Cała magia była wchłaniana przez Natsuo, do jego oczu. Ślad po ugryzieniu Orochimaru wydawał się płonąć.
Magia była wchłaniana przez oczy które świeciły jasnym błękitnym światłem. Obito przenikając przez Orochimaru biegł ku chłopcu, który po wessaniu całej magi opadał na ziemię.
- Gdzie... ja jestem...?- Amara wlokła pod ramie Atasuke, który wciąż był ledwo żywy.
Miejsce w którym się znaleźli było stosunkowo podobne do świata zamieszkanego przez nich. Niebo błękitne, trawa zielona.
Krajobraz składał się z wielu wzniesień i wzgórz i na każdym była przynajmniej jedna, wielka nora. A raczej tunele prowadzące dokądś. 'Nie wiem do końca gdzie iść' myślała Amara 'Nie znam tego świata'.
- Coście za jedni?- usłyszała głos gdzieś z lewej. Spojrzała tam zdziwiona i na pagórku, jakieś 5 metrów od nich- ujrzała siedzącego, uwaga, królika wielkości rozmiarów Amary i Atasuke. Zeskoczył do nich i wylądował na dwóch tylnych łapach, a nie jak normalne króliki- na czterech.
Futro miał jasno-brązowe a oczy duże i piwne.
- Dzięki bogu- jęknęła Amara z ulgą- Potrzebuję, byś zabrał nas do władcy tej krainy!- mówiła szybko.
- Co? Mam zaprowadzić nieznajomych do staruszka?- prychnął wiercąc nosem i założył łapy na biodra- Coście za jedni... Ten znak- ujrzał symbol Uchiha na plecach Atasuke.
- On potrzebuje pomocy!- pośpieszała- W jego organizmie jest trucizna węża- tłumaczyła- W sytuacji w naszej rzeczywistości, niemożliwe jest udzielenie mu szybkiej pomocy.
- Więc przyszłaś z nim tutaj?- zdziwił się zwierz.
- Jest duchowo połączony z tą krainą- wyjaśniła- Każdy z nas ma swoje miejsce w innej rzeczywistości, udało mi się go zabrać tutaj. Proszę pomóżcie mu!
Królik spojrzał na chłopaka, niemal wiszącego na dziewczynie. Jeszcze raz na godło na jego plecach i westchnął.
- Ehhh... Jeszcze będę miał przez was kłopoty. Wziął chłopaka od Amary i wrzucił go sobie na plecy, trzymając za ręce przeciągnięte przez swoje ramiona. Kazał dziewczynie się objąć i ruszył ze zdumiewającą prędkością, wskakując do jednego z tunelów.
Niedługo potem znaleźli się w trudnym do opisania miejscu, przypominającym zrujnowany pałac wyrastający z ziemi.
Stali przed obliczem wielkiego na kilkanaście metrów, starego królka o siwym futrze i długich wąsach sterczących od noska.
- Staruszku!- zawołał królik gdy już się zatrzymał- Ci ludzie przybyli do nas z prośbą o pomoc dla umierającego chłopaka- powiedział w skrócie- Ponoć chłopak jest połączony z naszą krainą.
- Ouuhhh... wielki królik siedzący na wielkim, mchowym tronie spojrzał przez swoje ciężkie, zmarszczone powieki w dół. Ujrzał leżącego na posadzce Atasuke. Jego purpurowa ręka ociekała krwią i żółcią wypływającą z ran- Ten chłopak... Cóż mu się stało?- gdy mówił robił to dosyć wolno i zdawał się dumać. Głos miał ochrypły.
- Został ukąszony przez węża, które jad opanowuje organizm Atasuke- wyjaśniła- Nasze medyczne techniki nie działały.
- Skąd pomysł, moje dziecko, uuuhh...- znowu zaduma- Żeby przychodzić do nas, uhhmmm?- zabrzmiał wielki królik.
- O to samo się pytałem, no prawie słowo w słowo- mówił królik, który ich przyprowadził. Władca uciszył go flegmatycznym ruchem ręki.
- Moi przodkowie w ten sposób pomagali ludziom, którzy umierali na śmiertelne choroby- wyjaśniła szybko. Atasuke wydał z siebie ciche wytchnienie bólu.
- Twoi przodkowie? Umhhh.. Znam tylko jeden klan, zwali się chyba oni Leśnymi...
- Tak! Jestem ich potomkiniom, ostatnią- dodała- On oraz jego przyjaciele starają się ochronić grobowiec, w którym są pochowani moi przodkowie- spuściła głowę i spochmurniała- On i jego przyjaciele narażają życie w imię czegoś, co nigdy ich nie dotyczyło... Nie mogę pozwolić mu umrzeć... Taką naturę zostawili mi moje korzenie... AAAHHH!- krzyknęła łapiąc się za klatkę piersiową. Upadła na pośladki dysząc strasznie. Królik przewodnik znalazł się koło niej i pomógł wstać.
- Wszystko w porządku?
- Nie wiem... Coś jakby...- nagle zrozumiała- Wygląda na to, że została otworzona jedna z krypt- przeraziła się.
- Ouhmmm..- zadumał na chwilę mędrzec- Uki, zanieś proszę chłopca do starszej Nimi. Myślę, że będzie w stanie mu pomóc.
- Się robi staruszku!- zabrał chłopca ostrożnie i ruszył szybko w stronę wyjścia.
- Dziękuję- odetchnęła z ulgą Amara.
- Nie dziękuj mi drogie dziecko- odparł leniwie- Ouhhmm... Albowiem dla twojego przyjaciela może już być za późno- powiedział wprost. Amarą wstrząsnął dreszcz- Uhhmmm... Mam już swoje lata i potrafię wyczuć pewne rzeczy. Tak... Mhmm... Chłopak ma w sobie dużo siły, jest w nim też coś tajemniczego. Jeśli moje obawy się potwierdzą,,, mhhmmmm... może już nie być tak kolorowo, moje dziecko.
Setsuna zauważyła, że rany na ręce Atasuke zanikają, jak i opuchlizna. 'Cokolwiek zrobiłaś, to działa' pomyślała spoglądając na dziewczynę, na której kolanach trzymała głowę Atasuke.
- Obawy?- nie rozumiała Amara.
- Nie czas teraz na to, moje dziecko. Umhh... Starsza Nimi zajmie się nim. A więc jesteś ostatnią potomkinią Mędrców z Lasu, amhh?
- Tak...- odpowiedziała wciąż zmartwiona. Co prawda nie znała Atasuke, ale musiała mu pomóc.
- Byli niesamowitymi ludźmi- uśmiechnął się we wspomnieniach król.
- Znał ich Pan?- zdziwiła się Amara.
- Mhmmm... Oczywiście. Żyli w zgodzie i harmonii z wieloma krainami. Byli moimi przyjaciółmi- zamknął oczy wspominając ich.
Niedługo potem do sali Króla wprowadzony został Atasuke, ranne ramie obwiązane miał bandażem. Szedł właściwie o własnych siłach, jednak królik przewodnik szedł obok, będąc w gotowości by w razie czego złapać go gdy upadnie.
- Ahh, i jak stan chłopca?- spytał król króliczka rozmiarów Ukiego, z tym że była to Starsza Nimi.
- Lepiej, wyjdzie z tego- zapewniła- Jednak powinien teraz odpocząć- dodała.
- Nie mogę tu siedzieć ani chwili dłużej- przerwał jej Atasuke, niemal warknięciem. Był wymęczony i ogarnięty przez złość- Moi towarzysze walczą teraz ze zbyt silnymi przeciwnikami, muszę im pomóc o ile nie jest za późno!
- Spokojnie chłopcze- mówił spokojnie król- Twoja przyjaciółka Amara, taak, mówiła ona, że staracie się ochronić grobowiec, w którym spoczywają moi starzy przyjaciele, mhmmm.
- Przyjaciele?- Atasuke nieco się zdziwił.
- Mędrcy Lasu byli przyjaciółmi naszego świata, jak i wielu innych- mówił- Wiele nam pomogli w czasach kryzysowych dla naszej ziemi- opowiadał dalej po chwili zadumy- Mam wobec nich niespłacony dług- mruknął.
- Cokolwiek to jest nie mam na to czasu!- wtrącił zniecierpliwiony Atasuke- Moi towarzysze...
- Chcę dać ci siłę, chłopcze- po tych słowach Atasuke umilkł zdziwiony- Siłę, która pomoże ci w ochronie ich grobu, gdy nadejdzie na to czas, mój dar sam zrobi swoje- dodał- Podejdź.
Tak zrobił. Król długim pazurem dotknął brzucha chłopaka, a miejsce dotknięcia zaczęło ulatniać niebieskawą chakrę. Gdy skończył zabrał pazur a Atasuke podniósł bluzkę. Na brzuchu miał jakby wypalony dziwny symbol, którego nie rozumiał. Spojrzał zdziwiony na króla. Już zaczął odczuwać wzrost siły.
- Akhh...- skulił się delikatnie. Wydawał takie dźwięki jeszcze przez chwilę, co na nowo zaniepokoiło Amarę.
Paznokcie Atasuke nieco się wyostrzyły i urosły. Językiem wyczuł, że jego kły również są dłuższe.
Spojrzał na króliczego króla czerwonymi oczami, jego źrenice były węższe i dłuższe.
- Obiecuję ochronić grobowiec twoich przyjaciół- powiedział nieco wdzięczny. Czuł się naprawdę niesamowicie.
- Pomóż mi spłacić dług, chłopcze z Uchiha- powiedział król zderzając powoli ze sobą "dłonie". Atasuke zdziwił się nieco, że ów władca wiedział skąd pochodzi Atasuke.
Atasuke otworzył oczy. Setsuna zbliżyła się do wciąż leżącego chłopaka zatroskana.
- Atasuke! Wszystko...- zatkało ją, gdy zobaczyła czerwone ślepia Atasuke, wpatrujące się w górę. 'Te oczy... Takie same miał w trakcie walki z Natsuo podczas egzaminu na chunina' zauważyła odsuwając się nieco 'Wtedy wstąpiła w niego jakaś nieznana, straszna siła, czy i tym razem tak będzie?'
- Nie bój się, Setsuna- powiedział swoim opanowanym, chłodnym głosem gdy wstawał z zamkniętymi oczami- To nadal ja- otworzył je i zamiast króliczych ślepi miał już swojego sharingana. Amara wstała, nieco zmęczona. Połączenie jakie wykonała wymagało poświęcenia dużej ilości chakry.
Korzenie przed Atasuke otworzyły przejście, przez które wyszedł.
- Zostańcie tu- polecił- Setsuna, bądź czujna, być może będziesz mogła pomóc swoimi pnączami.
- Hai- odpowiedziała.
- Natsuo!- Obito trzymał chłopca w rękach, nieprzytomnego- Co mu zrobiliście?- zwrócił się do członków Akatsuki. Orochimaru się uśmiechnął. 'Nie naznaczyłem go przeklętą pieczęcią podczas ugryzienia, dlaczego więc ona się pojawiła?' zastanawiał się, mając w pamięci obraz gdy na obojczyku Natsuo płonęła jego pieczęć, w miejscu ugryzienia.
- A to ciekawe- powiedział oblizując się- Obawiam się Obito, że nie wrócisz do domu z pełną drużyną- zapowiedział, wzbudzając niepewność w Obito- O ile w ogóle wrócisz tam żywy- 'Ten chłopak... Cała magia z krypty została przez niego wchłonięta? Nie. To ona sama msiała go wybrać'.
Ku zdziwieniu wszystkich między Obito trzymającym Natsuo, a Orochimaru pojawił się Atasuke. Obito wytrzeszczył oko, Orochimaru się uśmiechnął, jak i Kisame, który do niego dołączył.
- No proszę- powiedział Orochimaru ze swoim uśmiechem- Udało ci się wrócić między żywych, jestem pod wrażeniem- mówił. Atasuke, czując potężną moc, jaką dał mu króliczy władca, nie czuł strachu przed oboma z nich.
- Chodźcie- polecił krzyżując przed sobą przeguby a palce dłoni zagiął i napiął. Bronią miały być jego pazury. Sharinganem spoglądał na Orochimaru i Kisame.
- Atasuke!- zdenerwował się Obito- Nie lekceważ ich, zabierz stąd Natsuo a ja...
- Nie- przerwał mu- Jesteś już zmęczony, przenieś siebie i resztę a potem wrócisz.
- Atasuke- Obito przybrał na powadze tonu- To nie przeciwnicy na twój poziom.
Nie skończył mówić dalej, gdyż z lewej nastąpił atak Kisame. Atasuke rzucił szybko okiem, po czym machnął lewą ręką tuż przed uderzeniem a Kisame rozprysł się na krople wody.
'Prawdziwy jest tam' pomyślał. Obito był pod wrażeniem.
Prawdziwy Kisame zaatakował z miejsca, w którym widział go Atasuke. Chłopak sięgnął po 2 kunaie i zablokował atak z góry. Siła uderzenia była tak silna, że stopy Atasuke zrobiły dziury w ziemi.
'Co za siła... Gdyby staruszek nie dał mi tej mocy byłoby po mnie'. Kisame w momencie gdy dotknął ziemi wyprowadził szybkie kopnięcie na twarz Atasuke z półobrotu. Chłopak w ostatniej sekundzie zdołał się uchylić.
Królicza moc skupiała się głównie na szybkości i refleksie, dlatego też w mgnieniu oka stał już za Kisame chcąc zaatakować plecy.
Wtedy jednak między nimi wzbiła się w górę fala wodna, wyrzucająca Atasuke po skosie w górę w tył.
Będąc w locie zauważył ruch.
Przekręcił się w locie unikając węża Orochimaru i przeciął go, jednak nie zdążył się już obronić przed drugim i w wyniku ciosu łbem w swój brzuch odleciał w tył. Szybko stanął na nogi.
- Atasuke!- Obito wziął Natsuo na barki i stał już koło Atasuke. Spojrzał szybko w tył i łapiąc Atasuke uskoczył ratując ich przed kolejną serią węży.
- Atasuke, powtarzam, że to za silni przeciwnicy, słuchaj mnie, jeśli mamy przeżyć- pouczył surowo.
Atasuke nie odpowiedział. Zatrzymali się przy Setsunie i Amarze.
- Oni otworzyli kryptę!- panikowała dziewczyna- Gdzie jest moc, która była w niej zapieczętowana?
- Ta dziwna energia...- zaczął Obito- Została całkowicie wessana przez Natsuo. Wszyscy wytrzeszczyli oczy.- Nie czas na pogaduszki, mamy ważniejszy problem- Patrzył na Kisame i Orochimaru.
- Do czasu otwarcia pozostałych 4 krypt zostało trochę czasu- zaczął Orochimaru oblizując się- Spróbujcie nas czymś zająć do tej pory.
- Uhhh...- Natsuo przebudził się. Udało mu się stanąć na nogi i rozejrzał się- Co się dzieje?
- Natsuo!- Setsuna rzuciła się na chłopaka trzymając w swoich ramionach. Nie spodziewał się.
- Dobrze że wstałeś, możesz się przydać- powiedział Atasuke. Natsuo zdziwiony spojrzał na niego. Zobaczył przeciwników, wstał. O dziwo nie czuł niemocy po zemdleniu.
- Atasuke...- blondyn zauważył zmianę Atasuke. Jego szarą skórę, długie pazury i dłuższe kły. Nawet włosy miał nieco dłuższe i bledsze. 'Tak samo wyglądał podczas naszej walki w trakcie egzaminu... Walczy w takim stanie? Mamy szansę wygrać!' pocieszył się w duchu. Pamiętał jaki Atasuke był wtedy szybki i niesamowicie silny.
Młody Uchiha ruszył na nich z prędkością robiącą wrażenie, a jego czerwony sharingan zdawał się świecić i zostawić ślady po poruszaniu się. Dla oczy Natsuo Atauke po prostu nagle pojawił się przed Kisame i z wyskoku zaatakował głowę. Kisame uniknął ale nie przygotował się na ciąg ataków, gdyż Atasuke wykonał na koniec cięcia swoimi pazurami. Kisame zasłonił się przgubem, który został okaleczony.
Orochimaru cisnął wężem ku chłopcu będącemu nadal w powietrzu, jednak został on zatrzymany przez Obito. Łańcuch którym władał owinął się wokół szyi zwierzęcia a sam Obito zmusił Orochimaru do odskoku oddalając go od Kisame i Atasuke.
- Ja jestem twoim przeciwnikiem- powiedział z chłodem w głosie.
Atasuke w tym czasie wylądował na ziemi na "czterech łapach" jak zwierze, chcąc skoczyć do celu. Jednak Kisame zatrzymał go, wodne pułapki złapały za kończyny chłopaka unieruchamiając go (pamiętamy, że podłoga wciąż jest pokryta płytką wodą).
Przed dobiciem Atasuke został uratowany przez blondyna, który z krótkim mieczem w ręku pojawił się między nimi i obracając się odbił atak Samehadą. Atasuke skoncentrował chakrę i uwalniając ją uwolnił się z pułapek. Skoczył nad Natsuo nacierając na Kisame serią uderzeń zmuszając do kilku kroków w tył. Wtedy Natsuo wytworzył dwa wodne pnącza i uderzył nimi prosto w Kisame. Uderzenie trafiło w cel, Kisame sunął na po ziemi na ugiętych nogach przez jakąś chwilę aż się zatrzymał. Obaj byli z siebie zadowoleni, jednak tylko Natsuo uśmiechał się triumfalnie.
'Ci dwaj, są niesamowici' pomyślała Setsuna. Obito podczas swojej walki również zauważył jak wyszła im praca zespołowa.
Kisame ze spuszczoną głową wyprostował się, obaj chłopcy czekali. Gdy podniósł głowę, na twarzy wciąż miał ten swój ignorancki uśmiech.
- Przyjmując ten atak chciałem sprawdzić waszą siłę- zaczął- Nieco się zawiodłem- Natuso i Atasuke zacisnęli pięści i szczęki.
- Cholera..- zaklął Natsuo.
Atasuke sformował kilka pieczęci i natarł na Kisame wielką kulą ognia. Ta rozświetliła całą grotę. Gdy zderzyła się z obroną Kisame Atasuke zniknął, chcąc uderzyć w Kisame z całej siły wykorzystując dym. Natsuo patrzył w centrum dymu, słysząc po chwili jak nastąpiło potężne uderzenie. Opadł dym i Natsuo zrozumiał. Oczy mu się rozszerzyły w narastającym przerażeniu.
Ten odgłos starcia nie nastąpił po uderzeniu Atasuke, Kisame stał z Samehade uniesioną po skosie w przed siebie i w górę, a na jej czubku tkwił Atasuke, nie ruszając się. Kisame się zaśmiał. Obito i Natsuo zacisnęli zęby.
- Nadal nie rozumiecie, dzieciaki?- prychnął. Opuścił miecz a obolały Atasuke opadł na plecy na ziemię, po czym Kisame wbił go w ziemię potężnym stąpnięciem. Pod Atasuke zrobiła się dziura a z ust chłopaka aż wystrzeliła krew ze śliną. Obito, Natsuo nawet Setsuna nie mogli oderwać od niego wzroku. Atasuke dopiero wtedy zrozumiał slowa Obito, to naprawdę nie ich poziom.
Natsuo za pomocą wodnego korytarza znalazł się przy nich chcąc uwolnić przyjaciela, jednak sam został niespodziewanie rzucony w tył przez atak Samehadą.
- Natsuo!- Setsuna w akcie paniki i gniewy wywołała spod ziemi mnóstwo korzeni i pnączy i natarła nimi na Kisame. Ten jedynie zamachnął się Samehadą i zniszczył to, czym zaatakowała Setsuna. Zostawił Atasuke, który obolały nie mógł jeszcze wstać. Zaczął iść w kierunku Setsuny i Amary, obie dziewczyny stopniowo panikowały.
- Pora na was- uśmiechnął się podle rekin i uniósł Samehade- Wtedy jednak znowu pojawił się Atasueke, tuż nad nim. Chciał zaatakował z prawej ręki swoimi pazurami, był niesamowicie szybki mimo ciągłych boleści po przyjęciu poprzedniego ataku. Nie wiedział dlaczego, ale musiał chronić swoich towarzyszy. Nie rozumiał, że to przez Kotoamatsukami Shiusieo.
Kisame zareagował szybciej. Odwrócił się i uderzył chłopca w locie ciskając nim w prawo.
Los chciał, żeby miejsce w które uderzył było jednym z przejść otwierającej się krypty. Podobnie jak w przypadku Natsuo, Atasuke zniszczył przejście, tym razem uwalniając białą formę energii.
Biała smuga najpierw się unosiła, potem jednak wyczuwając Atasuke ruszyła w jego kierunku. Chłopak akurat wstał, gdy biała magia otoczyła pierw jego lewą dłoń, potem przegub zmierzając coraz wyżej. Atasuke nie wiedząc co się dzieje stał jak zamurowany.
- Zabierz go stamtąd!- wydarła się przerażona Amara. Setsuna jak na zawołanie przywołała jeden korzeń, ten chwycił chłopca i oderwał go z sideł magii. Ta jednak pozostała na jego lewym ramieniu, po czym wchłonęła w nią.
Atasuke zaciskał pięść owej ręki. Nie wiedział co się właśnie stało. Dostrzegł ruch. To kisame stał obok i uderzył Samehadą z góry. Atasuke nie mogąc nic zrobić, odruchowo zasłonił się ręką.
Odgłos stłumionego uderzenia rozniósł się echem po grocie. Zirytowany Kisame i zdumiony Atasuke wpatrywali się w jego lewe ramie, którym się obronił. Skóra na nim była biała, po prostu zatrzymało uderzenie.
- Co to ma być?- spytał zdenerwowany Kisame i znowu uderzył. Atasuke znowu się zasłonił i znowu niemal bezproblemowo zatrzymał cios. Wszyscy wpatrywali się nie rozumiejąc o co chodzi.
Orochimaru poleciał kilka metrów w tył na plecy po kopnięciu Obito, które w końcu weszło.
- Zawsze się zastanawiałem- zaczął Orochimaru- Jak to jest, straciłeś oko, połowę ciała, a jednak przeżyłeś?- wstał Orochimaru najwyraźniej niewzruszony ciosem Obito.
- Zawdzięczam to swojemu mistrzowi- powiedział Obito, zobaczył jednak wtedy, co się dzieje u Natsuo i Atasuke. Orochimaru wykorzystał tę sytuację i spod ziemi przed Obito wyskoczył duży wąż Orochimaru, który owinął się wokół jednookiego od stóp po szyję. Obito spojrzał srogo na Orochimaru, który wstał.
- Ty nadal się niczego nie nauczyłeś, Orochimaru- powiedział cicho Obito. Jego sharingan ponownie przybrał postać Kamui, jak gdyby nigdy nic przeniknął przez węża, który próbując go ugryźć również przez niego przenikał. Obito szedł w stronę Orochimaru.
'Co za irytująca technika...' poirytował się Orochimaru. Obito stojąc przed Orochimaru patrzył mu prosto w oczy. Wąż zaatakował jeszcze kilka razy, jednak bezskutecznie. Raz nawet niemal trafił Orochimaru, przenikając przez węża.
Zaczął do niego mówić, Orochimaru nie wiedział o jednej rzeczy.
Prawdziwy Obito chwilę temu już przystąpił do walki. Oczarował Orochimaru genjustsu w momencie gdy spojrzał mu w oczy swoim Kamui. Nie był on może mistrzem w technikach iluzji, jednak samo Mangekyou jest na tyle potężne, by wykonać genjutsu na poziomie przynajmniej podstawowym. Tak długo, jak zachowa motyw rzeczywistości, tak długo Orochimaru nie domyśli się, że został złapany w pułapkę.
Mimo faktu, iż tajemnicza biała energia sprawiła, że lewe ramie Atasuke może przyjmować potężne ciosy bez żadnej szkody, chłopak nie był w stanie chronić się nią przed wszystkim.
Po wyprowadzeniu kilku ciosów, którymi nie zdołał trafić Kisame zdecydował się na jeszcze jeden ruch.
Ruszył z prawym sierpowym, co było zbyt banalne dla Kisame, który skontrował to swoim kopnięciem.
Wtedy jednak Atasuke zmienił swoją pozycję, wyginając się zwinnie przeszedł tuż obok i dwoma palcami uderzył w jeden punkt na lewym ramieniu Kisame, nie zdążył jednak uciec gdyż wcześniej wyprowadzona noga wróciła i z nieludzką siłą piętą trafiła w chłopca rzucając nim do tyłu. Wylądował na zgiętych nogach po wykonaniu przewrotu.
Kisame chciał do niego ruszyć, gdy ku jego zaskoczeniu jego lewa ręka nie odpowiadała.
- Co do...- oburzył się.
- Może i jesteś silniejszy od nas wszystkich- zaczął Atasuke prostując się. Kisame spojrzał na niego zagniewany- Ale to nie znaczy, że trafiłeś na słabeuszy. Mój styl walki opiera się przede wszystkim na technice i szybkości- tłumaczył- Sharingan pozwala mi na zobaczenie wielu niewidocznych rzeczy. Podejrzałem w ten sposób walkę pewnego członka klanu Hyuuga- mówił- Co prawda nie jestem jeszcze w stanie zablokować przepływu i wylotu chakry- stwierdził- Ale umiem za to uszkodzić twoje bodźce nerwowe, wstrzymując tymczasowo możliwość władania daną kończyną- Kisame delikatnie drgnął i spojrzał na rękę- Ty jesteś brutalnym typem przeciwnika- zauważył Atasuke. Obito, Natsuo i reszta wpatrywali się w nich obu- Co oznacza, że jestem niemal najgorszym typem przeciwnika dla ciebie- Przybrał dziwną formę bojową, nie przypominała ona żadnej użytej dotąd postawy przez chłopaka.
'Ta postawa, Czy to...?' nie dowierzał Obito. W jego głowie pojawił się obraz tego, który używa tej postawy zawsze 'Neji...'.
- Styl i sposób walki klanu Hyuuga jest godny podziwu i szacunku- oznajmił Atasuke- W tajemnicy obserwowałem treningi jego przedstawicieli- wyjaśnił- Chodź!- rozkazał. Kisame zagryzł szczęki delikatnie spuszczając podbródek, nie spuszczał jednak wzroku z chłopca.
'Cholerny dzieciak' myślał Kisame 'Działa mi już na nerwy. Co to w ogóle za postawa?' Przerzucił wzrok na Orochimaru 'W dodatku ten świr dał się złapać w genjutsu. Sam muszę się tym zająć... ehh'.
- Nie- odpowiedział krótko- To ty przyjdziesz do mnie- zapewnił. Atasuke nieco się zdziwił- W przeciwnym razie...- zaczął, po czym niespodziewanie uderzył Samehadą w ziemie rozpryskując wodę. Nagle z wody wyrzuciło Natsuo, który po tym ciosie wzbił się w górę i poprzez brutalne kopnięcie Kisame wylądował pod nogami Atasuke. Zaciskając zęby i mrużąc oko w bólu oparł się o łokcie i powoli wstał- Myślisz, że zaskoczysz mnie tą sztuczką po raz drugi?- zakpił- Woda to mój żywioł, ty z niej tylko korzystasz- ostrzegł.
- Nadchodzę!- Atasuke ruszył utrzymując postawę. Kisame zamachnął się mieczem, jednak nie zbyt szeroko. Atasuke wykonał nieco niespotykany unik i wyprowadził kolejne uderzenie dwoma palcami. Tym razem jednak Kisame do tego nie dopuścił i obronił się atakiem mieczem.
Młody Uchiha postawił jedną nogę z tyłu i zataczając krąg górną partią ciała uchylił się prosta dłonią o złączonych palcach uderzył w bok Kisame a niespodziewana siła uderzenia zmusiła go do cofnięcia się.
- Niesamowite... jego ruchy są identyczne jak te Nejiego- powiedział Natsuo zadziwiony.
- Nie do końca- sprostował Obito stojący przy nim, nie wtrącał się chwilowo do walki. Pilnował wciąż kontrole nad Orochimaru. Chwilowo Atasuke sobie radził- Jego ruchy są bardzo podobne, jednak daleko mu do doskonałej kopii ruchów Nejiego.
- Hyh?- Natsuo spojrzał nań zdziwiony.
- Nie tajemnicą jest, że Neji jest geniuszem, w dodatku posiada on również potężne oczy, Byakugana- wyjaśniał- Niemal niemożliwym jest bezbłędne odtworzenie kroków, które są wyuczone od najmłodszych lat. Niesamowite jednak, że Atasuke zdołał w takim stopniu opanować szczegóły tych kroków.
Jego sharingan pozwalał mu dostrzec różnice między Atasuke a Nejim. Była zbyt widoczna.
Kisame w końcu uderzył Samehadą w ziemię tuż przed nim w dookoła wzbiła się w górę woda, zmuszając Atasuke do odskoku. Chłopak był niesamowicie zmęczony. Stracił dużo chakry na powtarzanie technik, skupianie się na stylu walki Nejiego i kontrola sharingana. Kisame przeciwnie, zdawał się jeszcze rozgrzewać. Gdy woda opadła już go tam nie było. Rozejrzeli się.
- Cholera...!- Obito zorientował się, że Kisame stoi już przy Orochimaru i niszczy klona, uwalniając tym samym Orochimaru spod techniki iluzji.
W tym samym czasie coraz więcej magii znajdowało się już w powietrzu groty.
Amara przejęta tym faktem nie była w stanie jej zapieczętować, jednak mogła ją zatrzymać, co robiła przez cały ten czas.
- Niezła sztuczka Obtio- powiedział wciąż uśmiechnięty Orochimaru- Udało ci się zamknąć mnie w technice iluzji- spojrzał na Amarę kumulującą całą magię o różnych barwach w jednym miejscu.
Z ziemi tusz obok obu członków Akatsuki niespodziewanie wyłonił się dziwny koleś. Jego głowę otaczały zygzakowate jakby paszcze rośliny, a sam on był przedzielony na pół, tworząc białą i czarną stronę.
- Zetsu?- zdziwił się Orochimaru.
- Wy dwoje za długo już bawicie się w tej grocie- zganił ich grubym i nieco chrapliwym głosem- Dawno już powinniście zrobić swoje, tymczasem lada moment będą tu ludzie z osady. Są już prawie na miejscu- ostrzegł.
- A więc kończymy- ucieszył się Kisame- A szkoda, zabawa była przednia- z uśmiechem spojrzał na drużynę czwartą, która nieco się spięła.
Kisame wzbudził niespodziewanie falę wodną dookoła siebie i ciągnąc ją za sobą rzucił się ku przeciwnikom. Przyjęli pozycje obronne, jednak na nic. Potężna siła wody rzuciła nimi wszystkimi w tył.
Kisame rozwiązał czubek swojej Samehady i ukazała się granatowe, nierównomierne coś. Nikt nie potrafił tego nazwać. Wiadomym było jednak, że to żyło. Na swoim łukowatym szczycie miała otwór gębowy, który otworzył się i zaczął zasysać tę magię.
- NIEEE!- krzyknęła przerażona Amara. Atasuke podbiegł kilka metrów ale coś go zatrzymało. Jego oczy stały się całe białe a z jego ciała ulatniała się dziwna, niemal przezroczysta energia, która ruszyła w stronę wchłanianej magii i otaczając ją nie pozwalała na dalsze wessanie, mimo iż ubyło jej dużo.
Reszta drużyny została zatrzymana przez Orochimaru, przed którym postanowił ich chronić Obito. Był zalany zimnymi potami. Orochimaru jedynie się uśmiechnał. 'Jeśli przez niego przeniknę by pomóc Atasuke, najpewniej zaatakuje pozostałych' obmyślał Obito. Setsuna była nieprzytomna od silnego ataku Kisame, Natsuo wciąż obolały stał na ugiętych nogach. Obito podejrzewał u niego złamanie conajmniej kilku żeber, gdyż ciągle się za nie trzymał i nie mógł poruszać. Nic dziwnego, że nie mógł nic zrobić, a mimo to przy ataku Kisame zasłonił Setsunę własnym ciałem. Co prawda udało mu się zapobiec poważnym obrażeniom Setsuny, jednak i tak straciła ona przytomność. Natsuo trzymał ją, wściekły i zdruzgotany wpatrując się w Atasuke.
'Przepraszam was, przepraszam, że nie jestem w stanie zapewnić wam lepszej ochrony...' żałował Obito.
- Ty irytujący gnojku- kipiał Kisame ze złości. Przywołał wodnego rekina, który wyskoczył z tafli wody i uderzył w chłopaka otwierając paszczę jakby chciał go zjeść. Atasuke przeturlał się po ziemi, nie był w stanie nic zrobić, nie miał kontroli nad własnym ciałem. Jego ciało samo się uniosło jakiś metr nad ziemię z rozpostartymi ramionami. Jego oczy ciągle pozbawione tęczówek i źrenic. Ciągle emitował tą dziwną chakrę, która wciąż chroniła magie Leśnych. Dziwnemu zachowaniu Atasuke towarzyszyły wydzierające się z gardła chrapliwe i stłumione okrzyki bólu. Jakby coś rozrywało go od środka. Postać, jaką przybrał po powrocie z krainy królików stopniowo zanikała od stóp. Jego skóra stawała się znów normalna, paznokcie również. Włosy nieco się skróciły i ściemniały a kły wróciły do pierwotnej postaci.
Wszyscy, łącznie z członkami Akatsuki wpatrywali się w chłopca nie wiedząc kompletnie co się dzieję.
- To ten dar...- zrozumiała Amara.
- Co takiego?- zdziwił się Natsuo- Króliczy król podarował Atasuke jakąś moc, informując, że pozwoli mu uchronić magię Leśnych- Natsuo patrzył na nią wielkimi oczami. Zauważalne było to, że magia była jakby połykana przez chłopaka. Wchłaniał ją. Dlatego tak cierpiał.
- A więc to dobrze, tak?- pocieszył się Natsuo.
- Nie- odpowiedziała zmartwiona Amara- Taka ilość magi w jednym naczyniu, jakim jest Atasuke może zakończyć się tragicznie- wyjaśniła- Atasuke może stracić życie, a jego ciało na zawsze pozostanie naczyniem dla magi Leśnych- sprostowała przerażona. Obito i Natsuo wytrzeszczyli oczy.
- Trzeba go oddzielić od tej magi póki jest czas!- krzyknął Natsuo kładąc Setsune na ziemi i ruszając biegiem w stronę Atasuke.
- Natsuo stój!- krzyknął Obito który rzucił się za nim. W między czasie Kisame próbował zaatakować Atasuke, jednak magia broniła go. Nie pozwalała do siebie dopuścić.
Atasuke cierpiał. Czuł, jakby magia rozrywała jego wnętrze by znaleźć miejsce dla siebie. Nie mógł nic zrobić. Spod powiek wypłynęły mimowolne łzy cierpienia. Wrzaski były coraz głośniejsze i coraz bardziej czuł jak rozrywają mu gardło.
'Nie pozwolę ci umrzeć, w imię czegoś, co nawet nas nie dotyczy...' myślał Natsuo biegnąc. Nie widział Orochimaru, który stał na jego drodze do przyjaciela, widział tylko cierpiącego Atasuke, na ciele którego pojawiały się różnokolorowe jakby pękniecia skóry 'Tyle razy uratowałeś mi życie...' w jego głowie pojawiały się wspomnienia, w których Atasuke go ratował, gdy podczas ich pierwszego spotkania stanął w jego obronie przed staszymi uczniami akademii 'I masz teraz po prostu umrzeć? Stać się naczyniem dla czegoś, czego nigdy nawet nie chciałeś? Twoja siostra...'.
Orochimaru nie dał mu przejść, kopniakiem posłał go z powrotem kilka metrów dalej.
Natsuo przewrócił się w locie i poturlał po ziemi. Po chwili obolały dźwignął się na nogi i ruszył z powrotem. Amara płakała, widząc i słysząc cierpienie Atasuke oraz uparte próby Natsuo, który ciągle chciał uratować Atasuke. Próbował przebić się przez Orochimaru, bezskutecznie.
Obito mimowolnie ruszył ku Atasuke, jednak Orochimaru nie miał zamiaru przepuścić i jego.
'Plany nabrały nieco złego obrotu' pomyślał 'Jeśli chłopak zostanie naczyniem, będziemy musieli zabrać go ze sobą. Wtedy z pewnością Obito ruszy w pościg. Nie mamy jednak wyjścia'.
- Atasuke...!- wydarł się z gardła rozpaczliwy krzyk Natsuo. 'Twoja siostra... '
' - Jesteś w drużynie z moim bratem, prawda?- spytała Yuumi, mała dziewczynka o czarnych włosach, która będąc z rodzicami na placu zabaw zobaczyła przechodzącego blondyna- Jesteś Natsuo, prawda?
- Hug?- zdziwił się blondyn- Mówisz o Atasuke?
- Mhm!- przytaknęła z dumą Yuumi- Masz spore szczęście, że masz go w drużynie, jest najsilniejszy- pochwaliła z dumą.
- CO?!- oburzył się Natsuo podnosząc ton- Wcale że nie jest! Mogę go pokonać w każdej chwili- zapewnił pewny siebie. Maleńka Yuumi spojrzała na niego zaskoczona.
- Naprawdę?- niedowierzała.
- Ba!- przytaknął podnosząc kciuk w górę- Nazywam się Okazaki Natsuo!- mówił nieco za głośno- Pewnego dnia stanę się najsilniejszy w całej wiosce- zapewnił- Nie dam się wygryźć jakiemuś pochmurnemu drewniakowi!
Dziewczynka wciąż wpatrywała się w chłopaka, któremu urody dodawało pomarańczowo-złote światło zachodu słońca.
- Chodź Yuumi- powiedziała jej mama, którą po nią przyszła- Musimy już wracać- powiedziała z ciepłym uśmiechem, delikatnie chwytając za dłoń dziewczynkę. Yuumi chwyciła ją- Twój starszy brat lada moment wróci z treningu z Fiijo- zapewniła z uśmiechem mama.
- Mhmm- skinęła głową Yumi nie mogąc doczekać się spotkania brata- Obiecaj mi coś- tuż przed odejściem ponownie zwróciła się do Natsuo.
- Tak?- zdziwił się.
- Skoro jesteś tak silny, obiecaj mi, że będziesz się opiekował moim bratem- poprosiła, szczerze wierząc w siłę Natsuo. Chłopak stał jak wryty, po chwili się otrząsnął i z szerokim uśmiechem uniósł kciuk w górę.
- Możesz na mnie liczyć!- zapewnił- Nie pozwolę by stała się mu jakakolwiek krzywda- obiecał.
Yuumi się uśmiechnęła i machając mu odeszła razem z mamą.
Natsuo patrzył za nimi, i po chwili uśmiech zaniknął z jego twarzy. Wiedział, że jest zbyt słaby by móc dotrzymać słowa. Zacisnął pięści. '
' "Obiecaj mi, że będziesz się opiekował moim bratem" '.
'Obiecałem cię chronić. Trenowałem, by stać się silniejszym, tylko po to by móc ci dorównać i dotrzymać słowa, danego twojej siostrze ' wstał po kolejny powaleniu przez Orochimaru.
- Dlaczego jesteś taki uparty?- spytał Orochimaru- Dlaczego nie odpuścisz, wiedząc że to na nic?
- Dałem słowo...- odezwał się cicho- Obiecałem...
Orochimaru jak i reszta wpatrywali się w chłopca, który stał na chwiejnych nogach ze spuszczoną głową
Wściekły Kisame zaprzestał prób atakowania Atasuke, były bezskuteczne. Obito spróbował z miejsca wysłać magię Leśnych do swojego wymiaru, jednak nie zadziałało. Magia coraz bardziej była pochłaniana przez Atasuke. Jego krzyki były coraz bardziej rozpaczliwe i dławiące. Łzy leciały mu spod powiek jak groch. Ciało coraz bardziej ozdabiały jaskrawe pęknięcia.
- Nie mogę pozwolić, by umarł- powiedział Natsuo- Tyle razy uratował mi skórę przyjmując na siebie cios...- mówił zaciskając pięści- Zawsze walczył z myślą o towarzyszach. Nie zostawiłby nas, gdybyśmy byli na jego miejscu...
- Natsuo...- Obito nie mógł już wytrzymać. Amara niemal płakała.
- Jeśli mnie teraz nie przepuścisz i zabijesz- zaczął- Jako duch zrobię wszystko by mu pomóc.
- Naiwny chłopcze- powiedział Orochimaru- Nie da się przerwać tego, co dzieje się z Atasuke- wyjaśnił- Jeśli pozwolę ci przejść, zginiesz próbując go ocalić.
- A więc zginę- wtrącił momentalnie Natsuo. Obito drgnął. Podszedł do Orochimaru a dzieliło ich tylko kilka kroków.
- To coś, czego ty nie zrozumiesz, Orochimaru- powiedział- Przyjaźń i lojalność- dodał- To rzeczy cechujące prawdziwego shinobi- mówił chłodno- Ty, w swojej żałosnej i nieludzkiej egzystencji nigdy nie pojmiesz znaczenia tych słów.
Natsuo ponownie ruszył ku Atasuke, nie mając już siły biec z ledwością szedł. Był wymęczony i pobity.
- Atasuke...- mówił cicho. 'Cokolwiek mogę zrobić, zrobię to. Dotrzymam słowa'.
Szedł coraz śmielej. Minął już zdumionego Obito, zaraz potem Orochimaru. Dotarł niemal do Atasuke i wyciągnął nań ręce.
- Jeśli mogę przejąć twój ból, zrobię to- powiedział.
Złapał Atasuke za nogi, a jego oczy zaświeciły na niebiesko, źrenica stała się biała. Wszyscy dalej wpatrywali się ze zdumieniem, Orochimaru jednak najbardziej.
Reszta magi, jaka jeszcze nie została wchłonięta została przejęta przez Natsuo.
Atasuke przestał krzyczeć, nieprzytomny opadł w dół. Złapał go Natsuo, ledwo przytomny samemu padł na kolana pod wpływem ciężaru przyjaciela. Obito podbiegł do nich.
Natsuo spod ciężkich powiek patrzył na nieprzytomnego Atasuke. Pęknięcia na jego ciele straciły już na barwie, lecz jednak zostały. Jego lewe ramie z kolei było całe białe i nietknięte przez pęknięcia. Swoją barwę zawdzięczała białej magi, która wcześniej otoczyła jego ramię.
- Nie pozwolę ci umrzeć- wyszeptał i padł nieprzytomny, podczas upadku złapał go Obito.
Przez wejście do groty weszło kilkunastu strażników osady, w czym wódz i ojciec Amary.
- Obtio- odezwał się Orochimaru, gdy razem z Kisame stali obok Zetsu- Wiedz, że to jeszcze nie koniec- zapewnił. Zatsu przywołał coś na wzrór rośliny jaka otacza jego głowę i wraz z Orochimaru i Kisame zniknęli w ziemi, zanim dobiegli do nich osadnicy.
Minęły dwa dni, medyk z osady nie był w stanie wybudzić Atasuke ze śpiączki. Jego stan wydawał się jednak stabilny. Gdy wszyscy doszli do siebie, Konoszanie wrócili do wioski, transportując ze sobą uśpionego Atasuke. Każdy ogarnięty przez doła.
Cała sytuacja została dokładnie wyjaśniona przed wodzem. Amara, jako potomkini Leśnych zgodziła się na zabranie ze sobą Atasuke, będącym teraz naczyniem dla całej ich magii, oraz Natsuo mającym jej część.
Po powrocie do wioski zdano szczegółowy raport przed Hokage i starszyzną. Sytuacja była trudna. Nie wiadomym było co stanie się z Atasuke a i sprawa Natsuo nie była specjalnie jasna.
Będąc jeszcze w osadzie Amara ponownie spróbowała połączyć się z Atasuke, jednak bez żadnego efektu, jakby działało to tylko raz.
Atasuke trafił do szpitala, będąc pod całodobową obserwacją medyków.
- Śpiączka to okresowa choroba- mówił lekarz- Nie da się z niej wybudzić na siłę. To jego walka- powtarzał- Bliscy odchodzą do krainy snów, by wrócić silniejszymi.
Gdy tylko rodzina Atasuke się dowiedziała natychmiast udali się do szpitala. Yuumi ze łzami w oczach wtuliła się w brata, błagając o to by otworzył oczy i ją przytulił.
- Miałeś go chronić!- krzyczała do Natsuo ze łzami w oczach. Jej matka również płakała, pocieszana przez męża- Obiecałeś! Mówiłeś, że jesteś w stanie!
Natsuo odwrócił się i ruszył ku wyjściu. Zatrzymał się przed nim.
- Przepraszam...- powiedział- Przepraszam, że byłem zbyt słaby by go ocalić- łzy pociekły mu po policzkach. Zacisnął pięści i wyszedł, nie mogąc znieść ciężaru i bólu.
Obito i Setsuna postanowili zostawić rodzinę z Atasuke.
Yuumi cały czas wołała brata. Spojrzała na nadgarstek chłopaka, nadal miał na nim opaskę, która sama dla niego przygotowała na jego urodziny.
Spuściła głowę i przestała wołać.
- On nie odpowie...- wybąkała.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz