Przepraszam za tak długie opóźnienia związane z każdym nowym postem, jednak to niestety nie moja wina. Mam nadzieję, że odwdzięczę się wam, gdy spodobają się wam moje rozdziały. Żeby to się jednak stało, prosiłbym abyście podzielili się ze mną swoimi opiniami w komentarzach. Z góry dziękuję, za pozytywne rozpatrzenie mojej prośby i życzę miłego czytania :) .
* * *
- Sokka... (rozumiem)- powiedział Trzeci Hokage, gdy Obito wraz z Itachim zdali raport z ostatnich wydarzeń. Obaj Uchiha czekali w ciszy na podsumowanie trzeciego- Szkoda, Fiijo był naprawdę utalentowanym shinobi, nie spodziewałbym się tego. Zwłaszcza po nim.
- Mhm- przytaknęli oboje.
- No cóż, najważniejsze, że już wszystko w porządku- zauważył Hokage, nie ukrywając rozczarowania sytuacją- A jak ten chłopak z Uchiha?- to pytanie skierował do Obito, który początkowo się zdziwił, jednak szybko przywrócił swój naturalny wyraz twarzy.
- Był bardzo zżyty z Fiijo, więc naturalnie ciężko to przeżywa- odparł- To silny chłopak, poradzi z tym sobie, jestem pewien. - Itachi spojrzał z lekka na Obito.
-Rozumiem- mruknął Trzeci- Z pewnością z tego wyjdzie, mając wsparcie przyjaciół powinno to trwać dość krótko.
- Problem polega na tym- zaczął znowu Obito- że Atasuke nie jest towarzyskim typem nastolatka. Nawet jeśli utrzyma swoje stosunki z innymi rówieśnikami, z pewnością będzie to przeżywał indywidualnie wewnątrz siebie.
- No tak...- Hokage nie wziął pod uwagi dość klasycznej natury Uchiha.- W takim razie, ufam, iż nie zostawisz go teraz samego? Skoro Fiijo był dla niego nauczycielem, powinieneś mu pokazać, że również możesz go wytrenować na silnego shinobi.
- Oczywiście będę się starał mu pomóc- przytaknął Obito- Jednak zacznę podchodzić do niego z dystansem, wolałbym uniknąć konfrontacji, gdyby pomyślał, że na siłę chcę wejść na stanowisko Fiijo.
- To oczywiste.
- Kilka dni temu, byłem świadkiem złych stosunków między Atasuke a Sasuke, moim bratem- odezwał się Itachi- Brak zaufania i pogarda z obu stron zapoczątkowana bliskim poziomem siły, co z kolei zrodziło ostrą rywalizację, może w przyszłości źle wpłynąć na ich stosunki między ludzkie.- zasugerował Itachi- Osobiście podjąłem już pewne kroki w celach wychowawczych nad Sasuke, myślę że to również trzeba by było wziąć pod uwagę w przypadku Atasuke. Doskonale wiemy jak to się skończyło w przypadku pewnego Uchihy- nie wymieniając imienia wspomniał o Uchiha Madarze- Nie chcielibyśmy dopuścić do drugiego takie przypadku.
- Racja- przytaknął Trzeci- Pomoc Atasuke zostawiam w twoich rękach, Obito.
- Hai!- zgodził się Obito, poczym obaj Uchiha zniknęli z gabinetu Hokage.
- Mhm- przytaknęli oboje.
- No cóż, najważniejsze, że już wszystko w porządku- zauważył Hokage, nie ukrywając rozczarowania sytuacją- A jak ten chłopak z Uchiha?- to pytanie skierował do Obito, który początkowo się zdziwił, jednak szybko przywrócił swój naturalny wyraz twarzy.
- Był bardzo zżyty z Fiijo, więc naturalnie ciężko to przeżywa- odparł- To silny chłopak, poradzi z tym sobie, jestem pewien. - Itachi spojrzał z lekka na Obito.
-Rozumiem- mruknął Trzeci- Z pewnością z tego wyjdzie, mając wsparcie przyjaciół powinno to trwać dość krótko.
- Problem polega na tym- zaczął znowu Obito- że Atasuke nie jest towarzyskim typem nastolatka. Nawet jeśli utrzyma swoje stosunki z innymi rówieśnikami, z pewnością będzie to przeżywał indywidualnie wewnątrz siebie.
- No tak...- Hokage nie wziął pod uwagi dość klasycznej natury Uchiha.- W takim razie, ufam, iż nie zostawisz go teraz samego? Skoro Fiijo był dla niego nauczycielem, powinieneś mu pokazać, że również możesz go wytrenować na silnego shinobi.
- Oczywiście będę się starał mu pomóc- przytaknął Obito- Jednak zacznę podchodzić do niego z dystansem, wolałbym uniknąć konfrontacji, gdyby pomyślał, że na siłę chcę wejść na stanowisko Fiijo.
- To oczywiste.
- Kilka dni temu, byłem świadkiem złych stosunków między Atasuke a Sasuke, moim bratem- odezwał się Itachi- Brak zaufania i pogarda z obu stron zapoczątkowana bliskim poziomem siły, co z kolei zrodziło ostrą rywalizację, może w przyszłości źle wpłynąć na ich stosunki między ludzkie.- zasugerował Itachi- Osobiście podjąłem już pewne kroki w celach wychowawczych nad Sasuke, myślę że to również trzeba by było wziąć pod uwagę w przypadku Atasuke. Doskonale wiemy jak to się skończyło w przypadku pewnego Uchihy- nie wymieniając imienia wspomniał o Uchiha Madarze- Nie chcielibyśmy dopuścić do drugiego takie przypadku.
- Racja- przytaknął Trzeci- Pomoc Atasuke zostawiam w twoich rękach, Obito.
- Hai!- zgodził się Obito, poczym obaj Uchiha zniknęli z gabinetu Hokage.
* * *
-Więc jaki masz plan, Oshi?- spytał młody mężczyzna z kilkudniowym zarostem, starając się nie wychylać z krzaków.
- Natychmiastowa konfrontacja odpada- mruknął po chichu drugi, nieco starszy i z grubszym tonem. Oboje kryli się w zaroślach, obserwując Obito i Atasuke wracających do wioski. Był już późny wieczór.- Nawet we dwójkę moglibyśmy ponieść porażkę.
- A więc? Może sprawmy, by to on przyszedł do nas? Na naszym terenie mamy pewną przewagę.
- I tak też zrobimy- urwał starszy.
Po kilku minutach Obito i Atasuke wkroczyli do wioski i zatrzymali się tuż po przekroczeniu bramy głównej.
- Dziękuje, że znalazłeś trochę czasu na trening, Atasuke- powiedział Obito z uśmiechem.
- Nie chcę wypaść z kondycji- odparł Atasuke- Dodatkowo muszę stać się silniejszy.
- Masz jakiś konkretny cel, czy tak po prostu?- Atasuke w odpowiedzi tylko wsadził ręce do kieszeni i odwrócił wzrok.- Rozumiem... No cóż, idź wypocząć i jutro widzimy się na zbiórce. Dobranoc- powiedział ponownie się uśmiechając, po czym skacząc po dachach ruszył w kierunku domu.
Atasuke się nie śpieszył, więc postanowił spacerkiem ruszyć ku domowi. Nim jednak zrobił pierwszy krok został zmuszony do odskoku w tył, gdyż w miejsce gdzie jeszcze przed sekundą stał wbiły się trzy shurikeny. Atasuke wylądował kilka metrów dalej, ponownie przekraczając bramę wioski.
- Co ty robisz, Obito-sensei?- krzyknął oburzony Atasuke. Spojrzał na strażników przy bramie, byli martwi, w ich ciałach tkwiły kilka kunai. Cholera, to nie Obito! Spojrzał przed siebie. Szybkim ruchem sięgnął po kunai i obronił się przed następną serią shurikenów, poczym odcięty od wioski rzucił się biegiem w przeciwną stronę, oddalając się od niej. Co jakiś czas zerkał w tył, patrząc kto go goni. Mimo nie milknących ataków gwiazdkami ninja napastnik pozostawał niezauważony. Przez następną minutę Atasuke swoim sharinganem obserwował skąd nadlatują kolejne shurikeny. Gdy był już pewny ich pochodzenia odwrócił się i w lekkim odskoku w tył natarł na przeciwnika kulą ognia, rozświetlając ciemny las. Zatrzymał się i obserwował efekty swojego ruchu. Kula ognia natknęła się na jakieś drzewo i wybuchła- po przeciwniku ani śladu. Po chwili z innej strony nadleciały kolejne shurikeny. Speszony Atasuke umknął w las, schodząc ze ścieżki prowadzącej do wioski. Mknął teraz przez las skacząc z drzewa na drzewo.
Co to ma być? Szlag by to... same problemy. Nie zdążył zareagować. Po wybiciu się z gałęzi zauważył zastawioną sieć myśliwską. Nie mogąc przed nią uciec wpadł prosto w nią, by po chwili oplątany runąć w dół na glebę. Gdy to nastąpiło z jego gardła wydarł się krótki okrzyk bólu związany z upadkiem na plecy.
- Hahahahahahahahah...!- głośny i złośliwy śmiech młodego faceta dotarł do uszu Atasuke. Spojrzał szerokimi oczami na lewo i dostrzegł jakiegoś gościa z kilkudniowym zarostem. Przestraszony/zfrustrowany Atasuke patrzył w jego psychiczne oczy.
- Wypuść mnie!- rozkazał, w odpowiedzi otrzymał kolejną dawkę raniącego w uszy śmiechu.
- Kocham, gdy błagają o litość!- krzyknął jakby do nieba.
- Nie błagam o litość, tylko daję ci szansę na przeżycie- ostrzegł Atasuke. Wiedział, że prawdopodobnie jego przeciwnik jest dużo silniejszy, jednak był w takim stanie frustracji, że czuł się gotowy na walkę z dosłownie każdym. Czuł, że buzująca w nim złość pomogłaby mu pokonać samego Hokage (nic bardziej mylnego).
Kolejny śmiech. Atasuke wykorzystał chwilę jego nieuwagi i sformowawszy pieczęcie zaatakował go kolejną ognistą kulą, niszcząc przy tym sieć i zdobywając dystans od szalonego mężczyzny, który został zmuszony by się wycofać. Uchiha zerwał się na nogi i rzucił w stronę wioski. Jednak gdy tylko stanął na gałęzi najbliższego drzewa pojawił się drugi mężczyzna, który zatrzymał go ciosem w brzuch. Atasuke spluwając śliną skulił się mimowolnie, podczas gdy drugi z nich prostując rękę zrzucił go z drzewa. Kolejny upadek na ziemię, tym razem na prawy bok. Oboje mężczyzn stanęło przy kulącym się chłopaku, zagradzając mu ewentualną drogę ucieczki.
- I co teraz z nim zrobimy?- młodszy był taki podekscytowany.
- Ja zabieram go do kryjówki- powiedział starszy- Twoim zadaniem będzie pójście po Niego i zaprowadzeniu do mnie. Teraz na pewno przyjdzie- zauważył starszy, poczym widząc wstającego Atasuke kopnął go w lewą stronę twarzy, zmuszając do kolejnego upadku. Atasuke stracił przytomność.
Obito dotarł w końcu pod drzwi własnego domu, znajdującego się na terenie klanu Uchiha. Zastanawiał się czy dobrze zrobił, zostawiając Atasuke samego, skoro i tak mieszkają w tym samym rejonie.
- Nie za wcześnie?- przywitała go żona z uprzejmym uśmiechem, wiedziała, że miał wrócić późno.
- Cześć Rin- przywitał się z nią, całując ją w policzek. Ściągnął sandały i zamknął za sobą drzwi.
- I jak wasz trening?- spytała wracając do kuchni.
- W porządku. Jest nieco rozproszony, ale daje z siebie wszystko- odparł Obito idąc za nią. Rin zniknęła za progiem wejścia do kuchni- Błagam, powiedz, że zostało coś z kolacji. Umieram z...- urwał, gdy po wejściu ujrzał ubogo ubranego młodego faceta, nieogolonego, który stał za plecami Rin i przytrzymując ją przyłożył jej kunai do gardła. Obito początkowo był w szoku, teraz jednak ogarniała go frustracja, którą bez większego efektu ukrył pod poważną miną. Same jego spojrzenie wysyłało ostrzeżenia zagrożenia życia dla napastnika.
- Kimkolwiek jesteś, nie rób jej krzywdy- uprzedził Obito zachowując ostrożność. Przerażona Rin przełknęła ślinę, a jej błagające o pomoc spojrzenie powędrowało ku mężowi.
- Nie ona mnie intersuje- powiedział z szalonym spojrzeniem wąchając jej włosy- Tylko Ty!
- W takim razie puść ją- powiedział Obito nieco za ostro. Jednak w odpowiedzi mężczyzna wysunął lekko język i naruszył czubkiem kunaia skórę na jej gardle, a ta starała się odsunąć głowę jak najdalej w tył. Obito zacisnął szczęki, jego oko aktywowało Kamui i po chwili dłoń mężczyzny, trzymająca kunai zaczęła dziwnie wirować, poczym znikła. Został tylko nadgarstek, a całokształt wyglądał jakby ktoś odciął mu dłoń. Ten widząc to zawył z bólu nieopamiętany. Puścił Rin a ta rzuciła się w ramiona Obito. Ten spojrzał jej w oczy poczym pocałował w głowę tuląc do siebie. Przez te kilka minut strasznie się o nią bał. Spojrzał gniewnie na drącego się włamywacza i zasłonił Rin plecami.
- A teraz...- zaczął Obito, zamiast dokończyć zdanie złapał go za gardło i wyrzucił przez okno w kuchni, tuż za jego plecami. Okno było zamknięte, więc po takim ruchu zostało wybite. Za domem był mały ogródek Rin, i tam też wylądował ich niechciany gość. Obito wyskoczył za nim a Rin stała nadal w domu zbliżając się tylko do okna. Martwiła się.
- Spytam tylko raz- zaczął Obito- Kim jesteś, i czego chcesz?
- Nie to powinno cię interesować- zakpił starając się ukryć ból. Siedział na ziemi kuląc się nad krwawiącym nadgarstkiem- A moim bratem, czekającym na ciebie wraz z twoim koleżką, w zachodniej części lasu.
- O czym ty mówisz?- Obito zmarszczył brwi.
- Domyśl się, geniuszu- prowokował dalej. Obito przez chwilę zastanawiał się o kim może mówić ten psychol, gdy nagle do niego dotarło.
- Jeśli zrobiliście mu krzywdę...- zagroził Obito. Wpierw wytrzeszczył oczy, potem na jego twarzy zagościł gniew.
- Spokojnie, jeszcze nikomu nie spadł włos z głowy. Jednak muszę cię tam zaprowadzić. Beze mnie nie dotrzesz do naszej jaskini...- w tej chwili mężczyzna zdał sobie sprawę, że mówiąc o zachodniej części lasu i jaskini sam go pokierował.
- Myślę, że jednak trafię- rzucił Obito- A jeśli chodzi o ciebie- po tych słowach siedzący facet wytrzeszczył oczy przerażony wzrokiem Obito, i widokiem jego sharingana- Nauczysz się nie zbliżać do moich bliskich.
To ostatnie słowa jakie wypowiedział do człowieka, który użył Rin jako zakładniczki, po czym szybkim ruchem skręcił mu kark. Rin zakryła usta, podczas gdy jego ciało bezwładnie upadło na ziemię z nienaturalnie przekrzywionym karkiem.
- Nie musiałeś go zabijać- Rin wyszła do niego. Obito stał w ciszy nad jego ciałem.
- Wybacz- spojrzał na nią zatroskany- Nie pozwolę by ktokolwiek zrobił ci krzywdę.
- Wiem- pocałowała go, po czym spojrzała złośliwie w oczy- Co nie zmienia faktu, że będziesz naprawiał to okno. Obito spojrzał na rowalone okno za jej plecami i zaśmiał się krótko łapiąc za kark.
- Zajmę się tym jutro- odparł- Teraz jednak muszę ratować Atasuke.
- To o nim mówił ten facet?
- Mhm. Musieli nas dzisiaj śledzić. Wiedziałem, że nie powinienem go zostawiać samego- zaklął w duchu na samego siebie.
- Wybacz, dzisiaj jeszcze trochę na mnie poczekasz z kolacją- powiedział po chwili namysłu.
- Uważaj na siebie...- wyszeptała zatroskana, poczym ponownie go pocałowała i odstąpiła na krok.
Obito chwycił krwawiące z nadgarstka zwłoki pod pachę i spojrzał na Rin.
- Niedługo wrócę- wyszeptał, po czym wskoczył na dach swego domu, i zeskoczył z niego na ulicę. Chciał ruszać dalej, jednak zatrzymał go obiekt, który dostrzegł kątem oka. Spojrzał tam i znieruchomiał speszony.
- Natsuo?- zdziwił się Obito. Blondyn jeszcze bardziej speszony patrzył to na mistrza, to na trzymane przez niego zwłoki- Co robisz pod moim domem?
- No ten.. odprowadzałem Setsunę i akurat przechodziłem obok...- wyjaśnił Natsuo drapiąc się po głowie.
- Natsuo...
-Tak?- przełknął ślinę.
- Za kogo ty mnie masz?- uśmiechnął się Obito- Jako wasz opiekun wiem gdzie mieszkacie. I na bazie tych danych wiem, że Setsuna mieszka po drugiej stronie wioski- Natsuo ponownie przełknął ślinę, przyłapany na kłamstwie.- A więc, co tu robisz?- spytał ponownie.
- Ehh... No dobra. Długo nad tym myślałem, i chciałem odwiedzić Atasuke. Zobaczyć jak się czuję po ostatnich wydarzeniach. Wyszedł ze szpitala już kilka dni temu i jeszcze ani razu się nie pokazał. Nawet na zbiórce- tym razem Natsuo nie kłamał, Obito wiedział to. Natsuo aż posmutniał w trosce o przyjaciela.
- Rozumiem cię- powiedział Obito miłym tonem- Jednak już jest chyba trochę za późno, nie sądzisz? Spotkacie się jutro na zbiórce. Teraz idź spać. Chyba, że chcesz podpaść jego ojcu, dobijając się o tej porze do drzwi- zaśmiał się Obito.
Natsuo przyznał mu rację, poczym jeszcze raz spojrzawszy podejrzliwie na mężczyzne w rękach Obito pożegnał się i odszedł.
Obito czekał, aż Natsuo zniknie mu z oczu, po czym zamyślony o możliwym skrzywdzeniu Atasuke starał się śpieszyć jak najbardziej. Opuścił już wioskę. Biegł nie po leśnej ścieżce, a po drzewach.
- Trzymaj się Atasuke...
Młodu Uchiha powoli odzyskiwał przytomność. Zaraz po odzyskaniu wspomnień zaczął się rozglądać, jednak z powodu totalnego braku ostrości w oczach widział jedynie szare zamazy i blady zarys postaci stojącej kilka metrów przed nim. Mimo mrużenia oczu nie zdołał go dostrzec.
- Nareszcie się zbudziłeś- odezwał się porywacz- Myślałem, że zajmie ci to więcej czasu.
- Czego ode mnie chcesz?- Atasuke zdobył się na pytanie, mimo wszystko szczęka nadal go bolała, zwłaszcza podczas wymowy.
- Od ciebie? Niczego- sprostował- Ten, do którego mam sprawę, sam zaraz przyjdzie. Atasuke nie miał bladego pojęcia, o kim może mówić tajemniczy mężczyzna, jednak nie pytał.
- Zapewne zastanawiasz się, dlaczego cię tu sprowadziłem- porywacz jakby czytał chłopakowi w myślach.
- Nie obchodzi mnie to- Atasuke zaprzeczył nieszczerze- Wiedz jedynie, że pożałujesz, że ośmieliłeś się podnieść na mnie rękę. Zadbam o to.
- No cóż...- zamyślił się- Może w przyszłym wcieleniu, teraz najlepiej będzie dla ciebie, jeśli łaskawie się zamkniesz. Atasuke wiedział, że jest w beznadziejnej sytuacji i że ten ktoś, ma rację. Cisza, to teraz dla niego najlepsze wyjście. Postanowił zatem trwać w ciszy, aż nadejdzie Ten, na którego czeka ów mężczyzna. Skoro jako zakładnika wybrał sobie jego, to na pewno jest to ktoś z wioski, i z pewnością spróbuje go ratować! A co, jeśli jako zakładnik będzie tylko przeszkadzał? Może i stanie się przyczyną porażki/śmierci owego bohatera? Jeśli sam przy tym nie zginie.
- Kim jesteś...?- ośmielił się na to, ostatnie pytanie. Porywacz spojrzał na niego, po czym odezwał się,
- Haki- odezwał się po chwili- To najpewniej ostatnia rzecz, o jakiej się dowiedziałeś. Poczekasz tu na mnie, muszę coś sprawdzić.
Po tym zapanowała cisza. Atasuke powoli odzyskiwał możliwość swobodnego widzenia, aż w końcu całkowicie odzyskał ostrość wzroku.
- To tutaj- Obito w końcu dotarł na wyznaczone miejsce. Przed grotą jaskini nikt nie czekał na niego. Nie natrafił również na żadne pułapki. Poprawił ciężkie ciało psychopaty, które niósł ze sobą i zachowując ostrożność zagłębił się w ciemność jaskini. Szedł prosto pochłonięty mrokiem. Wilgotność owego miejsca powoli stawała się coraz bardziej odczuwalna. Po dłuższej chwili jego oku ukazało się odległe, blade światło pochodni. Przyłapał się na przyśpieszeniu kroku. Bezszelestnie dotarł do końca drogi, tj. wystającej skały nad wielką grotą, gdzie przetrzymywany był Atasuke. Obito położył ciało nieprzyjaciela na ziemi i cicho jak mysz wyjrzał w dół. Ujrzał bowiem skrępowanego Atasuke, jednak zostawionego bez opieki. Zabrał ciało ze sobą, po czym jednym susem znalazł się u boku swego wychowanka. Ten wpierw się wystraszył, szybko jednak się ucieszył.
- Obito-sensei!- wyrwał momentalnie ciesząc się jak dziecko, gdy dostanie wymarzony prezent na bożę narodzenie.
- Ciii...- uciszył go zabierając się za rozplątywanie chłopca. Nie dokończył jednak. Atasuke początkowo nie wiedział co się dzieje, gdy Obito się zerwał i obróciwszy za siebie wyjął kunai i szybkim ruchem dobił trzy kuanie porywacza.
Zapadła cisza. Obito wpatrywał się srogo w przeciwnika, a ten na Obito.
- Nie wiem kim jesteś, ale popełniłeś błąd porywając tego chłopaka- powiedział groźnie. W odpowiedzi Haki zaśmiał się krótko, a echo jego śmiechu rozniosło się po grocie.
- To o ciebie mi codzi, a nie o chłopaka- odparł po chwili, a w jego oczach zabłysł ogień zemsty.
- Nareszcie się zbudziłeś- odezwał się porywacz- Myślałem, że zajmie ci to więcej czasu.
- Czego ode mnie chcesz?- Atasuke zdobył się na pytanie, mimo wszystko szczęka nadal go bolała, zwłaszcza podczas wymowy.
- Od ciebie? Niczego- sprostował- Ten, do którego mam sprawę, sam zaraz przyjdzie. Atasuke nie miał bladego pojęcia, o kim może mówić tajemniczy mężczyzna, jednak nie pytał.
- Zapewne zastanawiasz się, dlaczego cię tu sprowadziłem- porywacz jakby czytał chłopakowi w myślach.
- Nie obchodzi mnie to- Atasuke zaprzeczył nieszczerze- Wiedz jedynie, że pożałujesz, że ośmieliłeś się podnieść na mnie rękę. Zadbam o to.
- No cóż...- zamyślił się- Może w przyszłym wcieleniu, teraz najlepiej będzie dla ciebie, jeśli łaskawie się zamkniesz. Atasuke wiedział, że jest w beznadziejnej sytuacji i że ten ktoś, ma rację. Cisza, to teraz dla niego najlepsze wyjście. Postanowił zatem trwać w ciszy, aż nadejdzie Ten, na którego czeka ów mężczyzna. Skoro jako zakładnika wybrał sobie jego, to na pewno jest to ktoś z wioski, i z pewnością spróbuje go ratować! A co, jeśli jako zakładnik będzie tylko przeszkadzał? Może i stanie się przyczyną porażki/śmierci owego bohatera? Jeśli sam przy tym nie zginie.
- Kim jesteś...?- ośmielił się na to, ostatnie pytanie. Porywacz spojrzał na niego, po czym odezwał się,
- Haki- odezwał się po chwili- To najpewniej ostatnia rzecz, o jakiej się dowiedziałeś. Poczekasz tu na mnie, muszę coś sprawdzić.
Po tym zapanowała cisza. Atasuke powoli odzyskiwał możliwość swobodnego widzenia, aż w końcu całkowicie odzyskał ostrość wzroku.
- To tutaj- Obito w końcu dotarł na wyznaczone miejsce. Przed grotą jaskini nikt nie czekał na niego. Nie natrafił również na żadne pułapki. Poprawił ciężkie ciało psychopaty, które niósł ze sobą i zachowując ostrożność zagłębił się w ciemność jaskini. Szedł prosto pochłonięty mrokiem. Wilgotność owego miejsca powoli stawała się coraz bardziej odczuwalna. Po dłuższej chwili jego oku ukazało się odległe, blade światło pochodni. Przyłapał się na przyśpieszeniu kroku. Bezszelestnie dotarł do końca drogi, tj. wystającej skały nad wielką grotą, gdzie przetrzymywany był Atasuke. Obito położył ciało nieprzyjaciela na ziemi i cicho jak mysz wyjrzał w dół. Ujrzał bowiem skrępowanego Atasuke, jednak zostawionego bez opieki. Zabrał ciało ze sobą, po czym jednym susem znalazł się u boku swego wychowanka. Ten wpierw się wystraszył, szybko jednak się ucieszył.
- Obito-sensei!- wyrwał momentalnie ciesząc się jak dziecko, gdy dostanie wymarzony prezent na bożę narodzenie.
- Ciii...- uciszył go zabierając się za rozplątywanie chłopca. Nie dokończył jednak. Atasuke początkowo nie wiedział co się dzieje, gdy Obito się zerwał i obróciwszy za siebie wyjął kunai i szybkim ruchem dobił trzy kuanie porywacza.
Zapadła cisza. Obito wpatrywał się srogo w przeciwnika, a ten na Obito.
- Nie wiem kim jesteś, ale popełniłeś błąd porywając tego chłopaka- powiedział groźnie. W odpowiedzi Haki zaśmiał się krótko, a echo jego śmiechu rozniosło się po grocie.
- To o ciebie mi codzi, a nie o chłopaka- odparł po chwili, a w jego oczach zabłysł ogień zemsty.
- W takim razie po co go w to mieszasz?- ponownie odezwał się Obito, wyraźnie poirytowany całą sytuacją.
- Powiedzmy, że to był jedyny sposób, aby cię tu sprowadzić.
- Powiedzmy, że to był jedyny sposób, aby cię tu sprowadzić.
Ponownie zapanowała cisza. Obito nie musiał wiedzieć już nic więcej.
Haki znosił spojrzenie Obito przez jakąś chwilę, po czym spojrzał na leżące obok niego zwłoki jego kuzyna.
- Mhmmm...- mruknął- Aż tak cię zdenerwował?- spytał ironicznie. Obito nie odpowiedział. Chwycił pewniej swój kunai i rzucił się na przeciwnika. Atasuke mógł tylko na to patrzeć, Obito co prawda zaczął go rozwiązywać, jednak nie miał zbyt dużo czasu, by choćby poluzować więzy.
Przez kilka sekund Obito biegł na niego, po czym Haki wyjął swój krótki miecz i ich ostrza zdeżyły się ze sobą. Twarze ich zbliżyły się do siebie tak, że Haki mógł uważnie przyjrzeć się każdemu detalowi sharingana Obito. Jednooki zmarszczył nieco brwi by zaraz jeszcze bardziej naprzeć na Hakiego zmuszając go przy tym do wycofania się. Gdy tak się stało Obito nie dał mu ani chwili wolnego i otoczył go gęstymi płomieniami rozświetlając całą grotę ponurym światłem płomieni. Obito poczekał chwilę na rozwój sytuacji. Haki obronił się taflą wody w wyniku czego z głośnym sykiem para uniosła się w górę. W tej samej chwili ziemia na której stał Obito oddzieliła się od reszty podłoża i razem z nim ruszyła w górę. Siła grawitacji zmusiła go do uklęknięcia.
- Obito!- wydarł się Atasuke. Obito spojrzał w górę i rozszerzył powiekę. Fragment sufitu ozdobiony ostrymi skalistymi soplami spadał na dół, jakby wycelowany w Obito. Takie zdeżenie byłoby niemożliwe do przeżycia, i do takiego zderzenia też doszło.
Na obrębie metra rozpylił się kurz zderzenia piaskowo-skalistych nawierzchni.
-Nie!- w oczach Atasuke pojawiły się szklanki. Zacisnął powieki z całych sił i zaczął się szarpać na krześle by się wydostać.
- Pff..- prychnął Haki. Ziemia, która się zderzyła miażdżąc Obito stworzyła wielką kolumnę, z której po chwili wyłonił się Obito, niczym zjawa.
-Obito-sensei...- Atasuke nie dowierzał własnym oczom, Obito żył!
Bez słowa Obito wylądował na ziemie przed kolumną i nieco bardziej rozzłoszczonym wzrokiem patrzył na Hakiego, który efektywnie ukrył zdumienie.
A więc- analizował Obito- sprawnie korzysta z żywiołów wody i ziemi. Spróbujmy tak...
Sformował kilka pieczęci i biorąc głęboki wdech wypuścił ku niemu 4 ogniste kule atakując go górą.
- Znowu?- zakpił Haki patrząc na nadchodzący atak. Płynnym ruchem obu rąk przywołał falę wodną od podłogi na kilkanaście metrów, która bezproblemowo ugasiła atak. Haki już miał prychnąć, gdy nagle w taflę wody, tuż przed jego twarzą wbił się kunai z wybuchową notką. Przerażenie na twarzy Hakiego i natychmiastowy wybuch. Wodna bariera szybko opadła na ziemie tworząc kałużę, podczas gdy z kłębów dymu wyleciał Haki plecami lądując na ścianie.
- Ughhh!- z jego gardła wydarł się bolesny dźwięk. Opadł na ziemie, by po chwili z wolna się podnieść- Spodziewałem się po tobie czegoś więcej, Obito!- wykrzykując jego imie ruszył na niego biegiem. Obito skupi na nim swoje spojrzenie, i zaraz również na niego ruszył. Tuż przed zderzeniem wyciągnął swój kunai i zderzyli się swoimi ostrzami. Atasuke patrzył na to z podziwem i strachem w oczach. Musiał pomóc swojemu mistrzowi.
Muszę... mu... pomóc...- myślał zaciskając zęby i szarpiąc się z więzami.
Obito blokował ataki przeciwnika. Nagle czas jakby się dla nich spowolnił. Krótki miecz Hekiego ruszył od lewej na głowę Obito, którego dłoń już kierowała się do jego gardła. Ostrze było szybsze, jednak tylko przenikało przez głowę Obito. Dłoń jednookiego Uchihy również akurat miała dotknąć celu, gdyby nie potrzeba ratowania siebie, zatem jego dłoń również przeniknęła przez Hekiego. Czas nabrał nnormalnego tempa, obaj odskoczyli od siebie. Obito w locie do tyłu cisnął ku niemu kulę ognia, zaś jego przeciwnik splunął w niego falą wody. W wyniku zderzenia się tych dwóch ninjutsu obszar ka kilka metrów zakryła para wodna. Obito czuwał, spodziewając się nagłego ataku. Jego sharingan pozwalał mu na rozpoznawanie się w tej parze.
Haki pojawił się za Obito, i szybkim ruchem wyprowadził cięcie na plecy swojego wroga. Obito spojrzał rozszerzonym okiem za na bok, widząc przeciwnika, zaczął się obracać by zablokować uderzenie.
- HAAAA!!!- dziki krzyk. Między Obito a Hakim pojawiła się niska postać z kunaiem w dłoni, i zablokował cios Hakiego. Zarówno Obito, jak i porywacz Atasuke zamarli ze zdziwienia. Atasuke mrużył oczy chcąc coś dostrzec. Para przeżadzała się dość szybko i już po chwili było widać, co się stało. Atasuke był w szoku.
- Natsuo?!- wydarł się Obito, jednak nie zdążył przed Hakim, który wyprowadził kopnięcie w brzuch chłopca, a następnie krótkie cięcie na jego tors.
Obito w tym czasie złapał go w pasie, i odskoczył w bok. Okazało się, że Haki zdołał go dotknąć swym ostrzem, robiąc mu 10-cio centymetrowe rozcięcie na prawym policzku.
- Co ty tu robisz do cholery?!- wydarł się Obito. Nie zauważył nadciągającego Hakiego, który pojawił się obko nich i z wyskoku kopnął ich obu w twarz.
Natsuo pod wpływem kopnięcia poleciał do tyłu, Obito wysłał swoją głową do swojego wymiaru i but Hakiego tylko przez niego przeniknął, a gdy tylko noga porywacza się cofnęła Obito zmaterializował się i w złości chwycił gwałtownie za gardło Hakiego zwalając go z nóg i z ogromną siłą uderzając nim o ziemie.
- Ughh...- jęknął Natsuo szurając plecami po szorstkiej ziemi i uderzając głową o ścianę. Atasuke patrzył na niego.
- Idioto! Trzeba było wezwać pomoc a nie pchać się w sam środek walki!- ryknął młody Uchiha, jednak widząc nieruszające się ciało członka swojej drużyny zdał sobie sprawę, że ten stracił przytomność. Spuścił żałośnie łeb. Wrócił do obserwacji pojedynku Obito.
- Kim jesteś?- spytał Obito nadal ściskając mu gardło i przytrzymując go kolanem.
- Nie kojarzysz?- wycedził zaduszony Haki, krew wypływała z kącika jego ust- Przyjrzyj się.
Obito obserwował przez chwilę twarz swojego przeciwnika. Coś mu mówiła, jednak wiedział, że go nie zna.
Nagle Obito olśniło! Wiedział, kogo mu przypomina, jednak nigdy by nie zgadł, że może mieć z Nim jakieś pokrewieństwo.
Przypomniało mu się, jak WTEDY, podczas bitwy na moście Kannabi, gdy budząc w sobie sharingania zabił tego mężczyzne, który potrafił być niewidzialny. Po zastanowieniu ten facet, leżący pod nim był bardzo podobny, starszy i wychudzony.
- Niemożliwe...- bąknął Obito, złapał za ubranie nad jego brzuchem i rozerwał je. Jednak nie zobaczył blizny, po kunaiu, którym go przebił. Czyżby to jednak nie był on?
- Wtedy, zabiłeś mojego starszego brata- mówił Haki przez zaciśnięte zęby- Trochę zajęło mi odnalezienie cię i przygotowanie do walki z tobą- Obito wytrzeszczył oczy- Pomszczę swojego brata!- krzyknął Haki, ziemia pod nim okryła go skalnym pancerzem, zmuszając Obito, do puszczenia go i kilku kroków w tył.
Haki wyprostował ręce ku Obito i zaczął go ostrzeliwać skalnymi pociskami. Obito odskoczył na bok formując pieczęci.
- Katoon! Goukyakyu no Jutsu!- wielka kula ognia natarła na pociski Hakiego nieutralizując je.
Z kłębów dymu wyskoczył Haki ze skalnym kolcem wyrośniętym z pancerza na przegubie. Przebił nim Obito, jednak ten był szybszy i zdołał przez niego przeniknąć.
Po chwili Obito odskoczył lekko, by móc się zmaterializować bez jego ręki w swoim ciele i natarł na niego kunaiem.
Muszę coś wymyślić- myślał Obito- W tym pancerzu nie jestem w stanie go drasnąć. I dodatkowo Natsuo..- kątem oka spojrzał w kąt. Nigdzie go nie widział, ale nie miał czasu na rozglądanie się.
Mistrz Obito ma kłopoty!- Atasuke szarpał się jeszcze mocniej, zdziwił się, gdy nagle węzy puściły. Spojrzał za siebie.
- Natsuo..- zdziwił się widząc towarzysza przy sobie- Co ty tu robisz? Dlaczego nie wezwałeś pomocy?
- To nie czas na głupie uwagi- przerwał mu blondyn- Musimy pomóc mistrzowi!\
- Tak- Atasuke skupił swoją uwagę na walce swojego senseia.
- Atasuke- zaczął Natsuo, Atasuke spojrzał na niego. Zdziwił się, bo na twarzy swojego kolegi ujrzał śmiertelną powagę, której nigdy u niego by się nie spodziewał. Blondyn spojrzał na Uchihę- Załatwmy go!
Atasuke przymknął oczy w uśmiechu, poczym kiwnął głową i spojrzał z uśmieszkiem na walczących.
- Do dzieła!- krzyknął Natsuo uderzając pięścią w otwartą dłoń.
Obito atakował już swoim zginanym kijem, wprawiaj już w złość swojego przeciwnika zdolnością swojego Kamui. Obito zrobił krok w tył, lekkie ugięcie kolan i wyskok ponad Hakim towarzyszyły gęstym płomieniom otaczającym skalnego wojownika.
Z nowego punktu widzenia Obito zauważył, że daleko za plecami Hakiego stoją pewni siebie Atasuke i Natsuo. Uśmiechnął się w duchu.
- Suitoon! Mizu Torappu! (wodna pułapka)- krzyknął Natsuo po kilku pieczęciach. Splunął w kierunku Hakiego, a z jego ust wystrzelił strumień wody, który kierując się na Hakiego nie odrywał się od ust właściciela techniki. Zaskoczony Haki został oplątany w pasie przez wodę, która wtedy odczepiła się od blondyna i uwięziła go w wodnej bańce.
Ziemna skorupa na jego ciele zaczęła spływać z niego w postaci błota. Gdy już całkowicie z niego opadła bańka wody pękła. Haki opadł na ziemie, i klęcząc na czworakach pluł wodą.
Obito rzucił się do niego celując dłonią w jego serce, chcąc mu je żywcem wyrwać.
- Raitoon! Tori no Kaminari! (ptak błyskawicy)- Atasuke w tym samym czasie sprawił, że jego dłonie otoczyła błyskawica. Następnie pchnął ręce w stronę Hakiego, wysyłając ku niemu błyskawicę, która swoim lotem przypominała ptaka, i ciągnęła za sobą cienką błyskawicę która łączyła go z Atasuke. Nie mógł jej powstrzymać, gdy zdał sobie sprawę, że przebije Hakiego, który właśnie wstał. W czym problem? W tymże czasie Obito dobiegał już do niego, by go dobić. Ptak błyskawicy był już tuż za plecami porywacza, i po przebiciu go na wylot uderzy w Obito.
NIEEEEEEEEEE!- Atasuke wydarł się w duchu, wiedząc, że nie będzie w stanie wydobyć z siebie dźwięku.
Czas zwolnił tempa. Ptak i ręka Obito była już w tej samej odległości od ciała zamarłego Hakiego, który stał przerażony. Technika Atasuke z piskiem wbiła się w plecy Hakiego, krew trysnęłą.
Obito już miał dorwać się do serca przeciwnika, jego wzrok przesiąkał gniewem. "Dziób" ptaka Atasuke już wynurzał się z klatkbi piersiowej Hakiego. W tym samym czasie palce Obito już miały dotknąć skóry Hakiego, który niemal czuł jego dotyk, gdy nagle jego dłoń zatonęła w ciele porywacza, a ptak w lewym płucu Obito. Skok adrenaliny dla obu młodych obserwatorów, gdy ujrzeli, jak zarówno dłoń Obito, jak i ptak Atasuke przeniknęły przez swoje cele.
Atasuke przymrużył oczy i dojrzał Mangekyou Sharingana w oku Obito.
Kamień spadł mu z serca.
Haki stał patrząc ślepo w sufit, z obu kącików jego ust ciekła krew, którą wcześniej kaszlnął. Błyskawic nadal ciągnęła się od Atasuke, przechodziła przez ciało Hakiego i wbiła się w najbliższą przeszkodę- ścianę. Obito odsunął się, i patrzył spokojnie, choć gniewnie na swojego mściciela.
- Draniu...- wykrztusił Haki, nie opuszczając głowy, jedynie spojrzał na Obito- Dlaczego ty...
- Taki jest los każdego shinobi, który rusza na wojnę- mówił Obito spokojnym, twardym głosem. Haki wiedział, że jednooki Uchiha nie mówi o nim, lecz o jego bracie- Chciałeś pomścić brata, rozumiem. Sam pewnie też bym ścigał zabójcę bliskiej mi osoby. Twój brat był draniem, bandziorem, który porwał moją przyjaciółkę. Ruszyłem jej na ratunek i wydostałem ją z rąk jej oprawców. Jest bowiem Jinchūriki Isobu (trójogoniasty), który był ich celem. Tak jak ty teraz chciałeś pomścić swojego brata, tak ja wtedy starałem się ją uratować. Udało mi się to!- Atasuke i Natsuo słuchali w ciszy, nie wiedząc do końca o czym mówi ich sensei. Obito kontynuował- W każdej bitwie, są zwycięzcy i ofiary. Taka jest nasza rzeczywistość! W momencie, w którym nasłałeś swojego towarzysza na moją żonę, i porwałeś mojego podopiecznego podpisałeś na siebie wyrok. Nie mam litości dla tych, którzy chcą skrzywdzić moich przyjaciół.
- Obito-sensei..- odezwał się Natsuo lekko przestraszony nienawiścią, emanującą od ich mistrza.
- Chrzań się..!- splunął pod nogi Obito. Ten przez chwilę zdawał się nie ruszać. Mrugnięcie okiem, gdy Obito już stał za Hakim z ręką przed soba. Patrzył przed siebie, podczas, gdy głowa Hakiego spadła z jego karku. Następnie błyskawica Atasuke zniknęła a bezgłowe ciało Hakiego opadło bezwładnie na ziemie, tryskając krwią z szyi.
Natsuo odwrócił wzrok od tego strasznego widoku, Atasuke patrzył niepewnie na swego mistrza, który wyprostował się ze spuszczoną głową, i podszedł do nich.
- Nic wam nie jest?- spytał z troskliwym uśmiechem- Dziękuję za pomoc, choć chwila mojej nieuwagi i byłoby po mnie- zauważył Obito.
- Nie musiał go mistrz zabijać...- mruknął blondyn.
- Głupi!- warknął Atasuke patrząc na niego- Na tym właśnie polega świat shinobi...
- Na zabijaniu się nawzajem?!- odpyskował wściekły Natsuo- Drogą każdego shinobi powinno być dążenie do pokoju.
- Nie ma pokoju bez wojny, idioto!- wydarł się Atasuke. Natsuo umilkł widząc powagę w słowach młodego Uchihy, Obito słuchał w ciszy- Shinobi umierają za swoje wioski, rodziny. Przelewamy cudzą krew by zapewnić bezpieczeństwo swoim rodzinom, jednak z tego powody zabijamy tych, co również walczą za bezpieczeństwo swoich rodzin. Ten świat od zawsze toczył to błędne koło- spuścił głowę w dół, włosy zasłoniły jego oczy, widać bylo jedynie usta, które lekko rozchylone ujawniały zaciśnięte zęby Atasuke, kontynuował a jego zaciśnięte pięści aż się trzęsły- Zamierzam zmienić te kolej rzeczy..- powiedział w końcu, po czym ruszył w stronę wyjścia z groty.
- H.. Hej! Stój!- krzyknął niepewnie Natsuo.
- Natsuo! Wystarczy- wtrącił się Obito, to nie czas i miejsce na tą rozmowę, daj mu ochłonąć- poradził mistrz.
Atasuke...- Natsuo patrzył za odchodzącym towarzyszem z drużyny- Możliwe, że nie rozumiem tego wszystkiego, tak jak widzisz to ty. Jednak to nie oznacza, że będę bezczynnie patrzył jak zmieniasz ten świat. Będziesz miał we mnie pomoc, jeśli uznam, że to ma sens, ponieważ... Jako przyszły Hokage też mam zamiar odmienić ten świat!
Haki znosił spojrzenie Obito przez jakąś chwilę, po czym spojrzał na leżące obok niego zwłoki jego kuzyna.
- Mhmmm...- mruknął- Aż tak cię zdenerwował?- spytał ironicznie. Obito nie odpowiedział. Chwycił pewniej swój kunai i rzucił się na przeciwnika. Atasuke mógł tylko na to patrzeć, Obito co prawda zaczął go rozwiązywać, jednak nie miał zbyt dużo czasu, by choćby poluzować więzy.
Przez kilka sekund Obito biegł na niego, po czym Haki wyjął swój krótki miecz i ich ostrza zdeżyły się ze sobą. Twarze ich zbliżyły się do siebie tak, że Haki mógł uważnie przyjrzeć się każdemu detalowi sharingana Obito. Jednooki zmarszczył nieco brwi by zaraz jeszcze bardziej naprzeć na Hakiego zmuszając go przy tym do wycofania się. Gdy tak się stało Obito nie dał mu ani chwili wolnego i otoczył go gęstymi płomieniami rozświetlając całą grotę ponurym światłem płomieni. Obito poczekał chwilę na rozwój sytuacji. Haki obronił się taflą wody w wyniku czego z głośnym sykiem para uniosła się w górę. W tej samej chwili ziemia na której stał Obito oddzieliła się od reszty podłoża i razem z nim ruszyła w górę. Siła grawitacji zmusiła go do uklęknięcia.
- Obito!- wydarł się Atasuke. Obito spojrzał w górę i rozszerzył powiekę. Fragment sufitu ozdobiony ostrymi skalistymi soplami spadał na dół, jakby wycelowany w Obito. Takie zdeżenie byłoby niemożliwe do przeżycia, i do takiego zderzenia też doszło.
Na obrębie metra rozpylił się kurz zderzenia piaskowo-skalistych nawierzchni.
-Nie!- w oczach Atasuke pojawiły się szklanki. Zacisnął powieki z całych sił i zaczął się szarpać na krześle by się wydostać.
- Pff..- prychnął Haki. Ziemia, która się zderzyła miażdżąc Obito stworzyła wielką kolumnę, z której po chwili wyłonił się Obito, niczym zjawa.
-Obito-sensei...- Atasuke nie dowierzał własnym oczom, Obito żył!
Bez słowa Obito wylądował na ziemie przed kolumną i nieco bardziej rozzłoszczonym wzrokiem patrzył na Hakiego, który efektywnie ukrył zdumienie.
A więc- analizował Obito- sprawnie korzysta z żywiołów wody i ziemi. Spróbujmy tak...
Sformował kilka pieczęci i biorąc głęboki wdech wypuścił ku niemu 4 ogniste kule atakując go górą.
- Znowu?- zakpił Haki patrząc na nadchodzący atak. Płynnym ruchem obu rąk przywołał falę wodną od podłogi na kilkanaście metrów, która bezproblemowo ugasiła atak. Haki już miał prychnąć, gdy nagle w taflę wody, tuż przed jego twarzą wbił się kunai z wybuchową notką. Przerażenie na twarzy Hakiego i natychmiastowy wybuch. Wodna bariera szybko opadła na ziemie tworząc kałużę, podczas gdy z kłębów dymu wyleciał Haki plecami lądując na ścianie.
- Ughhh!- z jego gardła wydarł się bolesny dźwięk. Opadł na ziemie, by po chwili z wolna się podnieść- Spodziewałem się po tobie czegoś więcej, Obito!- wykrzykując jego imie ruszył na niego biegiem. Obito skupi na nim swoje spojrzenie, i zaraz również na niego ruszył. Tuż przed zderzeniem wyciągnął swój kunai i zderzyli się swoimi ostrzami. Atasuke patrzył na to z podziwem i strachem w oczach. Musiał pomóc swojemu mistrzowi.
Muszę... mu... pomóc...- myślał zaciskając zęby i szarpiąc się z więzami.
Obito blokował ataki przeciwnika. Nagle czas jakby się dla nich spowolnił. Krótki miecz Hekiego ruszył od lewej na głowę Obito, którego dłoń już kierowała się do jego gardła. Ostrze było szybsze, jednak tylko przenikało przez głowę Obito. Dłoń jednookiego Uchihy również akurat miała dotknąć celu, gdyby nie potrzeba ratowania siebie, zatem jego dłoń również przeniknęła przez Hekiego. Czas nabrał nnormalnego tempa, obaj odskoczyli od siebie. Obito w locie do tyłu cisnął ku niemu kulę ognia, zaś jego przeciwnik splunął w niego falą wody. W wyniku zderzenia się tych dwóch ninjutsu obszar ka kilka metrów zakryła para wodna. Obito czuwał, spodziewając się nagłego ataku. Jego sharingan pozwalał mu na rozpoznawanie się w tej parze.
Haki pojawił się za Obito, i szybkim ruchem wyprowadził cięcie na plecy swojego wroga. Obito spojrzał rozszerzonym okiem za na bok, widząc przeciwnika, zaczął się obracać by zablokować uderzenie.
- HAAAA!!!- dziki krzyk. Między Obito a Hakim pojawiła się niska postać z kunaiem w dłoni, i zablokował cios Hakiego. Zarówno Obito, jak i porywacz Atasuke zamarli ze zdziwienia. Atasuke mrużył oczy chcąc coś dostrzec. Para przeżadzała się dość szybko i już po chwili było widać, co się stało. Atasuke był w szoku.
- Natsuo?!- wydarł się Obito, jednak nie zdążył przed Hakim, który wyprowadził kopnięcie w brzuch chłopca, a następnie krótkie cięcie na jego tors.
Obito w tym czasie złapał go w pasie, i odskoczył w bok. Okazało się, że Haki zdołał go dotknąć swym ostrzem, robiąc mu 10-cio centymetrowe rozcięcie na prawym policzku.
- Co ty tu robisz do cholery?!- wydarł się Obito. Nie zauważył nadciągającego Hakiego, który pojawił się obko nich i z wyskoku kopnął ich obu w twarz.
Natsuo pod wpływem kopnięcia poleciał do tyłu, Obito wysłał swoją głową do swojego wymiaru i but Hakiego tylko przez niego przeniknął, a gdy tylko noga porywacza się cofnęła Obito zmaterializował się i w złości chwycił gwałtownie za gardło Hakiego zwalając go z nóg i z ogromną siłą uderzając nim o ziemie.
- Ughh...- jęknął Natsuo szurając plecami po szorstkiej ziemi i uderzając głową o ścianę. Atasuke patrzył na niego.
- Idioto! Trzeba było wezwać pomoc a nie pchać się w sam środek walki!- ryknął młody Uchiha, jednak widząc nieruszające się ciało członka swojej drużyny zdał sobie sprawę, że ten stracił przytomność. Spuścił żałośnie łeb. Wrócił do obserwacji pojedynku Obito.
- Kim jesteś?- spytał Obito nadal ściskając mu gardło i przytrzymując go kolanem.
- Nie kojarzysz?- wycedził zaduszony Haki, krew wypływała z kącika jego ust- Przyjrzyj się.
Obito obserwował przez chwilę twarz swojego przeciwnika. Coś mu mówiła, jednak wiedział, że go nie zna.
Nagle Obito olśniło! Wiedział, kogo mu przypomina, jednak nigdy by nie zgadł, że może mieć z Nim jakieś pokrewieństwo.
Przypomniało mu się, jak WTEDY, podczas bitwy na moście Kannabi, gdy budząc w sobie sharingania zabił tego mężczyzne, który potrafił być niewidzialny. Po zastanowieniu ten facet, leżący pod nim był bardzo podobny, starszy i wychudzony.
- Niemożliwe...- bąknął Obito, złapał za ubranie nad jego brzuchem i rozerwał je. Jednak nie zobaczył blizny, po kunaiu, którym go przebił. Czyżby to jednak nie był on?
- Wtedy, zabiłeś mojego starszego brata- mówił Haki przez zaciśnięte zęby- Trochę zajęło mi odnalezienie cię i przygotowanie do walki z tobą- Obito wytrzeszczył oczy- Pomszczę swojego brata!- krzyknął Haki, ziemia pod nim okryła go skalnym pancerzem, zmuszając Obito, do puszczenia go i kilku kroków w tył.
Haki wyprostował ręce ku Obito i zaczął go ostrzeliwać skalnymi pociskami. Obito odskoczył na bok formując pieczęci.
- Katoon! Goukyakyu no Jutsu!- wielka kula ognia natarła na pociski Hakiego nieutralizując je.
Z kłębów dymu wyskoczył Haki ze skalnym kolcem wyrośniętym z pancerza na przegubie. Przebił nim Obito, jednak ten był szybszy i zdołał przez niego przeniknąć.
Po chwili Obito odskoczył lekko, by móc się zmaterializować bez jego ręki w swoim ciele i natarł na niego kunaiem.
Muszę coś wymyślić- myślał Obito- W tym pancerzu nie jestem w stanie go drasnąć. I dodatkowo Natsuo..- kątem oka spojrzał w kąt. Nigdzie go nie widział, ale nie miał czasu na rozglądanie się.
Mistrz Obito ma kłopoty!- Atasuke szarpał się jeszcze mocniej, zdziwił się, gdy nagle węzy puściły. Spojrzał za siebie.
- Natsuo..- zdziwił się widząc towarzysza przy sobie- Co ty tu robisz? Dlaczego nie wezwałeś pomocy?
- To nie czas na głupie uwagi- przerwał mu blondyn- Musimy pomóc mistrzowi!\
- Tak- Atasuke skupił swoją uwagę na walce swojego senseia.
- Atasuke- zaczął Natsuo, Atasuke spojrzał na niego. Zdziwił się, bo na twarzy swojego kolegi ujrzał śmiertelną powagę, której nigdy u niego by się nie spodziewał. Blondyn spojrzał na Uchihę- Załatwmy go!
Atasuke przymknął oczy w uśmiechu, poczym kiwnął głową i spojrzał z uśmieszkiem na walczących.
- Do dzieła!- krzyknął Natsuo uderzając pięścią w otwartą dłoń.
Obito atakował już swoim zginanym kijem, wprawiaj już w złość swojego przeciwnika zdolnością swojego Kamui. Obito zrobił krok w tył, lekkie ugięcie kolan i wyskok ponad Hakim towarzyszyły gęstym płomieniom otaczającym skalnego wojownika.
Z nowego punktu widzenia Obito zauważył, że daleko za plecami Hakiego stoją pewni siebie Atasuke i Natsuo. Uśmiechnął się w duchu.
- Suitoon! Mizu Torappu! (wodna pułapka)- krzyknął Natsuo po kilku pieczęciach. Splunął w kierunku Hakiego, a z jego ust wystrzelił strumień wody, który kierując się na Hakiego nie odrywał się od ust właściciela techniki. Zaskoczony Haki został oplątany w pasie przez wodę, która wtedy odczepiła się od blondyna i uwięziła go w wodnej bańce.
Ziemna skorupa na jego ciele zaczęła spływać z niego w postaci błota. Gdy już całkowicie z niego opadła bańka wody pękła. Haki opadł na ziemie, i klęcząc na czworakach pluł wodą.
Obito rzucił się do niego celując dłonią w jego serce, chcąc mu je żywcem wyrwać.
- Raitoon! Tori no Kaminari! (ptak błyskawicy)- Atasuke w tym samym czasie sprawił, że jego dłonie otoczyła błyskawica. Następnie pchnął ręce w stronę Hakiego, wysyłając ku niemu błyskawicę, która swoim lotem przypominała ptaka, i ciągnęła za sobą cienką błyskawicę która łączyła go z Atasuke. Nie mógł jej powstrzymać, gdy zdał sobie sprawę, że przebije Hakiego, który właśnie wstał. W czym problem? W tymże czasie Obito dobiegał już do niego, by go dobić. Ptak błyskawicy był już tuż za plecami porywacza, i po przebiciu go na wylot uderzy w Obito.
NIEEEEEEEEEE!- Atasuke wydarł się w duchu, wiedząc, że nie będzie w stanie wydobyć z siebie dźwięku.
Czas zwolnił tempa. Ptak i ręka Obito była już w tej samej odległości od ciała zamarłego Hakiego, który stał przerażony. Technika Atasuke z piskiem wbiła się w plecy Hakiego, krew trysnęłą.
Obito już miał dorwać się do serca przeciwnika, jego wzrok przesiąkał gniewem. "Dziób" ptaka Atasuke już wynurzał się z klatkbi piersiowej Hakiego. W tym samym czasie palce Obito już miały dotknąć skóry Hakiego, który niemal czuł jego dotyk, gdy nagle jego dłoń zatonęła w ciele porywacza, a ptak w lewym płucu Obito. Skok adrenaliny dla obu młodych obserwatorów, gdy ujrzeli, jak zarówno dłoń Obito, jak i ptak Atasuke przeniknęły przez swoje cele.
Atasuke przymrużył oczy i dojrzał Mangekyou Sharingana w oku Obito.
Kamień spadł mu z serca.
Haki stał patrząc ślepo w sufit, z obu kącików jego ust ciekła krew, którą wcześniej kaszlnął. Błyskawic nadal ciągnęła się od Atasuke, przechodziła przez ciało Hakiego i wbiła się w najbliższą przeszkodę- ścianę. Obito odsunął się, i patrzył spokojnie, choć gniewnie na swojego mściciela.
- Draniu...- wykrztusił Haki, nie opuszczając głowy, jedynie spojrzał na Obito- Dlaczego ty...
- Taki jest los każdego shinobi, który rusza na wojnę- mówił Obito spokojnym, twardym głosem. Haki wiedział, że jednooki Uchiha nie mówi o nim, lecz o jego bracie- Chciałeś pomścić brata, rozumiem. Sam pewnie też bym ścigał zabójcę bliskiej mi osoby. Twój brat był draniem, bandziorem, który porwał moją przyjaciółkę. Ruszyłem jej na ratunek i wydostałem ją z rąk jej oprawców. Jest bowiem Jinchūriki Isobu (trójogoniasty), który był ich celem. Tak jak ty teraz chciałeś pomścić swojego brata, tak ja wtedy starałem się ją uratować. Udało mi się to!- Atasuke i Natsuo słuchali w ciszy, nie wiedząc do końca o czym mówi ich sensei. Obito kontynuował- W każdej bitwie, są zwycięzcy i ofiary. Taka jest nasza rzeczywistość! W momencie, w którym nasłałeś swojego towarzysza na moją żonę, i porwałeś mojego podopiecznego podpisałeś na siebie wyrok. Nie mam litości dla tych, którzy chcą skrzywdzić moich przyjaciół.
- Obito-sensei..- odezwał się Natsuo lekko przestraszony nienawiścią, emanującą od ich mistrza.
- Chrzań się..!- splunął pod nogi Obito. Ten przez chwilę zdawał się nie ruszać. Mrugnięcie okiem, gdy Obito już stał za Hakim z ręką przed soba. Patrzył przed siebie, podczas, gdy głowa Hakiego spadła z jego karku. Następnie błyskawica Atasuke zniknęła a bezgłowe ciało Hakiego opadło bezwładnie na ziemie, tryskając krwią z szyi.
Natsuo odwrócił wzrok od tego strasznego widoku, Atasuke patrzył niepewnie na swego mistrza, który wyprostował się ze spuszczoną głową, i podszedł do nich.
- Nic wam nie jest?- spytał z troskliwym uśmiechem- Dziękuję za pomoc, choć chwila mojej nieuwagi i byłoby po mnie- zauważył Obito.
- Nie musiał go mistrz zabijać...- mruknął blondyn.
- Głupi!- warknął Atasuke patrząc na niego- Na tym właśnie polega świat shinobi...
- Na zabijaniu się nawzajem?!- odpyskował wściekły Natsuo- Drogą każdego shinobi powinno być dążenie do pokoju.
- Nie ma pokoju bez wojny, idioto!- wydarł się Atasuke. Natsuo umilkł widząc powagę w słowach młodego Uchihy, Obito słuchał w ciszy- Shinobi umierają za swoje wioski, rodziny. Przelewamy cudzą krew by zapewnić bezpieczeństwo swoim rodzinom, jednak z tego powody zabijamy tych, co również walczą za bezpieczeństwo swoich rodzin. Ten świat od zawsze toczył to błędne koło- spuścił głowę w dół, włosy zasłoniły jego oczy, widać bylo jedynie usta, które lekko rozchylone ujawniały zaciśnięte zęby Atasuke, kontynuował a jego zaciśnięte pięści aż się trzęsły- Zamierzam zmienić te kolej rzeczy..- powiedział w końcu, po czym ruszył w stronę wyjścia z groty.
- H.. Hej! Stój!- krzyknął niepewnie Natsuo.
- Natsuo! Wystarczy- wtrącił się Obito, to nie czas i miejsce na tą rozmowę, daj mu ochłonąć- poradził mistrz.
Atasuke...- Natsuo patrzył za odchodzącym towarzyszem z drużyny- Możliwe, że nie rozumiem tego wszystkiego, tak jak widzisz to ty. Jednak to nie oznacza, że będę bezczynnie patrzył jak zmieniasz ten świat. Będziesz miał we mnie pomoc, jeśli uznam, że to ma sens, ponieważ... Jako przyszły Hokage też mam zamiar odmienić ten świat!