiechem.
-Wypuść go!- krzyknął Natsuo. Fiijo spojrzał na niego w dość straszny sposób. Blondyn cofnął jedną nogę ale nie zlękł się. P
-A ty to kto?- zdziwił się.
Natsuo zacisnął szczęki. Nagle ku niemu wystartowała druga ręka susanoo. Blondyn wytrzeszczył oczy. Nic więcej nie mógł zrobić. W ostatniej sekundzie zjawił się Obito i zabrał Natsuo z miejsca uderzenia w bezpieczne miejsce kilka metrów dalej. Blondyn spojrzał na niego
-Co wy tu do cholery robicie?!- wrzasnął jednooki.
-My...
-Czy wam do reszty już odb...- nagle złapała go ręka susanoo i uniosła na tą samą wysokość co Atasuke.
-Jesteście głupcami, skoro pomyśleliście, że możecie dać mi racę
-Aghh... Ufałem ci!- wrzasnął Atasuke.
-Miałem co do ciebie duże plany, Atasuke- zaczął Fiijo- Miałeś...
09:20
-Nie interesuje mnie co chciałeś ze mną zrobić, zdrajco!- wrzasnął przez łzy, wszyscy prócz Fiijo spojrzeli na niego lekko zdumieni. Atasuke spiuścił głowę w dół- Ufałem ci... byłeś dla mnie wzorem do naśladowania. Chciałem...- zaciął się- być taki jak ty- Setsuna i Natsuo spojrzeli po sobie bezradnie- Ale teraz, gdy pokazałeś swoją prawdziwą twarz- jego ton się wyostrzył- Zaatakowałeś Isseiego, próbowałeś zabić mistrza Obito...- lekko uniósł głowę i spojrzał spod byka na Fiijo, jego.dwukropkowy sharingan zdawał się płonąć w furii- Nie ma dla ciebie wybaczenia- ugryzł się w kciuk aż do krwi i uderzył tą dłonią w ręke susanoo, która go trzymała- Kuchiyose no Jutsu!- krzyknął. W miejscu uderzenia pojawiły się różne wzory i z kłebu dymu wyskoczył biały królik z czerwonymi oczami, granatową bluzką bez rękawów i z krótkim błękitnym mieczem z błyszczącymi kreskami przypominającymi pęknięcia. Zygzakiem ruszył ku głowie susanoo skacząc z lewej do prawej.
09:28
Wszyscy zdumieli się jeszcze bardziej. Królik wielkości Atasuke i Natsuo ze skupieniem na pyszczku zbliżał się ku celu. W odległości kilku metrów wybił się i przyszykował do ataku. Wyrosło trzecie ramie susanoo by osłonić głowę. W tedy królik gwałtownie chwycił się owej ręki i z niej wybił się ku Fiijo. Leciał z niezwykłą prędkością. Wylądował na ziemi tuż przed Fiijo. Oboje spojrzeli sobie w oczy. Wzrok królika był groźny, Fiijo natomiast ogarnął niepokój. To była sekunda, gdy królik wybił się w stronę Fiijo i już stał po drugiej stronie. Fiijo patrzył ślepo przed siebie. Nagle jego lewe ramie odpadło, na susanoo widać było świecące na biało cięcię. Fiijo wydarł się z bólu.
09:30
-Przeciął go?!- głośny okrzyk Natsuo. Susanoo po chwili zniknęło. Obito i Atasuke wylądowali na zgiętych nogach na ziemi. Fiijo zachwiał się na nogach trzymając się za obficie krwawiącą ranę.
-Niech to...- szepnął w gniewie i strachu. Królik zniknął, odesłany do swojego świata.
-To już koniec, Fiijo!- powiedział Obito prostując się- przegrałeś.
09:40
po tych słowach podniósł wzrok na Obito celując w niego prawym okiem spod którego wyciekła krew. Jego sharingan zmienił się:
Metr od Obito pojawiła się czarna dziura wielkości ludzkiej głowy, która zaczęła wciągać wszystko w swoim oteczeniu w obszarze półtorej metra. Obito starał się zapierać jednak nie był w stanie. Kłębiące się wokół niego powietrze zdawało się robić mu krzywdę. Wszelka materia w zasięgu mętniejącego powietrza ulegała zmianom, mowa tu również o Obito. Kamienie, źbła trawy oraz liście które przywiał wiatr zmieniały kształty. Całe ciało Obito w jednej chwili przypominało zwykłego kleksa a zaraz potem wymemłaną plastelinę by znów stać się normalne. W między czasie ulegało odmłodzeniu a następnie starzało się do niemożliwie fizicznie wieku. Wszystko go bolało a jednocześnie nie czuł nic, odczówał ogromną siłe przyciągania grawitacyjnego a jednocześnie nie ważył nic. Tył i chudł.
-Co to ma być... khh...- wyksztusił przez (w miare możliwości zaciśnięte zęby), spojrzał z trudem na Fiijo który trzymał dłoń przyciśniętą to okropnie bolącego oka. Sprawiał wrażenie jakby miał problemy z kontrolą tego, co akurat robił za pomocą swoich oczu.- Mangekyou... sharingan...?- Obito sharinganem wyłapał wygląd oczu swojego przeciwnika- Ale...
- Kyokuritsu- Fiijo jakby czytał w myślach Obito- Załamanie czasu i przestrzeni. Ofiara tej techniki znajduje się w nicości, gdzie nie ma istnienia wszelka materia. Nie obowiązuje cię teraz czas i normy naszej rzeczywistości- przez twarz Obito między wściekłością i bólem pojawiły się pierwsze oznaki lęku. - Nie tylko ty masz potężne oczu, Obito.
Obito powoli zaczął rozpracowywać błędne koło działań czarnej dziury, aczkolwiek nie miał pojęcia dlaczego wciąga go tak długo. Zauważył że równo co cztery sekundy wraca do pierwotnego stanu ciała.
Jeśli w odpowiednim czasie wykonam Ten ruch, możliwe że uda mi się uciec z tej cholernej techniki. Jednakże... Jeśli nie, moje ciało na zawsze pozostanie w jakiejś niemożliwej formie. Mogę
nawet nie przeżyć- szacował Obito- Więc zadecyduje refleks, nie obejdzie się bez pomocy sharingana. Niesądziłem że kiedyś od tych oczu zależeć będzie moje życie. Ehh... piepszony Fiijo, niech cie szlag. Obito nienawistnym wzrokiem wpatrywał się w Fiijo który otarł krew z policzka.
-Proponowałem ci byś do mnie dołączył, jednak ty musiałeś zachować się jak bohater. Miałeś rację, ta walka z góry została przesądzona, tylko pomyliłeś osoby- powiedział Fiijo czując narastającą ekscytacje którą efektownie w sobie dusił.
-Kamui!- zawołał Obito aktywując swojego Mangekyou. Fiijo padł ofiarą Dojutsu Obito, na głowie Fiijo pojawiła się dziwna forma "przejścia", które wessało go w wirujący sposób. Technika Fiijo została automatycznie anulowana a Obito padł na ziemie ze zmęczenia. Po chwili podniósł ukleknął i usiadł na stopach jak przy stole i zaczął oglądać swoje dłonie i resztę ciała.
-Udało się...- odetchnął z ulgą.
-Ughh...- Fiijo z głuchym łoskotem opadł na płgoe z nieznanego materiału. Wstał trzymając się za ranę na ramieniu i rozejrzał dookoła.
-Gdzie ja jestem?- spytał sam siebie- Co to za wymiar?
Natsuo, Setsuna i Atasuke patrzyli po sobie ze strachem i bezradnością. Nie byli w stanie nic zrobić, gdyby nie umiejętności ich mistrza, to umarłby a oni by tylko patrzyli.
-Mistrzu...- Setsuna się trochę zbliżyła do klęczącego Obito ze spuszczoną głową. Jego ciało unosiło się co chwila w ciężkich oddechach.
-To nie koniec...- wysapał- Poczekajcie tu, muszę zakończyć to raz na zawsze- powiedziawszy to sam wciągnął się do swojego wymiaru i zniknął zostawiając trójkę swoich uczniów samych na pustej polanie.
-Niech go szlag! Jak mógł nas zostawić?!- Natsuo wpadł w bulwers- Przecież...
-Zamknij się!- wrzasnął Atasuke- Obito chce załatwić to sam, palancie.
-A ty- Natsuo skierował swój gniew na młodego Uchihę- zawsze musisz zgrywać takiego kozaka! Nie możesz być normalny jak inni? Masz się za lepszego od innych i to...
Nagle Atasuke powalił go na ziemie mocnym prawym sierpowym. Blondyn upadł z głuchym dźwiękiem. Atasuke spojrzał na niego z góry.
-Mówiłem już, żebyś się zamknął- powiedział cicho. Chciał się odwrócić, lecz gdy to zrobił zdziwił się gdy przed nim stała Setsuna z gniewnym spojrzeniem, która wymierzyła mu siarczastego policzka z prawej.
Głowa Atasuke odleciała w bok
Policzek nabrał czerwonej barwy. Atasuke z wytrzeszczonymi oczami spojrzał powoli na zdenerwowaną Setsunę.
Wyraz jej twarzy taki był, natomiast oczy mówiły co innego. Uchodził z nich gniew w postaci łez a na jego miejsce wślizgiwał się smutek i żal. Zaczęła bezradnie uderzać pięściami o jego klatkę piersiową. Nie mocno. Patrzył na nią zszokowany, nie wiedział ani co ma powiedzieć, ani jak się zachować.
-Dlaczego musisz być takim dupkiem...?- załkała- Dlaczego?!- wydarła się uderzając w niego oboma pięściami. Brunet patrzył na nią ogarnięty żalem, po chwili jednak spojrzał za nią. Jego wzrok ponownie przybrał swoją naturalną chłodną wersję. Minął ją bez słowa i stanął za jej plecami zostawiając ją zszokowaną. Blondyn oglądał to zdarzenie w.bezradności. Wiedział dlaczego Atasuke skupił się na innej rzeczy. On też ją ujrzał. Wstał z ziemi i patrzył w ten sam punkt co młody Uchiha.
Kilkanaście metrów przed nimi powoli materializował się na wpółprzytomny Fiijo bez jednej ręki i osłabiony Obito. Gdy pojawili się już cali Setsuna również się odwróciła.
Fiijo runął na ziemie, Obito chwiejnym krokiem ruszył do nich. Był zakrawiony, zmarnowany i słaby. Krew, która wcześniej ciekła z kącika jego ust zdążyła już zaschnąć
Zatrzymał się metr przed nimi i uśmiechnął. Trójka geninów wystraszyła się widząc jak Fiijo unosi się na kolanach i z trudem ciska w plecy Obito kunai. Natsuo i Atasuke nie czekali z reakcją. Oboje wyjęli kunaie i ruszyli do przodu. Atasuke wskoczył za Obito i odbił obronił przed kunaiem wroga, podczas gdy Natsuo ruszył bezpośrednio na Fiijo. Nie mogę być już w niczym gorszy od kogolwiek. A zwłaszcza od ciebie, Atasuke! pomyślał blondyn. Dobiegł do bezsilnego Fiijo i błyskawicznie zaczął rozcinać mu gołą klatkę piersiową. Fiijo wydzierał się przez zaciśnięte zęby. Chciał go skontrować swoją jedyną ręką ale Atasuke uprzedził go i cisnął swoim kunaiem ku niemu, trafiając w ramie. Fiijo zawył z bólu. Spojrzał swoim sharinganem w oczy Natsuo a ten zamarł jakby sparaliżowany. Fiijo wstał i cisnął nim ne prawo trafiając w jego głowę z pół obrotu. Blondyn poleciał jak długi a na jego miejsce wskoczył Atasuke. Fiijo unikał jego ataków. Miał czucie już jedynie w nogach. Jedna ręka została odcięta a druga sparaliżowana przez kunai Atasuke.
Fiijo odskoczył w tył a zdyszany Atasuke ruszył na niego ognistą kulą. Fiijo patrzył na nią z zaciśniętymi zębami. Atasuke czekał. Kula ognia natarła na niego, jednak po chwili z płomieni wyskoczył Fiijo. Wylądował przed młodym Atasuke i kopnął w brzuch. Następnie w nadgarstek. Atasuke puścił kunai a Fiijo schwytał go w zęby i kilkakrotnie rozciął klatkę piersiową i brzuch chłopaka. Ten krzyknął z bólu i cofnął się przestraszony. Fiijo już miał go dobić, gdy nagle z jego prawej Natsuo zaatakował go potężnym strumieniem wody. Podtopiony Fiijo poleciał na bok i wylądował na boku w kałuży wody. Gdy udało mu się dźwignąć.na nogi Natsuo stworzył kilka wodnych dyskós, którymi cisnął w Fiijo raniąc jego ciało. Fiijo chciał wykonać swój kolejny ruch, gdy zobaczył jak Obito upada na ziemie. Uśmiechnął się, ale nie na długo, gdyż Setsuna skrępowała go swoimi pnączami.
-Teraz!- krzyknęła do chłopaków czując jak Fiijo się uwalnia. Jak na tak beznadziejny stan był silny. Atasuke i Natsuo spojrzeli po sobie i kiwnęli głowami porozumiewawczo. Oboje sformowali jakieś pieczęci a ich twarze nigdy nie były tak skupione.
Natsuo stworzył ogromnego wodnego węża, który ruszył na Fiijo. Ten wyrzeszczył oczy. Obroniłby się, ale do wykonania jakiejkolwiek techniki potrzebowałby obu rąk. Wąż uderzył w niego ciskając nim o drzewo i podtapiając przez dłuższą chwilę. Atasuke w tym czasie skończył formować swoje pieczęci.
Zakończę to techniką, którą sam mnie nauczyłeś, pomyślał. Zgiął palce w obu rękach i uniósł je przed klatką piersiową, wewnętrzną stroną dłoni do drugiej. Między nimi pojawiła się biała, mała okrągł iskra, która powoli zaczęła tryskać biało-niebieskimi iskrami. Nagle Atasuke wydał z siebie okrzyk wściekłości. Z iskry wydobył się podmuch silnego wiatru na zasięg kilku metrów. Włosy Atasuke tańczyły na wietrze, kontrast jego sharingana się wyostrzył a z białej iskry wydobyła się nieskaźitelnie czysta biała błyskawica, która z niesamowitą prędkością ruszyła na przerażonego Fiijo. Uderzyła w jego brzuch, przebiła na wylot zarówno jego i drzewo, o które się opierał i poleciała dalej. Towarzyszł jej przeraźliwy pisk. Błyskawica nieprzerwanie atakowała, Atasuke tracił nad nią kontrolę. Fiijo krzyczał z bólu gdyż błyskawica węgliła go od środka.
-Natsuo...!- Atasuke zaciskał zęby i przymróżał oczy nie chcąc stracić kontroli nad atakiem
-H... Hai!- krzyknął blondyn wiedząc co ma robić. Natsuo wyrwany z transu sformował kilka pieczęci zaatakował Fiijo strumieniem wody. Woda uderzyła w niego a w połączeniu z błyskawicą elektryczność raziła go zarówno od wewnątrz jak i na zewnątrz.
Po chwili iskra w rękach Afasuke wybuchła ciskając brunetem do tyłu. Błyskawica zniknęła i Fiijo padł na ziemie. Po jego ciele jeszcze przez chwile tańczyły małe wyładowania elektryczne poruszając nim.
-Atasuke!- Setsuna rzuciła się za towarzyszem. Dobiegła do niego a Natsuo tylko ich obserwował. Setsuna przerażona patrzyła na poparzone dłonie Atasuke. Chciała mu pomóc ale odtrącił ją i wstał- Zostaw- powiedział tylko. Blondyn pokręcił głową. Zawsze musisz być takim egoistą. Myślisz, że sam możesz zrobić wszystko, a prawda jest taka, że bez przyjaciół jesteś nikim.
Atasuke podszedł do leżącego w bezruchu Fiijo, podczas gdy pozostała dwójka zajęła się osłabionym Obito.
-Dlaczego...?- spytał Atasuke klękając obok Fiijo, który ciężko.oddychał i kaszląc pluł krwią- Dlaczego ty...- Atasuke nie powstrzymał łez- Byłeś dla mnie jak starszy brat... tyle mnie nauczyłeś... dlaczego ty...
-Ja... chciałem uratować nasz... klan...- wytrzeszczył oczy i ponownie zakaszlał plując krwią i czując ogromny ból w poparzonych płucach. Cud, że jeszcze żył- Atasuke
-Ja... chciałem uratować nasz... klan...- wytrzeszczył oczy i ponownie zakaszlał plując krwią i czując ogromny ból w poparzonych płucach. Cud, że jeszcze żył- Atasuke... ty masz w sobie potencjał, widzę go w tobie... widzę w tobie siebie... musiałem ratować klan Uchiha przed...- koleny atak kaszlu- Nie ważne... Mam nadzieje, że kiedyś podobnie jak ja obudzisz w sobie najpotężniejsze oczy, jakimi jest Mangekyou Sharingan... musisz jednak wiedzieć, że... YKHHHY...
Że wiążą się one z ogromnymi kosztami. Weź je...- powiedział nagle.Atasuke się wzdrygnął.
-Moje oczy... weź je...- polecił aktywując swoje Mangekyou- Weź je

- krzyknął. Atasuke przeraził się. Fiijo tym krzykiem przekroczył granicę, jego serce nie wytrzymało i jego bicie ustało. Atasuke patrzyła na jego ciało sparaliżowany strachem. Fiijo leżał przed nim martwy, z otwartymi oczami, które pusto wpatrywały się w chłopaka.Atasuke wzdrygnął się gdy Obito kucnął obok niego i położył mu rękę.na ramieniu. Spojrzał na chłopaka a ten na swego mistrza. Wzrok Obito pocieszycielsko mówił "Już dobrze". Natsuo i Setsuna również podeszli do nich.
Itachi, który całe to zdarzenie obserwował z ukrycia zamknął oczy i westchnął poczym zniknął.
Następnego dnia Atasuke z ranami na ciele i poparzonymi dłońmi trafił do szpitala, Obito w trakcie walki z Fiijo został zraniony zatrutym kunaiem, co tłumaczy jego nagłe osłabienie, również wypoczywał w szpitalu. Atasuke leżał w ciszy patrząc w niebo za oknem, obserwował tańczące na niebie ptaki i myślał o wczorajszych wydarzeniach. Przed czym Fiijo chciał ratować klan?- zadawał sobie pytanie- I czemu chciał, żebym wziął jego oczy?
Westchnął.
Do sali wszedł Obito pukając w otwarte i tak drzwi.
-Jak się czujesz?- spytał gdy chłopak na niego spojrzał- Wczorajsze wydarzenia z pewnością męczą cię pytaniami.
-Mistrzu...- zaczął Atasuke- Co on takiego wam zrobił?
-Nam?- zdziwił się Obito.
-Tamtego wieczoru podsłuchałem waszą rozmowę, twoją, Itachiego i Shisuiego. Czymś wam zawinił, co zrobił?
-Ah, to- Obito uśmiechnął się- nie myśl o tym teraz, najważniejsze, że już po wszystkim.
Atasuke spuścił wzrok.
-Poza tym, dałeś wczoraj popis naprawdę wielkiej siły. Powiedz mi, kto nauczył cię techniki przywołania?
-Hmm?- Atasuke spojrzał na niego- Ja... nie wiem skąd ją znam. Po prostu... coś w głowie kazało mi tak zrobić. Nie sądziłem, że coś takiego potrafię.
-No cóż, przywołałeś królika z Sentuaińskiej doliny, słyną ze swoich niebiańskich ostrzy, zdolnych przeciąć niemal każdą materię. To tłumaczy dlaczego zdołał przeciąć powłokę susanoo- zrefleksował Obito.
-Susanoo?- Atasuke zdał sobie sprawę, że nie wie co to jest. Oczywiście po słowach mistrza skojarzył, że chodzi o tego pomarańczowego szkieleta, który ochraniał Fiijo.
-Wypoczywaj. Świetnie się spisałeś- pochwalił go Obito. Następnie wstał i ruszył ku wyjściu.
-Mistrzu- zatrzymał go- Co z Natsuo i Setsuną?- Obito spojrzał na niego, poczym się uśmiechnął.
Blondyn wraz ze swoją dziewczyną siedzieli w restaracji i zajadali się przeróżnymi potrawami. No... Natsuo się zajadał, Setsuna pękała po drugim daniu. Natsuo musiał się najeść po takiej dawce adrenaliny i stresu.
Atasuke nadal wyglądał za okno. Postanowił wstać i je otworzyć. Zrobiwszy to wyjrzał przez nie i nadal obserwował ptasi lot. Kim jestem? Jestem jak ptak, wolny i niezależny. Jestem, Uchiha Atasuke.